Pierścień

W czasach Mieszka I w  ponurej i gęstej puszczy świętokrzyskiej, stała mała chatka. Była jak pałac dla swych mieszkańców. Podmurówka z  głazów rzecznych, ściany z  dębu, dach pokryty lśniącą w  słońcu słomą, z  komina wciąż unoszący się dym, w oknie matka, wypatrująca swych dzieci.
Pierwsza - jak zawsze - przychodziła z  lasu Małgosia, niosąc pełny koszyk owoców. Następnie najstarszy syn wraca z  polowania, a  za nim młodszy z  drwem. Tylko ojciec nie wraca od roku, lecz świeca w  oknie nadal stoi, by wskazać mu drogę przez gęstwiny.
Słońce wdziera się do izby kuchennej i  delikatnie prowadzi matkę ku oknu. Wypatruje ona najmłodszego dziecka, lecz oto zjawia się najstarszy syn, Jasio.
- Co ci jest, dziecko? - pyta matka widząc smutek w oczach dziecka.
- Oj matko - wzdycha Jasio - tak mi pusto w sercu, tak mi kogoś brakuje…
- Ja też tęsknie za ojcem- mówi matka - on na pewno wróci.
- Nie, to nie to… Nie wiem jak to określić. To taka pustka; mam ciebie, Małgosię, Stasia a  jednak me serce łka.
Matka przysiadła przy piecu i  zadumana nie spostrzegła, kiedy jej pociechy wróciły. w  jej oczach było widać smutek. Przy wieczerzy zwróciła się do Jasia:
- Czas byś opuścił nas i znalazł swoje szczęście, a  gdy już je znajdziesz, pamiętaj o matce i  wróć, by o swym szczęściu powiedzieć.
Rano, nim zorza wstała, matka obudziła Jasia.
- Masz tu pierścień: kto go założy i  nie będzie go uwierał ani spadał z palca, ten będzie ci przeznaczony. Oto chusta, przytul się do niej i  pomyśl o mnie, jak znajdziesz się na rozdrożu życia, a  ja ci pomogę. Proszę, oto sygnet, który dostałeś od matki chrzestnej, on cię obroni przed złem. To powiedziawszy, matka ucałowała Jasia i  wyprawiła go w  drogę.
Minęło lato, minęła jesień, nastała zima i  śnieg zasypał drogi. Małgosia co noc zapalała świeczkę, stawiała w  oknie i  wpatrywała się w  ciemny, szumiący las. Pewnego razu ujrzała mały, czarny punkt, szybko zbliżający się do domu.
- Matko, ktoś jedzie - krzyknęła Małgosia. Z  daleka słychać już rżenie koni. Cała trójka wpatrywała się w zbliżające się postacie. Gdy konie zatrzymały się przed domem, cała trójka wybiegła do sieni, gdzie już stał Jasio.
- Witaj matko - powiedział Jasio i  ucałował ją w  rękę. - Zjeździłem cały kraj, aż twa chusta i pierścień objawiły mi moje szczęście, oto Jagoda, ma małżonka. Widziałem piękno i brzydotę tego świata i poczułem, że me miejsce jest przy matce.
Minął rok. Jasio z  rodziną zbudował dom, miał małą Anulkę i ukochaną małżonkę oraz kochającą rodzinę u boku; nie potrafił być jednak szczęśliwy, gdyż w oczach swego brata widział smutek.
- Widzę Stasiu, iż z  czymś się borykasz, co ci jest bracie? - spytał Jasio.
- Widzisz, jestem niby szczęśliwy mając was, bawiąc twoją córkę, ale czegoś mi brakuje, Jasiu.
- Może przyszedł czas, byś i  ty poszukał swego szczęścia, Stasiu.
- Moje miejsce jest tu, przy twojej rodzinie i  matce.
- Pomyśl jednak, może tego, czego pragniesz, nie ma tutaj.

Minął miesiąc, a  Stasio nadal nie wiedział co ma zrobić. Pewnego ranka matka wskazała mu drogę:
- Synu, masz tu pierścień, kto go założy i  nie będzie go uwierał ani spadał z  palca, ten będzie ci przeznaczony. Oto chusta, przytul się do niej i  pomyśl o mnie, jak znajdziesz się na rozdrożu życia, a  ja ci pomogę. Oto lustro z najszczerszego złota, to jest prezent od twojej matki chrzestnej, ono da ci odpowiedz. Gdy znajdziesz swe szczęście, pamiętaj o matce
i  wróć, by o swym szczęściu powiedzieć. Idź, bo twoja kolej przyszła - powiedziała matka i uściskała syna.
Lato minęło, nastała jesień, lecz nim ostatni liść spadł z  drzewa a śnieg otulił ziemię, przybył Stasio w pięknej karocy.
- Och matko, tak bardzo me serce łkało za wami. Spotkałem wielu cudownych ludzi, ale dzięki lustru ujrzałem to, czego tak naprawdę pragnę. Zostanę tu z wami, będę się wami opiekować i troszczyć o rodzinę brata - to mówiąc, zaczął czule witać się z  rodziną, aż łzy pojawiły się na wszystkich policzkach.
Wiem, że drugi człowiek jest największym skarbem, ale pozwoliłem sobie przywieźć wam kilka upominków - to mówiąc ściągnął z dachu karocy kufer okuty złotem i  począł rozdawać prezenty.

Minęła zima, nastało lato. Julka opiekowała się swoim młodszym bratem a  Małgosia co noc stawiała zapaloną świecę przy oknie.
- Widzę Małgosiu, że twe oczy są smutne - zauważył Stasio - Wypatrujesz ojca?
- Nie, już od dawna nie - odpowiedziała Małgosia - Patrzę w  rozświetlone okno domu Jasia.
- A więc czemu się nie radujesz?
Małgosia opuściła głowę i  płaczliwym głosem wyszeptała - zazdroszczę wam, bo macie swoje miejsce na ziemi.
Stasio przytulił Małgosię i  cichutko szepnął do ucha, iż powie matce o jej smutkach. Nastała cisza i  oboje wsłuchiwali się w szczebiot dzieci Jasia, który rozchodził się po lesie.
Gdy pierwsze promienie słońca wdarły się do izby, matka obudziła Małgosię.
- Masz tu pierścień, kto go założy i nie będzie go uwierał ani spadał z  palca, ten będzie ci przeznaczony. Oto chusta, przytul się do niej i  pomyśl o mnie, jak znajdziesz się na rozdrożu życia, a  ja ci pomogę. A oto mały kluczyk na srebrnym łańcuszku, to prezent od twojej matki chrzestnej, on otworzy ci oczy na to, co najważniejsze w  twoim życiu. Gdy odnajdziesz swą drogę, pamiętaj o matce i  wróć, by o swym szczęściu powiedzieć. Idź, bo twoja kolej przyszła - powiedziała matka i  uściskała córkę.
Małgosia zarzuciła sobie chustkę na szyję i  zrobiła mocny supeł, zapięła łańcuszek
i  założyła pierścień na serdeczny palec u prawej ręki. Z bólem spojrzała na chatkę matki i  brata, zarzuciła małe zawiniątko na kiju na ramię i ruszyła leśną ścieżką prowadzącą do krańca lasu.
Myśląc o rodzinie oraz przyszłości, nie spostrzegła, jak las zaczął się rozwidlać. Drzewa chroniły dziewczynę przed palącym słońcem, a  ptaszki umilały jej śpiewem drogę. Niektóre przysiadały na jej ramieniu i  czule ćwierkały do uszka. Dzień był upalny, las dawał chłód, jednak nie powstrzymał ciężkiego powietrza, które się do niego wdarło.
Po swej lewej ręce Małgosia zobaczyła małą ścieżkę, podążyła nią myśląc, iż znajdzie osłoniętą drzewami małą polankę, gdzie będzie mogła chwilę odpocząć. Jej serce drżało, gdyż im bardziej posuwała się naprzód, tym bardziej las gęstniał. Nagle ujrzała malutką polanę i  lśniącą taflę źródła, które wypływało spomiędzy dwóch skał porośniętych mchem. Pochyliła się i  łapczywie zaczęła pić wodę z  źródła. Usłyszała, że ktoś cichutko łka. Po jej prawej stronie był głaz, na którym siedziała dziewczyna, była mniej więcej w jej wieku.
Spostrzegła, że ktoś jej się przygląda i ze strachem spojrzała swymi dużymi, zielonymi oczami na Małgosię, otuliła twarz swymi czarno kruczymi włosami i  przyglądała się jej.
Małgosia poczuła ciepło na dekoldzie, gdzie spoczywał kluczyk.
- Nie bój się, nic ci nie zrobię - odezwała się Małgosia - Jak masz na imię?
- Irmina - drżącym głosem odpowiedziała dziewczyna.
- Co się stało, Irmino? Nie bój się, nic ci nie zrobię - odgarnęła włosy z  jej twarzy, usiadła obok na kamieniu i  delikatnie przytuliła do siebie.
- Ciotka mnie zbiła, ponieważ zbyt mało jagód przyniosłam do domu. Uciekłam, gdyż była bardzo zła i się jej bałam - powiedziała ze łzami w oczach. Boję się, że mnie odprawią,  matka pracuje bardzo daleko i nie mogę u niej mieszkać. Może… gdybym przyniosła jej coś cennego, to…
- Cii - Małgosia położyła swój palec na jej ustach i  ucałowała siniak, który zauważyła na policzku. Wiedziała, że pierścień miał jej pomóc w odnalezieniu szczęścia, ale wolała pomóc tej istocie niż je odnaleźć. Zsunęła pierścień z  czerwonym oczkiem i włożyła go na serdeczny palec Irminy. Pasował idealnie.
- Och, Małgosiu!
- Cii… Możesz wrócić do ciotki albo pójść ze mną, a  potem do mnie do domu, gdzie przyjmie cię moja matka.
- Pójdę z  tobą - powiedziała stanowczo.
Wróciły na ścieżkę, ujęły się pod ramię i  ruszyły w  dalszą drogę.
Nim zmierzch zapadł, znalazły się na krańcu lasu. Ujrzały ogromne miasto, a w  samym jego centrum pałac z  bardzo wysoką wieżą.
- Podoba się wam? - spytał ktoś z  boku. To me królestwo.
Książę zaprosił dziewczęta do powozu i  zawiózł do pałacu, gdzie czekała na nich uczta. Małgosia wyjawiła pięknemu, młodemu księciu cel swej podróży.
Pod koniec kolacji książę zapytał Małgosię, czy w  jej sercu jest dla niego miejsce. W  miejscu, gdzie klucz dotykał jej ciała, poczuła przerażający chłód.
Odpowiedziała, że nie ma i nigdy nie będzie, a ponieważ nikt, nigdy nie odmówił księciu niczego, kazał ją wtrącić do wierzy, gdzie miała przebywać dopóty, dopóki nie zgodzi się zostać jego żoną. Irmina ubłagała go, by mogła opiekować się swoją przyjaciółką.
Miesiące mijały, lecz za każdym razem, gdy książę pytał Małgorzatę, czy pozwoli mu być jej mężem, czuła lód w  miejscu, gdzie spoczywał klucz.
- Jak mogę ci pomóc? - spytała pewnego razu Irmina.
- Nie wiem. Gdyby matka mogła mi powiedzieć… - to powiedziawszy przytuliła głowę do chusty i w  tym momencie usłyszała w głowie, iż to Irmina jest jej pisana.
- Irmino, czy chcesz być ze mną do końca mych dni? - zapytała Małgosia i ujęła jej dłonie.
- Tak. Odkąd cię zobaczyłam, pragnę być z  Tobą – delikatnie z  namaszczeniem pocałowała ją w czoło, a  następnie w  usta.
Po krótkiej rozmowie postanowiły wymknąć się po cichu z  pałacu i  uciec do matki Małgosi.
Irmina delikatnie zastukała w drzwi, by dać strażnikowi znać, iż pragnie wyjść. Kiedy strażnik otworzył, Małgosia z  całych sił pchnęła go w kierunku schodów, potknął się i  sturlał ze schodów bardzo wysokiej wierzy. Dziewczęta, trzymając się za ręce, zbiegły z  wieży, pod którą stał koń strażnika. Dosiadły go i cwałem udały się w  kierunku lasu.
Pomimo iż pogoda była wczesnoletnia, słońce bardzo mocno grzało.
Kiedy ujrzały znajomą ścieżkę po prawej stronie, zatrzymały gwałtownie konia i poprowadziły go ku źródłu.
Na miejscu powoli rozebrały się wzajemnie i weszły do źródła, by ochłodzić się i  zmyć z siebie ciężar minionych miesięcy. Kiedy pluskały się w źródle Irmina poczuła, iż coś kuje ją w stopę. Gdy spojrzała w  dół, ujrzała spoczywające na dnie złote talary. Dziewczęta ubrały się i załadowały na konia tyle złota, ile był w stanie udźwignąć. Śmiejąc się, ruszyły w  dalszą drogę.
Było już po zmierzchu, kiedy Stasio zapalał świecę w  oknie.
- Matko, ktoś idzie! – krzyknął, wyrywając matkę z  zamyślenia.
Cała rodzina wybiegła, gdyż domyślili się, iż to Małgosia. Kiedy wpadli sobie w  ramiona, jedno mówiło przez drugie. Jednak Irmina, trzymając konia, stała z  boku. Uświadomiwszy sobie to, Małgosia ujęła ją za rękę i  przyprowadziła do rodzeństwa i  matki
- To jest ma ukochana, Irmina – powiedziała z  dumą Małgosia.
Wszyscy zaczęli ją przytulać i zagadywać.
- Cieszę się z  twojego szczęścia, Małgosiu, a  teraz z  waszego - powiedziała matka. Chodźcie do mej chaty, bo twój brat ma już trójkę pociech.
Do samego rana światło paliło się w  chatce matki, a i  tak zabrakło czasu na to, by rodzeństwo zdołało opowiedzieć sobie o wszystkim.
Małgosia z  Irminą wybudowały sobie chatkę obok domu matki i  brata, a  cała rodzina żyła w  miłości i  dostatku.
Fabia8
Data publikacji w portalu: 2009-01-14
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 2.5 /głosów: 10
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

casiopea2009-01-21 22:03
Wierzę iż następnym razem, autorka sięgnie do słownika ortograficznego...A resztę włóżmy między "baśnie".

Francine2009-01-25 14:36
Ekstra opowieść! Ten dział jest najlepszy z całego artu :)

ekscentryczka452009-01-25 18:20
Wszyscy zaczęli się przytulać...jakaś orgia wisiała w powietrzu...a to imię Irmina jak dla prostytutki....ale czepiam się pewnie..a skąd ta matka mała tyle pierścieni ?..przecież ta chata to bida z nędzą...stara chyba zakopała gdzieś mężusia i ukradła jego majątek po teściach...ogólnie nawet ciekawy pomysł ale za mało dramaturgii...ten książę mógł chociaż Irminę od czasu do czasu posiąść..chłop zestresowany okrutnie musiał być...ile można pytać...ha ha..Jeszcze dużo pracy przed tobą i nie leń się...daję **

alopecosa2009-03-19 20:43
skoro Jasia miejsce jest przy matce to na cholere mu zona? w dalszej czesci widze ze Jasia zona chyba sie Stasiowi przyda:) kluczyk do otwierania oczu skojarzyl mi sie z piła II :) kto ogladal wie o co mi chodzi na koncu wszyscy sie tula a irmina woli konia:) i trojka dzieci z czego napewno jedno jest Jasia;)


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

  KONTAKT  

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

Ostatnio komentowane:

news Prawa kobiet a Koran
vesania olicadiablica ma całkowitą rację. Szkoda że w Polsce nie mówi się o tym głośno, Użalamy się nad tym jaki ciężki los mają imigranci z krsjów muzułmańskich a zupełnie pomijamy to, jaki... opinia dodana 2017-01-14 16:00:40
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Na jej rozkazy - CHAUDIÈRE A.D. i CALIGO A.
Słabo. Dobrnęłam do 20 strony mało się przy tym nie topiąc w nadmiarze nic nie wnoszących słów. Żałuję,...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2016