O dwóch takich, co chciały byc razem...

rozśpiewanej Bohaterce tej baśni i…mojego życia


Poprosiłaś, żebym przeczytała Ci jakiś swój wiersz. Nie chciałam. Nie miałam nastroju. Zresztą tego dnia nic nie napisałam, a moje dotychczasowe wiersze znałaś prawie na pamięć. Wtedy stwierdziłaś, że wieczór jest taki poetycki, brakuje tylko moich słów.
- To opowiem Ci baśń - zaproponowałam
- O czym?
- O nas?
- Opowiadaj

*****
- Dawno, dawno, kilkanaście wcieleń temu mieszkałyśmy za górami, za lasami, w pewnej niezwykłej, bajecznej krainie. Jej mieszkańcy szybko poznali się na naszych talentach - Twoim muzycznym, moim poetyckim i uznali, że najlepiej je wykorzystamy jako kapłanki ognia. Tak znalazłyśmy się wśród wyróżnionych dziewcząt naszej krainy. Pilnowałyśmy świętego paleniska. Doglądałyśmy go i oddawałyśmy mu hołd - Ty swoim śpiewem, ja poezją. Byłyśmy bardzo szczęśliwe i niczego nam nie brakowało.
Myślałyśmy wówczas, że w tej beztrosce, tym błogim bezpieczeństwie dożyjemy końca naszych dni. Tymczasem dorosłyśmy, a ogień, któremu chciałyśmy służyć, objawił zupełnie innego rodzaju władzę nad nami. Nie wiem, kiedy, znałyśmy się przecież od lat, połączyło nas uczucie żarliwe, płomienne. Nie umiałyśmy i nie chciałyśmy z nim walczyć. Tym samym dopuściłyśmy się czegoś, co surowo zabronione było kapłankom. Nasza miłość stawała się coraz bardziej widoczna dla innych, przestałyśmy być bezpieczne w naszym ułożonym, wygodnym światku.
Nie chciałyśmy wyrzec się siebie wzajemnie, więc chcąc ocalić życie, musiałyśmy uciekać. Nie było to proste. Naszą krainą rządził bardzo przebiegły król, którego doradcą był wszystkowiedzący wąż. Jak przed takimi się ukryć? Poza tym nie było gdzie uciec, gdyż krainę otaczały niebezpieczne, niedostępne tereny. Nikomu nigdy to się nie udało, byłyśmy więc pierwszymi, które zmuszone były tego spróbować. Jedynej drogi, przez którą człowiek mógł się przedrzeć, wygrywając z siłami natury, strzegło siedem groźnych smoków. Jednakże droga ta prowadziła podobno do siedziby Przerozumnej Wiedźmy. Nikt nigdy jej nie spotkał, czy nam się uda? Może Wiedźma pomoże nam, podaruje jakiś magiczny przedmiot, który pozwoli nam uciec przed władzą króla i jego węża, ocalić życie i osiągnąć szczęście? Postanowiłyśmy spróbować. Nie miałyśmy zresztą czasu na przemyślenia. O naszej zakazanej miłości mówiono już w całej krainie. Nasze życie było w niebezpieczeństwie. Strasznie bałyśmy się smoków. Tyle nasłuchałyśmy się o nich w dzieciństwie. Jednocześnie miałyśmy dla nich dużo życzliwości. Podobnie jak my były dziećmi świata. Może nawet bardziej niż my wpisywały się w jego baśniową naturę? Nie miałyśmy prawa ich zabijać, nawet chcąc ratować swoje życie. W końcu cóż one były winne, ze musiałyśmy uciekać z naszej krainy? Nie chciałyśmy ich krzywdzić. Tylko słabi krzywdzą, my czułyśmy się silne. Nie wykradłyśmy więc magicznego miecza, który pozwoliłby nam pokonać najgroźniejsze nawet stwory. Stwierdziłyśmy, ze damy sobie radę bez niego. Długo szłyśmy, żywiąc się po drodze leśnymi jagodami, zanim dotarłyśmy do groty pierwszego smoka. Byłaś przerażona, a jednak zaczęłaś śpiewać mu kołysankę. Słuchał zachwycony, wreszcie zasnął mocnym snem. Wtedy poszłyśmy dalej. Długo wędrowałyśmy, żywiąc się po drodze jagodami, aż doszłyśmy do groty drugiego smoka. Byłam przerażona, ale zaczęłam żonglować słowami. Smok był zachwycony. Śmiał się do łez i zapomniał o całym świecie. Nie zauważył, gdy poszłyśmy dalej. Długo wędrowałyśmy, jak zwykle posilając się jagodami , aż doszłyśmy do groty trzeciego smoka. Chciał zionąć w nas ogniem, ale gdy zobaczył o wiele potężniejszy płomień naszej miłości, przerażony puścił nas wolno. Gdy byłyśmy blisko czwartej groty, nuciłaś cichutko. Jednak smok mieszkający w niej miał słuch doskonały. Wyszedł i poprosił, żebyś nauczyła go swej pieśni. Zgodziłaś się, jeśli w zamian za to pozwoli nam iść dalej. Przystał na te warunki. Spędziłyśmy z nim trochę czasu, a gdy umiał już ładnie śpiewać, ruszyłyśmy dalej. Piąty smok wyszedł nam na spotkanie, rzucił piorunujące spojrzenie i ryknął złowieszczo. „Dzielne jesteście, ale nic nie trwa wiecznie i żaden człowiek nie jest wieczny. Zaraz was nie będzie!” „A tobie co po twej wieczności, skoro nikt o niej nie wie?!” krzyknęłam „I właśnie chcesz zabić kogoś, kto mógłby to zmienić!” „Umiałabyś sprawić, żeby wszyscy o mnie usłyszeli?” spytał szyderczo. „Tak, mogę napisać o tobie wiersz, moje słowa są nieśmiertelne” „I co z tego? Nie znałby ich nikt, poza nami trojgiem. Ja nie mogę stąd się ruszyć, nie wiem też jak daleko uda wam się dojść, nawet gdy was puszczę. Cóż mi po słowach, których nikt nie usłyszy.” „Jeśli obiecasz puścić nas wolno, napiszę o tobie piękny wiersz i będę go powtarzać, aż wiatr się nauczy. A wiatr zaniesie wszędzie słowa o tobie.” Zgodził się, po czym oboje dotrzymaliśmy obietnic. Szósty smok wydawał się zdziwiony. „ Jak dotarłyście aż tutaj? Minęłyście pięć smoków, które jak dotąd nikogo nie puściły dalej. Nie zrobiłyście też krzywdy żadnemu z nich. Wiedziałbym o tym. Gdy jakiś smok cierpi, czuję w brzuchu taki ból, jakbym zjadł owcę wypełnioną siarką”. Opowiedziałyśmy o wszystkim. Smok zamyślił się i rzekł „To piękna historia, życzę wam, żeby miała długi i szczęśliwy ciąg dalszy. Tymczasem musicie iść dalej. Wiedźma pewnie czeka już na was.” „Przecież jest jeszcze jeden smok” wykrzyknęłyśmy chórem „Nie martwcie się” uśmiechnął się szósty smok. Nie uszłyśmy daleko, gdy usłyszałyśmy trzepot skrzydeł. Nad nami leciał siódmy smok, a na jego grzbiecie siedziała Wiedźma. „Siadajcie!” krzyknęła tonem, nieznoszącym sprzeciwu „królewska pogoń wybrała drogę niedostępną wam, śmiertelniczkom i czyha na was niedaleko. Musimy ją przechytrzyć”.
Siódmy smok wydał nam się najdziwniejszym stworem, jakiego widziałyśmy w życiu. Był zupełnie nieproporcjonalny, żadna część jego ciała nie pasowała do siebie. Tajemnicą wydał nam się fakt, że on się porusza. Bałyśmy się, że gdy go dosiądziemy, rozleci się na kawałki. Głośno jednak zapytałaś tylko, czy ten smok wytrzyma ciężar nas trzech. Wiedźma, milcząc chwyciła każdą z nas za kark i posadziła przed sobą na grzbiecie potwora. Dopiero, gdy uniósł się w powietrze, zaczęła nam wyjaśniać: „Każda całość składa się z dziwnych fragmentów, pozornie nieprzystających do siebie. Jeśli jednak dostrzeżecie niezbędność wszystkich części, zgodnie dopasujecie je - nic się nie rozleci. Odpadnie tylko to, co niepotrzebne. Smok wygląda dziwacznie, wie jednak, że jest doskonałą całością. Wy tez musicie nauczyć się nią być. Uff, uciekłyśmy, choć niewiele brakowało.”
I tak siódmy smok zabrał nas do siedziby tajemniczej, przerozumnej Wiedźmy. Zdziwiłyśmy się bardzo, gdy naszym oczom ukazał się zwykły, drewniany domek, bardzo przytulny, pozbawiony jednak wszelkiej czarodziejskiej atmosfery, której się spodziewałyśmy. Wiedźma chyba czytała w naszych myślach, gdyż powiedziała „ jednym z dowodów największej mocy jest umiejętność dostrzeżenia magii i piękna w rzeczach prostych, na pozór zwyczajnych”. Poczęstowała nas pachnącym rosołem. Spytałam, czy to jakiś magiczny eliksir. Uśmiechnęła się: „To rosół, pijcie, póki gorący. W tej chwili to jest wam najbardziej potrzebne. Poza tym jeszcze musicie się nauczyć prawidłowo pojmować magię. To wam niezbędne”. Czułyśmy, ze wszystko o nas wie, nie musiałyśmy nic mówić. Było nam tak dobrze, cudownie, więc spytałyśmy, czy możemy zostać z nią, być jej uczennicami. Chwilę patrzyła na nas z jakaś smutną tkliwością i nie odzywała się. Wreszcie pogłaskała każdą z nas po głowie i powiedziała „ Rzeczywiście, ze mną jesteście bezpieczne, jednak cóż wam z tego przyjdzie? Tutaj nie możecie żyć naprawdę. Prawdziwe życie pełne jest niebezpieczeństw, które trzeba pokonać. A jednak warto żyć. Nie można się chować. Przed wami jeszcze długa droga. Cudownie mi z wami, ale nie mogę was zatrzymywać. Tutaj mogłyście odpocząć, nabrać sił, teraz musicie zmierzyć się z rzeczywistością”. „Czy nie przeżyłyśmy już wystarczająco wiele, by znaleźć bezpieczną przystań?” spytałam „Przecież ty jesteś skarbnicą wiedzy, od ciebie możemy nauczyć się wszystkiego, doszłyśmy więc do celu. Pozwól nam zostać!” Potrząsnęła głową „To niemożliwe. Owszem, przeżyłyście wiele, jednak równie wiele jeszcze przed wami. Jeśli naprawdę chcecie być moimi uczennicami, musicie iść dalej, szukać własnych dróg” „To pozwól nam chociaż pobyć jeszcze trochę z tobą i naucz nas więcej” poprosiłaś. Wiedźma uśmiechnęła się chytrze: „Wszystko, co mogłam wam przekazać, już wiecie. Jeśli będziecie umiały to dobrze wykorzystać do osiągnięcia własnego szczęścia, własnego celu okażecie się pojętnymi, zdolnymi uczennicami, takimi, o których zawsze marzyłam.” Wiedźma uściskała nas na pożegnanie i powiedziała jeszcze: „Zanim wyruszyłyście tutaj, chciałyście mnie prosić o magiczny przedmiot. Nie jest wam potrzebny, wszystko, co niezbędne macie. Siebie nawzajem, swoją miłość, no i swoje talenty - jedna muzyczny, druga poetycki. To wszystko warte dużo więcej, niż tuzin magicznych przedmiotów. Żeby ułatwić wam życie, żebyście uniknęły zbędnego marnowania czasu, sprawię tylko, by wasze talenty, wasza sztuka dawały wam zawsze chleb i utrzymanie. W dzisiejszym świecie do tego potrzeba trochę czarów i szczęścia, nie wystarczy sam talent.” „A jak zmylimy królewska pogoń?” spytałyśmy. „Nie martwcie się, przechytrzycie ją, zanim jeszcze przejdziecie zwycięsko trzecią próbę. Skupcie się na pokonywaniu innych przeciwności losu”.
Ze smutkiem pożegnałyśmy wiedźmę i ruszyłyśmy w drogę. Szłyśmy długo. Cieszyłyśmy się sobą wzajemnie, a poezja i muzyka przynosiły nam radość i utrzymanie. Tymczasem król naszej krainy chciał wysłać za nami kolejną pogoń. Spytał więc swojego węża, gdzie jesteśmy: „Zbliżają się do straszliwej puszczy, która wszystko niszczy, dzieli i rozdziela” „W takim razie pogoń niepotrzebna, nie wyjdą z tej puszczy żywe, poniosą karę za swoją występną miłość i za ucieczkę!” roześmiał się król. Rzeczywiście, złowroga puszcza była coraz bliżej. Słyszałyśmy o niej w dzieciństwie, jednak rzeczywistość przechodziła najstraszniejsze wyobrażenia. Wiedziałyśmy jednak, że jeśli zatrzymamy się przed puszczą, ludzie króla dogonią nas i zabiją. Zbyt dużo przeszłyśmy, by się zatrzymać, musiałyśmy iść dalej. I wtedy poczułyśmy, ze żadna puszcza nas nie zniszczy, nie rozdzieli. Łączy nas ogromna miłość, mamy siebie nawzajem i jesteśmy sobie niezbędne. Ty osłonisz mnie swą muzyką, ja Ciebie swoją poezją. Mocno chwyciłyśmy się za ręce. I wtedy nasza miłość zmieniła się w wielkiego, silnego ptaka, a my stałyśmy się jego skrzydłami. Tworzyłyśmy jedną całość i wiedziałyśmy, że całość ta, choć dziwaczna (skrzydła ptaka tak przecież różniły się od siebie) jest doskonała i każdy jej element jest niezbędny. Ptak wzbił się w powietrze. Próbował lecieć ponad puszczą. My - dwa różne skrzydła musiałyśmy dopasować się do siebie, zgodnie współpracować, poruszać się w jednakowym tempie, z jednakową siłą. Trochę trwało, zanim nauczyłyśmy się tego i ptak niepewnie chybotał w powietrzu. Każda chwila groziła upadkiem do puszczy, która zniszczyłaby nas i naszą miłość. Jednak w pewnym momencie ptak osiągnął harmonię i równowagę. Leciał pewnie i szybko, patrząc z góry na groźną puszczę, która wszystko niszczyła i rozdzielała. Leciał przez wiele dni. Moja poezja, Twoja muzyka dawały nam utrzymanie i radość, która wraz z naszą miłością dawała nam siłę, pozwalającą przetrwać wszystko.
Wreszcie daleko za puszczą ptak wylądował. Wycieńczone odpoczęłyśmy chwilę w swych ramionach, po czym musiałyśmy ruszyć w dalszą drogę. We właściwym momencie, gdyż wąż oznajmił właśnie królowi, że pokonałyśmy groźną puszczę i ruszyłyśmy w dalszą drogę, a tuż przed nami jałowa pustynia codzienności, która potrafi zniszczyć każde uczucie, wyssać soki żywotne z każdego człowieka. „Niech trochę pobędą na pustyni. Pomęczą się, pocierpią, pożałują swej miłości i swoich czynów. Gdy będą już wrakami ludzkimi złapiemy je i ukarzemy przykładnie. Ich historia, zakończona śmiercią na stosie oduczy wszystkich samowoli!” roześmiał się król. Faktycznie, zbliżałyśmy się do pustyni, którą straszono nas w dzieciństwie. Miałyśmy jednak siebie i swoją miłość. Byłaś dla mnie niczym źródło, które gasiło moje pragnienie, niczym drzewo, o które mogłam się oprzeć, znaleźć wytchnienie przed upałem. Byłam dla Ciebie tym samym. Dlatego nie przestraszyłyśmy się szarości pustyni, która zresztą wcale nie okazała się szara. Nasze talenty dawały nam utrzymanie i przede wszystkim uczyły nas dostrzegać piękno w zwyczajności. Nasza miłość była słońcem, które sprawiało, ze pozornie szare, jednolite piaski pustyni mieniły się tysiącem barw, a nocą była światłem gwiazd i księżyca, nadającym piaskom odcień błękitno-srebrzysty, tajemniczy. I odkryłyśmy, że sztuka i miłość to największa, najprawdziwsza moc i magia. I wiedziałyśmy, że to my widzimy rzeczy takimi, jakimi są naprawdę, inni to daltoniści. Wszędzie, gdzie zatrzymałyśmy się, by odpocząć powstawała oaza pełna życia i zieleni.
Że pustynia skończyła się, poznałyśmy dopiero wtedy, gdy dotarłyśmy nad brzeg morza. Szczęśliwe wpatrywałyśmy się w fale, aż przypomniałyśmy sobie o naszym królu, który znał nasze losy od swego węża i pewnie wkrótce znów wyśle za nami pogoń. Czy tyle przeszłyśmy, zwyciężyłyśmy jedynie po to, by teraz zginąć w okrutny sposób? Przy brzegu spała ogromna wielorybica. Raz po raz ziewała przez sen. Postanowiłyśmy schować się w jej ogromnej paszczy. Wślizgnęłyśmy się tam podczas jednego, dłuższego ziewnięcia. Było tam strasznie ślisko, wpadłyśmy więc do przełyku, a potem do brzucha wielorybicy. Panowały tam ciemności, ale wkrótce nasz wzrok przyzwyczaił się do nich. Wnętrze wielorybicy przypominało przepiękną grotę, jaskinię. Jednocześnie było ciepło, przytulnie. Postanowiłyśmy tam zamieszkać. W końcu miałyśmy siebie nawzajem, swoją miłość i naszą twórczość, która oprócz wielkiej radości, szczęścia dawała nam też chleb i niezbędne utrzymanie.
Król zapytał swego węża, gdzie jesteśmy. „W brzuchu wielorybicy” odparł wąż. Król zamyślił się: „Uniknęły wprawdzie spalenia na stosie, ale poniosły karę i okrutną śmierć” powiedział wreszcie, zbyt opatrznie interpretując słowa węża. Wąż nie mógł sprecyzować swej informacji, gdyż nawet dla niego brzuch wielorybicy był przestrzenią niezrozumiałą, tajemną i zbyt przerażającą, by przenikać ją wzrokiem.
I tak król przestał się nami interesować, sądząc, że dosięgła nas sprawiedliwość. Zabronił rozpowszechniać naszą historię, gdyż nie dałoby się w niej pominąć faktu, że minęłyśmy zwycięsko siedem groźnych smoków, puszczę, która wszystko niszczy i rozdziela i wyjaławiającą pustynię codzienności, a to, mimo wszystko mogłoby ośmielić i rozzuchwalić inne kapłanki ognia. Zapomniano więc o nas zupełnie w naszej krainie, a my, gdy nasza intuicja powiedziała nam o tym, poczułyśmy ogromną ulgę i radość. Wreszcie byłyśmy wolne, wreszcie nie musiałyśmy uciekać.
Mieszkałyśmy spokojnie w naszej grocie, we wnętrzu wielorybicy, pływającej po morzach i oceanach, a żeglarze i rybacy często słyszeli z oddali nasz radosny śmiech, aż zaczęli śnić i bajać o rusałkach, podwodnych księżniczkach. Wydawało nam się, że osiągnęłyśmy pełnię szczęścia. Kiedyś jednak spytałaś „Jaki kolor ma morze? Pamiętasz? Bo ja nie” Wtedy ja także ogromnie zatęskniłam za morzem, które przecież słyszałyśmy, pływałyśmy po nim, jednak byłyśmy od niego oddzielone, nie widziałyśmy go, nie czułyśmy jego zapachu, nie mogłyśmy tak naprawdę się w nim zanurzyć, żeby poczuć je na skórze. Wtedy poczułyśmy, że strasznie tęsknimy za całym światem, którego się wyrzekłyśmy. Dlaczego? Przecież nie musiałyśmy już uciekać, chować się. Owszem, byłyśmy bezpieczne, jednak cóż po takim bezpieczeństwie, skoro nie żyłyśmy tak naprawdę. Czy po to uciekłyśmy z naszej krainy, pokonałyśmy wszystkie przeciwności losu, by teraz tkwić w tym dobrowolnym więzieniu? Czy tego chcemy? Czy Wiedźma byłaby z nas dumna? Długo rozmawiałyśmy o tym, wreszcie postanowiłyśmy wymknąć się z wnętrza wielorybicy, gdy ta znowu zapadnie w sen. Kiedy to nam się udało, poczułyśmy się jak nowo narodzone. Wokół był świat, pełen niebezpieczeństw i niewiadomych, ale też rozciągało się w nim cudowne, prawdziwe morze, plaża, nad nami świeciło słońce. Ten świat był niezwykły i taki piękny. Tylko w ten sposób mogłyśmy żyć, czuć naprawdę. Blisko morza zbudowałyśmy mały domek, żeby w nim zamieszkać, gotowe na rozpoczęcie kolejnego etapu w naszym życiu.
Nie wiedziałyśmy, co się jeszcze wydarzy, co nas jeszcze spotka, jednak mądrzejsze i silniejsze o wszystkie doświadczenia, spoglądałyśmy w przyszłość w ufnością. W końcu Ty miałaś swoją muzykę, ja swoją poezję, które dawały nam szczęście i utrzymanie. No i miałyśmy siebie i swoją miłość, która przeszła tyle prób i coraz potężniejsza czekała na następne...

*****

- I co? Żyłyśmy długo i szczęśliwie? - spytałaś
- Nie wiem, chciałabym bardzo…
- Ja też… nie tylko w baśni. Więc próbujmy…
mirabelka
Data publikacji w portalu: 2009-01-14
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 3.94 /głosów: 17
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

ekscentryczka452009-01-25 18:49
Czytałam już na tym forum grafomańskie wypociny...durne prologi i epilogi...idiotyczne historie...ale jeszcze nie chciałam aby to co czytam nigdy nie powstało...Co za stek bzdur...miłość i talent...kto cię tak okłamuje kobieto... nie masz talentu i go nie będziesz mała...ten fragment o owcy i siarce to już żenada..a o brzuchu wieloryba też już było...Schowaj się w jakim lochu i pisz tylko tej co jest chyba analfabetką, zaślepioną miłością do ciebie bo trzeba cię naprawdę kochać aby tolerować twój pseudo talent...skąd takie głupoty do głowy przychodzą...nie pij więcej....sumując nie dam nawet złamanego szeląga za tę krypto baśń...bo to literacki potworek i przykład jak nie należy pisać.....

rapsodia2009-01-25 20:12
ekscentryczko45 jesteś niesamowicie smutną istotą, istna baśniowa wiedźma z Ciebie. Krytykować jest łatwo, natomiast stworzyć coś to ciężka praca. Opowiadanie nie jest złe, napisz lepsze skoro jesteś takim ekspertem. Chętnie je przeczytam.

agawa25_832009-01-25 22:31
Muszę zaprotestować - baśniowe wiedźmy są mądre, bo wiedzą na czym polega krytyka!!! A na pewno nie na obrzucaniu autorek niewyszukanymi epitetami.

Nora_322009-01-29 08:20
Bardzo fajna baśń:-) Na pewno nie zaprzecza talentowi, który miałam okazję poznać i docenić, o ile trafnie odgaduję tożsamość autorki (a sądzę, że tak). W uznaniu dla poezji tej Pani nie jestem zresztą odosobniona. Nie wiem, z kim się związała, ale chyba nie z analfabetką, gdyż takowe nie nadają się na Muzy:-) I jeszcze-przeciwnie do ekscentryczki- życzę Ci Droga Poetko (a i sobie w imieniu czytelników), byś wylazła z tych wszystkich brzuchów wielorybich czy innych skrytek i aktywniej prezentowała ludziom to, co piszesz "bo nie jest światło, by pod korcem stało" :-) A ekscentryczkami róznymi się nie przejmuj, potraktuj je jako ciekawostki zoologiczne:-)

anik20092009-02-05 14:38
Cóż,trudno dodać coś więcej niż to co napisała moja przedmówczyni. Mogę się tyko popisać obiema rękami...nie, jednak coś dorzucę: -baśń ma konstrukcję przypowieści filozoficznej -autorka żongluje symboliką i archetypami, które pseudointelktualistkom nie muszą być znane, ale prawdziwe "Biegnące z wilkami" wiedzą o co chodzi - język piękny poetycki idealny dla baśni Co do pierwszej wypowiedzi, po przeczytaniu jej miałam ochotę obrzucić autorkę takim samym jadem, jak ona autorkę baśni, ale cóż, litość i żal mnie chwyciły, Żałosne że takie osoby się wypowiadają, dobrze,że ta pani umie chociaż czytać, polecam lekturę superexpresu

alopecosa2009-03-19 20:12
co czlowiek sie wczyta i zapomni o talencie co daje szczescie i utrzymanie to znow wyskakuje talent co daje szczescie i utrzymanie a na koncu mimo tych wszystkich nawet sensownych rzeczy co do zwiazkow i bycia razem znow sa talenty co daja szczescie i utrzymanie a dopiero po nich slowo o milosci. gotowa jestem stwierdzic ze jestescie zadufane w sobie z tymi waszymi talentami (co daja szczescie i utrzymanie;)

fabrizia  kwzbzeg@jadamspam.pl2009-05-02 19:13
Przesliczna basn; jestem zachwycona sposobem, w jaki Mirabelka przedstawila zycie pelne przeciwienstw, niebezpieczenstw i barier, ktore prawdziwa milosc jest zdolna pokonac. Mirabelka przedstawila to w sposob taki delikatny, nie agresywny, nie narzucajacy sie. Mila Mirabelko, szczerze zazdroszcze Ci tej milosci, choc w najlepszym tego slowa znaczeniu. Mam nadzieje, ze i ja znajde milosc, ktora pokona wszystkie przeciwnosci losu. Pozdrawiam Cie serdecznie i prosze o Twoje wiersze. Ja tez troszke pisze. Nie chodzi nam przeciez o niezwyklosc pisania, lecz o mila, serdeczna, przyjazna zabawe. Pozdrawiam wszystkie panie, Fab.

kami852010-05-08 22:42
Piekna basn :) Podoba mi sie najbardziej ze wszystkich na tym portalu :) Metafory doskonale oddają naszą współczesną rzeczywistość, gratuluję kreatywności w tworzeniu baśniowych archetypów. Chętnie przeczytam więcej opowiadań spod Twej ręki. ekscentryczka sie nie przejmuj, bo ona to nawet do krytyki nie ma talentu ;) To biedne, zakompleksione stworzenie - widac problemy osobiste uczynily z niej taka zrzede, ze jedyna satysfakcje jaka osiaga w zyciu czerpie z zalosnych prob ponizania innych. Raz jeszcze gratuluje talentu, który zapewne daje szczescie i zycze, by dawal takze utrzymanie. Powodzenia w zyciu i weny tworczej zycze! :D


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

zoo
  KONTAKT  

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

Ostatnio komentowane:

news Donald Trump nie chce finansowania organizacji promujących aborcję za granicą
justsomebody10 Posługiwanie się przykładem N. Vujicica nie ma, moim zdaniem, większego sensu, bo to jest wyjątek na tle setek tysięcy niepełnosprawnych. Od dzieciństwa był otoczony opieką, wsparciem,... opinia dodana 2017-02-11 13:52:24
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Na jej rozkazy - CHAUDIÈRE A.D. i CALIGO A.
Słabo. Dobrnęłam do 20 strony mało się przy tym nie topiąc w nadmiarze nic nie wnoszących słów. Żałuję,...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2016