Wstążeczka

Dawno, dawno temu za wąską wstążką siedmiu rzek i łysymi garbami gór siedmiu w krainie, gdzie czas liczono złotem spadajacych ziarenek piasku w klepsydrze, spokojnie na uboczu trosk i zmartwień tego świata, żyli sobie Babcia i Dziadek. Oboje, choć przygnieceni ciężarem wiosen, które minęły, nadal pozostali krzepcy i silni.

Mieszkali oni w maleńkiej chatce, u podnóża której jak srebrny waż wił się malenki strumyk, a z okien oczy radował widok ośnieżonych szczytów.
Babcia dni przepędzała na  pieleniu grządek w przydomowym ogródku, a Dziadek doglądał kóz i owiec, których sztuk mieli dwanaście.

Wydawać by się mogło, że szczęście kwitło w gospodarstwie niczym płomienne róże pielęgnowane dłońmi babci, ale niestety...
Mimo miłości i szacunku, jakim Babcia darzyła Dziadka, a Dziadek Babcię, nigdy nie dane im było doczekać się potomstwa. Bardzo ubolewali z tego powodu, ale ze względu na wiek swój pogodzili sie z losem...

Pewnej nocy, gdy gwiazdy świeciły jasno, a Księżyc jak rogalik wtulony w deliktane chmury kołysał sie lekko na niebie, Babcia wybudzona ze snu niejasnym przeczuciem cicho na palcach, by nie obudzić chrapiącego w najlepsze Dziadka i omijając czarnego kota, ktory przez sen poruszał wąsami, podreptała do kuchni. Usiadłszy przy stole nad kubkiem zimnego mleka, westchnęła cicho. Wtedy usłyszała delikatne, ale wyraźne, trzykrotne pukanie do drzwi.

Niepewnie podeszła do drzwi i z nutą wahania w głosie zapytała, kto tam, a nie doczekawszy się odpowiedzi, z mocno bijącym sercem otworzyła drzwi. Ku swemu zaskoczeniu za drzwiami nie było nikogo. Babcia zamknęła je więc czym prędzej tłumacząc sobie, że słuch nie najmłodszy już przecież, musiał sprawić jej psikusa.

Zawiązała mocniej pasek od szlafroka i usiadła na swoim dawnym miejscu w kuchni. Gdy juz podnosiła do ust kubek, usłyszała po raz drugi jasno i wyraźnie trzykrotne pukanie do drzwi. Wystraszona nie na żarty, zapaliła stojącą na stole świecę i z lekką obawą ruszyła ku wyjściu. Przekręciła klucz w zamku, który wydawał się zaskrzypieć złowrogo i wyjrzała na zewnątrz, ale i tym razem nie zobaczyła nikogo. Czyniąc niedbale znaki krzyża i szepcząc drżącymi ustami zdrowaśki, tak szybko, jak tylko pozwalały jej zmęczone wiekiem nogi, pośpieszyła do łóżka. Juz miała kłaść się u boku niczego nieświadomego Dziadka, kiedy po raz trzeci usłyszała trzykrotne pukanie. Tym razem postanowiła, że tak długo będzie stała w drzwiach, dopóki nie przekona się, kto jest jego sprawcą. Otworzyła po raz trzeci juz tej nocy drzwi, gotowa stać tam do piania pierwszych kurów, kiedy, no właśnie...

Za drzwiami stała Pani najpierwszej urody. Długie jasne włosy spływające niczym kaskada porannego słonca na jej zgrabne ramiona, przeplatały tęczowe wstążki. Biała, jakby tkana z najdelikatniejszych włókien suknia, delikatnie oplatała jej smukłe ciało.
Babcia z niedowierzania przetarła oczy, pewna, że to wszystko śni się jej tylko,ale cudowne zjawisko za nic zniknąć nie chciało.
Wtedy Jasna Pani, jak nazwała ją Babcia w myślach, przemówiła ciepłym, słodkim głosem:
- Witaj. Przepraszam, że o tak późnej porze nachodzę twoje ciche domostwo, ale mam ci coś ważnego do powiedzenia.
Babcia nie mogąc zdobyć się na dźwięk żaden, patrzyła tylko pytająco w oczy Jasnej Pani.
- Wiem, że to wszystko wyda ci się dziwne, ale przyszłam, aby spełnić największe marzenie twojego życia.
Babcia zamyśliła się na chwilkę, jakby próbując sobie przypomnieć, czego najbardziej pragnęła w życiu.

Delikatny uśmiech na chwilę rozjaśnił jej twarz jak ciepłe światło letniego poranka, które niezauważone przez śpiacych ludzi, błaka się po ich twarzach niczym szukający drogi wędrowiec. Staruszka przestraszona jednak zuchwałością własnych myśli, na powrót zasmuciła sie głęboko, a ciepła słona łza spłynęła korytem zmarszczek za kołnierz nocnej koszuli.

Jasna Pani, jakby czytając myśli Babci, wzięła ją za rękę, która przywiodła tejże na myśl delikatny akasmit przywieziony onegdaj przez brodatych kupców z dalekiej krainy. Niestety Babcia, wtedy młoda dziewczyna, ledwo wiążąca koniec z końcem nie mogła sobie pozwolić na kupno tak drogiego materiału. Niemniej jednak zapamiętała jego subtelną, nagrzaną słońcem fakrurę.
- Moja Droga - zaczęła Jasna Pani - wiem, że najbardziej ze wszystkich skarbów na ziemi, wszystkich bogactw i honorów, jakimi mógł obdarować cię świat, najbardziej pragnęłaś mieć córkę. Jestem tu, by spełnić twoje marzenie.
Staruszka otworzyła szeroko oczy, zdumiawszy się bardzo.
- Ale... zaczęła Babcia nieśmiało - jakże ja, podeszła juz wiekiem kobieta mogę dać początek nowemu życiu? Mój mąż też niemłody przecież.
- Nic się nie martw - odrzekła Jasna Pani. Spełnię twoje marzenie, ale pod jednym warunkiem.
Staruszka nie bacząc na to, iż oferta jaka została jej złożona, wydawała się być zupełnie nierealna, nie mogąc wydusić z siebie słowa, skinęła tylko głową.
-Jutro, gdy słońce przedrze się przez mroki nocy znajdziesz dziecinę maleńką u siebie w domu. Daj jej na imię Awijka. Na prawej rączce zawiaż dziecku to - powiedziała wciskając w dłoń staruszki tęczową wstążeczkę - i pilnuj, by nigdy jej nie zdjęła. A kiedy córce twojej minie osiemnaście wiosen i serce jej miłościa zapłonie, nie wzbraniaj, by za głosem jego podążała, bez względu na wszystko. W przeciwnym zaś razie nie radość, a  rozpacz bedzie gospodarzem twego domu.
Babcia z radości płacząc, ruszyła Jasnej Pani dłoń całować, kiedy nagle zorientowała się, że jej już nie ma. Zamknęła więc szybko drzwi i czym prędzej podreptała do lóżka.
Kiedy ponownie otworzyła oczy, za oknem słońce było już wysoko. Staruszek obok spał w najlepsze.
- Ale miałam piękny sen – pomyślała przekonana, iż wydarzenia ubiegłej nocy były tylko sennym marzeniem. - Szkoda, że to tylko sen - dodała już głośno z nutą żalu w głosie. Nagle coś sobie przypomniała i sięgnęła do kieszeni swojej nocnej koszuli. Coś zaszeleściło cichutko. Babcia niepewnie i delikatnie wyciagnęła z kieszeni... tęczową wstążeczkę!
- Och! - krzyknęła budząc przy tym Dziadka.
Opowiedziała mu, co się stało zeszłej nocy, opowiedziała mu o Jasnej Pani, córeczce i tęczowej wstążce, ale Staruszek wzruszył tylko ramionami i zacząl wychodzić z łóżka.
Nagle oboje wyraźnie usłyszeli cichy przejmujący płacz. Nie był to płacz dorosłego człowieka tylko... niemowlęcia.
Babcia wyskoczyła z łóżka, za nią Dziadek i już oboje otwierali drzwi drugiej izby, gdzie w pięknej drewnianej, rzeźbionej kołysce kwiliło słodkie dziecie.
Oboje spojrzeli na siebie i zapłakali z czystej radśsci. Niemowlę przestało płakać i popatrzyło na nich błękitnymi jak dwa górskie źródełka oczkami. Wtedy Staruszka wyciągnęła z kieszeni tęczową wstążeczkę i zawiązała ją na rączce niemowlęcia, które uśmiechnęło się pogodnie... a może tylko jej się wydawało...

Od tamtej chwili monotonne życie staruszków nabrało kolorów. Sąsiedzi z zazdrością patrzyli na małżeństwo, któremu jak za dotknięciem czarodziejskiej rożdżki zmarszczki wieku zaczęły spadać ze smutnych czół. A dziecko?
Awijka, bo tak ją nazwali, z dnia na dzień stawała się urodziwsza, a serce miała cnót i dobroci pełne.

Zatrzymywała spojrzenia przejezdnych i sasiadów, bo biło od niej światło jakieś, które kazało jak w rozmodleniu prawie oczy mrużyćc i usta otwierać w zachwycie.
Kiedy prężnym krokiem przeszła za próg osiemnastej wiosny, Staruszek i Staruszka zaczęli nieśmiało o zamęściu przebąkiwac. W duchu bowiem skrycie marzyli, że zanim im świat wieko trumny przysłoni, aby zobaczyć wnuki swoje.

Na każde jednak wspomnienie o ożenku czoło Awijki przecinały chmurne myśli, odbijajace się jak łuna błyskawicy w jej oczach. Poprawiała wtedy tęczową wstążeczkę na swoim nadgarstku i siedziała milcząca z dłońmi splecionymi jak dwa warkocze delikatne i urocze na wzgórzach kolan.
Pewnego dnia Staruszka poprosiła córkę, aby ta towarzyszyła jej w wyprawie do lasu. Każdego roku bowiem u schyłku lata, gdy dni stawały sie zimniejsze i czuć już było jesień idącą powoli, kobieta wyruszała na zbiór ziół, które potem w pachnących wiankach nad piecem suszyła. Awijka jak zwykle chętna pomocą służyc, sweter cieplejszy włożyła, włosy związała i już do wędrówki gotowa była.

Droga w wiekszości upływała w milczeniu.Wieś oddaliła się już znacznie i weszły w zielony zgajnik. Babcia od czasu do czasu pochylała sie nad znalezionym ziołem, które potem Awijka pieczołowicie chowała w wiklinowym koszyku.
Nagle niebo zasnuło się czarnymi chmurami i wiatr zerwał gwałtowny. Las huczał donośnie jak rwący górki strumień, ptaki zamilkły, a zwierzęta pochowały się w swoich siedziskach. Staruszka z trudem przytrzymywała chustkę na głowie, gdy tymczasem włosy Awijki rozsypały się jak jasne promienie słońca na jej plecach. Obie kobiety, zasłaniając twarz przed naporem wiatru, zaczęły wolno zmierzać w kierunku domu.

Z koszyka raz po raz wypadały zebrane wcześniej zioła, a długie suknie plątały się w kolanach. Babcia raz po raz czyniąc znaki krzyża, bojaźliwie w  niebo zerkała, gdy tymczasem Awijka poprawiwszy swoje wlosy z wysilkiem, ale bez lęku podążała przed siebie. Było już prawie tak ciemno, że z trudem można było rozpoznać ścieżkę, którą przyszły. Na domiar złego zaczął padać przenikliwy, zimny deszcz.
Obie były już bardzo zmęczone, więc przystanęły na chwilę, chowając się pod konarami rosłego dębu, aby zaczerpąć oddechu.

Nagle usłyszały najpierw oddalone, a potem zupełnie wyraźne, przybliżające się rżenie koni, po czym ni z tego, ni z owego przed ich oczami pojawiła się bogato zdobiona, piękna złota karoca, której drzwi otworzyły się zapraszajacym gestem.
W środku siedziała młoda niewiasta, lat może około dwudziestu, w jasnej atlasowej sukni i adamaszkowej pelerynie na plecach. Włosy ciemne i lśniące, upięte były nad wysokim przystojnym czołem, a dwoje oczu brązowych jak kasztany, pełne były ciepła i mądrości.
-Wejdzcie, proszę! – zachęciła, wyciągając biała, delikatną dłoń.
Babcia zawahała się chwilę, ale patrząc na przemoczoną do suchej nitki córkę chwyciła dłoń nieznanego dziewczęcia i z jej pomocą weszła do wnętrza karocy. Zaraz za nia podążyła Awijka i po chwili obie już siedziały naprzeciwko nieznajomej, która prawdopodobnie jak pomyślała Babcia, uratowała im życie.
-Mam na imię Asse - przedstawiła się. - Mieszkam niedaleko z moją Matką, pozwolicie, że was tam zabiorę, żebyście odpoczęły i ogrzały się trochę?
Staruszka znów zawahała się chwilkę. Nagle jej wzrok przykuł maleńki, ale skądinąd dobrze jej znany szczegół. Na nadgarsku dziewczęcia spod ciepłej peleryny wyglądała... tęczowa wstążeczka. Popatrzyła na Awijkę, która nagle stała się dziwnie milcząca i nieśmiała. Pomyślała chwilkę i skinęła potakująco. Niebo zaczęło się pomału przejaśniać. Słońce nieśmiało wyglądało zza chmur jakby przestraszone poburzowym krajobrazem.

Jechały już dobrą chwilę. Mijesce wydawało się być całkiem nowe i nieznane, ale tak piękne, aż Babcia westchnęła głośno z zachwytu. Przed oczami malowała się bowiem rozległa łąka, pełna kolorowych kwiatów i tęczowych motyli. W trawie kicały radośnie zające, ptaki zataczały podniebne kręgi, buczały pszczoły zajęte zbieraniem miodu. Na grzbiecie ziemi szybko i zwinnie płynęła krystalicznie czysta rzeczka pełna ryb i stworzeń wodnych wszelakich.
- Boże, jak tu pięknie! - wyrwało się Awijce.
- Cieszę sie, że ci się podoba - odparła Asse. Już prawie jesteśmy na miejscu.
Rzeczywiscie, po tych słowach z alei wysokich kształtnych drzew wynurzył się maleńki dworek.
Położony na niewielkim wzgórzu wydawał się być niczym innym jak maleńkim pałacem. Otaczał go ogród pełen pachnącego kwiecia i ziół. Muslinowe firanki powiewaly w otwartych oknach. Na przydomowej ławeczce siedziała kobieta, która Babcia nie od razu, ale jednak rozpoznała. Biło od niej swiatło tak jasne i ciepłe, że nie można go było z niczym innym pomylić. Na ławeczce przed dworkiem siedziała Jasna Pani... Karoca zatrzymała się na podjeździe.

Asse wdzięcznie wyskoczyła z pojazdu i najpierw podawszy rękę Babci, a potem Awijce, pomogła obu bezpiecznie wysiąść. Jasna Pani podniosła się z ławeczki. Usmiechnęła się porozumiewawczo do Babci i zaprosiła wszystkich do wnętrza domu. Na środku stał stół bogato zastawiony jadłem wszelakim.Przyjaznym gestem Jasna Pani zaprosiła do stołu. Podczas posiłku Awijka opowiedziała o przygodzie, jaka spotkała je w lesie i o nagłym niespodziewanym ratunku.

- To nic takiego - powiedziala Asse. Nie mogłam was przecież tak zostawić. Uśmiechnęła się patrząc uważnie w oczy Awijki. Ta zarumieniwszy się lekko, spuścila wzrok.
Babcia natomiast nie wierzyła w to, co sie właśnie na jej oczach rozgrywało. Po tylu latach nagle znowu spotkała Jasną Panią. Znalazła się w miejscu, o którego istnieniu nie miała pojęcia. Nie podobał się jej sposób, w jaki Asse patrzyła na Awijkę. Było w nim coś niesamowitego, silnego i pięknego, ale wedle Babci nie przystało dwójce młodych dziewcząt. Nagle zebrawszy się na odwagę, rzekla:
- Obawiam się, że na nas już czas. Mój mąż z pewnością martwi się o nas i pora późna.
- Ależ oczywiście - odrzekła Jasna Pani.
Przed domem stała już karoca.
- Miło było was poznać - rzekła Asse. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
Jasna Pani usmiechnęła się tajemniczo.
W karecie Awijka nie rzekła ani słowa. Siedziała skupiona i zamyślona. Babcia natomiast rozważała wydarzenia dnia.
Podróż okazała sie krótsza niż myślała. Dziadek zdumiony, ale pełen ulgi wybiegł na ganek. Kareta po tym jak wysiadły, oddaliła się szybko.
Wieczorem Babcia opowiedziała wszystko Dziadkowi. Ten poprawił wąs zacisnął wargi i rzekł:
- Awijka musi wyjść za mąż. Czas już najwyższy. A o tym, co się dziś stało, zapomnieć trzeba.
Awijka jednak zapomnieć nie mogła. Siedziała noc całą w otwartym oknie i na przypomnienie czarnych wpatrzonych w nią oczu, czuła jak krew w jej żyłach szybciej krąży i serce bije szybciej. Nagle stało się dla niej jasne, jaką drogą powinna podążyć. Nagle zrozumiała, że jest tylko jedno życie, w którym będzie szczęśliwa. Wdzięczna była rodzicom za miłość i dom, który jej dali, ale ona od życia chciała czegoś więcej. Więcej niż męża i dzieci. Chciała wolności, zwłaszcza teraz, gdy zrozumiała, że... że kocha...
Rano Dziadek z  Babcią zwieźle określili swoje plany względem córki. Ta spojrzała niedowierzająco i rzekła:
- Nie możecie mnie zmusić do podążenia drogą, która nie jest mi pisana.
- Ale my wiemy, co będzie dla ciebie najlepsze. Zresztą, sama to zrozumiesz za lat kilka.
- Nie, nie zgadzam się!!! - krzyknęła i wybiegła z domu. Siadła nad rzeczką i wybuchnęła płaczem.
Na dzień następny Staruszkowie zaprosili kawalera młodego na obiad. Na nic jednak zdały się prośby i groźby rodzicielskie, aby Awijka przemówiła doń słowo tylko.
Postanowiono więc działać szybko i bez wiedzy córki ustalono, że ślub wyleczy ją z niepokojów młodzieńczych.
Kupiono suknie białą, zaproszono gości. W Awijce jednak rósł bunt i niezgoda.
Data ślubu zbliżała się nieubłagalnie. Pewnej nocy, gdy dom spał cały, Awijka usłyszała kroki na podwórzu. Zarzuciła szal na plecy i wyszła na zalany ksieżycowym światłem plac. Do płotu stał przywiązany niespotykanej urody koń, a obok... obok stała Asse. Uśmiechnęła się porozumiewawczo.

Awijka zblizyła się do niej powoli. Tamta wyciągnęła rękę i przygarnęła ją mocno do siebie. Miało się wrażenie, że czas zatrzymał się zdumiony, wiatr ucichł w obliczu tajemnicy, ziemia przejęta zadrżała, woda w rzece ślepo rozbiła się o kamienie.
Ten prosty gest wyjaśnił wszytko. Awijka zamknęła oczy... krew z szumem rozbijała się o koryta jej żył... Przeznaczenie się wypełniło... Przytulone wyszeptały do siebie słów kilka, ktore potem nagle przebudzony wiatr zabrał, by dochować tajemnicy...
Ta noc jak rozstanie była długa...

Potem dni minęło kilka i przyszedł czas zaślubin. Pan Młody dumny i przejęty stał przy ołtarzu czekając na Awiijke. Dziadek z Babcią w pierwszej ławce kościelnej ocierali łzy wzruszenia. I wtedy pojawiła sie Awijka. Długa, biała suknia podkreślała jej piękne młodzieńcze kształty, a w rozpuszczone długie włosy wplecione były pachnące kwiaty. Kiedy dotarła do ołtarza, ksiądz gotowy był ślub zaczynać, zaproszeni goście wstrzymali oddechy i wtedy... Wtedy drzwi kościoła otworzyły się szeroko i stanęła w nich Jasna Pani, prowadząc za rękę Asse. Ludzie popatrzyli zdumieni. Babcia i Dziadek krzyknęli bojaźliwie.

Jasna Pani rzekła donośnym czystym głosem:
- Nie wolno stawać na drodze przeznaczenia, wiązać ze sobą tego, co niezwiązywalne. Nie wolno odmawiać prawa wyboru, bowiem prawo wyboru jest święte i święta jest miłość... Czasem to, co na pozór nieracjonalne, jest największą mądrością...
Asse podażyła w stronę Awijki. Przytuliły się do siebie mocno i czule.
A potem?
Potem, jak i teraz żyją szczęśliwie..
Przecież miłość jest nieśmiertelna... zwłaszcza ta związana na wieki tęczowa wstążeczką.
nuka
Data publikacji w portalu: 2009-01-14
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 4 /głosów: 11
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

casiopea2009-01-20 10:10
Przepiękna baśń na dobranoc, językowo przewyższająca inne zamieszczone tu teksty. Baśniowy miód dla oczu, uszu i serca. Kłaniam się w pas Awijkowej Stwórczyni :)

ekscentryczka452009-01-25 11:07
Jak czytałam początek to przypomniał mi się dowcip....jeden gościu umierał w swoim domu i nagle ktoś zapukał do drzwi...otworzył ale nie było nikogo...znowu ktoś zapukał ..ponownie otworzył i ty razem nikogo nie było....pomyślał, że to już śmierć puka do nie go..po raz trzeci ktoś zapukał..otworzył zrezygnowany i gotowy na śmierć...nie było nikogo.ale spojrzał na dół..a tam stoi malutka kostucha i mówi...- nie peniaj gościu ja po chomika..ha ha... Ale to tak na marginesie..Nudna ta bajka i takie banalne przesłanie...wszystko do przewidzenia....n ie podobało mi się...przeczytałam i już zapomniałam...

Francine2009-01-26 17:33
dla mnie spoks opowieść :)

teressan22009-02-04 20:24
Z tych wszystkich basni najlepiej podobaly mi sie opinie o nich,ale sie usmialam brawo ekscetryczka45 napisalas super basn w swoich opiniach.

Hyazinthus2009-02-04 23:19
... baśń ma swoje reguły, więc jest do przewidzenia... to a propos opinii czy komentarzy powyżej... ta baśń jest bardzo estetyczna pod względem językowym... i przyjemnie mi się ją czytało... co prawda, z kielichem wina... ale tak czytam baśnie i życie... pozdrawiam Cię, Nuka...

nuka822009-02-06 12:31
Ponieważ głosowanie zostało już zakończone pragnę podziękować za wszystkie oddane głosy,komentarze,a przede wszystkim za czas poświęcony na zanurzenie się w wykreowanym przeze mnie świecie. Pozdrawiam serdecznie życząc- jakkolwiek banalnie to brzmi- wszystkim korzystającym z portalu życia jak z bajki... nuka

alopecosa2009-03-19 18:18
"Czyniąc niedbale znaki krzyża i szepcząc drżącymi ustami zdrowaśki, tak szybko, jak tylko pozwalały jej zmęczone wiekiem nogi" dlatego powinno sie unikac zbyt dlugich zdan:)

alopecosa2009-03-19 19:57
"Na dzień następny Staruszkowie zaprosili kawalera młodego na obiad" "Kupiono suknie białą, zaproszono gości" przewyzszanie jezykowe chyba polega tylko na przestawianiu wyrazow w zdaniach po to by tekst byl "postarzony" niektorym sie kojarzy to wtedy z wierszem i to tyle jesli chodzi o tajemnice piekna jezykowego. ciekawie rozwiniete metafory ale niektore przedobrzone. duzo powtorzen zwiazanych ze zdaniami-tasiemcami. wolalabym czytac ten tekst gdyby byl napisany normalnie w prosty sposob. i co do babci jakos nie ma wzmianki o tym ze przez to ze nie zgodzila sie na milosc swojej corki z inna kobieta faktycznie jest nieszczesliwa.pogrozki bez pokrycia?

Agnieszka892010-07-18 23:45
Wzruszyłam się czytając tę historię :) Bardzo mi się podoba. Pozdrawiam serdecznie! :)


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

zoo

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

Ostatnio komentowane:

news Donald Trump nie chce finansowania organizacji promujących aborcję za granicą
justsomebody10 Posługiwanie się przykładem N. Vujicica nie ma, moim zdaniem, większego sensu, bo to jest wyjątek na tle setek tysięcy niepełnosprawnych. Od dzieciństwa był otoczony opieką, wsparciem,... opinia dodana 2017-02-11 13:52:24
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Na jej rozkazy - CHAUDIÈRE A.D. i CALIGO A.
Słabo. Dobrnęłam do 20 strony mało się przy tym nie topiąc w nadmiarze nic nie wnoszących słów. Żałuję,...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2017