O dziewczynie, Białym Króliku i rewolucji w Nieznanym

Dawno, dawno temu, za morzem, rzeką, jedną górą, ale poniżej 1800 m, za stawem hodowlanym, chyba też i akwarium, ale pewności nie ma, łąką i polem sprzedanym pod wielką budowę obwodnicy, przeciwko czemu protestowali lokalni ekolodzy i członkowie Greenpeace'u, mieszkała dziewczynka, którą ubóstwili wszyscy mieszkańcy wioski. Sąsiad rzeźnik mieszkający w dziupli nad jej chatką ze słomy, lecz podmurowaną, i sąsiadka, czarna wdowa, namiętnie uśmiercająca wszystkich kolejnych małżonków i kochanków, a  nawet lisek-chytrusek mieszkający na skraju polany. Tak, dokładnie tam, gdzie miała powstać obwodnica, mieszkała dziewczyna o zielonych oczach i pogodnym wnętrzu. O świecie zewnętrznym wiedziała tylko tyle, ile podawali obwoźni kupcy w swoich wozach transmisyjnych, krzycząc przez megafony: lody, lody prosto z Grenlandii!

Pewnego pięknego dnia, Lolita Z Doliny Żółtych Żonkili, bo tak właśnie zwała się owa dobra i poczciwa dziewczynka, wybrała się na spacer w poszukiwaniu straconego czasu. Niestety, straciła go dosyć dużo, tłumacząc koleżance ze szkolnej ławy, że w sąsiedniej krainie żyją podobno takie złe czarownice, które, jak niosą słuchy na mieście, mają dziwne skłonności. Otóż, podobno zwykłe są gościć zbyt długo w swoich chatkach panny, mężatki i wdowy. Kobiety owe widzieli nieliczni, gdy przemykały tuż nad ranem do swoich domów, pachnąc radzieckim szampanem..." Kim są te czarownice?” - zadawali sobie pytanie prości ludzie, zaglądając sobie głęboko w oczy i przegryzając kiszoną kapustę.

Ale nic to, bo Lolitka wyszła na łąkę odprężyć się i wyluzować; nie chciała myśleć o tym, co zazwyczaj zaprzątało jej małą główkę. Wszystkie troski i zmartwienia odrzuciła na bok, prawy bądź lewy, i nuciła sobie przaśną piosnkę:.. „szła dzieweczka do laseczka, a na krzaku boróweczka, w prawej ręce zaś laseczka, którą macha do Janeczka ". Lolita nuciła tę piosenkę, gdyż wszystkie panny w jej wiosce ją nuciły, ale nie rozumiała do końca słów - czemu Janeczek był taki ważny ...? Instynktownie czuła, że w  piosnce ważniejsza jest boróweczka niż Janeczek, którego nawet nie znała... Nie miała jednak teraz chęci, by zgłębić tę tajemnicę. Z szerokim uśmiechem spojrzała przed siebie. W końcu dotarła na ukochaną polankę i łąkę, gdzie zwykła spędzać cudowne chwile w samotności i w zadumie, myśląc o wielkim świecie za pasmem gór, świecie nieznanym i przez to tajemniczym i pożądanym, świecie słów "promocja "i "przecena" - słów nieznanych, ale przez to magicznych.

Pogrążona w myślach na temat przeceny, weszła na łąkę i zobaczyła bociana. Ptak na widok dziewczynki przestraszył się i szybko oderwał się od ziemi, wzbijając się w przestworza. ... Jakże mu Lolita zazdrościła w tym jednym momencie - jakże bardzo zapragnęła oderwać się od ziemi i wzbić się wysoko do góry, by dolecieć do sąsiedniej krainy, która tak bardzo ją nęciła... tak bardzo chciała zaciągnąć kredyt i spłacać raty 0%, choć nie widziała do końca, o czym marzy... Westchnęła. Trochę smutnie, trochę wesoło i trochę ze znudzenia, bo ją droga na łąkę zmęczyła. Postanowiła przysiąść na chwilę na powalonym drzewie i skosztować pyszny kawałek lasagnie z owocami morza, który przygotowała dla niej pani Elżbieta z plebanii, nieoceniona gospodyni, matka i babcia wielu zasmarkanych dzieci z okolicy, kobieta spokojna w ciągu dnia, wieczorami zaś zmieniająca się w bezwzględnego poskromiciela krzyżówek ze świata krzyżówek. Czy to ta długa droga czy zjedzona przed chwilą macka sprawiły, że Lolita poczuła senność. Opadła bezwładnie na aksamitną trawę i poczuła jak ogarnia ją głęboki sen. A ten zawładnął nią szybko i bezwzględnie - Lolitka natychmiast usnęła jak kamień i zaczęła chrapać, a chrapała tak subtelnie, że zwierzęta zamieszkujące okolice zmuszone były zmienić swoje tereny łowieckie. Obudziła się nagle, tknięta Przeczuciem, obudzona Intuicją i to Kobiecą, oraz owiana dziwnym chłodem...
Pochylała się nad nią kobieta, której dłoń znajdowała się na talii Lolitki. Dziewczynka oniemiała z zaskoczenia. Nagłe przebudzenie z snu i niespodziewana obecność kogoś, kogo się zupełnie nie spodziewała sprawiła, że postanowiła wypróbować siłę swojego gardła i wydarła się charakterystycznym, może nie nadzwyczaj oryginalnym, ale za to dobrze sprawdzającym się w tej sytuacji "AAAAAAAAAAA!!!! I zemdlała z wrażenia, bo nie spodziewała się, iż z jej gardła może wydobyć się taki zwierzęcy ryk. Kobieta bardzo niechętnie zdjęła dłoń z talii dziewczynki, zaczęła ją cucić, tym bardziej, że nie mogła nie zauważyć, iż jest to bardzo ładna talia podobnie jak i jej właścicielka. Lolitka otworzyła oczy. Spojrzała na cucącą ją kobietę, oniemiała, porażona jej nieziemską urodą, odkaszlnęła dla porządku i wypowiedziała następujące słowa " Proszę mnie nie macać! "Kobieta zaskoczona zdjęła dłoń z brzucha Lolity, którą akurat przypadkowo tam trzymała i wzruszyła ramionami " Wcale nie macam". "Akurat !" Lolita żachnęła się z godnością, jednocześnie wstając. Stały naprzeciwko siebie przyglądając się sobie badawczo. Kobieta była ubrana w czarną suknię; ciemne włosy były upięte wysoko, jasna cera zaś była niczym alabaster. "Ma pani bardzo delikatne dłonie i przyjemny dotyk” - stwierdziła rozkojarzona Lolitka "Pani też "odpowiedziała kobieta. Cisza zawisła między nimi w powietrzu "Czy ja Panią skądś nie znam ?" zapytała Lolitka. „Nie wiem, dziewczynko" - odpowiedziała kobieta - "Być może widzimy się po raz pierwszy, a może znamy się od zawsze, może Twoja intuicja rozpoznaje moją Energię". „Pani plecie" mruknęła niezadowolona Lolitka. Rozczarowana kobieta popatrzyła jej głęboko w oczy, po czym dziewczynka niespodziewanie zaczęła krzyczeć: OOOOOOOOOOo jezuuuuuuuuu, jak boli... tu na dole w łydce pod kolanem, jezzzzzzzuuuu, normalnie nie mogę wytrzymać z bólu!". Kobieta patrzyła przez chwilę na miotającą się dziewczynę, po czym uśmiechnęła się pod nosem i przestała krzyczeć, siadając z impetem na ziemi. Zaczerwieniona i lekko spotniała Lolitka spojrzała na kobietę: "Co to u licha było? Jakby żelazna szczęka mojej świętej pamięci babci wgryzała mi się w nogę ...". Kobieta zaplotła ręce na piersi. "Właśnie poznałaś siłę mojej energii, siłę Skurczu Łydki”. Lolitka zatrzepotała rzęsami. Ni to niewinnie, ni to z zakłopotania.."To Pani jestem pokemonem w ciele kobiety tak? Trzymałam kiedyś jednego pokemona w klatce, ale mi uciekł niewdzięczny”. Lolitka raz jeszcze spojrzała w skupieniu w oczy kobiety, powoli przesunęła wzrokiem po ciemnych włosach, jasnej cerze i  szacie... Nie to nie ty, Yamamoto, ciebie poznałabym wszędzie.
Nagle kobieta zaczęła stękać – „Jak tu gorąco, pocę się niemiłosiernie, muszę się chyba rozebrać!. Nie, nie, Antonio facaldo facaldo!!”. Lolitka uśmiechnęła się złowieszczo - "A to jest energia Siódmych Potów. Mam nadzieję, że używa Pani antypespirantów...”. „Antypespi ... czego ?" - kobieta podniosła brwi do góry. "Rantów " dokończyła Lolita. Ale widząc, że kobieta za bardzo nie kojarzy, o czym mowa, podpowiedziała litościwie: "Fa w kulce na przykład". "Nie wiem, co to są fafkulce, ale nigdy nie lubiłam zagranicznej kuchni" powiedziała z godnością kobieta i z gracją poprawiła włosy. Lolitka skrzywiła się niezadowolona: "Pani jest ładna, ale niekumata". Westchnęła ciężko. Wtedy kobieta uderzyła się w głowę, jakby o czymś sobie przypomniała i zaczęła głośna krzyczeć: :"Booli, jak strasznie boooli, jestem ranna, pomóż mi, dobra dziewczynko, uratuj mnie, bo się wykrwawię". Lolita ponownie westchnęła. Podeszła do kobiety i dość brutalnie przytrzymała jej głowę, patrząc na miejsce, które powinno być otwartą raną, oczywiście nie było nią . "Pani to zawsze taka hipochondryczka?" zapytała. Kobieta nagle przestała krzyczeć. Popatrzyły na siebie w milczeniu. "Nie, po prostu chciałam, żebyś mnie dotknęła i zaprosiła do domu na herbatę”. Lolitka wzruszyła ramionami: "No dobrze, jak pani tak koniecznie chce, to chodźmy. Mieszkam nieopodal. Zaraz wstawimy imbryk i napije się Pani tej herbaty".
Ruszyły razem przez łąkę do domku Lolity. To naprawdę nie było bardzo daleko: za łąkę , za gaikiem, już na skraju doliny- skromna dwuizbowa chatka, ale porządnie i czysto utrzymana. Lolita mieszkała w niej razem z babcią, ale ta akurat wyjechała na kilka dni do swojej siostry mieszającej w Sąsiedniej Dolinie, więc, jak to się mówi, miała wolną chatę. Nieznajoma dyskretnie spenetrowała wzrokiem wnętrze chatki. "Fajnie tu masz. I jaki elegancki ekspres to kawy. To Twój?". Lolita pokiwała głową " Mój. Ciśnieniowy." Nieznajoma kobieta z fascynacją przyglądała się urządzeniu. "Tam, skąd pochodzę, kawa jest bardzo ważna...". "Czyli skąd?" zapytała Lolita. "Pochodzę z innej krainy w innym świcie, innego wymiaru. W sumie to nie tak daleko, wystarczy wypić pól szklanki borygo, splunąć przez lewe ramię, zabić pająka i przejść przez lustro na drugą stronę". "Ojej" wyszeptała zdumiona Lolitka..."Czy w Pani krainie rosną żonkile?". „Owszem, ale nie są żółte". Dziewczyna z niedowierzaniem zmarszczyła brwi? "A jakie?". „Tęczowe". "Tęczowe żonkile? Dziwne...". „Tam, gdzie mieszkam, świat jest różnorodny. Ma wiele barw". Lolita wstawiała wodę na herbatę. „Pani coś ściemnia. Przecież pani mieszka w sąsiedniej krainie...". Kobieta westchnęła: „Czy Ty wiesz, co to jest metafora?". „Nie, ale jak Pani ją pokaże, to wołam sąsiadów na pomoc”. „Dziewczynko, z czy Ty potrafisz czytać?”. „No jasne" - oburzyła się Lolitka. „Zestawy z Pizza Hut zamawiam sobie zawsze sama! Czytuje też „Wieści z leśnej polany” i nawet czasem pisuję donosy na sąsiadów. Lubię je później czytać w Wieściach. Taki dreszcz mi po plecach przechodzi". „Aha. Czyli nigdy nie spotkałaś się z metaforą" stwierdziła zrezygnowana kobieta. „No jasne, że nie. Takie dziwne imię na pewno bym zapamiętała" stwierdziła z przekonaniem Lolitka. Kobieta przyglądała się jej badawczo. „Uroczy z Ciebie dzieciak". Podeszła do Lolitki, przygarnęła ją do siebie zdecydowanym ruchem, a następnie bez słowa pocałowała ją prosto w usta. Dziewczyna była zbyt zaskoczona, żeby zaprotestować, a poza tym pocałunek był przyjemny. Kobieta smakowała truskawkami. Kiedy oderwała usta od ust Lolitki, dziewczyna westchnęła...”Może Pani raz jeszcze? To była takie, hmm, niezwykłe, znaczenie lepsze niż donosy i obiady gospodyni z plebanii". "Naprawdę spodobał Ci się mój pocałunek? A może właśnie rzuciłam na Ciebie czar i nic w twoim życiu nie będzie już takie samo?". Kobieta uśmiechnęła się, po czym cicho powiedziała: „Lepiej już pójdę" ,"A Herbata? Nie wypiła Pani herbaty". „Nie szkodzi i tak nie miałam na nią ochoty. Żegnaj Lolitko Z Doliny Żółtych Żonkili. Jeśli kiedyś zobaczysz świat w kolorach tęczy, to wiesz, gdzie mnie znaleźć." „Ależ nie odchodź, nie chcę, abyś znikła. Nawet Panią polubiłam. I nie rozumiem, co Pani ma na myśli. Ta tęcza to jakaś obsesja?”. Nie zdołała jednak usłyszeć odpowiedzi, bowiem nieznajoma w jednej chwili znikła, niczym mgnienie oka, mgła nad łąką albo słońce za horyzontem. Lolitka posmutniała. Wsypała do swojego kubka z herbatą trzy czubiaste łyżki cukru i zaczęło sączyć napój... ”Dziwne to było spotkanie” – pomyślała. Było nawet dziwniejsze niż to ostatnie, kiedy spotkała na łące zebrę, lwa, żyrafę i dwa lemury. Pytali od drogę do Nowego Yorku. Ponieważ nie miała pojęcia, gdzie jest to, wskazała im najbliższą stację kolei - no gdzie, jak gdzie, ale na kolei to bilet do Nowego Yorku kupić można. Ale - pomyślała sobie - pewnie dostali do tego Yorku, bo już ich więcej nie spotkała, a lemury obiecały nawet wysłać kartkę z Ameryki. Ich obietnica bardzo ją ucieszyła, choć nie wiedziała, co to Ameryka, lubiła jednak dostawać kartki, także od nieznajomych. Jednakże ta kobieta... Lolitka nie mogła przestać o niej myśleć. „Ach, jakże chciałabym ją jeszcze raz spotkać, jakże chciałabym, aby ona swoje usta wtopiła w moje usta... A potem zrobiłabym jej kawy. Takiej z ekspresu...".

Resztę dnia Lolitka spędziła na robieniu kiszonych ogórków i myśleniu o kobiecie. Następnego dnia poszła w to samo miejsce na łąkę w nadziei, że spotka tam nieznajomą, ale owa nie pojawiła się. Lolitka nie kryła rozczarowania. Kiedy kolejnego dnia również się nie zjawiła, smutek powoli zaczął ogarniać serce dziewczyny. „O co chodzi z tymi tęczowymi żonkilami? i co to jest ta cholerna metafora?" - mruczała zamykając słoiki, w których tym razem kryły się grzybki znalezione na leśnej polanie, dynia z ogródka sąsiadki oraz czerwone buraki, które Lolitka wyhodowała samodzielnie. "Nieee, tak dłużej być nie może. Muszę coś zrobić. Muszę ją odnaleźć, w przeciwnym razie nigdy już nie zaznam spokoju, a moja dusza będzie jak dusza wyklętego grzesznika: samotna, nieszczęśliwa skazana na tułaczkę w ciemności i bezdennym smutku…”. A ponieważ była dziewczyną rozsądną i niegłupią, wiedziała, że sposób podany przez kobietę jako jedyna droga dotarcia do krainy, w której mieszkała, to ściema dla turystów, wymyślana przez czarownice na dodanie sobie punktów do lansu; nie miała najmniejszego zamiaru pluć przez ramię i pić borygo. Wiedziała, że kluczem do znalezienia kobiety jest tęcza. "To musi być jakiś symbol" - pomyślała. „Może ona mieszka na końcu tęczy? Tam znajduje się jej kraina i garniec pełen złotych monet, jak niesie wieść gminna...Hmm, to chyba nie to. Może zapytam babci na plebanii, co oznacza owa tęcza..". Lolitka wiedziała, że gospodyni z plebani jest osobą uczoną i światłą; każdego dnia wsłuchiwała się w swoje radyjko, a potem nuciła różne zaklęcia do księżyca. "Pani gospodyni z plebanii"- zaczęła, kiedy następnego dnia rano, pełna wiary w powodzenie swojej misji, udała się z wizytą do gospodyni z plebanii. "Czy pani wie może, co symbolizuje tęcza?". Gospodyni z plebani łypnęła na nią podejrzliwie okiem. „A po co Ci to wiedzieć ?". „Nooo, na studiach mamy taki przedmiot "Etyka i estetyka dla młodego magika"; nasz nadobny czarodziej i mentor kazał nam się dowiedzieć, co symbolizuje tęcza, bo to co tęcza oznacza mamy przekląć na wieki"... Lolitka wymyśliła to na poczekaniu. Nie trzymała się to specjalnie kupy, ale gosposia z plebanii nie grzeszyła intelektem. „No dobrze, powiem Ci, dla dobra oświaty to zrobię. Tajemniczy głos z radyjka mówi, że tęcza to symbol takich, co są bardzo chorzy i muszą się leczyć"- szepnęła gosposia. „Hm, ale na co chorzy?" Lolitka była dociekliwa. „Na skłonności...". „Jaaasne "- pokiwała głową Lolita. „A mogła by to pani gosposia jakoś rozwinąć?". Ale gosposia miała minę, która wskazywała, iż nie chciała cokolwiek rozwijać. „Lepiej się trzymaj od tego z daleka"- powiedziała złowieszczo. „Oni są gorsi niż Nazgule i zieloni razem wzięci”. Lolita podziękowała za rozmowę i wróciła do domu. Słowa gosposi były dziwne – „symbol ludzi chorych na skłonności". No, trudno, trzeba drążyć temat dalej, kogo by tu zapytać o tę tęczę ? Z góry wykluczyła księdza katechetę, uznała, że on i gosposia to jedna szajka i niczego jej nie zdradzą... Jej własna babcia? Raczej nie, ona znała tylko starcze choroby... Jej przyjaciółka Alinka? Cudowna koleżanka, ale znała się tylko make-upie, słowa pisanego unikała jak ognia. Kto więc...? Tak, ona na pewno mogła jej pomóc. Na skraju polany mieszkała dobra wróżka, która miała rozłożyste skrzydła u ramion i takie mniejsze u stóp, bo twierdziła, że nie lubi wpadać w wiry powietrzne w czasie lotu. Dobra wróżka słynęła ze swojej mądrości i otwartości. Do niej właśnie postanowiła się udać Lolitka. Zastała dobrą wróżkę przeklinającą pod nosem i pewnie miało to coś wspólnego z młotkiem, który trzymała w ręku i palcem, którym nerwowo machała. Lolitka stanęła z boku czekając grzecznie aż skończy mówić niecenzuralne słowa - te na "k" i te na "ch". „Przepraszam"- w końcu zagadnęła. Dobra wróżka podniosła na nią oczy - "Czy mam przyjemność z dobrą wróżką?". Dobra wróżka wzruszyła ramionami – „Raczej nie, bo ja nie jestem Dobrą Wróżką" . „A kim?" „Jestem Lepszą Wróżką". „Lepszą od czego?"- Lolitka była dociekliwa. „No, po prostu, jestem Lepszą Wróżką od Dobrej Wróżki. Czynię dobro, odczarowuję zaklęcia, a do tego skończyłam kurs latania. Właśnie reperuję moją awionetkę”. „To bardzo imponujące"- stwierdziła Lolitka. „Jesteś chyba Najlepszą Wróżką, nie jakąś tam lepszą". „No, mruknęła zadowolona wróżka". „Jak mogę Ci pomóc? Może gwoździa przybić?”. „Gwoździa to nie, dziękuję, ale pomocy faktycznie potrzebuję. Szukam informacji. Chcę wiedzieć, co oznacza symbol tęczy". Lepsza od Dobrej Wróżka przestała machać ręką. „A skąd Ty znasz ten symbol?". „Przeczytałam gdzieś o tym" - wymyśliła kłamstwo Lolitka. „Przeczytałaś" - pokiwała głową Lepsza od Dobrej Wróżka.
„To stary znak, stary symbol, nie wiem czy jest to wiedza, którą chciałabyś poznać...". „Bardzo!" krzyknęła Lolitka. ”Opowiedz mi o tym znaku". „Dobrze"- westchnęła wróżka. "Tylko nie mów później, że Cię zmuszałam. No więc zazwyczaj jest tak, że jakiś pan zakochuje się w pani albo odwrotnie. Ale czasami zdarza się tak, że pani kocha panią albo pan kocha pana. Tak na zabój i totalnie. I nie ma w tym nic zdrożnego. Tak mówią seksuolodzy i psychologowie". „No co Ty, wróżka, opowiadasz, to takie obrzydliwe" - Lolitka skrzywiła się. "Taaak?" zapytała się wróżka i walnęła młotkiem w skrzydło awionetki. "To dlaczego nie możesz zapomnieć pocałunku kobiety w czerni?”. Lolitka speszyła się... Nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. „Dobra, nie czepiaj się, tylko chciałam zapytać. Bardzo Ci dziękuję i życzę powodzenia w pracach reparacyjnych" - uśmiechnęła się słodko, pomachała ręką na pożegnanie i pośpiesznie oddaliła się w kierunku swojej chatki. Lepsza wróżka uważnie przyglądała się odchodzącej Lolitce. „No tak, kolejna, przynajmniej będzie z kim na imprezy chodzić" - pomyślała i ponownie energicznie uderzyła młotkiem w awionetkę.

Lolitka wracała do domu znowu pogrążona w myślach. W sumie to w ostatnim czasie myślała sporo, bo tak jak pomyślała, ile ostatnio myślała, to nie myślała, że można tyle myśleć... A myśleć o czym było. Okazuje się, że tam na świecie, w jej własnej wiosce, jest jakiś inny świat, gdzie panie kochają panie, a panowie panów. Nie wiedziała, że tak można, babcia jej o tym nie mówiła. Ponieważ Lolitka była sprytną dziewczyną, wiedziała, że jeśli odnajdzie ten "świat" odnajdzie i kobietę w czerni i wiedziała, że tylko odnalezienie tego świata przywróci jej święty spokój. Bo Lolitka lubiła święty spokój, a kobieta w czerni zaburzyła jej wewnętrzną równowagę. Doszła do domu. Uważnie rozejrzała się po izbie - zastanawiała się, co powinna zabrać na wyprawę; rozważała także, jak powinna przygotować się do tej drogi. Od razu odrzuciła walizkę na kółkach i wiklinowy koszyczek. No tak - wszystko to, czego potrzebowała, mogła zawinąć w babciną chustę, a chustę przywiązać mogła do jakiegoś kija. Wiedziała że tak się robi w baśniach i nie chciała być gorsza. Należało jeszcze zdecydować, co będzie potrzebne oraz jak o fakcie wyprawy poinformować babcię, Postanowiła zostawić babci krótki liścik :
„Kochana babciu, pamiętasz jak mówiłaś, że trzeba w życiu podążać za głosem serca? Albo, że trzeba być zawsze w zgodzie ze sobą i wierzyć w marzenia? Pewnie nie, bo nigdy tak nie mówiłaś, a szkoda, bo ja mam właśnie zamiar to zrobić. W praktyce to oznacza, że pokręcę się przez parę dni po okolicy. Nie martw się o mnie, mam bieliznę na zmianę jakby co. Buziaki. Twoja L. ". Lolitka zostawiał liścik na puchowej pierzynie babci, obok wielkiej poduchy w cekiny z serduszkami. Do swojego podróżnego tobołka zapakowała herbatkę ekspresową, bieliznę na zmianę, mapę drogową i czapkę niewidkę babci. Stwierdziła, że czapka może się przydać, a babcia będzie musiała się obejść bez swojego fetyszu. Poza tym w szafie miała jeszcze żółte ciżemki i diamentowy diadem. To chyba dość. Nalała jeszcze kotu piwa do miski (kot mlekiem gardził), podłożyła pod kuchnią i zamknęła za sobą drzwi od domku. „No i gdzie by tu pójść?" - powiedziała na głos. „Może zacznę od miejsca, gdzie spotkałam kobietę w czerni" i jak powiedziała, tak zrobiła. Oczywiście na łące po kobiecie nie było śladu. „W mordeczkę " - zaklęła sobie delikatnie Lolita, siadając na trawie. „Muszę mieć jakiś plan, przecież nie będę łazić bez sensu" - powiedziała na głos. „Plan to dobry pomysł" - powiedział głos obok. Spojrzała przestraszona w kierunku tego głosu i ku swojemu zaskoczeniu zobaczyła Białego Królika. „Coś nie pasi ?" – zapytał, kiedy przyglądała mu się podejrzliwie z niedowierzaniem. „Tylko mi nie mów, że mam zbyt długie uszy, bo się na Ciebie śmiertelnie obrażę, rzucę Cię i będziesz błądzić, i nie znajdziesz tej kobiety" - żachnął się Biały Królik. „Ładne futerko"- wydukała Lolitka, nienaturalnie szczerząc zęby – „na pewno jest mięciutkie i pachnące". „W rzeczy samej" - stwierdził Biały Królik. „Niektórzy mówią, że jak pupa niemowlaka" - dodał z dumą. „No dobra, nie będziemy tu tak o pierdołach gadać. Słuchaj, jestem Twoją dobrą wróżką i przewodnikiem, pomogę Ci odnaleźć kobietę w czerni". „Naprawdę? Kochany jesteś. Dam Ci za to świeżej marchewki i rzepy". „A czy ja wyglądam jak Biały Królik, że chcesz mnie karmić rzepą? Na kolację w dobrej restauracji reflektuję, ale roślin pastewnych nie jadam. Mam po nich zgagę". „Aha" – mruknęła potulnie dziewczynka. „To co, idziemy?" -zapytała, ale Biały Królik tylko zastrzygł uchem, co pewnie u języku białych Biały Królików oznaczało rodzaj podenerwowania. „Miałaś plan wymyślić". „Myślałam, że Ty znasz plan"- powiedziała nieco zdziwiona Lolitka. „Ja?! A skąd!". „Przecież jesteś moim przewodnikiem". „Ale duchowym. Nie mam pojęcia, gdzie idziemy, poza tym zaczynam się robić głodny. Kebaba bym zjadł...". Lolitka pomyślała, że w sumie i tak nic mądrego nie wymyśli. „No dobra, to chodźmy na kebaba. To ty jadasz mięso?". „Jadam, bo lubię.". „A pasztet z Białych Królików jadasz?". „Tylko na Wielkanoc". „Dziwny jesteś. A może zjadłeś swoją ciotkę?". „Trudno. Nie denerwuj mnie. Kupuje gotowy u rzeźnika znad strumyka. Nie pytam, z kogo personalnie ten pasztet". „Kanibal" - powiedziała cicho Lolitka. "Lesbijka"- odparował Biały Królik. "I nie gadaj tyle, komu w drogę, temu czas, czy jak to idzie. A ja głodny jestem nieziemsko…”.
Lolita westchnęła. „Słuchaj Biały Króliku, nikt cię nie prosił, żebyś się zjawił i mi pomagał. Ja czasu nie mam, żeby go marnować na twoje degustacje. Muszę tę kobietę odnaleźć. Więc sam wybieraj, albo idziesz ze mną niedojedzony, albo idziesz na pasztet. Jak mówi Shao Khan w Mortal Kombat – „Czojs is jors"”. Biały Królik popatrzył na nią w głębokim zastanowieniem. „Mylisz się, to zdanie powiedział Shang Tsung". „Naprawdę?". „Naprawdę i na grób mojej matki". „Pewnie ją zeżarłeś" -pomyślała Lolitka, a głośno powiedziała: „No dobrze, niech będzie, że masz rację. A teraz chodźmy. Tam w lewo". „A dlaczego w lewo? Na leśna polanę? Pójdziemy w prawo". „W prawo? Za siedem gór i siedem rzek, tam gdzie zaczyna się inna kraina, w której ludzie zaciągają kredyty, płacą raty 0% i kupują na promocjach?" oczy Lolitki aż zaśliniły z zachwytu. „Właśnie tam" - przytaknął Biały Królik. „A te siedem gór i rzek to skąd Ci się wzięło?". Biały Królik łypnął okiem. „No tak się mówi, no nie?". Lolita zaczynała nabierać przekonania, że jej duchowy przewodnik nie jest Białym Królikiem Wszechwiedzącym. „Słuchaj, a może Ty wykrzykniesz, że strasznie się śpieszysz na herbatkę u królowej, pobiegniesz przed siebie, a ja pobiegnę za Tobą"- zaproponowała Lolita olśniona nowym pomysłem. „Ale ja nie lubię herbaty"- wykrzywił się Biały Królik . „Nie znam żadnej królowej i nie wiem czemu ma to służyć ".”To taki czar, magiczna formuła, która pozwoli nam przyśpieszyć bieg zdarzeń; dzięki temu nasza baśń będzie znacznie ciekawsza… Zamiast opowiadać – ”i mała dziewczynka ruszyła w długą wędrówkę z niezwykłym Białym Królikiem”, będzie można napisać - i Lolitka puściła się w pogoń za króliczkiem, który leciał jak torpeda bojowa, pocisk antyartyleryjski albo sputnik na orbicie. Nagle wtem i niespodziewanie dotarli do granicy krainy, w której mieszkała dziewczynka. „Kurczę, to tu kończy się świat, który znam" - powiedziała – „dalej jest Nieznane". „Jakie tam nieznane?" Biały Biały Królik poruszył noskiem. „Znane bardzo dobrze, mają tu świetne hot-dogi, jadam tu bardzo często". „Ty naprawdę jesteś dziwny". „Ty też".

Stali przez chwilę, obserwując Nieznane, które wyglądało dokładnie tak samo jak Znane, które zostawiali za sobą. W końcu Lolitka zdecydowała się dać krok przez przerywaną kreskę znaczącą granicę. Zrobiła wielki krok do przodu i już miała przekroczyć magiczną linię oddzielającą ją od tego, co Nieznane, a takie kuszące i magiczne, kiedy nagle tuż przed jej oczami zmaterializowała się straż graniczna w postaci dwóch krasnali w czubatych czapkach, uzbrojonych w topory i w spodniach w jodełkę. „A Pani dokąd?". Lolitka i Biały Biały Królik spojrzeli na siebie. „My turystycznie". Krasnale ciągle patrzyli podejrzliwie. „Zwiedzać chcemy". "Po co?". "Nooo, dobrze jest poznawać inne kultury i obyczaje, to pozwala rozwinąć osobowość, poszerzyć horyzonty, ubogacić się wewnętrznie" -wyjaśniła Lolitka. Krasnale mieli miny, jakby nic nie rozumieli. „Coś do oclenia jest ?". „Nie, mam tylko bieliznę na zmianę, co mi babcina moja własnymi rękoma wyżymała i herbatę w ekspresie, bo lubię". Krasnale spojrzały uważnie na Lolitkę. Tak przeszywająco, jakby badały, czy dziewczynka mówi prawdę. „Dobra. Ale strajk jest. Czekać trzeba." „Ale my się śpieszymy, mamy misję i w ogóle". „Wy macie misję, a my strajk. Trzeba czekać. Najlepiej pod tym wielkim dębem" - krasnal machnął ręką w stronę nieopodal rosnącego drzewa. Lolita poszła, a Biały Królik, dziwnie markotny, pokicał w stronę drzewa. Okazało się na miejscu, że siedzi pod nim większa grupa ludzi i innych stworzeń czekających na koniec strajku... „Przepraszam pana" - zagadnęła grzecznie „O co ten strajk?". „O to co zawsze. O talary i wcześniejsze emerytury. Elfy chcą krócej pracować i blokują przejście. Trochę to głupie, bo one i tak żyją wiecznie". „No idiotyczne" z przekonaniem pokiwała głową Lolitka. „A kiedy to się skończy?". „Tego nie wie nawet najstarszy elf. Ale jak ci się, dziecko, śpieszy skorzystaj z pomocy przemytników". „A gdzie ich znajdę?. „Mężczyzna machnął ręką w stronę dwóch mężczyzn palących papierosa niedaleko od nich. Papieros był jeden i mężczyźni co chwila wymieniali się nim. Lolita podeszła do nich nieśmiało. „Panowie przemytnicy?". „Dziewczynka z zapałkami? ". „Nie, Lolita Z Doliny Żółtych Żonkili". „Kajko”. „Kokosz". „Panowie przemycają". „Niekiedy". „Za ile?". „Za karton papierosów najchętniej. Skręty nam się skończyły.” „Może być herbata w ekspresie?". Kajko i Kokosz spojrzeli po sobie. „Może, coś się zawsze da skręcić. Trochę herbaty, kory z dębu i buch jak zastrzyk zdrowia..”.
„Potrzebuję w Nieznane" - powiedziała Lolitka. „Żaden problem, mamy wypróbowany sposób, jeszcze się nie zdarzyło, żeby nie zadziałało". „Wspaniale, a jak ten sposób działa?" -zapytała zaciekawiona Lolitka. „Broda i wąsy?". „Nieee, mamy coś lepszego - beczka ..."- szepnął tajemniczo Kajko. „Taka na kiszoną kapustę?" - nie mogła wyjść ze zdziwienia. „Taka drewniana. Ty i pies się zmieścicie. Wejdziecie to beczki, a my was przerzucimy w Nieznane. Jeśli was krasnale nie zestrzelą, jesteście po drugiej stronie... „ . Lolita spojrzała na Białego Królika, a on zezował na nią. Chyba oboje doszli do wniosku, że sposób jest ryzykowny, ale innego nie było. „A jak nas w tych beczkach dostarczycie ?" - zapytała Lolitka. „Sami się dostarczycie"- odparli Kajo i Kokosz. „Widzicie to wzgórze?" Lolitka i Biały Królik spojrzeli w za palcem wskazującym Kajko. Pokazywał niewielkie wzgórze położone niedaleko od nich. „Tak, za tym wzgórzem już granica Nieznanego. Macie tu beczkę i powodzenia” - wcisnął zaskoczonej nieco Lolitce beczkę. W ręce, chociaż wcale jej nie mogła objąć. „Musicie się stoczyć.. Samoobsługa" – dodał, kiedy chciała coś powiedzieć. „Dobra, masz tu herbatę i jedziemy" rzekła hardo dziewczynka. "Biały Królik, idziemy?". „Nooo" - mruknął niewyraźnie Biały Królik. Dziewczynka i jej przewodnik duchowy wspólnymi siłami wtoczyli beczkę na wzgórze. Na dole cały czas obserwowali ich Kajko i Kokosz. I kiedy Lolitka wraz z Biały Królikiem wchodzili do beczki, wypuścili chmurę dymu z palonego właśnie papierosa. Tak na pożegnanie. „Trzymaj się Biały Królik" - powiedziała Lolitka, zamknęła klapę beczki, i gwałtownym szarpnięciem spowodowała jej ruch. W dół i w Nieznane oczywiście...
Łagodne wzgórze nie okazało się aż takie łagodne... Turlali się i turlali w dół, podskakując w beczcie, odbijając sobie to i owo, a świat wirował, Lolitka wirowała, Biały Królik wirował, jeśli nawet ktoś do nich strzelał, to też wirował... Nawet kiedy się zatrzymali po dobrych kilku minutach, wpadając w końcu w kupę krzaków, to świat jeszcze długo wirował... „To nie był dobry pomysł" - odezwał się w końcu Biały Królik, kiedy mógł w końcu podnieść głowę. „Może i nie, ale był skuteczny"- Lolitka próbowała zmusić świat do zatrzymania się ... „Jesteśmy w Nieznanym...". „Ależ to Nieznane wiruje. Jak kolorowe jarmarki" - Biały Królik uśmiechał się pod nosem, cały rozanielony. „I jak piękna muzyka dobiega stamtąd, na pewno stamtąd". Chwiejną łapką wskazał lewo. "Ale bredzisz. Może się odwiruj do końca". „Nie. Nie obrażaj mnie. Mam dłuższe uszy od Ciebie i słyszę 5 razy lepiej. Stamtąd dobiega muzyka. Taka jakby weselna". „No fantastycznie, to bym potańcowała. Bo widzisz, babcia nie puściła mnie ostatnio na zabawę do drwala". „Pewnie się bała, żebyście czegoś nie zmalowali. Albo raczej nie zrąbali". „Złośliwa pluskwa. Drwal to pacyfista. On by nawet na kwiatka nie zdeptał". „A drzewa to pewnie łaskocze swoim toporem, co? Dobra, skończmy już. Komu w drogę, temu... no, sama wiesz. Idziemy".. „No idziemy". A ponieważ nie mieli lepszego pomysłu, ruszyli w stronę muzyki. Jak wyszli albo raczej wypadli z krzaków, które okazały się być niewielkim laskiem, wyszli prosto na niedużą polanę, na której kłębił się kolorowy tłum. Tłum, który tańczył, śpiewał, grał, ale niekoniecznie to, co śpiewał, klaskał, każdy indywidualnie, generalnie to było tam dużo śmiechu i radosnych okrzyków. Pośród tego zbiorowiska duża część coś piła i a jeszcze większa coś jadła. Biały Królik poruszał różowym noskiem. „Wesele jak nic". „Wspaniale"- ucieszyła się Lolitka – „Uwielbiam wesela". „Postarajmy zmieszać się z tłumem, to może załapiemy się na jakiś pasztet"- Biały Królik śmiało ruszył do przodu. „Najlepiej z Białego Królika" - mruknęła jadowicie Lolitka. Początkowo ostrożnie przyglądali się bawiącemu się tłumowi: Biały Królik, ponieważ bał się bachaliów i pijanych ludzi, Lolitka, bo nigdy wcześniej nie widziała elfów. A zwłaszcza elfic. Były naprawdę piękne i nie mogła wyjść z zachwytu. A kiedy Biały Królik pokicał w tłum w poszukiwaniu zajęczego pasztetu, dziewczynka chwyciła puchar wypełniony rubinowym płynem. Smakował niemal jak babciny kompot, choć na początku wydawał się drażnić lekko gardło. Jednakże przy kolejnym pucharze nie poczuła już drapania w gardło, a przy 3 i 4 znowu poczuła się jak w beczce... świat zaczął cudowanie wirować, a ona czuła się tak lekko jak nigdy dotąd. „Szkoda, że Cię tu nie ma, kobieto w czerni" - westchnęła żałośnie. Chwiejący się obok niej osobnik w kraciastych spodniach (nauczyła się już rozpoznawać, że to krasnal) rzucił na nią spojrzenie . „Coś mówiłaś?" Nachylił się. „Mówiłam, że chciałabym żeby tu była kobieta w czerni". „Aha” - wydawało się, że przyjął do wiadomości - „A po co?". A jednak postanowił drążyć temat. „No bo spotkałyśmy się raz i tak wyszło, że nie wiadomo, Ona jest z tej krainy, a ja z tamtej, taki związek na odległość to może jednak bez sensu, bo w sumie to nic nie zaszło..."- pod wypływem wina bredziła Lolitka. „Jaaasne" - powiedział przeciągle krasnal. „Znaczy, że to twoja dziewczyna jest?". „Nie, no nie"- zaprzeczyła Lolitka -„Dziewczyny nie mają dziewczyn ". Krasnal popatrzył na nią dziwnie. „Akurat u nas mają. Dziewczyny mają dziewczyny, a chłopaki chłopaków. Najlepszy przykład to to wesele. Widzisz te dwie obejmujące się smukłe jak brzozy elfice? To właśnie para małżeńska. Nowożeńcy. Trochę dziwne, zamiast sukien ślubnych zrobiły sobie przepaski z liści. Ale to podobno dlatego, że chcą być blisko natury”. „Coś takiego. I ten teges?". "A teges". "To gdzie ta Twoja laska?..”. " Tego właśnie nie wiem. Szukam jej. Dlatego tu przyjechałam". „Aj si"- powiedział krasnal- „A w ogóle to coś wiesz o niej?”. „No tak, mieszka w tej krainie i nosi czarną suknię". Krasnal machnął ręką.. „E tam, tu co druga laska tak wygląda ". Lolitka zmartwiła się. „Ale ona była piękna. Miała czarne, wysoko upięte włosy, gładką i białą jak mleko skórę". „I pewnie wysokie szlachetne czoło, mądre spojrzenie i namiętne usta?". „A skąd wiesz??". „Zawsze mówicie to samo. Jakbyście się zacięły na amen. Mój mąż ma piękną czerwoną brodę i wytatuowane powieki. Takiego drugiego nie ma!". „Na pewno nie"- przytaknęła Lolitka, przyglądając się uważnie zgromadzonym wokół postaciom. „Słuchaj, tam jest kapłanka. Może Ci powróży albo da Ci jakieś przepowiednie. No wiesz, czary – mary, hokus - pokus niech zniknie z ciała koklusz". „Czemu nie?” – Lolitka dopiła resztkę napoju z kielicha - „Idę". Kapłankę znalazła otoczoną wianuszkiem kobiet - ludzkich i nie ludzkich. Sama zaś kapłanka była kobietą w wieku nieokreślonym, zadowolona z siebie, pijąca jakiś czerwony napój. Obdarzyła Lolitkę powłóczystym spojrzeniem, kiedy ta podeszła do niej. „Potrzeba ci czegoś dziecko?" -zapytała niskim głosem. „Szukam kobiety". "Taak? Wybierz sobie jakąś, duży wybór, najlepszy towar z okolicy". „Ale ja szukam tej jedynej". „Kolejna zblazowana fanka kobiecych bioder. I mam Ci pomóc?". „Jeśli tylko możesz, zaklinam cię, pomóż mi!". „Dobra, nie panikuj, siadaj tu z nami. Obok tej rudej, pasujecie do siebie". „Nie, czegoś innego szukam" - powiedziała Lolitka. Kobieta popatrzyła na nią przenikliwie. „Znajdziesz ją tam, gdzie się jej najmniej spodziewasz, kiedy słońce wejdzie w trzecią fazę ósmego nowiu księżyca, wtedy się spotkacie. Spadnie deszcz, ale będzie susza, słońce w nocy zaćmi księżyc..." - powiedziała kobieta głębokim głosem, wywracając przy tym gałkami ocznymi. W tył i w przód. Do góry i do dołu. Po czym dodała: "UUUU, uuuu, to mówię ja, medium pomiędzy światem materialnym a niematerialnym, ziemią a kosmosem uuuuu, uuuuuu. No, już, koniec". „Fantastycznie wyjesz. Tak głęboko. Ale nie rozumiem Twoich słów". „Zrozumiesz we właściwym czasie” - powiedziała kobieta tajemniczo. Ponieważ Lolitka czuła, jak ziemia faluje, a nogi miała dziwnie miękkie, postanowiła zabrać Białego Królika i opuścić tę imprezę. Znalazła go leżącego obok kawałka pasztetu; nie chciała wiedzieć, z czego ten pasztet powstał. Śpiący Biały Królik wyglądał tak zachęcająco, że niewiele myśląc, położyła się koło niego i zapadła w głęboki pijacki sen, którego nie było w stanie zmącić drące się nad jej głową towarzystwo weselników.
Obudziły ją dopiero dźwięki trąb a zaraz potem donośny męski głos mówiący: „Ludu Nieznane, słuchajcie! Nasza miłościwie nam panująca księżniczka Biustosława ogłasza casting na swojego męża lub żonę! Osoby zainteresowane w wieku 18-35 lat prosimy o zgłaszanie się do zamku królewskiego codziennie między godziną 9 rano a 16-tą po południu! Wejście B. Dojazd na koszt własny!". "Halo Biały Królik obudź się! Jedziemy do telewizji na casting!". „Co ty gadasz? Na casting, ale do pałacu. Królowa szuka żony, a nie kręci telenoweli”. ”A co Ty taki małostkowy?". "To te długie uszy..".
Króliczek i Lolitka udali się za kolorowym tłumem do pałacu królowej. Nie mieli ani na taksówkę, ani na rikszę ani nawet na smoka, co potwornie śmierdział siarka. „Ty, Lolita, a po co my w ogóle tam idziemy, co ?" -zapytał Biały Królik, gdyż droga go nużyła, miał kaca i marzył o kawałku soczystego pasztetu.
„Pogapić się na ludzi i zasięgnąć języka. Może ktoś, coś będzie wiedział o kobiecie w czerni".
W zamku przed wejściem B kłębił się dziki tłum na szczęście w zorganizowanej kolejce obok strzałki "Do rejestracji". „I co teraz ?"- Biały Królik poruszał noskiem. Nagle Lolitka zaczęła krzyczeć rozdzierającym i przeszywającym głosem: „Halo ludzie, z drogi! jestem chora mam cholerę i musze jak najszybciej dostać się do wróżbity królowej, aby wyzdrowieć i nie ściągnąć śmiertelnej plagi na miasto... z droooogi, ludzie, z drooogi, zarażam cholerą!!" i zaczęła toczyć pianę z ust. Tłum ludzi, pełen obrzydzenia i pretensji, iż rozsunął się pośpiesznie, jak niegdyś przed narodem wybranym rozsunęło się Morze Czerwone... Biały Królik wyraźnie zniesmaczony szedł o dwa kroki z tyłu za Lolita, która, drąc się, przedzierała się naprzód. „Dzień dobry"- powiedziała radośnie do zszokowanej kobiety, która siedziała przy stole z napisem „Rejestracja". „Chciałam się zapisać na casting". "Nazwisko?". "Lolita Z Doliny Żółtych Żonkili" ."Numer 153, proszę czekać na swoją kolej". Kobieta podała jej drewnianą tabliczkę na sznurku z numerem 153. Lolita zawiesiła ją sobie na szyi. "Proszę czekać na wywołanie". "A długo będzie trzeba czekać?". " Tyle, ile trzeba" - powiedziała twardo kobieta. "Co też pani mówi, naprawdę? Śliczną ma pani sukienkę, to jedwab z hodowli dzikich elfów? I jak pani do oczu pasuje, ten błysk, dziarskość spojrzenia... goździka mam dla Pani". "Co się Pani wygłupiasz! Czasy zamordyzmu już skończone, król ścięty, a my dbamy o interesanta. Ale Pani zdaje się nadzwyczaj śpieszy. Z tymi młodymi to tak zawsze. A casting nie zając, nie ucieknie. No dobra. Proszę iść". Uradowana Lolitka wkroczyła do zamku, a Biały Królik z lekka podenerwowany zastrzygł uszami i mruknął: "A skąd wiesz, babo, może i ucieknę". "Cicho, Biały Królik. Udawaj, że czujesz się tu jak Biały Królik w ... pasztecie". Dokończyła Lolitka niepewnie "Musimy tu zdobyć jakiś ślad..." - powiedziała cicho do siebie, siadając pod jednym z murów. "Numer 153!!!" Wydarł się chudy elf z wielkich okularach mniej więcej po 3 godzinach czekania w kolejce. "Chodź, Biały Królik” - szturchnęła śpiącego zwierzaka w bok. "Właśnie nas wywołali". "To chociaż się uśmiechnij, bo inaczej na pewno Cię nie zechce" - doradził Biały Królik. Lolitka wyszczerzyła zęby w bajecznym uśmiechu i śmiało wkroczyła do komnaty, w której odbywał się casting. Na sali znajdowały się dworki królowej, muzykanci, błazny, służba roznoszące catering. Ona, czyli Królowa, siedziała w oddali. Początkowo Lolitka widziała tylko niewyraźny rys postaci - ciemna postać ozdobiona wielką błyszczącą koronką. Dziewczyna zaczęła kierować się powoli w stronę kobiecego zjawiska, które, z nieznanych jej powodów, przyciągało jak magnes albo trójkąt bermudzki. I nagle dziewczynka zobaczyła twarz Królowej .."O kurka" -powiedziała do siebie. Przed nią, nieco zmieniona, bo w tęczowej sukni i z rozpuszczonymi włosami siedziała kobieta w czerni... Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości: Ta Kobieta w Czerni... Lolitka aż wstrzymała oddech. "Numer 153. Proszę się zbliżyć"- zawołał ją herold. Podeszła nieśmiało ku przodowi. Królowa patrzyła zadumana za okno, wydawało się, że myślami jest gdzieś indziej... "No więc, numer 153. Opowiedzcie coś o sobie "-zachęcił ją herold. "Możesz też zatańczyć, postepować, zadeklamować ulubiony wiersz albo opowiedzieć o ulubionej sztuce teatralnej". Lolitka nie zwracała uwagi na herolda. Z napięciem wpatrywała się w twarz kobiety; a ta ciągle zdawała się być nieobecna..."Co z nią? Zapadła w śpiączkę?" spytała. "No prawie. Ten dziwny stan trwa już od jakiegoś czasu. Na dworze chodzą słuchy, iż ktoś skradł serce królowej, a teraz usycha z tęsknoty. Nasza kapłanka nakazała nam zorganizowanie castingu. W sumie to dziwaczny pomysł, ale tej babie to nikt nie podskoczy". Wtedy Lolitka zauważyła za tronem królowej kawałek kapłanki, która właśnie głaskała po udzie jedną ze swoich dworek. "O, cześć mała. To Ty. Może chcesz w końcu jakąś kobietę? Fajne są, mówię ci". "Ja przyszłam po Królową" hardo odpowiedziała Lolitka. Cisza zapadła na dworze jak makiem zasiał... Dworzanie, herold, kapłanka, kobieta kapłanki, Biały Królik, wszyscy utkwili w Lolicie spojrzenie. Wszyscy oprócz Królowej, która dalej patrzyła zadumana w dal. Pierwsza uśmiechnęła się kapłanka. "Dziecko, nie wiesz o czym mówisz. Na naszą Królową rzucił ktoś czar. Wielu już próbowała ją odczarować, żadnemu się to nie udało. Stąd ten casting". „Mnie się uda"- powiedziała Lolitka, czym naraziła się na wesołe pokrzykiwania dworzan... A gwizdy i krzyki były jak porykiwania w sitkomie, kiedy niezadowolona publiczność kieruje kciuk w dół, aby skazać aktora na artystyczny niebyt. Lolitka był jednak dzielnym dziewczęciem i dochodzące zewsząd krzyki tylko podniosły poziom adrenaliny w jej krwi. "Będziesz moja. A potem będziemy żyć długo i szczęśliwie"- wyszeptała do siebie. Herold machnął ręką, żeby się oddaliła. "Numer 154 !"wrzasnął. Lolitka stanęła bez słowa w kącie sali "Albo teraz, albo nie wiem, kiedy" –powiedziała, wyjmując czapkę niewidkę z torby. Założyła Ją na głowę i usłyszała tylko Biały Królika mówiącego: "Co jest ? Gdzieś się podziała?". Poczuła, że jest niewidzialna i wolna. Królowa wciąż patrzyła za okno. Lolitka podeszła do królowej. Spojrzała jej głęboko w oczy, delikatnie dotknęła jej włosów skóry. Królowa poruszyła się niespokojnie, na jej twarzy pojawił się przelotny uśmiech. Lolitka zrobiła jeszcze jeden krok do przodu i przytknęła swoje usta do ust królowej. Ta nie opierała się, czując bliskość, za którą tak bardzo tęskniła. I wtedy zaczęły wyć syreny antywłamaniowe - do komnaty natychmiast wbiegła ekipa z securitasa w postaci dwóch rosłych dzików, a z sufitu komnaty polały się strugi wody. Nie wiadomo jak, gdzie i kiedy Lolitka uruchomiła system antypożarowy. A woda sprawiła, że dziewczynka stała się widzialna. Królowa utkwiła w Lolitce spojrzenie - "To Ty... Ta dziwna mała... Jak mnie znalazłaś?". "Sama mi dałaś wskazówki...". Królowa uśmiechnęła się. "Nie sądziłam, że mnie znajdziesz...". "Nie piłam borygo, ale dałam radę". "Tęskniłam za Tobą. Twoja nieobecności wbiła się cierniem w moje serce". "Ja za Tobą też. I chciałabym Ci parzyć kawę każdego poranka, jeśli tylko zechcesz..." Królowa uśmiechnęła się, a dwór zamarł, bo Królowa nie uśmiechała się od miesięcy. "Ciśnieniową z ekspresu ?". "Jaką chcesz" - odparła Lolitka. Biały Królik gapił się na nie nieprzytomnym spojrzeniem i nerwowo strzygł uszami. Nagle zaczął wrzeszczeć i kicać podniecony: "Ludzie, to prawdziwa miłość! Taka jak w bajkach! Ona ją kocha, a ta druga ona kocha tę pierwszą ją. Ludzie, będzie weselisko jak się patrzy. Grajkowie grajcie, śpiewacy śpiewajcie, poeci deklamujcie wiersze na ich cześć, straż pożarna, odpalaj armaty i sztuczne ognie. Będzie impreza!!".
Lolitka i Biustomiła (bo tak kobieta w tęczowej sukience miała na imię) patrzyły na siebie z uśmiechem, a od tego uśmiechu cały dwór powoli zaczynał się uśmiechać...”To wspaniała wiadomość!!” - wykrzyknął szambelan z ogromnymi wąsami. „Nasza Królowa znalazła żonę ! Królestwo uratowane!” i wszyscy dworzanie zaczęli bić brawo i klaskać w dłonie. Tylko jedna mroczna postać nie cieszyła się ze szczęścia Lolitki i Biustomiły. Było to wysoki mężczyzna o rybich niebieskich oczach, o lekko maniakalnym błysku. Stał w kącie próbując zapanować na latającym mu tikiem nerwowym lewego oka, co sprawiało wrażenie, jakby mrugał do kogoś cały czas porozumiewawczo. „Kuleczka zamszowa!” –zaklął pod nosem podle… -„To ja miałam zostać mężem Królowej, a nie ta smarkata pastereczka, i do tego jeszcze cudzoziemka! Nie mogę dopuścić do tego ślubu!...” mamrotał cicho i obserwując szczęśliwe kobiety, uśmiechał się złowieszczo...”Co pan tam mamrocze złowieszczo?”- zapytał stojący obok gruby facet z białą brodą i w czerwonym stroju. „Ja??!” . „No a kto?”. „Ja, nie”. „Aha, to jak nie pan, to kto?”. „Może pan?”. „ No, może i tak” - zgodził się święty Mikołaj. Wysoki mężczyzna zaśmiał się w duchu szyderczo. Ależ mu się udało wywieść w pole Świętego Mikołaja, nie na darmo skończył prawo!
Tymczasem casting dobiegł ku końcowi. Przegrani i zawiedzeni powoli wychodzili z pałacu, gwar stopniowo ustępował ciszy. Lolitka i Królowa cieszyły się szczęściem we własnym towarzystwie, a dwór zaczął przygotowania do ślubu.
„Nie mogę uwierzyć, że mnie odnalazłaś ...” – powiedziała Królowa po raz kolejny, „A jak nie mogę uwierzyć, że jesteś Królową” – powiedziała Lolitka. ”No jestem. Ale to nie jest takie fajne, jak wszyscy myślą. Trzeba ciągle ładnie wyglądać, nie można chodzić po pałacu w dresie, non stop mnie obserwują, a jak przyłapią mnie z głupią miną, to od moje zdjęcie zdobi pierwszą stronę jakiegoś podrzędnego brukowca. Czasem ciężko wytrzymać. Więc wtedy zakładałam czarną sukienkę i chodziłam sobie po okolicy, czasem doklejałam sobie wąsy, by nikt mnie nie rozpoznawał. I tak spotkałam Ciebie...”. Królowa popatrzyła na Lolitkę z czułością i już miała zbliżyć usta ku jej ustom, kiedy do pokoju wpadł Biały Królik. „Ej laski, szykujcie się, bo ślub za godzinę. Ten nabuzowany koleś z wielkimi wąsami...” „Szambelan”- podpowiedziała Królowa. „ No właśnie, ten waszmość od szamba mówi, żebyście się szykowały, bo nie ma zamiaru spędzić tu całego dnia. Jednym słowem - ruchy siostry, ruchy !”- wydarł się i zadowolony wykicał z pokoju.
Ponieważ Lolitka nie miała żadnej sukienki ślubnej ze sobą, nie wzięła z domu, bo nie sądziła, że będzie wychodzić za mąż, Królowa pożyczyła jej jedną ze swoich sukienek. Oczywiście, sukienka była tęczowa. Sama też przywdziała identyczną. Więc, kiedy wykąpane, wyczesane i wypachnione, pojawiły się w ogrodzie, gdzie ślub został przygotowany, dworzanie, cały catering , no i ogólnie wszyscy wstrzymali oddech, takie piękne były.
Kiedy szły alejką ku altance, gdzie czekała na nie Kapłanka ubrana odświętnie w czerwoną suknię i kabaretki, zachwyceni dworzanie rzucali im kolorowe kwiaty pod nogi, a Lolitka mruczała pod nosem: „To się nie dzieje naprawdę, to się nie dzieje naprawdę, ja za chwilę zostanę Królową Nieznanego, nie wiem czy moja psychika to wytrzyma...”.
Jednak najbardziej wstrząsającym widokiem był płaczący i smarkający w chusteczkę Biały Królik. „Moja mała dziewczynka zostanie Królową”- chlipał.” „Kochani- zaczęła Kapłanka – zebraliśmy się tu dziś po to, żeby połączyć ze sobą więzami małżeństwa tę oto szczęśliwą parę. Wiele nocy i dni modliliśmy się o to, żeby nasza kochana Królowa znalazła swoje szczęście u boku osoby, którą kocha i nasze marzenia dziś się właśnie spełniają. Ta oto Lolitka Z Doliny Żółtych Żonkili w dniu dzisiejszym zostanie naszej kochanej Królowej poślubiona!
„Super!”, „Zajefajnie!”, „Siekierka dla Lolitki!” – rozległy się radosne okrzyki z tłumu weselników. „A zatem, przystępując do rzeczy. Czy Ty, Królowo Biustomiło pragniesz pojąć za żonę tę oto Lolitkę z Doliny Żółtych Żonkili?”. „Tak”- powiedziała Królowa. „I przyrzekasz jej, że codziennie będziesz się starać, żeby wasze małżeństwo było udane, zgodne i kochające?”. „Tak”. „Obiecujesz pracę nad związkiem, partnerstwo, wzajemny szacunek i zaufanie?”. „Tak”- powiedziała Królowa po raz trzeci, a gdzieś w oddali zapiał kur... „Teraz Ty, Lolitko Z Doliny Żółtych Żonkili. Czy pragniesz pojąć za żonę Królową Biustomiłę?”. „Tak” – powiedziała Lolitka, a Królowa uścisnęła mocniej jej dłoń. „I przyrzekasz jej, że codziennie będziesz się starać, żeby wasze małżeństwo było udane, zgodne i kochające?” „Tak”. „Obiecujesz pracę na związkiem, partnerstwo, wzajemny szacunek i zaufanie?” - zapytała po raz kolejny Kapłanka, ale zanim Lolitka zdążyła odpowiedzieć na to pytanie, rozległ się nagle inny głos „Nie!”, a wszyscy zebrani spojrzeli w kierunku, skąd dobiegał głos. Należał do wysokiego mężczyzny o rybich oczach. Stał na środku alejki otoczony żołnierzami w czarnych strojach i zasłoniętych twarzach, zwanych ninja. „Nie obiecuje! Ta mała przybłęda nic nie obiecuje! Odwołuję ten ślub i przejmuję kontrolę nad tym Królestwem” – skinął dłonią, a ninja wymierzyli do dworzan z łuków. „ O żesz”- powiedział cicho Biały Królik.
Przestraszeni dworzanie z niepokojem patrzyli, jak wysoki mężczyzna, już przez nich nazwany w myślach „Rybim Okiem” idzie w stronę Lolitki i Biustomiły. Kobiety przytuliły się do siebie. „To koniec. Nie wyjdziesz za tę smarkatą. Ja zostanę Twoim mężem” – powiedział Rybie Oko, a jego ninja brutalnie odciągnęli Lolitkę od Biustomiły. „Spadaj palancie!” – krzyknęła Lolitka, ale była zbyt słaba, żeby pokonać 3 ninja, mimo że dzielnie machała nogami i rękami. Rybie Oki ujął dłoń Królowej i uśmiechnął się triumfalnie. Dumna Królowa rzuciła mu nienawistne spojrzenie. „Nigdy nie będę Twoja. Moje serce należy do Lolitki.” „Olewam to”- oznajmił Rybie Oko. ”Kapłanko, udziel nam ślubu, bo jak nie, ta mała przybłęda pożegna się z życiem”.
„Czyyy Tyy...”- zaczęła Kapłanka ” –„Romanie z Nietolerancji i Nienawiści„ – podpowiedział Rybie Oko. „Romanie z Nietolerancji i Nienawiści , pragniesz pojąć za żonę Królową Biustomiłę?”. „Tak!” „I przyrzekasz jej...”. „Daj spokój z tym całym bełkotem”- przerwał Roman - „Nic Jej nie przyrzekam. Będzie moją żoną i taki zaszczyt Jej wystarczy!”.
Skołowana lekko Kapłanka spojrzała na bladą Biustomiłę. „A zatem, czy Ty Królowo Biustomiło, pragniesz pojąć za męża Romana z Nietolerancji i Nienawiści?”. Gdy padały te słowa Królowa widziała, jak ninja wyjmują nóż i przykładają do szyi Lolitki, która ani na chwilę nie przestawała nazywać swoich oprawców słowami na „ ch”, „f „ i „k”. „Nie zgadzaj się Ukochana!”- krzyczała tak głośno, aż zatkano jej usta.” Chyba nie muszę mówić, co się stanie, jeśli się nie zgodzisz...”- powiedział Rybie Oko, a Królowa smutno zwiesiła głowę. Sytuacja wyglądała beznadziejnie, znikąd pomocy. Królowa westchnęła ciężko i, chociaż serce jej pękało z bólu powiedziała: ... „Nieee!!” – rozległ się głos jak dzwon.
Dworzanie, ninja, Królowa, Lolitka, Rybie Oko spojrzeli w kierunku tego głosu. „Nie wyjdzie za Ciebie, Romanie”- powiedziała mała staruszka w z parasolem w ręku i okularach w rogowej oprawce. Na głowie miała zawadiacko założony czerwony moherowy beret. „Babcia!” – wykrzyknęła radośnie Lolitka. A babcia Lolitki gwizdnęła na palcach i za jej plecami jak spod ziemi wyrosła cała armia staruszek w moherowych beretach z groźnymi minami. Roman aż zazgrzytał zębami ze złości. „Brać je!”-krzyknął do ninja i zaczęło się piekło... Ze względu na drastyczne sceny walk, oszczędzimy wam pełnego opisu - wystarczy powiedzieć, że uderzenie mężczyzny parasolką prosto w... kolano zrobiło bardzo szybko swoje i chociaż ninja fruwali, robili fikołki i salta w tył i w przód takie, jakich Leszek Blanik by się nie powstydził, Armia Moherowych Beretów stojąca po stronie tolerancji i równości zyskiwała przewagę. Do walki włączyli się również wszyscy dworzanie, wspomagając dzielne staruszki. Widząc to, Roman zawył wściekle i złapał za rękę Królową. „Jesteś moja!”- wykrzyknął. „Nie oddam Cię nikomu!”. Ale Królowa Biustomiła ani myślała dać się porwać, odwinęła się i lunęła go z półobrotu tak, że nieprzytomny Roman poleciał kilka ładnych metrów do tyłu wpadając prosto w krzaki dzikiej różny... „Chuck Norris, mój kołcz byłby ze mnie dumny”. Powiedziała Królowa wygładzając suknię. „O ja Cię ...” Lolitka i Biały Królik otworzyli usta i pyszczek ze zdziwienia „ To było extra! Skąd Ty tak umiesz?”. „No cóż, moje dwie matki zawsze mi powtarzały, że kobieta musi się umieć obronić.”- uśmiechnęła się Biustomiła. Walka dobiegła do końca. Armia Dobrych Moherowych Beretów pokonała złych ninja. „Babciu!” krzyknęła Lolitka, podbiegając i przytulając się do babci. „Skąd się tu wzięłaś?”. ”Znalazłam Twój list, moje dziecko, a ponieważ od wielu lat pracuję w wywiadzie, od razu wiedziałam, co się święci. Ten Roman z Nietolerancji i Nienawiści już od dawna był pod naszą obserwacją”. „Babciu, Ty jesteś tajnym agentem?”.
„Pewnie. Nazywam się przecież Bąk. Klementyna Bąk.” –uśmiechnęła się babcia. „A teraz chyba czas dokończyć, to, co moje kochane, tu zaczęłyście. Została Ci jeszcze odpowiedz na ostatnie zadane pytanie ...”.
Lolitka uśmiechnęła się do Królowej, a Królowa do Lolitki, Biały Królik otarł ukradkiem łzę, armia Moherowych Babć wyjęła chusteczki do nosa, a wszyscy dworzanie złapali się za ręce. „Tak !” – powiedziała Lolitka i na niebie pojawiła się tęcza. Ogromna łącząca jeden świat z drugim światem. Pojawiła się, chociaż nie padał deszcz, ale nikogo to nie zdziwiło.
A potem było wesele, które trwało 2 tygodnie, a po weselu Lolitka Z Doliny Żółtych Żonkili i Królowa Biustomiła spały tydzień, a jak już się wyspały, to poszły napić się pysznej kawy. Ciśnieniowej z expresu. Bo pomiędzy kobietami wszystko zaczyna się i kończy od kawy.


The end
smartindeed & argosrho
Data publikacji w portalu: 2009-01-14
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 3.73 /głosów: 22
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

ekscentryczka452009-01-23 19:06
Brawo!!!!..prawie jak futurystyczna historia a jednak robi różnicę....czekałam na Winetou..Nostradamusa...taniec na rurze..Jolę Rutowicz i mały orgazm..ale nic to..i tak fajnie było....masz u mnie *****

Irminka172009-02-13 16:27
No to jest naprawde fajne :D Gratuluje :D

alopecosa2009-03-19 16:11
coz moge powiedziec... zaj*** :) pomysl swietny i poczucie humoru w ogromnej dawce:)

blue eyes2009-06-25 22:42
JESZCZE !!!

deszczowa-noc2010-03-01 22:05
genialne! pozdrowienia dla Białego Królika i kura, rozwalili mnie absolutnie.

Jesienna_Panna2010-04-29 23:44
Było miło ;)...

MiodowaLawenda2010-11-13 00:11
Dziwne. Zabawne. Ładne. Nie wiem sama. Podobało mi się niebywale! Uwielbiam konkluzję o kawie w ostatnim zdaniu, niby śmieszna ale... pamiętam jak piłyśmy gorzką kawę z malutkich bialutkich filiżanek i jak delikatny posmak brązowego cukru zostawał długo na ustach

Falys2012-01-07 17:54
Genialne, choć dość dziwne.

synkopa2012-02-20 13:26
Nie ma jak dobre fantazy na miły początek dnia :)


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

  KONTAKT  

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

Ostatnio komentowane:

news Prawa kobiet a Koran
vesania olicadiablica ma całkowitą rację. Szkoda że w Polsce nie mówi się o tym głośno, Użalamy się nad tym jaki ciężki los mają imigranci z krsjów muzułmańskich a zupełnie pomijamy to, jaki... opinia dodana 2017-01-14 16:00:40
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Na jej rozkazy - CHAUDIÈRE A.D. i CALIGO A.
Słabo. Dobrnęłam do 20 strony mało się przy tym nie topiąc w nadmiarze nic nie wnoszących słów. Żałuję,...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2016