Opowieść o Jasnej i Ciemnej

Dawno, dawno temu, w jednym z miast wielkiego i potężnego królestwa żyła dobra i mądra dziewczyna imieniem Jasna. Miała bardzo bogatych rodziców, którzy cieszyli się szacunkiem sąsiadów i wszystkich mieszkańców. Kiedy Jasna skończyła osiemnaście lat, do jej drzwi zapukali pierwsi kawalerowie, żeby starać się o rękę pięknej i posażnej panny. Ona jednak nikogo nie przyjmowała, z nikim nie chciała się bliżej zaprzyjaźnić. I matka jej i ojciec bardzo nad tym faktem ubolewali, chcieli bowiem, aby ich pierworodna odnalazła szczęście i gniazdo rodzinne uwiła. Jasna, jakkolwiek wszystkim życzliwa, żadnego z kawalerów nie wybrała na swojego męża. Mijały kolejne wiosny i młodsze siostry Jasnej zaczęły ponaglać siostrę do zamążpójścia – nie godziło się bowiem, by młodszą córę wydawać, gdy starsza jeszcze panienką była. I Jasna – mimo swej dobroci i mądrości – powoli przestawała być ulubienicą w rodzinie i mieście, a jej upór brany był za przejaw złośliwości wobec sióstr – jeszcze piękniejszych niż ona – i pychy – że żaden z pięknych i silnych kawalerów nie był godzien jej zimnego serca. I choć mieszczanom trudno to było pojąć, ja Wam powiem, że Jasnej serce nie było wcale zimne – ale jej głowa zawsze bujała w obłokach, a w marzeniach nigdy wybranka spośród kawalerów nie miała.
Tak się złożyło, że poza miastem, w wysokiej wieży, mieszkała jej rówieśnica – Ciemna. I tak jak Jasną wszyscy kiedyś kochali i szanowali – tak Ciemnej zwykli się bać i omijać z daleka. Ciemna była córką czarodziejki, która kiedyś wiele dobrego zrobiła dla miasta – jednak gdy pomóc nie chciała kolejny raz – mieszkańcy obwinili ją za wszelkie dalsze nieszczęścia. Urażona Czarodziejka odwróciła się od miasta na dobre i wiodła samotne życie na szczycie swojej wieży, studiując stare księgi, magię i gwiazdy, nie troszcząc się już wcale o losy sąsiadów.
Jednak jej córka lubiła podglądać życie mieszczan przez wielką lunetę, która służyła jej matce do studiowania nieba. Za dnia luneta była jej niepotrzebna, więc mała Ciemna godzinami przypatrywała się kipiącemu życiem miastu. Wiedziała, kto gdzie mieszka i co robi przez cały dzień. Wiedziała, kto hoduje kury, a kto kozy i krowy. Wiedziała, kto się z kim kłóci i kto się z kim godzi. Widziała zdrady, próby przekupstwa, narodziny i śmierć wielu ludzi. I szczególnie, spośród całego tłumu, lubiła obserwować Jasną wówczas gdy ta przesiadywała godzinami w ogrodzie patrząc w niebo.
Czarodziejka umarła i Ciemna została Panią na Wieży. Strach wobec niej wzmógł się jeszcze, szeptano w ciemnych zaułkach ulic, że matkę zabiła czarami, a potem spaliła jej ciało i obsypała się prochami, by przejąć całą jej moc. Ale Wy, Drodzy Czytelnicy, wiary tym bajkom nie dawajcie – Czarodziejka zmarła dręczona straszną chorobą, której ani ona sama, ani jej córka nie potrafiła uleczyć.
Pewnego dnia, gdy słońce świeciło wysoko na niebie i był to dzień wolny od pracy, mieszkańcy miasta zebrali się na rynku, żeby świętować rozpoczynającą się wiosnę. Nagle całe niebo zasunęło się ciemnymi chmurami i zrobiło się szaro i smutno. Wielki szum się podniósł, jakby wiatr chciał wszystkie chmury przegonić i z przestworzy sfrunął wielki potwór. Ciało miał pokryte śliską łuską, trzy głowy kiwały się na długich szyjach. Na każdym z łbów były macki podobne do odnóży ośmiornicy, a wielkie łapy kończyły się szponami grubości ręki silnego kowala. Gdy zamiótł ogonem, wydawało się, że nieba dotyka! Taki to straszny był potwór.
- Wasz strach karmi moją siłę – zaryczał potwór. – Lękajcie się!
Ludzie wpadli w panikę i zaczęli krzyczeć i uciekać w popłochu. Jednak jednym trzepnięciem skrzydeł wielki stwór zatrzymał wszystkich.
- Dobijmy targu, moi dobrzy ludzie. Wydajcie mi dobrowolnie jednego z was, a nie zniszczę waszego miasta wraz z wszystkimi jego mieszkańcami!
Wśród ludu znów zawrzało jak kotle, pod którym ktoś drewna dołożył.
- Będę tu za dwie noce, o świcie. Przygotujcie się!
Machnął dwa razy skrzydłami i odleciał.
W mieście jeszcze nigdy nie było takiego poruszenia! Jak się obronić? Jak wybrnąć z tej ciężkiej zagadki? Kogo poświęcić by uratować wszystkich? Zaczęły się rozmowy, kłótnie i dysputy jak wyjść z impasu. Każdy miał inny pomysł.
Mówiono, że trzeba wybrać najstarszego, bo świeczka jego i tak najkrótsza jest i najsłabiej się pali, a życia zaznał najwięcej. Ale najstarszą okazała zielarka, która swoją wiedzą i doświadczeniem wiele ludzkich bytów uratowała. Nie godziło się kogoś, kto tyle dobrego zrobił, wysyłać na śmierć.
Potem ogłoszono wielkie losowanie zostawiając wybór fortunie. Czarną kulkę z wyrokiem wyciągnął młody i bardzo majętny kupiec, który chcąc ocalić swój żywot, rozdał pieniądze wielu spośród mieszkańców namawiając ich, aby sprzeciwili się takiemu obrotowi sprawy.
Szukano też wśród tych chorych i słabych – ale tych wielu było w mieście. Kto orzec miał, któremu z nich najmniej życia zostało?
Ktoś zaproponował, aby wydać potworowi Ciemną – jednak wszyscy bali się podejść do jej strasznej wieży. Zresztą, nie wiadomo, czy nie była z potworem w zmowie?
W nocy, która poprzedzała sądny świt, całe miasto rozpaczało. Potwór miał zjawić się za klika godzin, a jeszcze nikogo nie wybrali! Zginą wszyscy! W końcu zdesperowany burmistrz stanął na mównicy i krzyknął najgłośniej jak potrafił.
- Ludzie! Zostało już tylko pół godziny do świtu! Nie mogliśmy wybrać spomiędzy siebie, kogo potworowi oddać, przerosło nas to zadanie. Ale może ktoś sam się zgłosi, może ktoś sam chce siebie poświęcić, żeby ocalić resztę? Wzywam Was!
Przez jakiś czas panowała cisza, a potem dało się słyszeć pojedyncze głosy:
- Sam idź, jakeś taki mądry i ci życie niemiłe!
Burmistrz zmieszał się mocno, zrozpaczony usiadł i ukrył twarz w dłoniach. Minuty płynęły nieubłaganie i szum wśród ludzi rósł jak strach i rozpacz. W końcu doczekali się potwora, który rozpędził ludzi wielkimi skrzydłami, lądując na ziemi.
- Kogo mi oddacie? - zaryczał - Kogóż mogę porwać do swego królestwa?- rozglądał się wokół. – gdzie jest ten nieszczęśnik?
- To ja. – odezwał się głos wśród tłumu. Jasna wyszła przed szereg.
Jęk rozpaczy rozległ się wśród tłumu. Przypomnieli sobie jej dobroć i mądrość, a żałość wyrwała z ich serc płacz pełen rozpaczy i ulgi zarazem, że oto zdobył się ktoś na tak wielkie poświęcenie. Potwór nic więcej już nie mówił, tylko chwycił Jasną jedną z łap i odleciał daleko w stronę gór.
Ciemna widziała całe to zdarzenie przez lunetę umieszczoną na szczycie wieży. Zawrzała w niej złość i gorycz. Szczerze nie lubiła mieszkańców tego miasta, a do jednej Jasnej naprawdę się przywiązała. Czy to możliwe, aby ci podli ludzie właśnie ją oddali straszydle? Wszyscy, tylko nie ona, zasługiwali na ten los! Ciemna po raz pierwszy poczuła w sobie wolę i moc na tyle silną, by opuścić swoje schronienie. Postanowiła odszukać Jasną i uwolnić ją, póki nie będzie zbyt późno.
Spakowała tylko to, co najpotrzebniejsze, ubrała się ciepło, założyła wysokie buty, wiedziała bowiem, że czeka ją wyprawa w góry. Wyciągała nogi i nie zważała na zmęczenie czy potrzebę snu – wiedziała, że Jasna jest w wielkim niebezpieczeństwie i że każda chwila się liczy.
Po trzech dniach była już jednak tak zmęczona, że nie widziała drogi przed sobą, mimo iż słońce stało w pełni a niebo było czyste od chmur. Wycieńczona potknęła się i upadła na ziemię. Nie miała siły się podnieść. Poczuła, że ziemia zaczyna pod nią bulgotać i po chwili wpadła do wielkiej, ciemnej jaskini.
- Ktoś mnie odwiedził, ktoś mnie odwiedził? - usłyszała w mroku i ujrzała w sączącej się smużce światła wielką postać na kamiennym tronie. Bezradnie odwracała głowę, jakby chciała na nowo uchwycić szelest poruszającego się po posadzce ciała. Ciemna zauważyła, że postać nie ma oczu, przynajmniej w miejscu, gdzie powinna mieć oczy skóra zrosła się na dobre.
- Kto tu jest? Kto tu jest? – powtarzała bez końca. – Ktoś do mnie wpadł, ktoś mnie odwiedził, ktoś mnie odwiedził?
Ciemna uniosła się chwiejnie.
- Mam na imię Ciemna, jestem czarodziejką – powiedziała mocnym głosem, próbując wykrzesać z siebie jeszcze trochę siły.
- O, czarodziejka, tak, tak, czarodziejka, tak myślałam, czarodziejka, przypuszczałem, że to ty. Wyczułam, och jej, czarodziejka!
Ciemnej wyciosana z kamienia postać wydawała się dziwna i śmieszna zarazem. Mówiła jak dziecko, powtarzając cały czas te same zdania, dyskutowała ze sobą, tak jakby samotność i brak towarzystwa ją do tego zmusiły.
Czarodziejka podeszła bliżej. Czarna skóra, podobna do ścian w jaskini, podobnie zgrubiała i twarda, pokrywała ciało, które mogło kiedyś należeć do człowieka, choć teraz podobieństwo było mizerne.
- Kim jesteś? – zapytała oglądając bacznie twarz stwora.
- Mam na imię Gore, ale wiem, że nazywają mnie też królową jaskini lub księciem opowieści - Gore roześmiała się cicho, do siebie i z sobie tylko znanego powodu.
- Witaj, Gore. Padam z nóg, od trzech dni nie spałam i nie jadłam. Szukam dziewczyny, którą porwał potwór o szponach jak ramię silnego mężczyzny, o trzech strasznych głowach i olbrzymich skrzydłach.
- Zmęczona nie pójdziesz długo dalej. Odpocznij u mnie, u mnie czas płynie wolniej.
I choć Ciemna nie chciała odpoczywać i nie ufała nowopoznanej Królowej, to oczy same zdecydowały, że muszą się choć na chwilę zamknąć.
Kiedy się obudziła, Gore siedziała w tej samej pozycji. Usłyszała znów szelest i kręciła niecierpliwie głową.
- Już Ciemna? Już? Już się obudziłaś? Już się obudziła?
- Ile godzin spałam?
- O, a któż może to wiedzieć, moja droga. Może dwie. Może czternaście, a może caaaały rok? Kto to może wiedzieć, no kto?
Ciemna przetarła oczy, ale na niewiele to się zdało. W jaskini było zupełnie ciemno, tylko wąska smuga światła padała na tron. Nawet nie mogła powiedzieć, skąd dochodzi to światło – czy to słońce, czy księżyc, a może jeszcze całkiem co innego.
- Gore, jak mogę się stąd wydostać?
- Wydostać? Moja miła Ciemna? Jak wydostać? Stad nie można się wydostać.
- Ale ja muszę znaleźć Jasną! Mówiłam ci!
- No tak, mówiła, mówiła. Całkiem możliwe, że mówiłaś. Ale wzięłam to za fragment opowieści, którą, mam nadzieję, jeszcze długo będziesz mi opowiadać. Bardzo lubię słuchać opowieści. Czuję się wówczas tak, jakbym widziała je naprawdę. Jakbym żyła, No tak, tak, całkiem jakbym żył.
- Gore, ja nie mam czasu na opowieści! Muszę się stąd wydostać, Jasna może już nie żyć! Może być w wielkim niebezpieczeństwie!
- Tu, w jaskini, wszystko jest opowieścią. Może Jasna wcale nie umrze? Wcale bym tego nie chciała. Opowiedz, opowiedz o Jasnej! Tak bym chciała posłuchać, jak ratujesz ją z opresji!..
- Ale ja ją musze naprawdę uratować, Gore! Wypuść mnie!
- Mam Ci wskazać kierunek, Ciemna? – Gore roześmiała się głośno i gorzko. – Jestem ślepa! Nie wiem, w którą stronę masz iść.
W Ciemnej zawrzała złość. Zaczęła po omacku szukać jakiegoś wyjścia z jaskini, jakiegoś chłodniejszego powiewu z powierzchni. Obchodziła jaskinię wiele razy, ale nic nie znalazła. Biegała jak szalona, jak opętana, ale pod palcami znaleźć mogła tylko twardą i wilgotną skałę. Przysiadła, żeby zebrać myśli, nie pozwolić się opanować panice.
- Gore – spytała nagle – a jak ty się tu dostałaś?
- Ja, ja? Jak ja się tu dostałem? – oj, jak to boli, jak to dawno. – Nie pamiętam, Ciemna, nie pamiętam.
- Przypomnij sobie! Musisz mi pomóc! Musisz jej pomóc!
- Pamiętam tylko matkę moją i wielką igłę w jej dłoniach. Pamiętam jak mówiła, oj, Gore, Gore, musimy ci oczy zaszyć. Nie bój się, córeczko, nie bój się. I pamiętam, że płakałam i wyrywałam się, ale trzymali mnie za głowę i szyli. Potem już wszystko ogarnęła ciemność. Nieśli mnie chyba w worku i dół wykopali. Sprowadzili czarownicę, co na mnie spalonych ziół garstkę wysypała. Dym gryzł mnie w gardło, łykałam powietrze całymi haustami. I potem ziemię zaczęli rzucać, aż było jej tak dużo, tak dużo. I wówczas wpadłam tutaj. Ziemia mnie przyjęła lepiej niż matka. Karmiła i poiła. Och, ziemio moja, moja ukochana skało! – Gore zaczęła łkać, jednak z jej zaszytych powiek żadna łza się nie wydostała.
Ciemną przejął nagły strach. Co za ludzie podli! A może powód jaki dobry mieli, by dziewczynce oczy na zawsze zamknąć? Podeszła powoli do Gore i bacznie się jej przyjrzała. Gore niespokojnie ruszała głową, jakby chciała ustalić, gdzie właściwie jest Ciemna.
- Nie bój się, Gore. – powiedziała cicho, choć sama strachem była zdjęta. Twarz Gore była jak wyciosana z kamienia: szara, matowa, popękana. Pogłaskała ją po policzku. Nawet w tym nikłym świetle dało zauważyć się gruby postronek, który ściągał do siebie obie powieki. Ciemna delikatnie dotknęła oczu Królowej Jaskini. Choć cała postać była chłodna raczej, to wyraźnie wyczuła, że kamień, który oblepił grubą nić, jest ciepły w dotyku.
- Jakie to dziwne – powiedziała do siebie. – Gore, Gore. Skąd się wzięło twoje imię, Gore?
- Nie wiem, Ciemna.
- Gore, czy mogę rozerwać postronek? Mogę otworzyć Ci oczy?
- Rozerwać? Rozerwać? Ale Ciemna, nie to nie możliwe, ona chce rozerwać, żebym mogła widzieć, tak, tak? Nie, to się nie uda? Ale można go zerwać? Ciemna, Ciemna? Gore?
- Nie wiem, czy cię to nie zaboli.
- Mnie już nic nie boli, od tak dawna nic mnie nie boli, Ciemna.
Ciemna wyciągnęła zza paska mały, ostry nóż, z którym się nie rozstawała. Położyła Gore rękę na policzku i delikatnie, choć zdecydowanie zaczęła piłować i kamień i sznur. Trwało to jakiś czas, zanim uporała się ze wszystkim. Ostrożnie położyła obie dłonie na powiekach Gore i powoli zaczęła je unosić. Już po chwili zrozumiała, skąd wzięło się imię Gore. Jej oczy były żywym płomieniem, gorącą lawą. Odskoczyła od niej i stanęła naprzeciw.
- Widzisz coś, Gore?
- Widzę. Widzę ciebie. – powiedziała Gore i rozpłakała się. Wrzące łzy szybko wysychały tocząc się po kamiennych bruzdach. – Moja kochana matka ziemia utrzymywała mnie przy życiu, a jednak nie mogła uwolnić moich oczu. Dziękuję, Ciemna.
Ciemna, wciąż wystraszona gdzieś w środku niezwykłym i przerażającym widokiem, przemogła się by podejść do Gore i poklepać ją po ramieniu.
- Musisz stąd wyjść Gore, musimy obie stąd wyjść.
I wówczas zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Matka Ziemia jakby wyczuła, że uwolniono jej ukochaną córkę i zaczęła drżeć. Skała nad nimi zaczęła pękać, otworzyło się przejście na powierzchnię. Przestraszona i uradowana Ciemna zaczęła wchodzić po zwalonych kamieniach. Wyciągnęła rękę do Gore.
- Choć Gore, twoja mama otworzyła nam drzwi.
Powoli obie wyszły na szeroki świat. Słońce dopiero co wstało i miękka mgła otuliła paprocie i wrzosy. Wysokie sosny spokojnie kołysały wierzchołkami. Gore rozglądała się z otwartymi ustami. Kamień, który pokrył jej skórę, pękał i odpadał, po chwili jej ciało znów nabrało miękkości i sprężystości. Jeszcze kiepsko chodziła, potykała się o własne nogi, ale już na jej ustach zakwitł uśmiech.
- Ciemna! Ciemna! Ja chodzę! – Ciemna też uśmiechnęła się do niej.
- Muszę iść dalej, Gore, Jasna mnie potrzebuje.
- Weź mnie ze sobą, Ciemna! Pomogę ci jak i ty mnie pomogłaś!
- Nie, Gore, musisz żyć znów, musisz odzyskać swoje życie. Moja wyprawa jest niebezpieczna i może skończyć się źle.
- To choć zawołaj mnie, gdy będziesz w potrzebie. Usłyszę.
- Jak to możliwe?
- Moja matka mi powie. Zawołaj mnie, Ciemna, w potrzebie.
I tak się rozstały.
Ciemna ruszyła dalej swoją drogą przez ciemny las. Kilka godzin snu dodało jej trochę mocy, choć czuła, że i tak zbyt wiele jej nie ma. Ścieżka zaczęła piąć się w górę i wielkie kamienie co jakiś czas wydawały się podtrzymywać kolejne pagórki. Sosny rzedły, a na ich miejscu pojawiły się niskie kosodrzewiny, porosty i wrzosy. Ciemna zobaczyła przed sobą szczyt góry, spowity w ciemny dym. Wyciągała nogi i serce biło jej niespokojnie, a głowa była pełna smutku i lęku. Im wyżej się wspinała, tym głębiej wchodziła w ciemny dym. W końcu już prawie drogi przed sobą nie widziała. Przystanęła i wyciągnęła przed siebie swoją laskę. Mrucząc po cichu słowa zaklęcia zaczęła nią wolno obracać. Wir powietrza wzmógł się nagle i zaczął rozganiać ciemne opary. Nadal nic nie mogła zobaczyć, coraz głośniej więc wypowiadała zaklęcia i coraz szybciej obracała różdżką. W końcu wiatr utorował jej tunel przez dym, okrągły i długi. Mozolnie pięła się w górę. Tuż przed szczytem dym rozproszył się. Ciemna wyszła i zaczerpnęła pełne płuca czystego powietrza. Jednak niedługo cieszyła się tą chwilą - bowiem zobaczyć mogła, co skrywał dym, przed czym ostrzegał. Szczyt pokryty był jasną cieczą, gęstą i śliską jak tłuszcz. Pokryte nią były wszystkie rośliny, kamienie, każde źdźbło trawy. Ciemna wśród kamieni odnalazła nawet martwy kształt ptaka. Od tej białej powierzchni odbijało się światło słońca, oślepiało i paliło twarz. Ciemna zakryła głowę kapturem, osłoniła oczy i szła dalej, ostrożnie stawiając kroki. Skąd to się wzięło? Myślała? Jakie to czary? Czy to jakieś przemyślne sidła? Na szczycie góry była mała chatka. Z komina wydobywała się strużka dymu i nisko pełzła po ziemi karmiąc pierścień dookoła szczytu. Gdy Ciemna zbliżyła się na odległość kilku kroków, z chatki wyszła wysoka postać, w jasnej długiej szacie. Biła od niej poświata, jeszcze większa niż z całej reszty otoczenia.
- Skąd przybywasz, odważna istoto? Czego pragniesz się dowiedzieć? – zapytała postać.
- Chcę tylko przejść przez górę, szukam przyjaciółki. – odpowiedziała zgodnie z prawdą Ciemna.
- Służę ci swoją radą, jestem Wielkim Uczonym, Prawdziwą Wyrocznią! Mogę zdradzić ci, ile ziaren kaszy zbierze młynarz w przyszłym roku, mogę powiedzieć ci, ile urodzi się ptaków! Wiem wszystko, bo widzę wszystko ze szczytu mojej góry!
- Nie jest mi potrzebna ta wiedza, mądry Uczony. Jeśli chcesz mi pomóc, rozwiej dym, bym mogła wiedzieć, w którą stronę się udać, by dojść do swego celu.
- Dym? Szalona! Nie wiesz co mówisz! Dym chroni to święte miejsce przed złymi duchami, nieczystymi myślami, przed brudem i pleśnią, chorobą i nieszczęściem. Nie mogę rozwiać dymu. Nie bądź głupia, Dziewczyno. Skoro udało ci się dotrzeć do źródła czystej mądrości, do zdroju wiedzy i prawdy – usiądź i pij! Pytaj! Mogę przyjąć cię na naukę do siebie.
- Nie mam na to czasu, muszę już iść – powiedziała Ciemna i postawiła pierwszy krok. Bardzo to rozgniewało świetlistego Wieszcza!
- Nie wiem jak ci się udało przedrzeć przez dym, ale twoja ignorancja i brak ogłady wart jest najwyższego potępienia! Nie rozumiesz, co odrzucasz, co mogłabyś otrzymać!
- Dary, których nie chcemy, choćby miały wielką wartość stają się dla nas bezużyteczne, Wielki Uczony. Czyż nie jest to jedna z najprostszych prawd? Nie mam czasu, żegnaj. – Ciemna próbowała wyminąć Wieszcza, ale ten stanął jej na drodze i rozłożył ręce. Światło odbiło się od jego szaty i uderzyło w Ciemną. Żar rozlał się po całym ciele i poczuła, że palą jej się długie, ciemne włosy. Aby odeprzeć strumień światła zaczęła się kręcić dookoła i obracać laską szybciej i szybciej, aż powstała wokół niej szklana tafla która, od której światło odbiło się kolejny raz. Mędrzec nie był gotowy na taki atak – nikt nie obrócił nigdy światła przeciwko niemu! Wielka siła odrzuciła go kilka kroków w tył. Przerażony ugiął kolana i zaczął szlochać. Ciemna stanęła w miejscu i trzymała jeszcze przez chwilę swoja laskę w geście obrony. Po chwili podeszła do Mędrca. Łzy jego toczyły się obficie po policzkach.
- Światło nigdy mnie nie zdradziło, mądrość nigdy mnie nie skrzywdziła! Aż do teraz! Obróciłaś prawdę przeciwko mnie! Nie mogę już żyć! – łkał głośno, zakrywając twarz rękoma.
- Ani światłość, ani mądrość, ani wiedza nigdy nie były twoim sprzymierzeńcem. Są jak woda, która daje i odbiera życie, buduje i niszczy. Nie mogłeś być jej panem. – Ciemna podeszła do Wyroczni. Łez nagle stało się tak wiele, że spłukały cały szczyt, odsłaniając na nowo kamienie i trawę. A Mędrzec płakał i płakał. Ciemnej zrobiło się go żal.
- Jak masz na imię? – spytał w końcu.
- Ciemna.
- Dziękuję ci, Ciemna.
- Dasz mi kilka swoich łez, Mędrcze?
- Weź, ile chcesz. – odpowiedział starzec. Ciemna zebrała pół małej butelki, zamknęła i schowała za pazuchę.
- Muszę odszukać Jasną, muszę już iść.
- Mogę iść z tobą, Ciemna? Nie wiem, co mam zrobić za sobą teraz.
- Masz całe swoje życie do odnalezienia, to dużo do roboty. A ja bardzo się spieszę. Twoje łzy są wystarczającym podarunkiem. – powiedziała Ciemna. Dym rozwiał się i odkrył kolejne szczyty wysokich gór. Pomiędzy nimi zobaczyła polanę i wielki zamek na niej. Już wiedziała, w którą stronę musi iść, aby znaleźć Jasną. W jej serce wstąpiła nowa nadzieja, że może jeszcze jest szansa, by ją ujrzeć całą i zdrową.
Aż do zmierzchu schodziła w dół, słońce całkiem schowało się za szczytami, kiedy dotarła nareszcie do bramy zamku. Był ogromny i wydawał całkiem opuszczony, na drodze do zwodzonego mostu widziała jednak wiele śladów ludzkich stóp i wielkich łap, zostawionych przez potwora. Przy bramie paliły się dwie pochodnie, jednak fosa była pełna ciemnej wody i most był podniesiony – wiec do zamku nie dało się wejść. Nad bramą przybita wielka deska wypalonymi literami mówiła, że: tu mieszka Karmiący się Lękiem, Potężny Wśród Strachu, Niezwyciężony Uq-Ree. Kto wejdzie, musi liczyć się z życiem i ze śmiercią.
Ciemna nie mogła czekać do świtu. Nabrała powietrza w płuca i krzyknęła z całej siły:
- Uq-Ree! Karmiący się Lękiem! Potężny Wśród Strachu! Wpuść mnie do swego zamku! Stawiam na szali swoje życie i swoją śmierć!
Nic się nie stało, zamek stał niewzruszony, żaden dźwięk nie zdradził obecności kogoś w środku. Ciemna krzyknęła jeszcze głośniej i głośniej. Używała swojej mocy, całej, jaką miała, ale nic się nie działo - brama ciągle pozostawała zamknięta a most podniesiony. W końcu przerażona i zrozpaczona skuliła się, a po jej policzku popłynęły łzy prawdziwego lęku, lęku, że nigdy już nie ujrzy Jasnej, że nie uda jej się uratować. I dopiero wówczas ogromny łańcuch zgrzytnął i opuścił się most. Podbiegła do drzwi i pchnęła je całym ciężarem ciała. Wolno uchyliły się pokazując szczodrze oświetlony dziedziniec.
Na samym środku siedział Uq-Ree, wielki, tak, jak go pamiętała. Siedział całkiem bez ruchu, śledziły ją tylko wielkie stalowe oczy zatopione w potwornej czaszce.
- Twój lęk mnie obudził. Czego chcesz? – powiedział cicho, lecz dźwięk jego głosu odbijał się echem jeszcze przez chwilę o wysokie mury dziedzińca.
- Nazywam się Ciemna, Karmiący się Lękiem. Porwałeś z mojego miasta dziewczynę imieniem Jasna. Przyszłam po to, żeby ją uwolnić.
To śmiałe wyznanie mogło wywołać śmiech u tak wielkiego i silnego potwora, jakim był Uq-Ree. Czy ta dziewczyna nie widziała, w jak beznadziejnej jest sytuacji? Sama, słaba, w wielkim zamku naprzeciw najpotężniejszego wśród Siejących Strach? Jednak Uq-Ree nie uśmiechnął się ani przez chwilę, skupiony patrzył Ciemnej w oczy.
- Nikogo nie porwałem, Ciemna. Sami mi ją wydali.
- Zażądałeś głowy jednego za życie tysiąca. Zostawiłeś ludzi bez wyjścia.
- Moje obietnice mogły pozostać bez pokrycia.
- Budzisz Lęk, Uq-Ree, jakże mogli myśleć, że nie wypełnisz swej groźby.
- Im większy budzę lęk, tym potężniejszy się wydaje i tym trudniej jest nie dać wiary moim groźbom. Posiadłem prawo zadawania gwałtu, bo jestem złem.
- Jesteś Uq-Ree, jesteś karmiący się Lękiem, ale nie jesteś Złem. Nikt nie może dać ci prawa do zadawania gwałtu.
- Ciemna, jesteś bardzo odważna czarodziejką, a ja nie będę ci wrogiem. Jeśli tylko namówisz Jasną, by opuściła z tobą ten zamek, będziecie mogły odejść. Jestem Uq-Ree, Siejący Strach, Karmiący się Lękiem, jednak niewielu rozumie, kim jestem naprawdę. Miałaś odwagę tu przyjść, więc dla ciebie staję się kimś zupełnie innym. Jednak to miejsce rządzi się swoimi prawami, Ciemna. To nie ja jestem tu twoim największym wrogiem – i Uq-Ree zniknął.
Ciemna sama nie wierzyła swojemu szczęściu! Stając oko w oko w potworem zwątpiła we wszystkie swoje siły i zrozumiała beznadziejność swojej wyprawy. A teraz potwór sam odszedł, znikł, rozpłynął się!... Pobiegła w głąb dziedzińca wypatrując Jasnej. Nikogo nie było. Znów dopadły ją wątpliwości. A może Uq-Ree kłamał? Może to podstęp? Może jeszcze straszniejsze potwory kryją się w zamku niż on sam? Jednak zamek stał pusty i cichy, ledwie oświtlony pochodniami. Echo jej kroków dudniło po wszystkich korytarzach.
- Jaaaaaaaasnaaaaa!... Gdzie jesteś? – krzyczała dziewczyna z całych sił. Przebiegła cały zamek wzdłuż i wszerz. Gdzie jesteś, jesteś – odpowiadało echo kilka razy. Rozpacz wkradła się znów do serca Ciemnej. Czyżby wszystko było na marne? Była już tak blisko!
Na samym końcu najdłuższego i najdalszego korytarza znalazła małe drzwi. Przyłożyła do nich ucho, bo zdawało jej się, że coś za nimi usłyszała. Tak! Ktoś wołał! Uchyliła drzwi i zbiegła po krętych schodach. Jej oczom ukazał się dziwny widok. Jasna siedziała na tronie, ubrana w piękną, czerwoną suknię obszytą złotem. Jednak dookoła tronu w wydrążonej rynnie płynęła – choć nie miała źródła - niebieska woda – rozpylając niebieską mgiełkę dookoła postaci. Jasna miała zamknięte oczy i wołała: gdzie jesteś? Jesteś!..
Ciemna stanęła na brzegu strumienia bojąc się go przekroczyć. Zawołała Jasną, jednak ta wydawała się jej nie słyszeć, odpowiadała jej tylko jak echo. Ciemna spróbowała włożyć rękę w niebieską mgłę, jednak szybko ją cofnęła - straszliwy ból przeszył ją całą. Bezradnie stała i patrzyła na Jasną, którą w końcu odnalazła i miała tak blisko – a jednak jeszcze nie mogła wziąć jej w ramiona. Gdzie szukać ratunku? Nagle olśniła ją myśl. Czym jest ta magiczna woda, która broni dostępu do dziewczyny? Do Sali wszedł wysoki, przystojny młody mężczyzna w niebieskiej szacie. Miał półdługie brązowe włosy i zielone oczy. Wydawał się delikatny i lekki. Szedł wolno i przyglądał się Ciemnej.
- Kim jesteś? – spytała Ciemna. Wyciągnęła różdżkę chcąc się bronić.
- Nie musisz się mnie bać, Ciemna. Mogę ci pomóc.
- Możesz mi pomóc? Wiesz, jak się pozbyć tej zasłony?
- Ta woda, która płynie dookoła Jasnej, to woda szaleństwa.
Ciemnej zaświtała myśl w głowie. Woda szaleństwa! A co gdyby wlała do niej kilka łez Mędrca? Czyż nie byłyby antidotum?
Mężczyzna przeszedł obok niej i zaczął znikać w ciemnościach.
- Kim jesteś? - zawołała jeszcze raz Ciemna.
- Jestem Uq-Ree, Ciemna. – powiedział i odszedł.
Ciemna wyciągnęła buteleczkę z łzami mędrca i powoli wlała je do strumyka. Zakotłowało się w nim, zabulgotało, woda nagle zrobiła się całkiem czarna, po czym zastygła i zmieniła się w kamień. Mgła opadła. Jasna otworzyła oczy i przytomnie spojrzała na czarodziejkę.
- Znalazłaś mnie! – krzyknęła - Jednak mnie znalazłaś. Widziałam cię, widziałam całą twoją drogę. Uq-Ree mi pokazywał. Nie wiem, naprawdę nie wiem, jak mam ci dziękować… I rzuciła się Ciemnej w ramiona. Ciemna szczęśliwa tuliła ją mocno, tuliła tak mocno, że obu im potoczyły się po policzkach łzy szczęścia. Ale po chwili Jasna odsunęła się i spojrzała poważnie w oczy Ciemnej.
- To zamek, zamek nas nie wypuści. To zamknięty labirynt, z którego nie da się uciec. Wiele razy próbowałam, zobacz – i pokazała Ciemnej rany na stopach i kolanach i łokciach. – kiedy Uq-Ree mnie tu przyniósł, wiele razy próbowałam stąd uciec. Wspinałam się na mury, kopałam, skakałam z okien. Zamek zawsze wygrywał, zawsze mnie odnalazł, zakręcał ścieżki i wracał mnie do środka. On żyje i nie pozwala nikomu siebie opuścić! Rozum straciłam, próbując odgadnąć, gdzie jest wyjście, zapisać korytarze! Ścięłam włosy, żeby zapleść z nich sznur, ale nic mi się nie udało. Nic! Kochana, boję się, że nas obie czeka tu życie na wieki!.. Ten zamek jest siedliskiem rozpaczy, samotności i smutku.
Serce Ciemnej znów przez chwilę stanęło. Cóż poradzić w takiej chwili? Gdzie znaleźć rozwiązanie? Ale chłód i wilgoć zamkowego korytarza przypomniał jej o Gore.
- Nie bój się, Jasna- chwyciła ją za rękę – nie bój się. I pociągnęła ją w górę schodami, i dalej jeszcze, i dalej, aż w końcu stanęły na samym środku dziedzińca. Zamek nagle zmienił swą postać, zniknęła brama i most, dziedziniec okalał wysoki mur, całkiem gładki, bez śladu okna. Wyglądał jak wielka studnia.
- Gooooree! Przybądź, córko ziemi, jak obiecałaś!.. Przybądź, przyjaciółko! – krzyknęła Ciemna z całej siły.
Chwilę stały w napięciu i ciszy. Potem poczuły, że ziemia pod nimi zaczyna lekko drżeć, i coraz mocniej i mocniej, aż w końcu dziedziniec zaczął pękać na pół. Jasna i Ciemna trzymając się mocno za ręce pobiegły do ściany. Ziemia drżała coraz mocniej a zamek zaczął zawodzić, jak ranne zwierzę. Walczył jeszcze, opierał się żywiołowi, jednak nie ma nic silniejszego na ziemi prócz Ziemi, więc i on poddać się musiał, i zaczął pękać cały. Szpary w ścianach zaczęły się pogłębiać i po chwili całe bloki z kamienia zaczęły spadać. Gdy otworzyło się bezpieczne przejście Jasna i Ciemna umknęły w stronę lasu. Były już dostatecznie daleko, gdy obróciły się, by spojrzeć, jak cały zamek zapadał się pod ziemię. Po chwili, na tym samym miejscu, zaczęły rosnąć brzozy i buki, Ziemia chyba chciała szybko zetrzeć choćby najlżejsze o nim wspomnienie. Jasna spojrzała na Ciemną i wzięła jej twarz w swoje dłonie. Księżyc w pełni oświetlał szczyty gór i odbijał się w oczach raz jednej raz drugiej.
- Jestem ci dłużna życie, Ciemna.
- Zrozumiałam podczas mojej podróży, że moje życie tylko ma sens, gdy podzielę się nim z tobą.
- Więc będziemy mieć teraz wspólne życie, Ciemna. – powiedziała Jasna i przycisnęła usta do jej ust. Potem chwyciły się za ręce i choć były bardzo zmęczone, poszły wąską ścieżką przez las, dokładnie w tym kierunku, który wskazywał im księżyc.

KONIEC
Brzydka Kobieta
Data publikacji w portalu: 2009-01-18
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 4.38 /głosów: 26
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

narfa2009-01-19 14:16
Pozdrawiam Was, Jasna i Ciemna. I bajka się skończyła, a one żyły długo i szczęśliwie;-).

starshine2009-01-19 17:34
Rewelacyjna, bardzo wciągająca opowieść. Przeczytałam jednym tchem.

baluk2009-01-19 23:27
Hmm, ciekawe. Ciemnej włosy się spaliły, a Jasna swoje musiała ściąć ;)

ekscentryczka452009-01-23 12:54
HM..nie powinnam oceniać cudzej twórczości ale...równie dobrze to mógłby być Żwirek i Muchomorek..Flip i Flap...a nawet Nina Terientiew z Polikotem....w skali 6 daję **

baluk2009-01-23 21:58
Każdy twórca publikujący wystawia się na ocenę, ekscentryczko45. Masz więc prawo oceniać, ale również masz powinność argumentować i uzasadniać.

narfa2009-01-24 11:09
Popieram - to się nazywa - krytyka konstruktywna!

Francine2009-01-24 21:17
Przepiękna opowieść :):):)

brzydka-kobieta  brzydka.kobieta@gazeta.pl2009-01-24 23:53
do ekscentryczki: no tak, mógłby być i Żwirek i Palikot. Ale właściwie co z tego? czy opowieść na tym traci? Chyba trochę mi o to chodziło w tej bajce, aby bohaterki były jak "każdy", nie wyróżniały się przez to, że są tej samej płci. I have a dream. ;) :) Dziękuję za resztę komentarzy. :D

olacka2009-01-25 05:05
Warsztatowo dobra.

Adna2009-01-25 14:58
no właśnie...żeby opowieść nie wykorzystywała sensacji z homoseksualizmu tylko broniła się ciekawą treścią..:)

zuz@2009-01-25 20:36
sisterhood is powerful :) gratulacje dla autorki

blue bird2009-01-27 17:06
piękny, rozbudowany,spójny mit. przywodzi mi na myśl baśnie rosyjskie.dobra kompozycja pod każdym względem

olacka2009-01-27 19:37
- I tu sie zgadzamy w 100%, blue bird.

robackowa2009-01-30 14:00
bardzo fajnaa opowieść, czyta się jednym tchem i ma coś w sobie przyciągającego :) naprawde dobrze napisane. pozdrawiam

Silla1452009-05-01 13:03
Widzę, że konkurs był dość dawno, ale dopiero teraz miałam okazję przeczytać. Jaki dodatek z homoseksualizmu, ja tu widzę piękną hiperbolę - Ciemna spotyka podczas swojej wyprawy rzeczy, które symbolizują etapy drogi osoby homoseksualnej do spełnienia, miłości... No, generalnie, mądra baśń.

madzia132009-05-21 15:26
ja tez mam bajkę . nie moge jej juz nadesłac . chcę wam tylko pokazać ; ` Uwięziona ` Dawno , dawno temu na wysokiej górze stał zamek . W panstwie Patafolii . Mieszkała tam księżniczka imieniem Liana , wraz z rodzicami . Od dawna rodzice szukali narzeczonego dla Liany . Pewnego dnia urządzili bal , na który mieli zjechać się książęta . Księżniczka tańczyła i rozmawiała kolejno z każdym . Ale nie znalazła tego wymarzonego . wieść o nieudanym balu rozniosła sie po okolicy . Na pocieszenie król urzadził drugi bal , na który zjechali sie książęta tym razem z swa rodziną . Królowi tak spodobał sie pewnien książe imieniem Marcin , że postanowił wydac mu księżniczkę za zonę . Nie spodobało sie to Lianie , która od tego czasu chodziła smutna po królewskim dworze . Nadszedł dzień slubu . Zebrali sie wszyscy władcy z rodziną . Królewna przez okno zobaczyła księcia . Obok jego karocy stała sliczna księzniczka ze złotymi włosami . Liana zeszła na dół , by ją poznać . Dlugo rozmawiały . Poszły na spacer do lasu . - wiesz ja nie chce wychodzic za Marcina - zwierzyła się Liana przyjaciółce , imieniem Kornelia . - wiem jak to jest . - odrzekła . Doszły do polanki . Usiadły na ziemi . Księżniczka Kornelia uśmiechneła sie i lekko otarła swą noga o biodro Liany . - przepraszam - rzekła . - nic nie szkodzi . Dziewczyny długo patrzyły w swe oczy . - moge cie pocałowac ? - spytała liana . - tak .. Kornelia wplotła swe ręce we włosy Liany . Przyblizyły sie do siebie . Pocalowaly sie lekko . Liana usiadła bliżej i pocalowała kornelię w szyję . - nie powinnam , przepraszam .. - powiedziała . - nie ... jestes piękna . Patrzyły sobie głęboko w oczy . - wracajmy .. - rzekła Liana . gdy doszły do zamku , wszyscy sie niecierpliwili . Liana szybko wbiegła do kościoła , gdzie czekał Marcin . - czy ty marcinie ...? - spytał ksiadz . - tak . - czy ty Liano .. ? Liana spojrzała w strone Kornneli . Była bardzo smutna . - nie .! Pobiegła do księżniczki i obieła ją . wszyscy krzykneli . Księżniczki pocałowały się . - Kocham cię .. - Ja cie też . - jak to ? .- spytał król . - Kocham Kornelie . tato .- powiedziała . - dziewczyna dziewczyne ? . - tak , ! . - wybiegły razem do lasu i nikt ich więcej nie widział . Zostały parą i Bardzo sie kochały .

Jeanne6662009-12-06 22:41
niezła opowieść:) podobała mi się:)pzdr

Ali992009-12-21 13:36
Bardzo fajna masz talent:)

Traker2010-05-19 20:35
Zachwycające!

MiodowaLawenda2010-11-12 23:43
Piękna. Baśniowo cudowna, doskonale słodka. O tak, to bajka, rozkoszna i dobra, nieżyciowa, ale czy każda z Nas nie potrzebuje czasem takiej bajki aby utuliła do snu zadręczoną głowę i wychłodzone serce? Nawet jeśli się do tego nigdy nie przyzna... Zatopiłam się w dymie, mgle i strumyku szaleństwa, widziałam białą sukienkę Jasnej, poczułam lęk i miłość Ciemnej, zobaczyłam płonące oczy Gore. Dziękuję Ci, Brzydka Kobieto, może dziś będę miała ładne sny ;* Uwielbiam tą baśń, za wszystko i pomimo

SoulNamedMusic2011-09-03 17:53
Trzymała mnie w napięciu. Przepiękna baśń. Autorce należą się gorące brawa :)

dioda19742012-02-07 04:19
Jestem tu nowa i to jest pierwsza przeczytana przeze mnie bajka. Muszę przyznać, że zachęca mnie do pozostania tu na dłużej. Pozdrawiam :)

darkangel262012-08-30 21:27
Swietne !! Bardzo wciagajaca bajka :)

kolorowa912013-03-30 14:11
Miło się czyta :)

niefartmasakra2013-04-01 21:15
Mam nie dosyt i liczę na dalszy ciąg rnrnCiemna strona


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

  KONTAKT  

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

Ostatnio komentowane:

news Prawa kobiet a Koran
vesania olicadiablica ma całkowitą rację. Szkoda że w Polsce nie mówi się o tym głośno, Użalamy się nad tym jaki ciężki los mają imigranci z krsjów muzułmańskich a zupełnie pomijamy to, jaki... opinia dodana 2017-01-14 16:00:40
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Na jej rozkazy - CHAUDIÈRE A.D. i CALIGO A.
Słabo. Dobrnęłam do 20 strony mało się przy tym nie topiąc w nadmiarze nic nie wnoszących słów. Żałuję,...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2016