Ja, lesbijka

Bardzo trudno jest mi odpowiedzieć na pytanie: jak to jest, być lesbijką? O wiele łatwiej jest mi mówić o tym, jak to jest, kiedy się żyje w kłamstwie, w zaprzeczaniu swoim uczuciom, w obłudzie.
Od najmłodszych lat czułam się dziewczynką, dziewczyną, kobietą. Poczynając od różowej kokardy na cienkich, jasnych włosach i sukieneczek z falbankami oraz bufiastymi rękawkami, kończąc na długich warkoczach. Jednocześnie wiedziałam, że jestem inna, różna; miałam starszego brata. Od najmłodszych lat fascynowały mnie dziewczynki, dziewczyny, kobiety. Zakochiwałam się z dziecięcą naiwnością i radością w koleżankach; w przedszkolu, w szkole, na podwórku, na koloniach, obozach harcerskich. Zakochiwałam się w starszych od siebie dziewczynach i dorosłych kobietach znanych i obcych, w rodzinie i poza nią. Nie interesowali mnie chłopcy.

Paradoksalnie moja pierwsza miłość była chłopcem o cherubińskiej urodzie, ogromnych błękitnych oczach otulonych gęstymi, długimi rzęsami i złotymi loczkami miękkich włosów spływającymi jasną fala na długą, chłopięcą, chudą szyję. Miałam 12 lat i zafascynowana dziewczęcą urodą Pawła wyznałam mu swoje uczucia. Chodziliśmy na długie spacery, trzymając się za ręce, snując wspólne plany na daleką przyszłość. Cała miłość wyciekła ze mnie tego dnia, kiedy Paweł, odprowadzając mnie, jak zwykle, do domu, usiłował pocałować mnie w windzie. Do dziś pamiętam falę obrzydzenia, jaka przebiegła po moim ciele, gdy poczułam na swoich wargach jego ciepłe, całkiem kształtne usta. Odepchnęłam go ostro od siebie, z przerażeniem w oczach, przekonana, że oto dopuścił się na mojej osobie karygodnego czynu dotknięcia. Kara była słona. Nie odezwałam się do niego przez dwa lata, aż do skończenia szkoły podstawowej, pomimo prób negocjacji porozumienia, jakie podejmował przy pomocy swojego brata i przyjaciół. Byłam nieprzejednana, zacięta w sobie, rozżalona, że zepsuł taką piękną miłość, rozczarowana, że okazał się być chłopcem.

Cała szkoła średnia była jednym, długim pasmem kolejnych zauroczeń w dziewczynach. Potrafiłam wytrwale adorować młode kobiety ze swojego otoczenia, pogrążona w marzeniach o wielkiej miłości i wspólnym dzieleniu pasji i życia. Swoje miłości nosiłam w sercu, opisywałam w wierszach. Odkrywałam przyjemność płynącą z obdarowywaniu moich wybranek kwiatami i drobnymi prezentami. Oczywiście próbowałam też okazywać swoje uczucia czułym, delikatnym dotykaniem, jednak zawsze bardzo uważałam, by nie zrazić natarczywością dotyku. Moje uczucia przyjmowane były bardzo różnie: od kompletnej obojętności do nieśmiałych prób odpowiadania czułością na moje dotknięcia. Żyłam przekonana, że kiedyś znajdę kobietę swojego życia, marzenia się spełnią i będę żyła długo i szczęśliwie u boku Ukochanej. Przyszedł jednak taki dzień, gdy mając dwadzieścia lat, w brutalny dla siebie sposób, dowiedziałam się, że kontakt fizyczny z kobietą jest zły, zboczony, nienormalny. Wyrzucona z domu dziewczyny, której rodzice wykrzyczeli swoją opinię, na temat współżycia fizycznego kobiet znalazłam się, patetycznie mówiąc, w historycznym momencie swojego życia. Oto musiałam poddać rewizji cały mój dotychczasowy ogląd świata. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że jestem INNA. Nie dlatego, że różniłam się od chłopców; to akurat wiedziałam od urodzenia. Zaczęłam wreszcie dostrzegać, że dziewczyny, kobiety, wcale nie marzą o byciu z inną kobietą. Tematem ich rozmów byli mężczyźni. Celem życia: znalezienie męża, ślub i dzieci. To było normalne, społecznie akceptowane.

Postanowiłam być normalna

Przez kolejne trzydzieści lat udowadniałam sobie, w maniakalny wręcz sposób, że jestem normalna. Wyszłam za mąż, urodziłam dzieci. A przecież cały czas tkwiła we mnie tęsknota do kobiet. Lubiłam przebywać w ich towarzystwie. Otaczałam się młodymi kobietami, zafascynowana podziwiałam ich kobiecość, cały czas pamiętając o podjętym przez siebie zobowiązaniu udowodnienia sobie i światu, że ja nie; ja nie jestem lesbijką, jestem NORMALNA. Poczucie potrzeby akceptacji społecznej było we mnie tym silniejsze im bardziej dochodziły do głosu "złe, chore, zboczone skłonności". Wytrzymałam dziesięć lat. W jedenastym roku małżeństwa spotkałam kobietę, która zachwyciła się mną tak silnie, jak ja nią. Gorący i burzliwy romans trwał za krótko: mój mąż po pierwotnej "niby" akceptacji mojej z Nią "przyjaźni", po czterech miesiącach postawił ultimatum: "albo ja, albo Ona".

To nie był łatwy wybór. Miałam już dwoje dzieci, którym nie mogłam sprawić samotnego, bo bez matki, dzieciństwa. Moja partnerka, jak się okazało też mężatka, ani myślała o porzuceniu swojego męża dla mnie. Chciałam umrzeć, targnęłam się na swoje życie sądząc, że to będzie dobre, najlepsze rozwiązanie tego supła. Trafiłam, po nieudanej próbie samobójczej, do psychiatry, który skierował mnie do seksuologa. Ten, w majestacie autorytetu, oznajmił mnie i mojemu mężowi, że homoseksualizmu nie da się wyleczyć. Nie uwierzyłam doktorowi. Wróciłam do domu z przekonaniem, że jednak jestem nie normalna, to znaczy JESTEM zła, zboczona i chora.

Postanowiłam podjąć kolejną próbę udowodnienia, sobie i światu, że nie jestem lesbijką. Po kolejnych, prawie dwudziestu latach zaprzeczania sobie, częstego popadania w stany depresyjne, z bardzo wysokim, trudnym do uleczenia wysokim ciśnienie, ciągłymi bólami głowy i brzucha; po doprowadzeniu dzieci do wylotu z gniazda; postanowiłam, bardzo już tym zmęczona, przestać udawać kogoś, kim nie byłam. Po pierwsze: odeszłam od męża. Po drugie: zaczęłam szukać kontaktu z innymi lesbijkami. Po trzecie: spotkałam kobietę mojego życia, z którą mam nadzieję spędzić moje pozostałe dni. Po czwarte: dopiero będąc z moją partnerką, dzięki Jej wsparciu i pomocy, wreszcie udało mi się przyznać, przed samą sobą, że jestem lesbijką.

Jestem LESBIJKĄ

Bardzo trudno jest mi odpowiedzieć na pytanie: jak to jest, być lesbijką? O wiele łatwiej jest mi mówić o tym, jak to jest, kiedy się żyje w kłamstwie, w zaprzeczaniu swoim uczuciom, w obłudzie. Łatwiej mi mówić o tym, ile wysiłku potrzebuje człowiek, by ukryć przed światem, przed innymi, swoje najbardziej naturalne potrzeby. Teraz, dzisiaj, kiedy już potrafię się głośno przed sobą i ludźmi przyznać, że tak - jestem lesbijką, kocham kobietę, chcę z Nią być do końca życia, nawet się nie zastanawiam nad tym swoim nowym życiem. Przyjmuję je z ulgą, spokojnie, radośnie. Czuję się wolna. Swobodnie mogę wyrażać swoje uczucia a moja kobieta i zaprzyjaźnione osoby nie potępiają mnie, traktują normalnie. Już nie jestem zła ani chora ani zboczona.
Minęła większość dolegliwości fizycznych. Żyję bez wstydu. Sama sobie chciałam udowodnić, że nie jestem lesbijką. I dziś jestem szczęśliwa, że mi się to nie udało, bo prawdopodobnie nigdy nie zaznałabym szczęścia wynikającego z życia w zgodzie z sobą. Jestem lesbijką. Nie przypuszczałam, ze stanę przed ścianą problemów i niemożności wynikających z chęci ułożenia sobie życia z kobietą w Polsce. Nie wiedziałam, że osoba homoseksualna jest w Polsce pozbawiona podstawowych praw obywatelskich, które co prawda są zapisane w Konstytucji RP, ale nie dotyczą osób homoseksualnych.
Nasze wspólne życie z moją partnerką w żaden sposób nie jest prawnie usankcjonowane. Nie możemy po sobie dziedziczyć, nie mamy prawa do wspólnoty majątkowej, nie możemy korzystać ze wspólnego ubezpieczenia, czy opodatkowania. Listonosz dociekliwie stawia pytania: kim jest dla pani tamta pani, wydając list polecony; że nie wspomnę o odmowie informacji medycznej czy wpływania na decyzje lekarskie w razie wypadku, ponieważ nie jesteśmy "rodziną".
Z przerażeniem patrzę na to co dzieje się w naszym kraju. Wydarzenia w Krakowie pokazały, jakie jest nasze społeczeństwo. Pokazały też totalną ignorancję dziennikarzy opisujących te zdarzenia, mieszających fakty, tendencyjnych krypto-homofobów, usiłujących za wszelką cenę udowadniać, że homoseksualizm jest zboczeniem. Z przerażeniem patrzę na neofaszystowską organizację Młodzieży Wszechpolskiej głoszącej obłudne hasło skierowane do "pedałów": "Rób to w domu, po kryjomu". Z ogromnym przerażeniem patrzę na sposób funkcjonowania w Polsce prawa i demokracji. Słucham wypowiedzi polityków i myślę sobie: nie daj Boże żyć w takim kraju! Coraz częściej pojawia mi się myśl o wyjeździe z Polski do innego, bardziej tolerancyjnego kraju. I myślę z goryczą: czy po to wchodziliśmy do Unii, by okazało się, że wcale do demokracji, jako naród, nie dorośliśmy?

Warszawa, dnia 27 maja 2004 roku
Baszka Von Hanff
Data publikacji w portalu: 2004-05-27
Mam nadzieję, że mój tekst przyczyni się do lepszego poznania osób homoseksualnych w Polsce. Wiem, że na pewno NIE zobaczy światła dziennego w żadnym z polskich czasopism, dzienników czy tygodników... Myślę jednak, że warto byłoby najpierw posłuchać, co mają do powiedzenia sami zainteresowani, czyli geje i lesbijki, zanim ukażą się teksty w rodzaju bardzo mądrych wypocin pani WISŁY SURAŻSKIEJ w Rzeczypospolitej z 26 maja 2004, artykuł: "Między demokracją a ekshibicjonizmem".
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 5 /głosów: 4
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

kraska2004-05-27 19:35
Nie bedziesz NA PEWNO wiedziala, ze ten tekst nie zobaczy swiatla dziennego w zadnym czasopismie, jesli go nigdzie nie wysesz! Jest bardzo dobry. Wysylaj go wszedzie, gdzie sie da! Do Wysokich Obcasow (moze wydrukuja jako 'list tygodnia' i dostaniesz ksiazke kucharska:), do wszystkich kobiecych czasopism. I do wszystkich innych. Sprobuj! Nie zapominaj, ze to 'modny' temat, wiec dlaczego tego nie wykorzystac. Bardzo serdecznie pozdrawiam.

dagzof2004-05-27 20:19
Proponuje rowniez wyslac do rzeczpospolitej jako odpowiedz na artykul. Moze chociaz ukaze sie internetowych stronach rzepy

baszkahanff  baszka25@interia.pl2004-05-28 10:03
Wysłałam, a jakże.... I na fali coraz bardziej budzącej się pesymistycznej myśli, że nie wydrukują, pomyślałam o moich Siostrach (wreszcie...) i wysłałam także do Was. Dzięki za dobre słowo! Pozdrawiam wszystkich, wszystkie, Baszka

kraska2004-05-28 10:37
To jasne, ze Rzepa nie wydrukuje tego jako polemike z artykulem Surazskiej, bo to nie jest polemika, tylko historia zycia. Rzepa tego w ogole nie lyknie, bo tam po prostu nie ma miejsca na takie artykuly. Stawialabym raczej na prase kobieca, lokalne dzienniki, tygodniki.

sassenach2004-05-28 13:24
Baszko! (Wybacz formę, jestem pewnie w wieku Twoich dzieci) - a Wyborcza? Moi rodzice nazywają ją często Wybiórczą, ale może? Pozdrawiam ciepło i myślę - MY TEŻ RÓBMY TAKIE RZECZY, REAGUJMY, PISZMY, MÓWMY O SOBIE!

sassenach2004-05-28 13:26
Zwoją drogą zajrzycie tu - może te, które mieszkają w Wawie, odważą się? http://www2.gazeta.pl/cjg/1,31904,2095391.html

ruby2004-05-28 17:11
Chciałabym przeczytać taki tekst w Zadrze. Lubię Zadre, ale niektóre artykuły są tak napuszone i przeintelektualizowane, że zastanawiam się dla jakich kobiet się to pisze. Baszko ! wyślij do Zadry !!!

ma2004-05-29 11:12
Zarejestrowalam sie specjalnie żeby dodac swoją opinię:)-Artykuł jest naprawde poruszajacy i bardzo ładnie napisany-ja osobiście czytajac go wzruszylam sie.Mam nadzieje,ze ukaze sie w jakiejs gazcie-bo jesli nie to naprawde by bylo BARDZO szkoda.Pozdrawiam serdzecznie autorke-Baszke:) Marta

kraska2004-05-31 18:25
W Zadrze pisze sie miedzy innymi dla takich kobiet jak ja:) Pozdrowionka

Emmanuelle  marin2@o2.pl2005-05-21 11:02
Moja ciotka (rowniez lesbijka) jest wlasnie w zwiazku z inna kobieta, ktora wczesniej tak jak Pani miala jak to sie mowi: normalna rodzine, czyli meza i dzieci. Jednakze, teraz juz po rozwodzie swoje zycie zwiazala z moja ciocia... i ciesze sie, ze jest juz w mojej rodzinie jakas lesbijka, bo fakt iz ja nia jestem nie bedzie juz chyba taka nowoscia dla mojej najblizszej rodziny. Co nie zmienia faktu, ze troche sie boje jak wszystcy na to zareahuja... narazie zyje wlasnym zyciem i czekam. Zanim uswiadomilam sobie, ze jestem lesbijka mialam kilku mezczyzn... ale... byly to raczej zwiazki zawierane poniewaz 'wypada miec faceta', szybko odkrylam, ze to mnie jednak w zaden sposob nie interesuje, ze pocalunki nie daja zadnej satysfakcji, nie odczuwalam nawet zwyklego pozadania... To wasnie widzac jakas dziewczyne zaczynala dzialac moja wyobraznia... i zawsze staralam sie do kobiet, dziewczat jakos zblizyc... Teraz nie wyobrazam sobie juz byc z facetem, poniewaz... nie jestem wtedy szczeslwa.

Kingusiaaa  lamb87@onet.pl2012-12-23 01:20
Podziwiam Panią ze pomimo tych wszystkich sytuacji, tych wszystkich przeciwności jest Pani na dobrej drodze do szczęścia. Polska to bardzo nietolerancyjny kraj, ludziom się mówi o tolerancji ale to wszystko. Ja mam nadzieje ze też kiedyś będę mogła spokojnie ułożyć sobie wspólne życie z moją kobietą, zyć razem.. Tego też Wam wszystkim życzę!!! Trzymajcie się ciepło !!

beta4882014-03-15 18:44
wiem, że to stary tekst, i może nie warto pisać, ale... no właśnie jest jedno ale, bo to jakby mówić o mnie tylko ja jestem jeszcze w połowie tej drogi i nie mam już siły iść naprzód. nie wiem jaki mam podjąć krok czy odejść i skrzywdzić bliskich, którzy nie zrozumieją tego kroku,czy zawalczyć o siebie i kobietę która kocham i która pokochała mnie. Dziękuję za ten tekst, bo to oznacza, że ten dylemat dotyczy nie tylko mnie, że nie tylko ja zaplątałam się w swoim życiu i teraz tak trudno rozwiązać ten gordyjski węzeł. I czasem tylko brak już chęci do siebie.


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

  NAPISZ DO NAS  

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

  ZOBACZ TAKŻE  

Ostatnio komentowane:

news Prawa kobiet a Koran
vesania olicadiablica ma całkowitą rację. Szkoda że w Polsce nie mówi się o tym głośno, Użalamy się nad tym jaki ciężki los mają imigranci z krsjów muzułmańskich a zupełnie pomijamy to, jaki... opinia dodana 2017-01-14 16:00:40
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Na jej rozkazy - CHAUDIÈRE A.D. i CALIGO A.
Słabo. Dobrnęłam do 20 strony mało się przy tym nie topiąc w nadmiarze nic nie wnoszących słów. Żałuję,...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2016