KOBIETY KOBIETOM   : LITERATURA

Monologi waginy - fragmenty (1)

Monologi waginy - fragmenty (1)
Monologi waginy Ensler Eve
Monologi waginy Ensler Eve
Ocena: ocena: 3.89 /głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić!

Eve Ensler
Na pewno się martwisz. Ja też się martwiłam. Dlatego zaczęłam pisać ten tekst, że się martwiłam o pochwy. Przejmowałam się tym, co o nich myślimy, a jeszcze bardziej tym, że nie myślimy. Martwiłam się o swoją pochwę. Chciałam, by znalazła się w szerszym kontekście, w jakiejś społeczności, kulturze pochwowej. Bo spowijają je, zupełnie jak trójkąt bermudzki, tajemniczość i gęsty mrok. Nie dochodzą stamtąd żadne komunikaty.

Przede wszystkim, wcale nie tak łatwo znaleźć swoją pochwę. Kobiety całymi tygodniami, miesiącami, a nawet latami jej nie oglądają. Pewna bizneswoman w rozmowie ze mną twierdziła, że nie ma czasu. Obejrzenie własnej pochwy to praca na cały dzień. Trzeba położyć się na wznak przed lustrem – najlepiej dużym – które nie wymaga przytrzymywania. Trzeba przyjąć odpowiednią pozycję w odpowiednim świetle, chociaż potem i tak przysłoni je cień lustra, a także zmienić kąt położenia ciała. Trzeba zwinąć się dosłownie w trąbkę. Zgiąć szyję w kabłąk, nadwerężając krzyż. Wtedy już wszystkiego może się odechcieć. Ona nie ma na to czasu. Za bardzo jest zajęta.

Postanowiłam zatem porozmawiać z kobietami o pochwach, przeprowadzić rozmowy pochwowe, z których powstały niniejsze monologi. Rozmawiałam z przeszło dwustoma kobietami: starszymi, młodymi, mężatkami, samotnymi, lesbijkami, paniami profesor, aktorkami, wyższymi urzędniczkami wielkich firm, seksuolożkami, Amerykankami pochodzenia murzyńskiego, latynoskiego, azjatyckiego, indiańskiego, kaukaskiego, żydowskiego. Z początku kobiety nie chciały mówić. Czuły się nieco skrępowane, ale kiedy już którejś rozwiązał się język, nie sposób jej było przerwać. Kobiety w skrytości uwielbiają mówić o pochwach. Mówią z wielkim przejęciem, chyba głównie dlatego, że nikt wcześniej ich o to nie pytał.

Zacznijmy od samego słowa „pochwa”. W najlepszym przypadku przywodzi na myśl infekcję albo przyrząd medyczny. „Siostro, proszę mi podać pochwę. Natychmiast.” Pochwa. Pochwa. Choćby się je wypowiadało niewiadomo ile razy, zawsze jest w nim coś odpychającego. Brzmi idiotycznie, nie ma w sobie krztyny seksu. Użyte podczas aktu erotycznego, choćby z myślą o poprawności politycznej: „Kochanie, popieścisz mi pochwę?” – od razu wszystko zepsuje.

Martwię się pochwami – tym, jak na nie mówimy i jak nie mówimy.

W Great Neck mówią na nią myszka. Pewna kobieta stamtąd opowiadała mi, jak matka ją pouczała: „Nie wkładaj majtek pod piżamę, bo myszka musi się wietrzyć”. W Westchester mówiono na nią króliczka, w New Jersey – szpara. Może też być: puderniczka, rufa, piczka, pichna, pitula, pipiątko, pociurynka, kosmaczka, hamerajda, szamszurka, gżegżółka, cipencja, małpiatka, firletka, cynogier, małż, pani Gi, wagina, pisia, siuśka, grzechotka, mona, muszelka, szantażystka, wsadźba, trufla, szczeżuja, wspólniczka, tamale, tottita, mimi w Miami, pierożek w Filadelfi i szmenda w Bronksie. Martwię się o pochwy.


Jedne monologi są prawie w całości wywiadami, na inne złożyło się kilka wywiadów, a przy niektórych wywiad posłużył mi za punkt wyjścia i nieźle po nim pohasałam. Ten monolog przytaczam niemal słowo w słowo. Aczkolwiek temat przewijał się we wszystkich wywiadach i często bywał brzemienny w skutki. Brzmi tak:

WŁOSY

Nie da się lubić pochwy, jeśli nie lubi się włosów. Wiele osób ich nie lubi. Mój pierwszy i jedyny mąż nie cierpiał włosów. Twierdził, że są brudne i skołtunione. Kazał mi golić pochwę. Byłam potem opuchnięta i obnażona, jak u małej dziewczynki. To go podniecało. Kiedy się ze mną kochał, czułam się tak, jak chyba mężczyzna, który odczuwa zarost na twarzy. Sprawiało mi to przyjemność, a jednocześnie ból. Zupełnie, jakbym rozdrapała miejsce po ukąszeniu komara. Wszystko mnie tam paliło. Mój srom przypominał dwa rażąco czerwone guzy. Nie zgodziłam się jej ponownie ogolić. Wtedy mój mąż wdał się w romans. Podczas wspólnej terapii małżeńskiej oświadczył, że robi skoki w bok, bo go nie chcę zadowolić seksualnie. Nie chcę ogolić sromu. Terapeutka mówiła z silnym niemieckim akcentem i po każdym zdaniu wzdychała ze zrozumieniem. Spytała, dlaczego nie chcę spełnić prośby męża. Odpowiedziałam, że moim zdaniem to dziwactwo. Kiedy ogoliłam sobie rzecz samą, poczułam się jak małe dziecko, szczebiotałam jak dziewczynka, a skóra piekła mnie tak, że nawet maść cynkowa nie pomagała. Terapeutka powiedziała mi, że małżeństwo to kompromis. Zapytałam ją wtedy, czy jeśli się tam ogolę, to mąż zaprzestanie skoków w bok. Odpowiedziała, że pytania rozmywają całą sprawę. Że powinnam dać się ponieść jego fantazji. Zapewniła mnie, że to dobry początek.

Tym razem po powrocie do domu mąż ogolił mnie w kroku. Potraktowałam to jako nagrodę za terapię. Zaciął mnie kilka razy, do wanny skapnęło parę kropel krwi. Nawet nie zauważył, bo tak był wniebowzięty, że mnie goli. A potem, kiedy na mnie napierał, czułam, jak ten jego ostry trzpień mnie bodzie, jak dźga moją nagą, obrzmiałą pochwę. Nie miałam ochrony. Bo nie miałam swojego futerka.

I wtedy zrozumiałam, że włosy są tam nie bez powodu – jak liść wokół kwiatu, jak trawnik wokół domu. Trzeba je lubić, żeby lubić pochwę. Nie da się wybierać różnych części wedle życzenia. Zresztą mój mąż i tak nie zaprzestał skoków w bok.


Zadawałam wszystkim kobietom te same pytania, po czym wybierałam najciekawsze odpowiedzi. Przyznam jednak, że wszystkie odpowiedzi chwytały mnie za serce. Pytałam kobiety:

Gdyby twoja pochwa się ubierała, to co by nosiła?


Beret.
Skórzaną kurtkę.
Jedwabne pończochy.
Norki.
Różowe boa.
Męski smoking.
Dżinsy.
Coś obcisłego.
Szmaragdy.
Suknię wieczorową.
Cekiny.
Tylko Armaniego.
Baletową spódniczkę.
Czarną, przezroczystą bieliznę.
Suknię z tafty.
Coś do prania w pralce.
Maseczkę karnawałową.
Fioletową piżamę z aksamitu.
Angorę.
Czerwoną muchę.
Gronostaje i perły.
Wielki kapelusz z kwiatami.
Kapelusz lamparta.
Jedwabne kimono.
Okulary.
Spodnie dresowe.
Tatuaż.
Urządzenie rażące prądem do odstraszania intruzów.
Wysokie obcasy.
Koronki i glany.
Fioletowe pióra, peruki i muszle.
Bawełnę.
Dziecięcy fartuszek.
Bikini.
Płaszcz przeciwdeszczowy.

Gdyby twoja pochwa umiała mówić, to co by powiedziała w kilku słowach?

Zwolnij.
Czy to ty?
Nakarm mnie.
Pragnę.
Mniam, mniam.
O, tak.
Jeszcze raz.
Nie, bardziej w bok.
Wyliż mnie.
Nie wychodź.
Śmiały krok.
Rusz głową.
Błagam, jeszcze.
Obejmij mnie.
Pobawmy się.
Nie przestawaj.
Jeszcze, jeszcze.
Pamiętasz mnie?
Wejdź.
Jeszcze nie.
O matko.
Tak tak.
Kołysz mnie.
Na twoją odpowiedzialność.
O Boże.
Chwała Bogu.
Tu jestem.
Do dzieła.
Znajdź mnie.
Dziękuję.
Bonjour.
Za mocno.
Nie poddawaj się.
Gdzie on jest?
Tym lepiej.
Dobrze, tam, tam.


Przeprowadziłam wywiady z grupą kobiet w wieku od sześćdziesięciu pięciu do siedemdziesięciu pięciu lat. Były najbardziej przejmujące ze wszystkich, bo wiele z nich nigdy wcześniej nie rozmawiało na temat pochwy. Niestety, większość kobiet z tej grupy wiekowej ma nader ograniczoną świadomość własnej pochwy. Zrozumiałam swoje olbrzymie szczęście, że wychowałam się w epoce feminizmu. Pewna pani, mimo siedemdziesięciu dwóch lat, ani razu nie widziała swojej pochwy. Dotykała jej tylko przy myciu pod prysznicem, ale nigdy całkiem świadomie. Nigdy w życiu nie doznała orgazmu. W wieku siedemdziesięciu dwóch lat podjęła terapię, po czym pewnego dnia, zachęcona przez terapeutkę, wróciła sama do domu, zapaliła świece, wzięła kąpiel, puściła sobie kojącą muzykę i odkryła własną pochwę. Przyznała, że zabrało jej to ponad godzinę, bo cierpi na reumatyzm, ale kiedy wreszcie znalazła łechtaczkę, podobno się rozpłakała. Jej dedykuję ten monolog.

POWÓDŹ
(Żydówka, akcent nowojorskiej dzielnicy Queens)

Dolne partie? Nie zapuszczałam się tam od roku 1953. Ależ skąd! To nie miało absolutnie nic wspólnego z Eisenhowerem. Nie, tam jest po prostu piwnica. Lepka i wilgotna. Naprawdę, nie chce się tam schodzić. Od razu robi się niedobrze. Coś dławi w gardle. Przyprawia o mdłości. Ten zapach wilgoci, pleśni i czegoś jeszcze. Fuj! Nie do wytrzymania. Całe ubranie nim przesiąka.

Nie, do żadnego wypadku tam nie doszło. Nie było wybuchu, pożaru ani niczego takiego. Aż tak dramatycznie to nie wyglądało. Nie, mniejsza o to. Zmieńmy temat. Nie mogę o tym mówić. Ale w ogóle dlaczego taka mądra kobieta jak pani wypytuje staruszki o dolne partie? W moich czasach coś takiego byłoby nie do pomyślenia. Co? O Boże, no dobrze.

Znałam miłego chłopca, nazywał się Andy Leftkov. Miał mnóstwo uroku, przynajmniej w moich oczach. No i był wysoki, tak samo jak ja, bardzo mi się podobał. Zaprosił mnie na randkę. Pojechaliśmy jego samochodem...

Nie, nie mogę już. Nie potrafię mówić o dolnych partiach. Wiadomo tylko, że tam są. Tak jak piwnica. Czasem dochodzą stamtąd jakieś hałasy. Słychać bulgot rur, czasem coś uwięźnie, małe stworzonka czy coś innego, panuje wilgoć, czasem ktoś musi przyjść, żeby zatamować przeciek. Na co dzień drzwi są zamknięte. Zapominamy o tym lochu. Ale bez niego ani rusz, bo każdy dom musi mieć piwnicę. W przeciwnym razie sypialnia znajdowałaby się w suterenie.

Oh, Andy. Andy Leftkov. No dobrze. Andy był bardzo przystojny. Wszystkie na niego leciały. No więc siedzieliśmy w jego aucie, nowym białym chevrolecie BelAir. Pamiętam, jak myślałam, że mam za długie nogi na to siedzenie. Bo mam długie. Obijały się o deskę rozdzielczą. Patrzyłam na swoje duże kolana, kiedy pocałował mnie znienacka „tak obezwładniająco, jak się całują na filmach”. Przeszyło mnie podniecenie, takie podniecenie, że tam, w dolnych partiach, wystąpiła powódź. Nie mogłam nad nią zapanować. Zupełnie jakby trysnęła ze mnie fontanna namiętności, rzeka życia, która przeciekła przez majtki i zalała fotel jego nowego białego chevroleta BelAir. Nie był to mocz, ale miał swój zapach... to znaczy, prawdę powiedziawszy, ja nic nie czułam, ale on, ten cały Andy, twierdził, że zalatuje zsiadłym mlekiem i że zaświniłam mu siedzenie. „Ale z ciebie śmierdziucha i dziwadło” – tak się wyraził. Chciałam mu wyjaśnić, że ten jego pocałunek całkiem mnie zaskoczył, że zwykle tak nie reaguję. Usiłowałam wytrzeć powódź sukienką. Włożyłam na tę okazję nową, taką jasnożółtą, okropnie potem wyglądała, cała utytłana. Andy odwiózł mnie do domu, ani słowem się już do mnie nie odezwał, a kiedy wysiadłam i zatrzasnęłam za sobą drzwi auta, zamknęłam raz na zawsze sklepik. Zamknęłam go na cztery spusty i nigdy więcej nie otworzyłam. Potem spotykałam się jeszcze z innymi, ale perspektywa powodzi kosztowała mnie za dużo nerwów. Już nigdy nie dopuściłam do podobnej sytuacji.

Później nachodziły mnie sny, szalone sny. E, takie tam głupoty. Dlaczego? Bo śnił mi się Burt Reynolds. Nie mam pojęcia dlaczego. Na jawie wcale mnie tak znów nie podniecał, za to w snach... zawsze tylko Burt i ja. Tylko my dwoje. Wybieramy się na randkę. Jesteśmy w restauracji, takiej, jakich pełno w Atlantic City, przepych, żyrandole i w ogóle, wokół tysiące kelnerów w kamizelkach. Burt wręcza mi bukiecik orchidei. Przypinam go sobie do żakietu. Zaśmiewamy się. Zawsze się zaśmiewaliśmy. Dobrze nam ze sobą. A potem on patrzy mi w oczy, dosłownie na środku restauracji przyciąga do siebie, a kiedy już ma mnie pocałować, cała sala zaczyna drżeć, spod stołu wyfruwają gołębie (nie mam pojęcia, co one tam robią), i nagle z moich dolnych partii rusza powódź. Wylewa się ze mnie. Leje się i leje bez końca. W jej odmętach pływają ryby i łódki, już cała restauracja jest pod wodą, a Burt stoi w niej po kolana, ma potwornie zawiedzioną minę, że znów mu to zrobiłam, i patrzy z przerażeniem, jak obok przepływają jego koledzy, Dean Martin i jemu podobni, w smokingach i strojach wieczorowych.

Teraz nie miewam już tych snów. Odkąd prawie wszystko i tam wycięli. Usunęli mi macicę i jajowody, całe to oprzyrządowanie. Lekarz uważał, że błysnął dowcipem, mówiąc: „Jak nie używać, to rdzewieje”. Ale tak naprawdę dowiedziałam się, że to był rak. Musieli ciachnąć wszystko, jak leci. Zresztą, komu to potrzebne? Za bardzo się te rzeczy przecenia. Znalazłam sobie inne zajęcia. Uwielbiam wystawy psów. Sprzedaję antyki.

Pyta pani, co by nosiła? Też pytanie! Co by nosiła? Tabliczkę z wielkim napisem – ZAMKNIĘTE Z POWODU POWODZI.

Co by powiedziała? Już mówiłam. To nie tak. Przecież to nie jest żywa osoba, która by mogła coś powiedzieć. Dawno temu przestała się odzywać. To jest po prostu miejsce. Nieuczęszczane, zamknięte miejsce pod domem. I co, jest pani zadowolona? Sprowokowała mnie pani, wyciągnęła to ze mnie. Udało się pani nakłonić starszą osobę do zwierzeń na temat dolnych partii. Lepiej się pani teraz czuje?

[Odwraca się, lecz powoli ogląda za siebie.]

Tak z ręką na sercu, jest pani pierwszą osobą, której to opowiedziałam, i trochę lepiej się teraz czuję.
Data publikacji w portalu: 2004-03-10
Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2003
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

kasjopea_1979  kasjopea_1979@tlen.pl2005-03-19 20:14
Dostalam ja od taty pod chinke:)Ksiazka jest cudowna!W P-niu grali ja tez swego czasu na Fredry, ale niestety przegapilam:(Co bym tylko zmienila, to pozbylabym sie drugiej polowy ksiazki (informacji od autorki o bardziej autorsko-technicznym charakterze, ktore z poezja stron poprzedzajacych sie po prostu gryza)

Loona  loona@autograf.pl2005-09-05 14:09
A tak srednio mi sie podobala. Jeszcze ta pierwsza czesc jakos ujdzie ale przy drugiej zasypialam. Ale nie odradzam. Przeczytac mozna:)

P.2006-05-14 18:30
Ta książka, to moja BIBLIA. Ona jest buntem sama w sobie. Głęboka, wbrew temu, co wydawać by się mogło. Przejmująca i uświadamiająca kobietom wiele rzeczy! Ważnych rzeczy! Polecam!

margot2007-02-18 17:40
Polska tłumaczka zrobiła z Ensler lesbijke tylko dlatego, że autorka nie użyła zaimków w odniesieniu do swojego partnera, Ariela Orr Jordana, który jest mężczyzną a nie kobietą( jak założyła tłumaczka) to według mnie dość istotny szczegół;-)

yustine2010-06-13 00:25
Czy ta książka jest również dla mężczyzn?

B-Lush2010-10-19 17:52
Słuchałam Monologów ostatnio w oryginale, polską wersję czytałam tak dawno, że nie pamiętam dokładnie jak wypadł przekład. Mam jednak poważne ale do Ensler: nazywa waginą wszystko co znajduje się między wzgórkiem Wenery a odbytem waginą. To powoduje skupienie całej uwagi na pochwie. Łechtaczka schodzi do podziemia i można nadal myśleć, że to mało ważny dodatek wielkości ziarnka od grochu. Betty Dodson świetnie to podsumowała w swojej krytyce Monologów.

Malagenija2013-11-03 13:40
video.anyfiles.pl/Monologi+Waginy/Kino+i+TV/video/57923


Dopisywanie opinii, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

  KUPUJ TANIO  

Nie prowadzimy księgarni, ale podpowiadamy gdzie kupić najtaniej:

Error: Unspecified Error
  WYSZUKIWARKA  





  KSIĘGARNIA DLA LESBIJEK  

Dzięki współpracy z kilkoma księgarniami oraz porównywarką cen Nokaut.pl mamy katalog kilkudziesięciu tysięcy książek i możemy pokazać ceny i miejsca gdzie możesz kupić książki najtaniej.

Nasza specjalność to oczywiście wybór literatury o tematyce LGBTQ i feminizmu.

Korzystaj, oceniaj, zaznaczaj książki, które chcesz przeczytać, komentuj. A już wkrótce zobaczysz zestawienia i porównania jakich nigdzie indziej nie znajdziesz.


  NAPISZ DO NAS  

Jeśli przeczytałaś książkę, która Cię poruszyła, podziel się wrażeniami. To nie musi byc profesjonalna recenzja. Takie możemy przeczytać w gazetach i na innych portalach. Może być nawet parę zdań, byle subiektywnie.

Zaprzaszam też do przesyłania wszelkich uwag, pomysłów, sugestii. Ty też możesz współtworzyć ten dział:)

Napisz do nas: info@kobiety-kobietom.com


NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!


Ostatnio komentowane:

news Donald Trump nie chce finansowania organizacji promujących aborcję za granicą
justsomebody10 Posługiwanie się przykładem N. Vujicica nie ma, moim zdaniem, większego sensu, bo to jest wyjątek na tle setek tysięcy niepełnosprawnych. Od dzieciństwa był otoczony opieką, wsparciem,... opinia dodana 2017-02-11 13:52:24
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Na jej rozkazy - CHAUDIÈRE A.D. i CALIGO A.
Słabo. Dobrnęłam do 20 strony mało się przy tym nie topiąc w nadmiarze nic nie wnoszących słów. Żałuję,...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2016