Boska Marlena

Od początku kariery szokowała swoim życiem prywatnym. Jeszcze w Niemczech lubiła bywać w lesbijskich lokalach dekadenckiego Berlina i zmieniać mężczyzn oraz kobiety jak rękawiczki. Przedstawiamy sylwetkę kobiety, która porzuciwszy aktorstwo zapewniła sobie niesmiertelność dzięki występom na najznamienitszych scenach całego świata...
Marlena w filmie "Maroko"
Marlena w filmie "Maroko"

Późnym wieczorem 27 grudnia 1901 roku przyszła na świat Maria Magdalena Dietrich - córka oficera pruskiej policji, pochodząca z mieszczańskiej rodziny berlińskich jubilerów i zegarmistrzów.
Maria wychowywana była według panujących na początku wieku obyczajów - mężczyzna w domu był żywicielem rodziny i należało go za wszelką cenę zadowolić. Maria i jej starsza o rok siostra miały przydzielone obowiązki, które musiały ściśle wypełniać. Panowała dyscyplina wspierana systemem nagród i kar. Ponadto matka wpajała Marii, że powinno się dokładnie ukrywać swe odczucia. Marlena napisze później we wspomnieniach: „Wychowanie, które otrzymałam, zmuszało mnie do maskowania uczuć”.
Gdy zakończyła się wojna, Maria wyjechała do internatu w Weimarze, gdzie zyskała poczucie niezależności. Wkrótce nawiązała bliższe kontakty z koleżankami z internatu i odkryła, że potrafi się odnaleźć w nowej sytuacji. Nagle zapragnęła być lubianą i akceptowaną – ta cecha pozostała jej do końca życia.
Pod koniec 1920 roku, przed swoimi dziewiętnastymi urodzinami powróciła do Berlina gdzie zaczęła naukę w Akademii Muzycznej i wynajęła jednopokojowe mieszkanie w pobliżu szkoły. Coraz bardziej pociągały ją uroki beztroskiego życia niż perspektywa kariery skrzypaczki. Znajomi z tamtego okresu wspominają, że była raczej chłopięca przez swoje kumplowskie zachowanie. Nie była typem seksbomby - brakowało jej wdzięku i była otyła. W klubach chętnie przesiadywała z homoseksualistami, ponieważ interesowały ją kobiety, ale nie wyłącznie, kiedy podobał jej się jakiś mężczyzna, okazywała to bez skrępowania.
W Marii zaczęła kiełkować chęć nauki aktorstwa, ale musiała toczyć boje z matką, która pragnęła dla córki przyzwoitego życia skrzypaczki. Na początku 1922 roku Maria pojawiając się w domu rodzinnym z zabandażowaną lewą ręką oznajmiła, że zabroniono jej gry na instrumencie przez dwa miesiące.
W ciężkich dla Niemiec latach 20-stych zaczęła uzupełniać dochody reklamując buty i rajstopy, lub płyty fonograficzne. Szefom reklamy spodobały się szczególnie jej nogi. Dzięki nim dostała jeszcze jedną pracę: Od 1922 roku przez sześć lat występowała w zespole Thielscher Girls, jako jedna z dwunastu tancerek kabaretowych. Wiosną 1922 roku zapisała się na przesłuchanie do szkoły Maxa Reinhardta, już jako Marlena Dietrich.
W czwartek 17 maja 1923 roku dwudziestojednoletnia Marlena Dietrich poślubiła starszego o pięć lat Rudolfa Siebera. Natomiast pod koniec 1924 roku przyszła na świat ich córka Maria. Aktorka powróciła do pracy i grywała epizody w niemych filmach i teatrze, gdzie z czasem wyrobiła sobie dobrą markę i gdzie właśnie zobaczył ją Josef Von Sternberg.
Reżyser pomimo sprzeciwu producentów zaangażował Marlenę do głównej roli kobiecej w swoim nowym filmie. W „Błękitnym aniele” (1930) przyćmiła partnerującego jej Emila Janingsa, zdobywcę Oskara. Doszło nawet do tego, że Janings, od początku nienawidzący Dietrich i wyczuwający z jej strony zagrożenie, podczas kręcenia jednej ze scen, w której zazdrosny Rath dusi Lolę-Lolę, zbyt mocno się zaangażował i z trudem go odciągnięto od aktorki.
Po ogromnym sukcesie filmu Von Sternberg przekonał swoją muzę do wyjazdu do Hollywood. Pierwszym filmem, który realizowała za Oceanem było „Maroko”. Marlenie partnerował młodziutki Gary Cooper… Za ten obraz Dietrich dostała swoją pierwszą i zarazem ostatnią nominację do Oskara. Warto zaznaczyć, że to właśnie z filmu „Maroko” pochodzi uznawana za pierwszą w historii kina (oczywiście poza podziemnymi produkcjami) scena lesbijska. Marlena ubrana w czarny frak i cylinder, z papierosem w dłoni, podczas wykonywania jednej z piosenek podchodzi do młodej kobiety siedzącej przy stoliku… Następnie wyjmuje jej powolnym ruchem kwiat zza ucha… zmysłowo go wącha… po czym całuje kobietę w usta. Trzeba przyznać, że jak na pruderyjną w tym czasie Amerykę ta scena była bardzo odważna. W filmie jest także wiele dwuznacznej symboliki: mężczyźni używający kobiecych wachlarzy, noszący kolczyki, itp…
Następnie powstaje seria podobnych do siebie filmów, sentymentalnych i powielających podobne schematy. Dietrich kreuje w nich stale postać femme fatale. Począwszy od  „Błękitnego Anioła” niemal w każdym filmie Marlena śpiewa przynajmniej jedną piosenkę (do 1935 roku zrealizowała 9 filmów i tylko 2 z nich były pozbawione jej wokalnych popisów).
W Hollywood Marlena zmienia się fizycznie i to tak, że patrząc na jej zdjęcia zrobione na przestrzeni zaledwie kilku lat z trudem można spostrzec, że przedstawiają tę samą osobę. Nastąpiła metamorfoza z grubawej, niemieckiej blond-dziewczyny w zimną, szczupłą i zmysłową kobietę o ostrych kościach policzkowych.
Z biegiem czasu jednak propozycje filmowe już nie pojawiały się tak często. Pomimo „suchych lat” umiała jednak odmówić propozycjom nazistów, kuszących ją posadą państwowej gwiazdy III Rzeszy. W miarę swoich możliwości wzięła nawet czynny udział w działaniach przeciw imperium Hitlera - w 1944 ruszyła do Europy z recitalami dla amerykańskich żołnierzy. Rodacy nigdy jej tego nie wybaczyli.
Od wojennego tourne datuje się nowy rozdział w jej życiu. Marlena porzuciła ekran dla piosenki, swój stary repertuar z czasów kabaretowych wzbogaciła o nowe szlagiery, wśród których chyba największym jest „Lili Marleen” - prawdziwy przebój czasów wojny, słuchany na wszystkich frontach i popularny wśród żołnierzy każdej z walczących stron. (Tekst tej piosenki został przetłumaczony na 48 języków!).
Niewątpliwie ogromny wpływ na sposób śpiewania Marleny miała kontrowersyjna i wybitna piosenkarka i aktorka – Zarah Leander, dysponująca przepięknym barytonem. Jej interpretacje są bardzo kobiece (mimo „męskiego” głosu) - wystarczy posłuchać jednego z jej większych przebojów „Merci, Mon Ami”. Leander była niezwykle popularna dzięki swym z pozoru pozbawionym emocji, pełnym chłodu wykonaniom.
Pierwsze koncerty dla szerokiej publiczności miały miejsce w Las Vegas w hotelu Sahara w grudniu 1952 roku. Następnie wielkim sukcesem stały się występy w Londynie w „Cafe De Paris”. Z zarejestrowanego podczas występów materiału powstała jedna z lepszych płyt Marleny. Reedycja zawiera dodatkowe piosenki m.in. nagrane z Rosemary Clooney (ciotka aktora Georga).
Marlena koncertowała w najlepszych salach całego świata, wszędzie spotykając się z zachwytem ze strony publiczności. Pod koniec 1959 roku poznała Burta Bacharacha, który towarzyszył jej jako aranżer, kompozytor i w końcu życiowy partner przez następne kilka lat. To właśnie on namówił Marlenę do wykonania piosenki „Gdzie są kwiaty z tamtych lat?” . Pierwszy raz zaśpiewała ją w wersji francuskiej na koncercie w Paryżu w 1959 roku. W następnym roku nagrała ją w studio po francusku, angielsku i niemiecku. Mało kto wie, że ta piosenka kojarzona z Marleną Dietrich niemal tak silnie jak „Falling in love again” , „Boys in the backroom”, „They call me naughty Lola” czy wspomniana wcześniej „Lily Marleen”, była wcześniej wykonywana przez Peta Seeger’a. Aktorka była sceptycznie nastawiona do pomysłu Bacharacha, gdyż nie spodobał jej się ten utwór… Po latach stał się jednym z największych przebojów w karierze piosenkarskiej Dietrich.
Kiedy aktorka nabrała już „obycia” estradowego wypracowała charakterystyczny sposób poruszania się i kreowania każdego koncertu. Na program występu składały się jej największe filmowe przeboje, piosenki skomponowane specjalnie dla niej oraz rozmaite covery, jak np.: „Marie, Marie”, „I get a kick out of you”, czy „La vie en rose” z repertuaru Edith Piaf.
Myślę, że w tym miejscu warto wspomnieć, że obie panie połączyła szczera i bezinteresowna przyjaźń trwająca aż do śmierci Piaf. Oto jak wspominała ona Marlenę w swojej autobiografii:
„Marlena kocha Francję, dowiodła tego w najczarniejszych godzinach wojny, była opatrznością, dobrą wróżką wielu artystów francuskich, którzy przenieśli się do Stanów Zjednoczonych. Dla mnie była pełna wielkiego poświęcenia. Widziała mnie niespokojną, zmartwioną, udręczoną zwyciężoną albo prawie zwyciężoną. Była przy mnie, czuwała, żebym przez chwilę nie została sama ze swoimi myślami, przygotowała mnie do nowych batalii i jeżeli wydałam je i wygrałam, to dlatego, że ona tego chciała, podczas gdy ja ich już, jak sądzę, nie pragnęłam. Żywię do niej za to głęboka wdzięczność. O jej olśniewającym talencie i wspaniałej urodzie nie powiem ani słowa. Jest wielką damą kina, niezastąpioną Marleną. Powiem tylko, że cechuje ją nadzwyczajna inteligencja i że prawdopodobnie jest najbardziej sumienną artystką, jaką dane było mi spotkać. (…) Osoba niezwykłej prostoty, ma poza tym urokliwe poczucie humoru.”

Wracając do scenariusza każdego koncertu, to był on ściśle dopracowany. Ważne było efektowne wejście gwiazdy. Słynną suknię zaprojektował dla niej Jean Luis. Idealnie przylegała do figury i była w kolorze cielistym, wyszyta cekinami. Całość sprawiała wrażenie jakby Marlena stała nago, obsypana jedynie brokatowym pyłem. Na początku koncertu Marlena miała zawsze na sobie etolę zrobioną z łabędziego puchu o wymiarach dwa na dwa metry, ważącą zaledwie niewiele ponad dwa kilogramy. Wraz z diamentową biżuterią i nienaganna figurą Marleny całość sprawiała olśniewające wrażenie. Wykonanie każdej piosenki było poprzedzone krótką opowieścią na temat utworu lub jakąś anegdotą z życia aktorki.
Dietrich dawała po kilkadziesiąt koncertów rocznie. W styczniu 1964 roku dała dwa koncerty w Sali Kongresowej w Warszawie. W 1966 roku wróciła do Polski na dłużej, aby zaśpiewać ponownie w Warszawie a ponadto w Gdańsku i Wrocławiu. Jako support wystąpił zespół „Niebiesko-Czarni”. Marlena usłyszała Czesława Niemena śpiewającego piosenkę „Czy mnie jeszcze pamiętasz?”. Kupiła od niego prawa do utworu i napisała własny tekst mówiący o tęsknocie za ojczyzną. Tak powstała piosenka „Mutter, hast du mir vergeben” – Marlena zapisała w testamencie, że wszystkie składanki wydawane po jej śmierci mają się kończyć tym utworem.
Ostatni raz wyszła na scenę 4 października 1975 roku w Sidney. Od tej pory zaczęła się powoli wycofywać z życia publicznego. Jednak jeszcze jeden raz mogliśmy ją oglądać na srebrnym ekranie… W filmie „Mały Żigolo” wcieliła się w postać Baronessy Von Semering – „opiekunki” żigolaków ( w filmie wystąpił także David Bowie). Kiedy patrzy się na siedemdziesięciosiedmioletnią Marlenę śpiewającą piosenkę „Just a Gigolo” można uronić łzę wzruszenia. W tych chwilach, kiedy przy słowach „życie potoczy się dalej beze mnie” drży jej głos dociera do nas smutna prawda, jak bardzo bała się starości… Ta scena została nagrana w jednym dublu, a piosenka była rejestrowana na żywo przed kamerą… Wymowa tej sceny ma duże piętno prywatnego życia i uczuć wielkiej gwiazdy, która bała się upadku legendy, ponieważ od początku kariery zdawała sobie sprawę, że wszystko co ma zawdzięcza swojemu wizerunkowi.

Od początku kariery szokowała swoim życiem prywatnym. Była zamężna przez 50 lat (do śmierci męża), ale tuż po wyjeździe do Hollywood jej małżeństwo stało się mitem. Z mężem utrzymywała przyjacielskie stosunki. Do tego stopnia, że np. opłacała leczenie jego wieloletniej partnerki. Jeszcze w Niemczech lubiła bywać w lesbijskich lokalach dekadenckiego Berlina i zmieniać mężczyzn jak rękawiczki. Wśród jej kochanków można wymienić takie osoby jak Sternberg, Gary Cooper, Remarque, Jean Gabin, Frank Sinatra, John Wayne czy Kirk Douglas. Jej kochankami były m.in.: Imperio Argentyna i Mercedes de Acosta (wcześniej kochanka Grety Garbo).
Kiedy Marlena Dietrich uznała, że dalej nie może już powstrzymać nadchodzącej starości, całkowicie wycofała się z życia publicznego do swego paryskiego mieszkania. Spędziła w nim 13 lat, podczas których jej jedynymi łącznikami ze światem był telefon i telewizor. Podczas tych długich lat dużo czytała, żywo interesowała się życiem publicznym i problemami świata. Ale była też mroczna strona… Marlena nie mogąc się pogodzić ze starością zaczęła topić problemy w alkoholu. Podobno potrafiła dziennie wypić dwie butelki whisky.
Zanim świat dowiedział się o jej śmierci w 1992 roku, nie jeden raz ciekawski obiektyw „złowił” pod jej domem staruszkę na wózku w towarzystwie opiekunki. Ale przecież to nie mogła być wielka Marlena Dietrich. Udało jej się do końca podtrzymać iluzję…
Świat zapamiętał ją jako Amy Jolly – kabaretową piosenkarkę z filmu „Maroko” ubraną we frak i cylinder, powoli zaciągającą się papierosowym dymem.


  • Fragmenty piosenek Marleny
  • Lucciola
    Data publikacji w portalu: 2006-04-09
    OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

    juska2006-04-09 21:03
    Lucciola pisz dalej :) i wiecej :)

    stage beauty2006-04-15 15:22
    racja.. przepiękny artykuł!!! oby tylko takich więcej...juz dawno tak mile mi się nie czytało....dziękuję

    stage beauty2006-04-15 15:34
    czy ktoś wie gdzie ja mogę dostac filmy : "Maroko" i " Just a Gigolo" ? byłabym niezmiernie wdzięczna za informacje.. :)

    Bartek k/m2006-04-19 13:41
    gratuluje!! znakomity artykul!! dzieki za filmy, nawiasem mowiac, i pozdrawiam!

    dee2006-04-19 16:40
    intreresujacy artukul. sama osobiscie jestem idolka marlene dietrich. trudno zdobyc inf na jej temat. zycie jej jedna wielka tajemnica, pasjonujaca i intrygujaca.

    Lucciola2006-04-22 15:27
    Dee, niemal w każdej większej bibliotece jest dostępna przynajmniej jedna z dwóch książek: "Jestem po to by kochać mnie" - nieco "wybielone" i zmodyfikowane wspomnienia samej Dietrich, lub "Błękitny Anioł" - świetna biografia autorstwa Donalda Spoto. Co do filmów, to zdobyć cokolwiek jest trudno. W Polsce ukazały się na DVD dwa filmy: "Trema" (1950) Hitchock'a oraz "Destry Znowu w Siodle"(1939) George'a Marshall'a. Można także zakupić film "W 80 Dni Dookoła Świata"(1956) gdzie Marlena graz krótki epizod. Ale na szczęście dla miłośników głosu Dietrich jest dostępna spora gratka: płyta DVD z zapisem koncertu jaki dała w Londynie w 1972 roku. Można znaleźć tu naprawdę ciekawe wersje największych przebojów jak i utworów nigdy poza koncertami nie zarejestrowanych. I niestety na tym się kończą możliwości rodzimego rynku :-(

    maturzyska2006-05-21 18:36
    dzieki za swietny artykul!! przydal mi sie do pisania pracy na ustny polski. pozdrawiam.

    madziara2006-05-24 23:06
    dzieksik za artykuł,,wiele sie z niego dowiedzialam!

    benetton2006-06-07 14:27
    Marleną zaintersowałem sie niedawno po obejrzerniu filmu Marlena szczególnie wzruszyła mnie końcowa scena gdy gasnie światło...hmm sławna bogata...umierała samotnie i w biedzie<jak wspomina jej sekretarka>....

    wabik2007-06-28 15:38
    Nie należy uzywać słów, których się nie zna! Słynne okrycie Marleny na pewno nie było etolą. Ja wiem, że peleryna czy płaszcz brzmią mniej wyszukanie, ale trudno.

    kostia2009-04-13 22:40
    to jest futro 9def. furta - okrycie ze zwierz?t); futro marleny wykonane by?o z ?ab?dziego puchu - min. dlatego nie wpuszczono jej bagazu do Londynu.

    kostia2009-04-13 22:41
    oczywi?cie labedziego puchu

    asiula2009-06-22 21:54
    ona byla wielka ale nieszczesliwa

    Marlena2009-12-23 14:26
    Dzi?kuj? za artyku?. Jest bardzo dobry:) Pozdrawiam

    cissyfrey2011-06-29 11:56
    Cudowna, fantastyczna osobowość i prekusorka świetnego stylu, mogę na nią patrzeć i patrzeć <3


    Dopisywanie opinii, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

    Zaloguj się

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

    zoo
      NAPISZ DO NAS!  

    Masz pomysł, chcesz coś opublikować w dziale muzyka? Napisz: info@kobiety-kobietom.com


    NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

    Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
    Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!


    Ostatnio komentowane:

    news Donald Trump nie chce finansowania organizacji promujących aborcję za granicą
    justsomebody10 Posługiwanie się przykładem N. Vujicica nie ma, moim zdaniem, większego sensu, bo to jest wyjątek na tle setek tysięcy niepełnosprawnych. Od dzieciństwa był otoczony opieką, wsparciem,... opinia dodana 2017-02-11 13:52:24
    muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
    Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
    literatura Na jej rozkazy - CHAUDIÈRE A.D. i CALIGO A.
    Słabo. Dobrnęłam do 20 strony mało się przy tym nie topiąc w nadmiarze nic nie wnoszących słów. Żałuję,...

    Dołącz do naszej społeczności!

    nowe i najaktywniejsze profile:

    © KOBIETY KOBIETOM 2001-2017