INACZEJ

Alegz
Ten dzień miał być inny od poprzednich, dziś miało być inaczej. Jeszcze wczoraj rozmawiałam z nią, powiedziałam jej, co do niej czuje. Była zaskoczona, ale przytuliła mnie i obdarzyła jednym z tych jej specjalnych uśmiechów, ten jeden przeznaczony był tylko dla mnie. Leżałam sobie tak, jak zawsze w łóżku, zapatrzona w dal, a właściwie brudny drewniany sufit lekko już zaczerniały od użytkowania świecy. Ach, cóż za rozkoszną wolność wtedy odczuwałam, taką niesamowitą ulgę. Głośne „Rosaline, włóż coś na siebie i przyjdź do mnie”. Usłuchałam. Schodząc po schodach zauważyłam, że mama nie jest sama, rozmawia z nią jakiś mężczyzna, drugi opiera się lekko o ścianę i spogląda przez okno na podwórko. Obaj byli odziani w eleganckie garnitury, mieli bródki, lekko posiwiałe, jednak nie wyglądali nawet na czterdziestkę. Nigdy nie widziałam równie wystrojonych panów i czułam, że będą z tego kłopoty. Matka cicho łkała, gdy tamten próbował jej coś wytłumaczyć, ona coś mu odpowiadała, lecz ciężko ją było zrozumieć. Podeszłam bliżej, by dowiedzieć się, o co chodzi. Matka lekko spłoszyła się i wytarła oczy kantem spódnicy: - Rose, to są panowie z kliniki, oni przyszli cię zabrać, powiedzieli, że oni cię z tego wyleczą, już wielu wróciło na dobrą drogę. Nic ci tam nie grozi. – Nie wiedziałam co powiedzieć, ale w końcu wydukałam: - Ale z jakiej kliniki? Przecież wszystko jest ze mną w porządku… - w tym momencie zrozumiałam, ona musiała im powiedzieć. Jak mogła!? Przecież wszystko bym jej dała. Ona na pewno poinformowała rodziców, a oni zadzwonili do tej kliniki. – Rose – zaczął ten stojący pod oknem – nie masz czego się obawiać, wszystko będzie dobrze, nic ci z nami nie grozi, zbierz parę rzeczy, za dziesięć minut odjeżdżamy, nie ma czasu do stracenia – Odwróciłam się i poszłam na górę nie dowierzając w to, co się właśnie działo. Niedługo potem ruszył powóz. Jechaliśmy długo, droga była strasznie kamienista, więc po paru godzinach byłam już strasznie obolała i posiniaczona, ale udało mi się w końcu zasnąć. Gdy zbudziłam się, było już ciemno, a mężczyzna o imieniu Jack, który wtedy stał przy oknie, siedział teraz obok mnie i dotykał moich włosów, moich ud, małych jeszcze piersi, próbowałam się wyrwać lecz był za silny, chciałam krzyczeć jednak on mnie zakneblował, bił i bił, powoli traciłam przytomność, chwilę później podwinął sukienkę i wszedł we mnie. To było parę bolesnych pchnięć, skończył i krzyknął na woźnicę, aby i on skorzystał z okazji, oraz jego syn. Robili to jeden po drugim, to był pierwszy raz. Nazywali to elementem terapii, miłością nazywali. Ledwo przytomną wprowadzili mnie do kliniki. Dwie rosłe pielęgniarki kazały mi wstać, rozebrać się. Nie miałam siły, ledwo trzymałam się na nogach. One śmiały się i zrywały ze mnie sukienkę, a raczej to, co z niej zostało. Krzyczały, że jestem brudaską, że jestem nikim, że nic nie znaczę. Zmoczyły mi głowę wodą i ścięły nierówno włosy, ciągle się śmiejąc. Potem wrzuciły mnie do bali z zimną wodą, zmywały brud szorstką ścierką, która za każdym razem, gdy dotykała mojego obolałego ciała, raniła je jeszcze bardziej. Wcisnęły na mnie wyblakły kaftan i wepchnęły do jednego z pokoi. Było tam parę dziewczyn. Kuliły się w kątach, oddalone od siebie. Trzymały się za kolana i patrzyły obłędnym wzrokiem. Upadłam na podłogę, płakałam. Chwilę później już spałam. Następnego dnia były zajęcia z pastorem. Nauczał nas, że jesteśmy grzeszne, że powinniśmy żałować tych myśli, a to co robi się z mężczyzną jest czyste, piękne i prawdziwe. Mówił to do wpół obłąkanych kobiet i dziewczyn, które były zbyt wykończone gwałtami, aby cokolwiek rozumieć z tych słów. Potem był apel na podwórzu, gdzie miałyśmy stać prosto i słuchać, jakie jesteśmy grzeszne, jakie okropne, że będziemy palić się w piekle za te świństwa. Po zakończonym apelu zajęła się nami służba, gwałcili nas znowu. Powoli i ja traciłam zmysły. Nie wiedziałam, jaki jest dzień, jaka pora roku. Nie wiedziałam, co do mnie mówią. Raz tylko, będąc na spacerze, zobaczyłam żółtego ptaka, który powiedział do mnie: - No i co? Sama się o to prosiłaś. Czego oczekiwałaś? Pewnie, że ta dziewczyna rzuci się w twoje ramiona i powie „ja ciebie też kocham” i będziecie żyć długo i szczęśliwie? Buehehe, takie rzeczy to tylko w bajkach się zdarzają, nie licz na cud, bo się nie zdarzy. Nigdy nie będziesz z kobietą, to wbrew naturze. Nie ma mowy o żadnej miłości pomiędzy dwoma kobietami. Kobiety są stworzone dla mężczyzn i tyle. – Niespecjalnie mnie to ruszyło, podeszłam do niego trochę bliżej, złapałam i ukręciłam mu szyję. Jego krwią umazałam sobie twarz, zjadłam trochę jego mięsa, ale w końcu dołączyłam do reszty, z głupim uśmiechem na twarzy. Pielęgniarka podeszła i zaczęła mnie szarpać, co do cholery zrobiłam, wykrzykiwała, z satysfakcją powiedziałam: - Ptak stracił główkę, bo był niemiły, a ty, stara krowo, odejdź ode mnie albo i ciebie skrócę o głowę – Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, co potem się stało, stłukła mnie niesamowicie, ale nie bardzo mnie to obeszło. Był to jeden z niewielu momentów, kiedy odzyskiwałam świadomość. Raz to było, gdy spojrzałam w lustro, nie zobaczyłam tam twarzy siedemnastolatki, pięknej, bo za taką byłam uważaną, ale twarz starszej kobiety, wymęczonej, schorowanej kobiety. Innym razem to było, gdy mnie odwiedziła Ona, patrzyła na mnie i nie poznawała mnie. Mówiła coś o tym, że nie chciała tego, nie myślała, że jej rodzice to zrobią, błagała o wybaczenie. Spojrzałam tylko na nią i powiedziałam, żeby odeszła, że wybaczenie już dawno otrzymała, bo ją kocham i nigdy nie mogłabym jej mieć czegoś za złe. Ona zaczęła coś mówić, że to niemożliwe, żeby dwie kobiety ze sobą… że nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. Niedługo nawet wychodzi za mąż, a gdy zapytałam czy jest z nim szczęśliwa, nie odpowiedziała. Mijały kolejne miesiące. Pewnego dnia wybuchła wojna, żołnierze plądrowali cały kraj, personel szpitala uciekał. Podpalili szpital. Byłam jedną z tych, którzy się uratowali. Wędrowałam może tydzień bez jedzenia i picia. Znaleźli mnie żołnierze, opatrzyli i zajęli się troskliwie. Gdy się zbudziłam, jeden młodzian zapytał mnie czy czegoś mi nie potrzeba, powiedziałam, że rozmowy. Opowiedziałam mu moją historię, to dziwne, ale ufałam mu. Jedyny mężczyzna któremu zaufałam. Był poetą, lubił pisać. Trafił tu tylko po to, by opisać przebieg wojny, obiecał, że opisze dokładnie to, co mu opowiedziałam, drugą i trzecią obietnicę też spełnił. Zakończyłam swoje życie. Zastrzeliłam się. Nie było sensu i powodu by dalej żyć. Trzecia obietnica dotyczyła pogrzebu, miał mnie spalić wraz z dwudziestoma pięcioma czerwonymi różami, a popioły miał rozsypać w mieście, w którym żyłam.
Data publikacji w portalu: 2009-02-03
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »
  OPOWIADANIA ALEGZ  
  NOWE OPOWIADANIA  
  KONTAKT  

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

  NASZA TWÓRCZOŚĆ  

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

Ostatnio komentowane:

news Prawa kobiet a Koran
vesania olicadiablica ma całkowitą rację. Szkoda że w Polsce nie mówi się o tym głośno, Użalamy się nad tym jaki ciężki los mają imigranci z krsjów muzułmańskich a zupełnie pomijamy to, jaki... opinia dodana 2017-01-14 16:00:40
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Na jej rozkazy - CHAUDIÈRE A.D. i CALIGO A.
Słabo. Dobrnęłam do 20 strony mało się przy tym nie topiąc w nadmiarze nic nie wnoszących słów. Żałuję,...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2016