UCIEKNĘ

aklerre
Nie mogłam znieść tego oczekiwania. Cholerny czas! Tak się wlókł. A ja chciałam być już daleko stąd, jak najdalej. Gdzie? Na Teatralnej. Pożegnać się. Popatrzeć z daleka na jej piękne ciało. Na nią. Wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy do plecaka. Ciuchy, co prawda mało, i trzy paczki fajek. Kasa. Wszystko, co potrzebne. Na nogi czarne, wypastowane glany. Czarno-biała kurtka w kratkę. Spojrzałam na matkę. Siedziała przed komputerem, pisząc coś zawzięcie. Wyszłam. Nie chciałam z nią rozmawiać. Nie teraz.
Wybiegłam z śmierdzącej klatki. Poszłam w stronę MOK-u. Na każdym chodniku stało mnóstwo dresów. Spojrzałam na zegarek. Jeszcze pół godziny. Usiadłam na schodkach przed Domem Rzemiosła. Było ciepło, jak na wiosnę. Gdzieś w oddali śpiewał kos, przed budynkiem brykały koty. Wyjęłam papierosa. Jeszcze pół godziny. Nie przyjedzie przecież wcześniej. Przez minutę męczyłam się z zapalniczką. W końcu się udało. Zaciągnęłam się głęboko. Chciałam zapomnieć o całym świecie. Stać się niewidoczna, jak na gadu-gadu. Pstryk! I cię nie ma. Nie widzą cię, mimo, że jesteś. Dlaczego nie mogłam sobie poradzić? Psycholożka ciągle truła, że to przejdzie. Nieprawda. Nie przeszło. Wręcz przeciwnie.
Z naprzeciwka wjechał na podjazd granatowy chevrolet. A ja z fajką w ręku! No, to jestem udupiona. To było jej auto. Siedziała w nim, przyglądając mi się z uśmiechem. Jakby nie widziała tego dymku, unoszącego się obok mnie. Wyszła z samochodu, nie zamykając go. Miała na sobie miniówę. Piękne, zgrabne nogi. Przez chwilę nie mogłam oderwać od nich oczy. Nawet wtedy, gdy stała już metr ode mnie. Nic nie mówiła. Patrzyłyśmy sobie w oczy. Myślałam, że skarci mnie za fajkę. Ale nie. Z torebki wyjęła swojego. Pożyczyłam zapalniczki. W jej rękach chodziła bez zarzutu.
- Długo już? - spytała, wskazując na palącą się fajkę.
- Trochę. Miesiąc.
Ręce trzęsły mi się jak ćpunowi na głodzie. Serce biło mocniej i głośniej. Miałam koło siebie obiekt moich uczuć. Piękną panią Martę, instruktorkę zajęć. Miała dwóch synów. I tego pieprzonego męża! Jak go tylko zobaczyłam, od razu zapałałam do niego największą nienawiścią.
Papierosy szybko skończyłyśmy. Po chwili zaczęli schodzić się uczestnicy kółka. Małe dzieciaki, ich rodzice i 'starszyzna'. Jedyna, z którą się jako tako kumplowałam, to była Paulina. Ta rudowłosa dziewczyna zawsze mnie wspierała. Tylko nie w jednej kwestii. Uważała, że te wzdychania źle się skończą. Podświadomie wiedziałam, że ma rację. Ale na głos nigdy jej tego nie przyznałam.
Weszłyśmy do środka, do dość obszernego holu. Drzwi na salę stały otworem. Było ciemno. Pani Marta włączyła światło przy skomplikowanej aparaturze. Gdy już zajęłyśmy plecakami miejsca na widowni, zaczęłam rozwiązywać sznurówki. Nawet nie wiem, po co. Przecież miałam się tylko pożegnać. Pomachać rączką i powiedzieć 'cześć'. Ale coś mi nie dawało tego zrobić. Czułam, że muszę zostać. Po chwili przyszła i ona. To, jak ona się porusza. Jej piękne, zielone oczy. Całą ją kochałam. I te jej małe piersi. Uwielbiałam się na nie patrzeć.
Rozdała nam kartki z tekstami. Weszliśmy wszyscy na scenę. Czułam się jak w domu. W domu, który po trzech latach chcę opuścić. Trzy lata ciężkiej pracy, zabaw i tej mojej miłości. Chorej miłości do nauczycielki, trzynaście lat ode mnie starszej. Chcę się od tego uwolnić, porzucić. Chcę wreszcie być wolna. Uciec z domu. Ale najpierw muszę się pożegnać. Tylko jak? Perspektywa żegnania się z całą grupą przeraziła mnie. W wyobrażeniach było o wiele łatwiej. O wiele prościej. O wiele szybciej.
Czy jednak muszę to zrobić? Czy nie lepiej powiedzieć to tylko jednej osobie? Może JEJ?
Zajęcia minęły całkiem spokojnie. Paula ciągle pytała mnie, czy coś się stało. Wykręciłam się bólem brzucha. Chyba ją to usatysfakcjonowało, bo nie pytała o to więcej. Całe szczęście. Do szczęścia brakuje mi tylko kłótni. Popatrzyłam na zegarek. Za dziesięć szósta. Powoli zaczęła schodzić się grupka taneczna, która miała na osiemnastą. Postanowiłam działać. Już nawet w głowie miałam plan. Podeszłam do pani.
- Przepraszam...
- Tak? Coś się stało?
- W sumie to tak... Muszę z panią porozmawiać.
Umilkła. Być może czekała, aż zacznę rozmowę. Nie spieszyłam się z tym jednak. Chciałam, by zaproponowała zostanie po zajęciach. Patrzyła wyczekująco, aż wreszcie spytała:
- Chcesz o tym pogadać po zajęciach, czy teraz? Mam czas.
- Może pójdziemy do parku? Jest ładna pogoda.
Zgodziła się. Te dziesięć minut ciągnęły się w nieskończoność. Siedziałam na proscenium, bezmyślnie gapiąc się w ścianę. Wszyscy się już ubierali. Jednak ona jeszcze siedziała z małą dziewczynką. Jej mama się spóźniała. Było to takie słodkie. Zaczęłam się powoli ubierać. Ona też, stojąc na drugim końcu sali. Cały czas rzucałam jej ukradkowe spojrzenia. Była już ubrana. Po dziewczynkę przyszła matka. Podeszłam do niej chwiejnym, powolnym krokiem. Bałam się. Ciągle powtarzałam w myślach, że to nic strasznego. Że po prostu jej powiem, że już nie wrócę.
Uśmiechnęła się i poszłyśmy do jej auta. Już wiele razy nim jechałam. Odwoziła mnie co czwartek. Były to najpiękniejsze chwile w moim życiu. Pojechałyśmy w stronę parku. Włożyła płytę Dżemu do odtwarzacza. W całym pojeździe zabrzmiała „List do M.”. Piękna piosenka. Wsłuchiwałyśmy się w nią w milczeniu. Może i dobrze. Wolałam jej powiedzieć wszystko na miejscu.
W parku było mnóstwo ludzi. Zaprowadziłam ją po trawie za park. Tam było najładniej. Spore pole. Zielona trawa, koniczyny. Motyle. A dalej stare, betonowe szopy. W jednej z nich można było posiedzieć. Był tam stary, podniszczony fotel i materac. Na podłodze było mnóstwo szkła, a we wnęce stały doniczki. To tam ją zabrałam. Nie wiem, dlaczego. Jakiś wewnętrzny głos tak mi doradził. A więc kłócić się z samą sobą? Bez sensu. Jej widocznie się spodobało. Widocznie lubiła ten klimat. Usiadła na fotelu. Ja na materacu przed nią. Chciałam jej jak najszybciej powiedzieć, ale najpierw fajka. Wyjęłam paczkę i zapaliłam jednego. Poczęstowałam ją.
- Chciałam się pożegnać. - wyrzuciłam to z siebie. Czułam, jak opada ze mnie ciężar.
- Ale... dlaczego? - była w szoku. Wszystko na to wskazywało. Jej mina. Nawet w jej oczach dało się to dostrzec. Trzy lata obserwacji robią swoje.
- Ponieważ popełniłam błąd. Czuję coś, czego nie mogę się pozbyć. Mimo... że wiem, że to bez sensu. - wszystko szło mi tak gładko, że bałam się, bym nie wypaplała czegoś za dużo. A jest już blisko. Miałam do niej straszliwie wielkie zaufanie. Może dlatego to wszystko jej mówię. - I dlatego muszę na chwilę wyrwać się... z tego bagna.
- Musisz uciekać? Zachowasz się jak tchórz. Nie lepiej się z tym zmierzyć?
Pochyliła się delikatnie w moją stronę. Jej zielone oczy błyszczały w półmroku. Przełknęłam ślinę, napływającą mi do ust. Była taka piękna. A ja miałam taką ochotę, by ją pocałować. Jej usta aż się o to prosiły. Czułam, jak cała płonę. Czułam rosnące podniecenie. Ale bałam się cokolwiek zrobić. Chciałam, by to ona zaczęła. W myślach błagałam ją o nawet najmniejszy ruch. Serce biło mi głośno. Na tyle głośno, by je słyszała.
- Zrób to. Powiedz, co czujesz - szepnęła mi do ucha.
- Kocham panią. - przełknęłam ślinę. Spojrzałam w jej oczy po raz drugi. Tym razem głębiej, z większym uczuciem - Kocham cię.
Dotknęła ręką mojego policzka. Przysunęła się bliżej. Nasze usta złączyły się. Były takie miękkie, słodkie. Delikatnie ułożyła mnie na zakurzonym materacu. Moja ręka powędrowała na jej plecy. Naprężyły się pod wpływem dotknięcia. Całowała mnie tak, jakby świat zaraz miał się skończyć. Bosko. Nasze języki oplotły się w szalonym tańcu. Delikatnie rozebrałam ją z niebieskiej bluzki. Ona, wprawnym ruchem, zdarła moją. Pragnęłam ją każdą częścią mojego ciała. Przy każdym dotyku to uczucie było coraz większe. Przekręciłam ją na plecy. Chciałam dominować. Chciałam ją mieć. Wiedziałam, że to nie będzie trwać w nieskończoność. Tylko raz. Potem wróci do męża.
Delikatnie rozpięłam jej stanik. Nie sprzeciwiała się. Rzuciłam go w kąt. Patrzyłam w jej piersi. Małe, ale jakże piękne. Pocałowałam jej sutki, które natychmiast stwardniały. Byłam podniecona do granic możliwości. Delikatnie pieściłam jej piersi. Patrzyła błogo w sufit. Pocałowałam jej szyję. Przeszły po niej dreszcze.
- Zrób to. Proszę... - wydyszała - Proszę...
Ściągnęłam jej miniówę. Trzymała się kurczowo materaca. Jej piersi opadały i wznosiły się szybko. Została w samych stringach koloru różowego. Nie sądziłam, że kiedyś je zobaczę. Spojrzałam na nią. Miała takie piękne oczy. Jak soczysta trawa o poranku, skropiona świeżą rosą. Zsunęłam jej stringi, uwalniając jej kobiecość. Piękny, ogolony skarb. Czekający, by go otworzyć. Wsunęłam język. Jęknęła cicho. Zaczęłam masować ją delikatnie palcami. Jej oddech był coraz szybszy. Powoli spijałam jej soki. Drżała z rozkoszy. Sunęłam językiem aż do jej brody. Pocałowałam ją. Całowałam zawzięcie jej usta.
Nagle to ona przekręciła mnie na plecy. Zdjęła ze mnie stanik. Bawiła się moimi piersiami, co jeszcze bardziej mnie podnieciło. Miała tak delikatne dłonie, takie miękkie... Masowała moje sutki. Było to takie wspaniałe! Zeszła na dół. Uwolniła mnie ze spodni. Zdjęła fioletowe figi. Gdy tylko mnie dotknęła, czułam, jak odpływam. Moje ciało drżało. Po głowie tłukło się pytanie: Czy to koniec? Z moich oczu pociekły łzy. Nie uszło to jej uwadze. Nachyliła twarz nad moją, i z troską w głosie zapytała:
- Co ci, kotku? Coś nie tak?
Co miałam jej powiedzieć? Że się boję, czy to już koniec? Przecież wiedziałam, że tak. Nie zostawi dzieci. Ani tego męża. Musiałam myśleć za głośno, gdyż powiedziała cicho:
- Ucieknę z tobą. Proszę... pozwól mi - w jej głosie i oczach był dziki obłęd. Przez chwilę się jej bałam. Ale to szybko minęło. Znów powróciły te motylki w brzuchu. Miłe łaskotanie w podbrzuszu. Ona była moim narkotykiem. Nawet, chcąc uciec z tego miejsca, ona będzie ze mną. Tak ją kochałam. Tak jej pragnęłam. Była taka ciepła. Delikatny wiaterek muskał nasze nagie ciała. Ale czy to miało sens? Miałam od niej uciec. Uciec od tych problemów. Ale po tym, co zaszło... Musiałam się zgodzić. Kochałam ją. Ona chyba też coś do mnie czuła.
- Jesteś tego pewna?
- Jak tego, że jesteś wspaniała.

Od czterech lat mieszkamy w wynajętym mieszkaniu w Krakowie. Marta pracuje w szkole, uczy historii w gimnazjum. Ja jeszcze studiuję. Jesteśmy już zaręczone. Na przyszły rok wyjeżdżałyśmy my do Kanady. Po rozwodzie z mężem, dzieci zamieszkały u nas. Jesteśmy najszczęśliwszą parą, jaką widział ten świat!
Data publikacji w portalu: 2010-06-03
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »
  OPOWIADANIA AKLERRE  
  NOWE OPOWIADANIA  
  KONTAKT  

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

  NASZA TWÓRCZOŚĆ  

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

Ostatnio komentowane:

news Prawa kobiet a Koran
vesania olicadiablica ma całkowitą rację. Szkoda że w Polsce nie mówi się o tym głośno, Użalamy się nad tym jaki ciężki los mają imigranci z krsjów muzułmańskich a zupełnie pomijamy to, jaki... opinia dodana 2017-01-14 16:00:40
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Na jej rozkazy - CHAUDIÈRE A.D. i CALIGO A.
Słabo. Dobrnęłam do 20 strony mało się przy tym nie topiąc w nadmiarze nic nie wnoszących słów. Żałuję,...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2016