Ofiara

Był poranek. Ludzie powoli budzili się do życia. Rosa orzeźwiała tych, którzy potem zmoczyli swe ciała w miłosnych szaleństwach. Promienie słoneczne nie oszczędziły też moich oczu. Nie chciało mi się wstawać. Nie było warto. Jak co dzień. Brudne naczynia w kuchni przypominały o wczorajszej libacji. Ostatnim wysiłkiem pożegnałam Kaśkę, chociaż widziałam w jej głodnych oczach, że wolałaby zostać ze mną i być może spocić się w miłosnym uścisku. A ja nie lubię niczego na siłę. Nie odczuwam potrzeby zbliżania się do niej.
Olbrzymie muchy przysiadły na jednej z zaschniętych ekspresówek. Kapiąca z kranu woda wpadała do brudnego zlewu, tym samym zwiększając ilość tłustej i nieprzyjemnej cieczy. Telefon, który wystraszył muchę, siedzącą w herbacie poderwał również mnie. Liczyłam na późniejszą pobudkę. Pozwoliłam sobie na przekleństwa, szukając aparatu w stertach różnych ciuchów, papierów, tego całego mego bałaganu. Wreszcie odnalazłam go w doniczce bananowca obok pustej konewki. Jestem córką ogrodników, ale nigdy nie potrafiłam zadbać o kwiaty. Może dlatego spośród przewijających się w moim pokoju roślin, przeżyły jedynie kaktusy. Bananowiec dogorywał.
– Mianowicie – odezwałam się do słuchawki nieświeżym oddechem. – A to ty – powiedziałam z lekkim rozczarowaniem, słysząc głos matki. – Gdybym nie chciała z tobą rozmawiać, nie podnosiłabym słuchawki... Wiem... Tak, ale nie mogę do ciebie przyjechać, bo mam jeszcze sprawy do załatwienia. Mamo, jestem pewna, że się jeszcze spotkamy... Oczywiście... Również bym sobie tego życzyła... Mogę cię wspierać... Muszę kończyć, bo się spieszę... Jak to dokąd?! Do pracy... Nie wiem, że nie wiedziałaś... Nie ma się czym chwalić. Zwykła praca... Tak. Dużo zarabiam... Wiem, że moja siostra ma czworo dzieci i nie ma im co do garnka włożyć. Mogła to brać pod uwagę, kiedy się tak namnażała... Wiem, że nie mam serca... Ale mam rozsądek, a on okazał mi się pomocniejszy w życiu... Wiem, że się denerwujesz, kiedy do mnie dzwonisz... Przepraszam, to ja cię denerwuję... Też wydaje mi się, że powinnaś już skończyć... Nie wiem, jak będzie w święta. Do nich jeszcze daleko... Nie powinnaś tyle szykować, skoro masz skromną emeryturę... To w końcu robisz je dla własnej, czy jej przyjemności... Mamo, przepraszam, ale zaraz biegnę do pracy... Jak to ci nie mówiłam, że pracuję?! Tyle razy cię o tym informowałam... Tak, oczywiście, ty zawsze dowiadujesz się o wszystkim ostatnia... Masz rację, jestem podła... Ja też cię całuję. Pa!
Odłożyłam słuchawkę i opadłam na łóżko. Bardzo długo patrzyłam w mój ukochany różowy sufit. Wreszcie rzuciłam się w bałagan, żeby znaleźć portfel. Nie wiem, jakim cudem udało mi się tego dokonać. Wyjęłam z niego książeczkę czekową. Wypisałam na jednym z nich wiele cyferek i postanowiłam matkę upoważnić do ich odbioru. Wyrwałam go, obejrzałam, zastanowiłam się i przedarłam. Wystawiłam kolejny czek z sumą o połowę mniejszą niż poprzedni. Zaczęłam szukać koperty, którą w efekcie znalazłam w szufladzie. Następnie wypisałam drugi, tym razem adresatem czyniąc siostrę. Włożyłam oba do koperty, zakleiłam ją, zaadresowałam, nakleiłam znaczek i odłożyłam na nocny stolik.
– Nie mam serca, tylko rozsądek. Tak... – zapaliłam papierosa, zaciągnęłam się i spojrzałam w lusterko. Dostrzegłam w odbiciu niezmyty, jeszcze wczorajszy makijaż. Wtuliłam się w pościel i zaczęłam bawić się dymem z papierosa. Tworzyłam z niego różne kształty. Przypomniałam sobie, jak zaczynałam uczyć się palić. Jeszcze w dzieciństwie. Pamiętam, że pierwszego papierosa zapaliłam w dniu pierwszej komunii św. Stałam w białej sukience z papierosem w ustach i uczyłam się zaciągać, mówiąc następujące zdanie: ”Mama poszła do sklepu.” Nie rozumiem, dlaczego właśnie wypowiadanie tych słów miało mnie nauczyć zaciągania się, ale to podpowiedział mi starszy brat. Przez całe dzieciństwo świetnie nam się razem rozmawiało. A teraz nie potrafi sobie poradzić ze świadomością, że jest gejem. Zna cenę nietolerancji.
Po pewnym czasie spojrzałam na zegarek i postanowiłam wstać. Poczłapałam w różowych papuciach z piórkami do łazienki, aby napuścić wody do wanny. Zrzuciłam nocną koszulkę. Naga usiadłam na desce sedesowej i oddałam kał. Przyglądałam mu się, kiedy spływał ze spuszczaną wodą. Weszłam do wanny na długą godzinę, zatapiając się nie tylko w kąpieli, ale i w myślach. Wykąpana zaczęłam przygotowywać się do wyjścia, systematycznie spoglądając na zegarek. Wyciągałam z szafy różne rzeczy, przymierzałam, odrzucałam i przymierzałam następne, nie chowając ich na miejsce. Szukałam mojej krwistoczerwonej sukienki, ledwo zakrywającej mi pośladki. Dziś musiałam ją założyć. Zabrałam kopertę, włożyłam ją do torebki, dorzuciłam paczkę papierosów i zapalniczkę i wyszłam. Przekręciłam klucz w zamku. Skierowałam się ku schodom, rezygnując z windy. Klatka schodowa była brudna i upstrzona wieloma malunkami i nieprzyzwoitymi tekstami, chociaż uważam, że były one wyraźną prośbą o normalne uczucia. Wyszłam na zewnątrz prosto na rażące światło słońca, które mnie oślepiło i dlatego musiałam zmrużyć oczy. Powoli przyzwyczaiłam wzrok do intensywnych promieni słonecznych. Nie chciałam zakładać okularów przeciwsłonecznych. Szłam wolno, rozkoszując się pogodą, przeszłam obok dworca autobusowego, dość pustego o tej porze, ominęłam pocztę, ale zaraz zawróciłam, przypominając sobie, że muszę wrzucić kopertę.
W pewnym momencie zaczął padać deszcz. Postanowiłam wstąpić do sklepu. Potem bez parasolki idąc mokrą ulicą, często zbierałam błoto spod kół przejeżdżających samochodów.

Byłam umówiona na szóstą. Zatem miałam jeszcze dość dużo czasu. Nie lubię tej świadomości, bo dopiero w natłoku zajęć jestem w stanie zapomnieć o paskudnej rzeczywistości. Złapałam się na tym, że znów o tym myślę. Po co? Aby mieć świadomość, że przegrałam życie? Straszna ze mnie sadystka, co ja mówię, wręcz masochistka. O rany, dać sobie wreszcie spokój. Niczego więcej od siebie nie oczekuję. Chyba już nie.
Doszłam do właściwej kamienicy. Spojrzałam na zegarek.
Za dużo czasu, żeby się nudzić, za mało na zrobienie czegoś, jak w życiu... Postanowiłam zrezygnować z windy. Pomyślałam, że przy okazji mam szansę wzmocnić kondycję. Będzie mi potrzebna. Ale czy ja ją kiedyś straciłam? Rzekłabym nawet, że przy wszystkich moich kobiałkach stale ją podtrzymuję. One stały się sensem mego życia. Moje kobiety, oczywiście. Nie przeszkadzało mi, że wszystko działo się bez uczuciowych wzmocnień. A może nie zawsze jest to w życiu potrzebne?
Człowiek budzi się i stwierdza, że wiele rzeczy jest mu zbędnych, bo żyje wśród substytutów. Uważałam, że współistnienie będzie o wiele prostsze i przyjemniejsze, jeżeli będzie oparte o szacunek dla cudzych wartości i uczuć. Niewiele czasu upłynęło i zbrukałam czyjeś zasady i uczucia. Czemu tak się stało? Czy wynika to stąd, że człowiek jest tylko deklaratywny w przekonaniach? A może po prostu nie zasłużyłam na zwykłe ludzkie uczucia?
Ale oto i drzwi, za którymi umilkną moje wątpliwości.
Nacisnęłam dzwonek. Po krótkim oczekiwaniu otworzyła mi stara, ale zadbana kobieta. Pocałowała mnie na powitanie.
Była jak zwykle elegancka. Bardzo lubiłam zapach jej perfum.
Czasami powstrzymywałam śmiech, obserwując jej usilne starania poprawiania urody, oszukiwania swego wieku i temu podobne działania, mające na celu istnienie w iluzji życia. Ale czy my na każdym kroku nie staramy się podkreślać znaczenia naszych sukcesów, eliminować straty po to tylko, aby być przekonanymi o prowadzeniu wartościowego życia? Pytanie, czy wartości odpowiadają marzeniom z lat beztroskiej młodości, bo jeżeli nie... Kogo to jednak obchodzi? Nawet, jeżeli są jednostki, dostrzegające problem, to starają się o tym nie myśleć, a już z pewnością nie zamierzają się dzielić z kimkolwiek spostrzeżeniami, aby nie być zmuszonym do bliższej analizy, bo wówczas istnieje ryzyko wyciągania niebezpiecznych wniosków. A może niektórzy na takie rozważania nie lubią tracić czasu?
Tego najokrutniejszego i jednocześnie najbardziej wymagającego elementu życia. Żywa ironia.
Na stole stała znajoma karafka, zapalone świeczki i coś apetycznego do konsumpcji. Nie miałam ochoty zwracać na to uwagi. Zawsze zastanawiałam się, czy ona nie dodaje afrodyzjaków dla podwyższenia własnej potencji. Chociaż tygodniowa abstynencja może być wystarczającym wzmocnieniem. Z drugiej strony nie mam żadnej pewności, że posiadam wyłączność na zaspokajanie jej potrzeb seksualnych. Niewykluczone, że ktoś czasami zajmuje moje miejsce. Może to być na przykład dziewczyna poznana w knajpie: „jednonocka” albo jej samodzielna dłoń.
Spojrzałam na nią. Muszę przyznać, że ma bardzo ładne, delikatne dłonie zaopatrzone w smukłe palce. Kiedy się masturbuje, lubi wówczas leżeć na wznak z ręką podpierającą głowę. Siedziałam na kanapie i obserwowałam, jak jej błądząca po ciele dłoń dotykała nieporuszonych części ciała, zimnej i suchej jeszcze skóry, aby następnie spotkać się z obwisłymi piersiami o delikatnym owalu. Potem palce wędrowały po łagodnie uniesionych sutkach, zataczając wokół nich powolne kręgi docierając następnie do niezwykle wrażliwej szyi. W celu zmaksymalizowania przyjemności udzielały się tylko ich opuszki. Teraz jej ciało nabrało aksamitu i będąc bardziej wyczulonym i żądnym obecności dłoni. Powoli ugięła nogi, będące niemalże rybami w jedwabiu pościeli, opływającej jej nagość. Oddech nabierał przyspieszenia, z lekko uchylonych warg wysunęła język, dodając spierzchniętym ustom odrobinę wilgoci. Teraz obudziła się w niej zwierzęcość. Ciało nabierało coraz mniej skoordynowanych ruchów, jej oddech stawał się nierówny i stale przyspieszał. W tym momencie odczuwała zawroty głowy, a galopujące milionem uderzeń na minutę serce, wypełniało umysł i ciało. Dyszała coraz bardziej, szarpiąc się jak zwierz na uwięzi. Palec właśnie docierał do mokrej cipeczki i niedługo zyskał towarzysza, bowiem jeden już nie był w stanie jej zaspokoić. Spragniona dłoń sięgnęła po wibrator, którym wraz z napływającym podnieceniem, poruszała coraz szybciej. Całkowicie już zatracała kontakt z rzeczywistością; z wysuszonych warg wydobywała ciche jęki, które natychmiast stworzyły krzyk. Ciało przeszył dreszcz przechodzący następnie w serię niepohamowanych drgań. Ręka pracowała na najszybszych obrotach, aby po wydaniu przeraźliwego krzyku opaść bezwładnie na pościel. I wówczas zatopiła się w trwającej całe wieki ”szczęśliwości”.
W tym momencie zazwyczaj przejmuję aktywność, dlatego zbliżyłam się do niej delikatnie. Pozwoliłam chwilę odpocząć starej kobiecie, aby następnie pieścić ją, całować i nawilżać językiem nieskończenie w różnych zakamarkach ciała. Moje działania wywołały kolejny orgazm u kobiety, po którym prawie natychmiast zasnęła.
Wlałam w siebie pozostały alkohol i pobiegłam do łazienki. Nie zauważyłam, kiedy ogarnął mnie sen. Obudził mnie chłód. Spostrzegłam fragmenty wymiocin na ciele i szybko je zmyłam. Weszłam do pokoju. Staruszka już nie spała.
– Dziękuję – powiedziała. – A może jeszcze jeden numerek, co? Proszę.
– Dziś wyjątkowo nie mam czasu. Następnym razem, obiecuję podwójne igraszki – odpowiedziałam i wyciągnęłam rękę.
– Zapłacę ci dziś podwójnie, bo było super. A kiedy się znów spotkamy?
– Jak zwykle za tydzień.
– A może jakoś wcześniej się spotkamy? Płacę podwójnie.
– Niestety, mam napięty kalendarzyk i nic nie da się zrobić.
– Zatem do spotkania, kochanie – staruszka podała mi zwitek pieniędzy. Następnie włożyła papierosa w pomarszczone usta i zaciągnęła się dymem. Wydmuchnęła mi go w twarz. Ubrałam się szybko i opuściłam pokój, nie mówiąc ani słowa.
Pragnęłam jak najszybciej znaleźć się daleko od tego miejsca. Po drodze często potrącałam przechodniów, czasem woda z parasolek innych ludzi spadała mi na ramiona. Dobiegłam do wielkich drewnianych drzwi swojej kamienicy, chciałam je otworzyć, ale wtedy dostrzegłam klęczące w błocie żebrzące dziecko. Podbiegłam do niego i zostawiłam cały zwitek banknotów, jaki trzymałam w ręku. Wbiegłam po schodach, pospiesznie otworzyłam drzwi do mieszkania i zdarłam z siebie mokre ubranie. Ponownie nalałam wody do wanny, dodając dużo pieniących środków. Sięgnęłam po myjkę i bardzo dokładnie się wyszorowałam. Wyszłam z wanny, otuliłam się szlafrokiem i długo szczotkowałam zęby. Sięgnęłam po apteczkę i połknęłam całą fiolkę środków usypiających. Było mi tak przyjemnie, jak nigdy dotąd...

...

Był wieczór. Na niebie migotały pierwsze gwiazdki i księżyc rozpoczynał swoją wędrówkę po niebie. Dzieci przy bocznej lampce odrabiały lekcje w jednym pokoju. Ciasne pomieszczenie było zagospodarowane dla całej czwórki. Cienkie ściany pozwoliły im słyszeć kłótnię rodziców, odbywającą się w sąsiednim pokoju.
– Przez ciebie zmarnowałem sobie życie. Nie mobilizujesz mnie do działania. Nic mi się nie chce przez ciebie robić. Wszystko twoja wina – wykrzykiwał ojciec.
– Tylu chłopaków miałam, a ja się akurat za tobą obejrzałam, po co mi to było. Tamci by mnie chociaż szanowali! – wtórowała mu matka.
– Nikt cię, k... nie będzie szanował, bo ciebie nie można szanować!
– Taką nigdy nie byłam!
– I nawet to nie jest powód do dumy, bo k... można chociaż szanować, a ciebie...
– Ty mnie nigdy nie szanowałeś, zmarnowałeś tylko moje życie, miałam taki wybór chłopaków.
– ...
W tym momencie ktoś bardzo głośno zapukał do drzwi. Dzieci oderwały się od odrabiania lekcji. Spojrzały po sobie, ale żadne z nich nie chciało powiadomić rodziców o niespodziewanym gościu. Były za bardzo przestraszone. Wreszcie nieustanne nawoływanie z zewnątrz przerwało kłótnię.
– Hanka, Hanka...
To była babcia całej czwórki.
– Już idę! – odkrzyknęła kobieta w stronę wejściowych drzwi.
– Idź do swojej mamusi, bez niej nigdzie się nie ruszysz!
Hanka otworzyła matce drzwi i zapytała:
– Co się stało, że mama przychodzi?
– Hanuś, mam dobrą wiadomość, już możesz od niego odejść.
– Co mama opowiada, przecież ja nie poradzę sobie, dom na niego zapisany, cała gospodarka, skąd ja pieniądze wezmę na utrzymanie?
– Toż ci mówię, że teraz się możesz od niego wyprowadzić...
– Mamo, ja jestem zajęta, nie mam czasu, przyjdź innym razem, to możemy sobie porozmawiać.
– Dobrze Hanuś, już ci nie przeszkadzam, ale chcę ci tylko powiedzieć, że twoja siostra przysłała czek na kwotę, dzięki której będziesz mogła wyprowadzić się stąd, kupić dom, meble, ubrania dla siebie i dla dzieci, nawet samochód...
– Co ty opowiadasz?
Stara kobieta pokazała kopertę i znajdujący się w środku czek.
– No to patrz.
– Skąd to masz?
– Twoja siostra przysłała.
– Skąd ona miała tyle pieniędzy?!
– Nie wiem, czy to ważne? Na pewno wszystkiego ci nie przysłała, nie martw się. Ona raczej chytra jest. Ale to tyle pieniędzy! Ona musi mieć dobrą pracę!
– Jak mogę podjąć pieniądze?
– Musimy jechać jutro do banku.
– Jak to – musimy?
– Bo i ja dostałam.
– Czemu mi nie powiedziałaś?
– Właśnie ci mówię.
– Ale nie chciałaś powiedzieć. Gdybym nie spytała, dlaczego chcesz jechać ze mną do miasta, to byś mi nie powiedziała.
– Dlaczego bym ci miała nie powiedzieć?
– Bo wszystko utrzymujesz w tajemnicy. Jerzy ma rację, że jesteś starą zakłamaną i obłudną kobietą, tworzącą na każdym kroku jakąś intrygę.
– Dziecko, co ty opowiadasz?
– Już ja wiem, co mówię. Taka jesteś i nie zmienisz się, do grobu pójdziesz z tymi twoimi zakłamanymi działaniami. Dawaj ten czek! – wyrwała go z rąk zdezorientowanej matki i zamknęła przed nią drzwi.
Mąż zapytał zza drzwi:
– Co ona chciała?
– Nic. Tak byś tylko wszystko chciał wiedzieć. Dzieci, odrabiajcie lekcje! Żeby mi później nie było żadnych skarg w szkole, że się źle uczycie!
Hanka poszła do kuchni, przygotowywać kolację.
"Jeśli to prawda, jutro zrealizuję czek w mieście." Pomyślała i uśmiechnęła się. Zawsze uważała siostrę za dziwaczkę, ale nie przeszkodziło jej to skorzystać z takiej dobroczynności.

Następnego wieczora Hanka krzyczała do męża:
– Chodź wreszcie zjeść kolację. Ile cię będę wołała? Wcale mnie nie słuchasz. Gdybym miała innego, to chociaż od niego bym podziękowania usłyszała, a ciebie nawet na kolację trudno zawołać!
Anka Zet
Data publikacji w portalu: 2009-03-31
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 2.54 /głosów: 13
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

ekscentryczka452009-04-03 11:32
Napiszę tak...szacuneczek dla prozy...;-)

lambda2009-04-13 08:40
proza w kazdym kolejnym wydaniu swietna, tylko gdzie tu erotyzm?

estrella-blanco2010-08-06 01:13
Wciągające. spójne, najlepsze z przeczytanych przeze mnie do tej pory. Gratuluję udanego opowiadania.

terranostra2011-01-13 15:58
Mocne, brutalnie piękne.

no-ideal2011-03-27 22:30
rozkosznie obskurne.. gratuluję, jest wyjątkowe..:)


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

  KONTAKT  

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

Ostatnio komentowane:

news Prawa kobiet a Koran
vesania olicadiablica ma całkowitą rację. Szkoda że w Polsce nie mówi się o tym głośno, Użalamy się nad tym jaki ciężki los mają imigranci z krsjów muzułmańskich a zupełnie pomijamy to, jaki... opinia dodana 2017-01-14 16:00:40
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Na jej rozkazy - CHAUDIÈRE A.D. i CALIGO A.
Słabo. Dobrnęłam do 20 strony mało się przy tym nie topiąc w nadmiarze nic nie wnoszących słów. Żałuję,...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2016