Londyn

Londyn. Gdzieś w jednej z wielu prowincji wesołego, szarego miasta. Mieszkam tu od ponad pięciu lat. Zwykła dziewczyna, kobieta o przeciętnej urodzie, ciągle szukająca czegoś, czego jeszcze nie znalazła. Mieszkająca w starym budynku fabrycznym. Odkąd pamiętam, uwielbiałam takie mieszkania. Jeden duży pokój, który jest połączony z kuchnią, salonem, sypialnią, do której, by wejść, trzeba pokonać dwa małe schodki. Wszystko w jednym, jedno we wszystkim. Oczywiście, do tego zestawu dołączone były dwa duże okna, które ciągną się od samego podłoża, wzdłuż całej długości ściany pod sam sufit. Czasami siedzę na krześle obok „wejścia na świat zewnętrzny” i oglądam, co się w nim dzieje. Lubię obserwować innych ludzi, czasami właśnie to oni dodają mi natchnienia na jakąś dobrą książkę, czasami sama szukam dobrego pomysłu, czasami sama je przeżywam, by móc coś potem opisać, albo chociaż mieć na czym się opierać. Wiele kobiet, wielu mężczyzn, wiele dzieci i dorosłych poznałam, widziałam, opisałam, jednak nigdy nie było to związane z całkowitą prawdą. Czasami była to fikcja opisująca rzeczywistość, a może rzeczywistość opisująca fikcję widzianą moimi oczami, docierającą przez wszystkie zmysły, aż w końcu przeanalizowaną przez „niezawodny komputer” w dziedzinie biologii.
Od pewnego czasu nic nie pisałam, wszyscy mnie nudzili, wszystko było takie do przewidzenia, zero natchnienia. Zmieniło to jedno zdarzenie, albo jedno zdarzenie, które narodziło następne. Jedno poruszy drugie, a drugie poruszy następne i tak bez końca. Chociaż wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy, że coś, że właśnie to „coś” zmieniło się w moim życiu.
Jak zawsze, budzę się o 6:02, nie wiem, dlaczego akurat o tej godzinie, takie małe przyzwyczajenie, może nawet ktoś inny nazwie to zboczeniem- nie obchodzi mnie to. Wstaję, wypijam szklankę wody niegazowanej, ubieram się, wkładam buty, nastawiam alarm, wychodzę i zamykam drzwi. Kieruję się nieopodal mojego lokum - do parku, który pięknie wygląda, gdy słońce budzi się do życia. Wiecie, jak błogo się wtedy człowiek czuje, gdy widzi ptaki fruwające wysoko, słońce wschodzące powoli na coraz to jaśniejszy błękit, falujące drzewa na wietrze. Nastaje nowy świt, nowy dzień, nowe życie. Dlatego tak bardzo uwielbiam poranki. Pobiegam w tym pięknym nastroju około godziny i wracam do domu, jem lekkie śniadanie, biorę prysznic. Biorąc go, przypominam sobie, co się kiedyś pod nim wydarzyło:
…nasze ciała były jednością, splecone w moc namiętności i pożądania. Ręce, które błądziły po ciele, po każdym skrawku nagiego i gorącego ciała. Oddechy, które piękną melodią współgrały z szumem wody wydostającej się spod małych dziurek pod sufitem. Falujące piersi w rytm naszych ruchów. Ruchy, które stawały się coraz szybsze i mocniejsze… to wszystko stawało się jednością, która dążyła tylko do jednego, najpiękniejszego momentu w tym wszystkim. Para, która zakrywała szybę, by nikt nas nie podglądał od drugiej strony, zostawia ślad naszych rąk, naszych dłoni… coś pięknego, tym pięknym momentem jest dochodzenie, szczytowanie i osiąganie orgazmu przez kobietę.
Uśmiecham się sama do siebie, po czym wychodzę i wycieram się jasnym ręcznikiem. Staję przed lustrem, trochę przygotowuję się do pracy. Wychodząc, patrzę na swoje odbicie, uśmiecham się do niego i puszczam oczko, myśląc przy tym o pięknej nocy, podczas której może znowu przeżyję piękne chwile.…
Praca, praca, praca. Szyldy reklamowe, pomysły na reklamę, wszyscy, którzy chcą jak najlepiej wypaść przed szefostwem, kradną nawzajem swoje pomysły. Nauczyłam się tutaj być wrednym, nikomu nie pomagać, nikomu się nie zwierzać. Być indywidualistą, samolubem, lekko narcyzem i ideocentrykiem. W sumie zawsze pasowało mi to. Chyba zawsze taka byłam w głębi duszy. Dzięki temu, że taka jestem, mam to, co mam i to, co chciałam mieć. Można powiedzieć, ze dzięki temu prowadzę beztroskie życie. Nie narzekam na brak pieniędzy, na brak przyjaciół, którzy prędzej czy później zdradziliby przy pierwszej lepszej okazji. Samotnik, który niczego się nie obawia, niczego się nie boi i niczego nie potrzebuje.
Praca szybko mija, zawsze szybko mijała. Zanim się obejrzałam, już wychodziłam z firmy. Jak co tydzień po pracy szłam do pralni. Z wielkim worem ubrań wtargnęłam do niej, widząc, że moja ulubiona pralka jest już przez kogoś zajęta, poirytowałam się. Postanowiłam poczekać, ponieważ to była jedyna dobrze działająca rzecz w tym pomieszczeniu. Siedząc i czytając jakąś gazetę, rozglądałam się raz na jakiś czas za kimś, czyje ciuchy właśnie prały się tam, gdzie już powinny być moje. Nagle zauważyłam w drzwiach piękną brunetkę o długich włosach. Długość ich była idealna, gdyby była nago, akurat lekko przysłaniałyby jej ponętne, jednak nie za duże piersi. Przez moment zaczęłam wyobrażać sobie ją nago leżącą pode mną na dużym łożu… to musiałoby być niesamowite uczucie posiąść taką kobietę. Moje marzenia przerwały jej kroki, zbliżające się powoli w moją stronę. Skręciła tuż obok mnie i wyjęła z „mojej” pralki swoje ubrania, wtedy przypatrzyłam się jej, jednak jej włosy miały odcień czerni. Chyba zauważyła, że się na nią patrzę, odwzajemniła tym samym i uśmiechnęła się. Odeszła, a ja wstałam i nastawiłam pranie.
Po południu myślałam o tej kobiecie, jednak niezbyt długo; w końcu wieczór się zbliżał. Trzeba było się gdzieś ruszyć, jak każdego dnia. Dzisiejszym miejscem docelowym był lokal ze striptizem, tam zawsze można znaleźć piękne kobiety, które łatwo dają się namówić na jakiegoś drinka, a ja potrzebowałam przeżycia tej pięknej, o której wcześniej pisałam.
Jak zawsze spotkaliśmy się wszyscy w już wcześniej umówionym miejscu. Odkąd się tutaj przeprowadziłam, mogłam liczyć na ich towarzystwo podczas zabawy. Agnes, Mark i Grey oraz jego przyjaciółka, którą niedawno poznałam na jakiejś imprezie - Eve. Każdy, wiedząc, gdzie idziemy, miał dobry humor. Ja także go miałam, już dawno się tak dobrze nie bawiłam, a może już tak dawno nie nastawiłam się na dobrą zabawę, a może to był tylko dobry dzień, który zaczęłam porannym biegiem po niesamowitym parku. Sama nie wiem, w sumie mało to mnie obchodziło.
W lokalu było przygaszone światło, ale widać było jego lekko burdelowe kolory, które jeszcze bardziej podziałały na moje zmysły. Stoliki, które tworzyły małe przejścia, wyglądały niczym labirynt. Zaczęliśmy przechodzić po kolei te wszystkie zakręty i „korytarze”, po drodze zauważyłam parę znajomych twarzy, chociaż nie zwróciłam na nie szczególnej uwagi. Całe 5 minut szukaliśmy zamówionych miejsc przy samej scenie. Rozsiadłam się wygodnie i czekałam na pierwszy występ kobiety-policjantki, która miała na sobie skąpy strój. Wyłączyli światło i włączyli muzykę, a na scenie pojawiła się jasna plama, w której centrum stała owa kobieta. Wszyscy momentalnie przestali rozmawiać i patrzyli się na nią. Zaczęła powoli tańczyć w rytm muzyki. Zdejmując, a może najpierw rozpinając kilka guziczków na niebieskiej marynarce, przełożyła ją przez ramię, po czym szybko gdzieś rzuciła na jednego z gości lokalu. Poruszała swym ciałem, a każdy w milczeniu, z lekkim uśmiechem i z wielkim pożądaniem obserwował całą scenę i to, co się na niej działo. Rozerwała guziczek od spodni i rozsunęła suwak. Po czym zdjęła je praktycznie na stojąco, mocno pochylając się do przodu tułowiem. Zbliżyła się do rury, która wychodziła z sufitu i kończyła się na podłodze. Oparła się o nią i zwinnymi ruchami rozpinała guziki białej, dość długiej koszuli, która zakrywała jej zgrabną pupę. Chodziła wokół srebrnego przedmiotu zdejmując koszule i znowu rzucając ją gdzieś w widownię. Uśmiechnęła się i zaczęła tańczyć, pokazując przy tym lekki zarys mięśni, które miała pod cienką warstwą skóry. Zarzuciła długimi włosami, które lekko zakryły jej twarz. Chwyciła się rurki i powoli zniżała się w dół i prostowała. W końcu, gdy już była przy samym podłożu sceny, zrzuciła z siebie swój skąpy staniczek. Zostawiła tylko mały trójkącik zakrywający skrawek jej sekretu. Gdy muzyka zbliżała się do końca, dziewczyna kierowała się do wyjścia z podestu, aż w końcu zniknęła za ścianą materiału. Przed samym zniknięciem jeszcze popatrzyła na widownię i nie wiem, jakim cudem nasze spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy, który wydawał się wiecznością. Wydawało mi się, że puściła do mnie oczko, leciutko mrugnęła w moją stronę. Może to przywidzenia po drugiej szklance whisky, a może to się stało naprawdę.
Po wszystkich występach, poszłam do ubikacji, by móc się odświeżyć co nieco przed wyjściem z lokalu. Nachyliłam się nad umywalką i nabrałam wody do dłoni, przez które uciekała między palcami. Obmyłam twarz, po czym wyprostowałam się, otworzyłam oczy i spojrzałam w lustro. W odbiciu zauważyłam znowu znajomą twarz. To była Pani Policjantka ze sceny. Patrzyła się na, opierając się o zimne kafelki wyłożone w całym pomieszczeniu. Odwróciłam się i przeleciałam ją szybko wzrokiem, chyba się jej to spodobało, bo podeszła do mnie i przybliżyła swoją twarz do mojej. Przez moment zostałyśmy zawieszone w ciszy, którą przerywała czasami muzyka dochodząca z głośników. Przeszłam obok niej i pociągnęłam ją do kabiny. Zamknęłam drzwi i zaczęłam całować, szybko zrzucać z niej ubrania i pieścić jej cipkę. Lizałam skrawki jej nagiego ciała, tym samym dając jej próbkę tego, co ją czeka. Obróciłam „policjantkę” do siebie plecami, wyjęłam długopis z tylnej kieszeni spodni. Na plecach wypisałam ulicę i numer mieszkania, mówiąc przy tym, że resztę dostanie później, wyszłam z kabiny. Wychodząc z ubikacji, widziałam, jak się zaczęła ubierać ze zdziwioną miną, chociaż z lekkim podnieceniem w oczach.
Wróciłam do domu. Rozebrałam się, rozebrałam się do naga i jak zawsze położyłam się tak do łóżka. Nie musiałam długo czekać na dzwonek, który wydobywał się z malutkiego głośniczka nad drzwiami wyjściowymi. Poszłam otworzyć z lekkim zaciekawieniem i zobaczyłam ją - panią z lokalu. Wtargnęła do mojego mieszkania bez zaproszenia i zaczęła mnie całować. Przesunęłyśmy się na środek pokoju, a potem w stronę krzesła. Usadowiła mnie na nim, a sama odsunęła się trochę i zaczęła poruszać się w rytm niesłyszanej muzyki, która istniała między nami. Zdjęła swoje pończochy, po czym przywiązała nimi moje ręce do oparcia mebla. Dała buziaka i uciekła w swoje miejsce. Stojąc przede mną dawała mi indywidualny występ, którym delektowałam się, jak tylko mogłam. Rozbierała się powoli, by wzbudzić we mnie jeszcze większe pożądanie niż było. Zaczęła dotykać swoje ciało, tak jak ja bym to robiła. Piersi, między piersiami, zjechała ręką po brzuszku i spoczęła na jednej nodze, potem tym samym ruchem wróciła do swojego sutka, który był już lekko wystający. Usiadła na moje kolana, rozchyliła je lekko i zaczęła pieścić moją szparkę cała dłonią. Po krótkiej chwili zeszła ze mnie i przesunęła na kraniec krzesła. Znowu włożyła między moje nogi ręce, rozchylając je jeszcze bardziej. Zniżyła się i dotknęła językiem moją łechtaczkę. Robiła nim kuliste ruchy drażniąc mnie przy tym. Zniżyła się jeszcze trochę, by wejść we mnie swoim ciepłym narządem smakowym. Weszła we mnie tak głęboko jak tylko mogła. Zaczęłam głośniej oddychać, lekko sapać i pojękiwać, a jej ruchy stawały się coraz bardziej drapieżne. Wróciła do najważniejszego punkciku, po czym weszła we mnie dwoma palcami, które wypełniły mnie całą. Za chwilę włożyła jeszcze trzeci paluszek i zaczęła nimi ruszać w środku, dotykając i uciskając wewnętrzny punkt, który nazwany został punktem G. Czułam, jak zbliża się koniec. Zaczęłam ruszać biodrami i spinać mięśnie brzucha, nóg, pośladków przeżywając orgazm. Nie przerwała swoich pieszczot i bawiła się mną dalej, doprowadzając mnie do drugiego, jeszcze mocniejszego szczytowania niż wcześniej. Wstała, pocałowała mnie i jakby nigdy nic po prostu wyszła. A ja uszczęśliwiona zostałam nadal przywiązana do krzesła. Zdziwiłam się, bo myślałam, że to ona będzie moją ofiarą, a nie odwrotnie, ale jakoś nie przeszkadzało mi to zbytnio.
Po pewnym czasie udało mi się oswobodzić z więzów, które miałam na przegubach ręki. Udałam się do łazienki i umyłam spływające po mnie soki namiętności. Stojąc pod prysznicem, zaczęłam myśleć. Znowu ogarnęła mnie pustka, której nie mogłam od jakiegoś czasu zrozumieć. Wyciągnęłam rękę do ściany obłożonej kafelkami, dotknęłam ją, wyprostowałam i opuściłam głowę w dół. Uchyliłam lekko usta, zamknęłam oczy, czułam, jak ciepły strumień spływa po moim ciele, jak niektóre krople odpryskują się i uderzają o to, co stoi im na drodze. Zaczęłam płakać. Chciałam… starałam się przypomnieć coś, czego nie pamiętam, nawet nie pamiętam, co to było. Wiedziałam, że to coś ważnego, że to „coś”, co chodzi po mojej głowie każdego dnia, każdego ranka, każdego popołudnia czy nocy. Już od ponad pięciu lat nie mogę zrozumieć, co próbuję sobie uświadomić, co ukrył przed światem mój mózg, co za tym idzie przede mną także.
Miałam dość już tego dnia, może i także tej nocy, położyłam się spać.
Rano, wstając, uśmiechnęłam się sama do siebie i przeciągnęłam się. Znowu to samo, ciepły poranek z budzącym się do życia słońcem i śniadanie przygotowujące mnie do ciężkiego dnia. Praca, która szybko mijała. Zakupy, do których zostałam zmuszona pustką w lodówce. Wróciłam do domu. Usiadłam na fotelu, który stał nieopodal wielkiego okna. Usnęłam. Pamiętam, że miałam piękny sen. Śnił mi się Anioł, który chciał podarować mi, co tylko mógł. Zabrał mnie w najpiękniejsze miejsca na ziemi, a także i pokazał wszystkie uczucia, które były związane z miłością. W ciągu jednej godziny snu, zwiedziłam więcej niż w ciągu całego mojego życia. Przy nim, przy moim Aniele czułam się bezpiecznie, błogo i szczęśliwie. Niestety, to moje szczęście, przerwał sygnał komórki. Obudziłam się, wzdrygając, wyjęłam małe urządzenie z kieszeni i odebrałam. To byli znajomi, oznajmili, że dzisiaj nastąpiła mała zmiana planów i idziemy do klubu branżowego. Zgodziłam się, a co tam, ważne, żeby gdzieś się przejść, żeby nie być samej w domu, żeby się nie nudzić, skorzystać z życia.
Wieczorem zaczęłam się szykować. Nie brałam nawet torebki, wszystko upchałam do kieszeni, w której i tak było jeszcze miejsce. Komórka i klucze, to dwie najważniejsze rzeczy, które człowiek zawsze powinien mieć ze sobą. Wsiadłam w samochód, odpaliłam i pojechałam na umówione miejsce. Oczywiście, wszystkie światła musiały przedłużyć mi drogę, nie przejęłam się tym, muzyka w głośnikach działała jak antystresor. Po pół godzinie trafiłam do klubu. Weszłam do niego poszukać znajomych, jak zawsze zajęli tę samą loże, niedaleko DJ’a i parkietu, na który można było patrzeć lekko z góry, na którym można było podziwiać smukłe, ruszające, tańczące i wijące się w rytm ciała. Uwielbiam, jak kobieta tańczy, jej kocie ruchy, które pochłaniam i delektuje się nimi działają jak narkotyk. Zawsze chce się więcej. Tak też było i tej nocy.
Mając dość głośnej muzyki, wstałam i udałam się do darkroom’u. Przekroczyłam próg i weszłam do długiego i ciemnego korytarza, który prowadził do niewielkiego pomieszczenia. Leciutkie światło pozwoliło mi oglądać, jak inne dziewczyny dopieszczają się nawzajem. Już na samym początku, tuż przy wejściu zobaczyłam jedną parę. Stanęłam na chwilę, by podglądać je. Jedna z nich była oparta o ścianę i nie miała spodni na sobie, lekko wygięta plecami, odchyliła głowę, a druga była już na dole, doprowadzała swoją partnerkę do krainy obiecanej. Gdy tylko dotarło do mnie, jak one są ułożone, poszłam dalej.
Już prawie na samym końcu pokoju zauważyłam następną parę, która przykuła mój wzrok. Kobieta klęczała na podłodze i obejmowała dłońmi biodra drugiej dziewczyny, a ta zaś ruszała nimi i dotykała swojej piersi jedną ręką. To był ładny widok, wzbudzający pożądanie. Oparłam się o filar, który był niedaleko dwóch „kochających” się ciał. Jedną ręką zaczęłam dotykać się po szyi, drugą miałam włożoną w kieszeń spodni. Ręka zjeżdżała mi na dół, zahaczając o piersi, pobawiłam się trochę nimi, czując, jak całe podniecenie we mnie rośnie, prawie tak samo szybko jak mój dopieszczany sutek. Cały czas zjeżdżałam na dół swoją dłonią, aż w końcu znalazłam się pod spodniami. Włożyłam rękę pod majteczki, które były już mokre od moich soków, które puściły od samego widoku tych pań. Zaczęłam się bawić na zewnątrz moim guziczkiem, patrząc przy tym cały czas na pieszczące się ciała, które wcześniej wybrałam. Nagle zauważyłam, że pani biorąca rozkosz patrzy się na mnie, co mnie jeszcze bardziej podnieciło. Wydała mi się znajoma, długie, rozpuszczone i ciemne włosy, które idealnie zakrywałyby nagie piersi. Tak, to była pani z pralni. Robiąc sobie dobrze, patrzyłam się na nią, a ona dopieszczana patrzyła się na mnie. Nasze ciała zaczęły się ruszać we wspólnym rytmie, nasze oddechy tak jakby stawały się jednością, chociaż ich nie czułyśmy. Razem doszłyśmy, razem się podniecałyśmy, ale tylko wzrokowo. Po wszystkim, uśmiechnęłam się do niej i skinęłam głową, dziękując jej za to wszystko.
Wyszłam. Było już późno, wróciłam do domu. Położyłam się spać. Usnęłam, nagle obudził mnie dzwonek do drzwi. Poszłam zobaczyć, kto się dobija o tej porze do mieszkania. Otwieram, a tu „pani policjantka” stała przed wejściem w długim płaszczu, który zrzuciła jeszcze przed jakąkolwiek moją reakcją. Oczywiście pod płaszczem nic na sobie nie miała. Weszła, całując mnie przy tym. Uśmiechnęłam się i chwytając ją za dłoń, obróciłam się. Zaczęłam iść w stronę łóżka. Położyłam ją i zaczęłam całować, lizać i gryźć po całym ciele. Szepnęłam jej do uszka, że zapłaci mi za to, co ze mną ostatnio zrobiła, po czym ugryzłam ją w płatek ucha. Potem polizałam to miejsce i zniżyłam się do szyi. Mój język błądził po jej ciele zostawiając mokre ślady. Wstałam i udałam się do kuchni. Wróciłam z kostką lodu, którą się bawiłam w dłoni i roztapiałam ją powoli na jej ciele. Powstały mokre i zimne ścieżki na rozgrzanym ciele, które co chwile ocieplałam swoim języczkiem. Gdy już lód całkiem się roztopił i zostawił zimno na mojej ręce, przyłożyłam ją do jej gołej cipki. Jęknęła, nie wiem sama czy z zimna, czy z rozkoszy, czy po prostu sama to zrobiła. Zaczęłam ją tam ogrzewać. Włożyłam jeden paluszek, a potem drugi i trzeci do jej wnętrza. Na palcach poczułam ciepło, które przerodziło się w „kolące igiełki”. Tak, jakbym wróciła z zimnego, mroźnego zimowego popołudnia i od razu weszłabym pod ciepły prysznic. Pchając swoją rękę w głąb jej zakamarków, ruszałam się cała, dotykając swoim ciałem jej ciała, ocierając się o nie i czując je na sobie. Dziewczyna zaś, mogła podziwiać nas w akcji w dużym lustrze, które znajdowało się nad nami. Czując, jak dochodzi, zaczęłam ssać jej skrawek szyi, robiąc przy tym malinkę. Jej skurcze pulsowały na mojej dłoni, nie pozwalając jej wyjść. Jak się trochę uspokoiła, wyciągnęłam palce i położyłam się obok niej. Zapaliłyśmy papierosa i pożegnałyśmy się. Powiedziała, że już nie będzie mnie nękać bez wcześniejszego uprzedzenia. Odpowiedziałam, ze może przychodzić, kiedy chce. Wyszła, a ja znowu poszłam się umyć, w sumie już zbliżał się dzień, więc poszłam się przespać trochę. Rano wstałam, taka sama pobudka jak co dzień. Monotonia ogarniała moje życie.
Szykując się już do pracy, znowu naszły mnie myśli, których nie mogłam się pozbyć. Weszłam do windy, zjechałam na dół, wsiadłam do samochodu, a ten jak na złość nie chciał odpalić. Otworzyłam go, sprawdziłam, wszystko było w porządku. Dobrze, że chociaż mam niedaleko przystanek, na który pobiegłam i wsiadłam do autobusu. Autobus też był nieźle spóźniony, tak samo jak ja do pracy. Kierowca chyba oszalał i przejechał jeden przystanek. Ludzie zaczęli się oburzać i podchodząc do niego krzyczeli, że chcieli wysiąść na poprzednim przystanku. Ten odwróciwszy się do nich, stracił panowanie nad kierownicą i spowodował wypadek. Zaczęło trząść pojazdem na różne strony, dwa samochody uderzając o niego odbiły się, a nas zrzuciły z ulicy na chodnik. Wjechaliśmy w jakiś stary budynek. Dużo osób straciło przytomność z powodu ran i uderzeń, tak samo było ze mną.
Obudziłam się i otworzyłam oczy, nad sobą zobaczyłam sufit pomalowany białą farbą. Wszystko mnie boli, próbuję oddychać, jednak każdy wdech powodował straszny ból. Moja klatka piersiowa była taka ciężka i nie do napełnienia powietrzem. Jednak siła przetrwania wygrała, pokonując nasilający się ból. Zaczęłam nabierać powietrze. Noga wisiała nad łóżkiem w białej, twardej skorupie gipsu. Ona też cholernie bolała. Rozglądam się po sali i zobaczyłam kilkoro ludzi leżących na takich samym łóżkach. Wtedy dotarło do mnie, że jestem w szpitalu. Za niecałe piętnaście minut przyszła pielęgniarka zobaczyć swoich podopiecznych, w tym także i mnie. Ku mojemu zdziwieniu, zobaczyłam w białym fartuchu kobietę, z którą się „kochałam” w darkroom’ie. Rozpoznała mnie, uśmiechnęła się i podeszła do mnie. Jej głos był taki kojący i uspokajający, można byłoby słuchać go wieczność. Spytała się, czy wiem, co się stało, że był wypadek autobusowy i przywieźli tutaj rannych. Nic nie odpowiedziałam, zaczęło mi się wszystko przypominać, nawet te rzeczy, o których nie pamiętałam jeszcze wcześniej.
Dopiero teraz zrozumiałam, czego mi brakowało w życiu. To byłaś ty. Moja jedyna i niepowtarzalna kobieta, która należała do mnie, a ja należałam do niej. Pamiętam, jak jechałyśmy samochodem do Londynu, padał deszcz, było ciemno, samochody szybko nas mijały. Wybrałyśmy Londyn, by urodzić naszego syna, który rozwijał się powoli w twoim brzuszku, by wychować go tutaj, by rósł w bardziej tolerancyjnym miejscu. Radio grało jakąś smutną piosenkę, naprzeciwko, nagle wyjechał jakiś samochód. Próbowałam ominąć zbliżające się do nas auto. Kręciłam kierownicą, jednak drugi samochód uderzył w nas. Zarzuciło nami, wpadłyśmy w poślizg, straciłam kontrolę nad kierownicą. Uderzyłyśmy w następny samochód, który jechał z przeciwka. Po wszystkim, widziałam ciebie obok mnie, byłaś cała we krwi, ja też. Wołałam cię, nie odpowiadałaś. Przyjechała straż, pogotowie, policja. Udało im się nas wydostać, reanimowali cię, mnie bandażowali. Straciłam przytomność, więcej nie pamiętam. Zaczęłam normalne życie, a może i nienormalne, ale inne, swoje, na nowo. Tą rzeczą, tą osobą, tym „czymś”, czego mi brakowało, czego nie mogłam sobie przypomnieć, byłaś ty.
Po już drugim wypadku chodziłam na rehabilitację. Udało mi się stanąć na nogi. Umówiłam się z panią z pralni. Spotykamy się od czasu do czasu. Może nawet wyjdzie z tego coś poważnego. Mam nadzieje. Bardzo mi przypomina Ciebie. Twoje włosy, które zakrywały lekko piersi, gdy na mnie siedziałaś nago. Czuję cię czasami w pobliżu, jak patrzysz na mnie, jak śpisz obok mnie, kładziesz się i pilnujesz, by nic złego mi się nie stało. Nigdy nie przestanę cię kochać.
Ewelina B.
Data publikacji w portalu: 2009-03-31
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 2.72 /głosów: 18
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

ekscentryczka452009-04-03 10:41
Hm........dziwne to wszystko ale....;-)

Vikki2010-03-02 23:43
piekne. smutne, ale piekne. boze...az slow mi brakuje. tyle serca i emocji i duszy.

Arizona132012-02-28 21:35
dla mnie przecudowne bo tak namacalne. To po prostu zycie.


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

  KONTAKT  

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

Ostatnio komentowane:

news Prawa kobiet a Koran
vesania olicadiablica ma całkowitą rację. Szkoda że w Polsce nie mówi się o tym głośno, Użalamy się nad tym jaki ciężki los mają imigranci z krsjów muzułmańskich a zupełnie pomijamy to, jaki... opinia dodana 2017-01-14 16:00:40
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Na jej rozkazy - CHAUDIÈRE A.D. i CALIGO A.
Słabo. Dobrnęłam do 20 strony mało się przy tym nie topiąc w nadmiarze nic nie wnoszących słów. Żałuję,...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2016