Wyjście do kina

Dzwoni komórka. Inaczej niż zwykle. Ta irytująca melodyjka ustawiona jest dla połączeń tylko od jednej osoby. Jak ja nie lubię The Knife! Wciąż mnie dziwi, za co uwielbiasz to muzykujące dziwaczne rodzeństwo (?).
Odbieram. I tak, jak trzy lata temu, gdy zadzwoniłaś po raz pierwszy - znowu jestem przyjemnie porażona. Zapytałaś wtedy, czy dam się zaprosić do kina..... „Co mam się nie dać” – pomyślałam i odpowiedziałam: „z przyjemnością”.
Nie wiem, kto jeszcze – oprócz nas – na jedną z pierwszych randek wybrał się na „Plac Zbawiciela”? Wygrałybyśmy w rankingu na „Najgorszy film na pierwszą randkę”. Że był świetny, przekonałam się parę miesięcy później, gdy obejrzałam na dvd.
Kończyły się reklamy. Nerwowo jadłam popcorn. Czułam Twoje spojrzenie. Było mi nieswojo, ale skłamałabym, mówiąc, że źle. Zaczął się film. Przybliżyłaś się. Twoje 36,6 zaczęło mnie rozgrzewać. Trochę nieśmiało, a trochę niby niechcący dotknęłaś moją dłoń – pomyślałam w ojczystym języku Szekspira: „o f***!!!”
Twoja ręka (trochę tłusta od popcornu) już leżała na moim kolanie. Miałam gęsią skórkę na całym ciele. Zabrakło mi tchu, zanim wzięłam wdech - tak głęboki jak ten pierwszy noworodka – na szyi poczułam Twój ciepły oddech, wiedziałam, że już za chwilę twoje usta dotkną mojej skóry.
Nie bez trudu przełknęłam przed chwilą nabraną do ust colę, raz jeszcze przegryzłam tłustym i słonym popcornem, ale paraliż, który zawładnął moim ciałem, nie mijał. Film musiał być przejmujący - nie słychać było ani siorbania, ani jedzenia chrupiących nachosów, czasami tylko jakaś dziewczyna pociągała nosem.
Z jednej strony chciałam - jak to się w mniej wysublimowanych kręgach zwykło nazywać – „coś ten”, ale z drugiej - bałam się i wstydziłam. Pomyślałam: „OK, niech się dzieje, co chce”. W głowie wystąpił „fatal error”. Sprawna była wyłącznie funkcja odczuwania... Ty, wręcz przeciwnie, wiedziałaś, co robić, kontrolowałaś sytuację, byłaś coraz śmielsza i odważniejsza... ja nie protestowałam. Jak zawsze, wtedy też - byłaś mądrzejsza ode mnie. Odstawiłam na podłogę colę i popcorn. Było mi gorąco jak nigdy: „czy ktoś wyłączył na sali klimę, jak długo jeszcze będzie działał secret?” - przemknęła mi myśl. Twoje usta od moich dzieliły już tylko centymetry, było dla mnie jasne, że gdy pokonamy tę odległość, może niewiele się stanie, ale wszystko się zmieni.
I zmieniło. Pierwszy raz całowałam się z dziewczyną - i namiętnie, i delikatnie, i soczyście, i pysznie, i dojrzale, i z pożądaniem, i z pasją. Pomyślałam: „jeśli tak wygląda początek, końca nie dotrwam...” Od tego seansu powiedzenie „mielić językiem” - nabrało dla mnie zupełnie nowego znaczenia. W jednej chwili przeniosłaś mnie tam, gdzie jeszcze nigdy nie byłam.
Gdy byłaś w okolicach ucha zapytałaś, czy mogłabyś... czy chciałabym... Pamiętasz, jaka była moja reakcja? Niezbyt cicho i zupełnie zobojętniała na wszystko i wszystkich wokół mnie odpowiedziałam: „przecież wiesz...” Myśl, że ktoś może nas nakryć, podniecała mnie dodatkowo.
Nasze oddechy stawały się krótsze i cięższe, byłyśmy coraz bardziej zachłanne siebie, nie chciałyśmy kończyć. W myślach błagałam, by film przebił bollywoodzkie produkcje i trwał co najmniej trzy godziny. Wędrowałaś po moim ciele i mnie poznawałaś. Byłaś zdecydowana, ale też dyskretna – no w końcu byłyśmy w kinie. – czułam twoje dłonie na całej sobie: „hmmm, mamy trójkąt?” – kolejna niezbyt błyskotliwa myśl narodziła się w mojej głowie. Nie będzie przekłamaniem, jeśli powiem, że wszędzie było cię pełno.
Dreszcze przyjemności i uniesienia zapanowały nad moim ciałem. Nasze pożądanie uruchomiło lawinę emocji i odczuć, które nas zmiotły. Dałyśmy sobie wszystko, co można było dać w ostatnim rzędzie ciemnej sali kinowej. Gdy „nasz film” zbliżał się do happy endu, poczułam, że jest mi dziwnie mokro. Cholera! Niechcący kopnęłaś kubek, wprost na moje stopy wylała się cola. Nieprzytomnie sięgnęłam do torby po chusteczki higieniczne.
Na ekranie chyba ktoś dostał zęby, są już litery, włączają się światła. Zapytałaś, czy podobał mi się film. Z wypiekami na twarzy, poprawiając koszulkę, odpowiedziałam: „przecież wiesz...”
To na co dziś idziemy?
zadowolona
Data publikacji w portalu: 2009-03-31
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 3.69 /głosów: 26
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

zadowolona2009-04-05 11:31
...dodam jeszcze, że historia jest prawdziwa i dedykuję ją mojej K :)

stoprocentbansu2010-02-06 22:32
Super;);*

Torch2010-11-07 23:16
Fantastyczne :)) pozdrawiam.

heret2011-03-03 09:46
Kino... przyjemne wspomnienia z tego miejsca i mnie nie obce ;)

Sheela  jeanette666able@gmail.com2011-07-31 11:16
Fajne, śmieszne opisy dodają czaru ;) pozdrawiam


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

zoo

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

Ostatnio komentowane:

news Donald Trump nie chce finansowania organizacji promujących aborcję za granicą
justsomebody10 Posługiwanie się przykładem N. Vujicica nie ma, moim zdaniem, większego sensu, bo to jest wyjątek na tle setek tysięcy niepełnosprawnych. Od dzieciństwa był otoczony opieką, wsparciem,... opinia dodana 2017-02-11 13:52:24
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Na jej rozkazy - CHAUDIÈRE A.D. i CALIGO A.
Słabo. Dobrnęłam do 20 strony mało się przy tym nie topiąc w nadmiarze nic nie wnoszących słów. Żałuję,...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2017