Wiersze

Vision
Zniżając dłoń w dół szyi... ciepłem palców
opuszkami subtelnej pieszczoty...
rozgrzewając zmarznięte porankiem zmysły...
każdą chwila napawając nowe pragnienie...
przemykając dłonią po gładkiej skórze...
coraz niżej...
pozwalając oniemiałym palcom błądzić... topniejącą pod dotykiem
niewinną nieśmiałością...
zmysłowym szeptem pocałunku...
narastającym żarem stęsknionych ciał...
pasją sięgającą gwałtownego ruchu..
ust...
miękkim nienasyconym grzechem namiętności...
wpadając w niezahamowany wir...
taniec miłości pod osłoną...
...zapachu...

***
Wchodzę cicho za granicę strachu...
dotykając tajemnicy...
pragnąc wejść tam gdzie drzwi są zamknięte...
przeszywam wzrokiem Twoje jasne włosy... doganiam spojrzenia
tonąc w nich z rozkoszą...

Językiem krążąc wokół uszu... czując ich ciepło...
mrowienie szyi...
drżenie rąk...

złamawszy wszelkie bariery...
porwana na koniec wszystkiego...
w Ciebie... Z Tobą... Przy Tobie...
stając się końcem i początkiem...
przyczyną i skutkiem...
z zamglonymi oczyma zgłębiając Cię
na nowo
gest za gestem...
smak za smakiem...
... rozkosznym poczuciem nieistnienia...
..w odmętach Ciebie...

noc za nocą... w dzień...
trzymając Cię za rękę...
całym ciałem...
płonącego pożądania...

***
kształtem ciała...
dotykiem wypukłości dłoni...
aksamitem skóry
miękkością tak blisko...
przejrzystym spojrzeniem kłębiącej się
burzy myśli
krążącą coraz szybciej krwią...
dreszczem w dreszcz...
przenikając otwierające się kawałki duszy
przyćmioną świadomością tego co się dzieje
w świetle odcieni, gry światła ciał
przesuwającymi się powoli rękoma...
drążąc zakamarki podniecenia...
niespodziewanym uniesieniem...
zbliżając się tam...
gdzie rozum mówi "dobranoc"...
w półmroku siebie...
spowite pętami emocji...
splecione w jedno...
szeptem chylących się włosów...
milczeniem dotyku warg...
...szaleństwem miękkich pocałunków...
ciepłem rozedrganych ciał...
wcielonym obłędem pożądania...
magią namiętnej czułości...
jeszcze jeden...
pocałunek...

***
Stapiam się...
codziennym dzień dobry wzywając demona snu...
By objął raz i nie wypuścił...
Może demony są wierne...
Czytając myśli głupoty...
Naiwnej wiary w lepsze pojutrze...
Ciemnością sarkazmu cynizmu...
Grą szarej barwy cieni...
Miękkim atłasem tarota...
Gdy czyta słowa kosy
Wytrychem w dzień...
Łomem nocą się stając...
Zmienną okładką rocznego kalendarza...
Krzykiem prosząc o nieistniejący sens
Cel...
Kamień upadł... nie wtaczam go znowu świadomie...
Rozpryskujący się lód...
Wpadając w zimną toń szczęku kości
Wijących się ciał... bez ciał...
Wyrazów... bez wyrazów...
Tam gdzie wzrok ginie...
Za klapkami pojęcia... siły...
Bezradnością...
Gdy ból przestaje być przyjemny...
Uwierając coraz ciaśniej...
..... snem...

***
Szukam Cię...
w starych dobrych piosenkach...
w niebieskim wazonie z różą
w uśmiechniętym zdjęciu
w chwili wspomnienia
mam ochotę zedrzeć z Ciebie tą
całą naiwność
pokazać ludziom Twej duszy
przeciwność
odrzeć Cię z resztek godności
zostałych
idei... żalu... w nienawiści powstałych
z nadgarstków ściśniętych
kapie krwi przeklętej stróżką
obłędne spojrzenie miota się
w pytaniu
Na Twym spokojnym zbolałym posłaniu...
Wymierzyć w głowę nienawistną
bronią
Drgającą strachem, niepewnością...
skronią
Szukam Cię...
w zapachu tamtego prześcieradła
w cieple misiaczka na te urodziny
w kartce z życzeniami
w pisanych słowach telefonu
Widzieć Twą twarz nareszcie
przerażoną
w pustych oczach bez skutku
utkwioną
Bezlitośnie móc ranić i niszczyć powoli
nasycającym tym bólem spojrzenie
do woli
odchodzę by dać Ci głupią nadzieję...
lecz wrócę i jak Ty ją dawniej...
ja teraz rozwieję...
czerwoną mazią spłynie blade czoło...
jej a nie Tobie znów będzie wesoło...
ciąglista ropa zaleje Twe oczy...
Twój kat... przyjaciel... powoli wciąż
kroczy
Szukam Cię...
w domu o krętych schodach...
w kartkach pamiętnika...
na pustym przystanku...
w każdej myśli dnia...
Jestem twoim więźniem dożywotnim..."

***
Wróciło wspomnienie
potok sennych uczuć delikatnie ogrzał
zmysły
zapomniane nową falą przybyło marzenie
zakute skały twardych myśli obudził
wiatr
Paranoja i strach wpijający zęby
w drżącą kreaturę kości
Smród padłego sępa pożeracza ciał
Sęp sępa... człowiek człowieka
kajdany na ustach i dziobach
bo milczenie jest podobno złotem
Ciepły dotyk powietrza przypomniał
Ciebie... słowa kojące żal
Pieszczota umysłu i pamięć
wróciło wspomnienie
jak zmarznięte dziecko podnoszące czapkę z błota... podnosiłaś
mnie...
By poczuć tamtą wolność...
Kiedy nad chmurami latałyśmy razem
Skrzydło w ... ramię w ramię
Kamień rozbił głowę...
Butelka myśli pękła
ścisnąć nienawiścią tamten dzień
piętnując Twa zdradę krwią
szpony...
Tęskniąc za twoim światłem
Nie mogąc upoić się ponownie wschodem
słońca...
zachód tylko ramię w ramię
płacz tylko... kropla za kroplą w kroplę
uśmiech dla Twego śmiechu
podnosząc kolejny raz czapkę z błota
ocierasz twarz w radości że znowu Jesteś
Już za chwilę odejdziesz
znowu mnie zabijesz
wyciągasz nieśmiertelne kły..."

***
Milczeniem oklasków...
kolejna doskonała gra...
Niemalże bez znaku pozorów...
Jest dobrze...
Kolejni aktorzy na planie,
Zmieniające się maski...
...tylko jedna twarz...
rozsypującym się znakiem nienawiści...
lepką mazią obgryzionych szkieletów...
słowem cierniem w nowe łzy...
pokusą sceny numer tysiąc dwieście...
grą o życie...
....obejmij tylko jednym oddechem...
tam gdzie już nie będzie ucieczki...
by... wypowiedzieć znowu...
nieinscenizowane... kocham...
by czuć...
mgliste spojrzenia...
gdzie nie ma już aktorstwa...
sztuka...
...zmysłów...

***
Jej

Gdy znikasz tam za horyzontem
bez słowa
płynąc za swoim ja...
szeptem i musującym może winem...
gasząc za sobą nadzieję...
oddechem minionego dnia...
wspomnieniem rozmowy...
przytulając pierzynę po uszy...
wcale nie śpisz...
zatapiając się w cichym wrażeniu snu...

kolejnym lotem za barierę cieni...
tam gdzie nie ma nikogo i są wszyscy...
kroczący zupełnie innymi ścieżkami...
trasami zmiennych pogodą iluzji...
innego świata...

zamknij oczy... unosząc się w sennym obłoku...
dotykając końcami palców ciepła puszystej bieli...
krzycząc w ciszy barwami tęczy...

narysuj mi motyla...
swoją paletą odcieni...
czernią węgla przecinanego smugami koloru...

przylatując na jego skrzydłach
...w ciemno-barwnym pyle...

***
Dobrej zabawy

W ciszy...
dotykam podmuchu tamtej ja
tej samej inaczej
tak daleko

strzępami przeszłości
rozrywam siebie... Ją
Ją ciągle przez duże J
chociaż nie zasługuje na najmniejsze... j

zapachem śmierci i zgnilizny...
plugawą padliną tamtych dni
chłepce tamtą rozkosz
dzikością niewyżytego ciała
brudem i szlamem
histerią
spróchniałe zęby w sztucznym uśmiechu...

nie, ja tego nie myślę!
to samo myśli
przedziera zakamarki uczuć i słów
te wyrazy nie padły
zmywam wodą twarz
ścierając tusz maski

zatknięta w niebycie pijesz...
resztki swej ułomności
rozszerzasz uda by w nie ktoś wszedł
gestem i słowem Cię sponiewierał
wnętrzem dał upust Twej żądzy
nikniesz w otchłani...
plugawych ciał

baw się dobrze...
...jak zawsze...

***
Herbata?

Herbata...
mocna... bez cukru jak zawsze...
bliskość warg...
przy załamaniu krawędzi kubka...
rozgrzane gorącem dłonie...
palce pieszczące brzegi...
język...

smakiem dotyku w przymkniętych oczach...
wilgotnym ciepłem...
delikatnie poruszany innym... językiem...
przymglonym odcieniem koloru ust...
szeptem pocałunku...
z chwili w chwilę...
coraz dalej...
obłędnym wrażeniem nieświadomości...
czułym przemknięciem ciepła...
niestabilnie...

Na półce kubek jak zawsze...
Mocna herbata...
bez cukru...

Zmierzając ku szyi...
Drżeniem spowijane ciało...
Zamknięte oczy...
Przemierzając zroszoną pustynię uczuć...
Oazą emocji...
językiem... dłonią...
pocałunkiem...

Podaj mi zimną herbatę

***
Idź...

Chciałaś słyszeć szczere uczucia
sama o tym pisałaś
chciałaś by Ktoś Cię kochał
na Kogoś wciąż czekałaś
chciałaś kochać nareszcie...
móc odwzajemnić uczucie
niedosytu wciąż słysząc lekkie serca ukłucie...
A może nie ma miłości...
może nie warto czekać...
płomień nadziei podsycać... nie wiadomo
z czym zwlekać...
może naprawdę nie ma tej utęsknionej połowy
dokoła szepty bliskości wśród pustych...
wyznań... rozmowy...
jak długo można oddychać niespełnionym marzeniem
choć przecież cudownie zasnąć
z iskierką wiary... westchnieniem
jak długo można czekać na ciepło...
bliskiego ciała
które ma nadejść znikąd...
gdy mocno będziesz ufała...

Nie pozwól się ogarnąć świata
brudnej stronie
zaciśnij ufające w ludzką miłość dłonie
i śnij o uczuciach... szczerych...
najpiękniejszych...
o słowach niby prostych ale...
najtrudniejszych...
o dwóch wyrazach które tak ciężko wymówić otwarcie...
które najbardziej bolą gdy słyszane...
w żarcie
Śnij o motylach sklejonych...
uczucia skrzydłami... i wstawaj...
z uśmiechem...
pokrytym ich pocałunkami

Gdzieś za ścianą nadziei pewnie
śpi uparcie czekając na Twój dotyk...
i oczu otwarcie...
Ktoś na widok kogo pęknie snu cięciwa...
i przy Kim... będziesz naprawdę...
szczęśliwa...

***
Nie ma Cię

Czuję Cię...
przenikasz piaskiem przez palce
moich rąk
Dalej i szybciej
Ucieczką w bezkres wątłych słów...
W obłokach dymu giniesz...
Zapachem tego nałogu...
Swetrem otulasz istnienie...
Miękkością srebrnej zapalniczki...
Zniewalając duszą ciało...
Przejrzystą szklanką myśli...
Tchnieniem tamtego wieczoru...
Brzmiącym tembrem głosu...
Tym ufnym inaczej spojrzeniem...
Niebiesko...
Odeszłaś śladem duszącego dymu...
Nocą listopadową...

***
Nieważna

Więc dowidzenia, do widzenia, dowi dzenia
światełko rozswietla mrok
więc dozobaczenia, do zobaczenia,
dozo baczenia
szybszy staje się krok
więc już nie bedzie krzyku...
obawy i strach topiąc w przemocy
więc pragnę radości ryku
w bezładnej głupiej niemocy
wrażenie że śmierć jest wolnością...
wrażenie że zło powinnością
mniemanie o kresie końca...
marzenie o Błysku Słońca

***
Poplątane

Soczystym sokiem...
spływasz w głębię oceanu
tonąc w niepojętym fragmencie własnego ja...
Każdą kroplą jesteś coraz bliżej...
I coraz dalej zarazem
Nie wzrusza Cię szum fal... i strach
Przytulona między zmiennymi nurtami dosięgasz stopami dna...
Miękki piasek wcina się w palce
samotny pęd oplata soczystość... wody
Świeżością zgniłej zieleni
Dźwiękiem taniego zmysłu odrzucasz strach
Ginąc niepoznanym smakiem... ulic
Podwodnych ścieżek...
Podniebienie poruszone... dotykiem
ust
Dwa pejzaże w jedno...
zieleń i szarość...
chłodnym podmuchem spojrzeń rozdzielają się...
Chwilą słabości rozgarniasz...
ciemną słomę...
Poprawiając rozmyte wodą kształty
Smakując powoli sok...
łyk za łykiem zaczynasz rozumieć...
lekko podnosisz głowę sprawdzając...
jak głęboko...
czy dasz jeszcze radę... ramionami
wypłynąć z tej matni...
soczystym sokiem...
wypływasz z głębi oceanu...
tonąc w niepojętym fragmencie...
INNEGO JA
ciszą...

***
Poszerzając uśmiech

Kiedyś nie będzie tak...
wiesz... wiem... wiemy...
spadnie deszcz... i łapiąc stopa zmokniesz
zetrzesz z twarzy resztki pudru...
tusz spłynie
poszerzany uśmiech wcale nie cieszy...
mokro i smutno
to już nie deszczowa piosenka
nie będzie skoku po kałużach
dziś nie stać Cię na buty
zziębnięta w świetle reflektorów
przykro... że tak się uśmiechasz...
sympatia kierowców...
wykrzywiasz mięsnie twarzy...
uśmiech drwi i nie płacze...
chłód zaciska zęby...
klakson przyprawia o łzy
wsiadasz... rozkładasz nogi...
czekasz aż komuś ulży...
wyciągasz dłoń po pieniądze
znowu mokniesz na deszczu...
połykasz krople
zmuszasz twarz do jeszcze jednego wysiłku
kiedyś nie było tak...
stałaś w słońcu... niczego nie oddawałaś...
paliłaś wolnego papierosa... za
pieniądze rodziców...
nie wiedziałaś co to...
poszerzany uśmiech...
nikt nie drwił...
brak reakcji na klakson
A teraz... rozkładaj nogi...
buty...
Ubierz
Swój
Uśmiech..."

***
Różnica

Między ja a ja
podmuchem niedoścignionego wiatru
kropla deszczu konająca na parapecie
między mgłą i światłem
wznosząc się we śnie wysoko
chmury ciasno zbite... lód
rażąca oczy biel
przesłaniąc wzrok lekką powłoką
znikam w bezmiarze bezładu
rozwijam skrzydłą mroku
bezszelestnie niknąc w milczeniu
łącząc niepołączone elementy
delikatny wiatr...
przeszywający dreszcz
miękkość zniewala...
powietrza wtula się w myśli
niepokorny sen...
rozdziera wnętrze
mocą niepokonanego trwania
wbrew wszystkiemu
dla... lotu...
nad promieniami"

***
Zamknięte

Dziękuję Ci że jesteś...
dziękuję Ci że byłaś...
dziękuję że minęłaś
i że mnie nie zabiłaś!

Dziękuje za tamto "spierdalaj"
Dziękuję że zdradziłaś
Dzięki że zaufałam
A Ty tę ufność zniszczyłaś

A teraz Skarbie żegnam
Nie myśląc więcej o Tobie
Zamknęłam stary rozdział
Zostając sama dziś w sobie

Nie jestem z nikim więcej
I chyba już nie będę
Ale nitkę Ariadny z tego kłębka wciąż przędę
I kiedyś wstanie słońce
Paletą barw moja tęcza
I zjawi się ktoś komu kolejne chwile
Z uśmiechem będę poświęcać

Będąc oazą szaleństwa
Niepokornego spokoju
Zamykam myśli w naręczach jasnego dzisiaj pokoju
Oddechem chwili jedynej
Co przecież nigdy nie wraca
Życie... obsesją mknie... tempem swej farsy... zatraca

By tkwić w jego półcieniach...
Roztapiać iluzję w marzeniach...
Zachwytem spoglądać przed siebie...
Nawet gdy nie ma już
Ciebie:)
Data publikacji w portalu: 2003-07-29
« poprzedni wiersz następny wiersz »
  WIERSZE VISION  
  NOWE WIERSZE  
  KONTAKT  

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

  NASZA TWÓRCZOŚĆ  

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

  NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI  

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

Wyszukaj w portalu:

Na skróty:

Ostatnio komentowane:

info RED CUBE PRIVATE CLUB
anna_s ten klub jest jeszcze otwarty ? opinia dodana 2014-09-23 13:12:54
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Kiedy kobieta kocha kobietę - A.Długołęcka, A. Engel-Bernatowicz, A. Kramm, A. Weseli
Mam sentyment..dostałam do edukowania i poczytania od Tej

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2014