Po co ćwiczysz? Przecież jesteś chuda…

Nie uprawia żadnego sportu, wcina jak szalona, a mimo to Aida Edemariam jest tak szczupła, że niektórzy podejrzewają ją o anoreksję. Aida nie jest anorektyczką, ale czy jest w dobrej formie? Oto jej opowieść:
Nie tak dawno szukałam nowego studia fitness, żeby zapisać się na ćwiczenia. Będąc osobą z natury mało aktywną, zajrzałam w tym celu do internetu, gdzie na jednej ze stron natknęłam się przypadkowo na kalkulator sprawności fizycznej. Dowiedziałam się, że przy 161 cm wzrostu i wadze 47 kg mam niedowagę (na podstawie wskaźnika BMI), przy czym moje tempo metabolizmu okazało się dobre (choć nie mam pojęcia, jak udało im się to ustalić na podstawie obwodu mojego nadgarstka). Za to wszystkie studia fitness obiecują mi udzielić „niezbędnego wsparcia”. Otóż, aby uporać się z moim problemem, wystarczy tylko do nich przyjść „i poprosić jednego z pracowników o pomoc i radę w stworzeniu programu utraty wagi, dopasowanego specjalnie dla moich potrzeb”.

Hmm. Trochę za dużo w tym wszystkim sprzeczności. Zgadza się za to jak najbardziej z ogólnym wyobrażeniem, czemu mają służyć studia fitness. Masz tam stracić zbędne kilogramy, zmieścić się później w sukienkę, i tak dalej. Ale co, jeśli nie masz zbyt wielu kilogramów do stracenia? Co miałabyś tam robić? „Chudy”, według powszechnego przeświadczenia, znaczy to samo, co „sprawny fizycznie”.

Szczupłość to dziś wielka cnota.(…) Świadczy o dobrej samokontroli, klasie, aspiracjach. Gdy chęć bycia chudym tyranizuje społeczeństwo, fakt, że mi akurat przychodzi to tak naturalnie – mimo że jem zupełnie normalnie (mój zwykły lunch w tygodniu to pieczeń ze wszelkimi dodatkami) - czyni ze mnie jakiegoś oszusta. A poza tym moje zapewnienia, że czuję się koszmarnie niesprawna i uważam, że naprawdę muszę zacząć ćwiczyć jeszcze w tym tysiącleciu, jest niekiedy odbierane niemal jak osobista zniewaga. Już się pogubiłam w liczeniu, ile razy spotkała mnie odmowna odpowiedź w rodzaju: „Ćwiczenia? Proszę na siebie spojrzeć. Pani ich nie potrzebuje!” Przepraszam bardzo, ale pozwólcie, że to ja zdecyduję, co mi jest potrzebne. Czasem trudno w takich sytuacjach zachować spokój. Może faktycznie jestem jakaś wyjątkowa i nie muszę robić nic.

Jednak - jak ostatnio słyszę - bycie szczupłym wcale nie jest oznaką dobrej kondycji fizycznej ani zdrowia, ale od razu świadczy o anoreksji. Wydaje się, że ludzie czują wręcz, że robią coś pożytecznego, stale sugerując mi, że może jem zbyt mało, a nawet że cierpię na zaburzenia odżywiania. Kiedy zaś protestuję, dostarczam im tylko dowodów na swój niezdrowy stosunek do jedzenia.(…)

Przez kilka ostatnich miesięcy chodziłam ćwiczyć - to dużo powiedziane, w sumie udawało mi się to raz na dwa tygodnie – i byłam zszokowana efektami, które dało się odczuć już na tych kilku schodach, jakie codziennie pokonuję. Naukowcy z Instytutu Badań Aerobowych im. Coopera w Dallas przyglądali się ostatnio zależnościom pomiędzy wagą a stanem zdrowia (aktywnością, wydolnością sercowo-naczyniową i metaboliczną) u ponad 70 tysięcy osób. Odkryli, że waga nie jest dobrym wskaźnikiem ogólnego stanu zdrowia czy też ryzyka zgonu.

Według tych badań, otyli mężczyźni, którzy ćwiczą regularnie, są narażeni na mniejsze ryzyko wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych niż panowie szczupli i niesprawni fizycznie. Co więcej odsetek zgonów wśród ludzi, którzy są chudzi, ale bez formy, jest dwa razy większy niż u otyłych, lecz sprawnych fizycznie. U ludzi z niedowagą występuje większe ryzyko osteoporozy i szybszego starzenia się, szczególnie jeśli dodatkowo stosują drakońskie diety. Są też bardziej podatni na choroby.

Skutkiem ekstremalnych diet może być też depresja. Odrzucając kościsty ideał piękna Paul Campos, autor „Mitu otyłości”, stwierdza stanowczo: „Nie ma istotnych medycznie dowodów na to, że dwie kobiety tego samego wzrostu nie mogą ważyć odpowiednio 40 i 80 kg, przy czym obie zachowują optimum wydolności sercowo-naczyniowej i metabolicznej oraz doskonałe zdrowie ogólne”. Tym sposobem wybito mi z głowy znaczenie wagi dla mojego zdrowia. Byłam jednak ciekawa, jak w świetle kryteriów naukowych przedstawia się moja sprawność fizyczna. Czy moje głębokie poczucie cherlactwa to tylko złudzenie? Czy naprawdę mogę bezkarnie siedzieć za biurkiem po 10 godzin dziennie? Czy można - w ogóle nie ćwicząc – być chudym, sprawnym i zdrowym?

I tak postanowiłam wybrać się do pewnego klubu fitness czynnego 24 godziny na dobę. Już na samym początku odczułam pewną niedogodność związaną z tym, że odmówiłam sobie porannej kawy, która mogłaby zafałszować wyniki. Ból głowy narastał przez cały ranek i w końcu z trudem słyszałam, co mówił do mnie mój osobisty trener. Zmierzył mi puls. 74 na minutę - trochę poniżej przeciętnej. Osoby sprawne fizycznie osiągają wartości około 60. Rekordzistą jest pięciokrotny zwycięzca Tour de France, Miguel Indurain, u którego puls w spoczynku wynosi 28 na minutę. Ja z pewnością nie pobiłam tu żadnego rekordu.

Następnie mój trener zmierzył mi ciśnienie krwi (było w normie) i szczytowy minutowy przepływ wydechowy. Należało szybko wydmuchnąć powietrze do „analizatora oddechu”, który na tej podstawie zmierzył objętość moich płuc – 390 litrów/minutę. Bez rewelacji. Potem kolejne spotkanie z moim BMI, tym razem wyliczonym przez jakąś wymyślną maszynę – wyszło 18,1, a norma wynosi 20-25. Najwidoczniej muszę przytyć jakieś 7 kg. Jak mówi mój trener, problem z BMI polega na tym, że to bardzo nieprecyzyjne narzędzie. Może być wskaźnikiem dla polityki rządu w obecnej walce z nadwagą, ale niestety nie bierze pod uwagę sprawności fizycznej, budowy kości czy składu naszego ciała, czyli po prostu ogólnego stanu zdrowia. Według tego wskaźnika, wielu zawodowych sportowców jest otyłych.

Z drugiej strony ja mam drobnej budowy kości i niezbyt wiele mięśni. A stan moich mięśni też nie jest najlepszy: test wytrzymałości - polegający na przykucnięciu pod ścianą i uniesieniu jednej nogi oraz utrzymywaniu jej w górze tak długo jak to możliwe - nie przyniósł sukcesów godnych wspominania. Badanie składu organizmu dzięki zastosowaniu niewielkiego prądu przepływającego przez ciało (tłuszcz stawia prądowi większy opór niż mięśnie) odkryło o mnie inną prawdę. Okazało się, że 70,2 procenta mnie jest chude, natomiast 29,8 procenta stanowi tłuszcz, czego - jak mówi dyplomatycznie mój trener - „nikt by się nie spodziewał”. Jednak tablice norm są bezlitosne: 29,8 procenta tłuszczu kwalifikuje do kategorii „otyli”. Wartości „dopuszczalne” u ludzi po trzydziestce to 23-27 procent, natomiast kategoria „szczupli”, w której można by przypuszczać, że ja powinnam się znaleźć, mieści się między 14 a 22 procent tłuszczu w ciele. Te wyniki zdecydowanie lepiej oddawały to, co czułam, wchodząc po schodach.

Kolejne testy pokazały jednak, że jest jedna rzecz, w której jestem bezsprzecznie dobra – sięganie do palców u stóp. Według tablic norm jestem lepsza niż nawet bardzo giętki siedemnastolatek. Hura! Przypomnę to sobie następnym razem, kiedy nie dobiegnę do autobusu. - Czy jestem beznadziejnie niesprawna? –zapytałam mojego trenera. - Nie, nie mogę tak powiedzieć. Ale z całą pewnością jest dużo do zrobienia. Poleciłbym ci przybrać nieco mięśni. Można to osiągnąć dzięki ćwiczeniom wytrzymałościowym. Takim, które zaangażują więcej niż tylko jedną grupę mięśniową. Ćwiczenia budujące masę mięśniową też są dobre, nie mają na celu jedynie podnoszenia ciężarów, ale również poprawiają wydolność. Przynajmniej 20 minut ćwiczeń trzy razy w tygodniu - poradził.

Teoretycznie zatem nie ma powodu do natychmiastowego bicia na alarm. Mogłabym nadal nie robić nic. Ale tak naprawdę brakuje mi tych wszystkich rzeczy, które dają ćwiczenia - gotowości do działania, apetytu, energii. Im dłużej bez nich żyję, tym gorzej się czuję. Teraz może nic szczególnie złego się ze mną nie dzieje, ale czuję się rozbita, bez energii, sflaczała. I jestem tak samo wątła jak inni, bo obwisłe mięśnie to obwisłe mięśnie - nieważne, czy jest ich 30 czy 300 kilogramów, mięśnie potrzebują odpowiedniego napięcia. Dlatego dołączę do ćwiczących tłumów, żeby żyć dłużej, czuć się zdrowiej, spać lepiej - ale nie po to, żeby schudnąć.
Aida Edemariam
Data publikacji w portalu: 2006-11-13
Źródło: The Guardian
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 0 /głosów: 0
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

zawirowanie2008-04-25 18:36
najważniejsze to czuć się dobrze i zdrowo we własnym ciele. Nigdy nie znosiłam przymusowych ćwiczeń na zajeciach z wychowania fizycznego, a teraz sama mobilizuje się do treningów-świetny sposób na relaks i dobre samopoczucie:)


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NAPISZ DO NAS

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

Ostatnio komentowane:

opowiadania_erotyczne Kino
dorja To jest fajne :P opinia dodana 2020-08-31 00:16:42
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Muskając aksamit - Waters Sarah
Czytałam i później widziałam film BBC. Polecam obie wersje, a na deser \" Złodziejkę\" \r\nFantastyczne...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2020