Snując FAIR

Chcemy doprowadzić do zmiany, w której działanie w ruchu feministycznym, będzie doświadczeniem pozytywnym, dodającym energii i wiary we własne siły oraz potwierdzającym sens działań na rzecz równych praw kobiet i mężczyzn. - 'Ulica Siostrzana'

Jadę na FAIR

Upalny poniedziałkowy poranek w Warszawie. Zatrzymuję się na stacji benzynowej, z której mam zabrać nieznaną mi dotąd Agnieszkę. Znaki rozpoznawcze – czarne dready i czerwony plecak. Agnieszka okazuje się wesołą, bardzo otwartą i... w przeciwieństwie do mnie, rozgadaną osobą. Obydwie po raz pierwszy jedziemy na FAIR, czyli Feministyczną Akcję Rekreacyjno-Integracyjną. Obydwie wiemy, ja z relacji z zeszłorocznego obozu przeczytanej w Zadrze, Agnieszka z opowieści koleżanek, które tam były, że będzie fajnie. Ale żadna z nas nie podejrzewa, że aż tak.

Hmmm... jakby to powiedzieć...

Po drodze daję się wciągnąć w rozmowę o wszystkim. Dowiaduję się między innymi, że Agnieszka właśnie skończyła studia na tej samej uczelni i na tym samym wydziale, co moja dziewczyna, że przez ostatnie pięć lat mieszkała w mieście, w którym ja spędziłam chyba większość weekendów. Tu zaczynają się schodki. Jak to powiedzieć? Agnieszka jest młodą feministką, jedziemy na obóz, na którym mają się odbywać między innymi warsztaty dla lesbijek, to ona jest w moim samochodzie, a nie na odwrót... czego się obawiam? A jednak przez gardło mi nie przechodzi. „Naprawdę? Moja koleżanka tam studiowała... przez ostatni rok spędzałam tam każdy weekend! W jakich celach? No... no... w towarzyskich /kurcze, co za przypał, trzeba być nieźle zdeterminowanym, żeby pruć 350 km co tydzień, żeby się zabawić/”... Porażka. Przecież WIEM, że byłoby ok, dlaczego kłamię? Jestem zła sama na siebie.

Osiołkowi w żłoby dano...

Dojeżdżamy na miejsce. Brukowaną drogą przez las. Cztery domki i nasz ośrodek - ot, cała wieś – Faltyjanki (co za wdzięczna, kobieca nazwa!) Mamy tu spędzić dwa tygodnie, uczestnicząc w wybranych przez siebie warsztatach, a w przerwach – wylegiwać się na słoneczku i pływać w jeziorze. Przy wejściu witają nas dziewczyny z Ulicy Siostrzanej, czyli organizatorki obozu. Dostajemy świeży, zaktualizowany plan zajęć. Mamy wybrać, w których warsztatach chciałybyśmy uczestniczyć. I tu mam /pewnie jak większość uczestniczek/ poważny problem. Co wybrać i jak ustawić sobie plan, żeby uczestniczyć w jak największej ilości interesujących mnie warsztatów? Czy wybrać Ogród twórczości, czy Warsztaty baśniowe? Warsztaty literackie czy Warsztaty dla lesbijek? Historię kobiet, czy Kobiety w kulturze i religii? A może Przeciwdziałanie przemocy? Co mnie czeka na warsztatach dla lesbijek? Może tylko kolejne dyskusje na tematy, na które już tyle razy rozmawiałam? Więc może lepiej wybrać Warsztaty literackie albo „Ciało”? Idę zapytać, co będzie na warsztatach dla lesbijek. „Sama jestem ciekawa. Zapytaj prowadzącej. Przyjedzie jutro rano.” – odpowiada Agata z Ulicy Siostrzanej.

Sama?

Przyjechałyśmy wcześnie, żeby jak najszybciej uciec z miasta, jesteśmy więc jednymi z pierwszych, które dotarły na miejsce. Poniedziałek jest dniem wolnym. Zajęcia zaczynają się dopiero jutro. Namioty rosną jak grzyby po deszczu. Agnieszka okazuje się niezwykle kontaktowa. Wita wszystkie dziewczyny, które rozbijają się w pobliżu i po chwili już wszystkie są jej przyjaciółkami. Trochę jej zazdroszczę, ale... biorę się do czytania książki. Znając swoje możliwości przywiozłam ze sobą dwie książki. Liczę też na biblioteczkę, która ma działać w domku nr 1. Jeszcze nie wiem o tym, że na FAIR nie przeczytam ani strony, bo... ani przez chwilę nie poczuję się tak, jakbym przyjechała tu sama.

Początek

Na początek Warsztaty baśniowe. Wprawdzie czytałam Biegnącą z wilkami, więc wydaje mi się, że mniej więcej wiem, o co chodzi, ale.. no cóż. Tak mi się tylko wydaje. Zaczyna się. Siedzimy w kręgu, na wolnym powietrzu, pod drzewem. Prowadząca zajęcia Agnieszka czyta baśń o Kopciuszku. Ale nie tą, którą nam mamy opowiadały nam w dzieciństwie, tylko jej pierwotną wersję, w której macocha obcina swoim córkom pięty i palce, żeby wpasować stopę w bucik. W tej baśni jest tyle archetypów i symboli, że starcza ich na dwugodzinną dyskusję. Pod koniec pada pytanie „W którym miejscu baśni jesteś w tej chwili?”. I tu się dopiero wszystko zaczyna. Magda opowiada o swojej mamie. Rozklejam się. Stają mi przed oczami relacje z mamą i... po prostu pękam. Nie mogę powstrzymać łez. Zaczynam mówić. Nie wszystko, oczywiście że nie.

Po zajęciach już wiem. Pędzę zapisać się na Warsztaty dla lesbijek. Prowadzi je ta sama kobieta, co baśniowe. Już nie muszę się pytać, co będzie. Na liście jest kilka nazwisk. Fajnie, bo do wczoraj wieczorem było tylko jedno. Jak się później dowiedziałam, dziewczyny wpisywały się na listę wieczorem, ukradkiem, kiedy inne nie widziały. Tym bardziej, że nad listą zawisła informacja, że na warsztaty zaproszone są TYLKO lesbijki.

Na warsztatach baśniowych mówię o różnych rzeczach. O moim byłym małżeństwie, które okazało się jedną wielką porażką, o mamie... ale nie o swojej dziewczynie. O nie. A przecież właśnie ten aspekt mojego życia jest najważniejszy. Ona jest dla mnie najważniejsza. A o niej... ani słowa. Słucham opowieści innych kobiet. Najmniej mówi drobna brunetka. Na ostatnich zajęciach rysujemy mandalę, w której mają się znaleźć ziarenka oddzielone od popiołu, czyli te rzeczy, które chcemy w sobie pielęgnować, które chcemy, żeby rosły. W mojej mandali zamalowuję na żółto duży obszar. To jest moja sfera miłosna. Kobieta, którą kocham. Później, opowiadając pozostałym uczestniczkom zajęć o tym, co jest w środku, używam sformułowania „Osoba, którą kocham”. Kasia, małomówna brunetka, jest odważniejsza. W jej mandali jest tylko jedna rzecz, a w zasadzie osoba – w spódniczce i z czarnymi warkoczykami.

Na zakończenie losowo dzielimy się na czteroosobowe grupy. Mamy być dla siebie dobrymi siostrami. To nie jest trudne, bo już jesteśmy bardzo ze sobą zżyte. Podzielić się przemyśleniami z zajęć, podsumować, podzielić tym, co dla nas najważniejsze. Wszystkie trzy moje siostry są starsze ode mnie. I w końcu, po raz pierwszy, mówię głośno, i to w obecności kobiety, która przypomina mi trochę moją mamę, „jestem z kobietą”.

Manifa

Między zajęciami dzieją się najrozmaitsze rzeczy. Dzieje się tak dużo i tak interesująco, że nie mam czasu iść nad jezioro. Tu dziewczyny oglądają film, tam trwa jakaś dyskusja, spotkanie, niezaplanowany warsztat. Jedne malują podkoszulki, inne idą zbierać zioła, a jeszcze inne... przygotowują manifę!

Nie wiem dokładnie, jak wpadły na ten pomysł. Podobno oglądały jakiś film... w każdym razie robią transparenty, zbierają plastikowe butelki i patyki, żeby robić dużo hałasu, składają z papieru łódeczki - „langenorciki” z adresem strony internetowej, do rozdawania przechodniom... Przygotowania trwają jakieś dwie godziny. Potem jedziemy do najbliższego miasta, czyli do Ostródy. Jest nas trzydzieści pięć, a hałasu robimy za sto. Mamy bęben, plastikowe butelki, gwizdki i mocne struny głosowe. Parę razy przejeżdża koło nas policja i straż miejska, ale nie reagują. Maszerujemy dookoła miasta drąc się w niebogłosy. Gosia, wysoka blondynka, niesie zrobiony przez siebie transparent „Dopóki lesbijki nie będą wolne, kobiety nie będą wolne”. To hasło rozbraja mnie chyba jeszcze bardziej, niż skandowane „Ostróżanki, chodźcie z nami!”. Na koniec docieramy na plac z fontanną, na której trzy syrenki trzymają się za ręce. Na postumencie dziewczyny przyczepiają swoje transparenty. Jak te syrenki teraz wyglądają! Z tym hasłem o wolnych lesbijkach... Jeszcze tylko odtańczenie tańca dookoła fontanny, zbiorowe zdjęcie i wracamy do domu.

Warsztaty dla lesbijek

W trakcie trwania FAIR wyłaniają się powoli pary. Dziewczyny zaczynają chodzić trzymając się za ręce, przytulają się przy ognisku. Już czuję się zupełnie swobodnie. Rozmawiam ze wszystkimi o wszystkim. Bez zmieniania „moja dziewczyna” na „moja koleżanka”. Bez ograniczeń. Zresztą... Dagi ma przyjechać do mnie za kilka dni. Czekam na nią z niecierpliwością. Chciałabym, żeby poczuła ten niezwykły klimat, który tutaj panuje. Żeby znalazła się chociaż na chwilę wśród stu kobiet, których entuzjazm i siła staje się źródłem napędzającym energię pozostałych.

Drugi tydzień obozu. Rano Wen-Do, czyli samoobrona dla kobiet, wieczorem Warsztaty dla lesbijek. Już wiem, kto będzie w nich uczestniczył. Chyba wszystkie zdążyłam już poznać. Grupa jest mała, ale za to jaka rozpiętość charakterów i środowisk. Dwie dziewczyny z Warszawy, które już po pierwszych zajęciach opuszczają grupę, bo... jadą na występy jako drag kings, para z Koszalina która na co dzień jest kompletnie poza środowiskiem, osiemnastoletnia Ania, która twierdzi, że u niej w liceum geje i lesbijki stanowią większość /???!!!/, Gosia z Niemiec, czyli jak dla nas - zupełnie z innego świata, Manu /ojej... nie mam pojęcia jak się pisze to imię/ z Francji, oraz Kasia z Warsztatów baśniowych i jej dziewczyna z mandali. Z warkoczykami. No i prowadząca. Agnieszka. Po prostu rozmowa. O wszystkim. O słowie „lesbijka” i o tym, dlaczego lubimy lub nie lubimy je wymawiać, o dzieciach, o związkach, o strachu przed przemocą. Dziewczyny opowiadają swoje historie. Karolina mówi tak pięknie, że po raz kolejny ryczę jak bóbr. Gosia uświadamia nas, jak robić dzieci metodą domową, ale bez stosunku z facetem. Manu głównie słucha. Nie mówi po polsku. Ania dla niej tłumaczy.

Dagmara

Przyjechała. Wreszcie. Obóz ma się ku końcowi, odbywają się ostatnie zajęcia, niektóre dziewczyny już powyjeżdżały. Ale jednak jest nas jeszcze całkiem sporo. Przedstawiam ją każdej, którą napotykamy: „To jest Dagmara. Moja dziewczyna”. Obiad. Warsztaty przełożone na jutro. Agnieszka się rozchorowała. Postanawiamy same zrobić sobie warsztaty, przy... grze w remika. Karty, spacer nad jezioro, kąpiel, wieczorem ognisko. Zachowujemy się swobodnie. Czasem trzymamy się za ręce, czasem drobne czułości... stęskniłyśmy się. Obejmujemy się czule... przy ludziach! Przy kobietach w wieku mojej mamy i przy biegających wszędzie dookoła dzieciach. Nikt nie zwraca na to specjalnej uwagi. No, może oprócz małego Piotrka, który jest strasznie ciekawski i którego wszędzie pełno. „Kto to jest? Twoja dziewczyna?” – pyta zupełnie naturalnie.

Moje ciało, czyli całun faltyjański

Ekspresja wizualna, czyli zajęcia pomagające wyzwolić siły twórcze. Robimy różne ćwiczenia. Od wizualizacji po malowanie własnego nastroju albo muzyki. Na koniec Matylda rozkłada wielkie płótno. Mamy namalować coś wspólnie. „Ale co?” „I jak?” „Każda po kawałku, czy może wszystkie razem?” „Tak, lepiej razem.” „Może na początek poodbijamy ręce i stopy, a potem domalujemy resztę?” „Dlaczego tylko ręce i stopy? Ja się mogę rozebrać, pomalujecie mnie i odbijecie całą.” Mój pomysł wzbudza entuzjazm. Malują mi nogi, piersi, dłonie, brzuch, a nawet uszy. Dziewczyny ogromnie przeżywają to malowanie. Ja też, choć trochę mniej, bo zimno mi jak cholera. Odbijamy. Nie wychodzi, w niektórych miejscach farba za bardzo wyschła. Owijają mnie płótnem i malują je z drugiej strony. Dzięki temu płótno nasiąka i powstaje dwustronny obraz. Coś na kształt całunu turyńskiego, tylko z kobietą. I bardzo kolorowy. Po zajęciach rozwieszamy płótno między drzewami, żeby wyschło. Opowiadamy o swoich przeżyciach z tego malowania. „Miałam świeczki w oczach. Pierwszy raz w życiu dotykałam ciała innej kobiety.” – mówi jedna z dziewczyn.

Normalny świat

Nie chce nam się jechać do domu. Mamy jeszcze cały weekend. Jedziemy do Torunia odwiedzić koleżanki. Przed blokiem czekamy na nie parę minut. Nagle słyszymy za sobą dziecięce głosy: „Lesbijki! Lesbijki! Zobaczcie! W tym białym fiacie!”. Jeżdżą na rowerach dookoła samochodu drąc się, jak opętane. Nic nie robiłyśmy. Nawet się nie dotknęłyśmy... No cóż. Już nie jesteśmy na FAIR. Jesteśmy w „normalnym” świecie...


„Ideą przewodnią, która będzie towarzyszyć wszystkim działaniom podejmowanym przez Ulicę Siostrzaną, jest chęć włączenia szerokiej grupy kobiet, dotąd marginalizowanych (np. matki z dziećmi, osoby z małych ośrodków miejskich i wiejskich, itd.) w tworzenie masowego ruchu kobiecego w Polsce. Naszym działaniom będzie przyświecać idea otwartości, partnerstwa i pluralizmu.

*Niektóre imiona zostały zmienione
Kraska
Data publikacji w portalu: 2003-09-04
DRUGA WIELKA FEMINISTYCZNA AKCJA REKREACYJNO-INTEGRACYJNA FAIR
4 – 17.08.2003
dwutygodniowe warsztaty dla 100 kobiet i 30 dzieci, pod namiotami, na Warmii.
Program FAIR 2003:
Warsztaty Wen Do, Warsztaty taneczno-ruchowe, Historia kobiet, Poród – opowieść i doświadczenie,
Feminizm – teoria i historia, Angielski na tekstach feministycznych, Warsztaty baśniowe, Kobieca organizacja pomocowa w tradycyjnym systemie pomocy, Przeciwdziałanie aktom przemocy ze względu na orientację seksualną i płeć, Prowadzenie telefonu zaufania dla kobiet, Powrót do ogrodu twórczości, Ekspresja wizualna, Przemoc wobec kobiet – praktyka, upełnomocnienia, Kobieta – kultura i religia, Warsztaty pracy z głosem, Warsztaty literackie, Survival, Feminizm a polityka – kobiece interwencje w sferę publiczną, Warsztaty dla lesbijek, Głos i jego tajemnice, Joga, Tai-chi, Warsztaty z robienia własnych rysunków i nadruków na koszulkach, Warsztaty wspomagające proces uczenia się według metody Demnisona, projekcje filmowe, spotkanie z Agnieszką Graff.
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 0 /głosów: 0
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

azyjka012008-07-15 12:31
Brakiem tolerancji jesteśmy obdarzeni genetycznie,niestety.W zwiazku z tym musimy się jej nauszyc i to nie tylko w kwestii orientacji seksualnej.To mi sie właśnie nasunęło po przeczytaniu powyższego artykułu.Przede wszystkim jednak zachciało mi się bardzo, ale to bardzo znalezc w tak magicznym miejscu, gdzie kazdy może byc sobą.Faltyjanki.....juz sama nazwa mówi dużo, dlaczego właśnie tam?Jeśli będą jeszcze wolne miejsca, to JADĘ.


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NAPISZ DO NAS

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

  ZOBACZ TAKŻE  
  MANIFA ARCHIWUM  

Ostatnio komentowane:

80kobiet Sharon Stone
Sapioseksualna Moja szczenięca miłość 🙃 opinia dodana 2021-09-30 01:38:37
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Widoki Londynu - Woolf Virginia
Jest książka a nie ma opisu
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2021