Być na Europride

Ponieważ mieszkam na prowincji, nie byłam na Europride, chociaż chciałam. Jedyne, co udało mi się zobaczyć, to panel Leszkowicza w Muzeum Narodowym w niedzielę na tydzień przez paradą, oraz nasz własny panel literacki dzień później.
Izabela Filipiak
Izabela Filipiak
Po czym przekonałam się rozsądnie, że mam listę spraw nie cierpiących zwłoki, a spędzenie siedmiu godzin w pociągu o nazwie Express InterCity z popsutą klimatyzacją po to, żeby w w madryckim upale dojechać, jeszcze w tym samym tygodniu, do stolicy, do nich nie należy. Dawno tak bardzo nie żałowałam rozsądnej decyzji. Skończyło się na tym, że co pół godziny zaglądałam na stronę gazety.pl i oglądałam to, co "Gazeta Wyborcza" uznała za warte dokumentacji pod hasłem "Europride: Relacja na żywo", czyli marsze faszystów.

A przecież ważne sprawy naprawdę czekały. Na przykład gdy wróciłam z naszego literackiego panelu (a był to już wtorek wieczór w Gdyni, bo powrót zajął cały dzień), oczekiwała już na mnie na facebooku wiadomość od Małgorzaty. Dostała się na studia w Gdańsku i dlatego komisja rekrutacyjna domaga się od niej teraz świadectw chrztu, szczepienia na ospę, oraz ukończenia szkoły średniej. Wszystkie te dokumenty w formie oryginalnej trzeba przedstawić wraz z oryginałem dowodu, jak i jego kserokopią pod groźbą usunięcia z listy do piątku. Ponieważ szczęśliwie byłam na miejscu, mogłam w środę wieczór wybrać się pod dom towarowy Batory i odebrać kopertę zawierającą wyżej wymienione dokumenty od jednej pani, która wracała do rodziny i dlatego przewiozła je z Oslo do Gdańska samolotem. W czwartek zaś mogłam je dostarczyć je komisji rekrutacyjnej na dziennikarstwie, gdzie młodzi ludzie w modnych strojach uwijali sie zupełnie jak ich niemodnie ubrane poprzedniczki sprzed trzydziestu lat, akceptując lub odrzucając papiery stojących w kolejce aplikantów, jakby nigdy nikt tu nie słyszał o nastaniu epoki komputerowej.

Na ich widok od razu zrobiło mi się lepiej. Gdybym spędzała czas w Warszawie chodząc od Pride House do Lambda Cafe, Małgorzata nie zapisałaby się na studia. Nie ma więc co żałować, że nie jestem na Europride.

Z drugiej strony jestem kompletnie pewna, że dojechałabym na Europride, gdybym akurat mieszkała w San Francisco, czy Honolulu, w Australii, bądź na Antarktydzie. Może chodziło o to, iż moja dziewczyna sądziła, że impreza o nazwie Europride odbywa się w Warszawie co roku. Dlatego postanowiła zostawić mnie samą w domu wśród książek, które chcę a nie muszę czytać. Faktycznie, miło jest docenić to, co praca wykładowcy ma do zaoferowania w wakacje: jest pensja, a nie ma studentów. Ale wszak te rozkosze nie uciekną. Za to najbliższa Europride w Warszawie nastąpi... no właśnie, kiedy? Członkowie Gay Male Chorus mają chyba ciekawsze sprawy w planie niż powrót do miasta, w którym wstrząsająca niegościnność władz idzie w parze z jawnym przyzwoleniem na to, by rozwydrzone grupy pseudopatriotów myliły uczestników gejowskiej parady z kibicami wrogiej drużyny piłkarskiej.

Rok temu, gdy wracałam do Polski, byłam przejęta, iż oto w wieku w końcu ciągle przedemerytalnym udało mi się osiągnąć to, co inni ludzie, jeśli nie pochodzą z patologicznych rodzin i z krajów ogarniętych pożogą wojenną, osiągają mniej więcej przed trzydziestką. - Wyobraź sobie, - mówiłam znajomej Bonnie, ciągle w Oakland. - Wrócę do Polski i będę tam miała pracę, dziewczynę, i dom.


Czułam się przy tym trochę jakbym mówiła: Polecę na księżyc, założę tam kolonię inteligentnych orchidei, i nauczę kosmitów tańczyć salsę. Jeszcze ciekawsze jest to, że po roku ciągle mam pracę, dziewczynę, i dom. Cała trójka zdaje się być ze mnie w równym stopniu zadowolona.

Wracając do Bonnie, to jest ona osiemdziesięciolatką, którą poznałam, gdy dochodziła do siebie po śmierci partnerki. Przyszła do mojej klasy twórczego pisania i zaczęła pisać całkiem niezłe superkrótkie opowiadania.Teraz, po roku, Bonnie posłała mi maila: "Nie każdej lesbijce udało się spędzić 50 lat w związku z jedną kobietą". Obliczyłam, że aby mnie się to udało, musiałabym dożyć tylko do 97 lat. Może i jest to trudne, ale wykonalne.

Ponieważ do końca lata mogę się z moją dziewczyną porozumiewać jedynie za pomocą telefonów i maili, powiedziałam jej przez telefon, że Małgorzata chce się ożenić. Weźmie ślub w Norwegii, bo tam wolno. - Pewnie, niech się żeni, niech się wszyscy żenią! - skomentowała moja dziewczyna z komiczną powagą. - See if I care!

Dokładnie tak się czuję, gdy myślę o Europride. Niech wszyscy jadą, niech się zapoznają, niech się pokazują. See if I care!

Bo w końcu chodzi tylko o to, by się pocieszać, że nie straciłam wiele nie mogąc obejrzeć spotkań odbywających się na trzech festiwalach poprzedzających Europride. Tym lepiej zapamiętam to, którego obejrzałam. Na panelu w Muzeum Narodowym Paweł Leszkowicz zapytał dyskutantów czy sądzą, że to dobrze, iż choć zniknął z mediów język homofobii, to został on zastąpiony trudną do określenia ciszą. Niby więc PO nie napada wystawy Ars Homo Erotica tak jak uczyniłby to PIS, ale też trudno tę ciszę jakoś sensownie zinterpretować.

Gdyby mnie ktoś zapytał, to powiedziałabym, że PO milczy, bo nie ma języka. Brak języka, oraz towarzyszące mu poczucie, że nie wiemy jak się wypowiedzieć, z czasem jednak prowadzi do irytacji. PO, milcząc i nie dbając o to, żeby nauczyć się innego języka, pozwala jednak na to, żeby homofobiczny język PiS-owski pozostał jedynym, który można usłyszeć w polityce. W ten sposób coś jest inaczej, ale nic się nie zmienia.

PO nie ma języka, bo nie nauczyło się języka praw człowieka, które każde dziecko w USA poznaje między siódmym a dziesiątym rokiem życia. Poważnie, każde amerykańskie dziecko uczy się, że dyskryminacja jest zła, bo prowadzi do takich zjawisk jak niewolnictwo. Polskie dzieci nie wiedzą dlaczego dyskryminacja miałaby być zła. Dlatego gdy dorosną, to milczą zażenowani, kiedy dziennikarz spostrzeże, że dzieci par gejowskich pewnie byłyby w szkołach źle traktowane. Dyskutant wychowany na  języku praw człowieka odpowiedziałby, że podobnie dyskryminowane były czarne dzieci w rasistowskim kraju, jakim USA było jeszcze w latach sześćdziesiątych, a jednak nikt nie twierdził, że najlepiej będzie, jeśli te dzieci wyrzekną się swoich rodziców. W państwach, gdzie współżyć muszą ze sobą różne kultury i różne wyznania, obywatele muszą nauczyć się języka praw człowieka, bo inaczej wszystko skończy się tak jak w byłej Jugosławii. W Polsce podobnie dobrym przykładem mogłaby się stać kwestia żydowska. Żydowskie dzieci od stuleci wychowywały się w Polsce i wyrastały na przyzwoitych ludzi, lecz gdyby polska kultura w międzywojniu była mniej przesycona antysemityzmem, tych dzieci byłoby dziś więcej. Dyskutant wychowany w duchu praw człowieka zareagowałby więc mówiąc, że to kultura powinna się zmienić, a nie dzieci ani ich rodzice.

Natomiast na panelu Autorka-Lesbijka: Pisanie, Społeczeństwo, Polityka, zestaw dyskutantek był urzekający: Marta Konarzewska, Anna Laszuk, Ewa Schilling, Ola Polisiewicz. Ani słowa nie udało się nam powiedzieć o PO czy o ciszy medialnej, czy o dyskursie praw człowieka, bo przez półtorej godziny zastanawiałyśmy się nad sobą, a szczególnie nad tym, co pojęcie autorka lesbijka dla nas znaczy (gdyby komuś jeszcze takie określenie przez usta przeszło i to nie w formie obelgi).
Czasem ludzie postępują mechanicznie, nie zastanawiając się nad tym, co robią, zgodnie z kulturowymi scenariuszami. Na przykład mieszkańcy Warszawy po prostu wiedzą, że nie należy dawać pieniędzy żebrzącym Rumunkom. Podobnie ludzie kultury posługują się scenariuszami, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Dlatego Leszkowicz pytał swoich dyskutantów o język polityki i zachęcał ich do rozejrzenia się wokół siebie. Natomiast skądinąd super mądra Ewa Majewska nie mogła zacząć inaczej niż zachęcając nas najpierw do tego żebyśmy rozważały, narcystyczne i jasnowidzące zarazem, własną kondycję. Ale też w końcu nigdy wcześniej takie rozważania nastąpić nie mogły. Dziesięć lat temu nas po prostu nie było. A tu proszę, każda autorka posługuje się inną formą, innymi środkami wyrazu. Jedna robi krytykę literacką, druga literaturę faktu, trzecia powieść. To wspaniałe móc nie tylko przeżyć, ale pomnożyć się i zacząć się od siebie różnić.

Powrót z Warszawy pociągiem bez klimatyzacji też nie był wcale najgorszy. Rozmawiałam z panem, który podobnie wracał do Gdyni, co można było zgadnąć: emanował zadowoleniem z życia i otwarciem na świat. Mówiliśmy o tym, jakim zaskoczeniem stała się dla nas ostatnia dekada, jaki to był hamulec. Jak sobie wyobrażaliśmy, że w roku 2010 już będzie po wszystkich przemianach kulturowych i gospodarczych. Jak wciąż nie rozumiemy tego, co się stało. Mówiliśmy o wszystkim, tylko nie o tym, po co pojechałam do Warszawy i w jakim panelu brałam udział. Widziałam, że mój rozmówca mnie lubi i nie chciałam psuć jego widocznie dobrego wrażenia na mój temat.

Możliwe, że jeśli w ciągu najbliższych pięćdziesięciu lat Europride znów zjawi się w Warszawie, to ja w końcu na nią dojadę. Może nawet dojdę na kolanach, żeby odpokutować za dzisiejszą nieobecność. Po torach, za pociągiem, albo skrajem autostrady, jeśli zostanie już zbudowana.

Tylko że zamiast kolejnej Europride chciałabym mieć prawo do małżeństwa zanim doczekam setki. Chyba już ze związku partnerskiego wyrosłam. Jest doraźny, niedoskonały i rozwiązuje się sam po przekroczeniu granicy państwa, które go na swoje potrzeby wytworzyło. Wyobraźcie sobie, że przy każdej podróży, bliższej lub dalszej, na wakacje lub do pracy, musicie redefiniować się jako rodzina. Kochanie, w Argentynie jesteśmy małżeństwem! W Ugandzie jesteśmy nikim! W Oslo znowu jesteśmy małżeństwem! Na powrót w Krakowie, jesteśmy podludźmi! Różnimy się od posła PiS Bolesława Piechy tym, że nie mamy obrączek!

Dodam, że przyjemnie byłoby móc zapewnić osobie, która przyjechała do mnie z drugiego kontynentu, podstawowe poczucie socjalnego bezpieczeństwa. Normalni ludzie mogą to uczynić i prawie sobie wyobrażam, jakby to się było mieć dostęp do tych dla nich dostępnych struktur społecznego wsparcia. Nie wiem co bym zrobiła bez wyobraźni.

Ciekawe jak to samo zjawisko może być postrzegane zupełnie inaczej przez ludzi mieszkających nawet czasem na tym samym kontynencie. Mnie na przykład parady typu Pride zawsze kojarzyły mi się ze społeczeństwem i kulturą. Może działo się tak ze względu na imprezy towarzyszące: wystawy, spotkania z autorami, koncerty. Ale też na to, kto maszeruje w paradzie: rozmaity orkiestry, reprezentanci policji, straży społecznej, ambulansów, firm ubezpieczeniowych, szpitali. Pride reprezentuje cały przekrój społeczny i dlatego pozwala się w społeczeństwie osadzić. Trudno przy tym nie docenić organizacyjnego ogromu pracy, a praca też jest elementem społecznym. Natomiast w polskiej recepcji Pride wyraźnie kojarzy się politykom, ale też i gejom, z którymi rozmawia "Gazeta Wyborcza", z czymś wprost przeciwnym, z siłami anarchii i destrukcji, rozsadzającymi społeczeństwo.

Następnie kraj, w zamian za tę pracę i organizację, daje Pride to, co ma najlepszego. Na przykład USA w tym roku posłało do powitania Pride w San Francisco przewodniczącą Izby Reprezentantów Nancy Pelosi. A Polska na powitanie Pride w Warszawie wyekspediowała faszystów. Bo takie są różnice kulturalne między Polską a USA.

Wyszło jak wyszło. Jest to, co jest. Zrób coś dla siebie, mówi w takich sytuacjach moja dziewczyna. Poszłam więc popływać do Zatoki, a ta pociągnęła mnie swoją dzikością.
Izabela Filipiak
Data publikacji w portalu: 2010-07-20
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 4 /głosów: 1
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

lleennkkaa2010-07-20 22:20
Ja też nie byłam na Europride, a tak chciałam... A najlepsze jest to, że nie mam żadnej wymówki. Mieszkam blisko Warszawy, miałam czas... Stwierdziłam, że skoro nikt z moich znajomych nie chce jechać, to ja też nie...:( Jak mogłam;(

pansy2010-07-21 14:29
Nie zgadzam się, że Gdynia, to prowincja ;(

shadowland2010-07-30 09:53
nie wiem o czym jest ten tekst choc przeczytalam trzy razy; trudno mi tez sobie wyobrazic, ze autorka rok temu uwazala, ze posiadanie w Polsce pracy, mieszkania i dziewczyny to abstrakcja; jedyny wniosek jaki z tego moge wysnuc to taki, ze kazdy z nas zyje w swoim mikrokosmosie wyobrazen o swiecie, ktore rzadko maja cos wspolnego z rzeczywistoscia

land of iz2010-07-31 21:08
Acha, pewnie różnica w percepcji świata bierze się stąd, że albo podpisuje się teksty własnym nazwiskiem, albo pokątne wypowiedzi pseudonimem. Shadowland czyli życie w cieniu, wychodzenie z cienia, żeby wrócić do cienia, ukrywanie się przed światłem dnia.

shadowland2010-08-01 23:16
ok, publiczny coming out nie byl i pewnie nigdy nie bedzie moim udzialem; tak czy inaczej ciesze sie, ze to co jeszcze rok temu wydawalo sie tak nierealne okazalo sie jednak mozliwe

land of iz2010-08-03 07:37
Amen (tak). Zatem Ty i autorka artykułu macie ze sobą coś wspólnego.

lingwistka2010-08-04 20:47
A to niespodzianka! Numer Jeden nie była na EuroPride. Wyszło na to, że prawdziwi polacy dali lepszy przykład. Chłopcy się nie oszczędzali. W kominiarkach i glanach, w upale walczyli o "swojom osobistom godność narodu". Nieźle im się musiało gotować pod deklem, a o stanie ich odnóży lepiej nawet nie myśleć. Ekspres InterCity to przy tym lodówa. (Czy tam kiedykolwiek była jakaś klima?) Niestety, teraz pozostaje jedynie zakup dwóch par solidnych nakolanników. Najlepsze są w OBI lub Castoramie w dziale kafelków i terakoty. Na pielgrzymkę na warszawską EuroPride w 2037 będą jak znalazł. Tylko za jakim pociągiem? Pociągów już nie będzie. Jakim skrajem autostrady? Autostrad jeszcze nie będzie. A dawno upieczona dziennikarka z Gdańska też będzie musiała iść. W ramach pokuty zajmie się obsługą prasową wydarzenia. Bo to wszystko przez nią ;-)

Tukidydes2010-10-14 15:15
Zainteresowało mnie pojęcie "języka praw człowieka" użyte przez Panią wielokrotnie w powyższym tekście. Ciekawym jak Pani go rozumie? Zatrzymało mnie też to stwierdzenie z Pani tekstu: "Żydowskie dzieci od stuleci wychowywały się w Polsce i wyrastały na przyzwoitych ludzi, lecz gdyby polska kultura w międzywojniu była mniej przesycona antysemityzmem, tych dzieci byłoby dziś więcej" Czy byłaby Pani uprzejma wytłumaczyć tę tezę? Z poważaniem Tukidydes (młodszy:-)

bettyboop2012-08-17 20:22
W rzeczy samej..woda jest w większości i raczej z gruntu wodnista... Pani Izabela najwyraźniej przestała Polskę lubić gloryfikuje za to "to słynne USA" ;). Mieszkając poza granicami Polski przestała Pani dostrzegać te drobne zmiany jakie w niej zachodzą, a tym samym widzi Pani i przedstawia nam jej obraz zatrzymany w Pani pamięci już JAKIŚ czas temu. Obraz ten nie jest zgodny z teraźniejszością.


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

zoo
  O AUTORCE  

Izabela Filipiak

Izabela Filipiak, pisarka, poetka, badaczka historii i kultury. Autorka m. in. Absolutnej Amnezji, Madame Intuity, Twórczego pisania dla mlodych panien, Kultury obrazonych, Ksiegi EmObszarów odmiennosci.
Ostatnie lata spedzila nad Zatoka San Francisco jako stypendystka Fundacji Kosciszkowskiej i visiting scholar na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Doktor nauk humanistycznych z Polskiej Akademii Nauk. Ostatnio uzyskala MFA z literatury i creative writing w Mills College. Obecnie adjunkt w Instytucie Anglistyki UG. Mieszka w Gdyni.

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

  ZOBACZ TAKŻE  

Ostatnio komentowane:

news Donald Trump nie chce finansowania organizacji promujących aborcję za granicą
justsomebody10 Posługiwanie się przykładem N. Vujicica nie ma, moim zdaniem, większego sensu, bo to jest wyjątek na tle setek tysięcy niepełnosprawnych. Od dzieciństwa był otoczony opieką, wsparciem,... opinia dodana 2017-02-11 13:52:24
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos Najlepsze opowiadania erotyczne - Warnock Kathleen
Ciekawe opowiadania :) wciągające ! polecam.\r\n\r\nPS. Odsprzedam za pare groszy . Więcej info na @.

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2017