Filmowy coming out

Polska, jeśli chodzi o kino LGBT, wydaje się wciąż białą plamą na mapie świata. Jeśli na dużym ekranie pojawiali się geje lub lesbijki, to zazwyczaj ich role były epizodami.


W historii naszego kina osoby o innej niż heteroseksualnej orientacji seksualnej, są częstokroć ukazane jako dziwolągi, postacie tragiczne lub niebezpieczne, a jakby tego nie było dość, często muszą ginąć w trakcie filmu. O lesbijkach natomiast prawie w ogóle się nie mówi i, jak to często bywa, otacza je zmowa milczenia. Czemu się tu dziwić, skoro nawet relacje heteroseksualne prezentowane na ekranach są potwornie schematyczne i stereotypowe.

Nie ma wątpliwości, że polskim kinem rządzi heteroseksualny mężczyzna o poglądach konserwatywnych w sprawach kobiet i seksu. A jak to zazwyczaj bywa w domach konserwatywnych, wszechobecny jest tandetny podtekst seksualny, który kojarzyć się może z biesiadnymi żartami wąsatego wujka, który chciałby molestować swoją dorastającą uczennicę, ale nie może.
Drugą stroną tego samego medalu jest pompatyczne kino narodowe oraz kino aspirujące na artystyczne i uduchowione, w których żony i matki spędzają swój czas w kwiecistych ogrodach na polskiej wsi i przepełnione miłością, w rozwianych sukniach podają schabowego do stołu. Oglądając tego typu sceny zdarza mi się wątpić, czy może nie włączyła się przypadkiem reklama najnowszego proszku do prania. Ale nie, okazuje się, że to kino ambitne.

Wraz ze zmianą ustroju znikły również subtelności i swoboda interpretacji w obszarze tego co niedopowiedziane. Jednowymiarowe, płaskie charaktery i fatalna gra aktorska stają się prawie normą, a im bardziej nasi nadworni aktorzy się starzeją, tym częściej zamiast aktorek są zatrudniane młode modelki. Ich rola to granie oczami i ciałem, tylko po to, by dostarczać widzowi wrażeń estetycznych. Kino polskie, szczególne to po roku 98’, biorąc pod uwagę tożsamości płciowe i seksualne, mentalnie wydaje się być ulokowane za siedmioma górami i lasami. Niestety nie dokonuje ono większych starań, by poruszyć głębsze tematy i zmierzyć się ze współczesną rzeczywistością. Zamiast tego woli zaczynać każdą opowieść tą samą wyświechtaną bajką, która nijak ma się do rzeczywistych, bardziej złożonych doświadczeń ludzkich.


Gdzie w tym wszystkim miejsce na kino LGBT?

Kiedy w ramach Open Forum szwajcarskiego festiwalu Queersicht przygotowywałam wystąpienie oraz pokazy filmów, dotyczące polskiego kina gejowsko-lesbijskiego i queer wydawało się, że Polska pod tym względem jest istną pustynią, oraz że próby odnalezienia pozytywnych wątków LGBT w filmie, poza nurtem sztuki krytycznej, są z góry skazane na klęskę. Rzeczywiście to przede wszystkim sztuka po zmianach ustrojowych podjęła wiele tematów, które po dziś dzień stanowią tabu w dyskursie publicznym.
Nic też w tym dziwnego, że taki rodzaj prac prędzej znajdziemy w sztuce - projekty polskich artystek multimedialnych są w porównaniu z filmem produktami nisko-budżetowymi, do których realizacji nie zawsze trzeba ogromnego zespołu ludzi i środków. Z kolei artystów do niedawna obwiązywała nieco większa doza wolności, choć można śmiało przypuszczać, że jest to częstokroć wolność nadwornego, nieco ekscentrycznego błazna. Co innego, kiedy ci sami artyści chcą sięgać po narzędzia kultury masowej, jak np. film z przeznaczeniem do telewizji lub billboardy. Jak działają nożyczki cenzorów, mieliśmy okazję dowiedzieć się już wcześniej na niestety dość licznych przykładach, kiedy to sztuka próbowała wyjść poza obszar galerii i wkroczyć ze swoimi tematami w przestrzeń publiczną – w dyskurs publiczny i kulturę masową. Na pierwszych stosach płonęły prace sztuki krytycznej. A co ciekawe największe oburzenie wywołała i wywołuje sztuka, która pokazuje inny niż normatywny rodzaj cielesności, seksualności lub dotyka spraw religii bądź też prezentuje inne spojrzenie historyczne, niż życzył by sobie tego obóz narodowo-katolicki. Dlatego, kiedy mowa o filmie queerowym, pierwsze co mi przychodzi na myśl to instalacje video Katarzyny Kozyry („Łaznia”, „Boys”, „Lekcja Tańca”) oraz rzecz jasna twórczość Alicji Żebrowskiej, która w roku 1995 roku nakręciła film o transseksualistce oraz zaprezentowała, oddające najpełniej duch queer prace z cyklu „Onone”.

No dobrze, ale wciąż poruszamy się w obszarze sztuki multimedialnej lat dziewięćdziesiątych i pozostaje otwarta kwestia filmu LGBT sensu stricte. Niestety, jak to opisał na przykładzie polskiej kinematografii Sebastian Jagielski w tekście „Daleko od nieba, czyli gej w polskim kinie”, homoseksualista to często postać tragiczna, psychopata lub śmieszny przerywnik (ozdobnik?). W przeciągu czterdziestu lat polskiej kinematografii doliczył się jedynie 35 gejów. Sytuacja wygląda więc podobnie jak w USA i Europie Zachodniej do początku lat osiemdziesiątych. (Historię traktowania tematu homoseksualizmu w Hollywood oraz Zachodnioeuropejskim doskonale opisuje klasyczny już dziś dokument „The Celluloid Closet”). Tylko, że różnicą jest między innymi fakt, że tam sytuacja uległa zmianie już jakieś dwadzieścia lat temu, a u nas po 89’ próbowano tworzyć polskie kino hollywoodzkie najgorszego sortu. Oczywiście w Europie Zachodniej i USA obecność osób o innej orientacji niż hetero, wciąż nie odzwierciedla proporcji społecznych, niemniej jest ona coraz bardziej widoczna. No cóż, może nie pozostaje nam nic innego, niż z łzami w oczach ściągnąć z netu kolejny odcinek serii L-Word lub też w akcie skrajnej rozpaczy sięgnąć po kamerę i nakręcić brutalne „homevideo” z Drag Kingiem Lindą w roli głównej?

Dla otarcia łez dodam, że sytuacja nie jest do końca beznadziejna, tak też np. w ramach Berlinale/Teddy była pokazywana twórczość mieszkającego poza krajem, polskiego „ujawnionego” reżysera Wiktora Grodeckiego, znanego takich pozycji jak „Nienasycenie”. Sam Jagielski również wymienia pozytywne przykłady kinematografii, takie jak „Białe Małżeństwo” Magdaleny Łazarkiewicz oraz kilkanaście innych pozycji gdzie pojawiają się wątki, w których osoby o orientacji homoseksualnej są ukazywane neutralnie bądź życzliwie (1).
Natomiast wczesne ślady polskiego prawdziwego kina gejowskiego możemy odnaleźć poza głównym nurtem w filmie amatorskim. Przeszukując archiwa Amatorskich Klubów Filmowych, dwoje brytyjskich artystów Marysia Lewandowska oraz Neil Cummings odkryło, że w ramach tychże klubów powstawały również filmy o tematyce homoseksualnej.
Na szczególną uwagę zasługują twórcy Jan Bułak oraz Piotr Majdrowicz. Ich filmy „Toń” (1978) oraz „Nieporozumienie” (1978) były prezentowane w 2004 roku w CSW w ramach wystawy „Entuzjaści” (2).
Skoro za PRL-u powstawały takie filmy, to czy nie mogą one powstawać dziś? Może się okaże, że odkopiemy je 20 lat po rządach PIS-u w prywatnych archiwach organizatorów amatorskich przeglądów filmowych? Proszę to traktować jako apel! Jeśli jest tam ktokolwiek w tej głuszy, kto tworzy filmy queer lub LGBT kontaktu domagam się natychmiast! Nadzieja bowiem jest w młodych i niezależnych.

Wierzę, że nadejdą zmiany i już teraz ogromne brawa należą się dla „młodych” twórców, a właściwie twórczyń (sic!) takich jak Kasia Jabłońska, Lucyna Dąbrowska czy też Ola Polisiewicz. Należy nadmienić, że zarówno Kasia Jabłońska, która stworzyła dokument o warszawskich Drag Kingach „Ciągnąć Wlec” oraz Lucyna Dąbrowska, ze swoim filmem „Lęki” nigdy przedtem nie miały do czynienia ani z filmem ani też ze sztuką multimedialną. Zaskakujący jest zatem całkiem przyzwoity poziom realizacji tych filmów, a w szczególności dokumentu o Drag Kingach. Powstaje też coraz więcej dokumentów związanych z aktualną sytuacją społeczno-polityczną w kraju, takich jak „Marsz równości idzie dalej” czy też nowy film pt. „Polskie Stonewall”.

A kolei ci, którzy chcą zobaczyć światowe kino poruszające tematy LGBT, mieli ku temu wiele szans, ponieważ niejednokrotnie pojawiają one się w programach rozmaitych festiwali filmów, takich jak chociażby Festiwal Filmów Latynoamerykańskich, Warszawski Międzynarodowy Festiwal Filmowy, Festiwal Filmy Świata Ale Kino czy też ostatnio festiwal Planete Doc Review.
Dwudziestolecie Teddy – berliński miś odwiedza Polskę

Kiedy w lutym tego roku obchodzono w Berlinie dwudziestolecie prestiżowej Nagrody filmowej TEDDY, mało kto w naszym kraju wiedział, że motywem przewodnim tegorocznego festiwalu była Polska oraz Afryka. Pomimo kilku tysięcy akredytowanych dziennikarzy w tym dużej liczby z Polski, nasze media dosłownie przemilczały ten fakt.

Tymczasem bardzo liczne były wyrazy solidarności z dyskryminowanymi w Polsce mniejszościami seksualnymi, a w trakcie uroczystości rozdania nagród przygotowany został reportaż dotyczącej dyskryminacji mniejszości seksualnych w Polsce, a gościem specjalnym obok reżyserów, gwiazd filmowych oraz burmistrza Berlina był Tomasz Bączkowski z Fundacji Równości, który w trakcie krótkiego wywiadu w czasie gali podania nagród opowiadał o sytuacji w Polsce.

Na tym nie koniec, TEDDY postanowiło wesprzeć polskie środowiska LGBT nie tylko słowami i w ten sposób narodził się pomysł Teddy On Tour. Po raz pierwszy więc polska publiczność miała możliwość uczestnictwa w eksportowej wersji festiwalu kina gejowsko-lesbijskiego z prawdziwego zdarzenia oraz poznania wielu historycznych pozycji tego kina, które nigdy dotąd nie zostały pokazane na dużym ekranie, a których znaczenie dla ruchu i filmu LGBT są niebagatelne. Kolejny blok stanowiły filmy dokumentalne dotyczące życia osób o orientacji homoseksualnej oraz aktywizmu społecznego na rzecz zmiany homofobicznych praw i zwyczajów. Podczas dyskusji Polscy organizatorzy, choć widocznie zawiedzeni frekwencją, zapowiedzieli kontynuację festiwalu. Dosadnie dał do rozumienia o tym prezes Fundacji Równości przy wręczaniu dyrektorowi Teddy – Wielandowi Speckowi upominków, żartując, że ma nadzieje, że za dwadzieścia lat berliński festiwal Teddy będzie prowincjonalną imprezą w porównaniu z Teddy Warszawskim. Należy dodać, że warszawski festiwal Teddy On Tour jest (o ile mi wiadomo i pomijając mniejsze przeglądy) trzecim festiwalem filmowym koncentrującym się na tematyce LGBT lub queer. Przedtem w Warszawie organizowane były festiwale filmowe „Inaczej niż inni” oraz „Androgyne”. Oba z nich można była uznać za duży sukces, lecz niestety, przynajmniej na dzień dzisiejszy, nie widać, by doczekały się kontynuacji.


W dalszej części tekstu, która ukaże się niebawem dowiemy się nieco o historii oraz highlightach tegorocznego festiwalu TEDDY w Berlinie.
J. Ramme
Data publikacji w portalu: 2006-06-18
(1) Sebastian Jagielski "Daleko od nieba, czyli gej w polskim kinie" , Panoptikum nr.3 (10) 2004, str. 68-74, numer o Queer Cinema pod redakcją Roberty Kulpy, współorganizatora festiwalu "Inaczej niż Inni".
(2) filmy te opisywał Paweł Leszkowicz w "Inni chłopcy z tamtych lat. Konteksty wystawy "Boys" w Bunkre Sztuki." http://www.obieg.pl/text/pl_icztl.php

Dziękuje Ani Mach za korekte.

kontakt: ciemnia (nospam)@gmail.com
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

Stanley32006-10-30 16:03
Jeśli chodzi o filmy z motywami homoseksualnymi z czasów PRL, to należałoby wspomnieć jeszcze o "Innym Spojrzeniu" - film węgierski, owszem, ale w rolach głownych Jadwiga Jankowska - Cieślak i Grażyna Szapołowska; a także o "Białej rękawiczce" znanej też jako "Magnat", gdzie rolę geja odtwarzał Jan Englert. Pozdrowienia dla Twórczyń Serwisu! Staszek

Forte2007-07-23 11:13
http://hometown.aol.com/DrOlva3872/ DrOlva3873

alisja2007-08-10 01:17
Może by się przydała po prostu jakaś impreza związana ze sztukami audiowizualnymi queer? Niby jest jeden czy drugi festiwal w tej części Europy, ale jakoś organizatorzy udają przysłowiowego Greka / Greczynkę :D:D ... :/ Pozdrowienia z produkcji queerowego średniometrażowego "Są" - miejmy nadzieję że na jesieni się ukaże.

booking2008-11-20 18:52
please spam booking@dxb-models.com & billie@dxb-models.com


Dopisywanie opinii, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NAPISZ DO NAS

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

FACEBOOK

Zapraszamy na nasz profil Facebook

Ostatnio komentowane:

lesbijka KIM SĄ TZW. SINGIELKI+?
shv69 Singielka z wyboru jest ok, gorzej jak partner wbrew jej woli taką ją uczyni. Potrzeba dużo czasu, by dostosować się do nowej sytuacji. Byłam w takim potrzasku, teraz wiem, że mogę... opinia dodana 2021-10-26 22:42:16
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Widoki Londynu - Woolf Virginia
Jest książka a nie ma opisu

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2021