Temat dosyć częsty a jednak napiszę o moim problemie.
Ucieszę się jeśli ktoś skrobnie swoją opinię
Już prawie rok przyjaźnię się z pewną kobietą. Nazwijmy ją "S." Wpierw ją omijałam szerokim łukiem gdy się nowo wprowadziłam do danej wsi i wiedziałam, że mi się bardzo podoba. Myślałam, że z pewnością ma szczęśliwą rodzinę.. męża.. synów.. Tak się potoczyło niespodziewanie, że przez moją walkę o uczniów w szkole ona mi dopingowała ( sama miała syna w danej klasie). Wyżaliła mi się też z rozsypującego się małżeństwa i rozwodu niebawem. Wspierałam ją. Zaprzyjaźniłam się z najpiękniejszą kobietą w okolicy. Nigdy wcześniej na to nie przyzwalałam. Chęć wspierania jej była silniejsza. Przeżyła rozwód małżeństwa i inne trudne rzeczy przy mnie. Mieszkamy kilka kilometrów od siebie. S wie o mnie i o tym, że bardzo mi się podoba .. a teraz już, że ją bardzo pokochałam. Dosyć szybko jej powiedziałam. Jestem raczej konkretną osobą i biorę rzeczy na klatę.. cierpienia i odejścia z relacji również jeśli trzeba. Gdy jej powiedziałam o uczuciach i o sobie to była bardzo delikatna .. zrozumiała i chciała dalej się przyjaźnić. Czułam się jak w rodzinie bo co drugi dzień się spotykałyśmy.. głównie to ona inicjowała. Zapraszała mnie z dziećmi nawet na święta. Wszystko razem. Na początku cieszyło ją jak romantycznie do niej mówiłam pisałam. Rozbawiało ją to. Trochę mnie kokietowała. Zachowywała się dwuznacznie w mowie. Jej reakcje nie były konkretne na NIE jak u heteryczek. A nią jest. Na pytanie czy kiedykolwiek jest szansa by pokochała kobietę odpowiedziała - " nie chcę się zarzekać ale na ten moment sobie nie wyobrażam". Na pytanie moje czy przyzwoliłaby mi ją miłować odpowiedziała nietypowo pytaniem : " a na czym by to miłowanie mnie miało polegać"?. Wiele innych zachowań dwuznacznych i te gapienie się w oczy.. robienie niespodzianek.. kino i restauracja w walentynki.. kwiaty pod drzwiami w dzień kobiet... więc jak miałam to odbierać? Nawet w związkach tak nie miałam! A ona powtarza, że to z przyjaźni i sympatii. W końcu umęczona postawiłam sprawę jasno. Konkretnie miała mi odpowiedzieć czy mam szansę czy nie i bede musiała zakończyć tą relację bo nie daję rady. Chyba się przestraszyła, że mnie straci. Powiedziała, że nie mam szans i orientacji nigdy nie zmieni i mam zapomnieć o tym co mówiła wcześniej czyli o tym że nie chce się zarzekać. Powiedziała, że nie chce mnie stracić. Bardzo mnie lubi i jestem jej jedyną Przyjaciółką. Odeszłam .. ale mi nie pozwoliła. Nadal się kontaktowała. Przyjaźniłyśmy sie dalej kilka miesięcy.. i znów kategorycznie próbowałam to skończyć. Kulturalnie. Jakiś czas była cisza. Chociaż było mi ciężko to zrobiłam to. Jednak ona chociaż to uszanowała to po czasie nadal zaczęła walczyć o mnie. Sama nie wiem co robić. Wiele nas łączy też.. szkoła.. wspólne treningi piłki naszych chłopców.. te same sklepy wywiadówki itd. Nasze dzieci też już się przyzwyczaiły i polubiły z nimi.
Chciałabym by jej się odmieniło.. to trudna sytuacja. Troska o nią jest ogromna.. próbowałam się tylko przyjaźnić ale się zamęczam. Tak bardzo ją kocham i uwielbiam.. a ja też czuję się kochana. Chciałabym by kiedyś jej się odmieniło.. ale kto to wie.. Wiem, że i tak bywa.. ale może nigdy na to jednak nie przyzwolić.
Co myślicie?


