Młody chłopak…
-
Dziewczyna2281
- Posty: 1
- Rejestracja: 27 sty 2026, o 12:01
Młody chłopak…
Hej dziewczyny
Pracuję jako konserwatorka (żeby nie mówić sprzątaczka, nie cierpię tego określenia) w szkole wyższej. Jestem tuż przed czterdziestką, bez dzieci, rozwiedziona, mieszkam sama. W pracy zajmuję się sprzątaniem sal i korytarzy, nie jestem jedyną osobą, która to robi, ale jedyną polką, i nieskromnie mówiąc chyba najbardziej zadbaną, choć nie uważam się za żadną seksbombę. Jakiś czas temu zaczął zwracać na mnie uwagę pewien student, raczej nie jest starszy niż 22 lata.. Na początku mówił mi tylko dzień dobry, później zamieniliśmy więcej niż kilka zdań, kiedy przypadkiem wprowadziłam go w błąd co do sali (chciałem już ją odkurzyć, gdy ten czekał przed salą na wykład.. powiedziałam mu, że już w tej sali nie ma dzisiaj zajęć, a były..), podziękował mi za informację, po czym wrócił i powiedział, że jednak są tam zajęcia (wtedy już też zdążyłam się o tym dowiedzieć). Przeprosiłam go, on się tylko zaśmiał, zamieniliśmy kilka zdań, głownie o tym, że można się pomylić przy takiej ilości sal i tyle, chłopak poszedł na zajęcia. Od tamtej pory za każdym razem jak mnie widział to rozmawialiśmy, przeważnie wspominając, żartując czy nawiązując do tamtej sytuacji. Punktem kulminacyjnym był moment, kiedy późnym popołudniem miałam zacząć odkurzać jedną z sal, większość studentów była już po zajęciach. Rozwijałam kabel od odkurzacza, więc byłam mocno pochylona i kolokwialnie mówiąc… przez ten moment miałam całe stringi na wierzchu. Drzwi do sali miałam otwarte, a chłopak o którym piszę akurat przechodził obok, więc się przywitał. Zaczął ze mną flirtować, mówił że mam lepszy tyłek niż wiele studentek (mam raczej większy biust i pośladki, szerokie biodra z których zawsze byłam dumna, ale bądźmy realistami, mam też troszke brzuszka), powiedziałam żeby sobie nie robił żartów, a on zaczął mówić że czasy kiedy facetom podobały się jak najszczuplejsze laski już dawno minęły i że nigdy nie leciał na wieszaki. Proszę bez hejtu, ale nie ukrywam, że spodobało mi się że młody chłopak może mnie uznać za atrakcyjną. Końcowo podziękowałam za komplementy i go przytuliłam (do teraz nie wiem jak to wyszło, to był jakby impuls…) i nie wiem czy powinnam, zwłaszcza że jak to zrobiłam to jego dłoń poleciała na mój pośladek… ale proszę nie doszukujcie się tu żadnego przekraczania granic ani takich rzeczy (gdyby mi się to nie podobało strzeliłabym mu w pysk, taka jestem..) pożegnaliśmy się a ja dokończyłam a raczej zaczęłam w końcu odkurzanie i poszłam do domu. Może wstyd się przyznać ale podobało mi się to, myślałam o nim cały wieczór. I kolejna rzecz której trochę się wstydzę ale jednocześnie też mi się podoba… od tamtego momentu za każdym razem jak koło mnie przechodzi gdy ja go nie widzę, a nikogo nie ma w pobliżu to.. mówiąc wprost wita mnie klapsem w dupe, ja staram się zachowywać pozory i mówię żeby przestał i ironicznie pytam czy się nie czuje za pewnie, ale on sam mówi że nie wychodzi mi udawanie. Cóż, pewnie ma rację. Coraz częściej proponuje mi żebym dała się gdzieś zaprosić, on też mieszka sam. Same wiecie jak to jest z samotnymi dziewczynami w naszym wieku i nie ukrywam… chciałabym. Nie wiąże z nim żadnej przyszłości, nic z tych rzeczy,, ale mam swoje potrzeby i podoba mi się, że ja mu się fizycznie podobam. Zgodzic się na randkę? Jak to zrobię domyślam się jak się ona skończy, z jednej strony czuję że nie powinnam, a z drugiej strasznie tego chcę… dziewczyny, pomocy.
Re: Młody chłopak…
Nie chciało mi się czytać tego wszystkiego, ale chyba znam odpowiedź, którą jest pytanie .....
A co Ci szkodzi?
A co Ci szkodzi?
Re: Młody chłopak…
Mam 22 lata. Idź

