Skąd klikasz

'kofam cię nad życie' czyli polowanie na czacie.
- skąd klikasz?

Skąd klikam? Fonetyczne zapisane uchylenie kapelusza na "dzień dobry".
Czuję mrówki w palcach. Z trudem zamieniam opryskliwe "z kątowni", na grzeczne "w czym mogę ci pomóc?"
Dlaczego?
Ponieważ doświadczenie już dawno nauczyło mnie, że tuż za owym "skąd klikasz" pojawi się "jesteś k. czy m.?" A jeszcze później moja (mój) błyskotliwa (błyskotliwy) rozmówczyni (rozmówca - bo w końcu, skąd ja mogę wiedzieć, z kim tak naprawdę rozmawiam!)... tak więc jeszcze później na ekranie mojego komputera pojawi się w dowolnej kombinacji:
1. jesteś less?
2. od kiedy jesteś less?
3. chcesz ze mną poklikać?
4. co lubisz najbardziej?
5. jestem tu pierwszy raz, a ty?
6. czy my się już kiedyś nie widziałyśmy?
7. masz kogoś?
8. ile masz lat?

Itp. itd.

Słowem standardowy dialog potrafiący wprowadzić każdego bez wyjątku w najgłębsze otchłanie nudy.

Pomijając wyrafinowane podchody odwiedzających regularnie cz@ty less komputerowych onanistów, udających przeróżnej maści "wilgotne", "gorące", "romantyczne" i inne, niemal każda z tych wirtualnych "gier wstępnych" ma jeden cel. POLOWANIE.
Na co polujemy?
Zazwyczaj na tę JEDYNĄ.
Na tę NA CAŁE ŻYCIE.
Na BRATNIĄ DUSZĘ.
I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jedno "gdyby".
Wszystko byłoby w porządku, gdybyśmy tej JEDYNEJ, BRATNIEJ DUSZY NA CAŁE ŻYCIE nie widziały w każdej nadarzającej się okazji na zaprezentowanie naszego nieśmiertelnego "skąd klikasz?"

Znam dziesiątki, jeśli nie setki historii o cz@towych związkach.
Niemal wszystkie one mają jedną wspólną cechę.

NIGDY NIE TRWAJĄ DŁUGO.

Osobiście obserwowałam kiedyś przebieg jednego z takich POLOWAŃ zakończonych odnalezieniem w liczbie 27 cz@tujących właśnie tej jednej brakującej do szczęścia połówki ponadgryzanego już notabene ze wszystkich stron jabłuszka. Cała operacja trwała 2 godziny 43 minuty licząc od "skąd klikasz?" a kończąc na "dla ciebie zawsze tu przyjdę, kofanie".
No i KOFANIE przyszło.
Zaczęło od "tęęęęęęęęęęęęśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśkniłaaaaaaaaaaaaam! A ti?"
Skończyło na "ale przyjdź na pewno, bo umrę jak nie przyjdziesz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!".
I tak minęły kolejne trzy godziny owej wirtualnej znajomości, a nasze bohaterki już żyć bez siebie nie mogły.
Do spotkań na cz@cie doszły SMS-y, w ilości 20 na godzinę (o ile któraś z już prawie zakofanych nie miała akurat nic ciekawszego do roboty). Słowem - romans rozkwitał, zanim jeszcze zdążył wypuścić pierwsze pączki. Było pięknie. Było tęsknie. Czule, ckliwie i tajemnie.
Nagle niedobry los kolejnych pięć godzin znajomości naszej urokliwej dwójki rozłożył na blisko tydzień.
Dlaczego?
Ponieważ raz zakofanej z miasta L. coś wypadło, a innym razem zakofana z miasta W. była śmiertelnie obrażona, za to że tamta nie ma dla niej czasu. Później nastąpiły przeprosiny i zapewnienia, że "tylko ty jedna nadajesz sens mojemu życiu", a jeszcze później było już tylko jak w bajce. Nasze zakofane kofały się z całych sił. Całowały swoje wirtualne usta i umierały za sobą z tęsknoty. A raz nawet jedna zakofana zadzwoniła do drugiej zakofanej.
I tak ze słuchawkami swoich telefonów komórkowych tuż przy rozpalonych emocjami policzkach powzdychały przez chwilę w słuchawki, pozapewniały się wzajemnie o mumifikującej ich ciała tęsknocie i zamilkły - bo o czym tu jeszcze gadać?
Polowanie uwieńczone sukcesem.
Każda z nich miała po tej swojej JEDYNEJ BRATNIEJ DUSZY NA CAŁE ŻYCIE i wszystko niby gra.
Niby gra...
Panny się kofają, tęsknią za sobą. Co odważniejsze nawet pragną się na wzajem fizycznie.
Jest tylko jeden problem.
Jeszcze nie wiedzą jak wyglądają. To znaczy każda z zakofanych wie, jak sama wygląda, ale nie ma pojęcia, jak wygląda ta druga.

A później - choć nie zawsze, a nawet nie często, jedna z naszych zakofanych wyrusza z punktu A, żeby znaleźć się w punkcie K, oznaczającym drugą zakofaną.

Ale to jest jeszcze bardzo optymistyczny scenariusz, świadczący o pewnej, nieznacznej jeszcze, ale już delikatnie zarysowanej dojrzałości emocjonalnej naszych zakofanych.
Inny, znacznie mniej budujący wprowadza pewne wątki zaczynające się od słów "skąd klikasz", a kończący na zmianach w obsadzie do naszego płomiennego romansu. Takie zmiany mają miejsce mniej więcej pomiędzy 30 a 35 godziną wspólnego cz@towania i tuż po miliardowym "kofam cię".
Ale wróćmy do naszych bohaterek.
Zakofana numer jeden zazwyczaj wysiada z brudnego pociągu, którym tłukła się do zakofanej numer dwa przez 3 do 9 godzin. I z nosem w telefonie komórkowym szuka tej JEDYNEJ BRATNIEJ DUSZY NA CAŁE ŻYCIE. Rozgląda się po peronie w poszukiwaniu, jakiegoś żółtego szalika, zielonego plecaka albo okularów w drucianej oprawce, które jedna zakofana obiecała ubrać specjalnie dla drugiej zakofanej jako znak rozpoznawczy ich wielkiej, nieustającej miłości.
No i najczęściej odnajdują się w tym tłumie, choć nie zawsze.
Dlaczego?
Ponieważ czasami któraś z zakofanych, po zlokalizowaniu gwarancji swojego szczęścia, krok po kroku cichaczem wycofuje się aż do swojego biurka z komputerem, by tam wpisać w nowe okienko dialogowe znane nam już magiczne "skąd klikasz?"
Ale to też jeden z czarniejszych scenariuszy.
Znacznie częściej bywa tak, że zakofane odnajdują się jednak w tłumie.
Przez moment przyglądają się sobie badawczo.
Później splatają swoje łapki.
Jeszcze później upijają się sobą lub częściej jeszcze piwem, winem, wódką...
i lądują ze sobą w łóżku.
Rzadko coś do siebie mówią, bo o czym tu gadać?
Każda z nich ma po tej swojej JEDYNEJ BRATNIEJ DUSZY NA CAŁE ŻYCIE i wszystko niby gra.
Niby gra...
Tylko, że kurcze... jak długo można kofać i tęsknić?
Tęsknić i tłuc się od 3 do 9 godzin brudnym pociągiem?
Tłuc się brudnym pociągiem i pić?
Pić i lądować ze sobą w łóżku?
A jeśli do tego nic nie wskazuje na to, by powyższy stan rzeczy miał kiedykolwiek ulec zmianie, to może lepiej byłoby ... wiecie... "poklikać".

Tylko czy takie kolejne "skąd klikasz?" ma jakikolwiek sens?

Może należałoby nieco zmodyfikować ograny już mocno scenariusz naszego POLOWANIA?

Może zamiast, w godzinę po poznaniu kolejnej Kasi, Ani, Zosi widzieć w każdej z nich naszą JEDYNĄ BRATNIĄ DUSZĘ NA CAŁE ŻYCIE, powinnyśmy zwyczajnie pogadać z nimi o tym i o tamtym.

Może zamiast zakofiwać się w dziesiątej godzinie od chwili poznania, warto byłoby przekonać się, że nasza ewentualna wybranka odpowiada naszym oczekiwaniom.
Bo nie oszukujmy się - KAŻDA Z NAS MA JAKIEŚ OCZEKIWANIA I TYLKO OD TEGO W JAKIM STOPNIU NASZA PARTNERKA JE SPEŁNIA, ZALEŻY BYĆ ALBO NIE BYĆ KAŻDEGO ZWIĄZKU.

Może zamiast pochopnego porzucania naszego dotychczasowego gniazdka w jakiś miesiąc po poznaniu tej JEDYNEJ BRATNIEJ DUSZY NA CAŁE ŻYCIE, by rzucić się w wir budowy wspólnej, świetlanej przyszłości z osobą, którą ledwo znamy, warto byłoby wyjechać gdzieś wspólnie na kilka dni i spróbować lepiej się poznać?

A może na początek warto byłoby się n a w e t i zaprzyjaźnić?
Może też spędzić ze sobą kilka namiętnych chwil w łóżku, jeszcze zanim wymienimy zapewnienia o nieprzebranej, dozgonnej miłości?

Może wartość każdego związku i gwarancja na jego przetrwanie choćby przez dwa, trzy czy cztery lata, jest wprost proporcjonalna do czasu jaki minął pomiędzy naszym "skąd kilkasz?" a "kofam cię nad życie!"?

A może zamiast z założenia POLOWAĆ na JEDYNĄ BRATNIĄ DUSZĘ NA CAŁE ŻYCIE warto byłoby zwyczajnie na początek poszukać drugiego człowieka?

Jak Wam się wydaje?
De_Monik
Data publikacji w portalu: 2003-07-30
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 4 /głosów: 1
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

kasiulka  kasjus69@gmail.com2004-04-15 19:08
jej jestem pod wrazeniem::)))bo dawniej tez sie tak zachowywalam,niestety troszke mi jeszcze zostalo tego "instynktu lowcy"(choc jestem kobieta) ale to chyba dlatego ze kochliwa jestem::))i tez szukam mojej zagubionej poloweczki--ale im bardziej szukam,tym wiecej drogi musze przebyc,caly czas "gonie kroliczka" no wlasnie i kiedy go dogonie???pozdrawiam cieplutko,jestem z okolic Krakowa--ale czy to takie istotne???wiec pa moja wirtualna powierniczko::)))

trybada  trybada@wp.pl2004-06-15 04:24
hmmm, to wszystko co opisujesz moze byc prawda i pewnie jest, tylko bardzo to uogolnilas i zwiazek les wrzucilas do jednego worka, jak w zyciu, tak i na chacie spotykamy roznych ludzi, to co opisujesz zaobserwowalam u dziewczyn jeszcze bardzo mlodych i tak naprawde nie wiedzacych co tak naprawde w zyciu chca robic i czy sa gotowe na jakikolwiek zwiazek, ja poznalam na chacie dziewczyne, z ktora "klikalam" jak to nazywasz przez 4 lata, nie widzialam jej przez ten okres, od roku jestesmy razem, zyjemy razem i dzielimy sie soba pelne oddania, czy przekroczylysmy wszelkie granice chatowej znajomosci? mozliwe, ale jak sie przekonalysmy warto bylo, choc balysmy sie,ze juz sie przy tym cholernym necie zestarzejemy, jednak nie jestesmy przykladem z twojego "obrazka", pozdrawiam :-) czy powinnam opisac tu swoja historie?

karma2004-12-06 19:44
Przeczytałam i jestem porażona, czytam ten artykulik drugi raz ,to jest bardzo smutne..


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NAPISZ DO NAS

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

FACEBOOK

Zapraszamy na nasz profil Facebook
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2022