Moja Druga Połowa jest matką

Opieka i wychowanie czyjegoś dziecka to wielka sztuka i odpowiedzialność, nawet jeśli się w tym tylko wspomaga matkę.
Kiedy poznałam Kobietę swojego życia wszystko wydawało się takie piękne i proste. Poznałyśmy się nieoczekiwanie, a naszą znajomość rozwijałyśmy powoli, jakby w obawie, że jeśli cokolwiek przyspieszymy, pryśnie ta delikatna równowaga łączącego nas porozumienia. Od początku wiedziałam, że ma dziecko i męża, choć już wtedy ich małżeństwo było dogorywającą farsą... W końcu nadszedł czas pierwszego spotkania, po którym nie obiecywałam sobie zbyt wiele - chciałyśmy po prostu się zobaczyć i przekonać, ile jest prawdy w tym, co o sobie sądziłyśmy po prawie półrocznej korespondencji. Żadna z nas się nie rozczarowała tym spotkaniem, wręcz przeciwnie - po nim odkryłam, jak wiele mamy wspólnego. Czułam się tak, jakbyśmy się znały nie kilka miesięcy, ale całe życie...

Początek był pełen niczym nie zmąconej radości, którą czerpałyśmy z naszych spotkań, rozmów, wspólnie spędzanego czasu. Każdą wolną chwilę poświęcałam Jej, choć mieszkałyśmy w miastach oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów od siebie. Ta sielanka nie trwała jednak długo. Jak to zwykle bywa w szarej codziennej rzeczywistości, w końcu przyszło nam zdjąć różowe okulary i spojrzeć realistycznie na nasze życie. Pomogli nam w tym najbliżsi - ci, co wedle powszechnie panującego przekonania są blisko nas - na dobre i na złe. Ci, co powinni pomagać, chronić... Najpierw mąż rzucający kłody pod nogi - choć sam ignorował żonę, to najwyraźniej nie mógł znieść Jej szczęśliwej twarzy, na nowo uśmiechniętej i pełnej życia. Nie miał odwagi, by zrobić coś ze swoim życiem, więc obrzydzał je innym. W końcu doszło do rozwodu - po wielu świństwach po drodze, obdzieraniu z godności i deptaniu wszystkiego, co miało dla nas znaczenie. Nasze rodziny też dołożyły swój kamyczek do ogródka, nie obeszło się bez dalszego wchodzenia z butami w życie, uczucia, nie szczędzili mocnych słów... Ja miałam już za sobą swój comming-out sprzed kilku lat, ale dla Niej to była prawdziwa droga przez mękę. Nasi rodzice sprowadzili wszystko do jednego wymiaru, do poziomu prześcieradła. Dlaczego w ten sam sposób nie patrzy się i nie ocenia heteroseksualnych par, które łączy wyłącznie seks? Dlaczego nikt nie widział w nas uczuć - miłości, szacunku, wzajemnej odpowiedzialności, wsparcia w trudnych chwilach, ciepła, troski, którymi obdarowywały się dwie kochające kobiety? Dlaczego te argumenty wzbudzały w "najbliższych" tylko pusty śmiech? Dlaczego odebrali nam prawo do tego wszystkiego? Tylko dlatego, że te uczucia postanowiłyśmy podarować innej kobiecie? Dlaczego nie śmiali się tak serdecznie patrząc na nieudane małżeństwo, w którym nikt nie był szczęśliwy, a codziennością była w najlepszym przypadku obojętność? Do dziś nie mogę pojąć, jak rodzice mogą oczekiwać, że będę żyła samotnie, żeby oni nie musieli niczego tłumaczyć rodzinie czy sąsiadom, a może przede wszystkim samym sobie...?

Wybrałam inaczej - postanowiłam żyć szczęśliwie i zgodnie z samą sobą. Kupiłam mieszkanie w mieście gdzie mieszkała moja Druga Połowa, żeby być bliżej Niej i Jej Dziecka, choć wymusiło to na mnie konieczność codziennego dojeżdżania do pracy wiele kilometrów. Dojeżdżam tak już kilka lat, bo chciałam móc dzielić z Nią codzienność - wspólne obowiązki, troski, radości. Udało nam się rozwiązać wiele problemów - nikt nam w niczym nie pomógł, choć prawdę powiedziawszy nie liczyłyśmy na pomoc i zrozumienie ze strony naszych rodzin. Jedyne, co nam się udało to zdystansować do nich, za co mają do nas pretensje, choć nie widzą, że to ich postępowanie było tego przyczyną. W pewnym momencie byłam szczęśliwa, bo miałyśmy dom, pracę i spokój - wydawało mi się, że osiągnęłyśmy wreszcie upragnioną stabilizację.

Pozorna łatwość z jaką zyskałam akceptację Jej Dziecka, osłabiła moją czujność. Nic nie jest takie łatwe, na jakie wygląda. A opieka i wychowanie czyjegoś dziecka to wielka sztuka i odpowiedzialność, nawet jeśli się w tym tylko wspomaga matkę. Zdaję sobie sprawę, że wydarzenia, jakich doświadczyłyśmy przez tamten czas, wywarły na nas piętno i pozostawiły wiele blizn i nie zagojonych ran... Gdzieś wyparował mój wewnętrzny spokój i harmonia, które przedtem dawały mi całe morze cierpliwości i wyrozumiałości. Coraz trudniej znajduję się w relacjach między Matką a Dzieckiem. Dokładam wszelkich starań, żeby wszystko było dobrze - w codziennych obowiązkach, odrabianiu lekcji, opiece w chorobie... Są jednak chwile, kiedy moje starania zawodzą - w końcu wychodzi, że i tak robię coś nie tak, jak powinnam. Jestem zbyt wymagająca dla Dziecka, zbyt surowa, za mało ciepła i wyrozumiała. Tak trudno znaleźć się w istniejącej już od lat wzajemnej relacji matka-dziecko, tak trudno porzucić poczucie, że w tej relacji zawsze stoi się z boku. Nie, nie jestem zaborcza i nie chcę zająć pierwszego miejsca w Jej życiu - nie zamierzam konkurować z Jej Dzieckiem o cokolwiek. Chciałabym, aby mieli poczucie, że moje starania są wynikiem miłości i troski. A może za bardzo się staram? Może za bardzo chcę? Tak, chciałabym nadrobić to, co straciłam przez moich najbliższych, ale może popełniam błąd jakiego ustrzegłam się na początku znajomości w relacji z moją Drugą Połową? Może zbyt wiele spraw poganiam, przyspieszam? Może znów trzeba cierpliwości i spokojnego budowania relacji między naszą trójką? W końcu wszyscy przeszliśmy swoje piekło i nie tylko ja jestem obarczona przykrymi doświadczeniami... Dziecko nie jest duże i jeszcze wiele lat przed nami, więc jest czas na spokojne budowanie WSPÓLNEJ przyszłości. Jeśli będę działać pospiesznie, to mogę niechcący zniszczyć coś, co potem będzie trudno odbudować, a tego bym nie chciała.

To nie takie proste być partnerką Mamy Dziecka, na którego akceptacji nam zależy. Im dłużej z nimi dzielę życie tym bardziej widzę, że jedyne Dziecko mojej Kobiety postrzega mnie jako konkurencję dla siebie. A ja nie chcę stwarzać nawet wrażenia, że uzurpuję sobie prawo do pierwszeństwa w relacjach z jego Mamą. Przez to w wielu sprawach ustępuję, choć w innych jestem nieugięta - w końcu zabiegając o akceptację nie mogę całkowicie pozwolić na wszystko. I tu dochodzi do konfliktu wewnątrz mnie - gdzie przebiega ta ulotna granica, której nie można przekraczać? Do jakiego momentu mogę być wyrozumiała, a w którym powinnam być stanowcza? Jestem często pełna obaw dokonując wyboru - jak wypośrodkować między chęcią bycia akceptowaną a utrzymaniem choć odrobiny autorytetu w oczach Dziecka? To ciągłe balansowanie na granicy zabiera tak wiele energii, ale za nic w świecie nie chcę rezygnować z dalszego tworzenia DOMU. Staram się budować więź z nimi - z moją nową RODZINĄ. Są mi bliżsi niż ktokolwiek inny i choć momentami mam chwile zwątpienia czy podołam temu trudowi, to ich obecność, słowa i gesty sprawiają, że wszelkie wątpliwości pryskają jak mydlane bańki. Ufam im bezgranicznie i wiem, że z ich strony nie spotka mnie nic złego, bo wspólnie przeżyłyśmy piekło, którego nikomu nie życzę. A skoro udało nam się je przeżyć to wierzę, że łącząca nas więź przetrwa i inne burze, których życie z pewnością nam jeszcze wiele przyniesie, bo tolerancja w tym kraju to wielka rzadkość. Ale mam dla kogo żyć i walczyć z przeciwnościami losu, nie każdy ma tyle szczęścia! Mam dom, o którym marzyłam i chcę zrobić wszystko, żeby był bezpieczny, pełen miłości, zrozumienia i ciepła dla MOJEJ RODZINY.
Zoe
Data publikacji w portalu: 2004-06-07
7.06.2004
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 0 /głosów: 0
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

Yfandes  yfandes@o2.pl2004-06-07 17:49
Z ogromną przyjemnością zamieszczam ten artykuł na stronie. Moje gratulacje Zoe!

nela2004-06-08 18:00
podziwiam !!!!!

anatua  anatua0011@wp.pl2004-06-09 11:02
Przeczytałam artykuł Zoe z mocnym biciem serca. Odnalazlam kobiete swojego zycia. Stało sie to niedawno. Jestem matką, juz kilka lat po rozwodzie. Też przezyłam koszmar. Uciekalam przez wiele lat od mysli, że chciałabym być z kobietą. Czułam podświadomie, że tylko to może dać mi prawdziwe szczęście. A jednak uciekałam od tego. Pewnie nie byłam w stanie podjąć tego wyzwania. Wiem, że teraz życie nie będzie łatwe. Ustawienie relacji między moimi dziećmi a "moją kobieta" będzie trudne. Jednak to wewnętrzne szczęście, które mnie wypełnia jest cudownym uczuciem. Nie chcę z tego rezygnować. Pragnę po tych latach smutku, cierpienia i walki z samą sobą być nareszcie szczęśliwa. Pragnę kochać i być kochaną. Chciałabym nawiązać kontakt z Zoe. Podałam swój adres mailowy. Zoe - prosze odezwij sie do mnie. Jestem naprawdę pełna podziwu dla Ciebie! Życzę Ci nadal dużo siły. Wiesz, że warto, prawda?

kim2004-06-10 13:07
nie każdy ma w sobie tyle siły i uporu i nie każdy potrafi tak głęboko patrzeć w siebie... nie poddawaj się Zoe, nigdy... ;-)

dorota722004-06-12 18:43
Jestem pod wielkiem wrażeniem Twojej odwagi i poświęcenia. Jestem w bardzo pobobnej sytuacji i są momenty w których brakuje mi sił, cierpliwości i wiary, ze to wszystko ma sens. Ale Twój artykuł tchną w moje serce i będę dalej biec, nie dam się ...

Zoe_2004-07-01 08:57
To nie kwestia odwagi, tylko przekonania, że chcę żyć szczęśliwie z kimś, kto dzieli ze mną chwile radości i smutku. Nie ma cudowniejszego uczucia od świadomości, że można się dzielić miłością, która jest odwzajemniana. Nie, nie poświęcam się - poświęcenie wymaga rezygnacji z czegoś ważnego. Ja nie musiałam zrezygnować z niczego - może jedynie z samotności, ale jakoś mi jej nie brakuje... Wystarczy uwierzyć, że mamy prawo żyć szczęśliwie - a jeśli na dodatek mamy dla kogo żyć, to warto o to walczyć z całym światem.

AgnieszkaW.2004-07-06 18:07
Odwiedziłam tą stronę przypadkowo, ale teraz nie żałuję. Zoe sprawiłaś, że moja opinia o kobietach kochających kobiety uległa zasadniczemu przeobrażaniu. Jestem pełna podziwu dla Twojej postawy wobec miłości i powiem więcej jestem przekonana, że nie znam mężczyzny, który dla mnie zrobiłby tyle ile Ty wniosłaś w swój związek. Chylę czoła i życzę Ci abyś mogła przezwyciężyć wszelkie bariery ograniczające.

Zarh-Um  zarh-um@wp.pl2004-08-06 04:21
Jestem naprawde pod wrazeniem, kochac... i byc kochanym... znowu mi tego zaczyna brakowac. Ile lez i smutku przez ostatnie miesiace musialam przejsc zeby zrozumiec ze to jest dla mnie najwazniejsze, zapewne tak jak dla wiekszosci z Was, drogie kolezanki. Naprawde brakuje mi tego...

Slonko  doris54@op.pl2004-08-24 12:56
Cieszę się razem z Tobą i z wszystkimi innymi.

Ajrisz2004-08-27 12:09
Zoe witaj Jestem matka 11stoletniego chlopca. Od dwoch lat dziele szczesliwe chwile z najcudowniejsza istota na tej kuli ziemskiej- ze swoja kobieta. Niestety tak obowiazki wzgledem bliskich nam osob jak rowniez praca sprawiaja ze nie mozemy jeszcze zamieszkac ze soba, a nasze miasta oddalone sa od siebie o 400 km. Z tego tez wzgledu nie smiem nawet porownywac naszej sytuacji, bo co innego dzielic ze soba ukradzione codziennosci weekendy i urlopy, co innego zas dzielic zycie i od lat zmierzac sie z troskami i ciezarami dnia codziennego.Odkad nasz zwiazek zaczal istniec zastanawiamy sie nad tym w jaki sposob po wspolnym zamieszkaniu, do ktorego uparcie dazymy beda wygladaly nasze wspolne relacje. Moj syn nie wie o tym , ze jestem z zwiazku partnerskim z kobieta. Wszystkimi mozliwymi sposobami staramy sie to przed nim ukryc. Wiele meczarni przeszedl on w swoim zyciu.Wiele osob ktore kochal odeszly z jego zycia... Szczerze mowiac obawiamy sie tego jak na jego dalszy rozwoj wplynie ta wiadomosc. Przygotowujemy go do tej wiadomosci pracujac nad jego swiatopogladem i toleracja dla popularnie zwanych „odmiennosci”.W chwili obecnej moja ukochana jest dla niego przyjaciolka. Relacje te oczywicie nie polegaja na zabieganiu mojej partnerki o jego wzgledy. Szczesliwie sie zlozylo ze dogadali sie ze soba i odnalezli jakis wspolny srodek odniesienia. Ciesze sie gdy ich razem obserwuje. Widze ze dla mojego syna moja ukochana stala sie po prostu rodzina. Co do rodziny ... mialysmy wiecej szczescia. Rodzice mojej kobiety pokochali mnie jak corke. Relacje zmienily sie gdy dowiedzieli sie o naszym zwiazku, jednak nie zrobili nic by przeszkodzic naszym planom i naszej milosci. W tamtym czasie Moja zamieszkiwala wspolnie z rodzina. Dzieki przeprowadzonej rozmowie potrafili zrozumiec jej decyzje o wyprowadzce. Tak wiec wynajelysmy 2-pokojowe przytulne mieszkanko, ktore staramy sie wspolnie utrzymac.. Jeszcze troche i zamieszkamy w nim wpolnie. Obecne mysli zapisuje lezac w naszym lozeczku z tego wlasnie mieszkanka. Moje kochanie jest w pracy a syn zjezdza osiedle na rowerze. Za kilka dni wracam do domu. Rozpocznie sie na nowo zmudna osobna walka z codziennoscia i obowiazkami . Dojdzie do tego walka z tesknota i pustka. Coz zrobic... Nie o tym jednak chcialam tu napisac.. Postaram sie naswietlic Ci z tej drugiej strony pewne kwestie. Pozwol ze przytocze pewien cytat Twojej wypowiedzi: „Coraz trudniej znajduję się w relacjach między Matką a Dzieckiem. Dokładam wszelkich starań, żeby wszystko było dobrze - w codziennych obowiązkach, odrabianiu lekcji, opiece w chorobie... Są jednak chwile, kiedy moje starania zawodzą - w końcu wychodzi, że i tak robię coś nie tak, jak powinnam. Jestem zbyt wymagająca dla Dziecka, zbyt surowa, za mało ciepła i wyrozumiała. Tak trudno znaleźć się w istniejącej już od lat wzajemnej relacji matka-dziecko, tak trudno porzucić poczucie, że w tej relacji zawsze stoi się z boku. Nie, nie jestem zaborcza i nie chcę zająć pierwszego miejsca w Jej życiu - nie zamierzam konkurować z Jej Dzieckiem o cokolwiek. Chciałabym, aby mieli poczucie, że moje starania są wynikiem miłości i troski” Jako matka powiedziec moge jedynie ze najczesciej bywa tak ze nikt nie jest doskonalym opiekunem dla dziecka. Matka zawsze znajdzie jakies „ale” i malo moze na to poradzic bo wszystkie zarzuty zwiazane sa z impulsem wyplywajacym z serca. Mysle ze zamiast porzucac poczucie ze w tej relacji zawsze stoi sie z boku, czasami lepiej jest to zaakceptowac bo taka jest po prostu naturalna racja bytu. „To nie takie proste być partnerką Mamy Dziecka, na którego akceptacji nam zależy. Im dłużej z nimi dzielę życie tym bardziej widzę, że jedyne Dziecko mojej Kobiety postrzega mnie jako konkurencję dla siebie. A ja nie chcę stwarzać nawet wrażenia, że uzurpuję sobie prawo do pierwszeństwa w relacjach z jego Mamą. Przez to w wielu sprawach ustępuję, choć w innych jestem nieugięta - w końcu zabiegając o akceptację nie mogę całkowicie pozwolić na wszystko. I tu dochodzi do konfliktu wewnątrz mnie - gdzie przebiega ta ulotna granica, której nie można przekraczać? Do jakiego momentu mogę być wyrozumiała, a w którym powinnam być stanowcza? Jestem często pełna obaw dokonując wyboru - jak wypośrodkować między chęcią bycia akceptowaną a utrzymaniem choć odrobiny autorytetu w oczach Dziecka?” My ustalilysmy pewna zasade, ktora mam nadzieje uda sie wprowadzic w zycie w praktyce.Ja jestem matka dziecka. Ja mam byc stanowcza i konsekwentna badz ustepliwa. Gdy moja partnerka widzi ze, cos jest nie tak rozmawia o tym ze mna na osobnosci. Wszelkiego rodzaju sprawy wychowawcze pozostawiajac mnie. Jezeli dziecko pozostaje pod jej opieka i wystepuje konflikt , moja kobieta powoluje sie na moje decyzje. Jezeli uwazamy ze cos nalezy zmienic czy wprowadzic, o wszelkiego rodzaju zmianach czy decyzjach dziecko informuje ja. Wspolnie doszlysmy do wniosku ze dziecko nie moze miec dwoch matek bo sie w tym zgubi( no chyba ze od niemowlecia jest wychowywane przez dwie kobiety). Moja kobieta jest moja partnerka. Kocham ja nad wszystko i poprzez takie ustalenia staram sie ja uchronic, NAS wszystkich uchronic przed zbednymi konfliktami w naszych wspolnych relacjach. Mam nadzieje ze dla miojego syna zawsze bedzie ona przyjacielem. Ze bedzie traktowal ja jak kogos do kogo moze przyjsc ze swoim problemem. Mam nadzieje ze moj syn nie bedzie mial powodow by sprzeciwiac sie jej decyzjom, bo to co ona stgara sie od jego wyegzekwowac dla niego pozostaje moja decyzja. Decyzja matki. Na koniec pozdrawiam Cie serdecznie. Ciebie i Twoja kochana rodzine. Zycze wam duzo Ciepla i spokoju. Trzymam za was kciuki i prosze o to samo. Przed naszym zwiazkiem wiele trudnych chwil i wiele zawirowan. Wierze jednak ze nasza milosc jest w stanie przezwyciezyc wszystko. Osiagnelysmy do tej pory wspolnie i tylko dzieki nam samym bardzo wiele. Wierze, jestem tego pewna, ze pomimo wszelkich przeciwnosci losu podobnie jak WY dzieki naszej milosci bedziemy spolnie walczyc o swoje szczescie. Z pozodrowieniami Ajrisz

beataewa2004-09-03 17:47
Zoe, to rewelacyjny tekst. Sama jestem mama, dziecko, chociaż całkiem niewielkie, pochodzi z ostatniego z długiej listy epizodów pod tytułem "dlaczego nie wychodzą mi związki z mężczyznami" (Nie wychodziły właśnie dlatego, że były z mężczyznami). Teraz jestem z związku z kobietą, jestem z tego powodu naprawdę szczęśliwa. I są schody. Ona zrobiła dla mnie bardzo dużo, znalazła tu pracę i przeprowadziła się do mojego miasta. Wiem, że chętnie zamieszkałaby razem ze mną, ale... Boję się. Boję się tego, że za kilka lat posiadanie dwóch mam będzie całkiem naturalne dla mojej córeczki, ale już nie dla jej koleżanek i kolegów z przedszkola, szkoły, podwórka. I że być może mój związek nie jest tym na całe życie (trochę to wszystko się chyba jednak za szybko potoczyło, a poprzednie związki, chociaż z mężczyznami, nauczyły mnie sporej nieufności w trwałość relacji między ludźmi), chociaż teraz wydaje mi się, że to właśnie ta osoba. A ja bardzo nie chcę fundować mojej małej przeżycia utraty kogoś, kogo pokochała. I boję się - mimo wszystko - moich rodziców, którzy bardzo pomogli mi w udźwignieciu organizacyjno-emocjonalnej strony samotnego macierzyństwo, których kocham i szanuję, ale którzy nie szanują mojego prawa do związku z kobietą i szermują argumentem "krzywdzisz dziecko." Kocham, boję się, jestem zagubiona... I bardzo wdzięczna mojej Kobiecie za jej cierpliwość i wyrozumiałość.

sammbaa  sammbaa@wp.pl2005-03-21 17:22
Z ogromną przyjemnością przeczytałam powyższy felieton. Być może dlatego, że sama jestem matką. Matką szczęśliwie kochającą inaczej. Pozdrawiam!


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NAPISZ DO NAS

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

FACEBOOK

Zapraszamy na nasz profil Facebook
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2023