Monologi waginy - fragmenty (2)

Monologi waginy Ensler Eve
Monologi waginy Ensler Eve
Ocena: ocena: 3.89 /głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić!

Eve Ensler
FAKTY

W roku 1593 na procesie pewnej czarownicy instygator (mężczyzna żonaty) najwyraźniej po raz pierwszy odkrył łechtaczkę. Uznał ją za szatański cycek, niezbity dowód winy owej czarownicy. Był to „mały guzek sterczący niczym krowie wymię, długości centymetra”, którego strażnik „z razu nie miał zamiaru ujawniać, albowiem mieścił się w tak sekretnym miejscu, że nie uchodzi tam zaglądać. Jakowoż nie chciał ukrywać tej nader osobliwej materii”, pokazał ją więc zgromadzonym wokół gapiom. Ci przyznali, że nigdy czegoś podobnego nie widzieli. Czarownicę skazano na śmierć.
The Woman’s Encyclopedia od Myths and Secrets (Encyklopedia mitów i tajemnic kobiet)


Przeprowadziłam wiele rozmów na temat miesiączki. Wszystkie głosy zabrzmiały niczym chorał, stworzyły dziką, zbiorową pieśń. Jedne odbijały się echem w drugich, jedne wykrwawiały drugie. Zatraciłam się w tym upuście krwi.


MIAŁAM DWANAŚCIE LAT.
MAMA WYMIERZYŁA MI POLICZEK


Kiedy miałam siedem lat i byłam w drugiej klasie, mój brat ciągle mówił o periodzie. Nie podobał mi się jego śmiech. Poszłam do mamy.
- Co to jest „period”? – spytałam.
- To odcinek czasu – wyjaśniła. – Epoka historyczna.

Tata przyniósł mi kartę: „Mojej małej córeczce, która przestała być taka mała”.

Przeraziłam się. Mama pokazała mi grube podpaski. Zużyte miałam wyrzucać do kubła pod zlewem w kuchni.

Pamiętam, że dostałam okresu jako ostatnia. Miałam trzynaście lat.

Wszystkie czekałyśmy na to niecierpliwie.

Bardzo się bałam. Zaczęłam chować zużyte podpaski do szarych toreb i upychać w ciemnych zakamarkach na strychu.

Ósma klasa. Mama mnie pochwaliła:
- No to się ciesz.

W gimnazjum – najpierw brązowe plamienie, zanim przyszedł prawdziwy okres. Jednocześnie puściły mi się włosy pod pachami, ale nierówno, najpierw tylko pod jedną pachą.

Miałam szesnaście lat. Dosyć się wystraszyłam.

Mama dała mi kodeinę. Spałyśmy na piętrowym łóżku. Zeszłam na dół i położyłam się obok niej. Mama czuła się niezręcznie.

Pewnego wieczoru wróciłam późno i wślizgnęłam się do łóżka, nie zapalając światła. Mama znalazła moje zużyte podpaski i włożyła mi je do łóżka.

Miałam dwanaście lat. Jeszcze nie zdążyłam się ubrać, byłam w samych majtkach. Spojrzałam na schody. I zobaczyłam.

Krople krwi na podłodze.

Siódma klasa, mama musiała zauważyć moje majtki. Wtedy dała mi ceratową łódeczkę.

Mama odniosła się do mnie bardzo ciepło:
- Trzeba ci kupić podpaski.

W domu u mojej koleżanki Marcii uczczono jej pierwszą miesiączkę. Wydano odświętny obiad.

Wszystkie czekałyśmy na okres.

Nie mogłyśmy się doczekać.

Miałam trzynaście lat. Jeszcze nie było nowoczesnych podpasek. Należało bardzo uważać na sukienkę. Wychowałam się w biednej, murzyńskiej rodzinie. W kościele sukienka przemiękła mi z tyłu krwią. Nikt nie zobaczył, ale czułam się winna.

Miałam dziesięć i pół roku. Żadnego przygotowania. Brązowe plamy na majtkach.

Pokazała mi, jak włożyć tampon. Udało mi się wsadzić tylko do połowy.

Zaliczałam okres do zjawisk niewytłumaczalnych.

Mama kazała mi używać szmatki. Zabroniła tamponów. Żebym, broń Boże, niczego nie wkładała do swojej „cukierniczki”.

Zabezpieczałam się kłębami waty. Zwierzyłam się mamie. Dała mi papierowe laleczki Elizabeth Taylor.

Miałam piętnaście lat. Mama powiedziała: „Mazeł tow”. I wymierzyła mi policzek. Nie wiedziałam, czy to coś dobrego, czy złego.

Moja miesiączka to ciasto przed włożeniem do pieca. Indianki przez pięć dni siedziały na mchu. Szkoda, że nie jestem Indianką.

Miałam piętnaście lat, bardzo już czekałam na okres. Byłam wysoka, ale nadal rosłam.

Kiedy widywałam na gimnastyce białe dziewczęta z tamponami, uważałam je za grzesznice.

Zobaczyłam czerwone krople na różowych kafelkach. „No tak” – pomyślałam.

Mama bardzo się ucieszyła.

Używałam OB. I lubiłam wkładać tam sobie palce.

Miałam jedenaście lat, nosiłam białe majtki. Zaczęła mi lecieć krew.

Pomyślałam, że to coś okropnego.

Że nie jestem gotowa.

Dostałam bólów krzyża.

Zaczęłam czuć podniecenie.

Dwanaście lat. Byłam szczęśliwa. Moja koleżanka miała tabliczkę spirytystyczną ouija, zapytała, kiedy dostaniemy okresu. Patrzę, a tu krew.

Jak na zawołanie.

Jestem kobietą.

Przeraziłam się.

Nie sądziłam, że to nastąpi.

Zaczęłam zupełnie inaczej odczuwać siebie. Stałam się cicha i dojrzała. Jak przystało porządnej Wietnamce – skupiona na pracy, cnotliwa, nigdy się nie odzywa.

Dziewięć i pół roku. Byłam pewna, że wykrwawię się na śmierć. Ściągnęłam bieliznę i rzuciłam do kąta. Nie chciałam martwić rodziców.

Mama zrobiła mi gorącą kąpiel, dała wina, po którym zasnęłam.

Byłam w swoim pokoju u mamy. Miałam kolekcję komiksów. Mama uprzedziła mnie: „Nie wolno ci teraz dźwigać pudła z komiksami”.

Koleżanki powiedziały mi, że raz w miesiącu ma się krwotok.

Mamę wciąż zabierali do szpitala psychiatrycznego. Nie mogła dopilnować mojego pokwitania.

„Szanowna Pani Carling. Proszę o zwolnienie mojej córki z treningu koszykówki, bo jest niedysponowana. Właśnie osiągnęła dojrzałość”.

Na obozie nauczyli mnie, żeby nie brać kąpieli podczas okresu. Przemyli mnie tam środkiem dezynfekującym.

Przerażeni ludzie czuli ode mnie ten zapach. Twierdzili, że cuchnę rybą.

Wymiotowałam, nie mogłam jeść.

Czułam głód.

Czasem jest bardzo czerwona.

Lubię, kiedy kapie do sedesu. Zupełnie jak krople farby.

Czasem krew robi się brązowa, co mnie niepokoi.

Miałam dwanaście lat. Mama wymierzyła mi policzek i kupiła czerwoną bawełnianą bluzkę. Tata poszedł po butelkę sangrii.


Oto wywiad, który przeprowadziłam z uczestniczką warsztatów pochwowych.

WARSZTATY POCHWOWE
[lekki brytyjski akcent]

Moja pochwa to muszla, okrągła różowa krucha muszla, która otwiera się i zamyka, zamyka i otwiera. Moja pochwa to kwiat, fantazyjny tulipan, wnętrze ma czułe i głębokie, płatki delikatne, lecz jędrne.

Nie zawsze to wiedziałam. Dowiedziałam się na warsztatach poświęconych pochwie. Nauczyła mnie kobieta prowadząca warsztaty, która wierzy w pochwy, naprawdę je widzi, pomaga innym kobietom dojrzeć swoje pochwy przez oglądanie innych.

Na pierwszym spotkaniu poprosiła, żeby każda z nas narysowała swoją „niepowtarzalną, piękną, cudowną pochwę”, bo tak ją określiła. Chciała wiedzieć, jak sobie wyobrażamy własne, niepowtarzalne, piękne, cudowne pochwy. Pewna kobieta w ciąży narysowała duże, czerwone, rozdarte krzykiem usta, z których sypią się monety. Inna, bardzo chuda, narysowała duży półmisek, elegancko zdobiony wzorem Devonshire. Ja narysowałam dużą czarną kropkę, a dookoła kłębowisko małych, krętych kresek. Czarna kropka była odpowiednikiem kosmicznej czarnej dziury, a kręte kreski wyobrażały ludzi, rzeczy albo po prostu nasze atomy, które się tam zagubiły. Zawsze uważałam swoją pochwę za coś w rodzaju anatomicznej próżni, która wsysa na chybił trafił małe cząsteczki i przedmioty z otoczenia.

Zawsze uważałam swoją pochwę za odrębny byt, który jak gwiazda wiruje w swojej galaktyce, a w końcu spala się we własnej energii gazowej lub wybucha i rozpada się na tysiące innych, mniejszych pochew, i potem wszystkie wirują we własnych galaktykach.

Nie myślałam o niej w kategoriach praktycznych ani biologicznych. Nie uważałam jej na przykład za część swojego ciała, za coś, co mam między nogami, co należy do mnie.

Na warsztatach poproszono nas, żeby każda obejrzała swoją pochwę w lusterku. Po dokładnych oględzinach miałyśmy powiedzieć grupie, co zobaczyłyśmy. Muszę wyznać, że cała moja wcześniejsza wiedza o pochwie brała się z zasłyszanych informacji lub z wyobraźni. Bo tak naprawdę nigdy jej nie widziałam. Nawet nie przyszło mi do głowy, żeby ją zobaczyć. Moja pochwa istniała dla mnie tylko w abstrakcji. Jej oglądanie wydało mi się poniżające i kłopotliwe, gdy każda z nas na błyszczącej niebieskiej macie z lusterkiem w ręku zapuszczała tam żurawia. Chyba podobnie musieli się czuć pierwsi astronomowie ze swoimi prymitywnymi teleskopami.

Z początku moja pochwa wydała mi się odpychająca. Tak jak patroszona ryba widziana po raz pierwszy, kiedy odkrywa się pod skórą inny, krwawy, złożony świat. Była taka surowa, czerwona i świeża. Najbardziej zdziwiło mnie, że ma tyle warstw. Jedne przesłaniały drugie, a za nimi kryły się kolejne.

Pochwa mnie zdumiała. Kiedy przyszła moja kolej, nie mogłam wyksztusić słowa. Odebrało mi mowę. Obudziło się we mnie coś, co kobieta prowadząca warsztaty uznała „cudem pochwy”. Miałam ochotę leżeć tam na macie, z rozłożonymi nogami, i bez końca wpatrywać się we własną pochwę.

Była taka archaiczna i tak pełna wdzięku, że nie mógł się z nią równać nawet Wielki Kanion. Tchnęła niewinnością, świeżością eleganckiego ogrodu angielskiego. Rozśmieszyła mnie, naprawdę mnie rozśmieszyła. Parsknęłam śmiechem. Bawiła się w chowanego, otwierała i zamykała. Była ustami. Była porankiem.

Następnie kobieta prowadząca warsztaty spytała, ile z nas miało orgazm. Dwie panie podniosły niepewnie ręce. Ja nie podniosłam, chociaż miewałam. Ale nie podniosłam ręki, bo orgazmy były przypadkowe. Po prostu mi się przytrafiały. Zdarzały mi się w snach, z których budziłam się w uniesieniu. Często zdarzały się w wodzie, najczęściej w wannie. Raz nawet w Cape Cod. Zdarzały mi się na koniu, na rowerze, na przyrządzie mechanicznym w siłowni. Nie podniosłam ręki, bo chociaż nie miewałam orgazmy, to nie umiałam ich wywoływać. Nigdy zresztą nie próbowałam. Sądziłam, że to coś mistycznego, magicznego. Nie chciałam ingerować. Wydawało mi się niestosowne, żebym miała przyłożyć do tego palec. Trąciło manipulacją, Hollywoodem. Orgazm na receptę. Znikłaby tajemnica, cała niespodzianka. Sęk w tym, że niespodzianka nie przychodziła od dwóch lat. Od tak dawna nie zdarzył mi się magiczny, przypadkowy orgazm, że wpadłam w panikę. Dlatego zgłosiłam się na warsztaty.

I wtedy nadeszła chwila, której bardzo się bałam, a jednocześnie nie mogłam się doczekać. Kobieta prowadząca warsztaty poprosiła, żebyśmy znów wzięły lusterka i spróbowały odnaleźć swoje łechtaczki. Leżałyśmy tak, same kobiety, na wznak na matach, szukając swoich guziczków, swoich splotów, i raptem, nie wiadomo dlaczego, rozpłakałam się. Może ze skrępowania. A może z żalu za przekreśloną fantazją, wielką, całożyciową fantazją, że zjawi się ktoś, kto weźmie moje życie w swoje ręce, nada mu kierunek, obdaruje mnie orgazmami. Przywykłam do skrytego życia, do swoich magicznych przesądów. Natomiast szukanie łechtaczki, przedziwne zajęcia na błyszczących niebieskich matach nadały całej sprawie realny, aż nazbyt realny wymiar. Ogarnęła mnie trwoga. Strach, a zarazem świadomość, że dotychczas unikałam znalezienia swoje łechtaczki; odrzucałam takie działanie jako zbyt konsumpcyjne i nachalne, bo w głębi duszy śmiertelnie się bałam, że w ogóle nie mam łechtaczki, że należę do grona osób upośledzonych fizycznie, oziębłych, martwych, zamkniętych, wyschłych, przypominających suszone morele, zgorzkniałych, o Boże. Leżałam tak z lusterkiem, wypatrywałam swojego guziczka, gmerałam palcami, i nie dawało mi spokoju jedno natrętne wspomnienie. Kiedy miałam dziesięć lat, wpadł mi do jeziora złoty pierścionek ze szmaragdami. Nurkowałam po niego wiele razy, grabiłam rękami dno, trafiałam na kamienie, ryby, nakrętki, szlam, wszystko, tylko nie pierścionek. Wpadłam w popłoch. Wiedziałam, że czeka mnie kara. Nie powinnam go była brać, idąc pływać.

Kobieta prowadząca warsztaty zauważyła, że się miotam, oblewam potem, sapię. Podeszła. Przyznałam jej się: „Zgubiłam swój guziczek. Raz na zawsze. Nie powinnam go była brać, idąc pływać”. Na co ona pogłaskała mnie spokojnie po czole. Powiedziała, że łechtaczki nie mogę zgubić. Bo jest mną, moją kwintesencją. Dzwonkiem do mojego domu, a zarazem domem. Nie muszę go szukać. Muszę nim być. Być nim. Być swoją łechtaczką. Położyłam się znów na wznak, zamknęłam oczy. Odłożyłam lusterko. Patrzyłam, jak unoszę się nad sobą. Patrzyłam, jak powoli zbliżam się do siebie, wracam. Czułam się jak autostrada, która wkracza w atmosferę, wracając na Ziemię. Powrót był bardzo spokojny, cichy i łagodny. Podrywałam się i lądowałam, lądowałam i podrywałam. Zestroiłam się ze swoimi mięśniami, krwią, komórkami, po czym wślizgnęłam do pochwy. Nagle wydało mi się to łatwe, pasowałam tam jak ulał. Byłam rozgrzana, czułam, że pulsuję, że jestem młoda, gotowa, że żyję. I wtedy, nie otwierając oczu, trafiłam palcem na coś, co nagle stało się mną. Najpierw poczułam lekkie drżenie, które kazało mi tam zostać. Potem drżenie przeszło w trzęsienie ziemi, wybuch, w którym rozstępowały się kolejne warstwy. Wstrząs otworzył archaiczny horyzont światła i ciszy, który z kolei otworzył płaszczyznę muzyki i barw, niewinności i tęsknoty, a ja poczułam więź, wołałam o więź, leżąc tam, młócąc ciałem niebieską matę.

Moja pochwa jest muszlą, tulipanem, przeznaczeniem. Dochodzę właśnie wtedy, kiedy zbieram się do odwrotu. Moja pochwal, moja pochwa, ja sama.


FAKT

Łechtaczka nie ma żadnych praktycznych zastosowań. To jedyny narząd stworzony tylko po to, bo służyć kobiecej rozkoszy. Tworzy ją po prostu wiązka nerwów, dokładnie mówiąc, 8000 włókien nerwowych. To najbardziej unerwione miejsce w organizmie, bardziej niż opuszki palców, usta czy język, dwukrotnie bardziej niż prącie. Któż chciałby mieć dubeltówkę zamiast broni automatycznej?
Natalie Angier, Kobieta. Geografia intymna, przekł. Barbara Kopeć-Umiastowska, Warszawa 2000

BO LUBIŁ NA NIĄ PATRZEĆ

Jak polubiłam swoją pochwę? Trochę mnie to peszy, bo urąga poprawności politycznej. Wiem, że powinno się to zdarzyć podczas kąpieli w soli z Morza Martwego, przy muzyce Enyi. Tak, tak, wiem. Pochwy są piękne. Nasz wstręt do siebie jest wyłącznie uzewnętrznioną represją i nienawiścią do kultury patriarchalnej. Nie jest prawdziwy. Cipki, łączcie się. Znam to na pamięć. Gdybyśmy na przykład wyrosły w kulturze, w której wpojono by nam, że grube uda są piękne, z pewnością pałaszowałybyśmy ciastka i koktajle mleczne, całymi dniami wylegiwały się i pakowały sobie w uda. Ale nie wyrosłyśmy. Nienawidziłam swoich ud, a jeszcze bardziej pochwy. Sądziłam, że jest niewiarygodnie brzydka. Należałam do tych kobiet, które żałują że ją w ogóle mają. Napawała mnie obrzydzeniem. Żal mi było wszystkich, którzy muszą się zapuszczać w te rejony.

Żeby przetrwać, zaczęłam udawać, że między nogami mam coś innego. Wyobrażałam sobie meble (wygodne podnóżki z lekkimi bawełnianymi kocykami, aksamitne sofy, skóry lamparcie) albo piękne przedmioty (chusty jedwabne, pikowane uchwyty do garnków, maty pod talerze) lub miniaturowe pejzaże (przedstawiające krystaliczne jeziora lub zamglone irlandzkie bagna). Przywykła do tych fantazji, zapomniałam w ogóle, że mam pochwę. Kiedy kochałam się z mężczyzną, wyobrażałam go sobie w mufce z norek, czerwonej róży albo w chińskiej wazie.

I wtedy poznałam Boba. Bob był jednym z najnormalniejszych ludzi, jakich poznałam. Wysoki, szczupły, nijakiej urody, chodził w ubraniach khaki. Nie lubił pikantnych dań ani muzyki zespołu Prodigy. Nie interesował się seksowną bielizną. W lecie najchętniej przebywał w cieniu. Nie ujawniał swoich skrytych uczuć. Nie miał żadnych kłopotów ani obsesji, nawet nie sięgał do kieliszka. Nie był szczególnie zabawny, elokwentny czy tajemniczy. Nie był podły ani zamknięty w sobie. Nie odznaczał się samolubstwem ani charyzmą. Nie szarżował za kierownicą. Nie bardzo go nawet lubiłam. W ogóle bym go nie zauważyła, gdyby nie podniósł drobnych, które rozsypały mi się na podłodze w delikatesach. Kiedy podawał mi garść monet i musnął mnie przy tym niechcący, coś zaiskrzyło. Poszłam z nim do łóżka. I wtedy zdarzył się cud.

Okazało się, że Bob uwielbia pochwy. Był koneserem. Uwielbiał ich fakturę, smak i zapach, ale co najważniejsze, wygląd. Musiał na nie patrzeć. Kiedy kochaliśmy się po raz pierwszy, powiedział, że musi mnie zobaczyć.
- Przecież jestem tutaj – zdziwiłam się.
- Nie rozumiesz – próbował uściślić. – Muszę cię zobaczyć.
- To zapal światło – poradziłam.
W ciemnościach ogarnęła mnie trwoga, że trafiłam na jakiegoś dziwaka. Zapalił światło.
- W porządku, jestem gotów – powiedział. – Gotów cię zobaczyć.
- Halo. – Zamachałam do niego. – Tu jestem.

Wtedy zaczął mnie rozbierać.
- Co ty wyprawiasz, Bob? – spytałam.
- Muszę Cię zobaczyć – odparł.
- Nie musisz – powiedziałam. – Wskakuj.
- Muszę zobaczyć, jak tam wyglądasz – uparł się.
- Przecież widziałeś już skórzaną czerwoną kozetkę – powiedziałam.
Bob nie dawał jednak za wygraną. Zemdliło mnie, zapragnęłam umrzeć.
- To piekielnie intymny zakątek – wzbraniałam się. – Nie możesz po prostu tam wejść?
- Nie – odparł. – Bo to cała ty. Muszę cię zobaczyć.

Wstrzymałam oddech. A on patrzył i patrzył bez końca. Wzdychał, uśmiechał się, wytrzeszczał oczy, pojękiwał. Zaczął sapać, zmienił się na twarzy. Przybrał dziwną minę. Wyglądał jak zgłodniały, piękny zwierz.
- Jesteś taka piękna – powiedział. – Elegancka i głęboka, niewinna i dzika.
- Aż tyle tam zobaczyłeś? – spytałam.
Zupełnie, jakby wróżył mi z ręki.
- Tak – potwierdził. – I dużo, dużo więcej.

Patrzył tak niemal godzinę, jak gdyby studiował mapę, obserwował Księżyc, wpatrywał mi się w oczy, a on w ten sposób zgłębiał moją pochwę. Przyglądałam mu się przy świetle, jak na mnie patrzy. Wydał mi się szczególnie podekscytowany, taki spokojny, pełen euforii, że zrobiłam się tam mokra, podniecona. Zaczęłam patrzeć na siebie jego oczami. Poczułam się piękna i zachwycająca niczym piękny obraz albo wodospad. Bob wcale się nie zląkł ani nie stropił. Aż napęczniałam z dumy. Polubiłam swoją pochwę. Wtedy Bob zanurzył się w nią, ja wraz z nim, i oboje nas poniosło.
Data publikacji w portalu: 2004-03-15
Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2003
Podoba Ci się? Możesz to skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

kasjopea_1979  kasjopea_1979@tlen.pl2005-03-19 20:14
Dostalam ja od taty pod chinke:)Ksiazka jest cudowna!W P-niu grali ja tez swego czasu na Fredry, ale niestety przegapilam:(Co bym tylko zmienila, to pozbylabym sie drugiej polowy ksiazki (informacji od autorki o bardziej autorsko-technicznym charakterze, ktore z poezja stron poprzedzajacych sie po prostu gryza)

Loona  loona@autograf.pl2005-09-05 14:09
A tak srednio mi sie podobala. Jeszcze ta pierwsza czesc jakos ujdzie ale przy drugiej zasypialam. Ale nie odradzam. Przeczytac mozna:)

P.2006-05-14 18:30
Ta książka, to moja BIBLIA. Ona jest buntem sama w sobie. Głęboka, wbrew temu, co wydawać by się mogło. Przejmująca i uświadamiająca kobietom wiele rzeczy! Ważnych rzeczy! Polecam!

margot2007-02-18 17:40
Polska tłumaczka zrobiła z Ensler lesbijke tylko dlatego, że autorka nie użyła zaimków w odniesieniu do swojego partnera, Ariela Orr Jordana, który jest mężczyzną a nie kobietą( jak założyła tłumaczka) to według mnie dość istotny szczegół;-)

yustine2010-06-13 00:25
Czy ta książka jest również dla mężczyzn?

B-Lush2010-10-19 17:52
Słuchałam Monologów ostatnio w oryginale, polską wersję czytałam tak dawno, że nie pamiętam dokładnie jak wypadł przekład. Mam jednak poważne ale do Ensler: nazywa waginą wszystko co znajduje się między wzgórkiem Wenery a odbytem waginą. To powoduje skupienie całej uwagi na pochwie. Łechtaczka schodzi do podziemia i można nadal myśleć, że to mało ważny dodatek wielkości ziarnka od grochu. Betty Dodson świetnie to podsumowała w swojej krytyce Monologów.

Malagenija2013-11-03 13:40
video.anyfiles.pl/Monologi+Waginy/Kino+i+TV/video/57923


Dopisywanie opinii, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

zoo

WYSZUKIWARKA


KSIĘGARNIA DLA LESBIJEK

Dzięki współpracy z kilkoma księgarniami oraz porównywarką cen Nokaut.pl mamy katalog kilkudziesięciu tysięcy książek i możemy pokazać ceny i miejsca gdzie możesz kupić książki najtaniej.

Nasza specjalność to oczywiście wybór literatury o tematyce LGBTQ i feminizmu.

Korzystaj, oceniaj, zaznaczaj książki, które chcesz przeczytać, komentuj. A już wkrótce zobaczysz zestawienia i porównania jakich nigdzie indziej nie znajdziesz.

NAPISZ DO NAS

Jeśli przeczytałaś książkę, która Cię poruszyła, podziel się wrażeniami. To nie musi byc profesjonalna recenzja. Takie możemy przeczytać w gazetach i na innych portalach. Może być nawet parę zdań, byle subiektywnie.

Zaprzaszam też do przesyłania wszelkich uwag, pomysłów, sugestii. Ty też możesz współtworzyć ten dział:)

Napisz do nas: info@kobiety-kobietom.com

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

zoo

Ostatnio komentowane:

news Donald Trump nie chce finansowania organizacji promujących aborcję za granicą
justsomebody10 Posługiwanie się przykładem N. Vujicica nie ma, moim zdaniem, większego sensu, bo to jest wyjątek na tle setek tysięcy niepełnosprawnych. Od dzieciństwa był otoczony opieką, wsparciem,... opinia dodana 2017-02-11 13:52:24
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos Najlepsze opowiadania erotyczne - Warnock Kathleen
Ciekawe opowiadania :) wciągające ! polecam.\r\n\r\nPS. Odsprzedam za pare groszy . Więcej info na @.

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2017