Kiedy jestem sama, kiedy jest mi źle i każdy problem, każda chwila są nie do zniesienia, wtedy sięgam po ostatnią deskę ratunku - garść nutek na smutek. Mam już sporo wypróbowanej muzyki kojącej duszę, przenoszącej w inny świat i pozwalającej zapomnieć o rzeczywistości.
Kilka miesięcy temu dostałam w prezencie kolejną płytę z przeznaczeniem i dedykacją na smutne dni. Była to składanka z balladami nie znanej mi dotąd wokalistki
Evy Cassidy. Podziękowałam za prezent i beznamiętnie odłożyłam ją na półke z napisem "Poczekalnia".
Kilka dni temu przyszła pora na kolejny seans muzykoterapii. Siegnęłam po Evę Cassidy i jednym tchem pochłonęłam kilkanaście utworów. Efekt był taki, że dwa dni później miałam już kolejne dwie płyty tej wokalistki:
Time After Time i
Songbird!
Rzadko zdarza mi się pisać o kimś, o kim tak niewiele wiem. Wiem, i to smutna wiadomość, że Eva Cassidy, gdyby żyła, miałaby teraz 41 lat i pewnie śpiewałaby nadal. Zmarła w 1996 roku mając tylko 33 lata !
Głos Evy Cassidy odkrył dla polskich słuchaczy Wojciech Mann i Marek Niedźwiecki w swoich programach w radiowej trójce. Smoth jazz to chyba najlepsze określenie klimatu jej ballad, zawierających w sobie elementy jazzu, soulu i bluesa. W repertuarze Evy jest sporo klasyki, znanych standardów, coverów. Nie sposób wyliczyć wszystkich. Jeśli jednak sięgniecie po jej piosenki, co szczerze polecam, to zwróćcie uwagę na wspaniałe wykonanie takich coverów jak :
What A Wonderfull World Louisa Armstronga,
Fields Of Gold Stinga, czy
Imagine Lennona.
Eva gra na gitarze akustycznej, śpiewa głosem wielu barw i tworzy interesujące aranże. Ubogi akompaniament gitar, perkusji i pianina doskonale eksponuje jej ciekawy głos.
jeśli macie ochotę posłuchać, jak brzmi ten głos, tutaj fragmenty utworów z kilku płyt
jeśli chcecie poznać bliżej Evę Cassidy otwórzcie stronę z tęczą;)
Prezenty są miłe. Prezenty muzyczne są szczególnie miłe, bo dzięki nim kolejne trzy płyty zajęły w mojej kolekcji specjalne miejsca. Miejsca z muzyką, która tuli do siebie, kołysze i wzrusza.