O sobie i granicach prywatności - w wywiadzie dla Gali - Renata Przemyk

Wszystkie poważniejsze głębsze uczucia, przyjaźń i miłość, poznałam późno. Ale tak jak z późnym macierzyństwem, bardziej cenię i ostrzej widzę to, co dostałam...

Pozostała wierna muzyce, ale nie miastu. Od kilku lat mieszka na wsi pod Wieliczką. Jedno po drugim spełnia swoje życiowe marzenia. O trasie koncertowej z prawdziwego zdarzenia, o ilustrowaniu książek. I to najważniejsze, by jeszcze raz zasmakować dzieciństwa. Od dwóch lat w jej życie wpisane jest jeszcze jedno życie, córeczki Klary. Renata rzadko udziela wywiadów. Niechętnie dzieli się prywatnością. - Płyta to najlepsze, co mogę z siebie dać - mówi. Zamknięta w sobie, tylko na koncertach pozwala ponieść się emocjom. Daje z siebie wszystko, nawet za cenę zdartego gardła jak podczas ostatniej trasy. Siedzi na wsi zabitej dechami. Kiedy pada śnieg, sama bierze za łopatę. Ale choć mieszka na uboczu, żyje pełnią życia. Spełniona jako artystka i kobieta.


GALA: Zaszyłaś się na wsi pod Wieliczką, nie boisz się samotności?


RENATA PRZEMYK: Jestem dzieckiem wychowanym w mieście, w małym, ciasnym mieszkaniu. Przeprowadzka na wieś, gdzie jest przestrzeń, gdzie mam własny pokój i dosłownie, i w przenośni, to był szok, ale potraktowałam to jak podarunek od losu. Kiedy mieszkałam w Krakowie w wielkim bloku, otoczona setkami ludzi, splądrowano moje mieszkanie i nikt z sąsiadów nawet nie wychylił nosa, żeby sprawdzić, co się dzieje. To mnie przekonało, że w tłumie można być zdanym tylko na siebie. I to mnie uodporniło.


GALA: Jesteś swoja na tej wsi czy mieszkańcy wciąż traktują cię jak obcą


R.P.: Miejscowi mówią, że są pnioki, krzoki i ptoki. Pnioki to ci, co byli zawsze, krzoki mieszkają od paru lat, ale zostali już zaakceptowani, a ptoki, jak te ptaki przelotne. Już chyba jestem krzok (śmieje się).


GALA: Chcesz tam wrosnąć, stać się pniokiem?


R.P.: To mogłoby się udać, ale w następnym pokoleniu.


GALA: Powiedziałaś kiedyś, że marzysz o tym następnym pokoleniu i o dziecku. Chciałabyś jeszcze raz przeżyć swoje dzieciństwo.


R.P.: Chyba mi się to udaje. Moja latorośl ma już dwa i pół roku. Do tej pory nie mówiłam o niej zbyt wiele, bo chcę, żeby miała spokojne dzieciństwo. Nie będę pokazywać się z córeczką na okładkach pism. Chyba że ona sama o to poprosi, ale to raczej zbyt prędko nie nastąpi. I powiem dobitnie: to jest moja nieprzekraczalna granica prywatności, mój wybór, by chronić najbliższą mi osobę.


GALA: Mówisz ostro, ale uczciwie, trudno jednak pominąć tak wielką zmianę w twoim życiu.


R.P.: To prawda, nie zaprzeczam, że taka zmiana w moim życiu zaszła. Pytaj, dojdziemy pewnie do mojej granicy.


GALA: Jesteś odpowiedzialna nie tylko za siebie, rozumiem twoje obawy. Powiesz mi, jak dorasta się do macierzyństwa?


R.P.: Wszystko zaczęło się, gdy poznałam Kasię Nosowską. Jej synek Mikołaj ma już osiem lat, ale kilka lat temu był uroczym przedszkolakiem i pomyślałam, że skoro z nim mogę się dogadać, to może jednak nadaję się na mamę.


GALA: Wcześniej sądziłaś, że się nie nadajesz?


R.P.: Trochę tak. Myślałam, że skoro nie dogaduję się z większością ludzi, może nie dogadam się i z własnym dzieckiem. I rzeczywiście to wcale nie jest proste. Wychowywanie dziecka to lekcja cierpliwości. Dostaję od Klary prawdziwą szkołę. Muszę tak zadawać jej pytania, żeby nie mogła odpowiedzieć "nie". Daję więc jej wybór i pytam: "Chcesz parówki czy jajko?". Jest dziesiąta wieczór, a ona wcale nie chce spać. Mówi do mnie: "Idź sobie", a kiedy posłusznie odchodzę, płacze. Sama nie wie jeszcze, co zrobić ze swoimi emocjami. Szczerze mówiąc, ja też czasem nie wiem, co zrobić ze swoimi. Ciągle się uczę.


GALA: Jesteś teraz szczęśliwa?


R.P.: Tak, dopiero teraz czuję się spełniona i mam nadzieję, że to uczucie wiecznie będzie mi towarzyszyć. Nazwijmy je szczęściem codziennym. Za chwilę zaczną się święta, przyjadą wszyscy dziadkowie, cała moja rodzina zbierze się przy wspólnym, olbrzymim stole, wszyscy podzielimy się opłatkiem, obdarujemy się prezentami. I to będzie moment szczęścia absolutnego.


GALA: Córeczka wprowadziła porządek w twoje życie?

R.P.: Wręcz przeciwnie, uroczy bałagan. Kładzie swoje rzeczy wszędzie, najczęściej na moje. Jestem dziwną osobą, bardzo lubię sama spać i być sama, aż tu nagle taka rewolucja. Klara kopie w szczebelki łóżka, śpi niespokojnie, budzi się w środku nocy i oznajmia: "Obraziłam się!". Bo coś tam jej się przyśniło. A chwilę później wydaje przez sen polecenia: "Głaskać! Przykryć!". Jest teraz w domu malutka Gwiazda i reszta.


GALA: Przedszkole to będzie trudne rozstanie.


R.P.: Chyba nie. Nie należę do osób, które zaleją dziecko nadopiekuńczością. Może dlatego, że sama potrzebuję wolności jak powietrza, Klara od samego początku dostaje wybór na poziomie swoich - rzecz jasna - możliwości: które skarpetki chce założyć, co chce zjeść na obiad. To jest mocno charakterna osóbka.


GALA: O czym marzyłaś, kiedy byłaś małą dziewczynką?


R.P.: Nie pamiętam, żebym marzyła o przedmiotach. Zawsze bardzo chciałam podróżować. Marzyłam o balecie. Znalazłam ogłoszenie, ubłagałam mamę, żeby zapłaciła, i sama chodziłam na zajęcia. Nie miałam wtedy więcej niż 10 lat. Byłam zmuszona do samodzielności, a to nie było miłe uczucie. Wytrącało mi grunt spod nóg. Miałam świadomość, że w życiu dostanę tylko to, na co sama zapracuję. Takie były warunki, ciężkie czasy, trójka dzieci w domu. Miałam dużą, może aż za dużą wolność. Najpiękniejszy okres w moim dzieciństwie to przedszkole. A w nim ukochana pani Halinka, która mnie forowała, choć i ona traciła cierpliwość, bo wtedy wpychałam się wszędzie na pierwszy plan. Później to się zmieniło. Przyszła szkoła i świadomość, że może nie jestem dla innych ciekawa. Nie wiedziałam, co powinnam zrobić, by nie czuć się samotna. Chciałam być podobna do rówieśników, a nie byłam.


GALA: Dlaczego?


R.P.: Wciąż starałam się wszystkim udowodnić, że jestem fajna. Myślałam, że jak się nie jest najlepszym, to nie ma sensu wcale się za coś zabierać. O tyle w życiu zmądrzałam, że staram się wybierać dziedziny, w których mam jakieś szanse (śmieje się). Kiedy miałam 17 lat, ćwiczyłam karate. Jestem wątłej konstrukcji, za to rzeczywiście piekielnie ambitna, miałam kłopoty ze stawami skokowymi, ale przecież musiałam być najlepsza, nie miałam innego wyjścia i przesadziłam. Dziś nie mogę chodzić w szpilkach. Jako dziewczynka nigdy nie miałam przyjaciółki. Koleżanki się zmieniały. Zaprzyjaźniłam się dopiero w liceum, ale zaraz po skończeniu szkoły nasze drogi się rozeszły. Wszystkie poważniejsze głębsze uczucia, przyjaźń i miłość, poznałam późno. Ale tak jak z późnym macierzyństwem, bardziej cenię i ostrzej widzę to, co dostałam.


GALA: Czujesz, że teraz coś się w tobie zmienia?


R.P.: W mojej rodzinie nie okazywaliśmy sobie nawzajem zbyt dużo czułości. Zwyczajnie nie zostałam jej nauczona. Nawet jeśli kogoś lubię i przytulę się do niego na powitanie czy pożegnanie, to przy mojej introwertycznej duszy za nic w świecie nie powtórzę tego przed kamerami. Jestem skrępowana podczas sesji, kiedy mam przebierać się przy wszystkich. Widzę, że dla innych to zupełnie naturalne. Dla mnie, żebym nie wiem jak wspaniale wyglądała, to naturalne nie jest. Moja mama była osobą bardzo wstydliwą i ja taka zostanę. Czuję, że nie trzeba wciąż powtarzać, - że się kocha, wisieć na kimś, by pokazać, jak ważna jest relacja. Jestem dzikusem. Kiedy na przykład zachoruję, chcę być zostawiona sama sobie, w kącie. Nie potrzebuję trzymania za rękę i ciepłej herbatki. Wzruszają mnie ludzie, kiedy przychodzą po koncercie i mówią, jaki moja muzyka ma wpływ na ich życie, że zmieniła je diametralnie albo odwiodła ich znad przepaści. To mnie buduje. Jednak z natury jestem samotnikiem, nie zapraszam fanów do domu. Dziecko stwarza nowy świat i zmusza do przewartościowania go. Rozejrzałam się wokół. Widzę, jak różne potrzeby mają ludzie. Staram się być uważna i nikogo nie ranić. Nie iść w życiu po trupach ludzi i ich emocji.


GALA: Okrzyknięto cię feministką, jesteś nią?


R.P.: Czytałam parę wywiadów i uderzyło mnie, że kobiety pytane o feminizm zaklinają się często, mówiąc: "Nie jestem feministką, lubię mężczyzn". Ale w bycie feministką nie jest wpisany brak ciepłych uczuć wobec płci przeciwnej, to bzdura. Teraz dopiero domyślam się, że kiedy mówiłam o sobie, że jestem feministką, musiałam być w pewnych kręgach postrzegana jak babochłop, który nienawidzi facetów, chce ich bić po głowie i najchętniej pozbawia męskości tępym narzędziem. To nieprawda. Nie jestem drapieżnikiem. Chciałabym tylko, żeby każdy miał szansę robić to, co lubi. Ja ją mam, ale dobrze by było, gdyby i inni mogli mieć wolność wyboru, bez względu na płeć. Ktoś marzy o tym, żeby być fizykiem jądrowym, ktoś inny chce zostać policjantką, kominiarzem, gospodynią domową albo striptizerką.


GALA: A gdyby twoja córka oznajmiła ci pewnego dnia: "Mamo, zostanę striptizerką".


R.P.: Nie będę wtrącać się do życia innych ludzi, ale córce od samego początku mogę pokazywać to, co wydaje mi się piękne. Dużo Klarze czytam, opowiadam, jeszcze rok i pewnie mnie przegada. Wyraźnie się na to zanosi. Można otworzyć dziecku oczy na świat i mam nadzieję, że Klara nie będzie skupiała się wyłącznie na rzeczach związanych z powierzchownością. Chciałabym nauczyć ją, jak być dobrym człowiekiem, ale będzie miała wolność i zawód wybierze sobie sama.


GALA: Udało nam się nie przekroczyć granicy twojej prywatności?


R.P.: Doszłyśmy do niej. Bez ograniczeń dzielić się mogę wyłącznie moją muzyką, tylko nią. I niech już tak zostanie.
ruby
Data publikacji w portalu: 2005-01-07
Rozmawiała Monika Berkowska, Gala Nr 51/52, od 13 do 26 grudnia 2004r
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

simone192009-12-19 18:05
:))

martynoify2010-09-02 21:47
uwielbiam Renatę :)

implant2010-09-03 12:27
"Świeże" newsy tu podają.

abs_ik2010-09-04 14:03
implant, spójrz na datę publikacji w portalu :)


Dopisywanie opinii, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Witaj, Zaloguj się

NAPISZ DO NAS

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

FACEBOOK

Zapraszamy na nasz profil Facebook
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2024