Najpierw mówiłam muzyką - wywiad z Tori Amos

Kiedyś Tori Amos śpiewała o swoich najbardziej bolesnych doświadczeniach. Na najnowszej, ósmej już płycie, emanuje szczęściem i spokojem. Czy odnalazła je również w życiu?

Spotkałem kobietę mojego życia. Przez kilkanaście minut rozmawialiśmy w przytulnym pokoju na wysokim piętrze jednego z warszawskich hoteli i zwracała się do mnie per "sweetheart". Siedziała naprzeciwko sympatyczna, uśmiechnięta, wyluzowana. Czarodziejka. Kobieta spełniona. Jedna z najwspanialszych pianistek i wokalistek, jakie kiedykolwiek pojawiły się w muzycznym biznesie. I jedna z najpiękniejszych? To z pewnością już nie ta sama Tori Amos, która 13 lat temu śpiewała, że czuje się, jakby codziennie przybijano ją do krzyża. Wychowana w surowym duchu etyki Kościoła metodystów, w którym jej ojciec był pastorem, przez długie lata poszukiwała własnej drogi artystycznej. Ale, jak na ironię, to właśnie ojcu zawdzięcza swój pierwszy koncert. Edison Amos zabrał kiedyś swoją dziewięcioletnią córkę na poszukiwania jakiegoś klubu, w którym mogłaby zarabiać grą na pianinie. Dziewczynka wylądowała w... gejowskim barze Mr. Henry's w kalifornijskim Georgetown. Dziś Tori Amos jest gwiazdą. Ma wierną publiczność, jest popularna po obu stronach Atlantyku, ze szczególnym wskazaniem na Europę. Nie śpiewa już o gwałtach i cierpieniu - u boku ukochanego mężczyzny, inżyniera dźwięku Marka Hawleya, stworzyła bezpieczny dom, w którym dorasta ich czteroipółletnia córka Natasha. Nie lubi wielkich koncertów. Woli małe kluby i studia, w których ma lepszy kontakt z publicznością. Kto raz zasłucha się w jej muzyce, ten zawsze będzie do niej wracał, a ona go nie zawiedzie. Każda płyta Amos to wydarzenie - tegoroczny, ósmy już w jej dorobku album, zatytułowany The Beekeeper (Pszczelarka), zgodnie z przewidywaniami też nie rozczarował fanów. To przy okazji jego promocji artystka po raz kolejny odwiedziła Polskę.


GALA: Możesz wyobrazić sobie, że zajmujesz się czymś innym niż muzyka?


TORI AMOS: Nie. Nie potrafię robić nic innego. Muzyka była pierwszym językiem, jakiego się nauczyłam. Za jej pośrednictwem dzielę się z otoczeniem pomysłami, które przychodzą mi do głowy. Tak jest od zawsze.


GALA: Ile prawdy o tobie możemy się dowiedzieć z twoich piosenek?


T.A.: Nie piszę już rzeczy tak intymnych, jak kiedyś. Zresztą moje utwory nigdy nie były zbyt osobiste. Odkąd tylko zaczęłam je komponować, zawsze mieszały się w nich moje doświadczenia z doświadczeniami innych ludzi, również postaci wymyślonych specjalnie na potrzeby historii, którą chciałam opowiedzieć. Ale w każdym tekście musi być odrobina mnie, bo inaczej zajmowanie się pisaniem byłoby z mojej strony nieuczciwe. Byłabym tylko narratorką patrzącą na wszystko z boku, a nie widzę siebie w takiej roli. Muszę więc tak konstruować postaci, by miały punkt widzenia, który i ja mogłabym choć na chwilę przyjąć.


GALA: Co takiego mają w sobie majtki w kolorze pomarańczowym, że postanowiłaś napisać o nich piosenkę na swój nowy album?


T.A.: Z pewnością słyszałeś o słynnej parze artystów Christo i Jeanne-Claude, którzy robią swoje instalacje na całym świecie. Kiedyś opakowali Reichstag, a całkiem niedawno ustawili w nowojorskim Central Parku tysiące pomarańczowych bram. Byłam ostatnio w Nowym Jorku z moją córeczką Natashą, która ma cztery i pół roku. Gdy jechałyśmy taksówką z lotniska, kierowca powiedział nam, że nowojorczycy nie są zadowoleni z tego, że na takie przedsięwzięcie wydano 26 milionów dolarów, zamiast rozdawać ciepłe posiłki bezdomnym. Wtedy zapytałam Natashę, jak jej podobają się bramy, które widzi za szybą. Natychmiast zaczęła chichotać. Gdy spostrzegła, że nie rozumiem, o co chodzi, powiedziała: "Mamusiu, w Central Parku są tysiące pomarańczowych majtek. Panie muszą tu mieć olbrzymie pupy". Niedługo przedtem czytałam jej książkę James And The Giant Peach (James i gigantyczna brzoskwinia) Roalda Dahla i owe bramy wydały się jej właśnie majtkami dla występujących w tej powieści olbrzymów. Dzieci potrafią jeszcze cieszyć się z takich skojarzeń, bo 26 milionów dolarów nic dla nich nie znaczy.


GALA: Może się mylę, ale mam wrażenie, że w ostatnich latach zupełnie zmienił się twój stosunek do mężczyzn. Czy kiedyś rzeczywiście ich nienawidziłaś?


T.A.: Ani ich nie nienawidziłam, ani nie zmieniłam swojego podejścia. W moich piosenkach nadal znajdziesz wiele krytycznych opinii na temat mężczyzn, którzy znieważają kobiety. Ale jako że sama jestem teraz szczęśliwa u boku mężczyzny, znacznie mniej interesują mnie przykłady takich zachowań na płaszczyźnie życia osobistego. Mam zresztą wrażenie, że pod tym względem sytuacja na świecie ostatnio zmieniła się na lepsze. Niestety, to, na co kobiety nie pozwalają już mężczyznom w czterech ścianach ich wspólnych domów, nadal zdarza się w pracy. W wielkich koncernach nadużywanie władzy przez szefów wobec znajdujących się pod ich zwierzchnictwem kobiet jest ewidentne.


GALA: A czy twoim zdaniem istnieje jakaś alternatywa dla korporacyjnego świata, w którym żyjemy?


T.A.: Wierzę, że tak. Wszystko sprowadza się bowiem do intencji. Nie widzę nic złego w postępie, ale za coraz większymi osiągnięciami myśli technicznej powinna iść troska o ludzi. A na razie służą one wyłącznie zaspokajaniu barbarzyńskich popędów tych, którzy rozdają karty. Tymczasem można być potężnym, nie wyrządzając nikomu krzywdy. Niestety, większa część korporacyjnego świata nastawiona jest na eliminowanie przeciwników. To ludzie, którzy muszą wygrać każdy wyścig. Ogarnęła ich mania ścigania się, zwyciężania nad innymi. Ale to spacer po linie, który musi skończyć się upadkiem.


GALA: Co musi zrobić mężczyzna, byś zjadła z nim kolację? Wystarczy, że cię zaprosi?


T.A.: Zazwyczaj w programie wizyty promocyjnej jest zbyt mało czasu, by pójść gdzieś na kolację. Gram koncert telewizyjny albo radiowy, do tego udzielam kilku wywiadów. I przeważnie wracam do hotelu tak zmęczona, że zamawiam coś do pokoju. A gdy mam trochę więcej czasu, przylatuje do mnie mąż, który dokładnie zna mój rozkład zajęć, i to w jego towarzystwie wybieram się do restauracji. Zatem przykro mi, mój drogi, nie tym razem...
Grzegorz Czyż
Data publikacji w portalu: 2005-03-29
Gala Nr 12/13, od 21 marca do 3 kwietnia
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

mmm...2005-07-04 20:07
nowa płyta jest do dupy

remee2005-12-21 10:42
cudownie czysta, przejzysta, bajkowa, ambitna, wymagajaca, spokojna, spelniona... tori amos trzeba po protu poczuc... :)

blanchett2006-10-06 10:21
Tori jest genialna, piękna, jej muzyka jest naiesmowita. słucham jej od kilu lat i dla mnie Tori jest kimś bardzo bliskim, własnie przez jej intymne teksty. ciersze sie z nowej płyty, cieszę się szczęsiem i pokojem Tori....


Dopisywanie opinii, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NAPISZ DO NAS

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

Ostatnio komentowane:

80kobiet Sharon Stone
Sapioseksualna Moja szczenięca miłość 🙃 opinia dodana 2021-09-30 01:38:37
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Widoki Londynu - Woolf Virginia
Jest książka a nie ma opisu
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2021