Jazzmanki

Na trzy dni estradę Teatru Muzycznego w Gdyni obejmą we władanie damy światowego jazzu.
Stacey Kent
Stacey Kent
Takiego festiwalu nie było nie tylko w Polsce, ale także w Europie. Najjaśniejsze gwiazdy, które na nim wystąpią, to Stacey Kent, Saskia Laroo nazywana "Lady Miles Davis" oraz mistrzynie latynoskich klimatów Ive Mendes i Yvonne Sanchez. Nie zabraknie też wątku polskiego - Krzysi Górniak i zespołu Łyczacza. Płeć brzydka zostanie zredukowana do roli akompaniatorów. Lipcowy Pilsner-Urquell Jazz Festival w Gdyni będzie jedną z najważniejszych imprez kulturalnych lipca.


Stacey na progu


Jest typem jazzowej erudytki. Pięknie i niezwykle stylowo śpiewa, ma też własną audycję w radiu BBC2. "Stacey Kent to rewelacja. Nie ma dziś nikogo, kto mógłby się z nią równać. Ona ma styl największych, takich jak Billie Holiday i Ella Fitzgerald. A wyśpiewuje słowa niczym Nat King Cole - czysto, jasno i zawsze w towarzystwie perfekcyjnej frazy" - mówił o niej laureat trzech Oscarów, w tym za piosenkę "Que Sera, Sera", Jay Livingstone.

Kent jest tym dla współczesnej jazzowej wokalistyki, kim była nieodżałowana Eva Cassidy dla obrzeży rockowej ballady. Podobna delikatność głosu, bez nachalnego wibrato, kompletny brak ciągot ku wokalnej wirtuozowskiej ekwilibrystyce. Gwiazda gdyńskiego festiwalu jest zaprzeczeniem tego, co robią Cassandra Wilson czy Patricia Barber. Ona nie szuka nowych ścieżek, ale wewnątrz kanonu stara się znaleźć miejsce dla swojej sztuki. I robi to świetnie, w myśl zasady, że najdoskonalsze są rzeczy proste w formie i trafiające bez zbędnych zakrętów do serc. Kiedy przed laty słuchałem jej recitalu w Warszawie - towarzyszył jej jak zwykle zespół prowadzony przez jej męża, znakomitego saksofonistę Jima Tomlinsona - nasuwały się skojarzenia z filmem "New York, New York". Kent nie ma w sobie demoniczności Lizy Minnelli, choć jej mąż przypomina eterycznością i romantyczną barwą saksofonu Roberta De Niro.

Stacey Kent zwykle pojawia się na scenie w stylowej, odrobinę staromodnej sukience, jednak jak przystało na dziewczynę mieszkająca w Londynie, zakłada do niej solidne punkowe glany.

Urodzona w Stanach Zjednoczonych artystka stoi u progu wielkiej, światowej kariery. Niektórzy, analizując jej obecność na rozmaitych toplistach i odwołując się do entuzjastycznych recenzji, uważają, że ten próg już przekroczyła. Pewnie, gdyby mieszkała w Nowym Jorku, a płyty wydawała pod szyldem Verve bądź Blue Note, na listach bestsellerów konkurowałby z Dianą Krall i Norah Jones. W moim odtwarzaczu płyty pani Kent goszczą jednak częściej niż jej koleżanek po fachu. Dlaczego? Nie wyczuwam w niej ani odrobiny tego, co określamy mianem "produkt popkultury"


Latynoski czar


Nie odkryję Ameryki, pisząc, że latynoskie rytmy przeżywają renesans. To, że zarówno Ive Mendes, jak i Yvonne Sanchez zakochane są w tych klimatach, dowodzi, że popularność kształtuje podaż. Obie artystki to mistrzynie jazzowych okolic określanych mianem smooth jazzu. Ive Mendes piękną interpretacją starego hitu grupy Chicago "If You Leave Me Now" podbiła serca nie tylko jazzfanów, ale również tych, którzy poczuli się zmęczeni sztampowym popem.

O Mendes nie przez przypadek mówi się "brazylijska Sade". Wokalny talent łączy z urodą najbardziej zmysłowych fotomodelek. Jej kunszt doceniają nasi koneserzy smooth jazzu - piosenki Ive trafiają na playlisty radiowych rozgłośni, a w sztandarowej audycji tej konwencji jazzu "Smooth Jazz Café" Marka Niedźwieckiego Mendes to pozycja obowiązkowa. Ci, którzy jej słuchali na żywo, mówią, że potrafi wyczarować klimat, jakiego dotąd nie doświadczyli.

- Boska, piękna i pozytywna muzyka. Przy niektórych piosenkach aż chce się żyć, wraca optymizm - czytamy na internetowym forum.

Oczywiście na jej tle dokonania Yvonne Sanchez, mieszkającej w Pradze córki Kubańczyka i Polki, są nieco skromniejsze. Ale ta interpretatorka zmysłowej bossa novy potrafi zachwycić. Może będziemy świadkami narodzin gwiazdy?


Nie tylko głos


Gdy mówimy o kobietach w jazzie, większość ścieżek zmierza ku swingującej wokalistyce. Pianistki, gitarzystki czy perkusistki (są takie!) to margines. Zaprzeczeniem tego będą dwa koncerty - holenderskiej trębaczki "Lady Miles Davis", czyli Saskii Laroo, i naszej zjawiskowej gitarzystki Krzysi Górniak.

Saskia Laroo swobodnie balansuje między jazzem, funky a popem. Porównuje się ją do jej rodaczki, o dekadę młodszej saksofonistki Candy Dulfer. Laroo miała być matematyczką, rozpoczęła stosowne studia w Amsterdamie, jednak uroki nocnego życia tej metropolii rozrywki odciągnęły ją od wzorów i równań. Przeniosła się z uniwersytetu do uczelni muzycznej. Sześć lat później zdobyła dyplom i rozpoczęła karierę. Założyła własną wytwórnię płytową (Laroo Records). Dzisiaj lista jej płatników wypada imponująco. Dość wspomnieć George'a Bensona, Marcusa Millera, Maceo Parkera czy Wyntona Marsalisa. W tym gronie jest też nasz znakomity gitarzysta Jarek Śmietana.

- To niezwykle widowiskowa postać - mówi Śmietana. - Typ showwoman. Dzięki temu, że stosuje rozmaite elektroniczne przetworniki, jej trąbka brzmi czasami kosmicznie. Współpracowałem z nią dwa lata. To, co mnie uderzyło, to jej wielka stylistyczna elastyczność. Ona potrafi chyba zagrać wszystko.

Wystarczy wspomnieć, że Laroo nagrywa również z didżejami. W Gdyni towarzyszyć jej będzie polski zespół Funk De Nite.

Tak też będzie na koncercie Krzysi Górniak. To jedna z najciekawszych gitarzystek współczesnego jazzu w Europie, a może i na świecie. Co tu ukrywać, elektryczna gitara nie jest domeną kobiet. W jej grze słychać fascynację Johnem Scofieldem, Johnem Abercrombiem, jest też melodyjność Pata Metheny'ego.

Równolegle do wykształcenia muzycznego (absolwentka Wydziału Jazzu Uniwersytetu Muzycznego i Sztuki Dramatycznej w Grazu w Austrii) zgłębiała sztuki plastyczne, ma też dyplom magistra filozofii. Podoba się - a to zdarza się rzadko - i krytykom, i jazzfanom.

Na festiwalu usłyszymy też Martę Kubaczyk, wokalistkę znaną z obracającego się w kręgach zmysłowej bossa novy zespołu Łyczacza.


Rozkład jazdy:


15 lipca - Ive Mendes, Marta Kubaczyk;

16 lipca - Stacey Kent, Krzysia Górniak; 17 lipca - Saskia Laroo, Yvonne Sanchez
Piotr Iwicki
Data publikacji w portalu: 2005-07-09
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

Ten artykuł nie ma jeszcze opini. Twoja może być pierwsza!

Dopisywanie opinii, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

zoo
  NAPISZ DO NAS!  

Masz pomysł, chcesz coś opublikować w dziale muzyka? Napisz: info@kobiety-kobietom.com


NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!


Ostatnio komentowane:

news Donald Trump nie chce finansowania organizacji promujących aborcję za granicą
justsomebody10 Posługiwanie się przykładem N. Vujicica nie ma, moim zdaniem, większego sensu, bo to jest wyjątek na tle setek tysięcy niepełnosprawnych. Od dzieciństwa był otoczony opieką, wsparciem,... opinia dodana 2017-02-11 13:52:24
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos Najlepsze opowiadania erotyczne - Warnock Kathleen
Ciekawe opowiadania :) wciągające ! polecam.\r\n\r\nPS. Odsprzedam za pare groszy . Więcej info na @.

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2017