Peszek: obchodzę Boże Narodzenie na pogańsko

- Święta bez Boga są ok. Obchodzę Boże Narodzenie na pogańsko. Najważniejsze jest, żeby ciału było dobrze, i żeby spotkać się z ludźmi, którzy są dla mnie ważni i istotni. Ateizm to proces. Długo dochodziłam do szczęśliwego życia bez Boga. Człowiek dorasta i dojrzewając rozumie więcej - powiedziała w pierwszej części wywiadu z Onetem Maria Peszek.
Maria Peszek, fot. Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/LAF AM
Maria Peszek, fot. Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/LAF AM
Z Marią Peszek - artystką, piosenkarką, aktorką - rozmawia Jacek Nizinkiewicz

Jacek Nizinkiewicz: Choinka ubrana, karp zamordowany, prezenty kupione?

Maria Peszek: Świąteczne przygotowania nie zajmują mnie zbytnio. Wraz z moim konkubentem, raz jesteśmy u moich rodziców, a raz u jego. Jesteśmy gośćmi, którym przysługuje luksus przejeżdżania na gotowe.
- Czym dla Ciebie są Święta Bożego Narodzenia?

- Spotkaniem z bliskimi. W spokojnej atmosferze, bez pośpiechu, dłużej możemy pobyć razem i cieszyć się sobą. Święta, to też czas, kiedy lubimy lepiej zjeść i napoić się, w towarzystwie ludzi, których się lubi, i którym się ufa. Chodzimy na długie spacery…

- A na Pasterkę?

- Po co? Wyjście do Kościoła, byłoby jak wyjście do teatru. O północy do teatru nie chadzam.

- Święta bez Boga są możliwe?

- Święta bez Boga są ok. Obchodzę Boże Narodzenie na pogańsko. Najważniejsze jest, żeby ciału było dobrze, i żeby spotkać się z ludźmi, którzy są dla mnie ważni i istotni.

- Ateista może obchodzić Boże Narodzenie?

- Mi się to nie kłóci. Mam w sobie spokój. Boże Narodzenie jest częścią tradycji. Jest zimno, jest śnieg, spotykam się z bliskimi w małej grupie, z którymi czuję się bezpiecznie.

- A Twoja rodzina obchodzi Boże Narodzenie również bez Boga?

- Moi rodzice od dłuższego czasu nie wierzą w Boga.

- Ateizm u Peszków jest zaraźliwy, czy dziedziczny?

- Ateizm to proces. Długo dochodziłam do szczęśliwego życia bez Boga. Człowiek dorasta i dojrzewając rozumie więcej. Dojrzałam do odejścia od Boga.

- A nie dojrzałaś do odnalezienia Boga?

- Dojrzałam do tego aby go nie szukać. Dziedziczymy mentalne przywiązanie do Kościoła, wraz ze wszystkimi rytuałami. Po rodzicach, dziadkach i najbliższych. Z wiekiem, bo kiedy jest się dzieckiem, to nie zastanawiasz się nad tym, „po co mi Bóg?” Obserwując bliskich, którym się ufa, powtarza się wszelkie rytuały za nimi. Z chodzeniem w Polsce do Kościoła jest jak z myciem zębów. Tata i mama myją, to myję i ja. Rodzice uczą cię wiązać sznurówki, to nie zastanawiasz się po co. U młodych Polaków wiara katolicka często jest poza wyborem. Jest dziedziczoną oczywistością. Dorastając zastanawiamy się po co nam ta wiara? Czy jest nam do czegoś potrzebna? O co w tym naprawdę chodzi? Część ludzi wybiera świadomą wiarę, a część całkowicie ją odrzuca.

- Ale oprócz rytuałów jest też sama wiara i poczucie bliskości ze Stwórcą. Nie czułaś nigdy tej bliskości, czy to odeszło nagle?

- Moja rodzina była zawsze trochę na bakier z Bogiem. Miałam wspaniałą nianię, która była wierząca i przestrzegała obrządków religijnych. I to mnie spajało z Kościołem na długi czas. Ale kiedy miałam 17 lat przestałam wierzyć w Boga.

- Dlaczego straciłaś wiarę?

- Przestałam wierzyć nie dlatego, że ksiądz przestał mi się podobać, czy byłam molestowana przez zakonnice. Nie. Mam bardzo dobre wspomnienia jeśli chodzi o kler. Miałam ciekawych katechetów, którzy potrafili znaleźć język z młodzieżą. Miałam dobry kontakt z zakonnikami z krakowskiego kościoła, do którego uczęszczałam. Ale w pewnym momencie poczucie wspólnoty, to za mało. Samo przywiązanie do obrządków i powtarzalności, to za mało. I albo dalej się wierzy, albo zaczyna się szukać czegoś innego. We mnie wiara w Boga wyschła. Na zbyt wiele pytań Bóg przestał być wystarczającą odpowiedzią.

- Z biegiem lat nie brakowało Ci wiary? Nie szukałaś Boga?

- Kwestia Boga nie jest sprawą, którą można załatwić raz na zawsze. Tym bardziej jeśli jest się osobą wrażliwą i poszukującą. Często odczuwałam tęsknotę za czymś duchowym i niematerialnym. Ale skutecznie wyzwoliłam się z tęsknoty za Bogiem w trakcie załamania nerwowego, które trwało dwa lata. Wyleczyłam się z Boga, tak jak wyleczyłam się z choroby ducha.

- Depresji?

- Nigdy nie nazwałam tego doświadczenia depresją.

- W wywiadzie z Jackiem Żakowskim dla „Polityki” mówiłaś o radzeniu sobie ze swoim bólem wewnętrznym w komfortowych warunkach: - Bolało tak, że w Bangkoku godzinami leżałam pod prysznicem przekonana, że to się nigdy nie skończy. (…)Sześć tygodni leżałam w hamaku na azjatyckiej wyspie. Morze przychodziło i odchodziło, a mi z ust ciekła ślina jak Nicholsonowi po lobotomii w „Locie nad kukułczym gniazdem”- , Za te słowa zostałaś zlinczowana w Internecie. Nie popełniłaś błędu mówiąc o luksusowym radzeniu sobie z problemem?

- Nie żałuję ani jednego słowa z tamtego wywiadu. Powtórzyłabym każde zdanie. Polacy wstydzą się powiedzieć, że ich problem dotyczy głowy. Ja to zrobiłam, co okazało się ważne dla wielu ludzi, ale też zostałam za to publicznie zajebana.

- Dlaczego w Polsce publicznie można mówić o walce z rakiem i innymi chorobami ciała, ale ból duszy jest tematem tabu?

- Osoby publiczne, które chorują w Polsce na raka są bohaterami, kiedy pokonają chorobę. Ci, którzy jej nie pokonają też. Osoby, które przeżywają załamanie nerwowe i śmią o tym mówić publicznie, są w Polsce wyszydzane i napiętnowane. Bo to wstydliwa sfera jest.

- No bo jak to, przeżywać załamanie na wyspie rajskiej bujając się w hamaku?

- Tak to zostało zrozumiane.

- Może Polacy mieliby dla Ciebie więcej zrozumienia, gdybyś powiedziała, że popadłaś w chorobę alkoholową, wylądowałaś na odwyku i tak odreagowywałaś ból…

- …albo byłam w Tworkach lub Grudziądzu. Polacy nie wybaczają inności, szczerości i wolności. Innej drogi. Ludzi zawsze wpierdalała moja niezależność. Wolność jest w Polsce trudna. Za swoją wyrazistość płacę cenę.

- Ponad 6.5 tys. osób lubi na Facebooku stronę „Cierpię jak Maria Peszek w Bangkoku”. Zabolało Cię szyderstwo z Twojego osobistego wyznania?

- Jedyna rzecz jaka mnie zabolała, to twierdzenie, że powiedziałam o moim doświadczeniu po to, żeby wypromować swoją nową płytę. W Polsce funkcjonuje pewna grupa "zawodowych oceniaczy", paradziennikarzy, którzy budzą się rano z nastawieniem: „Komu by tu dzisiaj przyjebać?!”

- Akurat Ty nie masz prawa narzekać na dziennikarzy i recenzentów swoich płyt!

- Ale taka bezmyślna nienawiść nie dotyczy tylko mnie. Polacy maja niską tolerancję dla odmienności. Wściekają się, że jak taka Peszkowa miała czelność powiedzieć co czuła. A prawdą jest, że bez tego mojego doświadczenia i poradzenia sobie z nim nie byłoby „Jezus Maria Peszek”. A łatwo się dopierdolić do człowieka, skoro do płyty już nie można.

- Dlaczego nie?

- Bo nagrałam dobrą płytę. Najlepszą w swojej karierze.

- I jeszcze zarozumiała…

- Mam głębokie przekonanie, że to co zrobiłam, ma swoją wartość.

- No i jeszcze nieskromna. Żyjesz w Polsce. Czekaj aż Cię inni docenią i się nie wychylaj. Nie bądź zbyt pewna siebie, bo poczucie własnej wartości i tego co robi się na co dzień też jest tu źle widziane. Nie wiesz tego?

- Wiem, ale wiem też, że nikt mi nie zarzuci że nagrałam złą płytę. Ponad 40 tys. osób kupiło „Jezus Maria Peszek” w trzy miesiące. Na dwunastu koncertach w całej Polsce było ponad 10 tys. osób. Z każdej grupy wiekowej. Na koncerty przychodzą ludzie z małymi dziećmi. Przychodzą ludzie młodzi. Trzydziestolatkowie, ale i starsi. Są też „staruchy”, w najlepszym tego słowa znaczeniu.

- Rozmawiasz z nimi po koncercie?

- Oczywiście. Dziękują mi, że powiedziałam i wyśpiewałam, to co oni czują. Jest wielu ludzi, którzy nie oddaliby za Polskę ostatniej kropli krwi. Jest wielu tych, których boli dusza. Kobiety identyfikują się ze mną mówiąc, że też nie chcą mieć dzieci.

- Kobiety, które nie mają dzieci lub nie chcą mieć dzieci są w Polsce wytykane?

- Kobiety, które nie chcą mieć dzieci są w Polsce wytykane i uważane za wybrakowane. To bardzo prymitywne, atawistyczne, bolesne, a wręcz brutalne. A jeszcze zrobić o tym (…) piosenkę? Przecież w Polsce tak nie można. Nie wolno mówić o swoich wyborach.

- Czy swoim wyborem o nieposiadaniu dziecka nie okaleczyłaś życiowo swojego partnera?

- Ale on też nie chce mieć dziecka.

- Może nie chce, bo Ty nie chcesz? Przyjął Twój wybór jako swój z miłości do Ciebie?

- Nie. To była nasza wspólna decyzja. Czy w Polsce wszyscy muszą mieć dzieci? Najbardziej okrutne bywają same kobiety, które potrafią cię zadziobać za to, że nie masz dziecka i nie chcesz go mieć. Podstawową cechą konstytuującą w Polsce kobietę jest wciąż posiadanie dziecka. Zrezygnowanie z macierzyństwa wciąż pozostaje tematem tabu. Miną lata świetlne zanim to się zmieni.

- Jesteś wytykana, bo nie masz dziecka i nie chcesz go mieć?

- Oczywiście, że jestem wytykana, bo nie mam dziecka i co gorsza, że właśnie, nie chcę go mieć. Ale radzę sobie z tym. Przecież to nie o mnie świadczy, ale o tych, którzy mnie wytykają.

- Angażujesz się politycznie?

- Nigdy. Straciłabym wiarygodność.

- Dostawałaś polityczne propozycje?

- A jak myślisz, drogi Jacku?

- Myślę, że kilku polityków z zaproszeniem do wstąpienia w różne komitety poparcia mogło się do Ciebie zgłosić.

- Ale ja nie jestem do wynajęcia. Odmawiam. Nie opowiadam się. Artysta nie powinien się angażować politycznie. A przynajmniej ja nie chcę wchodzić w politykę.

- Czy po „Miastomanii”, „Marii Awarii” i „Jezus Maria Peszek” możesz się jeszcze bardziej obnażyć na kolejnej płycie?

- Nie sądzę, żebym na kolejnych płytach chciała dalej tak intensywnie zajmować się sobą. Ile można? Ja nagrywam płyty tylko wtedy, kiedy mam coś do powiedzenia. Nie traktuję nagrywania płyt jako konieczność. Zwłaszcza, że nie mam rozbuchanych wymogów finansowych.

- Jesteś życiową minimalistką?

- Staram się być. I potrzebuję coraz mniej.

- Średnio to koresponduje z półrocznym bujaniem się na hamaku w Bangkoku.

- W Bangkoku byliśmy akurat krótko. Za to dłużej w Laosie, Indonezji, Wietnamie… Sześć miesięcy życia w Azji kosztowało nas mniej, niż pół roku w Warszawie. Na początku mieliśmy dwa plecaki piętnastokilowe, z których później jeden odesłaliśmy do Polski. A później wyużywaliśmy to, co nam zostało. Minimalizm przeniosłam do życia w Warszawie. Ale żyć w dużym mieście i nie obrastać w rzeczy jest bardzo trudno. A ja czuję się lżej mając mniej. Wychodząc z „czarnej dupy” poukładałam sobie wszystko na nowo. Każdy ma prawo myśleć o mnie co chce.

- Znalazłaś się w tej „czarnej dupie”, bo jesteś wrażliwą artystką?

- Ta „czarna dupa” jest doświadczeniem większości ludzi, tylko jak czarna ona jest, jest uzależnione od wielu czynników. Od konkretnej sytuacji, tego czym się zajmujemy, jaką mamy wrażliwość, jakich mamy ludzi obok siebie… To punkt zwrotny, który dotyczy większości ludzi.

- Czyli to nie była „czarna dupa” artystki?

- Nie. To była czarna dupa wrażliwego człowieka, ale myślę, że są wrażliwsi ode mnie. W moim przekonaniu jest to doświadczenie ogólnoludzkie, tylko różnie ludzie sobie z nim radzą. Dla mnie jest to doświadczenie, które mnie ukształtowało. Teraz po czasie widzę, że była to najlepsza i najbardziej pozytywna rzecz, która mi się przydarzyła. Po raz pierwszy jestem szczęśliwa. Wcześniej tylko wydawało mi się, że jestem szczęśliwa. Dopiero po przejściu tej długiej drogi zdałam sobie sprawę, że to nie miało nic wspólnego ze szczęściem, poczuciem spokoju, wolnością. Dopiero ta katastrofa skonstruowała mnie i uratowała w pewnym sensie.

- Ty zmierzyłaś się ze swoja katastrofą. Stanęłaś na przeciwko tego smoka i zaczęłaś z nim walczyć lub chociaż go oswajać. Wielu ludzi w ogóle nie dostrzega problemu, udają, że go nie ma, boją się lub wstydzą iść do psychologa. Ostatnio dużo się mówi o syndromie DDA, dotyczącym dzieci alkoholików. I większość osób z syndromem DDA również boi się zmierzyć ze swoim problemem. Jak można ich w jakiś sposób ośmielić, albo jak można ten temat wyciągnąć z worka tematów tabu i sprawić żeby był składową normalnej rozmowy?

- Nie wiem. Myślę, że to jest długi proces dojrzewania społeczeństwa do pewnych tematów. Pod tym względem jesteśmy bardzo niedojrzałym społeczeństwem. Na mojej płycie poruszam wiele tematów tabu, odpowiadam sobie na wiele pytań np: prokreacja - tak czy nie, wiara w  Boga – tak czy nie, myślenie o ojczyźnie...

- Gdzieś tam się przewija również temat starości...

- Jest też utwór o wyborze rodzaju i momentu śmierci. Mam bardzo jasny na to pogląd i na to pytanie też sobie odpowiedziałam. To są tematy, do których się dojrzewa, jako społeczeństwo. A my jesteśmy jeszcze bardzo młodzi. Niektórym się wydaje, że ja wprowadzam jakieś niepotrzebne zamieszanie, a przecież to są tak naprawdę podstawowe, ludzkie pytania. Prawdopodobnie jeszcze wielu rzeczy nie dotknęłam, ale na płycie zadałam pytania, które dotyczą każdego człowieka.

- Starość Cię nie boli? Za chwilę będziesz miała czwórkę z przodu.

- Ja mam straszną słabość do starości. Uwielbiam starych ludzi. Nie wiem właściwie z czego to wynika. Wzruszają mnie, bardzo lubię z nimi przebywać. To chyba też nie jest dość popularny pogląd. Wolę ludzi starych niż dzieci. Dają mi więcej inspiracji bo żyją w takim świecie, który jest mi kompletnie nieznany.

- To możesz zbierać w tym roku na WOŚP.

- Jestem bardzo ostrożna jeśli chodzi o wszelkie akcje charytatywne. Jak słyszę hasło wspólnota i zróbmy coś razem, to jeży mi się włos. Ale wczoraj, kiedy w telewizji usłyszałam jak Owsiak mówi, że tym razem orkiestra zagra dla starych ludzi, to pomyślała, że jest to wspaniała rzecz. To jest właśnie zaczątek naszego dojrzewania. Bo oczywiste jest że należy ratować dzieci. Mają całe życie przed sobą...

- Przez ostatnie dwie dekady WOŚP ratowała tylko dzieci…

- No właśnie. I to jest świetny gest, który pokazuje, że staruchy, mówię to z wielką czułością, są solą tej ziemi. To są ludzie, którzy pamiętają, którzy mają korzenie w miejscu, którego my kompletnie nie znamy, nie wiemy co tam było. I odcięcie się od tego, czy posiadanie ich w pogardzie, co moim zdaniem jest zauważalne w naszym społeczeństwie, jest błędem. Ale widać, że dojrzewamy, myślę, że dojrzejemy do bardzo wielu rzeczy.

- Starzenie się jest dla Ciebie procesem bolesnym?

- Chyba jeszcze wszystko przede mną (śmiech). Dla kobiet, dla których atrakcyjność jest podstawową wykładnią tego kim są, to musi być dużo bardziej bolesne. Ja nie jestem kobietą, której atrakcyjność, w takim obiegowym znaczeniu, jest jakaś porażająca, dlatego mam nadzieję, nie będę mieć jakiś wielkich problemów z akceptacją tego procesu. Przepaść pomiędzy tym, jak bardzo kiedyś byłam piękna, a jak bardzo teraz jestem brzydka bo stara, nie będzie taka duża.

- Podczas płyty „Maria Awaria” odkryłaś swoją kobiecość?

- Ja jej nie odkryłam tylko jej użyłam. To nie jest tak, że ja czułam się nieatrakcyjna. Do momentu tamtej płyty nie było mi to potrzebne. A kiedy robiłam „Marię Awarię”, wszystko o seksie, takie cielesne, postanowiłam, że nie mogę być takim miśkiem pluszowym tylko muszę stać się rasową laską. Suką.

- Odreagowanie po byciu słodkim pulpetem?

- Oczywiście, że byłam pulpetem. Ale potem zrobiłam się fantastyczną, rasową laską.

- W majteczkach, koszulce bez biustonosza i szpilach…

- To było przyjemne, ale bez przesady. Dużo zachodu kosztuje, żeby utrzymać się w tak fenomenalnej formie, żeby w tych majtkach zasuwać po scenie.

- Ale wyglądałaś jak szlagier. Miałaś chyba tego poczucie?

- Tak. To było fajne doświadczenie. Teraz ważę trzy kilogramy więcej i czuję się równie dobrze.

- Dzisiaj w samych majtkach wyskoczyłabyś na scenę?

- Tam jest wszystko w porządku, jeśli o to pytasz (śmiech).
onet
Data publikacji w portalu: 2012-12-24
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 0 /głosów:
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

  ZOBACZ TAKŻE  

Ostatnio komentowane:

news Maciej Stuhr dołącza do akcji Kampanii Przeciw Homofobii
smaku O jaką równość chodzi konkretnie? Bo ja zawsze nie wiem o co tu się walczy, konkretnie? Hmm... o prawo do małżeństw? Na jakie cele? Byłoby to chore i niezgodne z rozumem, no więc po... opinia dodana 2019-10-17 19:50:17
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos Najlepsze opowiadania erotyczne - Warnock Kathleen
Za ile można by odkupić? Bo chyba po 30 zł. jest na rynku, to za drogo trochę, a bardzo spodobała mi...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019