To nie miał być film o gejach [WYWIAD]

Nie chciałem mówić o homoseksualiźmie jako o “zjawisku”. Chciałem opowiedzieć o uczuciach ludzi – mówi Tomasz Wasilewski reżyser filmu „Płynące wieżowce”, który właśnie zdobył nagrodę publiczności na prestiżowym festiwalu filmowym T-mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu.
Tomasz Wasilewski w Karlowych Warach Fot. Vit Simanek Źródło: PAP/CTK
Tomasz Wasilewski w Karlowych Warach Fot. Vit Simanek Źródło: PAP/CTK
Newsweek.pl: „Płynące wieżowce” zdobyły nagrodę publiczności na Nowych Horyzontach, kilka tygodni temu odniosły sukces w Karlowych Warach. Gdzie jeszcze będzie pokazywany film?
Tomasz Wasilewski: Wszystkich festiwali, w których bierzemy udział nie pamiętam. Dosłownie za chwile wybieramy się do Finlandii, potem Chorwacja, następnie Rio de Janeiro, Montreal, Tai Pei… mam już zabukowane terminy do końca stycznia 2014 roku.

Newsweek.pl: Nie dość, że film podobał się festiwalowej publiczności, to jeszcze od samej premiery zbiera świetne recenzje. W kinach pojawi się jednak dopiero w listopadzie. Co jest dla ciebie ważniejsze: ocena profesjonalistów czy widzów?
Tomasz Wasilewski: Filmy robi się przed wszystkim dla widzów. W końcu ja sam też jestem widzem, oglądam mnóstwo filmów. A co do krytyków... myślę, że dla każdego twórcy ich opinia jest ważna. To cieszy, gdy nasza praca jest doceniana.

Newsweek.pl: Zarówno twój debiut „W sypialni”, jak i „Płynące wieżowce” są mocno osadzone w realiach współczesnej Polski. Czy chcesz tworzyć filmy zaangażowane społecznie?
Tomasz Wasilewski: Nie robię kina misyjnego. Dla mnie najważniejszy jest człowiek i prawda tego konkretnego człowieka. To naturalne, że on funkcjonuje w jakimś środowisku i to środowisko pojawia się na ekranie i oddziałowuje na bohaterów. To ma być jednak tylko tło, a nie temat.

Newsweek.pl: W polskiej kinematografii „Płynące wieżowce” to jeden z pierwszych filmów mówiący o miłości homoseksualnej. Sięgniecie po taki temat musiało wywołać kontrowersje.
Tomasz Wasilewski: Jako reżyser zdaję sobie sprawę, że pewne kwestie są rzadziej poruszane, ale właśnie dlatego są warte uwagi. „Płynące wieżowce” też łamią schematy, chociaż to nie był mój główny cel. Nie chciałem mówić o homoseksualiźmie jako o “zjawisku”. Chciałem opowiedzieć o uczuciach ludzi, przy czym ich płeć nie była najważniejszą sprawą.

Newsweek.pl: Nie miałeś problemów ze znalezieniem odtwórców głównych ról?
Tomasz Wasilewski: Z dziewczynami (Martą Nieradkiewicz, Katarzyną Herman, Izabelą Kuną) znam się od dawna. Wiedziałem, że sobie poradzą. Z chłopakami było trudniej. Nie znałem nikogo kto pasowałby do tych bohaterów. Poprosiłem o pomoc reżyserów kastingowych, którzy dali mi setkę kandydatów. Ja wybrałem z niej czterdziestu i zaprosiłem na spotkanie. Dałem im do odegrania trzy trudne sceny. Przez długi czas nic z tego nie wychodziło, aż w końcu przyszedł Bartek (Bartosz Gelner), który bardzo mi się spodobał. Trzymałem go na zdjęciach chyba z pięć godzin, później dołączył Mateusz (Mateusz Banasiuk) i okazało się, że razem są świetni! Potem dowiedziałem się, że chłopacy się dobrze znają, już wcześniej razem pracowali. To też na pewno wpłynęło na ich współpracę. Oni nie czuli wobec siebie dystansu, czy jakiegoś zagrożenia, byli bardzo wiarygodni przed kamerą.

Newsweek.pl: Na świecie filmy o homoseksualistach powstają od dawna. Choćby w konserwatywnym Izraelu, gdzie w 2009 Haim Tabakman nakręcił „Oczy szeroko otwarte” o gejach z dzielnicy ortodoksyjnych Żydów w Jerozolimie. Dlaczego w Polsce takie obrazy dopiero się pojawiają?
Tomasz Wasilewski: W Karlowych Warach rozmawiałem z producentami, dystrybutorami i selekcjonerami filmów do festiwalowych konkursów. Powiedzieli mi, że „Płynące wieżowce” to pierwsza tego typu produkcja w byłym bloku wschodnim. Ja myślę, że przez lata zamknięcia, obyczajowo wciąż jesteśmy w tyle za Europą Zachodnią czy Ameryką. To się oczywiście zmienia, ale jeszcze potrzebujemy czasu, żeby pewne tematy przepracować.

Newsweek.pl: Co oznacza tytuł „Płynące wieżowce”?
Tomasz Wasilewski: To zabawne, bo wymyśliłem go jako szczeniak. Miałem 13 lat i rodzice zabrali mnie do Nowego Jorku. Razem z nimi i siostrą zwiedzaliśmy siedzibę ONZ. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem tam wysokie, szklane budynki. W nich odbijały się inne wieżowce i niebo. Na szklanych ścianach te odbicia załamywały się. A to sprawiało wrażenie, że budowle falują. I wtedy w mojej głowie pojawił się obraz „płynących wieżowców”, jako symbolu czegoś widzialnego, a jednocześnie bardzo odległego. Pomyślałem, że zrobię kiedyś film o takim tytule. Ale w tej historii tytułowe „płynące wieżowce” to także metafora tęsknoty głównych bohaterów za tym, żeby w ich życiu wszystko się poukładało, żeby była w nim prawdziwa miłość.

Newsweek.pl: Mówisz, że chcesz pokazywać prawdziwych bohaterów, tworzyć kino, które porusza. Kto według ciebie spełnia te kryteria?
Tomasz Wasilewski: Lubię filmy Aranofskiego, Moodysoona, Sofii Coppoli, Małgośki Szumowskiej. Uwielbiam Ulricha Seidla. Niedawno wróciłem z Serbii, gdzie obejrzałem ostatnią cześć jego trylogii „Raj: nadzieja”. Wyszedłem z sali, poszedłem gdzieś, piłem wino, paliłem papierosa za papierosem i myślałem. Takie filmy chciałbym robić. W sensie nie takie jak Seidel, ale takie, które tak samo poruszają. Filmy, w których można usłyszeć głos z wnętrza człowieka, w których przesłanie będzie tak prawdziwe, wyraźne, że zburzy ekran a widz stanie twarzą twarz z bohaterami i przedstawianą sytuacją. Nie chodzi o to, żeby koniecznie wczuł się w opowiadaną historię, ale żeby starał się ją przeżyć. Bez względu na to, czy się z bohaterami utożsamia czy nie.

Newsweek.pl: Czy aktualnie pracujesz już nad jakimś nowym filmem?
Tomasz Wasilewski: Tak, mam scenariusz i nawet mam już producenta. Film będzie nosił tytuł „Zjednoczone stany miłości” i będzie to film o kobietach, bo to one aktualnie mnie najbardziej interesują. Uwielbiam kobiety w kinie i wiem, że mamy w Polsce bardzo zdolne aktorki. Praca z nimi to zawsze ogromne wyzwanie i ogromna przyjemność.
newsweek.pl
Data publikacji w portalu: 2013-07-31
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 0 /głosów:
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

  ZOBACZ TAKŻE  

Ostatnio komentowane:

lesbijka Znane lesbijki
smaku Ja też bym się wstydziła potem, gdybym zrobiła jakiś błąd w artykule, bo kiedy pisze się komentarze, to wiadomo, że aby pisać i nawet się nie sprawdza za bardzo, bo to bieżące, jak... opinia dodana 2020-07-01 21:49:15
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Radość seksu lesbijskiego - Newman Felice
ma może ktoś do sprzedania tą książkę ??

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2020