Banalna historia.

Kinga
Niby banalna historia, ale postanowiłam ją wam opowiedzieć.
Zwróciłam na nią uwagę już w pierwszej klasie liceum. Zauroczyła mnie. Inteligentna, ładna i bardzo tajemnicza. Wszyscy chłopcy byli nią zaintrygowani, ja natomiast jeszcze nie rozumiałam, co czuję.
Była naszą panią profesor języka rosyjskiego i gdyby nie jej osobowość, chodzilibyśmy na jej lekcje za karę.
Ta historia zaczyna się jednak w klasie maturalnej. Pamiętam, że przygotowywaliśmy jakąś pokazową lekcję z języka rosyjskiego dla kuratorium. Zajęcia mieliśmy więc codziennie i to w czasie ferii świątecznych, ale w zamian za nasz wysiłek nikt z nas nie miał mieć dwói z języka rosyjskiego na półrocze. To ja namówiłam na to wszystkich w imię pomocy kilku osobom. Lekcja wypadła super, czuliśmy, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty. Zatkało nas dwa dni później, kiedy okazało się, że pięć osób ma 2 na półrocze - nasz układ został złamany!
Nawet się nie odwróciłam, kiedy weszła do klasy. Siedziałam na ławce plecami do niej i ostentacyjnie ignorowałam to, co dzieje się za mną. Poszliśmy do sali gimnastycznej uczyć się tańczyć poloneza na studniówkę. Stała w rogu sali i miała łzy w oczach. Podeszłam i sama nie wiem, dlaczego zaczęłam ją pocieszać. Tłumaczyła się, że nie mogła niektórym nie postawić dwói, ale to było już bez znaczenia, jej łzy rozbroiły mnie zupełnie i tak to się zaczęło.
Na studniówce rozmawiałyśmy już parę godzin. Ona wybierała się z mężem na wakacje do Paryża, ja wyjeżdżałam tam zaraz po maturze - to był nasz pierwszy wspólny temat. Pozwoliła mi odwieźć się samochodem do domu, byłam bardzo dumna, szczególnie, gdy dowiedziałam się, że kilku chłopców jej to proponowało.
Przez dwa tygodnie ferii zimowych nie znalazłam pretekstu, żeby do niej zadzwonić. Zobaczyłyśmy się po powrocie do zajęć i zaczęłyśmy często rozmawiać na przerwach. W marcu moi rodzice wyjechali na narty a ja zostałam uczyć się do matury. Od dawna chciałam zaprosić ją na kolację, nie mogłam zmarnować takiej okazji. Wypiłyśmy cztery butelki wina, w środku nocy odwiozłam ją do domu. Pierwszy i ostatni raz w życiu prowadziłam pijana samochód.
Jak 18 - letnia gówniara mogła zainteresować 35 - letnią, dojrzałą kobietę? Chyba tylko słuchając jej. Miałam wrażenie, że od lat nikt z nią nie rozmawiał, nie interesował się, co myśli i czuje, więc schowała się za zimną maską Pani profesor.
Po paru dniach dostałam zaproszenie na rewizytę. Podała pyszną kolację. Uśmiechała się do mnie czule i nagle wzięła mnie za rękę:
- Nigdy nie starałam się tak dla kobiety.
Byłam przerażona:
- Tylko nie to. Już wiedziałam, że nie chodzi o zwykłą przyjaźń.
- Dlaczego nie? Dużo ostatnio o tym czytałam, wiem, że to możliwe.
- Nie...nie chcę tego...ale możesz mnie pocałować.
Mówiłam "nie", ale myślałam "tak". Liczyła się tylko ta chwila, później miałam zastanowić się, co dalej.
Ale dalej było jeszcze gorzej. Widywałyśmy się, gdy tylko to było możliwe. Życie nabrało nowego tempa, każda chwila razem była bezcenna, czas między spotkaniami trzeba było jakoś zabić. Jeździłyśmy razem do szkoły, na przerwach zamykałyśmy się w wolnych klasach i całowałyśmy od dzwonka do dzwonka. Po szkole uczyłam ją jeździć samochodem ( jej męża samochodem - cóż zrobić), parkowałyśmy na jakiś ciemnych parkingach i znowu się całowałyśmy. Jeździłyśmy albo do niej albo do mnie - tam gdzie akurat nikogo nie było.
Grałam wyczynowo w tenisa, ale tenis przestał się liczyć, matura zbliżała się wielkimi krokami, ale to też nie było ważne.
- Przyjedź do mnie, tęsknię
- Nie mogę, muszę się uczyć
- Czego się uczysz?
- Rosyjskiego...
- Przyjedź, nie będę Cię pytać
- Nie wygłupiaj się
- Przyjedź, błagam...
Za punkt honoru przyjęłam, że nigdy naszej miłości nie wykorzystam, musiałam o to walczyć nawet z nią.
W końcu dyrektor szkoły wezwał ją na rozmowę. Powiedział, że ciągle widuje się nas razem i że powinna ograniczyć tę znajomość. Od tej pory musiałam parkować za rogiem, gdy przyjeżdżałam po nią do szkoły.
Któregoś dnia, u niej w domu, gdy na końcu języka miałam prośbę o pocałunek, okazało się, że jej mąż siedzi w kuchni - omal nie wpadłyśmy.

Nagle, a może powoli, ta miłość zaczęła mnie przytłaczać. Dzisiaj myślę, że przyszła za wcześnie, że byłam na nią za młoda i za głupia. Przerażała mnie powaga jej uczuć i zaangażowanie, jakie ze sobą niosły. Chciała rozwieść się z mężem a ja jeszcze nie dojrzałam do życia z kimś, a co dopiero z kobietą.
Za nic jednak nie chciałam jej zranić, wiedziałam, że po maturze wyjeżdżam, musiałam wytrwać do końca.
Pilnowała mojej klasy na obydwu pisemnych egzaminach, sprawdziła moje wypracowanie - na szczęście, do dzisiaj robię potworne błędy ortograficzne. Na ustnym z rosyjskiego dostałam pięć już bez jej pomocy - miałam wrażenie, że to mój obowiązek.
Dziesięć dni później odwoziła mnie na lotnisko, płakałyśmy obie, ale jednocześnie czułam, że odzyskuję wolność, że zaraz zacznę normalne życie... z facetem.
Spotkałyśmy się raz w Paryżu podczas tych wakacji, zrobiłam to dla niej i pewnie to wyczuła.
Potem pisała listy, których nie czytałam i na które nie umiałam odpisać, nie raniąc jej i pewnie to ją najbardziej raniło. Po dwóch latach, doświadczona życiem i spragniona miłości odwiedziłam ją w Polsce. Było beznadziejnie...to nie była już ta historia. Ktoś powiedział, że nie wraca się do zakończonych losem spraw, chyba, że po klęskę - to właśnie była klęska.
Od tamtej pory jej nie widziałam, minęło prawie 12 lat, ale jak widzicie, pamiętam o niej i pewnie nigdy nie zapomnę. Mimo, że bardzo starałam się tego nie zrobić zraniłam ją bardzo głęboko z młodości i głupoty, ale to i tak niewybaczalne. Zawiodłam ją tak samo jak jej mąż i wszyscy inni, mimo że ze mną miało być właśnie inaczej.
Chciałabym kiedyś móc ją przeprosić, dowiedzieć się, co u niej słychać. Gdybyście ją kiedyś spotkali pozdrówcie ja ode mnie. Na imię ma Monika.
Data publikacji w portalu: 2003-07-29
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Łódź. Przyjazna psycholożka
smaku Dzień dobry, chciałabym zapytać, jeśli można: jaka jest moja orientacja, jeśli jestem lesbijką i czy byłoby to oszukiwanie kobiet, gdyby mnie zobaczyły i stwierdziły, że jestem facetem?... opinia dodana 2019-05-27 21:18:35
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Goblin Market - Rossetti Christina
A mnie się to tłumaczenie podoba. Jestem anglistką, literaturoznawczynią, i mogę zapewnić, że fragmenty...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019