Pokręcone włosy labiryntów

Lizurej Marzena
Wcale nie jestem ślepa, czuję te nitki pajęcze, kołtuny poplątanych włóczek, ocieram się o chaszcze, rozrośnięte przesadnie żywopłoty, zatracające logikę i symetrię labirynty, otoczona jestem syczącymi arabeskami drutów, kajdanami sznurów korali, telefonicznych kabli, strun gitarowych, wymieszanego z sosem bolońskim makaronu. Widzę, jak daję się w to wplątać, powoli i nieświadomie stawiam stopę na zakazanym gruncie, gdy zdaję sobie sprawę z błędu interpretacyjnego, jest już za późno, przecież to nie pierwszy raz, jak mogłam znów się zakochać, czeka mnie taka sama jak zwykle rozmowa zakończona żenującymi słowami wyznań. A potem lizanie ran, moich i tylko moich, nie jestem ślepa, kiedyś przebiję światłem jasnowidzącego spojrzenia ten żałobny mrok labiryntu, nie znam trasy biegu, gubię się, błądzę, jestem tylko lustrzanym odbiciem Ariadny.

ATENA:

Przez cały czas mówiła, miała miły głos, poznałam ją na egzaminach wstępnych, była niepozornie mała jak ja, od początku obdarzyłam ją sympatią, zawsze miała podkrążone oczy, to te migreny, tłumaczyła, że dzięki nim nie potrzebuje narkotyków, tak naprawdę nie piła nawet piwa, kiedyś posmakował jej gin z tonikiem, ale to była tylko jednorazowa zdrada abstynencji, wszystko co robiła, musiało być obrzydliwie świadome i wkalkulowane w koszty własnej egzystencji, zapewne nigdy nie żałowała swoich wyborów, zgromadziła wokół siebie grono rozintelektualizowanych kobiet, to było jak salonik literacki, pewnie gdyby nie ona do dziś miałabym niewiele znajomych, pamiętam, jak studiowała mapę przedwojennego Paryża, żeby odnaleźć miejsca, w których bywała Anais Nin.

Powiedziała mi kiedyś, że tylko kobiety zasługują na bezwarunkową miłość.

Nie rozumiałam, co znaczy ogień, dopóki sama się nie poparzyłam, zdarzało się jednak, że nie mówiła wiele, wtedy lubiła słuchać, miała dar rozumienia ludzi, nawet w tej najsubtelniejszej materii uczuć i pożądań poruszała się śmiało i z przekonaniem, a może tak mi się tylko zdawało.

Miałam rozpalone czoło i studziłam je o chłód jej dłoni, odczuwałam zazdrość z powodu jej pewności siebie, tej cechy, która ratuje najbardziej szalone przedsięwzięcia, wiedziałam, że muszę czekać na jej gest, że nie mogę się pomylić, gładziła moje włosy, a ja tłumiłam w sobie myśli, niech da mi znak, na wersalce było dużo miejsca, ale przysunęła się, pierwszy krok, może nie, muszę czekać, w końcu odważyłam się popatrzeć w jej oczy, duże i brązowe, wstałam.

- Co się stało? - zapytała, zsuwając rękę wolno po linii mojego ciała.

- Chyba powinnam już iść...

- Zostań.

Przyciągnęła mnie do siebie.

- Jeśli, oczywiście, chcesz.

Nie wiedziałam, co robić, nie znałam żadnych sztuczek, ani nawet podstawowych kroków, próbowałam słuchać instynktów, ale bałam się, chciałam być bierna i przyjąć bezwolnie pieszczoty, ale tak mogło być tylko z mężczyznami, ona żądała ode mnie działania, musiałam znaleźć właściwe miejsce, czy wypada zapytać, poprowadziła moją dłoń do celu, tak wiedziałam, że to tu, bo wzmogło się drżenie naszych ciał, mojego też, nie spodziewałam się, że może być aż tak intensywnie.

- Nic nie myśl, płyń...

Szalejący ocean, najpierw spokojnie, łagodne fale uderzają o brzeg, ale wichura właśnie się zaczyna, burty kołyszą się i tracę stabilną równowagę, a to dopiero początek, chlupie woda całymi kałużami zalewająca pokład, drętwieją mi mięśnie, lodowate dreszcze obmywają splot słoneczny, szybkość działania, pogranicze bólu i rozkoszy, smak słonej wody w ustach, smagający po twarzy deszcz, odgłosy ginące wśród rozpasanej burzy, dłonie sztywnieją, sinieją wargi, czuję, że tonę, chcę krzyczeć, nie mogę, jest głęboko, jeszcze głębiej, ciemność...

Otarła mi pot z czoła, a później złożyła tam pocałunek, tak jakby była moją matką, nie kochanką, wiedziałam, że to tylko inicjacja, najważniejsza nauka, jako neofitka spoczywałam nago na mokrym prześcieradle pokładu, chciałam przedłużyć uścisk jej ramion, za oknem powoli jaśniało niebo, zegarek nieubłaganie kradł nam czas, wypadało coś powiedzieć, ale wciąż brakowało mi słów, zadzwonił budzik, skończyła się audiencja.

Potem spotykałyśmy się jeszcze często i jak gdyby nigdy nic rozmawiałyśmy o malarstwie van Eycka, albo powieściach Andrzejewskiego, do tej pory nie wiem, w jaki sposób w tym jej nieprzeciętnym intelekcie mieściła się namiętność, a przecież była tam, doskonale ukryta przed wzrokiem niepożądanym.

KLITAJMESTRA:

Należała do tego typu kobiet, które zawsze wzbudzają moje obawy, włosy obcięte przy samej skórze, muskularna sylwetka i każde zdanie napakowane do przesytu wulgaryzmami, kiedyś powiedziałam, że wolałabym umówić się z facetem niż z taką dziewczyną, naprawdę tak myślę, chłopców przynajmniej się nie boję. Jej łapczywe spojrzenie zahaczało każdy biust, jeździła na starym Harley'u, zakładała się z chłopakami w siłowni o to, kto więcej podniesie, okrążałam ją wielkim łukiem, nie sądziłam, żebym kiedykolwiek chciała z nią rozmawiać.

Było tysiąc miejsc na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, w które moglibyśmy pojechać, ale wybraliśmy właśnie to, pole namiotowe, białe wapienne ściany obwieszone zwisającymi na kolorowych linach entuzjastami tego sportu zwanego wspinaczką skałkową, w końcu uciekliśmy od snobistycznego towarzystwa, żeby nielegalnie rozbić namioty w lesie i tak na trasach co jakiś czas spotykaliśmy znajomych.

- Co dzisiaj zrobiliście?

- Szóstkę... trawersem.

- A wy?

Poszłam do schroniska się wykąpać, woda była zimna, to dobrze, przynajmniej nie siedziałam tam godzinami, pod drzwiami ustawiała się kolejka, jedyny prysznic w promieniu 15 km, wycierałam na korytarzu włosy, gdy ją zobaczyłam.

- Cześć, znamy się z siłowni, pamiętasz?

Miałam ochotę porozmawiać o czymkolwiek, byle nie było to związane z trasami wspinaczek.

- Zauważyłaś, że tutaj niebo jest zupełnie granatowe? - spytała, a ja zaskoczona dałam się zaprosić na piwo, jedno, drugie, piąte.

- Zrobiło się strasznie późno... - czułam, że niewyraźnie wypowiadam słowa - Będą się o mnie martwić...

- Odprowadzę cię.

Nocą w lesie jest naprawdę ciemno, zgubiłam się, kręciło mi się w głowie, szłyśmy obok siebie nie rozróżniając nawet swoich sylwetek w mroku.

- Nie wiem, gdzie to jest - przyznałam się w końcu.

- No to trzeba wracać.

Jakaś gałąź podstawiła mi haka, zachwiałam się i objęłam ją za szyję, nie mam pojęcia, jak to się dzieje, że mięśnie działają nawet, gdy umysł traci nad nimi kontrolę, przebłyski wrażeń, po to, by później móc odtworzyć kolejność zdarzeń, nie wymówiłyśmy do rana ani słowa, tak przynajmniej pamiętam.

Głowa opada mi w tył i ocieram się plecami o chropowaty pień sosny, jej ręce są zimne, co chwilę tracę równowagę, przesuwa język z szyi na moje wargi, ssie je jak wampir, rozchylam uda, gdy zsuwa ze mnie spodnie, zaciskam kolana, a ona siłą je rozwiera, może to i gwałt, ale godzę się przecież, jest brutalna, rzuca mnie na wilgotny mech, wykręca moje ręce, mnie też się udziela ta agresja, przejeżdżam zębami po jej słonej skórze, małe światełka gwiazd wirują powyżej drzew, tu toczy się wojna rozkoszy, niekończąca się odyseja uścisków, rozkładam ją na łopatki, to chyba jedyna okazja, jej mięśnie są twarde jak skały, śmieje się, to potęga, do której nikt nie ma dostępu, zdobywam szczyty jej piersi wypiętrzone dumnie, zaciska mnie w kleszczach siły, trzęsienie ziemi, zsypują się na mnie kamienie, znajduję podziemne źródło i piję, erupcja wulkanu, przygniata mnie głaz potężny, zapadam się w gwiezdną przestrzeń, kolejny raz...

- Zobacz, las płonie - powiedziała do mnie o świcie, trzęsłam się z zimna, cały świat był pomarańczowy, a ona rozpalona tuliła się do mnie łagodnie, jakbym nie pamiętała jej brutalnych pieszczot, wciąż kręciło mi się w głowie.

- Teraz już muszę iść naprawdę - powiedziałam zachrypniętym głosem. - Trafię sama.

I poszłam, kilka godzin później wróciłam do miasta, nigdy więcej jej nie spotkałam, mogłabym przecież, ale nie chciałam, coś jednak we mnie pozostało, zawsze gdy słyszę terkotanie Harley'a, jestem wyraźnie podenerwowana, pewnie dlatego, że ona zawsze wzbudzała moje obawy.

NAUZYKAA:

Kiedy ją poznałam, miała trzynaście lat, słabo wtedy rozwinięte pączki piersi wybuchły dziś aromatycznymi różami, gęste warkocze czarnych włosów zostały w koszu na śmieci jakiegoś zakładu fryzjerskiego, pali Dumonta przy kawiarnianym stoliku, ubrana w spódniczkę akurat za kolana, tak jak przykazała Coco Chanel, wypuszcza dym zmysłowo z uśmiechem hollywoodzkiej przedwojennej gwiazdy filmowej, kelner patrzy na nią jak na zjawisko, jestem dumna ze zdobyczy, łapię się na tym, że traktuję ją przedmiotowo, chcę narzucić swój punkt widzenia, ale ona się nie daje, w końcu muszę przydzielić jej połowę praw, czy to miłość, mam nadzieję, że tak. Obserwuję, jak przechyla głowę w bok, jestem pełna uwielbienia dla każdego jej gestu, opowiada mi o sobie zupełnie zwyczajne rzeczy, ale w tej sytuacji brzmią one jak zwierzenia, zatracam granicę własnej osoby, dzielę się teraz na dwie dziewczyny siedzące na przeciw siebie, chciałabym stworzyć świat na nowo, tylko dla nas, chciałbym poukładać elementy rzeczywistości tak, żeby nasza miłość znalazła w nim stabilny punkt oparcia, chciałabym, żeby był już wieczór, zamknę wtedy drzwi sypialni i noc nigdy się dla nas już nie skończy, jednak wieczór nie nadchodzi, ciągle jest jeszcze jasno.

- Nie jestem warta twojej miłości - szepcze, podnosząc do ust papierosa.

- Nawet nie wiesz jak bardzo...

- Nic nie mów.

Niebo robi się czerwone, wino rozlewa się na obrus, szminka zostawia na szklance ślad w kolorze paznokci, idziemy chwiejnym krokiem po brukowej kostce chodnika, trzymam ją za rękę, to żaden skandal, ale chciałabym, żeby wszyscy wiedzieli o naszym szaleństwie. Brama domu przyjmuje nas łaskawie, całujemy się ukryte w chłodnym cieniu, schody ciągną się w górę, klucz tańczy w zamku, otwieram drzwi mieszkania, jej usta są gorące, nabrzmiałe słodyczą.

- Nie, nie... - wyrywa się z moich ramion.

- Co się stało? - pytam.

- Nie wiem.

- Zostań, proszę.

- Nie mogę.

- Dlaczego?

Nie odpowiada, grube krople łez spływają jej po twarzy, czuję się winna, próbuję dotknąć jej ramienia, ale się odsuwa.

- Wytłumacz mi...

- Nie ma przed nami przyszłości.

- Wcale nie - chwytam ją mocno za ramiona. - Wszystko zależy od nas.

- Żegnaj... - mówi przez łzy.

Pośpiesznie bierze torebkę i nie odwracając się nawet, wychodzi, ja zostaję zdruzgotana, słyszę jak wali mi serce, próbuję się nie rozpłakać, czuję jak ściany przygniatają mnie spadając na moją głowę, przecież nie mogę jej stracić, wybiegam na ulicę, pada deszcz, widzę jej sylwetę oddalającą się w świetle latarni, biegnę.

- Kocham cię - dopadam ją zdyszana. - Błagam nie odchodź, jeśli chcesz, to tu uklęknę.

- Nie wygłupiaj się. Wszystko skończone... - jej włosy są mokre, makijaż rozmywa się po twarzy. - Zapomnij o mnie - dodaje po chwili. - Jeśli mnie kochasz, to zapomnij.

Deszcz wspaniale ukrywa łzy, jego strugi zalewają mnie całą, ona zatrzymuje taksówkę i wsiada do niej, nie, to nie możliwe, opieram się o wilgotny mur kamienicy, nie potrafię zrozumieć dlaczego, niebo rozdziera błyskawica, idę powoli w kierunku domu, zostawiłam otwarte drzwi, czy to teraz ważne? Od huku grzmotu trzęsą się ściany, to tak blisko, ja jestem tu obok, uderz jeszcze raz we mnie, cisza, błyska światło, czekam na śmierć, nie to gdzieś dalej, wchodzę po schodach , przystając na każdym stopniu, nie mogę uwierzyć, że odeszła.

Nad moim labiryntem krążą kruki, zwijam nitkę w kłębek, zapisuję kredą na posadzce magiczne formuły, Homer był niewidomy, ale ja rozróżniam kształty i kolory, nie napiszę wielkiego poematu, rozczesuję włosy, jestem tylko lusterkiem Ariadny, puszczam zajączki, oczka w pończochach, wodze wyobraźni.
Data publikacji w portalu: 2003-07-29
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
RysioPyyysio Mimo skali kampanii karnej żaden z Czeczenów nie zwrócił się do rosyjskich organów ścigania z oskarżeniem.😜 opinia dodana 2019-02-19 13:19:56
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019