Patrzyłam jak odchodzi

Loren
Patrzyłam jak odchodzi... moje szczęście, moja radość, kobieta, która zrobiła dla mnie tak wiele... dopiero wtedy, gdy odeszła, zapragnęłam jej przy sobie... dopiero wtedy ją pokochałam, gdy była już za daleko, by ją dogonić.
Kartkę o tej treści znalazłam w skrzynce przed chwilą, niedawno, w momencie, gdy zaczęłam przystosowywać się do mojego nowego domu, gdy znalazłam swoje miejsce w świecie. Drżąca ręka, nieczytelny charakter pisma kobiety, którą kochałam przez tak wiele lat. Kobiety, przy której byłam, trwałam, bo tak naprawdę nigdy nie byłyśmy razem. Ona była gdzie indziej. Wolna. Jak motyl wznosiła się ponad wpatrzonymi w nią z zachwytem kwiatami.
Musiałam odejść, znaleźć sobie miejsce w życiu, bo nie czułam się jej potrzebna. A teraz ta kartka... Za późno. Spoglądam na mały placyk za oknem. Dochodzą z niego krzyki bawiących się dzieci.
Ewelina, kobieta, dla której byłam w stanie zrobić wszystko. Byłam, ale już nie jestem. Teraz jestem daleko, czeka mnie nowe życie. Tu jej urok mnie już nie dosięgnie.
Ta kartka, te słowa. Wiedziałam, że zatęskni, gdy odejdę. Wiedziałam, że... Dałam jej wolność, ale ona zawsze była wolna. Nigdy tak naprawdę nie byłam jej niezbędna do czegokolwiek. Ona mi była. Była moim powietrzem, bez którego nie mogłam żyć.
Zaczęło się bardzo niepozornie, jak większość znanych mi związków. Poznałyśmy się przez Internet. Na chacie. Brzmi banalnie, trochę nieprawdopodobnie, ale tak właśnie było, tak zaczęła się nasza raz smutna, raz wesoła historia. Historia, która nie będzie miała końca, a może będzie miała, tylko ja nic o tym jeszcze nie wiem.
Najpierw były słowa. Kolorowe literki wystukiwane na klawiaturze, jak ciche dźwięki na klawiszach jakiegoś instrumentu unosiły się i mijając setki kilometrów docierały do niej, przed jej szare oczy. Na początku nie wiedziałam, że są takie szare, nie wiedziałam, że można w nich utonąć.
Właśnie wtedy rozpadał się mój pierwszy prawdziwy związek. Chyba był zbyt stabilny. Więcej przyjaźni niż miłości. Zaufania niż zazdrości. Zaczęło się spokojnie i tak też się skończyło. Z Eweliną było inaczej. Wszystko było inaczej. I te słowa w jej ustach brzmiące niczym magiczne zaklęcia.
Przyjechała. Zatrzymała się u mojego przyjaciela. Spotkałyśmy się. Nie raz, nie dwa. Te szare oczy i długie włosy koloru słomy, niekiedy złota lub srebra. Ironia w głosie. Ironia we wszystkim, co robiła. Była ponad. Ponad tym, co ją otaczało. Teraz ja jestem...
Pokochałam ją od początku. Od kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy. W jednym z "branżowych" klubów. Siedziała nad kuflem piwa i porządną dawką ironii częstowała jedną z moich koleżanek. Zakrztusiła się, ale nie Ewelina tylko ta druga. Ja przestałam się odzywać, na chwilę.
Potem były spacery. Ona tuż przy mnie, lecz mimo to tak daleko. Taka nieosiągalna. I sms-y. Nie do mnie. Wysyłała je, idąc ze mną pod rękę. Chciała, żebym mówiła do niej, żebym jej opowiadała o sobie. Więc opowiadałam, sama niewiele dowiadując się o niej.
Mój przyjaciel pochylił się nade mną i wyszeptał mi na ucho: "Ona nie jest dla Ciebie. Ty nie jesteś dla niej.", ale moje serce krzyczało: "Jesteście dla siebie stworzone!"
Pierwsza noc. Pierwsze pocałunki. Pierwszy... brak czułości. Już wtedy wiedziałam, że Ewelina mnie nie kocha. A może kochała... na swój prywatny sposób.
Nauczyła mnie prawdziwego pocałunku. Nauczyła mnie namiętności. Gwałtownej i palącej wszystko, co na jej drodze stanie. Nauczyła mnie chłodu. Lodowatego sopla przebijającego serca tych, którzy kochają.
Będąc ze mną, trzymając mnie za rękę, potrafiła mówić tylko o innych kobietach. O swoich byłych partnerkach. Mnie nigdy nie nazwała swoją partnerką, chociaż teraz zapewne jestem jej byłą.
Cierpiałam, a ona wiedziała o tym. Tak mi się przynajmniej wydawało. Wtedy. Teraz całe zło, które mi wyrządziła, widzę jak przez mgłę. Jasne i przejrzyste pozostają jedynie dobre wspomnienia. One też uśmiechają się do mnie, gdy próbuję zapomnieć, że cokolwiek było między nami.
Jej oddech na moim karku. Jej dłonie. Wszędzie. Jej ciche drżenie w moich ramionach. Moje "kocham", jej "jestem". Nigdy nie powiedziała, że kocha. Nigdy nie powiedziała, że jej zależy.
Strumienie kolorowych literek szybko płynące po szklanym ekranie. Spotkania co czas jakiś, bliżej nieokreślony.
Jej ciągłe wyjazdy doprowadzały mnie do szału. Te zniknięcia. Te sms-y znikąd. Z miejsc tylko jej znanych. Jej i tym wszystkim drugim, trzecim, czwartym... dziesiątym. A może tej pierwszej. Chyba, że jej nie było. Była nią Ewelina, blond boginka i narcyz. Była nią dla samej siebie.
Gorąca kawa, pachnąca jajecznica, jej kot na moich kolanach. Tulił się i przymilał, a ja dawałam mu wzajemność, wzajemność przeznaczoną dla Eweliny. Podarowałam jej ją jednak dopiero stając się "nie jej", zamykając drzwi "naszego" mieszkania.
Kupiłyśmy je w zeszłym roku. Gdy zaczęła pracować w moim rodzinnym mieście. Pomalowałyśmy ściany na niebiesko. Powstawiałyśmy meble. Wybieranie zasłon i pościeli... to były chyba najszczęśliwsze chwile w naszym "związku". A gdy wreszcie zaczęło wyglądać jak dom, ona wyjechała po raz kolejny. Zostawiłam je jej. Mimo to nadal jest nasze. O ile zdecyduję się wrócić.
Nie było kłótni. Nie kłóciłyśmy się nigdy. Ja zbyt pokorna, ona... ona chyba uwierzyła w to, co jej pokazałam. W bierną istotę, która nie ma własnego zdania. Byłam taka. Przy niej. Ale nie zawsze. Czasami... mówiłam, co mi się nie podoba. Nie krzyczałam, bo na nic by się moje krzyki zdały. Ona uśmiechała się wtedy "zadziornie" i wtulała się w moje spragnione jej pieszczot ciało.
Ewelina! Kobieta, której nigdy nie zapomnę. A może tylko tak mi się wydaje...?
Pełnia księżyca i my w nią wpatrzone. Trzymające się za ręce, ona z papierosem. Dym w oczach, w ustach. Dusiłam się, lecz nie powiedziałam słowa nawet jednego. Spoglądałam tylko na srebrną kulę, czułam Ewelinę i marzyłam tylko o tym, by leżeć tak do końca swoich dni lub, aby nadeszła już noc kolejna.
Nie jestem aniołem. Nigdy nim nie byłam. Przy niej jak brzydkie kaczątko, przy innych jak piękny łabędź. Upadła istota o połamanych skrzydłach niewinności.
Pamiętam ciche romanse. Moje z innymi kobietami. Wywołane tęsknotą, pragnieniem miłości. Nie, nie będę się usprawiedliwiać. Nie ma dla mnie usprawiedliwienia, nie ma go dla niej. Jesteśmy winne temu, co działo się między nami.
Gorące łzy na moich policzkach. Jej uśmiech. Jej smutek. Moja radość. Byłyśmy inne, ale potrzebowałyśmy się nawzajem w tym właśnie momencie naszego życia, aby potem móc iść dalej.
Były też chwile, gdy czułam się wspaniale. Gdy byłam szczęśliwa. Wspólne wakacje nad morzem, długie spacery, wieczory ze znajomymi i z nią, noce w jej ramionach.
Nie chciałam, żeby tak to się skończyło. Nie chciałam, żeby w ogóle się skończyło, ale tego już nie było. Być może moja bujna wyobraźnia podsuwała mi obrazy tego, co działo się w jej życiu, ale miałam powody by myśleć tak, a nie inaczej. Nie wiem. Było mi źle z tą miłością. Chciałam się uwolnić, choć wiem, że nie uwolnię się nigdy.
"Patrzyłam jak odchodzi..." czytam słowa zapisane na kartce raz jeszcze. Wcale nie patrzyła. Gdy zdecydowałam się, że wyjeżdżam, była daleko. Pojechała w jedno ze swoich "odwiedzin" do jakiejś dziewczyny z Wrocławia. Gdy wróciła, trafiła prosto na przyjęcie pożegnalne, które wyprawili dla mnie moi znajomi. Nie spodziewałam się jej tam. Przyspieszone bicie serca. Nie rozmawiałyśmy o tym. Po prostu wyjechałam. Następnego dnia. Słodka noc w jej ramionach. Poranek z jej nogą oplatającą moje biodra. Zaparzyłam jej kawę. Mojemu słodkiemu maleństwu i wyszłam, zostawiając jedynie zapach perfum, którym trzymałam ją przez cały ten czas obok mnie.
Kartka wypadła mi z rąk, gdy poczułam oplatające mnie ramiona Marii. Stała za mną. Coś ścisnęło mnie, tam głęboko. Jednak serce nie pękło. Uśmiechnęłam się do niej. Była piękna. Roześmiana. Zakochana we mnie. Czuła i ciepła. Zapomniałam.
3 kwietnia 2002
Data publikacji w portalu: 2003-07-29
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Łódź. Przyjazna psycholożka
smaku Dzień dobry, chciałabym zapytać, jeśli można: jaka jest moja orientacja, jeśli jestem lesbijką i czy byłoby to oszukiwanie kobiet, gdyby mnie zobaczyły i stwierdziły, że jestem facetem?... opinia dodana 2019-05-27 21:18:35
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Goblin Market - Rossetti Christina
A mnie się to tłumaczenie podoba. Jestem anglistką, literaturoznawczynią, i mogę zapewnić, że fragmenty...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019