Szarlotka. Część 2

Majka bzigo@poczta.onet.pl
Rozdział 4. Quo usque tandem...?

Poniedziałek, 10 grudnia.
Boże, nie wiem od czego zacząć!
Rozmawiałam jakiś czas temu z Marysią. To znaczy Marysi udało się wyciągnąć ze mnie wszystkie moje obawy dotyczące Urszuli, tej mojej studentki. Nawet próbowała mnie namówić, żebym urzeczywistniła swoje pomysły, ale nie jestem do tego przekonana. W ogóle mam ogromne wyrzuty sumienia i wobec tej Bogu Ducha winnej dziewczyny i wobec Stefana. Gdyby wiedział o czym ja teraz myślę... Stanowczo nie powinnam, ale...
I jeszcze na dodatek te sny! Jak ja mogę nie myśleć o niej, skoro codziennie, no, prawie codziennie mi się śni!? Co w niej jest takiego?
Boże, czy ja już kompletnie zwariowałam?
Jak ja mam teraz normalnie prowadzić zajęcia, skoro Ulka siedzi zawsze naprzeciwko mnie i patrzy? No, właśnie, ona tak dziwnie patrzy...
A jeżeli ona tak patrzy, bo się domyśla?! Bo jeśli to widać...? Mam nadzieję, że nie.
A jeżeli tak, to co ja mam robić?
Nie, na pewno nigdy w życiu się nie przyznam do tego co do niej czuję! Głupia baba, zwariowała na stare lata! Za studentkami się oglądać!
Och, kiedy ona jest taka...
Czy ja mam szesnaście lat?! Zachowuję się jak nastolatka, odczuwam jak nastolatka...
No nie, żebym w wieku czterdziestu dwóch lat nie umiała zapanować nad emocjami?! To przecież jakieś nieporozumienie! Tak nie może być!
A jednak gdzieś podświadomie czekam na nią mając nadzieję, że znów zajrzy po zajęciach i że, zapyta o coś, albo poprosi o referat... a może sama powinnam jej wyznaczyć referat?
O, Boże... Baśka!!! Odczep się od Żeskiej!!!
*
Studenci pospiesznie poskładali zeszyty i równie prędko wyszli. W sali pozostała jedynie Urszula, której podczas pakowania wypadła portmonetka i rozsypały się wszystkie drobne. Teraz klęcząc pod ławką usiłowała je wszystkie pozbierać.
Barbara, która na chwilę weszła na zaplecze, aby odnieść pudełko ze slajdami usłyszała charakterystyczny brzęk monet i zajrzała z powrotem do sali. Dostrzegłszy co się stało podążyła w kierunku Uli, przykucnęła i pomogła jej pozbierać resztę pieniędzy.
- Dziękuję za pomoc. - powiedziała Urszula chowając portmonetkę z powrotem do torby i uśmiechnęła się do Barbary. - Może mogłabym się jakoś odwdzięczyć? - dodała.
- Och, tak! - ucieszyła się Barbara. - Gdyby mi pani pomogła zanieść rzutnik na zaplecze... Jest okropnie ciężki!
- Nie ma sprawy.
Obie podeszły do katedry, wzięły rzutnik i sprawnie go wyniosły. Potem zamieniły jeszcze kilka słów na temat następnego wykładu, pozbierały swoje rzeczy i wyszły z sali. Pożegnały się, po czym Urszula ruszyła schodami w dół, a Barbara w stronę dziekanatu.
Ulka wyszła na dziedziniec, rozejrzała się, stwierdziła, że nie jest bardzo zimno i ruszyła ulicą Traugutta, postanowiwszy obejrzeć najnowszą wystawę fotografii w Zachęcie. W krótkim czasie dotarła na miejsce, weszła do galerii, kupiła informator o wystawie i udała się do sal. Mimo popularności, jaką cieszyła się ta wystawa, nie było dużo ludzi, dzięki czemu Ula mogła dowolnie długo oglądać prace, które podobały jej się szczególnie.
Snując się powoli od jednej do drugiej fotografii w pewnej chwili kątem oka dostrzegła znajomą sylwetkę, która ukazała się w świetle sąsiedniej sali i zaraz zniknęła z pola widzenia. Ula instynktownie odwróciła głowę i rozejrzała się wokoło, a ponieważ nie zauważyła nikogo znajomego, ruszyła do następnej sali. Była mniej więcej w połowie drogi, gdy zza filaru wyłoniła się Barbara, uczyniła kilka kroków i zatrzymała się przy najbliższej fotografii. Była tak zaabsorbowana wystawą, że nie dostrzegła swojej studentki.
Urszula uśmiechnęła się na jej widok i podeszła do niej ostrożnie.
- A kuku! - powiedziała, zanim zdążyła się zastanowić, że to być może niezbyt stosowna forma powitania.
- A kuku! - odparła Barbara odwracając się do niej i uśmiechając równie intensywnie. - A co pani tu robi?
- Postanowiłam się odchamić. A pani?
- Też coś w tym rodzaju. Powiedzmy, że nie śpieszy mi się do domu...
- O, doskonale panią rozumiem. Mnie też się do domu nigdy nie śpieszy.
- Ale kiedyś mi się bardziej śpieszyło. - dokończyła myśl Barbara
Przez chwilę oglądały prace w milczeniu, następnie przeszły do ostatniej sali, wymieniły opinie i spostrzeżenia na temat wystawy, po czym udały się na dół, do szatni. Oczekując swojej kolejki Urszula zaproponowała:
- Skoro więc obu nam się nie śpieszy, to może jeszcze chodźmy tu obok, do kawiarni na jakąś herbatę?
Barbara wahała się chwilę.
- No, wprawdzie miałam zamiar jeszcze wstąpić do brata, podlać mu kwiatki, bo zostawiając mi klucze zobowiązał mnie do tego, ale właściwie mogę to zrobić jutro. - zgodziła się, a Urszula po raz pierwszy odniosła wrażenie, że między nimi coś zgęstniało. To jednak nie wystarczyło aby utwierdziła się w przekonaniu, że nie myliła się co do Barbary.
Ubrały się szybko, wyszły z Zachęty i skierowały do kawiarni, schodząc po schodkach jednakże dostrzegły, że ta jest zamknięta. Barbara zeszła na dół, aby przeczytać co jest napisane na kartce wiszącej na drzwiach, Urszula natomiast zatrzymała się na stopniu i zamrugała oczami.
- Cholera. - powiedziała do siebie i coraz intensywniej mrugając zaczęła nerwowo szperać po kieszeniach w poszukiwaniu chusteczki.
Barbara odkleiła się od kartki i spojrzała na Urszulę.
- Napisali, że dziś nieczynne z powodu jakiejś awarii. O!... Co się stało? - spytała.
Ulka przetarła oko ręką.
- Coś mi wpadło do oka. Chyba rzęsa. Nie ma pani czasem chusteczki? Nigdy nie mogę ich znaleźć jak są potrzebne!
Barbara otworzyła torbę i wyjęła z niej paczkę chusteczek.
- Proszę bardzo. - powiedziała podając je Urszuli.
- Dzięki! - Ulka czym prędzej przystąpiła do wyciągania rzęsy z oka, okazało się to jednak wcale nie takie proste.
Barbara widząc, że Ula nie może dać sobie rady, podeszła do niej i powiedziała:
- Niech mi pani pokaże to oko, może ja spróbuję?
W odpowiedzi Ulka odwróciła się do niej i podała chusteczki.
- Zaraz! Chodźmy niżej, bo tu jest za ciemno i ja nic nie widzę, a tam przynajmniej nad wejściem pali się jakaś lampa.
W milczeniu zeszły po schodkach i zatrzymały się pod drzwiami kawiarni. Barbara wyjęła świeżą chusteczkę, zdjęła okulary i delikatnie odchyliła powiekę Uli.
- Rzeczywiście, rzęsa i to nie jedna, a dwie. - powiedziała i zamilkła, skupiając się nad wykonywaną czynnością.
Ulka znowu wyczuła tę dziwną gęstość pomiędzy nimi. I kiedy zdała sobie sprawę z tego jak mała odległość je w tej chwili dzieli, poczuła silniejsze bicie serca.
- Wiktoria miała rację. - pomyślała - "o jeden krok za dużo" i koniec. Ciekawe, czy ona też to czuje... - zastanowiła się i spróbowała popatrzeć ukradkiem na Barbarę.
- Niech pani nie rusza oczami jeszcze chwilę... - powiedziała Barbara i, jak gdyby w odpowiedzi, obdarzyła ją spojrzeniem tak znaczącym, że Ula prawie przestała oddychać.
- Och, cholera... - westchnęła w myślach, Barbara tymczasem wyjęła kolejną chusteczkę i zaczęła jej ostrożnie wycierać załzawione oko.
Ula przymknęła powieki, gdyż podrażnione oko piekło ją boleśnie i w tej samej chwili poczuła na ustach delikatny pocałunek. Ze zdziwienia otworzyła niepiekące oko.
- O, Boże! Strasznie panią przepraszam... - zmieszała się Barbara, wcisnęła jej do ręki chusteczkę, odeszła na bok i oparła się o ścianę kawiarni.
Ulka powoli uchyliła drugie oko i przyjrzała się jej trochę niewyraźnie.
- Za co? - spytała. - Przeprasza się wtedy, kiedy zrobi się komuś przykrość. A to wcale nie było przykre. Przeciwnie... - dodała i zanim zdążyła się zastanowić nad tym, co robi, podeszła do Barbary i chwyciwszy ją za klapy od płaszcza, wsunęła się pocałunkiem w jej usta.
Barbara odwzajemniła jej pocałunek z taką siłą, że aż zaparło jej dech w piersiach.
Dłuższą chwilę namiętność wypełniała ich świat, sprawiając, że zapomniały o bliższym otoczeniu. Dopiero po pewnym czasie, z trudem odkleiły się od siebie, przepełnione z jednej strony jakąś magiczną euforią, z drugiej zaś, drobnym zakłopotaniem.
"O jeden krok za dużo."
- To chyba nie jest najlepsze miejsce... - wyszeptała Ulka, głosem odrobinę innym niż zwykle.
Barbara w roztargnieniu przetarła okulary chusteczką Uli.
- Myślę, że możemy się jeszcze napić tej herbaty. - powiedziała również zmienionym głosem. - Mój brat od podlewania kwiatków mieszka tu zaraz, Za Żelazną Bramą...
- Z przyjemnością napiję się gorącej herbaty... Tu jest dość chłodno.
- No, to chodźmy.
Wbiegły po schodkach na ulicę i skręciły w Królewską. Początkowo starały się iść powoli, lecz jakaś dziwna siła sprawiała, że z każdym krokiem coraz bardziej przyśpieszały tak, że pod odpowiedni adres dotarły prawie biegiem. Barbara nerwowo wyszperała klucze, upuściła je, podniosła, otworzyła drzwi i przodem wpuściła Urszulę. Nie czekając na windę wbiegły po schodach na drugie piętro i zatrzymały się pod drzwiami. Barbara niemal trzęsącymi się rękami otworzyła wszystkie zamki i obie weszły do mieszkania. Ula postawiła torbę na szafce z butami, zdjęła beret i powiesiła go na wieszaku. Barbara w tym czasie zamknęła od środka drzwi, postawiła torebkę na ziemi, zdjęła szalik i czapkę i położyła je obok torby Urszuli.
Nie zdążyły się dobrze rozebrać z wyjściowych okryć, jak padły sobie w objęcia, nerwowo i odrobinę niezdarnie usiłując nawzajem pozbawić się reszty ubrań.
- Chyba nie powinnyśmy... - zaczęła Barbara próbując zdjąć z Urszuli rajstopy.
- Ma pani absolutną rację, pani profesor! - odparła Ula z ogniem, w tym samym czasie rozpinając stanik Barbary. - Jak najbardziej nie powinnyśmy...
- Ojej... Zaraz! Ja muszę chociaż na chwilę do łazienki... - Barbara z trudem wyplątała się z objęć Urszuli i zniknęła za drzwiami, Urszula tymczasem oparła się o ścianę i chwilę oddychała głęboko, w końcu ruszyła z powrotem do drzwi wejściowych, pozbierała porozrzucane części garderoby, zadzwoniła do domu, że dziś śpi u Wiktorii i wyłączyła komórkę.
Mniej więcej kwadrans później z łazienki wyłoniła się Barbara w szlafroku.
- Jeżeli chce pani skorzystać, jest wolne. - powiedziała.
- Rzeczywiście, potem może nie być okazji...
Po kolejnym kwadransie, z łazienki, okręcona ręcznikiem wyszła Urszula i udała się w kierunku pokoju, z którego padało nikłe światło i który okazał się być sypialnią. Stanęła w progu i zajrzała do środka.
Barbara siedziała na podłodze obok wieży hi-fi, i przeglądała płyty. Jej szlafrok, niedbale porzucony leżał na fotelu, zaś cienkie ramiączka koszuli subtelnie podkreślały zmysłową nagość jej ramion, zwłaszcza, że jedno z nich było seksownie zsunięte.
Urszula podeszła do niej niezauważona, gdyż gruby, miękki dywan idealnie stłumił dźwięk kroków. Uklękła tuż za nią i delikatnie musnęła ustami jej szyję.
Barbara odchyliła głowę w jej stronę.
- Czego chcesz posłuchać? - spytała, gładko przechodząc na stosowniejszą w owej chwili formę zwracania się w drugiej osobie.
- Ciebie. - odparła Urszula wsuwając dłoń w jej włosy: grube gęste i cudownie miękkie. - A poza tym to wszystko mi jedno.
Barbara poddając się jej pieszczotom wyciągnęła płytę na chybił trafił i włączyła.
Z głośników rozbrzmiał romantyczny głos Celine Dion.
Urszula pomyślała, że muzyka całkiem nieźle pasuje, po czym zrobiła coś, na co miała ochotę już od dłuższej chwili: zsunęła drugie ramiączko z ramienia Barbary.
Koszula zachowała się prawidłowo, spływając na podłogę.
Barbara kocim gestem wykonała zwrot w kierunku Urszuli i zastygła w bezruchu. Ich oczy spotkały się kilka centymetrów od siebie. Barbara spojrzała na Urszulę w taki sposób, że etiopskie dziecko wgapiające się w jedzenie to przy niej szczyt obojętności. Po chwili ze zmysłową dystynkcją zdjęła okulary i odłożyła na szafkę.
- Koniec widzenia. - powiedziała i łapczywym gestem dosięgła jej ust.
Smakowały się powoli, dokładnie. Barbara tymczasem prawie niepostrzeżenie zsunęła ręcznik z Urszuli. Jedynie dotyk jej dłoni uświadomił Uli, że nagość stała się również jej udziałem.
Trwając w pocałunku spotkały się ciałami. Urszula zadrżała z podniecenia tak, jakby kochała się pierwszy raz w życiu i otoczyła Barbarę ramionami.
- Jesteś boginią... - wyszeptała.
W odpowiedzi Barbara delikatnie ugryzła ją w ucho i ze zwinnością bluszczu oplotła pieszczotami. Każdym muśnięciem ust sprawiała, że Urszula pragnęła jej coraz bardziej; każdym pocałunkiem wnikała w nią, pożerając coś nieuchwytnego...
Ula czuła krew coraz silniej pulsującą w żyłach, słyszała w uszach jej szum i wiedziała, że oto, za chwilę Barbara będzie miała ją, tą prawdziwą, bezbronną bardziej niż kiedykolwiek.
Gdzieś z oddali usłyszała swój głos i poczuła, że zaczyna eksplodować od środka.
Wołała Barbarę, krzyczała do niej, łapczywie chwytając powietrze, wręcz dławiąc się nim. Chciała jej powiedzieć, jak jest cudowna i jak bardzo jej pragnie, nie znajdując jednak odpowiednich słów, powtarzała tylko:
- Barbara... Barbara... Barbara... - dopóki ta nie zamknęła jej ust pocałunkiem.
Urszula objęła ją, przytuliła i znów poczuła podniecający dotyk jej ciała. Rozkoszując się jego ciepłem i miękkością powędrowała po nim pieszczotą, obserwując jak pod wpływem jej dotyku powstaje gęsia skórka.
Barbara wydała z siebie drapieżny pomruk. Jej oczy rozświetlił dziwny blask, a chwilę później jej pełen kokieterii uśmiech utwierdził Ulę w przekonaniu, że długo uśpiony wulkan właśnie się zbudził. Urszula tymczasem coraz goręcej zaklinała ją pocałunkami, przyglądając się jak dojrzewa i intuicyjnie wyczuwając, że już za sekundę, pół, może ćwierć...?
Tym razem to Barbara krzyczała do niej, oddając prawdziwą siebie, tą znaną jedynie nielicznym, dziką, namiętną, pełną zmysłowej, chaotycznej gestykulacji, aż do chwili, gdy, wzdychając w ukojeniu, z lekkością anioła opadła w ciepło ramion Urszuli.
Alea iacta est.
Odtąd każdy gest stał się dla nich wrażeniem niemal onirycznym, odbieranym wolniej i dużo dokładniej, niczym film oglądany kadr po kadrze. Czas prawie stanął w miejscu, a przynajmniej przestał się liczyć...

Rozdział 5. Święty kielich Afrodyty.

Wiktoria posadziła Urszulę przy stole. Okrążyła ją kilka razy i przyjrzawszy się jej dokładnie, wyjęła piwo z lodówki. Otworzyła je, postawiła Urszuli przed nosem, po czym usiadła naprzeciw niej i utkwiła w niej spojrzenie pełne skupienia.
- No? Co żeś zmalowała? - spytała w końcu, przerywając milczenie.
Ulka popatrzyła na nią spłoszona.
- Nic takiego, w zasadzie...
- Ojej, przecież widzę, że coś potężnego! No?! Przyznaj się. Mnie możesz.
- Właśnie nie wiem, czy mogę. Wprawdzie nie obiecywałam milczenia, ale chyba nie powinnam...
- Zaraz, poczekaj... Chyba coś mi przychodzi do głowy, hm... Jeżeli myślimy o tym samym, to zdaje się, że będzie ci potrzebne alibi?
- Ech... No, dobrze, powiem ci, bo i tak już cię w to wplątałam. - westchnęła Ulka i napiła się piwa. - Uwiodłam Basię. - oznajmiła. - Albo to Basia uwiodła mnie. Nie wiem. W każdym razie już skorzystałam z wymówki, że jestem u ciebie.
- A nie mówiłam?! - wyrwało się Wiktorii. Zaraz jednak zreflektowała się, widząc niebezpieczny błysk w oku Uli i dodała - Znaczy, chciałam powiedzieć, że tak mi się właśnie zdawało. No, i co?
- Co: co?! - zirytowała się Ulka. - Szerszego i bardziej niekonkretnego pytania już nie mogłaś zadać?! - Przepraszam. Sama nie wiem od czego zacząć.
- Najlepiej od początku.
- No, dobrze. Uwiodłaś Basię. Kiedy?
- Przedwczoraj. Poza tym wcale nie wiem która z nas którą uwiodła, więc nie mów, że to ja. - zastrzegła Ula, po czym pokrótce opowiedziała Wiktorii całą historię.
- Wydaje mi się, że, na dobrą sprawę, to nie ma znaczenia, która którą uwiodła. W końcu, jak by na to nie patrzeć, teraz już obie jesteście winne. - zauważyła Wiktoria. - Mam rację?
Ulka upiła sporo piwa i popatrzyła na nią posępnie.
- Może...? W każdym razie nie mam wyrzutów sumienia. To znaczy, może trochę, ale było warto. Więc jeśli jeszcze raz trafi się taka okazja, to też skorzystam, nawet się zastanawiać nie będę...
- A myślisz, że się trafi?
- Prędzej, czy później... Wiesz, wulkan się obudził i nie sądzę, że jednorazowo. Tylko, że na razie ona się chyba w tym nie potrafi znaleźć. Myślę, że byłam pierwsza... no, wiesz... i ona się trochę niepewnie czuje. Tak mi się zdaje, bo z jednej strony namiętność ją pochłania, znietrzeźwia i pcha, a z drugiej, mam wrażenie, że ją trochę to wszystko przeraża.
- Nic dziwnego, że jest przerażona, nie mogąc sobie dać rady z emocjami. W końcu stateczna pani, może dzieciata, poważny pracownik naukowy, wydawałoby się, że nic jej już na tym świecie nie zdziwi, a tu tymczasem zjawia się w jej życiu taka Ula i przewraca jej wszystko do góry nogami. Też bym się czuła niepewnie. Zwłaszcza, że nie wiedziałabym, co ty zrobisz. Zauważ, że o ile ty jej poczynania możesz z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, o tyle ona twoich nie jest w stanie. Pomijam już tutaj twoją główną cechę charakteru jaką jest nieprzewidywalność... Ona jest jedną z kilku profesorek, ty jesteś jedną z tysiąca studentek.
- Nie chcesz chyba powiedzieć, że ona nie wie, że ja nie jestem na raz?! - zaniepokoiła się Ulka i z rozpędu dopiła resztę piwa.
- A wie? Powiedziałaś jej o tym, albo chociaż dałaś do zrozumienia?
- Po co? To przecież jasne!
- Owszem, dla ciebie i dla mnie, bo cię dobrze znam, ale ona nie. Skąd wiesz, co jej tak naprawdę w głowie siedzi? - odparła Wiktoria otwierając następne piwo.
Ulka podała Wiktorii swoją pustą szklankę.
- Myślisz, że aż tak źle mnie ocenia?
- Nie wiem. Wydaje mi się, że skoro dała się uwieść, to ocenia cię raczej dobrze, ale zrozum, że ona cię nie zna. A poza tym sama kiedyś wspominałaś, że większość tych twoich koleżanek z roku to tak z kwiatka na kwiatek. Ona to przecież też widzi, ślepa nie jest, więc skąd ma wiedzieć, że z tobą akurat jest inaczej? Przecież równie dobrze może sobie pomyśleć, że ty też lubisz przygody, a ona miała akurat chwilę słabości, więc to wykorzystałaś i kropka.
- Gdyby tak myślała, to by się nic nie wydarzyło, bo na nic by sobie nie pozwoliła!
- Tak...? - zaciekawiła się Wiktoria. - A gdzie się podział twój racjonalizm, kiedy szłaś z nią do łóżka, co? Czy aby na pewno zrobiłaś to pod wpływem chłodnego wyrachowania? - dodała zjadliwie.
Urszula pokręciła przecząco głową
- To jak ci się zdaje? Na ile ona była świadoma tego co robi? Do jakiego stopnia była w stanie się kontrolować w obliczu tak silnych emocji? Zwłaszcza, że, jak sama zauważyłaś, już wcześniej zwróciła na ciebie uwagę...
- No, tak... Ojej! Ale przecież nie powinna tak myśleć! Nie chcę, żeby tak myślała!!!
- To jej to powiedz. Widziałyście się w ogóle od tamtego dnia? Rozmawiałyście ze sobą?
- Nie, bo ona nie miała wczoraj wykładów. Dopiero dziś ma.
- No. A dziś ty zamiast być w szkole i malować pracę dyplomową, siedzisz u mnie i wzdychasz.
- Bo, po pierwsze dzisiaj mam malarstwo ścienne, więc najwyżej mogłabym malować aneks, a po drugie przez Basię to ja się na niczym nie mogę skupić i dlatego jestem u ciebie, a nie w szkole. - wyjaśniła Ula.
- A ja jestem ciekawa, jak się Basia poczuje, kiedy odkryje, że zdezerterowałaś. Podobno ścianę masz w tym samym budynku co sale wykładowe?
- Owszem, w pałacyku. Ale i tak bym dziś zdezerterowała, bo skończył mi się pigment i nie mam czym malować. A gdyby mnie Basia jednak szukała, każdy jej powie, że od dwóch tygodni trąbiłam, że trzeba załatwić pigment. A, że nie załatwili, to co?! Miałam tam pójść, usiąść i przez cały dzień przyglądać się, jak mi rosną paznokcie?!
Wiktoria popatrzyła na Ulkę z dezaprobatą i wypiła resztkę piwa ze szklanki.
- Niekoniecznie. Mogłabyś zamiast paznokciom przyglądać się Basi: pójść na dodatkowy wykład niby to celem powtórzenia materiału do pisemnej pracy dyplomowej.
- Kombinujesz całkiem nieźle i z pewnością nie omieszkam wykorzystać twojego pomysłu... obawiam się jednak, że dzisiaj mogłabym ją tylko niepotrzebnie speszyć. Ale masz rację pod jednym względem: mogę się jeszcze z nią dzisiaj zobaczyć. Mniej więcej za dwie godziny kończy wykłady. I nawet wiem, w której sali...
*
Urszula wpadła do pałacyku i szybko wbiegła na piętro, gdzie znajdowały się sale wykładowe. Okazało się, że zdążyła w ostatniej chwili. Ostatni studenci opuszczali salę. Ulka zatrzymała jednego z nich na korytarzu i spytała o Barbarę.
- Tak, jest. Zdaje się, że na zapleczu. - usłyszała w odpowiedzi, więc nie czekając weszła do środka.
Ławki ziały pustką, drzwi na zaplecze jednak były uchylone, zaś leżący na katedrze charakterystyczny notatnik zdradzał obecność właściwej osoby. Ula zatem udała się w kierunku zaplecza i zapukała o framugę. Z wnętrza dobiegł jej uszu stłumiony dźwięk, w którym rozpoznała wyraz "proszę", więc niewiele myśląc weszła. Zaraz też ujrzała Barbarę grzebiącą w szafie.
- Witaj. - powiedziała, ze zdumieniem stwierdzając, że buzia jej się sama uśmiecha na widok Barbary. - Tak myślałam, że tu cię znajdę.
Barbara gwałtownie odwróciła się, przy okazji strącając na podłogę pudełko ze slajdami. Na jej twarzy malowało się zaskoczenie.
- A skąd się tutaj wzięłaś? - spytała kucając, aby pozbierać rozsypane zdjęcia. - Nie widziałam cię dzisiaj w szkole.
- Rzeczywiście, nie było mnie, bo nie ma mojego pigmentu, więc nie miałam po co przychodzić na ścianę. - odparła Ula kucając przy niej i pomagając jej układać slajdy według kolejności w pudełku. - A teraz przyszłam do ciebie, mając nadzieję, że masz chwilę po zajęciach, żeby przynajmniej wypić obiecaną herbatę...
Barbara, która oglądała właśnie pod światło jeden ze slajdów oderwała się na chwilę od wykonywanej czynności i popatrzyła na Urszulę z malującą się w oczach gamą ciepłych uczuć. Urszula odruchowo wyciągnęła rękę w jej kierunku i zanurzyła dłoń w jej włosach.
- Strasznie się za tobą stęskniłam... - powiedziała z czułością, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Barbara przechyliła głowę i wtuliła policzek w jej dłoń.
- A co ja mam powiedzieć, jak mi bez ciebie powietrza brakuje? - odparła spoglądając na nią wzrokiem zamglonym, ale pełnym ognia i przy okazji ze zdziwieniem odkrywając w sobie dziwną poetyckość.
Na te słowa Ula poczuła jak ogarnia ją ogromne wzruszenie. Ostatkiem sił powstrzymała się przed pocałowaniem Barbary. - Chyba nie powinnam tutaj... - westchnęła rzewnie, Barbara zaś tymczasem wróciła do układania slajdów. - Jak mi pomożesz, to szybciej skończę. - powiedziała. - Mam wrażenie, że kwiatki mojego brata usychają w tempie wręcz zastraszającym... - dodała takim tonem, że Ulka przestała mieć wątpliwości co do słuszności swojej decyzji o przyjściu na Akademię.
- I znowu herbata nam przepadnie... - stwierdziła filozoficznie i sięgnęła po kolejny slajd.
*
Środa, 9 stycznia.
Nie jestem jeszcze pewna, ale chyba się zakochałam.
Dziwne, że jeszcze miesiąc temu byłam skłonna nie dopuścić, by cokolwiek zdarzyło się pomiędzy mną i Urszulą, a dziś jestem szczęśliwa, że mam z nią romans i najchętniej cały swój wolny czas bym jej poświęciła.
Stefanem zupełnie przestałam się martwić i nawet nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia, a i on jakoś tak spuścił z tonu.
Marysia jednak miała rację, że w życiu każdego człowieka bywają takie chwile, kiedy musi być egoistą.
Ciekawe, dlaczego nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, żeby to zrobić z kobietą? To jest takie cudowne...
Nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam, że powiedziałam Marysi o moim romansie z Urszulą. To wszystko stało się tak nagle... Chociaż, z drugiej strony, to przecież ona mnie na niego namawiała. Zresztą ktoś musi o tym wiedzieć, żebym w razie czego miała jakieś awaryjne alibi. Poza tym chyba bym się udusiła nie mogąc z nikim o tym porozmawiać, a kto jak kto, ale Marysia do rozmowy nadaje się idealnie. Nie, jednak dobrze zrobiłam.
Chyba muszę znaleźć jakieś nowe miejsce na mój pamiętnik. Szuflada w biurku nie jest dla niego najbezpieczniejszym miejscem... Wprawdzie Stefan zawsze był dyskretny i nigdy nie próbował czytać ani mojej korespondencji, ani tym bardziej pamiętnika, ale ostatnio tak się zmienił na gorsze, że właściwie kto go tam wie...? Albo może po prostu to ja straciłam do niego zaufanie? Nie wiem. Jeszcze się nad tym zastanowię.

Rozdział 6. Toksyna.

Urszula wpadła do mieszkania Wiktorii, energicznie postawiła na stole siatkę z piwem, z impetem cisnęła torbę na krzesło i równie entuzjastycznie rzuciła się Wiktorii na szyję. Wiktoria, nieco zaskoczona formą powitania, zachwiała się i oparła o szafkę.
- Czyś ty zwariowała?! - fuknęła ze złością. - Przewrócisz mnie!
- Owszem, zwariowałam! - wykrzyknęła Ulka radośnie. - Wiktoria, ja cię na rękach powinnam nosić!
- A, to rzeczywiście zwariowałaś - uznała Wiktoria. - Usiądź może wreszcie, bo mnie w końcu udusisz z tego szaleństwa!
Ulka posłusznie usiadła, za chwilę jednak zerwała się z krzesła, rzuciła się do szafki, wyjęła szklanki, następnie wyjęła z siatki przyniesione piwo, zajrzała do szuflady, znalazła otwieracz, otworzyła butelkę, nalała do szklanek i te ostatnie postawiła na stole. Następnie wstawiła resztę piwa do lodówki i na dobre usiadła.
Wiktoria przyglądała jej się wzrokiem jakby trochę spłoszonym.
- Ja cię na rękach powinnam nosić i po piętach całować, żeś mi tę Basię tak przepowiedziała!
- Ja ci przepowiedziałam?! - zdziwiła się Wiktoria niebotycznie - Sama przecież zauważyłaś, że ona ci się przygląda, to co ja mam do tego?
- Bo powiedziałaś, że się zakocham, zanim zdążyło mi to w ogóle przyjść do głowy!
- Nie?! Zakochałaś się????!
- No pewnie! Chyba... Nie wiem. Tak! Nie! Może...?
- Niepotrzebne skreślić.
Ulka w odpowiedzi z rozmachem popukała się w czoło.
- A Basia? - spytała Wiktoria.
- No właśnie. Zagadka. Najpierw to się rozpędza tak, że aż mnie tym przeraża, a za chwilę robi wszystko kompletnie na odwrót, żebym, Boże broń, nie pomyślała sobie, że mnie więcej niż lubi. To jak myślisz, jak ja mam to rozumieć?
- Nie wiem jak ty masz rozumieć, ale mnie się wydaje, że ona cię jednak kocha, tylko boi się to okazać, bo jeszcze się czuje za mało bezpiecznie. Sama zresztą mówiłaś, że ona się dopiero próbuje w tym znaleźć.
- No tak, ale poznała mnie już chyba na tyle, że powinna wiedzieć...
- Kochasz ją? - zapytała Wiktoria z naciskiem.
- Nie wiem, chyba tak, ale nie jestem pewna.
- Więc możliwe, że ona wyczuwa twoją niepewność i jest zaniepokojona, że nie odwzajemniasz do końca jej uczuć. Boi się otworzyć, bo boi się, że czujesz inaczej, mniej, słabiej... Może w ogóle boi się, że cię przestraszy. Albo może, tak ja ty, nie jest pewna swoich uczuć?
Ulka przez chwilę piła piwo w milczeniu.
- Więc może powinnam jej powiedzieć, że ją kocham? - westchnęła w zadumie.
Wiktoria pokiwała głową aprobująco.
- Słusznie, powiedz, ale pod warunkiem, że ją rzeczywiście kochasz. W przeciwnym razie...
- Wiem, wiem! - przerwała Ula ze zniecierpliwieniem. - Zresztą znasz mnie i powinnaś wiedzieć, że ja w tych sprawach nie kłamię! Tylko, że ja jestem pewna prawie, a nie całkowicie.
- A co ci potrzebne, żeby się upewnić?
- No właśnie nie wiem... Bo z jednej strony mam wszystkie klasyczne objawy: myślę o niej ciągle, skupić się nie mogę na niczym, staram się wykombinować dla niej jak najwięcej czasu, nawet kosztem posiłków, każda minuta bez niej jest dla mnie strasznie długa i bolesna, tęsknię za nią ogromnie, jak ją widzę nie mogę oczu od niej oderwać, jej obecność jest dla mnie balsamem, a erotycznie reagują na nią nawet końcówki moich włosów. No, wiesz, ogień tysiąca piekieł. Zaś z drugiej strony... Może ja też się czegoś obawiam?
Wiktoria z uwagą przyjrzała się Urszuli.
- Chyba zaczynam rozumieć... - westchnęła. - Kilka razy nie wyszło i teraz boisz się, że znów się nie powiedzie? I jeszcze, znając ciebie, pewnie bierzesz pod uwagę, że ona jest mężatką, więc może wrócić do męża?
- Byłabym kretynką, gdybym tego nie brała pod uwagę! - prychnęła Ulka. - Ale wiesz... Jest jeszcze coś co mnie gniecie. To jest takie coś, że ona może nie do końca chce być z kobietą. Albo może się tego boi, bo ogólnie przyjęte normy moralne i społeczne mówią, że to jest "be". Poza tym zobacz, jakie to dla niej obciążające, że trzeba się kryć z własnymi emocjami, akurat wtedy, kiedy najchętniej by się je ogłosiło całemu światu. Boję się, że ona się przestraszy i ucieknie. Niekoniecznie dosłownie, ale na przykład zacznie mnie unikać...
- I tym samym cię zrani.
- No właśnie. I tak przecież na nią chucham i dmucham, żeby jej było za dobrze i, żeby się tylko nie rozmyśliła! Wiesz? Ja się boję, że ją stracę zanim ją zacznę naprawdę mieć, a to jak dla mnie zbyt wiele do stracenia, bo już mi na niej za bardzo zależy.
- Hm... tak sobie myślę... Chuchaj, chuchaj, powinnaś, owszem. Może także powinnaś częściej przy niej być i to nie tylko wsparciem emocjonalnym, ale i psychicznym. Ja wiem, że macie dla siebie tyle czasu, ile przebywacie w szkole i na ile okoliczności, nazwijmy to, niezależne od was pozwalają wam przebywać ze sobą poza Akademią. Ale z drugiej strony nie powinnaś być aż taką pesymistką. Myśl pozytywnie, bo myślenie negatywne jeszcze ściągnie na ciebie jakie nieszczęście!
- Sądzisz, że skoro autosugestia i myślenie pozytywne zdaje egzamin i daje pozytywne wyniki, to pesymizm i złorzeczenia działają w odwrotną stronę?
- Myślę, że coś w tym jest.
- O, kochana...! Gdyby tak było, to ja się powinnam Pawłowi czkawką co rano odbijać! Nie mówiąc już o tym, że z kolei Paweł dawno powinien dostać taką wredną pracę, w której by zapieprzał dwanaście godzin na dobę jako sprzątaczka, praczka i kucharka, ewentualnie jedno z trojga. A tymczasem guzik. Pewnie dalej gra na komputerze w godzinach pracy, a w domciu godzinami gnije przed telewizorem. Jezu, jak by to fajnie było, gdyby się któregoś dnia obudził z kineskopem zamiast głowy! - zachwyciła się Ulka, Wiktoria natomiast ze śmiechu prychnęła na nią piwem.
- Przepraszam. - powiedziała. - Ale ja jestem bardzo sugestywna i właśnie sobie wyobraziłam ten kineskop.
Ulka profilaktycznie odsunęła się na drugi koniec stołu, wycierając z siebie resztki piwa Wiktorii.
- Następnym razem uprzedź mnie, jak będziesz miała zamiar coś sobie wyobrazić. - rzekła z niesmakiem.
Wiktoria tymczasem zajrzała do lodówki i wyjęła kolejne piwo.
- Ta pani więcej nie pije. - stwierdziła Ulka i stanowczym gestem wyjęła jej butelkę z dłoni.
- Iiiii!!! - odparła na to Wiktoria i sięgnęła do lodówki po następne piwo. - Słuchaj... - zaczęła i z powrotem usiadła przy stole. - Hm... - dodała z zakłopotaniem - Ja może nie powinnam o to pytać, ale chciałabym wiedzieć, a oprócz ciebie to nikogo nie znam, kto mógłby odpowiedzieć mi na moje pytanie... - powiedziała i popatrzyła niepewnie na Ulkę.
Ulka odpowiedziała jej spojrzeniem nieco pochmurnym.
- Chyba domyślam się, o co chcesz zapytać. Ale może źle się domyślam, więc pytaj, tylko pamiętaj, że ja NIE MUSZĘ ci odpowiedzieć.
- Wiem. Ja bym chciała wiedzieć jak to jest... No, wiesz... Co czujesz i tak dalej...
Ulka popatrzyła w sufit z miną pod tytułem "ratunku".
- Nie obraź się, ale twoje pytanie nie należy do najmądrzejszych. - odparła - W gruncie rzeczy jednak, to ja cię nawet rozumiem. Ja też kiedyś chciałam wiedzieć jak to jest i co się czuje. I mogę ci dać na twoje pytanie tylko jedną odpowiedź, a raczej radę: Chcesz wiedzieć czym jest seks z kobietą? Zrób to i nie zadawaj mi więcej pytań, na które nie wiem czy ktokolwiek potrafiłby odpowiedzieć!
- Wydawało mi się, że skoro potrafisz pisać takie piękne wiersze o miłości i kobietach, to potrafisz także coś mi o tym powiedzieć, zwłaszcza, że masz rzadki dar dobierania słów żeby coś określić. Zresztą, nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny mógł o tym lepiej opowiedzieć od ciebie.
- Ho, ho! Ale żeś mi komplement zasunęła! Tylko, że ja naprawdę uważam, że wszelkie języki świata razem wzięte mają za mało słów na opisanie tych wszystkich subtelności miłosno erotycznych i jakiekolwiek tego typu próby graniczą z parodią, bo są koszmarnie toporne, nieudolne i po prostu brakuje środków wyrazu. Poza tym jest tyle rodzajów miłości ile miar poszczególnych ludzi, więc może się najpierw porządnie zastanów, czy chcesz wiedzieć jak to jest, czy chcesz wiedzieć, jak ja to czuję. Bo jeżeli to pierwsze, to ja mam kilka wolnych znajomych...
- Nie, chyba nie. Aż tak nie jestem dociekliwa.
- I tu leży błąd. Zawsze ci mówiłam, że dużo na tym tracisz! Przestałabyś narzekać, że twój partner jest z Marsa i, że cię nie rozumie, bo kobietę druga kobieta zrozumie zawsze. Przestałabyś protestować, że "obcemu chłopu" prać koszul nie będziesz, bo obca baba koszulę wypierze sobie sama, a często wypierze ją razem z twoją! Gotować byś jej też nie musiała, bo sama potrafi, a do tego jeszcze bezbłędnie wyczuje cię w łóżku, szczerze pokocha ciebie a nie twój majątek, tudzież nie zmajstruje wielce niepożądanego potomka! No. Źle?
- No... to ostatnie, to niewątpliwa zaleta, ale zważywszy ostatnio szybki rozwój medycyny zmajstrowanie wielce niepożądanego potomka z facetem też się staje coraz rzadsze...
- Tak, ale coraz droższe, bo oni cały czas uważają, że to kobieta powinna się zabezpieczać, a nie oni, więc złamanego grosza na pigułkę ci nie dadzą, nie łudź się. Co do gumek zaś, twierdzą, że nie chcą cukierka przez szybę i odnoszą się do nich z najwyższym obrzydzeniem. A poza tym obie dobrze znamy kilka istot z pękniętej gumki... Więc jak jeszcze do tego dołożyć gromy z ambony, że antykoncepcja to grzech, to przestaje to wyglądać tak różowo jak mówisz.
- No, wiesz, moja droga, gromy z ambony grzmią również, że "homoseksualiści nie zostaną zbawieni"...
- Aha! A sami mają tak rozjeżdżone dupska, że zmieściłoby im się tam stado czołgów!!!
- Ja wiem, że uprzedziłaś się do facetów...
- Nie do facetów, tylko do hipokrytów, bufonów, chamów i leni! I to nie moja wina, że większość z nich to akurat samce! A po drugie, skoro już rzeczywiście "homoseksualiści nie zostaną zbawieni", to ja bym bardzo chciała wiedzieć, co ja temu Panu Bogu zrobiłam, że jestem taka!
- Przykro mi bardzo, ale nigdy nie umiałam odpowiadać na filozoficzne pytania. - powiedziała Wiktoria i jak gdyby na znak swej bezradności, dłuższy czas poświęciła się piciu piwa.
- Szkoda... - westchnęła Ulka jeszcze siłą rozpędu i oparła brodę na pięściach.
*
Czwartek, 7 marca
A jednak chyba zaczynam mieć wyrzuty sumienia wobec Stefana. Zresztą nie wiem czy to są wyrzuty sumienia, czy zwyczajnie jest mi go żal. Z Ulą jest mi tak dobrze, że na razie nie chcę się nad tym zastanawiać. Nie wiem, może po prostu w ten sposób staram się uciekać od tych wszystkich problemów związanych z moim mężem?
Ja nie mam już siły ciągle go pocieszać i wspierać, zresztą on zrobił się ostatnio tak opryskliwy i nieprzyjemny dla mnie, że przestało mi się chcieć cokolwiek jeszcze dla niego robić. Nawet głaz by się do niego zniechęcił, chociaż podobno kamienie nie mają uczuć.
A z drugiej strony gdzieś w głębi duszy kwiczy we mnie jakieś takie poczucie obowiązku, które mi od czasu do czasu daje znać o sobie w postaci tak zwanego moralniaka.
Jak to dobrze, że wzięliśmy ślub cywilny, a nie kościelny, bo teraz pewnie by mi się jeszcze odzywały słowa przysięgi, że np. "nie opuszczę cię aż do śmierci", albo "ślubuję ci wierność małżeńską", a tak odzywa się tylko poczucie obowiązku i to niezbyt głośno. Gorzej zdecydowanie jest mi żyć ze świadomością, że dopuściłam się zdrady i, że tą zdradę za wszelką cenę muszę przed Stefanem ukryć. Nie jestem przyzwyczajona do tego, żeby coś przed kimś ukrywać, zwłaszcza takie emocje i nie jestem przyzwyczajona do okłamywania Stefana. Zawsze o wszystkim sobie mówiliśmy... Tylko, że odkąd przestaliśmy uprawiać seks, przestaliśmy również ze sobą rozmawiać. Ale przynajmniej szczęściem w nieszczęściu, że to on pierwszy przestał prowadzić ze mną dialog, a nie ja z nim.
*
- Obraz przemówił. - powiedziała po kilkunastu minutach milczenia Urszula do Wiktorii wpatrującej się w nią zachłannie, a zarazem z dużym zniecierpliwieniem.
- I co powiedział? - spytała Wiktoria ostrożnie, gdyż Ulka znowu zamilkła.
- Że sam siebie nie poznaje, że był głupi, że nie zrobił tego wcześniej i, że nie wie co robić, a już najbardziej nie wie, co ma zrobić ze Stefanem.
- Jak się domyślam, Stefan to Basi mąż?
- Niesamowite! Holmesie, jak na to wpadłeś?
- Wyczytałam w gazecie. - odparł Holmes i sięgnął po cukiernicę. Wsypał sobie jedną łyżeczkę do kawy i zamieszał.
Ulka tymczasem wyciągnęła sobie skarpetę z herbaty, wycisnęła ją nad szklanką i odłożyła na specjalny spodeczek.
- No więc ona nie wie. - rzekła kontynuując poprzednią wypowiedź. - Z tego co widzę, to w ogóle jest w wielkiej rozterce pomiędzy nim i wyrzutami sumienia, że go zdradza, a mną i ogniem tysiąca piekieł. Nawiasem mówiąc, słusznie mi poradziłaś, żeby stworzyć jej oparcie, bo jak sama powiedziała, uzależniła się ode mnie psychicznie, oprócz tego, że wcześniej już była uzależniona erotycznie.
Wiktoria zamyśliła się chwilę.
- Wytłumacz mi w takim razie jedno. Jeśli wiesz, oczywiście. - powiedziała. - Dlaczego ona właściwie go zdradza. To znaczy, dlaczego się w ogóle zdecydowała.
- A to, widzisz, akurat wiem, chociaż Basia nie wie, że ja wiem. No trudno, zachowałam się jak świnia, podsłuchałam jak rozmawiała z Marysią przez telefon. Marysia to jej przyjaciółka. No więc Stefan nie tego. To znaczy... hm... jak by to...
- Nie staje mu?
- Eee... no więc, owszem, stracił predyspozycje do wykonywania czynności seksualnych.
- Ale języka mu chyba nie urwało?
- Wiktoria! - wykrzyknęła Ulka z naganą.
- Przepraszam.
- Ja myślę. Wracając jednak do twojego pytania. On się od niej odwrócił odkąd... no, wiesz i w ogóle zrobił się najpierw szorstki i niemiły, a z czasem w ogóle przestał się do niej odzywać. Marysia twierdzi, że zasłużył sobie na zdradę, a ja się z nią zgadzam, bo uważam, że największy grzech, jaki można popełnić w miłości, to zaniedbać drugą osobę. Więc Stefan sam jest sobie winien, zwłaszcza, że, jak sama słusznie zauważyłaś, języka mu nie urwało.
- I uważasz, że powinien zadbać o Basię?
Ula spojrzała na Wiktorię z malującym się w oczach potępieniem.
- Teoretycznie. - powiedziała. - Praktycznie nie. - po czym upiła dwa łyki herbaty, prychnęła z niesmakiem, sięgnęła po cukier, posłodziła i zamieszała. - Pozwolisz, że na chwilę zmienię temat? Na śmierć zapomniałam ci powiedzieć, że Marek się wreszcie oświadczył mojej siostrze.
- I co na to Monika?
- Przyjęła go oczywiście. Będzie wesele w rodzinie. A propos Moniki, to mam coraz silniejsze wrażenie, że ona się domyśla, że mam kogoś, bo mnie tak jakoś dziwnie podpytuje.
- To dlaczego jej nie powiesz? - zdziwiła się Wiktoria. - Monika jest przecież w porządku.
- Wiem, ale im mniej osób wie o Basi, tym lepiej. Właśnie ze względu na Basię. Wiesz jaki byłby skandal, gdyby się rozeszło, że Basia ma romans ze studentką? Rozumiesz? Nie ze studentem nawet, tylko ze studentką No i jeszcze do tego zdradza męża. Szczyt rozpusty i perwersji!
- Dlaczego?! Przecież nie takie rzeczy się zdarzały w środowiskach artystycznych.
- Artyści artystami, ale obłudy w tym kraju nie brak. A poza tym jak by się Stefan poczuł, gdyby się dowiedział, że jego żona zdradza go z kobietą?! No? Uosobienie łagodności i zapatrzenia w ukochanego mężczyznę zdradza tego ukochanego mężczyznę, strąca go z piedestału, przestaje kochać i szanować, a do tego rzuca się w damskie ramiona i to bynajmniej nie desperacko. Mówię ci, szpilka w balonik.
- W balon. - poprawiła Wiktoria - Zadra w tyłku. Głaz w bucie. Kopalnia soli w oku.
- Cieszę się, że myślisz podobnie. A właśnie! Czy tobie się czasami zdarza myśleć inaczej?
Wiktoria zastanawiała się przez moment.
- Zdarza się! - odparła radośnie, że znalazła odpowiedź. - Nie lubię seksu z kobietami!
- Przykro mi bardzo, ale muszę cię powiadomić, że kłamiesz. - odparła Ulka złośliwie. - Skąd możesz wiedzieć, że nie lubisz seksu z kobietami, skoro nigdy z żadną nie spałaś?
- Ojej! Czepiasz się! Miałam na myśli, że nie pociągają mnie kobiety.
- Więc na przyszłość uważaj i wyrażaj się precyzyjnie.
- Sama uważaj, bo jak ja się zacznę wyrażać... p r e c y z y j n i e... - wycedziła Wiktoria i urwała w taki sposób, żeby Ulka nie miała żadnych wątpliwości, o jaki rodzaj wyrażania chodzi.
- To ci Bozia język upierdoli! - wyrwało się Urszuli wraz z dzikim chichotem.
- Ty!!! To może ten Stefan przeklinał!? - natychmiast skojarzyło się Wiktorii, wskutek czego Ulka zakrztusiła się herbatą.
- Ha! - powiedziała z triumfem - To już wiem, dlaczego się przestał odzywać do Basi!
- No widzisz...
Data publikacji w portalu: 2003-07-29
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
RysioPyyysio Mimo skali kampanii karnej żaden z Czeczenów nie zwrócił się do rosyjskich organów ścigania z oskarżeniem.😜 opinia dodana 2019-02-19 13:19:56
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019