Serce według mnie, część II - Zdziwienie

Orzeszek-Quirka
- Jak się czujesz? Słyszałam, że ostatnio dolega ci nadżerka - powiedziała lekko, chociaż nie obojętnie. Zawsze potrafiła zaczynać rozmowę wokół czegoś, czego ja bym nie ruszyła bez pozwolenia.
- Skąd wiesz? Rozklepał ci? Kurczę, czy ja nie mogę mieć cienia prywatności? - zapytałam poniewczasie. A do tego naiwnie.
- Nie chcesz powiedzieć, tak? Ale przecież wiesz, że martwię się o ciebie, a ostatnio rozmawialiśmy, bo wysyłał mi ogłoszenia. Mówił, że gorzej się czujesz. Coś poważnego? - zapytała z nutką uporu. Chciałam zejść z tematu możliwie szybko.
- Chyba już cię nie interesuje moje podogonie, co... - szykowałam ripostę, ale weszła mi w słowo.
- No jak to nie. Czuję się współwłaścicielką. To, co ci jest? - zaklinowała się na amen.
- Coś ty powiedziała? Współwłaścicielką? Co to ma znaczyć? - poczułam łaskotki w mózgu.
Oto rozmawiałam ze swoją byłą. Byłą już od roku i kilku miesięcy. Musiało tyle minąć, żebym nie dmuchała w papierową torebkę, ilekroć miałam do niej zadzwonić. Przeżyłam z nią trzy lata. Trzy nie najlepsze lata. Trzy lata piękne urodą mordu na swojej dumie i dominacji. Pamiętam, jak rano parzyłam jej kawę i podawałam do łóżka. Słabą neskę z dużą ilością mleka. Sama taką piję do teraz.
Budziłam się przed budzikiem, patrzyłam w szare okno i na hibiskusa w doniczce, który w nocy, ilekroć się kochałyśmy, wypuszczał nowy karminowy pączek. Rano zakwitał, a tego samego dnia wieczorem, najdalej następnego - zrzucał kwiat. Czasem wypuszczał kilka pączków jednej nocy. Uśmiechnęłam się do wspomnień.
Ile kobiet kocha swoje byłe? Ilu facetów po ciężkim rozstaniu dzwoni potem do byłej kochanki i czuje ciepło wokół serca? Złe pytanie. Znam jednego, ona też go zna.
Czasem nie mogłam przy niej zasnąć. Pilnowałam jej oddechu jak matka. "Śmierć łóżeczkowa" przeczytałam kiedyś. Była i jest starsza ode mnie dziesięć dni, wyższa i silniejsza, ale ja i tak czułam, że muszę się nią opiekować. Trzymałam rękę na jej brzuchu i skupiałam się na miarowej pracy przepony. Dużo pływała, więc jej mięśnie tłoczyły powietrze znacznie mocniej i wyraźniej. Tak inaczej. Wydech aż do kręgosłupa. Przerwa. Zwolnienie blokady. Wdech.
Patrzyłam w świetle zimnego, budzącego się słońca na jej usta. Ma piękne, malinowe usta. Po wielu pocałunkach rano były zawsze lekko nabrzmiałe, spuchnięte, otarte. Oburzone. Zaspane. Piękne.
Pierwszej wspólnie spędzonej nocy, kiedy została moją kochanką tylko częściowo, zrozumiałam, że jest jak królowa. Jak szklana góra i królowa śniegu. Jej czarne, długie, silne włosy były śliskie jak rzeka i nieposłuszne. Otaczały twarz szerokim kołem. Wielbiłam je, a ona dziwiła się, bo przecież nie były jak skrzydło kruka. Raczej jak mocna kawa. Zbierałam je w kilkanaście dużych wałków i suszyłam. Potem zdejmowałam wałki, przepraszając, że ciągnę, a ona miała nadąsaną minę. Moja królewna.
Wstawałam, całowałam jej nagie, chłodne ramię, szłam do kuchni i nastawiałam wodę w czajniku. Lodówka warczała, przypominając mi, że czas nie stoi w miejscu, że wszystko ma jakiś cel i nocna przerwa w dążeniu tam, gdzie się powinno, już się skończyła. Wtedy najbardziej do niej tęskniłam.
Musiałam się zebrać w sobie. Zaparzyć kawę, wziąć słomkę i obudzić ją. To był taki mój sposób. Zdarzało się jej zasypiać, siedząc w łóżku z kubkiem w ręce i wylewać zawartość na pościel. Dlatego wymyśliłam słomkę. Trzymałam jej kubek, a ona z zamkniętymi oczami piła kawę.
Odgarniałam jej włosy z czoła, pojedyncze nitki wysupływałam z brwi i rzęs. Miała i ma najbardziej gęste brwi i rzęsy, jakie kiedykolwiek widziałam. I najbardziej czarne. Ileż to razy wyskakiwała z łazienki podekscytowana, wołając "i co, jak wyszło?" a ja w końcu nauczyłam się rozpoznawać mikroskopijne różnice w każdorazowej mozolnej depilacji.
- Tak lepiej, nie uważasz? - pytała, kręcąc głową przed lustrem.
- No, tylko chyba lewa jest odrobinę cieńsza. Pozwolisz, wyskubię ci - proponowałam, nigdy nie wiedząc, czy tym razem się zgodzi.
Zazwyczaj nie jadła śniadania, czasem jogurt, tylko prosiła, żeby zanim po nią przyjedzie, kupił parę długich bułek z ziarnami. Ubierała się szybko, malowała swoje piękne oczy w chłodnych kolorach i wychodziła z nim, bo odwoził ją rano do pracy. Wcześniej umawialiśmy się, co zrobię na obiad. Moja czarodziejka w garsonce. Eleganckiej, jednorzędowej. Z teczką w ręce i apaszką wokół szyi. Na obcasach. Strzelista, mroczna, niebezpieczna. Jak huragan.
Wtedy mogłam położyć się jeszcze na chwilę w łóżku, które pachniało nią. Kiedyś bardzo się zdenerwowała, że przyjechał trochę wcześniej, bo, jak powiedziała, w całym pokoju czuć było miłością. Zdziwiłam się.
- Myślisz, że on to wyczuje?
- Jasne, zwłaszcza facet. Przecież jesteśmy kobietami.
- No to co właściwie? Przecież on doskonale wie, jest moim mężem.
Popatrzyła na mnie, a ja zrozumiałam, że trochę się tego wstydzi. Wtedy nie docierało do mnie jak bardzo.
Wstawałam około dziesiątej. Jadłam coś, potem siadałam do komputera. Raz zostawiła mi na pulpicie krótką wiadomość:
"Miałam dzisiaj sen. W wielkiej sali pełnej luster tańczące pary. Zobaczyłam Cię. Miałaś na sobie wiśniową suknię. I byłaś najpiękniejszą kobietą na balu. Kocham Cię, maleńka ". Wydrukowałam sobie te parę zdań i potem nosiłam w portfelu. Mam prawie pewność, że dotąd noszę.
Wszystko miało być lepiej po obronie pracy. Świetnie się uczyła, ale jakoś nie potrafiła domknąć tej jednej sprawy. Zaczęła zbierać materiały, pojeździła po jakichś kościołach i właściwie tyle. Chciała pisać o protestantyzmie w Polsce. Kiedy znowu posmutniała na myśl, że nalegam na spotkanie wtedy, kiedy ona chciała ruszyć coś dalej - zdecydowałam się, że będę ją pisać dla niej. I tak pomału znaleźliśmy na wszystko rytuał. Noc u niej, poranek przed pracą, pisanie plus zajęcia domowe (obiad, sprzątanie), wspólne jedzenie, bo przyjeżdżała z nim, wypad do domu na parę godzin, żeby się przynajmniej pokazać sąsiadom, powrót do niej. Pożegnanie z nim znów do jutra rana.
Wieczorne rozmowy na kanapie. Dwie koleżanki na kawie: ona i ja. Temat: faceci, kiecki, koleżanka Anka z pracy, siostra i rodzice, kot. Odległość: pół metra. Wrażenia dotykowe: szorstka narzuta na kanapie, gładkość porcelanowego kubka, materia spodni w niewielki prążek, kiedy raz po raz dotykałam jej uda (znienawidzone spodnie na guziki, nie dałoby się cholerstwa rozpiąć i zdjąć gładko i bezproblemowo), wyraźne swędzenie wnętrza dłoni.
Dźwięki: Bjork (na przykład "Violently happy") albo George Michael (cokolwiek). Obrazy: makabryczny Kosiński na ścianie w półmroku. Jej oczy zielone. Kilka niedużych świec, butelka dobrego wina. Korek zazwyczaj rozpadał się na maleńkie cząsteczki jeszcze w szyjce butelki, cedziłyśmy potem rubinowy płyn przez sitko, śmiejąc się, że facet jest nam jednak czasem potrzebny choćby po to, żeby otwierać wino.
Około północy nadchodził czas, żeby zamienić się w końcu w wilkołaki.
Czekałam aż wyjdzie z łazienki. Leżałam pod kolorową pościelą z kory w jakieś łabądki czy inne misie. Na prześcieradle w paseczki jak wielka kuchenna ścierka. Z głową na czerwonej poduszce w kształcie serca. Muzyka sączyła się powolutku. Opowiadała o tęsknocie, miłości, rozstaniu, ale do mnie docierał tylko szmer wody i głuche bicie mojego serca.
Otwieranie drzwi zapowiadało mój wstyd. Pragnęłam jej jak pedofil pragnie małej dziewczynki. Pragnęłam jej palcami, ustami, piersiami, brzuchem, wnętrzem ud, czołem i policzkiem, stopami, włosami na karku, językiem, zwłaszcza językiem, pochwą. Pragnęłam jej żołądkiem, sercem, tchawicą, przełykiem, podniebieniem. Ukradkiem i perfidnie. Oplatałam sieć wokół niej przez cały dzień. Zdobywałam ją, nakłaniałam, nęciłam i jednocześnie uspokajałam. Moje ręce drżały na myśl, że dostaną ją za moment. Że wiedziona ufnością ułoży się przy mnie i przytuli, niczego się nie obawiając. A ja podstępem zabiorę jej wszystkie wypukłości i miękkości, każdy kawałek twardej kości, cały jej puch i całą sierść, łzy w oczach, że włamię się do niej i będę kradła tak długo, jak mi starczy sił. Mówiła wtedy "to tylko żądza", a mnie brakowało słów. Była dla mnie właśnie małą, bezbronną, trochę dziką dziewuszką. Nietkniętą i czystą. Moją Lolitą. Nigdy nie wierzyłam w jej facetów i gdybym nawet mogła widzieć to, co czasem mi o nich opowiadała, pewnie i tak bym nie uwierzyła.
Wchodziła do pokoju, układała rzeczy na fotelu, podchodziła do stołu i sięgała po herbatę albo sok pomarańczowy, żeby napić się odrobinę przed snem. Nie patrzyła na mnie. Ja na nią cały czas. Zazwyczaj miała na sobie piżamkę w skalary. Niebieski dół do pół łydki. Czasem biały, puszysty szlafrok, kilka razy zdjęła go tuż przed moją twarzą i stanęła naga.
Jaka była? Jaka była...
Jak szczenię bernardyna. Wysoka, silna i taka, jakby jeszcze wciąż rosła. Wąska talia i biodra, szerokie ramiona i plecy, piersi pulchne, ale drobne. Kości przedramion, ramion i nóg dosyć masywne. Deprymuje mnie to pytanie.
Jaka była?
Nienaruszona. Młoda, leniwa lwica. Były takie dni, że wszystko wokół odbijało się kpiną w jej oczach. Albo smutkiem. Miłość była dla niej smutna.
Kładła mi głowę na ramieniu i nie poruszała się. Dopiero inne kobiety nauczyły mnie swoich ruchów. Inicjacji z zewnątrz. Tego, jak to jest, kiedy nie moje ręce zaczynają. A to jest inaczej.
No więc jaka była?
Często chorowała na zapalenie pęcherza. Cewka moczowa u kobiety ma tylko cztery centymetry. Łatwo wnikają przez nią zarazki. Wnikały więc w nią, atakowały, powodowały skurcze, gorączkę, pieczenie, ból. Ból łamał ją w pół. Zaogniona, mięciusieńka, delikatna błona śluzowa ukryta kilka centymetrów w głębi jej ciała. Klękałam przed nią i chciałam być mrówkojadem.
Bała się bólu. Bała się, że go jej zadam. A ja chciałam, żeby pokochała ból, jeśli był tym, co chciałam jej dać.
Kiedyś długo ją całowałam. Oplotła nogi wokół moich pleców, wsunęła ręce w moje włosy i na przemian pociągała je i przyciskała mocniej moją głowę. Kołysała się i wyginała w łuk. W ciszy jej oddech był jak niema męka. Nie chciała się poddać. Rosła we mnie ślepa furia. Czułam, że to, co robię przynosi jej tyle cierpienia ile przyjemności. Zwalniałam, żeby nie wypuścić jej jeszcze w świat i przyspieszałam, żeby bardziej jeszcze ją złamać, kiedy tak zdecyduję. Byłam jej katem.
W pokoju paliło się światło. W końcu pokonałam ją z całej siły, jak jeszcze nigdy dotąd. Czułam to wyraźnie. To był TEN raz, wiedziałam to. Byłam pewna, że poszuka mnie i wtuli się, żeby znaleźć spokój, samą siebie. Nas. Ale ona odsunęła mnie, wstała i zemdlała.
Nigdy jej nie dogoniłam. Zaczęłyśmy rozmawiać dopiero w rok po rozstaniu.
Jak to możliwe, że...
Data publikacji w portalu: 2003-07-29
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Więcej kobiet na nazwach warszawskich ulic. Rusza kampania "Ulice dla kobiet"
smaku Tak, ja też jestem za tym, bo na pewno jest wiele znanych kobiet w historii, najbardziej ostatnio i do dziś nawet wkurza mnie, że zmienili mi nazwę Rondo Babka na jakiegoś radosława,... opinia dodana 2019-11-10 19:18:20
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos Najlepsze opowiadania erotyczne - Warnock Kathleen
Za ile można by odkupić? Bo chyba po 30 zł. jest na rynku, to za drogo trochę, a bardzo spodobała mi...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019