Cena piękna

Orzeszek-Quirka
Prolog

Więc czuwa nade mną Wyższa Instancja, lub jak mówi moja słodka przyjaciółka z twojego miasta "Zwierzchnik". Inaczej, szukając piękna, którego tyle wokół, dawno złamałabym kark. Chciałaś, żebym dokończyła to opowiadanie. Dzięki tobie znalazłam w końcu jego sens.

Bo to było tak:
bałam się okropnie spotkania TYCH dziewczyn. Podniecała mnie niesamowicie szansa zobaczenia po raz pierwszy w życiu kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu lesek na raz. Ale też bałam się. Okropnie. Cała rozdygotana trzymałam za rękę tę, której nie chcę mieszać w swoje poszukiwania. Mój mały anioł stróż uspokajał mnie. Taka kochana, lekko rozbawiona, nawet może trochę stremowana - domyślam się, dlaczego. Chociaż dla niej nic w tym wszystkim nie było nowego.
Pojechałyśmy wprost ode mnie. Listopad, może pierwsze dni grudnia, sama już nie wiem. Środek wielkiego miasta, stara kamienica. Miałam wrażenie konspiracji, trochę nawet przestępstwa. Gdybym była młodsza - nie poszłabym. Długo dojrzewałam do poznania podobnych mi ludzi. Podobnych, a nie takich samych. Bo ja jestem i nie ma mnie. Pojawiam się i znikam. I mam nie tak w głowie, jak powinnam.

Pamiętam windę i to, że czułam się, jak kiedyś przed egzaminami. Brałam skrzypce do ręki. Jeszcze chłodne, obojętne jak niezdobyta dziewczyna. Smyczek. Smarowanie, strojenie. Rozgrzewanie dumnego, cieniuteńkiego drewna. Zapach żywicy. Struny napięte jak długie włosy. Wyczulone na każde dotknięcie, rozedrgane zanim jeszcze rozerwę ciszę - jak czyjeś łono - moimi palcami.
Ręce do góry, pierwsze dźwięki, trochę jakby obok, chociaż nikt nie dosłyszałby, że jeszcze nie podpisane moim imieniem. Trema. I namiętność. Bo... już poruszam się w takt kaprysu, paskudne gamy muszą poczekać. Nie słyszę, że woła mnie komisja, nie słyszę, że podchodzi moja nauczycielka i zaraz szarpnie mnie za ramię. Jest tylko ona i ja, muzyka, muzyka, moje ręce, gęsta przestrzeń, zaciśnięte oczy i...
muszę już iść na scenę. Czekają. Czy ona pójdzie ze mną? Moja muzyka...
Więc winda. Ostatnie kroki, ja zielona wewnątrz, na zewnątrz i z niewidzialnym transparentem heteryczki.
Ostrzegał mnie mój mały anioł, który dobrze wie, co mówi, kiedy o was mówi.

Ubrałam się jak na imprezę. Oczywiście w moim pojęciu. Wysokie, opięte kozaczki na obcasie, wąska spódnica i obcisły golf. W końcu jestem kobietą.
Małe mieszkanie, kilkanaście dziewczyn. Początek. Wszystkie palą, wszystkie w spodniach nieokreślonego koloru, króciutkie włosy, zero krzeseł, siedzą na podłodze, albo stoją. Rozmawiają, znają się dobrze. Wygląda to, jak kiedyś drukarnia bibuły, z tym, że krążą szklanki z piwem, chyba.
Ja chcę wódki.
Nie mogę usiąść wygodnie pod ścianą, na kocu, bo spódnica i obcasy. Siadam jakoś i dziękuję, że czasem nie czuję swojego ciała, bo siedzę w pozycji wykluczającej normalny obieg krwi w nogach. Obok mnie sympatyczna dziewczyna, rozmawiamy, wygląda prawie normalnie. Odjazdowe kolorowe spodnie, włosy w kolorze kasztana, gadamy o czymś tam, milsza niż jej sławna połowica.

Ta, która troszczy się o mnie najbardziej, opowiadała mi o Legendzie. Uprzedzała, że jest niebezpieczna. Ja, zawsze mądrzejsza. Zaczynam miłą pogawędkę z dziewczyną dziewczyny w kolorowych spodniach. Na ulicy nie wzbudziłaby we mnie zachwytu. Jest zupełnie nietoksyczna. Nie czuję nic, ale widzę jej przychylność. Po prostu.
Te moje gusta popaprane. Kochałam się trzy lata w brunetce. Pięknej, wysokiej, zielonookiej. Byłam z nią, chociaż różniło nas praktycznie wszystko. Nie wszystko. Miała oczy identycznego koloru jak ja, a to rzadkość. Kocham ją nadal jakoś tam, a ona czasem mówi, że kocha mnie. Kiedyś myślałam, że jest mi pisana, że dzielimy jedną duszę - wiesz, te oczy. A teraz...
Gust. Brunetka, chłopięca, broń Boże nie męska. Małe piersi, duże oczy, zły charakter - jestem ugotowana.
Myślałam sobie, że wszystkie inne mnie nie dotyczą. Ile ja mam lat, żeby tak naiwniaczyć?

Wracam myślą do zimnego wieczoru, kiedy patrzyłam na dosyć dziwaczne dziewczyny i nie mogłam uwierzyć, że one mają tak jak ja. Mają tak jak ja. Potworne zadymienie. Trzydzieści metrów kwadratowych, trzydzieści palaczek, wszystkie w akcji. Stoję w otwartym oknie, obok mnie kotka właścicielek mieszkania. Obie mamy odlot, wypiłam tylko jednego drinka, podobno spirytus, a nie czuję nóg. Nie czuję nic do pasa, domyślam się, że stoję tylko dlatego, bo nie oglądam butów tańczących obok mnie. Właściwie tańczy tylko jedna dziewczyna. Tokuje wobec drugiej. Naprawdę tokuje. Jak chłopak, a może jakiś ptak głuptak. Tańczy i wiem, że zaprasza do seksu. Skąd ja to wiem? Podoba mi się to. Teraz wiem, że bardzo dobrze zrobiłam, nic nie mówiąc.
Jest mi niedobrze, czuję się strasznie głupio, jest mi wstyd, ale boję się, że sama nie dojdę do wyjścia. Szukam wzrokiem, szukam myślami tej, która patrzy na mnie i dostrzega. Mojego anioła. Szukam jej, chociaż naprawdę wolę sama sobie radzić. Potrzebuję pomocy.
Zjawia się. Nareszcie. Znajduje mój płaszcz, zapina mi guziki, bierze za rękę i w ten sposób pomaga mi wynieść na dwór odrobinę przytomności i godności. Deszcz zacina, brama, jakaś taka zbyt wielka, nie czuję nic poniżej głowy z wyjątkiem płuc. Pieką, jakbym wdychała ogień. Zatrułam się potwornie. Mija nas jakiś facet. Ta, która ratuje mi życie - albo tak mi się tylko wydaje - całuje mnie. Całuje, chociaż ja nie czuję prawie nic. Koleś przechodzi obok nas w zwolnionym tempie. Zastanawiam się, czy myśli, że usta na moich ustach należą do chłopaka. Ona wygląda jak chłopak.
Powoli dochodzę do siebie i chcę wracać. Chcę pokazać, że jest ok., nie zalałam się przecież.
Winda, korytarz, nie czuję już tremy, moje skrzypce grają same. Moje ciało otrute całą prawdą o spotkaniu lesbijek, moje serce wyśpiewuje serenady, wchodzimy, a tam kolejka do kibelka - dziewczyny strzygą się na jeża. Na podłodze ląduje kilka kolorów włosów, dziewczyny brzydną, a jednak mam wrażenie, że teraz podobają mi się bardziej. Przez chwilę bałam się, że ja też powinnam się ostrzyc. Że to jakiś zwyczaj, nie wiem. W tamtym momencie chyba bym na to poszła.
Siedzę na kolanach tej, która jest zawsze blisko mnie. Któraś z podobających mi się sparowanych panien (jako jedyne wyglądają jak kobiety) omiata mnie wzrokiem i pyta: - A ty ostatni raz jadłaś w środę...?
Jest sobota. Udany żart. Myślę i robię się dumna z własnych kształtów. Nie dociera do mnie, że to wcale nie komplement. Wiele do mnie nie dociera, bo bawię się tak dobrze. Tak cudownie. Rozbraja mnie atmosfera, jestem jak niemowlak bez pieluchy, swobodna i zupełnie odkryta. Kątem oka widzę uśmiech tej, która pilnuje mnie cały czas - i dziwnie wydaje mi się, że nie jest aż tak swobodna. Że panuje nad sobą, a radość jest wprost proporcjonalna. Mam ochotę rozbujać ją. Nigdy jeszcze nie czułam się tak... tak... Nigdy nie było mi tak dobrze.
Przecież nareszcie...

Kiedy znowu zrobiło mi się słabo, ta, która zna rozmiar każdej udanej zabawy, postanowiła, że wracamy do domu. O trzeciej nad ranem wylądowałam w wannie pełnej wody, ona siedziała obok mnie i nie pozwalała się utopić. Zmywałam z siebie resztki wieczoru i wiedziałam, że coś zmieniło się w moim życiu.

Nigdy się tego nie nauczę

Następnym razem widziałam miejscową Legendę chyba dwa miesiące później. Urządziłyśmy sobie takie spotkanie. Trochę moich znajomych (akurat bywała w Polsce moja zamorska koleżanka z dziewczyną), trochę znajomych mojego anioła. Poznałam osobiście moją słodką przyjaciółkę z twojego miasta. Siedziałam obok dziewczyny, która zawiesza na sobie wiele spojrzeń. Obok L. Stykałam się z nią prawym udem. Grzane wino było naprawdę smaczne. Nie trafiłam, zawadziłam szklanym pucharkiem o kant blatu i kilka kropel czerwonego płynu spadło na udo obok mnie. Zauważyłam jej jasne spodnie. Plamę zniosła dzielnie, przeprosiłam, poczułam się łyso, ale zwróciłam uwagę na jej nogi. Pomyślałam sobie o tym, jak ta, która dla mnie rzuciła palenie, opowiadała mi o zgrabnej zawartości spodni siedzących obok mnie. O tych nogach. Mówiła to bez zazdrości (jak heteryczki) i bez uwielbienia (jak leski). Mówiła o ciele dziewczyny siedzącej obok mnie z dumą. Ona zawsze jest z was taka dumna.

Zmieniłam miejsce. Głos L. miał coś w sobie. Wchodząc do lokalu, spojrzała na mnie i - już nawet nie pamiętam, czy uśmiechnęła się, czy nie. Wiem, że usiadła obok, a dalej jej dziewczyna. Kasztanowo włosa, bardzo miła, bardzo utalentowana. Skupiona na L., tak mi się wtedy wydawało. Siedzenie obok L zaczęło mieć dla mnie znaczenie, dlatego zmieniłam miejsce. Z odległości dwóch metrów, oddzielona gwarem, "swoimi" dziewczynami, stołem, czwartym grzanym winem i ciepłym ramieniem tej, która wszystko to przewidziała, nadal dobrze słyszałam każde prawie słowo L. Jak to możliwe?

Nie pamiętam dobrze, ale chyba właśnie po tym spotkaniu zadzwoniła do mnie. Wieczorem odebrałam telefon - i zdziwiłam się. To ona. Była bardzo miła. Jej głos uwodził. Mówiła, że dzwoni z pracy, że jej połowica jest właśnie zajęta, więc może pogadać, zagadywała o to, co robię i ni z gruszki, ni z pietruszki zaproponowała, że skoro mój anioł mieszka tak daleko - mogę przecież z "nimi" spotkać się gdzieś i pogadać.
Co sobie pomyślałam? Byłam zadowolona, prawie pewna tego, że tym razem miejscowa L. wpadła bardziej, niż nowicjuszka. Podziękowałam za pamięć, ale nie wyraziłam entuzjazmu. Pomyślałam sobie, że nie wypada mi chodzić nigdzie w pojedynkę. Zaraz zresztą zadzwoniłam tam, gdzie powinnam i pochwaliłam się "nawiedzeniem". Po raz pierwszy zwierzyłam się z tego, że myślę czasem o L.

Mijały dni, a ja - sama nie wiem, dlaczego - myślałam o L. coraz częściej. Byłam pod jej urokiem, przypominałam sobie jej głos i - bardzo zdziwiona zmianą, jaka dokonała się w moich gustach - rozmyślałam o jej pasemkowatych, blond włosach. Całe to zadurzenie stało się tematem żartów moich i tej, której zazdroszczę poczucia humoru.

Jakiś miesiąc później wybrałyśmy się na imprezę w branżowej knajpie. Wiedziałam, że pojawi się i L i bałam się tego spotkania.
Kiedy weszła, a za nią jej sympatyczna dziewczyna - zdołałam wtulić się w tą, która tuli jak nikt inny na świecie i odszukać w jej ramionach swoje bezpieczeństwo. Objęła mnie i trwałyśmy tak. Dobrze wiedziała, o co chodzi i szepnęła, że wszystko będzie dobrze. Czułam, jak jakiś ważny kawałek mnie szuka oparcia dla stóp, oparcia dla myśli. L. jako kobieta wcale mi się nie podobała, a jednak... Tym razem nie zostałam jakoś szczególnie zauważona. Nie wróciła do rozmowy telefonicznej, teraz dziwię się, że ta rozmowa w ogóle miała miejsce.
Tańczyłam cały wieczór. W pewnym momencie spojrzałam w górę i na czymś w rodzaju podestu zobaczyłam szalejącą L i inną, równie wysoką, choć znacznie ładniejszą dziewczynę. Nie wiedzą o tym, ale tańcząc razem wyglądały tak pięknie, tak nieziemsko pięknie, że pomyślałam sobie, że jeszcze nigdy w życiu nie widziałam czegoś równie niesamowitego. To wrażenie, mimo wszystko, trwa we mnie do dzisiaj. One nie wiedzą o tym, ile znaczyła dla mnie ta scena. Wie ta, która wie o mnie wszystko.
Chciałam znaleźć się blisko L. i powiedzieć jej o tym, jak wielkie robi na mnie wrażenie. Wiem, że jest niebezpieczna, więc chciałam przekroczyć granicę i znaleźć się w oku cyklonu jak najszybciej. Tak naprawdę nie zaplanowałam sobie, co powiem. Ale byłam tak bardzo wdzięczna za to, że mogę obcować z taaaką kobietą pod jednym dachem, że poszłam na żywioł. Przywołałam ją gestem i w ogłuszającym huku jakiegoś kawałka wykrzyczałam jej do ucha, że jest najseksowniejszą dziewczyną na imprezie. Pocałowała mnie za to wyznanie w policzek i w kilka chwil później, patrząc mi w oczy, zaśpiewała:
- Ja nie kocham ciebie, ty nie kochasz mnie.
Dlaczego nie posłuchałam jeżących się na moim karku włosków? Nie wiem.

Chyba tydzień później, nie pamiętam już tego dobrze, nadal myślałam o L i te myśli sprawiały mi wiele przyjemności. Przypomniałam sobie o jej dawnej propozycji pochodzenia po knajpach od czasu do czasu. Tym razem pomysł spodobał mi się. Odnalazłam wizytówkę L i zadzwoniłam.
Nie była uprzejma, próbowałam ją zjednać kilkoma miłymi słowami, ale wiało chłodem. Zakończyłam rozmowę z żalem i mocnym postanowieniem, że więcej się nie odezwę.
Po miesiącu szukając jednego z podwykonawców dla mojego projektu, zadzwoniłam jeszcze raz. Nie do niej, nie chciałam jej słyszeć, a jednak to ona odebrała. Nic nie znacząca wymiana zdań - a teraz myślę, że karma. Skończyłam rozmowę jak najszybciej, to nie był dobry pomysł.
O dziwo była miła. Ma niesamowity, taki "wasz" głos. Na końcu dodała coś o ucałowaniach, jakby nie słysząc mojego lodowatego tonu, jakby wiedząc, ile mnie kosztowało skupienie się na temacie. Do dzisiaj wiem, że zakwitła mi po tamtej stronie drutu jak mięsożerny kwiat. I wyraźnie czuję na grzbiecie parę skrzydełek...
To wszystko fakty, a ja chcę opisać spadanie w dół. Ześlizgiwanie się. I nie wiem jak, nie umiem.

Chodzące arcydzieło

Minęło jeszcze parę dni. Wiem, jak to miało być i wiem, jak wyszło. Nie rozumiem tylko łagodnego przejścia jednego w drugie.
Na sobotę dziewczyny zapowiedziały małe święto. Pierwszą rocznicę tematycznej strony. Mecz i imprezę. Miałam po raz pierwszy zobaczyć w akcji nieproporcjonalnie długie nogi tej, która powolutku stała się najbliższą mi kobietą. Moim wielkim aniołem stróżem. Cieszyłam się ogromnie taką czystą, kwietniową radością.

Poszłyśmy naturalnie razem. O pół godziny za wcześnie, więc zdążyłam się namartwić, że na pewno nikogo nie będzie, zezłościć i naburmuszyć. Potem był mecz. W przerwie (chyba) podeszła do mnie Legenda i zagadnęła o projekt, o którym rozmawiałyśmy przez telefon. Byłam zażenowana samą sobą i nie chciałam przedłużać wymiany zdań. Udzieliłam odpowiedzi na kilka pytań i poszłam na swoje miejsce. Potem był powrót do domu. A wieczorem impreza.

Mam kłopot w opisaniu wszystkiego, co zaszło, chociaż minęło już sporo czasu.
Wieczór zaczął się jeszcze przed lustrem, kiedy obie chciałyśmy wyglądać jak najlepiej. Dla siebie nawzajem i tych wszystkich par oczu, które zechcą ślizgać się wzrokiem po naszych twarzach.
Ona marudziła jak zwykle, że każę się jej malować, ja szukałam długich kolczyków i zastanawiałam się, czy cała w jasnych kolorach nie będę zbyt... dziewczęca. Potem na parę różnych sposobów pokonałyśmy odległość od domu do lokalu. Miałyśmy dobre humory, w drodze zaczepiłyśmy jakąś przypadkową dziewczynę i skłoniłyśmy do pójścia z nami.

Byłam tam pierwszy raz. Podobało mi się, że jest więcej miejsca niż w poprzednio odkrytej imprezowni, że ściany są kolorowe, że jest gdzie usiąść i w zasadzie po całym lokalu można chodzić w kółko, bo sale łączą korytarze. Opróżniłam kieliszek ulubionej tequili i od razu dowiedziałam się od koleżanki mojego anioła stróża, że za dużo wypiłam.

W sali pojawiła się dziewczyna, która tak pięknie tańczyła z lokalną Legendą, a zaraz za nią jej towarzyszka. Tancerka-niech tak ją nazwę-rzuciła mi wesołe zaproszenie, a ja ucieszyłam się, bo lubię tańczyć podobnie jak ona. Mój anioł uśmiechał się, kiwał do mnie i tancerki. A my? Tańczyłyśmy sobie. Kilka osób obserwowało. Trochę się wstydziłam, a trochę było mi miło. Dygnęłam na koniec i pomyślałam, że fajnie nam poszło.

Wszystkie świętujące dziewczyny tworząc jedną grupę, zbiły się przy stole. Podeszłam do baru po jeszcze jedną kolejkę. Jakaś panna zaproponowała, że da mi więcej niż adres internetowy, inna przechodząc obok, nagle objęła mnie wpół i zajrzała głęboko w oczy. Wróciły do stołu. Profesjonalistki. Nikt niczego nie zauważył. Ja też jakby nie.

Siedziały, rozmawiały. Wydawały mi się bliskie sobie nawzajem i bardzo dalekie mnie. Nie słyszałam, co mówią, nachylając się do siebie uniemożliwiały fizycznie wejście mi gdzieś z moim ciałem, moją obecnością. Co innego w korytarzu, albo na parkiecie. Ale nie przy stole. Usiadłam więc na kolanach mojej dziewczyny i nadal czułam się dobrze.
Dlaczego nie miałabym się tak czuć? Przecież otaczały mnie TE kobiety. Już samo to dawało mi tyle przyjemności. Pamiętałam jeszcze dobrze wrażenie z pierwszego takiego spotkania. Spokój i akceptacja. Nic ponad to, a jednak czułam się bezpieczna.
Na tyle, że postanowiłam przywitać się z dziewczyną, z którą czasem się spotykam. Zapytałam o zgodę mojego anioła i uzyskawszy ją - odeszłam od stołu. Reszta powinna być milczeniem, ale nadal kreci mi się w głowie jak zacinająca się płyta.

Muzyka, jej rytm, który odbija się głośniejszym echem w moim sercu niż jego własny rytm, usta blondynki, które znam od jakiegoś czasu, ciemny korytarz i nagle twarz mojego anioła smutniejsza niż mogę opisać. Mignęła mi i zaraz znikła.

Po moim odejściu od stołu miejscowa Legenda bezzwłocznie poprosiła ją o chwilę rozmowy. Wstały więc obie i szukając jakiegoś cichszego miejsca wyszły na korytarz. Ona wesoła, zaintrygowana sytuacją, Legenda poważna opanowana, smutna. Otwiera usta i ubolewa, że...
że ja i ona nie pasujemy do siebie. Że ja tylko bawię się całą sytuacją, wykorzystuję ją i oszukuję. Że jak nikt - umiem manipulować. Że jeśli tak dalej pójdzie ona straci w oczach branży i nikt jej nie będzie szanował. Że uganiam się za Legendą i wydzwaniam po kilka razy w tygodniu, mówiąc, że moja dziewczyna jest dla mnie niczym. Że wszystkie siedzące przy stole są takiego zdania, bo ja lecę na nie wszystkie.
-Powiedz, czy nie mam racji - wysoka blondynka łapie za ramię inną, równą jej wzrostem, która właśnie przechodząc, przystanęła zaintrygowana sceną.
-Tak. Masz rację - mówi powoli tancerka.
-To nie twoja wina. Ona ma po prostu kurewski charakter - kończy wypowiedź Legenda i patrzy w pełne łez oczy mojego anioła. Odchodzi. Wraca i dodaje:
-Pamiętaj, że zawsze możesz na nas liczyć.

Chciała znaleźć mnie. Przytulić, zapytać o coś może. Skręciła za róg i zobaczyła moje usta opierające się o usta blondynki. Znikła.
Znalazłam ją. Wysłuchałam wszystkiego, co miała mi do powiedzenia. Wszystkiego, co usłyszała.
...
Dziewczynę Legendy poprosiłam o zgodę na rozmowę z nią samą. Legenda nie chciała wyjść na dwór, bojąc się zaziębić, więc przekrzykując hałas, pożegnałam się z nią w środku. Na dobre. Nachyliła się i pocałowała mnie w policzek. Potrafi być urzekająca nawet w takiej sytuacji.
Wróciłam na salę i podeszłam do tancerki właśnie tulącej się do swojej towarzyszki. Z nią też się pożegnałam. A także ze wszystkimi przy stole.

Wracałyśmy do domu pieszo. Właściwie do rana. Przed pójściem spać wykasowałam ze swojej komórki numer Legendy i jej dziewczyny. Około południa L. zadzwoniła do mojego aniołka, proponując swoje i innych dziewczyn towarzystwo - w razie gdyby było jej smutno po rozstaniu. W odpowiedzi na informację, że właśnie wyciągnęła ją z mojego łóżka...
życzyła nam miłego dnia.

Epilog

Potem byłaś ty.
Mój mały anioł pisał do ciebie przez ostatni rok. Jesteś leską, więc możesz dać drugiej lesce to, czego ja nie umiem. Czy mi to przeszkadza? Czy jestem zazdrosna?
Wiesz, nie wierzę w zazdrość. Czasem jest mi przykro, czasem czuję się niepewnie. Fakt. Nie wierzę jednak, że idąc zakurzoną drogą - na jej końcu nie będziesz mieć brudnych butów. Życie to nie bajka.
Wiem, że miłość istnieje, ale dla mnie nie jest przywiązaniem, ani posiadaniem. Jest czystą radością, że oto ja (lub kto inny) potrafię nagle otworzyć serce na drugą osobę. Lojalność dotyczy czegoś zupełnie innego. To raczej niewymienianie dotychczasowej "jedynej" na nowszy model. Seryjna monogamia jest dla mnie porażką.
Prawie nikt nie wie o tym, że mój mały anioł stróż daje mi wolną rękę. Dlaczego? Bo to politycznie niepoprawne. Nikt też nie wie, że ja chcę dla niej szczęścia - czymkolwiek, lub kimkolwiek by się ono okazało.
Okazało się być tobą.
Wasza relacja rosła w siłę, nasza nie malała. Ósmy cud świata? Nie sądzę, raczej zwykła ludzka szczerość. Bajerowałyście się obie, odwlekając termin spotkania. Bałam się o moją kobietę. Bałam się, że kiedy już się spotkacie, wasze wzajemne zapewnienia przestaną znaczyć cokolwiek. Że będziecie cierpieć obie. Czemu interesowałaś mnie także ty? Bo poznałam cię i polubiłam. Twoje pole rażenia objęło i mnie. Postarałaś się o to. Użyłaś słów, niedomówień i aluzji.
Był wieczór, spotkałyście się wreszcie. Wiem, że piłyście piwo. Wiem, że byłyście dla siebie czułe, nawet bardzo. Wiem, że nie umiałyście się jakoś zgrać, zdecydować na coś. Zrobiło się dziwnie ciężko.
Obiecałaś zostać do popołudnia następnego dnia, wyjechałaś o dwunastej, jakby cię goniło stado wilków. Lubisz wilki, prawda?
Ona została w pustym domu, niewiele rozumiejąc. A może trochę udawała głupią, żeby się lepiej poczuć, żeby odwlec moment spojrzenia prawdzie w oczy. Bo ideał sięgnął bruku. Chciałaś od niej TEGO. Potem nie wzięłaś. Teraz chcesz ciszy. Gdzie jest przyjaźń i zwykła empatia? Jakiś krótki tekst tłumaczący to wszystko?
Podobnie sprawy mają się ze mną, tyle, że w moim przypadku wszystko rozegrało się na przestrzeni tygodnia. Więc nie drżę aż tak bardzo.
Szukam piękna. Ty go szukasz. Szuka go moja kobieta i twoje byłe. I ono jest wokół. Tyle cudnych kobiet. Uczę się je szanować i kochać. W sporze o moralność mam tylko jedną prośbę: słuchaj tego, co mówisz, bo inne też tego słuchają. Wbrew temu, co się mówi - branża, tak naprawdę, jest najetyczniejszym z miejsc.
Data publikacji w portalu: 2003-07-29
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

erotyka Fitness intymny kobiet
Ala44 Ja ćwiczę od dawna i Polecammm ... opinia dodana 2019-09-17 00:22:45
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Goblin Market - Rossetti Christina
A mnie się to tłumaczenie podoba. Jestem anglistką, literaturoznawczynią, i mogę zapewnić, że fragmenty...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019