List jednak nie wysłany

Antares
Indywidualność poszczególnych osób tonie w percepcjach innych, w sztywnych ramach, w jakich starają się nas sklasyfikować ludzie wokół (lub w naszych własnych obawach, że tak się dzieje). Zawsze ten sam problem: tożsamość i jej odbicie w cudzych oczach. Tożsamość pulsuje, szybko się zmienia, transformuje, bulgocze, mieni, jej obraz - zastyga jak skorupa przylgnięta do żywej materii. Lawa i magma. Intryguje mnie słabość człowieka w obliczu reguł rzeczywistości, przyjętego porządku, konformizm życia, który zawsze zwycięża, człowiek, który ulega mu, ugina się, gra w ustaloną przez otoczenie grę, adaptuje się, nie chce wychodzić poza „łatwe” i „dopuszczalne” w trosce o to jak jest postrzegany. Woli oczekiwać łatwego i dopuszczalnego oraz posądzać o łatwe i dopuszczalne. Obserwowanie jak ktoś tak bliski jak Ty się zamyka, odsuwa, boli mnie – boli mnie. Staje się strzałą i trafia mnie głęboko. Zmienia się w locie w oskarżenie, podział, odepchnięcie. Wciąż nie mogę pojąć - ideałem jest przecież nieskrępowany przepływ myśli, energii, gestów, uczuć, strumień szczerości i spontaniczności. Zbyt daleko zabrnęłyśmy? blisko i daleko jest tu synonimem).


Początek. Ja i Ty. Z drugiej strony moi współlokatorzy. „Oko” puszczone przez Matthew, gdy udajemy się do pokoju spać pierwszego wieczora. Twoje wyobrażenie o tym, jak możesz być tu postrzegana. Twoje wyobrażenie o moich intencjach i oczekiwaniach, dotknięte potem w Brighton. Matthew i jego styl życia. Już wtedy czułam, że klisza, stereotyp, który żyje w umysłach naszych i ludzi wokół, chce na siłę wtargnąć między Ciebie i mnie i zdefiniować nas. Etykietka wisi nad nami w powietrzu. Ty pozwalasz temu Cię przejąć, ja nie mam na tyle siły, aby rozładować atmosferę. Czułam Twój sprzeciw, rozumiałam i popierałam Cię. Cokolwiek by się nie działo, jest bogatsze, bardziej kompleksowe, delikatniejsze i po prostu inne niż klisza. Był zatem poniedziałek – nie chcąc palcem choćby dokładać się do „definiowania”, nie patrzyłam Ci w oczy. Bałam się, że nie ukryję swoich uczuć w spojrzeniu i że odbierając je możesz poczuć, że obręcz się zacieśnia, że sytuacja łapie Cię wbrew Twojej woli. Czuć związany z tym dyskomfort – ostatnią rzecz, której chciałabym na nadchodzące dni - zamknięcie serca i duszy. Nieszczęśliwie szłyśmy na ową sztukę, o której wiedziałam co nieco, ale nie, że tak nieskrępowanie dotyka tematów powszechnie uważanych za tabu, jak się okazało. Pytanie Jolki na co idziemy do teatru. Moja odpowiedź: „Vagina Monologues”. Jej zdziwienie, intensywne, agresywne spojrzenie w moje oczy – ostrze posądzenia. Twoja cisza. Asi słowa dezaprobaty dla wybranej tematyki, spojrzenie na Ciebie – cóż Ty w tym robisz ? Nie mówisz nic, co brzmi jak „nie wiem”. Jeszcze raz druzgoczące na mnie. Poczułam, że maleję pod nim. Beztroska znikała, zwijając się z piskiem w skwarek, zastępował ją powoli wstyd - uświadomienie. Sztuka rzeczywiście powiększyła ogólne osaczenie. Była zbyt śmiała. Co więcej oczekiwanie w czerwonej sali małego teatru na West Endzie natychmiast skojarzyło mi się z Mulholland Drive, a to z kolei pociągnęło myśl, że znając ten film, możesz uważać, iż na siłę podążam jego tropem, że wszystko zainscenizowałam. Okropna myśl. Było mi niewygodnie, siedziałam spięta przez początek sztuki. Potem pomyślałam „cóż, jesteśmy tu i teraz, to właśnie się dzieje, cokolwiek nie zrobię i tak słyszymy, co słyszymy. Niefortunne teraz, kiedy indziej mogłoby być fajne. Po prostu posłuchaj sztuki, rozbaw się, kiedy padnie dobry żart”. Napięcie spadło do mniej bezsensownego poziomu.


To prawda. Byłaś piękna. Patrząc na Twoje usta, wiele razy myślałam o pocałunku. Mała blizna nad twoją górną wargą podsycała we mnie fizyczne pragnienie Ciebie. Ale to wszystko było wtórne wobec tego, że kocham Cię za to, kim jesteś. Kocham Twoją ciekawość życia, radykalność, zapamiętanie, tęsknotę za prawdą, niepewność, brak konsekwencji, emocjonalność, niepokój, chęć tworzenia, zapożyczania i wzbogacania. Wiadomość, która do mnie dochodziła, była tymczasem jednoznaczna: „Ty” odrzucasz „mnie” w obecnej sytuacji. Nie śmiałam jeszcze przez jakiś czas patrzeć Ci prosto w oczy, bojąc się, że to, co ujrzysz i jak to zinterpretujesz bardziej zamknie Cię na mnie. Wiem, że to było sztuczne. Na pewno zauważyłaś te ukośne spojrzenia. Nie mogłam też pojąć, jak to możliwe, że tuż obok mnie znajduje się osoba, która jest mi nieopisanie bliska, którą kocham, za którą bardzo tęsknię, ale która znajduje się za szklaną taflą i chce utrzymać ten dystans, której nie mogę bliżej doznać, dotknąć ani…pocałować z całym ładunkiem tego, co nas łączy. Dla kontrastu, jeśli tylko bez większych przemyśleń, flirtownie przyzwolisz, pierwszy zainteresowany Tobą, względnie przyjemny, nieznajomy chłopak z dyskoteki może po to sięgnąć i otrzymać. Wydało mi się to tak nieskończenie niesprawiedliwe, że nie mogłam powstrzymać łez jednej nocy, kiedy spałaś.


Between fear of confinement and dread of the void – pamiętasz z Tate ? Pasowało też do nas. Ograniczenie percepcją i paraliż - pustka w relacji. Spodobało mi się to od razu. Trafne.


Dałaś mi potem nie raz znać - bardziej ku końcowi pobytu, że rozumiesz mnie i że w pewien sposób cały czas jesteś przy mnie. Serce i dusza nie były zamknięte.


Niemniej, przez ten krótki czas dziewięciu dni spędzonych razem ukazałaś mi próbkę swojej reakcji na osaczenie (realne lub wyimaginowane – sama nie wiem. Czułaś tak? moimi uczuciami, których pełnego oblicza nie mogłaś wtedy być pewna (mało zostało nazwane, same dwuznaczności, ogóły, meandry i metafory). Pisząc pierwszą wersję tego tekstu wbrew temu, o czym wspominałam Ci wcześniej przez e-mail, chciałam go schować na dno szuflady i nie dzielić w ogóle z Tobą, być może pokazać komuś innemu za jakiś czas – dwie osoby przyszły mi na myśl: Kaja i Henryk. Napisałam wtedy, że doświadczenie tygodnia razem w Londynie upewnia mnie, że jeśli byś dowiedziała się więcej, usłyszała pełne myśli, odnalazła w nich własne podejrzenia, potwierdziła to, co intuicyjnie i tak wyczuwałaś – odeszłabyś z mojego życia, czego nie chcę. Unikałabyś kontaktu z obawy, że nie miałybyśmy o czym więcej mówić albo z obawy przed ciężarem moich oczekiwań (Pamiętasz Brighton ?). Obie może czasem za dużo myślimy naokoło tego, co się dzieje – nie dając o tym znać zachowaniem. Odsunęłabyś się na dobre, nie wiedząc, co z tą wiedzą zrobić, nie chcąc czuć na sobie niezasłużonej presji i zakłopotania. Na pewno byłoby Ci przykro, że dotyczy to mojej osoby, bo jakoś tam mnie kochasz i cenisz. Nie byłoby to jednak wystarczająco wiele, aby przełamać chłód oddalenia i odmienić smutną prawdę rozminiętych dróg. Tak sobie myślałam w tygodniu po twoim wyjeździe, ale ostatecznie postanowiłam odkryć to przed Tobą – osobą, która ma do tego największe prawo. Bardzo pomogło mi napisanie tego, nabrałam dystansu, spojrzałam na siebie i na Ciebie raz jeszcze – “z góry autobusu”.


Domyślam się, że prawda o przeszłości może zmienić przyszłość na niekorzyść. Słowa są w stanie zmieniać rzeczywistość, rezonując w mózgu do tego stopnia, że zaczynamy patrzeć przez nie na świat, jak przez okulary, zaczynamy w nie wierzyć, postępować jakby były punktem odniesienia w życiu. Ignorujemy niewypowiedzianą, postępującą resztę. Słowa są tym, co zatrzymujemy. Są magmą. A płynący czas zmienia nas. Jest ryzykiem wypowiadać pewne słowa, układać je w zdania, myśleć nimi (stąd mój pomysł na nie poskładaną, słowną mozaikę wcześniej) – gdyż mogą się utrwalić. Z drugiej jednak strony nie poskładana materia w głowie blaknie i niknie, jeśli się jej nie wyraża. Ja nie chciałam pozwolić jej zblaknąć tak po prostu. Odwróćmy akcenty. W mojej szczerości nie szukaj słów - odnajdź przede wszystkim szacunek i zaufanie do Ciebie. Reszta jest mniej istotna. Poza tym, czy odkrywanie prawdy nie jest pasjonujące? – nie często świat oferuje taką możliwość.


Wiem, że Cię przez to nie stracę. Wiem, że z trudem, lecz mogę wrócić i z powrotem przyzwyczaić się do stanu, w którym nawzajem się wzbogacamy i cieszy to nas. Stopień niżej. Bezpieczniejsze, ważniejsze i bardziej owocne, bo może trwać, rozwijać się i dawać satysfakcję. Znam różnicę między tym, co jest snem i marzeniem, a tym, na co można w życiu liczyć. Potrafię nieść ciężar własnych marzeń i nie przerzucać go na nikogo. Stopniowo sobie z nim poradzić, oswoić je, skierować na inny tor.
Data publikacji w portalu: 2003-07-29
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Znane lesbijki
smaku Ja też jestem znaną lesbijką. Może kiedyś dopiszą mnie do list. Chciałabym mieć kiedyś certyfikat lesbijki i legitymację jakąś, jak dowód osobisty, żeby mieć to formalnie jakoś w urzędach... opinia dodana 2019-04-30 23:11:13
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019