Tequila boom, boom

Scully
Trzecia nad ranem. Bezsenność... nie zna litości. Jest jak wyrok z nakazem natychmiastowego wykonania. Siedzę - tak - czwarty miesiąc bez możliwości odwołania. Jeszcze nie teraz. Niestety. Nic lepszego nie przychodzi do głowy... film "Dzień świstaka". Śmiech, taki na wszelki wypadek, maluje się na spragnionych pocałunków ustach. Co noc - męczy - ta sama wersja zdarzeń. Retrospekcja. Wizja lokalna z miejsca... przeznaczenia?
Wznoszę toast: Tequila boom, boom... Cholera! Krzyczą w głowie słowa. Jestem już bardzo zmęczona. Chce w końcu zamknąć oczy bez lęku, że bezwolnie wpadnę w epicentrum tornado "ILY". (czytaj: I Love You) Mała Ruda. Nie dojrzała. Nie poprawna. Nie reformowalna - ja - nie miałabym najmniejszej szansy na ucieczkę. Bo... po co uciekać przed pragnieniem. Przekraczam wciąż granice wytrzymałości, wiem... Wchodzę sama pod nóż. Mam duszę hazardzisty. Ryzykuję... świadomie. Ale tylko w miłości stawiam wszystko na jedną kartę.
Zresztą, kto raz spróbował swojego szczęścia instynktownie tego właśnie pragnie. Czyż, nie?

Spaceruję nago, z uśmiechem w kącikach niebieskich oczu, przywołując grzeszne dni. Najmniejszy podmuch powietrza sprawia znajomą soczystą przyjemność. Znów, nieprzyzwoicie podnieca, gęsia skórka na całym ciele. Wodzę się na pokuszenie. Drżę z pożądania. Jestem głodna ciebie.
Myślę... cudownie, że wróciłaś Kochana. Tylko kim ty właściwie dziś jesteś?!
Z lekkością wznoszę kolejny toast: Tequila boom, boom...
Mam za mało podstaw, ale... Wiem, po prostu wiem, jesteś projekcją moich oczu! Z utęsknieniem czekam, więc na najmniejszą choćby rysę na ich szklistej od łez powłoce. Rysę, która zerwie dokumentalną taśmę. Bez przebaczenia. Bez powrotu. Bez apelacyjnie. Bez... litości zamknę ją w okrągłym srebrnym pudle, takim jak te na wytworne kapelusze. Przejdzie do lamusa.
Usłyszę tylko krzyk ciszy. Odetchnę z ulgą przy całkowitej amnezji.

Minęła właśnie... szósta dwadzieścia sześć... nad ranem. Nie wiem, która to już wyciśnięta cytryna i który wychylony kieliszek tequili Sun Rise. Mojej ulubionej zresztą.
Nic, ostatnio, nie smakuje mi tak jak "przebudzenie dnia" o wschodzie słońca.
Polubiłam smak cytryny. Albo inaczej... polubiłam smak cytryny na mojej skórze.
Data publikacji w portalu: 2003-07-29
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

info Nasze miejsca zagranicą
Goraleczka69 Hej jakieś kluby branżowe dla les w Norwegii?😊 opinia dodana 2018-10-21 21:22:36
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019