Gdybym

Sidhe
I.

Był to długi dzień w pracy. Jechałam autostradą. Wyszłam z biura dość późno. Spieszyłam się do domu. Na autostradę wpadłam dziko i zaczęłam szybko nabierać prędkości. Popatrzyłam na znajome tablice z informacją, ile kilometrów zostało do domu - teraz te same kilometry wydały mi się wręcz nie do pokonania. Byłam zmęczona, przepracowana i zniecierpliwiona. Bolało mnie serce. Źle skończył się ten tydzień. Czekał mnie tydzień bez niej. Z mojej winy. Do niedzieli miałyśmy się nie kontaktować. Nie wiedziałam czy zadzwonię w poniedziałek i nie wiedziałam czy ona zadzwoni.

Szybko pojawił się zjazd z autostrady, którym miałam dostać się na właściwą drogę. Zwolniłam o prawie połowę. Samochód lekko zabujał wjeżdżając na wyrobione od kół tirów koleiny. Do zjazdu pozostało jeszcze około 30 metrów, gdy nagle zauważyłam, że coś leży przy drodze. Na początku nie mogłam rozszyfrować, co to jest. Moja świadomość pozostawała głucha na podszepty intuicji, że przy drodze leży człowiek. Nagłe rozpoznanie przeszyło moją świadomość. Zwolniłam, ostro hamując. Podjechałam blisko i szybko zorientowałam się, że osobą leżącą na poboczu przy zjeździe z autostrady jest starsza kobieta. Wyskoczyłam z samochodu, jednocześnie spoglądając za siebie, czy nie jedzie jakiś samochód. Tak bardzo nie chciałam być teraz sama. Ale o dziwo, nikogo na autostradzie nie było. Auta jechały jedynie z naprzeciwka-po drugiej stronie autostrady. Podeszłam do kobiety i pochyliłam się nad nią. Leżała na boku. Lekko dotknęłam jej szyi, by zbadać puls. Lekko wyczuwalne tętno dodało mi nagłej nadziei. Żyje ! Ale co dalej mam robić? Nie wiedziałam, jak sobie poradzić z tą sytuacją. Nie umiem udzielać pierwszej pomocy. Na ciele nie było żadnych obrażeń mogących wskazywać na potrącenie jej przez samochód. Podbiegłam do samochodu po telefon, by wezwać pogotowie. Schyliłam się do auta i poczułam dotknięcie ręki na ramieniu.

Odwróciłam się szybko, mając nadzieję, że wreszcie ktoś przyszedł mi pomóc, ale przecież nie słyszałam, żeby ktoś zajechał samochodem. Odwróciłam się. Przede mną stała potrącona kobieta, wpatrując się we mnie uważnie. Wskazała w kierunku mojego telefonu, który już miałam podnieść do ucha i gestem dała mi do zrozumienia, że jest on już niepotrzebny. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Ogarnął mnie niepokój.

-Spełnię twoje jedno życzenie.

Kiedy usłyszałam te słowa, pomyślałam, że to ja chyba uległam wypadkowi i trafiłam do jakiegoś zupełnie nierealnego świata. Czy to dzieje się naprawdę? A może ja już nie istnieję?

-Nie bój się. Jestem aniołem, który spełnia życzenia. Pojawiam się tam, gdzie chcę, nagradzam ludzi za dobre uczynki. Zatrzymałaś się, by mi pomoc, więc ja muszę wypełnić twoje życzenie. Jeśli tego nie uczynię, Szef zwolni mnie z pracy.

Słuchałam tego wszystkiego z narastającym niedowierzaniem i niepokojem. Jednak cos wewnątrz mnie podpowiadało, że wszystko, co mówi ta kobieta, jest prawdziwe. Ponieważ sytuacja była i tak nierealna, przestałam wątpić i zaczęłam reagować.

-Pani wie, jakie jest moje życzenie. ..
-Akurat tego nie mogę spełnić. Na uczucia życzenia nie mają wpływu. Nie można zmienić uczuć na życzenie. Jedynie serce może zmienić uczucia na swoje własne życzenie. Ale mogę pomóc ci inaczej. Umożliwię Ci spełnienie Twojego życzenia.

Na moment wszystko wokół mnie zawirowało. Autostrada wygięła się pod niebo, tęcza owinęła sobą cały horyzont, wszystkim zawładnął silny podmuch wiatru, który wyrwał mnie z siebie i wtłoczył w inną materię. Po czym wszystko wróciło do normy.

Kobiety już nie było. Był tylko jej głos gdzieś zawieszony w przestrzeni nade mną.
-Zadzwoń do domu i powiedz, że nie przyjedziesz na weekend. Ona to zrozumie...takie jest życzenie. Zostajesz tu i musisz wykorzystać swój czas - masz go do dwunastej w nocy w niedzielę.


II.


Na autostradzie pojawiło się więcej samochodów. Większość z nich kierowało się na zjazd w kierunku południowym. Lecz ta obserwacja szybko uległa szokowi innego spostrzeżenia. Zorientowałam się, że nie jestem sobą.

Najpierw zdziwiły mnie moje dłonie. Przypominały moje, ale były mocniejsze. Zaczęłam dotykać się nimi po ciele. Ogarnął mnie lęk, który zmienił się w paniczny strach, by ulec rodzącej się ciekawości. Byłam kimś innym, a jednak tak sobie znajomym. Podążyłam w kierunku auta. Szybko zerknęłam do lusterka. Popatrzył się na mnie niebieskooki, zarośnięty i ogorzały facet. Nie wiedząc, co robić dalej, siedziałam w samochodzie, przyglądając się powoli swojemu nowemu ciału. Nie było ono ciałem Sylwestra Stallone, ale było mocne i smukłe. Moje ubranie niczym się nie różniło-dżinsy i czarny T-shirt. Sięgnęłam do kieszeni w spodniach-znalazłam tam dokumenty, ale nie były to moje dokumenty, a może teraz były ? Na okładce paszportu widniało godło innego kraju. Z dużą ciekawością zajrzałam do środka i zobaczyłam zdjęcie jakiegoś chłopaka i jego dane. I znowu szok-to przecież ja-ten facet z paszportu to ja... Czyli jestem facetem, dla niej, takim, jakiego chciała - do dwunastej w nocy w niedzielę. Jeszcze chwilę siedziałam, budząc się do świadomości nowego ciała. Włączyłam silnik i zjechałam na autostradę, by skierować się z powrotem do miasta. Auto tak samo poddaje się kobiecie jak i mężczyźnie.

Bak był prawie pusty.Postanowiłam pojechać do najbliższej stacji BP, która znajdowała się niedaleko mojej pracy.Po raz pierwszy w życiu miałam to błogosławione uczucie, że nie obserwują mnie faceci w innych samochodach. Mogłam jechać tak agresywnie, jak mi się tylko podobało, wzbudzając jedynie zazdrość i chęć walki w innych kierowcach, zamiast wzbudzania zachwytu lub fascynacji mną czy też chęci podrywu mnie. W pewnym momencie podczas tankowania, zobaczyłam swoją koleżankę z pracy. I nie myśląc ani chwili rzuciłam w jej kierunku głośne : CZEŚĆ!
Popatrzyła się na mnie najpierw ze dziwieniem, a potem z lekkim uśmiechem odwróciła się w przeciwnym kierunku. Co jest grane-pomyślałam. No tak, przecież jak mnie może teraz poznać? Przecież ja to teraz nie ja-a może właśnie ja. Nikt mnie nie poznaje, a jestem przecież tą samą osobą. Postanowiłam jechać na Rynek i napić się piwa, z nadzieją, że coś więcej zrozumiem.

III.


Gdy jeczałam w kierunku centrum, coraz częściej pojawiało się w moim sercu jedno pragnienie. Stawało się ono teraz głównym czynnikiem mojego postępowania. Było powodem tego, co się ze mną stało. Było kluczem do tej całej skomplikowanej i niesamowitej sytuacji. Przecież mam teraz wszystko, wszystkie atuty i narzędzia, by móc spełnić swoje życzenie, a przynajmniej spróbować. Chciałam się z nią zobaczyć. Tak bardzo, że o mało nie pojechałam prosto do jej domu. Jednak myśl, że mnie nie pozna, nie pozwoliła mi pójść za instynktem. Potrzebowałam czasu na obmyślenie strategii działania i chociaż mniej więcej wiedziałam, co robić. Największym problemem był czas. Było go coraz mniej, kurczył się z każdą sekundą, a przecież miałam go tylko do północy w niedzielę. Wydawało mi się, że trzymam czas jak ziarnka piasku w dłoniach, każde ziarnko było drogie. Zaparkowałam samochód niedaleko Rynku i udałam się na piwo do ogródka. Obsługiwała mnie bardzo miła dziewczyna, która kiedyś nie zwracała na mnie uwagi, a teraz wyraźnie nie spuszczała ze mnie oczu, co uświadomiło mi, że mogę się podobać kobietom w nowej postaci.

Nie wiedziałam jak mam zacząć. Pamiętałam, że Anka już o tej porze była w domu. Mogłam zawsze zadzwonić i coś wymyślić, ale cały plan musiał być wyjątkowo dobrze przemyślany i inteligentny. Poprosiłam o drugie piwo-dziewczyna tym razem szeroko się do mnie uśmiechnęła. Oddałam uśmiech, ciesząc się jednak bardziej z tego, że jestem na tyle atrakcyjna w swojej obecnej postaci, że mogę mieć szanse u Anki. Wiedziałam już co robić. Bez wahania, zostawiając kelnerce duży napiwek, ruszyłam w kierunku budki telefonicznej.

Podeszłam do restauracji, gdzie był automat na karty. Pomimo że alkohol dodawał mi odwagi, to jednak trzęsły mi się ręce. Podniosłam słuchawkę i wybrałam dobrze znajomy numer. Połączyłam się i z bijącym sercem czekałam aż ją usłyszę. Jak zwykle słuchawka została energicznie poderwana-była w domu.
- Halo.- Rozpoznałam smutek w głosie.
- Dobry wieczór. Czy mogłabym...mógłbym prosić z Anką?
- Dobry wieczór. Przy telefonie. - Nieskrywane zdziwienie.
- Pani mnie nie zna. Mam na imię Michał...i jestem bratem Mai. Nie wiem, czy kiedykolwiek wspominała o mnie....w każdym razie ja....ona podała mi numer Pani i zachęcała, żebym się z Panią skontaktował, jak będę w Polsce...więc ośmieliłem się zadzwonić.
Krótka chwila ciszy. Ciężko było mi kontrolować męskie końcówki czasowników, ale szybko nabierałam wprawy.
- Czy mógłbym się z Panią spotkać? Jestem tu do niedzieli. Potem wracam do domu za ocean.
- Nie ukrywam, że pana telefon jest dla mnie dużą niespodzianką. Maja mówiła o bracie ale...
- Przepraszam, za swoją śmiałość, ale ja tylko....
- Proszę nie przepraszać. To fajnie, że Pan jest w Krakowie i że Maja chciała, żeby się Pan ze mną skontaktował.
- Czy w związku z tym mogę cos Pani zaproponować? Ponieważ jestem tu tak krótko, czy mogłaby mi Pani pokazać ciekawe miejsca Krakowa a ja zaprosiłbym Panią na kolację. Byłoby mi bardzo miło.
- Chętnie. Może umówmy się w takim razie na jutro. Mogę się z Panem spotkać ok. godziny drugiej w Rynku przy skarbonce. Będę tam na Pana czekać. Żebyśmy się łatwo rozpoznali, będę mieć na sobie....
- Ale ja wiem....- szybko ucięłam zdanie.
- Proszę?
- Nie, nic , chciałem tylko powiedzieć, że nie wiem gdzie jest skarbonka.
- Nietrudno ja znaleźć. Jak już będzie Pan w Rynku, sam się Pan zorientuje. Każdy zresztą Panu powie.
- To jesteśmy umówieni. Bardzo dziękuję i raz jeszcze przepraszam.
- Jeszcze jedno. Będę trzymać gazetę jako znak rozpoznawczy.
- Świetnie. A ja będę jeść loda.
- No, więc do jutra.
- Do jutra. Dzięki.

Byłam cała spocona z wrażenia. Ten sam głos, ta sama logika a jednak obcość w głosie. Nie poznała mnie, no ale jak mogła mnie poznać? Na pewno mój telefon i umówienie spotkania musiało ją poruszyć. Przecież wcale jej wiele nie mówiłam o sobie, tzn. o moim bracie. Nie pamiętałam też czy mówiłam, że mój brat przyrodni jest ode mnie prawie dziesięć lat młodszy. Ryzykowałam, ale gra była warta świeczki. I tak chciałam jej powiedzieć o wszystkim-choć nie wiedziałam jak to zrobić. Ale na razie chciałam wypróbować siebie w tej innej sytuacji, zobaczyć co się będzie z nami działo, jeśli sprzedam się w innej formie. I czy w ogóle cokolwiek się stanie, przecież mamy tak mało czasu...Jeszcze przez chwilę stałam przy telefonie. Świat wydawał się ten sam a jednak był zupełnie inny. I chociaż tak bardzo pragnęłam, by ona była już ze mną, postanowiłam zanurkować w noc i korzystać z danego mi czasu.

IV.

Była to piękna noc. Noc pełna świateł i kolorów. Było ciepło i sucho. Nie mogłam uwolnić się od wrażenia, że wszystko jest takie nierealne, że świat stał się bajką. Krążyłam od baru do baru, popijałam piwo, zjadłam kiełbasę z rusztu, rozmawiałam z różnymi ludźmi, przeżywałam życie na nowo. Ale wciąż pragnęłam tylko jednego-spotkania z nią. Pamiętałam dobrze nasze ostatnie spotkanie i rozstanie, które tak szybko po nim nastąpiło. Bolało mnie to, że ją zraniłam. Tak, zostałam teraz ze wszystkim sama, nie radząc sobie z niczym, jak małe dziecko, które mama zamyka w ciemnym pokoju, ponieważ napsociło. Ponosiłam konsekwencje swojego zachowania z pełną świadomością - mój ból kurczył się, ponieważ bolał mnie więcej jej ból. Teraz miałam okazję się raz jeszcze z nią spotkać, w inny sposób, jako inny człowiek. Ja jako poprzednie JA zbliżyło się tak blisko lecz musiało odejść, moje obecne JA teraz było jej tak obce i dalekie, ale może miało szansę podejść bliżej. Popatrzyłam na zegarek-jeszcze tylko kilkanaście godzin. Ponieważ nie mogłam spędzić nocy w domu, wynajęłam pokój w hotelu. Zasnęłam, nastawiając budzik na wcześnie rano-musiałam się przygotować, chciałam być wypoczęta na to spotkanie, które więcej już się nie powtórzy. Nie mogłam długo zasnąć.

V.

Była 13.00. Piękny słoneczny dzień. Rynek skąpany w słońcu wydawał się tętnić życiem młodego i pełnego wigoru lata. Stałam pod skarbonką, a właściwie kręciłam się z miejsca na miejsce i kręciłam nerwowo w dłoni bukietem kwiatów. Miałam na sobie jeden ze swoich lepszych podkoszulków -podkreślały moje nowe ramiona. Wiedziałam, że ona zwraca uwagę na ramiona u mężczyzn, ponieważ zawsze to powtarzała. Byłam stremowana ale niesamowicie szczęśliwa. Tonęłam w szczęściu, nie umiałam go opanować, byłam tętniącym szczęściem dynamitem. Zbliżała się dziesiąta. Domyślałam się, z której strony może przyjść. I wreszcie ją zobaczyłam. Szła pewnym krokiem, ubrana w sukienkę w kwiaty. Chciałam podbiec do niej i podnieść ją w górę na swoich ramionach. Ale nie mogłam pokazać, że ją rozpoznałam. W końcu byłam teraz dla niej obca.

Stanęła pod skarbonką i wyciągnęła "Wyborczą". Nagłe olśnienie-zapomniałam o lodach! Typowe dla mnie...

Szybko rozglądałam się za budką, ale nie było żadnej w pobliżu. Ponieważ nie chciałam się spóźnić, a przy skarbonce nie było nikogo innego z gazetą, postanowiłam do niej podejść. Zanim jednak przedstawiłam się, przez moment, jak zza kotary przyglądałam się jej figurze i twarzy. Patrzenie na nią z ukrycia było dla mnie luksusem. Stałam na tyle daleko, by nie wzbudzić jej podejrzeń, a na tyle blisko, by móc się dobrze jej przyjrzeć. Mogłabym tak patrzeć całe swoje życie, ale czas mijał, ona zaczynała się niecierpliwić. Z bijącym sercem podeszłam do niej i przedstawiłam się.

- Dzień dobry. To właśnie ja, Michał. Przepraszam, że nie mam lodów, ale zapomniałem, że się odchudzam.- Na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech.
- Dlatego ja właśnie mam gazetę...Anka... Łatwo mnie poznałeś.
- Czy na dobry początek mogę wręczyć Pani, przepraszam, czy mogę wręczyć Ci te kwiaty?- Trochę ją to chyba speszyło, ale dobrze to ukryła.
- Dziękuję. Piękny bukiet...
- Może byśmy sobie gdzieś usiedli. Może chodźmy do Black Gallery.- Ugryzłam się w język.
- O, widzę, że znasz tutejsze knajpy.
- To znaczy...ja wczoraj wieczorem trochę pochodziłem tu i ówdzie i akurat byłem też w Black Gallery. Fajne miejsce i nie takie zatłoczone.
- Dobrze. Możemy tam pójść. Też lubię to miejsce. Choć od jakiegoś czasu nie kojarzy mi się najlepiej.
- Tak, wiem.
- Wiesz?
- Nie, tak po prostu mówię.
Poszliśmy więc do Black. Czułam, że jest tak dobrze i że przynajmniej na ten krótki czas możemy spełnić nasze marzenia. W drodze do Black odbyliśmy krótką rozmowę.
- O mnie już pewnie wszystko wiesz od Mai...jesteś chyba jej młodszym bratem.
- Jestem rok młodszy. Urodziłem się w Kanadzie. -Bolały mnie te wszystkie kłamstwa.
- Studiujesz?
- Już nie. Pracuję w małej prywatnej firmie.
- Czym się zajmujecie?
- Czym się zajmujemy...produkujemy hamulce do rowerów górskich.
- Jesteś pierwszy raz w Polsce?
- Tak...
- Ale po polsku mówisz świetnie.
- Staram się...rodzicom zależało i...ojciec mówił do mnie po polsku.
Doszliśmy do Black. Zdecydowaliśmy się na ogródek. Akurat był jeden stolik wolny, zaraz przy murku na samym końcu. Podeszliśmy do niego i Anka spytała mnie, czego chcę się napić.
- Pozwól, że ja Ci postawię. Czego się napijesz? Bloody Mary czy Gin z tonikiem?
-Widzę, że masz podobny gust. Chętnie napije się Bloody Mary. Ale next one is on me.
- Nie umiem angielskiego.
- Sorry!
- I was just kidding!
Poszłam po drinki. Dla siebie kupiłam duże piwo. Anka siedziała zamyślona przy stoliku, wpatrując się gdzieś daleko przed siebie. W swoich reakcjach była bardzo naturalna i nic nie wskazywało na to, że krępuje się moja obecnością. Czasem przyglądała mi się uważnie, ale starała się to ukryć.

- Proszę. Wznieśmy więc toast.
- Za to spotkanie.
- Za spotkanie.
O mały włos a złożyłabym nasz toast. Powstrzymałam się w ostatnim momencie. Ona również nie zrobiła tego tak jak zawsze. Czekałam aż mnie nauczy, ale widocznie było na to za wcześnie.
Przyglądała mi się przez moment uważnie. W jej spojrzeniu mieszało się zaciekawienie z lekkim niedowierzaniem. Miałam wrażenie, że mnie analizuje.
- Jesteś niesamowicie podobny do Mai. Skóra zdarta z kości... Nie rozumiem jednak, dlaczego mimo wszystko tak mało o Tobie mówiła. Nie wiedziałam, że jesteście blisko. Skoro dała ci mój numer telefonu, musieliście być ze sobą w jakimś kontakcie.
- Nasz ojciec zrobił wszystko, byśmy się nie znali.
- Macie dużo cech podobnych. Cały czas mam wrażenie, że ona na mnie patrzy...te jej oczy...macie te same oczy.
Dreszcz przebiegł mi po plecach. Wiedziałam wystarczająco wiele o intuicji Anki, ryzykowałam cały czas i cały czas ją oszukiwałam.
- Ona wiele mi o Tobie opowiadała. Musicie być dobrymi przyjaciółkami.
Nie powinnam była tego mówić. Ale miałam ochotę posłuchać jej zdania. Chciałam choć przez moment doświadczyć innego kontaktu z nią. Wysłuchać opinii jej o sobie.
Nic nie odpowiedziała.
- Czy Ty wiesz o wszystkim, Michał?
- Tak.
- W związku z tym nie wiem, czy już jesteśmy przyjaciółkami czy nie...i czy nimi tak naprawdę byłyśmy?
- Zawsze nimi możecie być. Przyjaźń jest mocnym związkiem. Na dobre i na złe.
- Co, jeśli złego jest więcej?
- Wtedy trzeba pamiętać, ile było dobrego i ile może go jeszcze być.
- Chyba masz rację...
Szybko wypiliśmy pierwszą kolejkę. Poszłam po drugą. Nie odmówiła.
- Ale następny raz będzie już mój, okay?
- Okay.
Nastąpiła cisza. Ale nie była ona niewygodna. Anka patrzyła na mnie przez moment, a ja zaczęłam się do niej uśmiechać.
- Nie zadajesz mi dużo pytań.
- Chyba wszystko już o Tobie wiem. Przed przyjazdem czytałem przewodnik po Polsce. Dużo w nim było o Tobie.
Zaczęła się śmiać.
- Za co pijemy?
- Za tą piękną kobietę, która siedzi przede mną, za jej granatowe oczy.
- Za tę, która siedzi za mną? -Zażartowała.
- Przepraszam, że jestem tak bezpośredni. Ale w tym samym przewodniku przeczytałem że polskie kobiety lubią być zasypywane komplementami.

Siedziałyśmy tak jeszcze przez moment. Rozmawiałyśmy o różnych rzeczach. Musiałam dużo zmyślać i nie czułam się z tym najlepiej. Dlatego też schodziłam na tematy bardziej ogólne. Kontakt, który miał być ze względu na moją zmianę pełniejszy, okazał się bardzo szczątkowy. Ale w końcu udało nam się rozkręcić. Nam się miało nie udać? Zaczęłyśmy więcej żartować. Było nam ze sobą dobrze. Ogródek Black Gallery stał się swego rodzaju naszym zaczarowanym ogrodem... Zapomniałyśmy o miejscu i czasie, o sobie i swoich problemach.
- Wiesz, mam wrażenie, że rozmawiam z Mają. Jesteście do siebie niezwykle podobni. Jesteście jak jedno. Ten sam sposób mówienia, patrzenia, żartowania. A przede wszystkim...nie wiem nawet, jak to określić....to sama ufność w spojrzeniu. Ona zawsze tak na mnie patrzy. Boję się tego spojrzenia...
- Powiedz, miałabyś ochotę pójść ze mną dzisiaj na dyskotekę. Jutro już wyjeżdżam, a bardzo chciałbym cię jeszcze gdzieś zaprosić. Wiem, że lubisz tańczyć.
- Dobrze, ale muszę zadzwonić do rodziców. Nie będę jednak mogła być długo...przecież myśmy się dopiero poznali.
-Nie jestem jednak tak do końca ci nieznany. Łączy nas przecież Maja.
-Tak, to prawda. Dobrze, muszę tylko pójść zadzwonić.

Wybraliśmy Jazz'n Rock Cafe.

VI.


Czas płynął niesamowicie szybko. Na pytanie czy nie chciałabym pójść zobaczyć jakieś zabytki, odpowiedziałam, że może następnym razem. Zresztą i tak była już godzina piąta. Zaprosiłam Ankę na kolację. Usiadłyśmy w ogródku, było ciepło, zapaliłyśmy świeczkę i w spokoju skubałyśmy sałatki. Zamówiłam dzbanek czerwonego wina.
- Jak dobrze mi się z Tobą spędza czas.
- Często tu przychodzimy z Mają i robimy to samo. Więcej wina niż sałatek.
- To może chcesz jeszcze jedną porcję?
- Wina? Jak najbardziej.
- Już lecę...
- Może potem, teraz jednak pierwszeństwo mają sałatki.
- Tak, tylko te bez cebuli. Nie cierpię cebuli i czosnku.
- No właśnie. Maja tak samo. To niesamowite jak jesteście do siebie bardzo podobni. Macie te same gusta...czy podobają się Wam te same kobiety? Rozmawiacie o nich?
- Czasami...Dużo mówisz o mojej siostrze... Musisz ją lubić.
- Nie wiem...chcę być jej przyjacielem. Ona chce czegoś więcej. Nie potrafimy tego pogodzić...nie wiem, ale postanowiłam ratować siebie i tym samym ją. Nie będziemy się spotykać przez tydzień, może dwa, może dłużej. W ogóle wszystko musi się zmienić. Cierpię ponieważ wiem, że ona cierpi...ale nie mam wyjścia, inaczej nic ze mnie, z nas nie zostanie...Dlaczego posmutniałeś?
- Jestem tak mało wszystkiego świadomy...
- Nieświadomy czego?
- Ciebie....to znaczy siebie, nas wszystkich, jej.
- Ja naprawdę pragnę, żeby było dobrze. Nie chcę jej ranić. A z drugiej strony wiem, że to co robię dla siebie, rani ją. Muszę mieć więc czas, czas, by wyjść na prostą. Potrzebuję go dużo, sama nie wiem jeszcze jak dużo. Ale mam nadzieję, że ona wierzy, czuje, że nie jest sama.
- Trudno powiedzieć. Może właśnie w tej chwili ona czuje się najsamotniej w świecie. I ty chyba gdzieś podświadomie czujesz, że ona teraz najbardziej ciebie potrzebuje, że boli ją brak ciebie.
- Tak, tylko, że ja jej nie potrzebuję tak jak ona mnie...teraz wręcz potrzebuję braku kontaktu z nią.- Po usłyszeniu tego na moment zatrzymało mi się serce.
- A jeśli nawet potrzebuję czegoś od niej w tej chwili, to ona nie może mi tego teraz dać. Jeśli się z nią spotkam, zranię i siebie, i ją. Nic nie może być jak dawniej. Zbyt duże jest ryzyko. Ta sytuacja wymaga dużej odpowiedzialności. Sądzę, że podwójna spoczywa na mnie, jestem bardziej świadoma tego, co się dzieje. Ona patrzy przez uczucia, nie mogę nie działać. Musi się coś zmienić. Nic już nie będzie tak jak dawniej...A poza tym ja się czuję też odrzucona...ona odrzuciła moją przyjaźń.
- Powiedziałaś jej to.
- Tak.
- I co ona na to?
- Płakała.
- Więc dla kogo to robisz?
- Dla niej i dla siebie teraz. Tylko ona nie wie, że to jest też dla niej, bo ona myśli tylko dniem dzisiejszym.
- Co, jeżeli ona ma tylko to DZIŚ?
- Co, jeżeli to DZIŚ obierze jej JUTRO? Zadzwonię do niej w poniedziałek za tydzień. Ale powiem jej to samo...że potrzebuję czasu...Powiem jej prawdę.
- Prawda Cię wyzwoli?
- Prawda ją wyzwoli.
- Oby...ona Cię bardzo kocha...wiesz? To jest dla niej prawdą.
- Wiem, ale to mnie rani, ponieważ nie mogę jej oddać miłości.
- Ale dla niej Twoja obecność jest już spokojem. Ona może czuć, że więcej nie dostanie, może do końca życia.
- Tak, ale nie mogę jej oszukiwać. Ona i tak ma nadzieję. A nie może jej mieć. Chce być blisko...ale...pragnie być najbliżej...gdybym mogła zmusić serce...-Za to Cię właśnie kocham-pomyślałam.
- Ale ta nadzieja ją trzyma przy życiu.
- Musi znaleźć inną nadzieję. I to szybko, dla swojego dobra. Ona musi to zrozumieć. Musi zrozumieć, że szczęście zależy od niej.
- Ale ona wiąże go z Tobą. Ona za Tobą tęskni. Co jeśli sobie nie poradzi?
- Znam ją, poradzi sobie.
- Nie przeceniaj jej. Wyobraź sobie, że ona przed Tobą z samej chęci zaimponowania Tobie mogła zgrywać się na osobę silną. Co jeśli jej nie znasz?
- Znam. Wiem, co czuje...bo jest taka sama jak ja....
- No więc nie umiesz jej pomóc. Możesz z tym chodzić, spać, jeść? - Zaczęłam prawie krzyczeć...
- Nie do końca. Ale właśnie ja tak jej pomagam, pomagam ciszą....tylko tak umiem pomóc...rozumiesz? Ale również mam obowiązek pomocy sobie. Zauważ - obowiązek...
- Rozumiem...
Zaczynałam się dusić. Lęk powrócił. Usłyszałam to samo raz jeszcze. Chciałam odejść, uciec, byle tylko przestało boleć.
- Posmutniałeś...
- Nie, nie...tylko się trochę zamyśliłem.- Z opóźnieniem dotarły do mnie słowa 'ona jest taka sama jak ja'. Ich siła poderwała mnie.
- Anka, zapraszam Cię na dyskotekę. Chodź, będzie fajnie... Pobawimy się i przejdzie nam zły humor.
- Nie wiem, czy jest to dobry pomysł po naszej rozmowie. Ale chodźmy...niech się dzieje, co chce...

VII.


Poszliśmy do Jazz'n Rock. Ze stolikiem był problem, ale zamówiliśmy drinki i usiedliśmy na wolnych krzesłach. Nie były zresztą na długo potrzebne. Anka puściła się w tan z pierwszą piosenką. Dopiłam swoje piwo i poszłam za nią, lecz ona wydawała się być w transie, w innym wymiarze. Czekałam na wolny kawałek, podziwiając jej dynamiczne ruchy. Umiała się pięknie, rytmicznie, seksownie poruszać. Podeszłam do niej i objęłam ją od tyłu mocno ramionami. Nie patrząc za siebie, pozwoliła mi na to. Może nawet nie wiedziała, kto ją obejmował. Pulsowaliśmy tak razem przez następne parę melodii. Potrzebowała czułości tak bardzo, tak mocno, tak boleśnie. Dawałam jej z siebie tyle, ile mogłam. Tyle, ile ona chciała przyjąć. Próbowałam dać jej tyle ciepła, by ją ogrzało i zagoiło rany, chciałam być dla niej. Ale wiedziałam, że tym razem ją oszukuję i wiedziałam, że jak mój czas się skończy, to ona będzie cierpieć najbardziej. Było pięknie, intensywnie i czule. Odwróciła się do mnie przodem i popatrzyła na mnie. I po raz pierwszy zobaczyłam to, co tak bardzo chciałam zobaczyć...pragnienie...Delikatnie przysunęła mnie do siebie i musnęła moje usta swoimi. Przeszedł mnie dreszcz, głęboki, pierwotny, obezwładniający dreszcz. Lecz z każdą chwilą ogarniał mnie coraz większy smutek i przekonanie, że nie jesteśmy stworzeni dla siebie...że nie mnie pragnie. Musiałam ją zostawić teraz, w tym cieple i tej wymianie.

Było pięknie. Ale nie mogło to trwać wiecznie. Przez moment, który trwał relatywnie długo, zwolnione od zobowiązań, lęków, przeszłości i oczekiwanego spełnienia pragnień, boleśnie szybowałyśmy wysoko. Coś nagłego, niezdefiniowanego i ulotnego nakazało nam spaść na ziemię.
- Zamówiłem taksówkę, powinniśmy już jechać do domu. To znaczy powinienem cię zawieźć do domu, jest późno, potrzebujesz odpoczynku.
- Nie zostawiaj mnie teraz...
- Nie mogę, nie jestem sobą... Nie wiem, co się stało, ale nie mogę tak dłużej. Musisz jechać do domu... Będę z tobą...nic się nie martw.
Zawiozłam ja do domu. Jutro zadzwonię sprawdzić jak się czuje. Będzie dobrze. Zrobimy wszystko razem. Pomożemy sobie wzajemnie.....jesteśmy przyjaciółmi...

VIII.

-Maja? Maja....?!!!!! .....
Gdybym wiedziała wcześniej...to...nigdy nie pozwoliłabym Ci odejść.

The end
Data publikacji w portalu: 2003-07-29
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Łódź. Przyjazna psycholożka
smaku Dzień dobry, chciałabym zapytać, jeśli można: jaka jest moja orientacja, jeśli jestem lesbijką i czy byłoby to oszukiwanie kobiet, gdyby mnie zobaczyły i stwierdziły, że jestem facetem?... opinia dodana 2019-05-27 21:18:35
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Goblin Market - Rossetti Christina
A mnie się to tłumaczenie podoba. Jestem anglistką, literaturoznawczynią, i mogę zapewnić, że fragmenty...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019