Piątkowa noc

~ nie podpisane
Czwartkowa noc. Podobna do innych. Można by zacytować Prousta - w poszukiwaniu straconego czasu. W poszukiwaniu straconych lat nastoletnich, pogrążonych w obawie przed pragnieniem i uczuciami kotłującymi się w sercu. Dyskoteka, tłum dziewczyn młodszych, starszych - podobnych do mnie…polujących na miłość, na seks, na bliskość drugiej kobiety. Jeszcze nie wiem, czego szukam, szczególnie dziś - do miłości jeszcze nie dojrzałam, na seks nie mam dziś czasu. Tak naprawdę nie powinnam spędzać tu tych czwartkowych nocy, nie wiem jak długo szefowa będzie patrzeć przez palce na podkrążone oczy i brak koncentracji. Ale nie mogę zaprzestać, to jak narkotyk, obawiam się, że coś mi przejdzie koło nosa, jeśli tylko raz zmuszę się do pozostania w domu.

Jest już 1 w nocy. Połowę wieczoru przegadałam z kumpelkami, które czują podobnie. Co tydzień usprawiedliwiamy się przed sobą, że to tylko dla wzajemnego towarzystwa, dla plotek…ale żadnej z nas nawet nie przejdzie przez myśl, aby umówić się prywatnie lub w innym miejscu. Do perfekcji wytrenowana sztuka oszukiwania samych siebie. Czwartek jest przecież jedynym dniem, kiedy lesbijki mają dyskotekę wyłącznie dla siebie.

Najczęściej nie piję więcej niż jedno piwo - szefowa toleruje zmęczenie, ale nie kaca. Moje koleżanki robią się coraz weselsze - nawet zamawiają tequilę. To przestaje być zabawne, ich rozmowy są coraz to głupsze, cóż, może trzeba pić równo z nimi, aby dotrzymywać im kroku w żartach i nielogicznych aluzjach.

Przenoszę się w stronę baru - jeden wolny stołek. Sadowię się wygodnie, mam doskonały widok na parkiet i tańczące na nim dziewczyny. To miejsce według ekspertów najlepsze - jak loża królewska. Lubię obserwować. Szczególnie, kiedy dwie nieznajome zaczynają odgrywać taniec godowy, aby po kilku piosenkach połączyć się w głębokim pocałunku i zniknąć z dyskoteki w przeciągu sekundy. Ciąg dalszy? Znam go, nie zawsze jestem obserwatorką -ale nie dziś, nie mam czasu.

W drugim końcu sali stoi dziewczyna - typ śródziemnomorski, kruczoczarne włosy, ciemne oczy, niewysoka, sympatyczny uśmiech. Typowy butch, jak ja - śmieszne, nigdy mnie nie pociągały przeciwieństwa. Rozmawia, żywo gestykulując z inna dziewczyną. W duchu rezygnuję - widać już znalazła obiekt zainteresowania. Wodzę wzrokiem po tańczących - jedna z moich koleżanek tańczy ściśle przytulona do długowłosej, rudej szczapy - to dla niej takie typowe, ale czego można oczekiwać po fance Julii Roberts; inna zataczając się, wygraża jakiejś bogu ducha winnej nastolatce. Co ja tu robię?

Wyciągam papierosa i już mam sięgnąć po Zippo, kiedy mały ogieniek wybucha przed moją twarzą. Zaciągam się - spoglądam w stronę ręki trzymającej zapalniczkę. "Jak sie masz kochanie?" pyta mnie w prawie czystej polszczyźnie mój śródziemnomorski obiekt obserwacji. Kompletnie zaskoczona odpowiadam tylko "OK". "Słyszałam, że jesteś Polką" ciągnęła dalej, nadal z zabawnym akcentem. "Znasz polski" zapytałam. "Nie, tylko parę zdań, kochanie" zaśmiała się i szepnęła mi do ucha "Daj buzi". Nim zdążyłam racjonalnie zareagować, jej usta wpiły się w moje a jej udo miedzy moje uda, rażąc mnie ogniem podniecenia. Pociągnęła mnie za rękę w stronę schodów na pięterko nad dyskoteką. Ogarnęła nas ciemność. "Wiem, że lubisz południowe butch " - powiedziała i zaczęła rozpinać mój rozporek, "więc dziś masz szansę posmakować tego". Przycisnęła mnie do ściany, jedna dłoń powędrowała pod moja bluzka, druga wśliznęła się w moje spodnie. Przejęło mnie gorąco, miałam wrażenie, że mój mózg nie jest w stanie wyprodukować żadnej rozsądnej myśli, a tym bardziej protestować. Zerwała mi stanik, wsadziła głowę pod bluzkę, oddawała sie orgii dawania mi przyjemności. Silne pragnienie odwzajemnienia jej pieszczot zaczęło rosnąć we mnie, ale kiedy zaczęłam wyciągać jej koszule ze spodni zaoponowała, chwyciła moje oba nadgarstki i mocnym uściskiem trzymała je na swoich plecach. Każdy jej ruch był dowodem doświadczenia w miłości z kobietami. Po kilku minutach skurcz rozkoszy przeszedł przez moje ciało. Jej ręka zniknęła, uścisk nadgarstków rozluźnił się i kiedy doszłam do siebie, stałam zupełnie sama, wśród ciemności i głośnej muzyki. Uporządkowałam moją odzież i zeszłam do baru - zamówiłam podwójna tequilę i zlustrowałam dyskotekę. Jej już nie było - miałam wrażenie, jakby to był sen.

2

Jak zwykle piątek w pracy jest dniem mordęgi. 4 godziny snu, podkręcanie organizmu mocną kawą i papierosami, ale jestem młoda, mam siły, zawsze staram się zdrzemnąć przed pójściem do miasta - to pomaga. Za oknem jest piękna czerwcowa pogoda - od kilku dni wyjątkowo gorąco. Duszę się zamknięta w szarym budynku, mury bardzo szybko się nagrzewają i jest nie do wytrzymania, a do tego wymienili nam okna na "nieotwieralne", abyśmy nie sabotowali nieudolnego wydatku firmy - systemu klimatyzacyjnego. Wreszcie koniec dnia. Z przyjemnością wyłączam komputer. Na całe szczęście w piątki kończymy pół godziny wcześniej niż normalnie. Siedzę na przystanku i wreszcie mogę się nacieszyć tym niespodziewanym latem. Ledwie zdążyłam zamknąć drzwi mieszkania telefon.

"Cześć kochanie, zapisz sobie ulica Trzech Koron 16, pierwsze piętro - czekam" Odwiesiła słuchawkę. Poznałam jej glos, nie po barwie ale obcym akcencie. Wspomnienie nocy malowało się pod moimi powiekami. Natychmiast zeszłam na ulicę, wsiadłam na rower. Dobrze wiedziałam, gdzie leży ulica Trzech Koron, jakieś 7 kilometrów ode mnie.

Zapukałam do drzwi, w odpowiedzi usłyszałam "Wejdź, jest otwarte". Nacisnęłam na klamkę, weszłam do środka, usłyszałam plusk wody. "Zrzuć ciuchy i chodź tu" - jej glos dobiegał zza na pół otwartych drzwi. Zdjęłam ubranie i wśliznęłam się do łazienki. Silny strumień wody uderzył moje oczy - przyciągnęła mnie do siebie, zaczęła całować i pieścić moje ciało. Prysznic po gorącym dniu w dusznym pomieszczeniu był spełnieniem marzeń.

Ona zaczęła powoli przemieszczać swoje usta na moją szyję, piersi, brzuch, uda. Z każdym pocałunkiem i muśnięciem języka moje podniecenie rosło. Przez głowę przebiegła mi myśl - nawet nie wiem, jak ma na imię! "Jak masz na imię?" zapytałam więc. Położyła palec na moich ustach i zsunęła się do mojego kroku. Mocnym ruchem rozsunęła moje uda do półszpagatu i zatopiła swoje usta w moich mokrych lokach, muskając językiem łechtaczkę. Poczułam, że moje nogi zmieniają się w galaretę - ona podtrzymywała mnie i systematycznymi liźnięciami wywoływała zduszone jęki rozkoszy. Nagle poczułam jej palec torujący sobie drogę do pochwy, bez trudu wśliznął się tam, za nim drugi. Rytmicznymi ruchami wsuwała je i wysuwała, czułam, jak mięsnie zaciskają się łapczywie na nich. Coraz głębiej i szybciej. Wydałam z siebie jęk, który nie miał w sobie nic ludzkiego i osunęłam się na mokre kafelki. Ciepła woda spadała kaskadą na moją głowę. Trwało to kilka minut, bo nagle ona zakręciła wodę, podała mi ręcznik i powiedziała, abym się wytarła.

Drżącymi, pozbawionymi siły rękami wytarłam się bezładnie. Wyszłam z łazienki. Nagle ona chwyciła mnie za ręce i związała je grubym sznurem. "Boisz się?" zapytała rozbawionym głosem. "Chyba nie" odpowiedziałam, "jakie jest moje słowo?". "’Lampa’, chyba odpowiednie, nie sądzisz?" Posadziła mnie na tapczanie. Wyciągnęła z szuflady czarną bandanę i zawiązała ją na moich oczach. "Nadal się nie boisz?"- jej glos był wyraźnie rozbawiony. "Ustaliłyśmy reguły " odpowiedziałam i zastanawiałam się, czy uszanuje mój ewentualny protest, ale było za późno. Wzięła mnie za związane ręce i kazała wstać. Poprowadziła na środek pokoju i przymocowała moje wyciągnięte ramiona, obnażając i uniemożliwiając obronę. Zaczęła całować najróżniejsze fragmenty mojego ciała - nie dotykała mnie rękami, wiec każdy pocałunek był niespodzianką - to w pośladek, to w pachę, to w policzek, to w stopę. Nie widząc, wytężałam zmysły w oczekiwaniu na następną pieszczotę. Nagle poczułam długie, gładkie paski na moim udzie. Bat. Wodziła nim, głaszcząc moją skórę. Przesuwała długą, plecioną rękojeść po moim kroku, podniecając łechtaczkę. Nagle poczułam lekkie uderzenie - nie bolesne, przyjemne. "Jak ci się to podoba" - jej glos zmienił barwę, był ostry i zdecydowany. "Lubię to". Ledwie zdążyłam odpowiedzieć, kilka pasków wylądowało na pośladkach, lekki, jak oparzenie, ból. "A to?" - jej glos brzmiał jak komenda. "Tak" - tym razem bat wylądował na drugim pośladku. Nie spodziewałam się, ze ból może sprawiać przyjemność. Na przemian pieściła mnie i wymierzała razy, podniecenie pomieszane z bólem. Zaczęłam prosić ją, aby się mną bawiła - otrzymałam siarczystego klapsa dłonią razem z odpowiedzią "jeszcze nie". Razy batem zaczęła przeplatać pieszczotami ręką, moja ekstaza zaczęła sięgać szczytu - po kolejnym uderzeniu łzy popłynęły mi do oczu, i krzyk orgazmu wyrwał się z moich ust.

Rozluźniła moje ręce i poprowadziła na łóżko. Nie pozwoliła mi się położyć. Rozkazała, abym ustawiła się na kolanach - i tym razem przywiązała nadgarstki do szczebli u wezgłowia łóżka. Nadal pogrążona w ciemnościach próbowałam zgadywać, co tym razem mnie czeka. Usłyszałam trzaśniecie szuflady - i nic poza tym. Ona wróciła i zaczęła zabawiać się moją łechtaczką, znów ogień zaczął trawić moje wnętrze. Nagle poczułam, jak zimny, gładki przedmiot zaczął torować sobie drogę do mojego wnętrza. Powoli, rytmicznie wchodziła we mnie swoim dildo - idealnie dopasowanym do moich upodobań. Przy każdym pchnięciu czułam jej włosy na moich pośladkach, pomyślałam "wyrafinowana, używa uprzęży". Rozkosz penetracji stawała się coraz gwałtowniejsza - zaczęłam krzyczeć "mocniej, mocniej", ona za każdym razem silniej wbijała we mnie swoja zabawkę. W końcu z ekstazy bólu i przyjemności zaczęłam drżeć i jęczeć jak zranione zwierzę. " "Jeszcze nie koniec" - jej glos się zmienił z ostrego tonu w bardziej miękki. Jej jedna ręka spoczęła znów w moim kroku a druga zaczęła masować odbyt. Powolnym, rytmicznym ruchem zaczęła wpychać tam kolejne milimetry wskazującego. Zwieracz stopniowo przyzwyczajał się, odruchy parcia ustąpiły. Ruchy obu jej dłoni stawały się gwałtowniejsze, na przemian próbowałam koncentrować się na obu źródłach przyjemności. Nagle zapomniałam całkowicie o łechtaczce, gwałtowny orgazm przeszył mnie w zupełnie nieznany sposób. "Lampa" wyszeptałam "lampa". "Dobrze kochanie - widzę, ze nie masz już sił na kolejny orgazm" zaśmiała sie, zdjęła bandanę, odwiązała mnie, zdjęła sznur. Była spocona, miała blask w oczach i błogi uśmiech -"no, kochanie, zasłużyłaś na papieroska -dobra dziewczynka". Pogłaskała mnie po głowie, pocałowała w usta i podała zapalonego papierosa. Czułam ogarniające mnie zmęczenie, tak wielkie, że nie byłam w stanie nawet czuć frustracji, że nie mogę się odwdzięczyć. Gdy się obudziłam w sobotę rano, jej nie było, tylko kartka na stole "Jestem w pracy. O 19 w Królewskim Ogrodzie, w ogródku różanym". Wzięłam gorącą kąpiel, ubrałam się i zatrzasnęłam za sobą drzwi.





3



Zjawiłam się na umówionym miejscu o umówionej godzinie. Byłam jeszcze wciąż zmęczona i troszeczkę obolała. Ale spacer po ukwieconym parku nie może zaszkodzić, może w końcu dowiem się, jak ona ma na imię. Zatopiłam głowę w gazecie. "Tutaj się chowasz" znajomy glos przeszył powietrze. "Chodź" - wyciągnęła rękę. "Poczekaj, nigdzie nie pójdę, jeśli nie dowiem się, jak masz na imię". "Możesz mnie nazywać Artemis, możesz mnie nazywać jak chcesz" mrugnęła okiem i chwyciła moją dłoń. Objęłyśmy się, pocałowała mnie "dziękuję za wczorajszy wieczór". "Mogłaś mi powiedzieć, że idziesz rano do pracy". "Po co, praca pracą a przyjemności przyjemnościami". Wydawać by się mogło, że dla Artemis była to najnaturalniejsza odpowiedź. Było gorąco. W mieście odbywał się karnawał zielonoświątkowy i może z tego powodu park był prawie pusty. Usiadłyśmy na trawie w cieniu krzewów. "Czy zawsze tylko dajesz? Nigdy nie bierzesz?" zapytałam ją. "Za dużo pytasz" odpowiedziała i zamknęła mi usta głębokim pocałunkiem. Położyła moje ręce na swoich piersiach - "bierz, co chcesz" uśmiechnęła się. Wsunęłam ręce pod jej koszulkę, jej piersi mieściły się akurat w moich dłoniach. Położyłam ją na trawie i całując, odkrywałam opuszkami palców każdy centymetr jej ciała. Doszłam do paska i spodni. Delikatnie rozluźniłam go, rozpięłam guzik po guziku jej wytartych Levis'ów. Wsunęłam dłoń, jej włosy łonowe były jedwabnie miękkie, podążyłam głębiej - leciutko dotknęłam łechtaczki - Artemis jęknęła cicho, poczułam ciepłą wilgoć na palcach.

Zamknęłam oczy, czułam, jakby od moich palców szła fala kończąca swój bieg w moim podbrzuszu. Przestałam myśleć, gdzie jestem, zsunęłam jej spodnie, bieliznę i zatopiłam głowę miedzy jej nogami. Małymi ruchami poznawałam ją - przypominała krewetkę - gładką, miękką i leciutko słoną. Na każdy ruch językiem odpowiadała lekkim jęknięciem, chwyciła mnie za włosy i im szybsze stawały się ruchy mojego języka, tym bardziej przyciągała moją głowę do swojego kroku. Obejmowałam jej biodra - czułam, jak coraz bardziej jest spięta. Moja głowa zaczęła eksplodować, przestałam być osobnym organizmem, mój język i jej łechtaczka złączyły nas w jedno ciało rozkoszy. Jej orgazm był moim orgazmem. Leżałyśmy na trawie - rozejrzałam się dookoła - byłyśmy same. Odetchnęłam z ulgą, przypomniałam sobie, że mimo jasnych wieczorów zamykali park o 19.30, dobre 15 minut temu. Przy pomocy wygodnego drzewa przeskoczyłyśmy przez mur. Byłyśmy głodne - weszłyśmy do włoskiej restauracyjki w sąsiedztwie i zamówiłyśmy pizzę. Potem podążyłyśmy na główny deptak miasta oglądać skąpo odziane grupy karnawałowe tańczące sambę. "Wiesz, dziś są moje urodziny" powiedziałam. "Powinnyśmy to uczcić" odpowiedziała, i kupiła dla nas szampana w plastikowych kieliszkach. "Jak to się skończy, pójdziemy na dyskotekę - na pewno będzie dużo przebierańców i śmiechu" zaproponowała i przystałam na to. Zrobiło się ciemno i weszłyśmy do dyskoteki - faktycznie, roiło się tam od gejów poprzebieranych w balowe kreacje i peruki - niektórym lepiej się to udało, niektórym mniej. Tańczyłyśmy otoczone tłumem. Nagle zauważyłam kilka moich koleżanek - pomachałam do nich a one do mnie. Kiedy zmęczyłam się tańcem, powiedziałam do Artemis, że chcę trochę się do nich dosiąść. Przywitałam się z nimi i wyszłyśmy do ogródka na zapleczu dyskoteki. Przy drewnianych stołach w blasku lamp naftowych siedziały grupki młodych mężczyzn i kobiet. Kilka par całujących się namiętnie. Tutaj, z dala od decybeli, można było porozmawiać. Do naszego towarzystwa dołączyła się nieznana większości z nas dziewczyna. Nie była pięknością, ale miała uroczy uśmiech, iskierki w oczach. Usiadła naprzeciwko mnie i zaczęła flirtować ze mną. Kompletnie zapomniałam o Artemis. Nim się zrobiło jasno, umówiłam się z nieznajomą na niedzielny obiad. Nie była już zresztą nieznajoma - miała na imię Kasia. Wracałam do domu jak na skrzydłach - czując jej pocałunek na moich ustach.



4

Minęły dwa lata. Mój związek z Kasią rozpadł się jak domek z kart, nigdy nie zrozumiałam, dlaczego. Przez ponad rok walczyłam z moimi zranionymi uczuciami, potem zadurzyłam się w dziewczynie, która odwzajemniała moje uczucia, ale nie sposób ich wyrażania. Czułam się jak idiotka - czego mogłam się spodziewać od heretyczki. Miałam dosyć dyskoteki, moich wiecznie hulających koleżanek i przyjaciółek, które zaczęły układać sobie życie na poważnie ze swoimi dziewczynami. Postanowiłam uciec od tego wszystkiego choćby na kilka tygodni. Kupiłam bilet na Lesbos, zapakowałam mój namiot i wyruszyłam w drogę. Znalazłam się w samym środku lata, na wyspie moich Marzen, bez żadnych oczekiwań poza szczerym pragnieniem odpoczynku od codzienności. Spotkałam kilka dziewczyn z rożnych krajów, również szukających wesołego towarzystwa na wakacje.

W połowie sierpnia jest religijne święto, szczyt sezonu turystycznego. Dziewczyny z Włoch zaprosiły wszystkie chętne na "noc syren" na plaży. Po smakowitej kolacji zaopatrzyłyśmy się w puszki piwa i tłumnie podążyłyśmy na znajomy skrawek plaży. Nasze gospodynie przywitały nas szklaneczka sangrii, muzyka z magnetofonu, mnóstwem zapalonych świec w piasku i półkolem światełek w wodzie. Rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się, kilka "morsów" postanowiło odkryć tajemnice podwodnych światełek i nagie wskoczyły z pluskiem do zimnej wody - zabawa była wyśmienita. Nagle ktoś przysłonił mi oczy i pocałował w usta. Poznałam ją - to były usta Artemis. "Co ty tu robisz?" zapytałam ze zdziwieniem. "Wróciłam do domu" Artemis uśmiechnęła się od ucha do ucha. "Jeszcze z nią jesteś?" zapytała. "Nie, to stara historia" odpowiedziałam, próbując ukryć gorycz mojego głosu. "To dobrze" stwierdziła Artemis i wzięła łyka piwa z mojej puszki. "Myślałam, że mnie zapomniałaś" powiedziałam. "Pewnych kobiet się nie zapomina" odpowiedziała i pocałowała mnie głęboko. "A ty mnie zapomniałaś"? "Nie, jakże mogłabym" zaprzeczyłam, choć tak naprawdę nie myślałam o niej przez dwa lata. Leżałyśmy w chłodnym piasku przy blasku świec i opowiadałyśmy sobie, co się zdarzyło przez ostatnie 2 lata. Tłum powoli się rozrzedzał, niektóre postanowiły iść na lokalną dyskotekę, niektóre do nocnego klubu za plażą, naszą ulubioną kawiarnię zamykano wcześnie - właścicielce była na rękę impreza Włoszek, też chciała, jak większość jej rodaków spędzić wieczór świąteczny w rodzinnym gronie. Wspomnienie mojego pierwszego spotkania z Artemis robiły się wyraźniejsze, pomyślałam, że najwyższa pora przerwać ten celibat, który sobie narzuciłam. Zapytałam ją, gdzie mieszka. "Na polu namiotowym, a ty?" "Też". Wzięłam ją za rękę. "Masz ochotę zobaczyć, jak mieszkam?" zapytałam zadziornie, w końcu nie o kolor śpiwora mi chodziło. "Tak, ale najpierw musze zajrzeć do siebie". Doszłyśmy do pola namiotowego. "Który twój" zapytała. "Ten" wskazałam na szpiczasta dwuosobowe z brązowym tropikiem. "Czekaj na mnie - i nie zaśnij" pogroziła mi palcem i oddaliła się. Weszłam do namiotu, ogarnęłam swój bagaż, aby było miejsce dla nas obu, zapaliłam latarkę. "Zgaś światło" ostry, głośny szept dobiegł zza płóciennej ścianki namiotu. Zgasiłam, Artemis wśliznęła się do środka, zasunęła zamek i powiedziała "i bez żadnych hałasów". Siedząc, zdejmowałyśmy z siebie ubranie, całując się. Kazała mi się położyć. Nagle poczułam na jednej dłoni metaliczne zimno i szczęk kajdanek. Chwyciła moją drugą rękę i zacisnęła drugą obręcz. Zrozumiałam, że przykuła mnie do jednego z słupków. "Uważaj, bo inaczej zwalisz nam namiot na głowę" szepnęła. Zaczęła pieścić moje ciało, delikatniej niż ostatnim razem. "Co się jej stało?" pomyślałam, bo wspomnienie o jej ostrości podniecało mnie. Była w niej nieznana mi miękkość i łagodność. Zupełnie nie przypominała dawnej Artemis. Nagle usiadła w drugim końcu namiotu i powiedziała "powiedz mi, czego chcesz"? "Dotykaj mnie" odpowiedziałam "kochaj się ze mną". "Co jeszcze"? jej glos był miękki i uwodzący. "Pieść mnie" . "Tylko to?" Zrozumiałam, że zaczęła werbalna grę. "Daj mi twoje palce" "Co jeszcze?" "Weź mnie mocno, chcę czuć ból" Zaczęłam być niecierpliwa. "Naprawdę tego chcesz?" "Fuck me, Fuck me" mój glos zamienił się w jęk. Zbliżyła się. Nagle poczułam znajomy chłód sztywnego przedmiotu. Powoli zaczęła wchodzić we mnie swoim dildo. Tym razem grubszym, sprawiającym mi lekki ból. Była ostrożna ale stanowcza. Jej ruchom towarzyszyły głębokie pocałunki, zaborczym językiem oplątała mój język. Czułam, że dildo wypełnia mnie po brzegi i wszerz, i wzdłuż. Nagle wyjęła je na chwilę, gdy wsadziła je z powrotem, tym razem z duża ilością lubrykanta. Uczucie wilgotności i poślizgu bez oporów było wspaniale. Palce jej jednej dłoni zaczęły bawić się moimi twardymi sutkami, drugiej, moją łechtaczką. Z każdym jej ruchem moja rozkosz rosła. Artemis zaczęła wydawać jęki rozkoszy, nasze oddechy stawały się szybsze, czułam jej gorące, spocone ciało. Jej jęk przeistoczył się w krzyk, to było jeszcze bardziej podniecające. W końcu oparła się na obu dłoniach i skoncentrowała na szybkich, głębokich pchnięciach. Moje ciało zesztywniało, poczułam jak przeszywa mnie olbrzymi dreszcz, Artemis wydała z siebie skowyt i ciężko opadła na mnie. Leżałyśmy tak w ciszy. Uwolniła mnie z kajdanek, i zasnęłyśmy pod cienkim prześcieradłem.

Obudziłam się, gdy tylko zrobiło się jasno i odkryłam tajemnice jej wczorajszej rozkoszy - jej zabawka okazała się podwójnym dildo, większym dla mnie, mniejszym dla niej. Było jeszcze bardzo wcześnie rano, więc obróciłam się na drugi bok i natychmiast zasnęłam.

5

Obudziłam się około 10. Artemis swoim zwyczajem już wyparowała z namiotu. Wzięłam kąpiel w morzu, było już dość gorąco. Poszłam do miasteczka, zamówiłam śniadanie kontynentalne i kawę w jednym ze snack barów. Nagle Artemis podjechała na motorowerze. "Płać i wskakuj, mam dla ciebie niespodziankę". Przełknęłam ostatnie kęsy, zapłaciłam kelnerce i usadowiłam się na tylnym siedzeniu. "Trzymaj się mocno" krzyknęła i dodała gazu, pozostawiając tuman kurzu. Zjechałyśmy całą zachodnia cześć wyspy, przekąsiłyśmy w malutkiej tawernie. Zrobiło się naprawdę gorąco, całe życie zaczęło zamierać, pora fiesty. "Chcesz się pokąpać?" zapytała Artemis. "Nie mam kostiumu" odpowiedziałam, będąc świadoma, że poza "lesbijską" plażą w naszej wiosce, nagość nie jest mile widziana. "Nie potrzeba" krzyknęła i zapaliła motor. Po polnych ścieżkach dojechałyśmy do samotnej plaży położonej w lazurowej lagunie. Rozłożyłyśmy się na ciepłym piasku z uczuciem, że to musi być raj na ziemi. Na przemian opalałyśmy się i kapałyśmy. Minęło kilka leniwych godzin. Artemis weszła znów do wody, podążyłam za nią. Zaczęłyśmy się gonić, chlapiąc wodą. Zanurkowałam, podpłynęłam do niej i chwyciłam za nogi. Podniosłam jej nieważkie ciało i podtrzymując je ramionami, pogrążyłam głowę w jej kroku. Smak morskiej wody był słony i gorzki, dużo mniej przyjemny niż smak kobiecych soków. Stałyśmy tak przez kilka minut, ale czułam, jak całe nasze ciała pokrywają się gęsią skórką. Wyszłyśmy z wody, na gorącym piasku kochałyśmy się wielokrotnie bez pamięci. Pierwszy raz zarówno dając i biorąc. Kiedy ucichł ostatni krzyk orgazmu rozległ się dźwięk przypominający bicie brawa. Spojrzałyśmy w tym kierunku. Młoda para z niemowlęciem chichotała, obejmując się. Wybuchłyśmy śmiechem, ubrałyśmy się szybko i ruszyłyśmy do motoroweru. Tymczasem para już zaczęła ściągać z siebie stroje kąpielowe. "Nie ma to jak inspiracja" przekrzyczałam hałas motoru.

Gdy dojechałyśmy do wioski, było już ciemno, szybko przebrałyśmy się i poszłyśmy na kolację. Potem znalazłyśmy miejsce w naszej ulubionej kawiarni. "Jutro musze odpłynąć" powiedziała Artemis cicho. "Już jutro, krótki pobyt" zdziwiłam się. "Szef nie chciał mi dać wolnego, a chciałam cię zobaczyć". Zrobiłam wielkie oczy. "Skąd wiedziałaś, że tu będę?". "Trochę informacji, trochę na wyczucie" zaśmiała się. "To znaczy, że wśród moich przyjaciół jest szpieg" zaciągnęłam się papierosem. "I zawsze był. Jakże inaczej bym wiedziała, że jesteś Polka, twój numer telefonu, że tu będziesz" odpowiedz Artemis brzmiała jakby to było coś oczywistego. "Możesz mi powiedzieć, kto to?" zapytałam, przez głowę przelatywały mi twarze znajomych i przyjaciółek. "Nie, mam nadzieje zaskoczyć cię, kiedy najmniej się tego spodziewasz" odpowiedziała zadziornie. "Czyli taka niekończąca sie historia?" "Cos w tym rodzaju, eternal flame" Zamyśliłam się, faktycznie czułam, że ten romans nigdy nie będzie miał końca. "Pamiętaj o mnie" wstała i pocałowała mnie. "Muszę wcześnie wstać, baw się dobrze". "Do zobaczenia więc" uśmiechnęłam się do niej.

Wracając na pole namiotowe, rzuciłam wzrokiem na jej namiot. Świat jest tak mały, mimo wszystko.
Data publikacji w portalu: 2003-07-29
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
lopomo Czy gdzieś to jeszcze można obejrzeć? opinia dodana 2019-01-20 14:03:46
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019