List otwarty do...

KaTeE
13.08.03 godz. 22.45

- Czy ty aby nie wypokorniałaś??? - zadała to pytanie, a później z napięciem oczekiwała na moją odpowiedź.
- Tak masz rację, wypokorniałam, albo jak wolisz, teraz wszystko ma zupełnie inne wartości, teraz nie zależy mi na tym, by iść do klubu i być w centrum zainteresowania... teraz, jak tam pójdę czuję się jak ryba bez wody. Jeśli już mam tam iść i czuć się swobodnie, to tylko przy jej boku. Chcę być anonimowa, choć to
mało możliwe, bo każdy mnie tam kojarzy, ale zawsze omijam znajomych i nie dlatego, że się od nich izoluje... teraz całą siebie chce oddać jej. Czy to dziwne???... raczej nie!!! Stałam się kimś w rodzaju dinozaura, kimś z gatunku
wymarłego i bardzo dobrze się z tym czuje!!! Gardzę tymi wszystkimi układami, jakie mają miejsce w branży, każda z każdą.
Śmieszne są dla mnie słowa "bo się spiłyśmy", żałosne są niektóre zachowania a później próba wybrnięcia z nich. Lawirowanie w oparciu o tysiące słów tyko dlatego, żeby MIT nie opadł. Jesooo, żałosne to wszystko!!! Kiedyś to akceptowałam - udawałam, że nie wiedzę. Teraz mam to wszystko głęboko w 
nosie i nie mam oporów, żeby powiedzieć komuś prosto w twarz "sorry, miałyśmy już inne plany i nie zależało nam na spotkaniu z wami". Zadziwiający jest fakt, jak szybkie tempo przybierają te wszystkie znajomości. Zanim skończy się jeden
związek, już na jego podstawach próbuje się budować coś nowego - niekoniecznie trwałego. Coraz szybsze tempo - wyścig sam z sobą... dobijanie punktów... punktowanie... tej nocy będę już nie z jedną ale z dwoma... I po co to wszystko??? Życie w zakłamaniu!!! upajanie się swoja doskonałością, pozorna doskonałością!!!
zapętlenie się w swoje własne słowa, które kiedyś będą własnoręcznie wykopanym grobem i nie pomoże już wtedy żaden notes, żadne notatki, żadna czarna lista, nie pomoże przekartkowanie kolejnej strony i próba zjednania sobie coraz to
nowych osób.
Kiedyś doznawałam dość przyjemnych uczuć, widząc fascynację
w oczach innych kobiet, fascynację moją osobą. Wiedziałam, że się podobam, jednakże gdy to wszystko zaczęło przybierać na sile, zaczęłam się zastanawiać - czy oby to ja robię coś nie tak???? Może jakiś mój gest, jakieś słowo, jakieś spojrzenie daje powód sądzić tym kobietom, że mają przyzwolenie... przyzwolenie na to, by przysyłać mi eski o treści, która od razu sugeruje zamiary.
Jesooo, gdzie ja jestem??? ...czy właśnie w tej chwili ktoś tam u góry zrobił wycinek mojego życia i wsadził mnie w miejsce dotąd mi nie znane? Czy ludzie są takimi egoistami, żeby nie zdawać sobie sprawy z tego, jak w bardzo kłopotliwej sytuacji mnie stawiają?
Do niedawna starałam się być miła i załatwiać takie sprawy w sposób taki, żeby nie urazić czyichś uczuć. Dziś, nie bawię się już w te klocki. Mówię - "nic Ci nie dam, wybacz, KOCHAM kogoś innego. Proszę Cię, nie stawiaj mnie więcej w sytuacji, w której będę musiała powiedzieć Ci NIE. Znasz mnie, wiesz, kim jestem i co sobą reprezentuje. Wiesz, że mam kupę zasad, wiec po jaki h*** zmuszasz mnie do tego, żebym powiedziała NIE!!! Żebym była zła?
Nie chce być zła!!! Gdybym chciała wam dać więcej - dała bym!!! ..a więc czy daje??? Nie, nie daje i nie dam!!!... mogę usiąść z wami - pośmiać się, pogadać, pójść potańczyć, wypić piwo, ale nic więcej, więc nie dopowiadajcie sobie niczego!!!
Mam ogólna świadomość tego, jak jestem postrzegana - nie wykorzystuje tego, proszę zrozumcie - JESTEM JEDNĄ Z WAS, ALE RÓWNCZEŚNIE NIE JESTEM PODOBNA DO WAS, nie bawią mnie te wszystkie zapętlenia. Nie bawi mnie budowanie swojego szczęścia na czyimś nieszczęściu, nie zmienię swoich zasad i nie zdradzę.
Nie zdradzę osoby, z którą jestem i nie zdradzę swoich przekonań. Cały czas powtarzam, nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko ma swój cel, ktoś nami kieruje w taki sposób, aby w przyszłości pomoc nam wyznaczyć odpowiedni kierunek naszego rejsu przez życie.
To wszystko, co się dzieje jest przez kogoś zaprogramowane z taką
precyzją, że sami nie mamy o tym najmniejszego pojęcia. Kiedyś popełniłam błąd... Błąd, który pozwolił mi się stać tą osoba, która jestem teraz. Mój wewnętrzny strach (strach przed śmiercią) przysłonił mi wszystkie moje zasady... wszystko to, czym dotychczas się kierowałam. Bałam się, bałam się sama siebie,
swoich zachowań, tego, co mogę zrobić. Pocałowałam pierwsza, sam pocałunek jest dla mnie zdradą. Tak wiec zdradziłam, zdradziłam osobę, z która byłam... mój wewnętrzny strach tak bardzo mnie sparaliżował, że zrobiłam coś wbrew sobie... zrobiłam coś, czego oczekiwała ode mnie tamta osoba, osoba, która mnie pokochała. Niestety, ja oprócz sympatii i totalnej niesprawiedliwości (dlaczego ona umiera?) nie byłam w stanie poczuć nic więcej.
Umierała. Dałam jej to, czego pragnęła. Dałam jej pocałunek, pocałunek i tych kilka chwil spędzonych ze mną. Tych kilka chwil rozmowy i poczucia ze jestem blisko. Byłam z nią wtedy tak bardzo mocno, jak tylko było można, dostała coś, co należało do mnie, z czym się identyfikowałam, wiedziałam, że przyjdzie mi za to
zapłacić. Stało się wiele złego... padło wiele słów, po drodze ktoś rozwiązał worek, z którego wysypał się ból, niezrozumienie, cierpienie, poczucie niesprawiedliwości i żal?... łza spływająca swobodnie po moim policzku i wytarta przez nią
własnoręcznie, świadczyła już o tym, że mam świadomość tego, co się stało. To było złe, nie powinno mieć miejsca, mój kręgosłup moralny odezwał się już w tamtej chwili "wypijmy za błędy" jak to śpiewał Rynkowski. A więc spijam, spijam gorycz rozstania, cały ten ból. Mój błąd był tylko punktem zapalnym, strachem
drugiej strony - kolejne słowa. Jak bardzo bolesne - uświadamiają, jacy to ludzie potrafią być okrutni w chwilach, gdy chcą chronić swój tyłek, zrobią i powiedzą wszystko... po co???... Trudno - to oni każdego dnia rano będę stawać przed
lustrem i spoglądać sobie w twarz. Stało się... nic nie dzieje się bez przyczyny!!!?... cieszę się, że tak właśnie się stało!!!
Czas jest najlepszym lekarstwem. Staram się powtarzać ciągle jedno i to samo zdanie, drugie "nic nie dzieje się bez przyczyny" - te dwa zdania ciągle dobijają się do mojej świadomości i do mojej podświadomości, wypływają na wierzch nawet
nieproszone, cieszę się!!! Cieszę się, że na mojej drodze pojawił się KTOŚ, kto pokazał mi, że są w życiu ważne też inne rzeczy?.
Czy ten ktoś będzie długo??? Tego nie wiem!!! Czy ten ktoś nie zada bólu??? A skąd ja to mogę wiedzieć??? Kiedy zdołam się na tyle otworzyć i przełamię swój strach, żeby powiedzieć, co czuje??? Jedynie BÓG zna odpowiedz na te pytania?
Kiedyś moja przyjaciółka powiedziała mi "nie buduj muru, nie wszyscy są źli, nie każdy rani - otwórz się,otwórz się na ludzi". Stało się to całkiem niespodziewanie. wystarczyło jedno spojrzenie, te wszystkie godziny spędzone razem pokazują mi, jaki świat jest płytki,jacy ludzie są płytcy. Jak bardzo płytkie są te wszystkie układy, jak często padają słowa bez pokrycia. Słowa padają tu tak szybko, że nie wszyscy są w stanie wziąć za nie odpowiedzialność. Chęć posiadana "kogoś" tylko dla samego faktu posiadania jest tak silna, że wszystko to przybiera
niesamowitych rozmiarów tempo... rzucanie się w coraz to nowe ramiona. Żałosne to wszystko i upokarzające. Widziałam to wszystko, ale nie mówiłam o tym głośno, bo niby dlaczego??? Mnie wtedy bezpośrednio to nie dotyczyło, ale są chwile, kiedy ta przysłowiowa kropla się przeleje, kiedy to wszystko zaczyna pojawiać się na horyzoncie i zaciskać się na mojej szyi niczym pętla na szyi skazańca. Pojawiła się nowa wolna partia? Nie, nie nowa!!! - ale wolna!!! Ta świadomość chyba pozwoliła co niektórym działać? Brutalnie mowię NIE!!!
Teraz brutalnie sama przed sobą mowię, że dopuszczałam do głosu swoją wewnętrzną próżność, pozwalając jej, by pławiła się w tych wszystkich spojrzeniach, ale miło jest wiedzieć, że się podoba.Jedyne, co mogę powiedzieć z czystym sumieniem to, że nigdy tego nie wykorzystywałam!!! To pozwoliło mi zachować szacunek do samej siebie. Wiedziałam, że potrafię zafascynować kogoś
swoją osobą, ale nie sądziłam, że w takim stopniu. Teraz wszystko staje się jasne, wszystkie rzeczy i niedomówienia zastają wyjaśnione. Nie chce tych waszych spojrzeń - teraz działają one na mnie jak czerwona płachta na byka. drażni mnie to wszystko!!!
Jedno spojrzenie wystarczyło mi bym mogła - bym była gotowa w jednym ułamku sekundy stwierdzić, że nie chcę już tego wszystkiego, że właśnie w tej chwili odłączam się od "peletonu", decyduje się na samotne trwanie i życie zgodnie ze swoimi zasadami. Życie z tym, co dyktuje mi moje serce. Nie chcę fascynacji, moje oczy chcą być martwe na was i na tą waszą fascynację. Moje oczy są już martwe na was!!! Proszę, nie bądźcie takimi egoistami!!! W tle leci "no mans land" Mike Olfield'a, w żyłach krąży życiodajny płyn, palce nie zawsze trafiają w tą cześć klawiatury w którą powinny... dobrze mi !!! Słowa wypływają ze mnie niczym
nieograniczonym potokiem... nie czuję na sobie już tej cenzury, która czuję przy prowadzeniu bloga... Kiedyś pisałam tam wszystko, o czym myślę i co czuję... Teraz są to zaledwie małe przekaźniki, kontakt z tymi, których znam, nic więcej!!! Coś tak bardzo bezpłciowego... coś tak bardzo niepodobnego do mnie. Ci co mnie
czytali wcześniej, znają mój styl pisania... mój cięty jęzor. Tak, wiem, budziłam respekt, ale nie na tym mi zależało. Pisałam tam jedynie o tym, co czuje... o tych emocjach, które mną targały. Teraz?
Teraz jest zbyt wielu ludzi rządnych sensacji, którzy czekają tylko na to, aż rzuci się im jakiś ochłap - ochłap czegoś, czym mogliby się żywic... kawałkiem jednego zdania, który mogliby obrąbać do woli i posyłać go znaną tylko im ścieżką - niczym w "głuchym telefonie" zdania ulegają przekształceniu. Dochodzi do lekkiej mutacji - do przeinaczenia, czyjeś życie staje się życiem innych, tanie żarcie - niczym w barze mlecznym dla wygłodniałych ludzi, niski koszt ekonomiczny a efekt zadziwiający...
Teraz, gdy alkohol krąży w moich żyłach, a język stał się bardzo swobodny, pozwalam sobie na napisanie czegoś, czego nie napisałabym po trzeźwemu, tylko i wyłącznie dlatego, że co chwila mój "moralniak" się we mnie odzywa. Czy aby moje słowa komuś nie zaszkodzą? Kiedyś zaczęłam pisać coś w rodzaju książki,
Przestałam, bo wiem, że to, co bym tam napisała, zniszczyłoby kilka związków a brak zasad u osób drugich w dużym stopniu nadszarpnęłoby zaufanie osób, z którymi akurat przebywają w związkach.
Nie chce budować czegoś na nieszczerości i na niedopowiedzeniach. Usłyszałaś o wszystkim, to wszystko chciałam Ci powiedzieć. Dziś przyjaciółka spytała się mnie, jak odbieram to wszystko? Co czuję? Utkwiła we mnie te swoje ciemnobrązowe
oczy, przenikające na wskroś, przepełnione troską i sympatią. Odsunęłam się od niej ciut dalej, tak, żeby mogła przeniknąć mnie swoim wzrokiem i zobaczyć to wszystko, co we mnie siedzi?
Co poczułam? - zawstydzenie!!!... może wiedziałam, że obarczyłam ją wcześniej swoim bólem... wylewałam na jej barki cały swój żal. Wiem, nie powinnam tego robić, ale jestem jej wdzięczna za to, że pomagała mi dźwigać cały ten ciężar... ciężar mojego niepowodzenia, mojej porażki, mojej klęski. Pokochałam za bardzo a do tanga trzeba dwojga... Kiedyś "Hipnotic" (chyba tak to się pisze) nie kojarzył mi się zbyt dobrze, teraz, gdy czuje ten zapach w swoim otoczeniu, czuję się bezpiecznie. Ten zapach jest dla mnie zapachem przyjaźni, takiej bezgranicznej nie żądającej, przyjmującej Cię takim, jakim jesteś. Przypadkowo poznana osoba
okazuje się przyjacielem takim prawdziwym, którego szukało się przez cale życie. qrwa mac!!! chce mi się płakać, chce walić pięściami o ścianę tylko dlatego, że ten pieprzony świat jest taki niesprawiedliwy, dlaczego tak musi się dziać???!!!... Tak,
wiem, kolejne pytanie bez odpowiedzi - zdaje sobie sprawę z tego, co może nastąpić, z tego, co może się stać. Nie chce o tym myśleć... boję się tego!!! Doskonale wiem, co mnie przeraża. Już raz chciałam stoczyć z tym walkę a tak naprawdę była to walka moja własna - walka sama z sobą. Poległam!!!
Z wielkim skupieniem w oczach spytała, co czuje??? Jak to wszystko odbieram? Przestraszyłam się, gdy mnie tak przenikała tym swoim wzrokiem, wiedziałam, że dostrzeże w moich oczach strach, strach przed tym, że znowu mogę cierpieć, ale nikt nie da mi pewności, że wszystko będzie OK, nie schowam się pod szklanym
kloszem tylko dlatego, żeby uniknąć całego bólu spowodowanego uderzeniami, powalającymi najpierw na kolana a potem wyciskającymi ostania łzę - krwawą łzę, która powoli spływa po naszych policzkach, torując drogę. Drogę czemu??? Może
oczyszczeniu, może wyswobodzeniu się z tego, co było, z tego wszystkiego, co złe? Może???....
- Jest dobrze, nawet bardzo dobrze - odpowiadam.
Ale nie mam odwagi powiedzieć jej o tym, co czuję, boję się. Boję się, że w chwili, gdy słowa wypłyną, mogą nie zostać docenione, że to, co chcę ofiarować, może zostać nie przyjęte. Dlatego nie ma słów, są czyny, to one są odzwierciedleniem tego wszystkiego, co czuje. A kiedy padną już jakieś słowa, z pewnością nie będą to słowa bez jakiegokolwiek pokrycia?
Są chwile, kiedy z pełną świadomością zamykam się w sobie. Można mnie przyrównać do zardzewiałego zamka - klucz wejdzie, ale prawdopodobieństwo, że przekręci się w jakąkolwiek stronę jest znikome, przyjmuje ów klucz do siebie... Jest tylko jeden jedyny wzór, który zdoła uruchomić zardzewiałe tryby, wiele
kluczy pasuje do tego zamka, ale tylko ten jeden otworzy go. Tylko jedna osoba tak naprawdę wejdzie przez moje drzwi, drzwi do mojego serca. Moje drzwi nadal są zamknięte, ale klucz, który właśnie tkwi w zamku bardzo delikatnie i z wyczuciem próbuje uruchomić najmniejszą zapadnie. Już kilka ustąpiło, ale jeszcze nie wszystkie. żawsze istnieje ryzyko, żze klucz się złamie, że nie okaże się tym właściwym, który pomimo całej tej rdzy zdoła otworzyć to wszystko, co zostało zatrzaśnięte za pancernymi drzwiami. Drzwi te są wmurowane w żelbetonowy mur, który jest niczym łono matki otaczające dziecko wodami płodowymi, ciepłe i bezpieczne, amortyzujące wszelkie uderzenia, boję się!!!
Pamiętasz moje pytanie na dworcu - czego pragniesz???...- szczęścia!!! Taka była Twoja odpowiedz. Ja też tego pragnę. Nie wiem, czy będzie mi dane zaznać kiedykolwiek tego uczucia, takiego szczerego, bardzo prostego, bez wszystkich tych ozdobników, bez tego całego pędu za substytutem szczęścia, które jest tylko ulotne, za szklanymi domami niczym w "Ludziach bezdomnych". Chcę prostego, szczerego uczucia!!! Czy to tak wiele?
Czasami łapię się na tym, że odczuwam coś, co daje mi przekonanie, że znajduje się nie w tym miejscu i nie w tym czasie. Dziwne uczucie, że gnam za czymś, co i tak nigdy się nie spełni. Próbuje oszukać siebie, że tak naprawdę nie pragnę
szczęścia, tylko gonię za chwilową przyjemnością, za chwilowym dowartościowaniem siebie - przeszłość!!!
Tak naprawdę chce iść nad morze, usiąść i zanurzyć stopy w ciepłym piasku, tulić Ciebie w swoich ramionach i zostawić cały ten zgiełk "dnia powszedniego" za sobą. Marzenia - ponoć się spełniają. Ponoć powinnam w nie wierzyć, ale jednak moja
niepoprawna cześć będąca realistką mówi - "life is brutal" - przyzwyczaj się do tego... bo i tak nigdy nie będzie dobrze, nie to miejsce, nie to życie, nie ten czas.
- Dopiero jak sobie wybaczysz - osiągniesz spokój - powiedziała, wsiadając do samochodu. Uśmiechnęły się obie do mnie. Tak, może mają rację. Para godna podziwu, trwająca przy sobie, para, która znalazła to wszystko, co ja dopiero
odkryłam. Że można chcieć trwać przy kimś, nie patrząc na to, co się dzieje na zewnątrz. potrafią się cieszyć tylko i wyłącznie swoją obecnością, a spotkania co jakiś czas z innymi są tylko "chórkiem w tle" głównej melodii złożonej z ich
uczuć, z oddania sobie, ze szczerości i wierności. Niczym dziewczyny ze Stolicy, poznałyśmy je w tym samym czasie, pamiętam, jak obie złapałyśmy po tym spotkaniu doła. Te same myśli przebiegały z zawrotną prędkością po naszych głowach... zapach mokrego drewna otaczający i wypełniający każdą komórkę i wszystkie myśli. Czego pragniemy - spokoju i stabilizacji, bezpieczeństwa. Jeszcze nigdy nie byłam tak wyczerpana zarówno psychicznie jak i fizycznie. Noga za nogą
wlokłyśmy się do domu, ciepła letnia noc, powrót główną promenadą wzdłuż morza, szum fal, cisza, a może niesamowity hałas????... myśl uderzająca o myśl w mojej a może w Twojej głowie???
Nic nie dzieje się bez przyczyny, wierzę w to, nawet jeśli miałoby się okazać, że Twój klucz nie pasuje do mojego zamka, pomimo tego że poruszyłaś już te najbardziej wrażliwe tryby. Wiem, że to, że Cię poznałam ma swój cel. Wskazałaś mi drogę, którą chcę przemierzać i nigdy z niej nie zboczyć.
LIST OTWARTY DO WAS WSZYSTKICH. Do tych, których znam i tych, których nie znam. weźcie pod uwagę uczucia innych, pamiętajcie, nie dla każdego głównym celem jest wskakiwanie do łóżka z kim popadnie. Zanim powiecie "kocham", za plecami swojej kobiety - zastanówcie się, czy nie zadacie bólu osobie, która właśnie usłyszy te puste słowo. Nie przysyłajcie esów o treści "jestem sama w domu", "przyjaźń się dla mnie nie liczy, bla bla bla". Tak bardzo zależy wam, żeby usłyszeć nie, więc mówię po raz kolejny NIE!!!
Data publikacji w portalu: 2003-10-05
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
RysioPyyysio Mimo skali kampanii karnej żaden z Czeczenów nie zwrócił się do rosyjskich organów ścigania z oskarżeniem.😜 opinia dodana 2019-02-19 13:19:56
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019