And life goes on...

J.A.
Podobno swój na swojego zawsze trafi. Przypadek na świecie nie istnieje, wszystko dzieje się w jakimś celu, nawet jeśli tego na początku nie dostrzegamy. Opowiem wam historię. Dość dziwną, miejscami trudną, miejscami dramatyczną, miejscami zabawną, ale przede wszystkim szaloną. Opowieść o dwóch kobietach. O ich dziwnej znajomości i ich pragnieniach, o kawałku ich życia, kawałku, który rozegrał się przed moimi oczami. Kawałek z ich życia. Jeden z etapów, który został zapisany na ich drodze. Ten kawałek dane im było przebyć razem.
Każda historia ma swój początek. Początek tej zaczął się dla każdej z nich osobno. Kupiły bilet na ten sam pociąg. Gdy podróż jednej z nich trwała, druga stała przed kasą biletową i zastanawiała się, co robić. Kupiła bilet, wsiadła do pociągu i otworzyła drzwi jednego z przedziałów. Siedziała tam tylko jedna kobieta, zapatrzona w okno. Na odgłos otwieranych drzwi obróciła głowę i spojrzała na nią niesamowicie niebieskimi oczami.
- Przepraszam. Można się dosiąść?
- Oczywiście.
I tak zaczyna się ta historia. Przypadkowe spotkanie dwóch osób, jadących razem jednym pociągiem. Ale razem wcale nie znaczy w tę samą stronę.

Rozdział I

***
Dwie kobiety - powiedzmy, że razem mają pięćdziesiąt lat - znajdujące się w innych etapach życia. Jedna wie, czego pragnie, przynajmniej zawodowo. Druga ciągle szukająca tego, w czym mogłaby spełnić własne pragnienia. Imiona sobie podarujemy. Jedna jest starsza a druga młodsza, imiona wszystko zepsują. Zaczniesz się zastanawiać, czy je znasz lub czy spotkałaś je kiedyś na swojej drodze. Spotkałaś z pewnością. Więc nazwij je imionami z własnej wyobraźni.
Teraz się odpręż, zamknij oczy, podaj mi rękę i posłuchaj...
Młodsza z nich miała dziwne przeczucie. "Coś się wydarzy tego lata, musi się coś wydarzyć...". Czuła to tak, jak czuje się nadchodzącą burzę, gdy gęstnieje powietrze a ptaki latają nad samą ziemią.
Buszując po internecie, zabijała nudę pierwszych dni wakacji... Szukała czegoś interesującego, czegoś, co oderwie ją od kilku poprzednich miesięcy. Semestr był ciężki, jeden z gorszych. Wszystko poszło całkiem gładko, ale pracy było więcej niż zwykle. Czuła, że powinna podjąć jakąś decyzję dotycząca życia. Na coś się zdecydować, ale ciągle odkładała to na później. Myślała "Mam wakacje... zacznę myśleć w październiku. Ostatnie beztroskie miesiące. Zastanowię się potem. Potem..."
I tak mijały dni. Trochę leniwie. Na jednej z zagranicznych stron znalazła adres kogoś z Polski. Poczuła dziwne zaciekawienie. Spisała adres i napisała do tego Kogoś. "Nie znamy się, ale tak w akcie patriotyzmu piszę, bo spotkałam Twój adres. Miłe uczucie, jakbyś gdzieś na zagranicznej wycieczce spotkała rodaka. Choć nie znasz go, z przyjemnością z nim porozmawiasz." Tylko kilka słów. Nawet nie spodziewała się odpowiedzi. Ale ją dostała, kilka dni później. I tak to się zaczęło. Kilka maili, krótkich. Wymiana ciekawych adresów, stron, które znały i z przyjemnością poleciły drugiej. Minął tydzień a listy się nie urywały. Padło pierwsze nieśmiałe pytanie:
- "Dlaczego wpisałaś się na tej stronie? Co Cię w niej zaciekawiło?" Odpowiedź była raczej wymijająca.
- "Tak po prostu, zrobiłam to pierwszy raz. Nigdy wcześniej nie wpisywałam się na żadnej stronie internetowej."
- "Tak, ale coś Cię musiało pchnąć, aby w ogóle tam zajrzeć."
- "Nie wiem, nie potrafię tego wytłumaczyć. A ty dlaczego?"
Teraz wymijająca odpowiedź z drugiej strony. Żadna nie potrafiła, albo nie chciała zadać pytania wprost. Kręciły obie. Ale w końcu pytanie padło:
- "A ty... wolisz kobiety czy mężczyzn?"
- "...Nie wiem, teraz chyba kobiety, ale nie jestem pewna. A Ty?" Odbicie piłeczki.
- "Ja też nie jestem pewna."
Listy zmieniły swój charakter. Odrobinkę. Zaczęło im się to podobać. Internetowy, bezpieczny flirt. Zaczynały się poznawać. Kolejny przypadek: podobne upodobania, podobne poczucie humoru i odległość, to było najlepsze - kilkadziesiąt kilometrów. A od października to samo miasto. Przypadek? Obie zadawały sobie to pytanie.
Zaczął się delikatny erotyzm. Subtelne strony, subtelne filmy. Powoli się nakręcały, coś zaczynało się dziać. Coś, czego nie potrafiły zrozumieć. Minęły pierwsze dwa tygodnie. Nie widziały się, nie wiedziały, jak wyglądają. A myślały o sobie. Niemalże bez przerwy. Każda wolna chwilka "Ciekawe, co Ona teraz robi?"
Młodsza zadała krótkie pytanie:
- "A doświadczenia? Masz jakieś doświadczenie?" To, co przeczytała zaskoczyło ją trochę. "Tak mam. Byłam z kobietą, kiedyś jeszcze na studiach... przez dłuższy czas. Była starsza. Kilka lat. Obie byłyśmy dla siebie pierwsze. Ale to się skończyło." Trochę jakby szok. Bo jednak nie znajdowały się w tym samym miejscu. Teoria zderzyła się z praktyką. Doświadczenie z marzeniami, z fantazjami i nie do końca rozumianymi pragnieniami.
Listy robiły się coraz bardziej osobiste i coraz częstsze. Kilka na dzień. Widok pustej skrzynki wywoływał dziwne uczucie. Uczucie niepokoju. A widok maila... niezrozumiałe ukłucie w okolicy żołądka...
Alkohol i zabawa... każda, bawiąc się w swoim towarzystwie... kończyła myślami o Tej Drugiej... co robi, gdzie jest i co myśli. Co myśli o mnie??? Potem mały ranny kac... "Co ja wyprawiam?! Przecież nawet jej nie znam! Nie widziałam Jej i nie słyszałam! To tylko maile... maile i alkohol... Tak z pewnością alkohol!" Każda powtarzała sobie to we własnym zakresie. Walczyła sama ze sobą. "Przecież to jest nierealne! Co się dzieje?!"
Mijał trzeci tydzień. Nastąpiła pierwsza próba. "Muszę wyjechać na trzy dni. Sprawy służbowe. Wrócę w piątek wieczorem. Odezwę się. Pa. Do piątku."
Niepokój. Ogromny niepokój. Jak to wyjechać??? Obie czuły, że z niezrozumiałych przyczyn to będą ciężkie trzy dni, nawet nie trzy, dwa. Młodsza zrobiła zdesperowany ruch... "....0504..." Ze strachem w oczach nacisnęła "wyślij".... Odpowiedź "....Wiem, dałaś mi numer..." Nieśmiałe pytanie "....Chcesz, abym zadzwoniła?" "Nie!!! Chciałam, abyś go miała, jakbyś zatęskniła, możesz napisać, że tęsknisz... ja mogę Ci pisać dziesięć maili dziennie. To tak, po prostu... rozumiesz?" Nie potrafiła powiedzieć, że po prostu boi się usłyszeć Jej głos. Odpowiedź: "Rozumiem. Schowam numer na później. Do piątku. Już tęsknię."
Minęła środa, jakoś minęła. Starała się być zajęta i nie myśleć o pustej skrzynce. Czwartek rano. Zwykły dzień. Znów trzeba posprzątać, zrobić obiad i kilka zwykłych spraw. Rutyna dnia codziennego. I myśli, ciągle myśli o Niej "Przecież to nie jest realne. Nawet Jej nie znam, to przecież tylko maile. Jesteśmy zabawne, podobne poczucie humoru, śmiejemy się z tych samych rzeczy. Ale przecież to tylko maile!!! Nic poza tym!!!" Powtarzała sobie to tak długo, że prawie w to uwierzyła. Ale los szykował jej niespodziankę. Zaśmiał się jej prosto w twarz, zadrwił z niej. Rzucił prawdę tak, że nie mogła więcej zaprzeczać.
Zadzwonił telefon komórkowy... Podniosła go i zobaczyła nieznany numer... serce zaczęło walić jak oszalałe... usiadła wpatrzona w ten nieznany numer... przemogła się i wcisnęła ok... "Słucham...?" "Cześć... to ty?" Serce próbowało roznieść jej klatkę piersiową "Przecież miałaś nie dzwonić!" krzyczała w myślach. Cicho odpowiedziała "Tak, to ja...", cisza w słuchawce trwała całą wieczność "Ej, nie poznajesz mnie?! To ja!" Wtedy ją poznała, szalona przyjaciółka, która dzwoniła z wakacji...
Teraz nie mogła już zaprzeczać i wmawiać sobie, że to tylko maile. Serce waliło jej cały dzień. A telefon? Krótkie spojrzenie i... nogi jak z waty... Nie było siły, aby zaprzeczać... Włączyła komputer i napisała Jej, co się stało... jak zareagowała, co poczuła...
Ale dzień jeszcze się nie kończył, czekało ją jeszcze coś... Cały dzień starała się być zajęta fizycznie... bała się chwili, kiedy usiądzie i zacznie myśleć... bała się tego, co może pomyśleć. Ale wieczór zawsze nadchodzi. A potem noc. Cichy dom. Czuła, że wszyscy już śpią, a ona siedziała na kanapie i patrzyła w okno. Nalała sobie wina, włączyła telewizor i patrzyła w ciemność. Oparła się delikatnie o oparcie kanapy. Zamknęła oczy. Czuła jak wino zaczyna działać. Powoli ogarnęło ją uczucie ciepła, rozlewało się po całym ciele. Zobaczyła kobietę, poczuła Jej zapach, dotyk skóry, smak ust, smak języka... wyobraźnia posuwała się powoli, leniwie smakując każdą chwilę, każdy skrawek tej Drugiej... Otworzyła oczy, ujrzała przed sobą ciemny, pusty pokój... ciągle czuła na ustach smak wyobraźni... smak wyobraźni... "Wino, to tylko wino..." Podeszła do komputera i napisała Jej o tym... ze szczegółami... wysłała... a potem nagle przestraszyła się Jej reakcji... napisała sprostowanie... że to alkohol, że ją poniosło... że przeprasza, żeby się nie gniewała...
Niecierpliwie czekała na piątek. Dzień mijał niemiłosiernie powoli. Każda minuta trwała 300 sekund. 20.00.... 21.45... 22.39... 23.00 Sms: "Już jestem... tęskniłam..." Serce zabiło znowu szybciej. "Może porozmawiamy na czacie?" "Tak..."
Pierwszy krok do przodu... obie czuły podobnie... tęskniły obie jak szalone... jakby nie mogły bez siebie żyć... jakby znały się całe życie... jakby zawsze były... Rozmawiały do czwartej nad ranem... już zaczęło świtać... kilka godzin czatu... miały wrażenie, że wiedzą już wszystko... że prawie się dotknęły... położyły się spać osobno a jakby razem... Dziwna noc...
Potem następny dzień. Wyszły obie wieczorem, ale umówiły się, że powtórzą wczorajszy wieczór. Ale dziś miało być odrobinkę inaczej... alkohol płynął w żyłach... podgrzewał i tak gorącą już krew... były odważniejsze... prośba...
- "Zadzwoń do mnie..."
- "Jesteś tego pewna?"
- "Nie... ale zadzwoń... zobaczymy"
- "A co powiemy?"
- ""Cześć" i wrócimy na czata..."
- "Ok... dzwonię..."
Patrzyła, jak telefon zaświecił... podniosła go z przerażeniem i powiedziała:
- "Słucham...?"
- "No cześć... i co teraz...?
- "Nie wiem... wracamy na czata..."
- "Wracamy..."
Serce waliło jej jak oszalałe... usłyszała Jej głos i nagle poczuła się malutka, jak mała dziewczynka, która sięga po zabawkę a nie zna instrukcji obsługi.
- "Słyszałam, jak wali Ci serce... to chyba nie był dobry pomysł... na pewno masz tyle lat? Brzmisz jak 17-letnia dziewczyna..."
- "Mam, na serio... a Ty brzmisz bardzo poważnie..."
Zrobiło się dziwnie... czuła, jakby chciała uciec "W co ja się pakuję...???" Jakieś napięcie w czytanych słowach... Coś ją przeraziło. Czuła, że tą Drugą też... Nie wiedziała, dlaczego tak zareagowała... przecież to tylko telefon... Poczuła, że musi coś zrobić i to szybko...
- "Może powinnyśmy się spotkać... na żywo?"
- "Kiedy?"
- "W poniedziałek..."
- "W ten?"
- "Tak... im szybciej, tym lepiej"
Chwila zastanowienia... przecież nie mają nic do stracenia...
- "Ok... zastanówmy się nad tym i pogadamy jutro..."
- "Więc do jutra... pa"
- "Pa"
Niedziela. Umówiły się na 20.00. Cały dzień myślała czy dobrze zrobiła, proponując tak nagle spotkanie, niemalże z dnia na dzień. Ale obie zdawały sobie sprawę, że muszą to zrobić, zanim wszystko zabrnie za daleko. Teraz były w stanie w jakimś stopniu przełknąć gorycz porażki... potem mogłoby zaboleć znacznie bardziej. To było jedyne wyjście. Jedyne rozsądne.
Rozmowa na czacie była bardzo wesoła. Poczucie humoru wzięło górę nad zdenerwowaniem. Zdecydowały się porozmawiać jeszcze raz przez telefon. Tym razem wyszło w miarę normalnie. Lekkie zdenerwowanie. Ale rozmawiały prawie dziesięć minut. W porównaniu z pierwszą rozmową odniosły olbrzymi sukces. Umówiły się jeszcze, że później wieczorem po 23.00 zadzwoni do niej i porozmawiają dłużej.
Godzina 23.10... telefonik zaświecił... Rozmowa potoczyła się od razu... śmiały się przez cały czas. Nawet nie były zdenerwowane. Dostały niemalże głupawki, zachowywały się jak najlepsze kumpelki. Umówiły się, że.00. spotykają się "bez podtekstów", ze to będzie zwykłe spotkanie. Żadna randka, po prostu pójdą na piwko i pogadają. Że żadna nie odejdzie na widok tego, co zobaczy, żadnego plucia pod nogi i wzroku pełnego obrzydzenia... zaczęły wariować. W duchu obie dziękowały Bogu za poczucie humoru. Cokolwiek się zdarzy wytrzymają ze sobą... ponieważ obie są dobrze wychowane. Uznały się za największe wariatki pod słońcem. Wariatki, które idą na randkę "bez podtekstów"... dobre sobie. Wygłupiały się przez godzinkę, powiedziały dobranoc i z błogim uczuciem szaleństwa, w jakie się pchają, zasnęły.

Rozdział II
Pierwsze spotkanie

Obudziła się rano. Przeciągnęła na łóżku. "Ciekawy dzień mnie czeka... bardzo ciekawy..." Wstała... poranna toaleta, wczoraj przygotowana garderoba, makijaż i można mknąć na spotkanie. Miała kilka spraw do załatwienia. Umówione były na 16.00. Załatwiła wszystko wcześniej niż myślała i na umówione miejsce przybyła kilka minut po 14.00. Pogoda była cudowna. 30(C w cieniu. Siedziała sobie na ławeczce, popijała ciepłą wodę mineralną i zastanawiała się, jak to będzie. W miarę upływu czasu robiła się coraz bardziej rozluźniona. Zdenerwowanie minęło bezpowrotnie. Około 15.15 ujrzała kobietę, która opisem mogłaby pasować do tej Drugiej. Trochę nie pasował jej bukiet kwiatów, jaki trzymała w ręce... Patrzyła na nią pół godzinki... 15.38... sms: "Właśnie wyruszyłam na spotkanie z przeznaczeniem...." na końcu... więc internet... mogło dojść później... Około 15.50 podniosła się z ławki z zamiarem podejścia do kobiety, której przyglądała się jakiś czas. Ale zrezygnowała... jakiś strach ją obleciał... zrobiła rundkę po rynku i wróciła z powrotem. Ta kobieta nadal stała. Zdecydowanym krokiem ruszyła w jej stronę. Nagle ujrzała jak macha do kogoś i podchodzi do niej jakaś osoba. Zaczęła się śmiać w duchu "Boże zaczepiłabym całkowicie obcą kobietę!!! Wyszłabym na kompletną idiotkę!!!" Czuła, że zaraz wybuchnie śmiechem.
W torebce zadzwonił telefon...
- "No i gdzie jesteś?"
- "Stoję w umówionym miejscu... a Ty?"
- "Ja też... nie widzę Cię..."
Rozejrzała się wokół i zobaczyła osóbkę rozmawiającą przez telefon:
- "A ja Cię widzę..."
Roześmiała się i wyłączyła telefon. Patrzyła, jak Tamta z niedowierzaniem spogląda na komórkę. Schowała telefon do torebki i z uśmiechem na ustach ruszyła w Jej stronę. Miała chyba głupawy wyraz twarzy, bo poznała ją od razu:
- "To ty...?"
- "Tak, ja... chodźmy gdzieś na to piwo, bo zaraz padnę z pragnienia i będziesz mnie mieć na sumieniu..."
Skrępowanie minęło. Usiadły w jednym z ogródków i zaczęły rozmawiać. Czasem wydawało im się, ze tematy się kończą, ale to było złudzenie. Drugie piwo. Rozmowa nabierała tempa. Śmiały się ciągle. Trzecie piwo. Zaczynały czuć się jak na malutkim haju. Czas płynął a one ciągle rozmawiały. Zmieniły knajpkę i poszły coś zjeść. Nadal gadały bez przerwy. Piwo wprowadziło je w stan rozluźnienia. Przyglądały się sobie bardzo uważnie. Badały każdy ruch, słuchały każdego słowa bardzo zachłannie. Słuchały dźwięku śmiechu, wpatrywały się w kolor oczu... miało być "bez podtekstów", ale chyba się nie udało. Dowiadywały się coraz więcej o sobie nawzajem. Wszystko było w porządku. Takie przynajmniej sprawiały wrażenie. Ale czas leciał i trzeba było się w końcu pożegnać. Stały na przystanku tramwajowym. W oddali zobaczyły tramwaj. Wyciągnęła do niej rękę. Troszkę się zdziwiła. Nie wiedziała, czego chciała, ale to jakby nie było to. Odwzajemniła gest. Weszła do tramwaju, od do tramwaju, odmachała Jej ręką i uśmiechnęła się szeroko.
Droga do domu trochę się dłużyła. Zaraz po wejściu włączyła komputer. Napisała "Napisz pierwsza, potem Ci odpowiem... Było chyba dobrze. Jestem trochę zdezorientowana, ale było w porządku."
Rano przeczytała maila. Wszystko wydawało się w porządku. Trochę był inny, jakby nie chciała jej czegoś powiedzieć. Pochwały jakby naciągane. Ale nie chciała tego zobaczyć, napisała, że świetnie się bawiła, że był to bardzo miły wieczór. Pozwoliła sobie na szczerość. Po południu znalazła w skrzynce maila od Niej "Zróbmy sobie kilka dni przerwy. Do piątku. Ok.?" Nie mogła tego zrozumieć. Przecież wszystko było dobrze... co się stało? Ale zgodziła się. Nie miała wyjścia.
Cały dzień chodziła jak w transie. Zawsze uchodziła za osobę bardzo wesołą. Zawsze uśmiechnięta i zawsze skora do zabawy. Niewiele osób wiedziało, jak łatwo ją zranić, że starannie ukrywa własne uczucia, że pod maską uśmiechu kryje się często ból. Twarz dla ludzi i twarz prawdziwa. Jak dwie maski teatralne. Śmiech i łzy... tym razem zwyciężyły łzy. Pomimo iż zgodziła się na mailową ciszę, napisała maila. Był gorzki, ale nie potrafiła się powstrzymać. Czuła, że to, co od Niej usłyszy zaboli, że to, niestety, koniec. Wolała sama powiedzieć, że tak bardzo jej nie zależy, jakby odejść pierwsza.
Następnego dnia znalazła w skrzynce odpowiedź. Spodziewała się końca, ale nie spodziewała się takich słów: "Sorry, ale nie jestem... les... to nie twoja wina. Po prostu wczoraj zrozumiałam, dlaczego rozstałam się z tamtą kobietą. Nie potrafię dzielić życia z inną kobietą. To mnie wyniszcza. Przepraszam. Jak będziesz chciała porozmawiać, to bądź o 13.00 na czacie."
Słowa przeszyły ją jak ostry nóż. Poczuła się oszukana. Obie to kręciły a tu nagle "przepraszam ale nie jestem..." Jak mogła?!! Ale weszła na czat, nie chciała wszystkiego stracić. Zmusiła się do zabawnej rozmowy. Chciała zobaczyć, co będzie dalej. To wszystko nie mogło się tak po prostu skończyć. Chciała jakoś to przejść, a potem spróbować wrócić do poprzedniego stanu. Do zabawnych maili.
Czat był ciężki. Ale jakoś z niego wybrnęły. Chyba obie udawały, że wszystko jest w porządku. Była zła, ale próbowała to ukryć. W pewnym stopniu jej się udało. Wieczorem znalazła w skrzynce list. Taki jak dawniej. Śmieszny i odpisała w podobnym tonie. Wiedziała, że za kilka dni złość minie. Krew się uspokoi. Ciekawiła ją przyszłość. Skoro to nie koniec, to znaczy, ze coś jeszcze będzie. I chciała się przekonać, co.
Ale noc była bardzo ciężka. Uważała się za silną osobę, ale to było silniejsze. Położyła się i próbowała zasnąć. Ale nie mogła. Leżała a łzy płynęły jej z oczu, płynęły spokojnie jak rzeka, nie potrafiła nad nimi zapanować. Zobaczyła, jak wstaje słońce, dopiero potem zasnęła.
Dobry humor powracał. Pomogła jej Ona. Pisała jak dawniej. Zabawnie i w końcu porwało ją to. Znowu było dobrze. Jak wcześniej. Jakby nic się nie wydarzyło. Kilka maili dziennie, znowu o wszystkim. O codziennym życiu. Znowu uśmiechała się na widok listu od Niej, znowu czuła dziwne ukłucie w żołądku.
Minął tydzień i zaczęły znowu flirt. Podjęła z Nią pewna grę. A Ona zgodziła się bez oporów. Napisała Jej jak wyobraża sobie miłość z kobietą... i wysłała Jej. Spodobało się Jej. Zaczęły z powrotem nakręcać sprężynkę... powoli, ale bardziej zdecydowanie. Żartowały albo pisały poważnie. Same powoli zaczęły się gubić, kiedy żartują, a kiedy mówią prawdę. Zatonęły w fikcji, którą same stworzyły. Można powiedzieć, że wirtualna miłość kwitła w pełni. Dostała Jej numer i zaczęły się sms'y. Gorące sms'y na dobranoc. Czuły, że jedyne, co mogą zrobić, to spotkać się i urzeczywistnić fikcję.
Umówiły się na drugie spotkanie. Randka na łonie natury, oczywiście "bez podtekstów". Żartowały obie, bo dobrze wiedziały, po co się spotykają. Aby zobaczyć, czy z tego coś będzie.
Widziała, że Ona niczego jej nie da, niczego trwałego. Ale jest w stanie zgodzić się na zabawę. Coś nie zobowiązującego. Zgodziła się na Jej propozycję. "Przecież nic nie tracę. Będziemy się obie dobrze bawić i tyle."
Poczucie humoru obie miały podobne. Więc umówiły się w romantycznym miejscu... na skwerku dla zakochanych...

Rozdział III
Druga randka

Kolejny gorący, sierpniowy dzień. Znowu załatwiła wszystko szybciej niż myślała. Usiadła na ławeczce i patrzyła w ciemną taflę wody. Wiał wiatr, przymykając oczy poczuła się jak nad morzem. Znowu miała przeczucie, że dzisiejsze spotkanie będzie bardzo ważne. Coś się wydarzy. Wiedziała, o czym marzy, ale bała się powiedzieć to głośno. Przysiadł się do niej starszy pan. I tak miała czas, więc z przyjemnością z nim rozmawiała. Na rozmowie czas zawsze szybciej upłynął.
W końcu Ją zobaczyła. Wcześniej wydawało jej się, że nie pamięta, jak Ona wygląda, ale poznała Ją od razu... szósty zmysł??? Wstała z ławeczki, podziękowała za miłą rozmowę i podeszła do Niej. Spacerkiem poszły tam, gdzie mogły spokojnie porozmawiać. Usiadły na zacisznej ławce i rozmawiały. Zaczęły się wygłupiać. Chyba obie bacznie się sobie przyglądały. Zadawały sobie w duchu pytanie "Co by było, gdyby...?". Delikatny flirt na żywo, krew robiła się cieplutka. Rozmawiały ciągle tylko o tym, co by było gdyby, tylko nie wprost... wszystko wokół. W końcu same zaczęły się z tego śmiać. Jakby podrywały się wzajemnie. Jakby badały, na ile mogą sobie pozwolić i na ile pozwoli sobie Ta Druga. Poszły coś zjeść a potem do parku... na ławeczce... a wokół siedziały same parki... udawały, że to nie ma znaczenia... a każdej chodziła po głowie jedna myśl "Jak Ona smakuje...?" Ciemny park, zielona ławeczka... a na jednej z nich One. I ci ludzie, którzy ciągle chodzili wokół. Żadna z nich nie marzyła o towarzystwie. Popatrzyła Jej w oczy i ujrzała w nich prośbę... "pocałuj mnie...", ale chyba się przestraszyła. Chciała, ale czegoś się bała. Gdy Tamta delikatnie palcami dotykała jej szyi, po plecach przechodził ją dreszcz. Ale nie pocałowały się. Trzeba było iść. Pociąg. Stały na peronie. A czas leciał. Zapytała, czy może pocałować Ją w policzek... delikatnie musnęła Jej skórę. Uśmiechnęły się obie. Aby rozładować atmosferę, podała jej rękę. Przytrzymała chwilkę... szepnęła.... "czekaj..." i pocałowała ją delikatnie w usta. Niby zwyczajnie, tak jakby przez przypadek... ale na chwilę świat zawirował. Wsiadła do pociągu. Usiadła i popatrzyła, jak Ona schodzi po schodach. Za chwilkę sms: "Jak będziemy chciały burzę... to pójdziemy w ślinę..." Uśmiechnęła się szeroko. Następnym razem... będzie burza z piorunami. Była Jej wdzięczna za ten gest, sama nie potrafiła się na niego zdobyć. Chciała, ale nie potrafiła.
Do domu dotarła jak w transie. Sms na dobranoc. Rano wstała i włączyła komputer. Przeczytała list od Niej. Powtórzyła, ze nadal nie jest, że na zabawę może się zgodzić, ale nie na coś długofalowego. Zaszaleć i po prostu dobrze się bawić.
Musiała teraz odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chce tego samego, co Ona. Zabawa. Po prostu zabawa. Wczoraj zrozumiała, że to wszystko, to coś więcej niż tylko sex z kobietą. To styl życia, przekonania, poglądy. A tego nie chciała. Wiec może też nie jest...? Może po prostu Obie siebie fascynują...?
Przez myśl przebiegło jej, żeby znowu się spotkać, jak najszybciej. Napisała do Niej i poprosiła o spotkanie. Odpowiedziała: "Spotkamy się i powiesz mi, że jesteś w ciąży... no pięknie..."

Padał deszcz. Kolejna ważna rozmowa je czekała. Chciała Jej tyle powiedzieć, wytłumaczyć, co się zmieniło od wczorajszego wieczoru.
- "Nie jestem les... nie czuję się les... to coś znacznie więcej. To jakieś przekonania, społeczna odpowiedzialność, styl życia... a ja nie chcę tego... Chcę Ciebie... ale gdybyś była les i zaprowadziła mnie do swoich znajomych i powiedziała "to jest moja dziewczyna", uciekłabym z krzykiem... Nie jestem les... Może nasze umysły wybiegają poza seksualność człowieka... najważniejszy jest człowiek, jaki jest i jak się z nim czujemy a dopiero potem, jak wygląda i jaką ma płeć..."
- "Rozumiem... myślimy podobnie... tylko, co teraz?"
Usiadły i zaczęły rozmawiać. Zapytała się Jej, jak wyglądała znajomość z tamtą kobietą, ile to trwało i dlaczego się skończyło. Patrzyła na Nią i myślała w duchu "skoro żadna z nas nie jest les... to co dalej... to co się dzieje, zaczyna wybiegać poza zabawę... poza coś bez zobowiązań..."
Poszły na spacer... znowu parkowa cisza... szła tyłem, aby patrzeć na Nią... znowu flirtowały... niemalże bezczelnie... ale bawiły się wspaniale... każdy mijający człowieczek przyglądał się im z dużym zainteresowaniem. "Ciekawe, czy to widać... to napięcie erotyczne miedzy nami???" Chyba było widać, wiele osób się za nimi oglądało. Stanęły nad Odrą i rozmawiały... jakby o przyszłości, o tym, co chciałaby robić w życiu i jak się do tego powinny zabrać. Patrzyła na nią i czuła podziw. Jakby na swojej drodze spotkała Ją właśnie po to, aby jej uświadomiła, co robić w życiu.
- "Nawet, jeśli nigdy między nami do niczego nie dojdzie i tak jesteśmy wygrane..." - Jej słowa brzmiały w jej w głowie.
Powiedziały sobie takie rzeczy, których nikt nie znał. Których nikt nigdy się nawet nie domyślał. Obie czuły ulgę, że wreszcie mogą tak bez skrępowania o wszystkim porozmawiać. O wszystkim, o największych pragnieniach, o oczekiwaniach, o planach na życie, po prostu usiąść i czuć, że mogą powiedzieć wszystko a ktoś, ta Druga wysłucha ją cierpliwie. Doradzi albo uśmiechnie się w odpowiedniej chwili. Albo po prostu będzie i posiedzi z nią w ciszy na zielonej, parkowej ławce.
Tak, zielone, parkowe ławki na długo pozostaną w ich pamięci. Parki mają to do siebie, że spacerują po nich ludzie, a na ławeczkach siedzą parki. Chłopiec i dziewczynka i zwykle nie są zajęci rozmową. Raczej zajęci są sobą.
W tym wszystkim one. Dwie kobiety siedzące obok siebie. Ale ten wieczór nie był udany. Coś nagle stanęło między nimi. Siedziała i patrzyła na nią. Czuła, że już się nie bawi, że chce czegoś więcej. Nie jest les... ale nie chce zwykłego sex'u... chce uczucia... uczucia, którego Ona chyba nie będzie mogła jej dać. Pragnęła po prostu przytulić Ją do siebie i powiedzieć... "Chyba się w Tobie zakochałam... Wiem, że to miała być zabawa... ale to silniejsze ode mnie... Przepraszam." Ale nie powiedziała, bała się Jej reakcji. Siedziała na ławce i czuła, ze to już chyba koniec. Nie potrafiła nawet na Nią spojrzeć. A Ona siedziała obok i ze smutkiem w głosie pytała, co się stało. Dlaczego wygląda, jakby chciała się za chwilę popłakać. A ona czuła się jakby cały świat stanął przed nią i patrzył. Patrzył na jej smutne oczy. Próbowała ją przytulić. Ale wokół ciągle chodzili ludzie. Ludzie, którzy wpatrywali się w dwie kobiety siedzące na ławce. W końcu wstały. Ciągle nic nie mówiła, nie wiedziała, co ma Jej powiedzieć. Jak Jej powiedzieć, że nie chce się bawić, że chce czegoś zupełnie innego. Poczuła, że oczy robią się wilgotne. Mimo mroku panującego w parku Ona to zobaczyła. Zatrzymała się i przytuliła ją. Wyszeptała "Nie płacz...". Stały tak przez chwilkę... Chciała, aby mogła tak z Nią zostać. Pobyć przez chwilę. Ale znowu nadeszli ludzie. Znowu trzeba było iść na pociąg. Na peronie pocałowała Ją delikatnie w policzek... i delikatnie w usta... podobno zastopowało to ludzi wchodzących po schodach. Wsiadła do pociągu... i odjechała.
Umówiły się, że poczekają jeden dzień, zanim cokolwiek napiszą. Najpierw się uspokoją i przemyślą to, co się wydarzyło. Tym razem zasnęła z uczuciem niepokoju. Cały ten dzień był jak ze złego filmu... całkowicie nieudany i z kiepskim zakończeniem. Zabawa się skończyła. Trzeba był podjąć decyzję, co robić dalej. Jak daleko można się posunąć, aby nie zranić siebie nawzajem. Cały dzień. "Może jutro zrozumiem więcej z perspektywy kilku godzin" pomyślała przed zaśnięciem...
Mimo iż obiecały sobie przerwę, rano znalazła w skrzynce list od Niej. Dziwny był. Napisała, żeby nie myślała, że to jej wina, że wszystko popsuła. Przeczytała go kilka razy i spokojnie odpisała... Nie bardzo wiedziała, jak opisać wczorajszy wieczór, dlaczego to wszystko tak wyglądało, nie do końca potrafiła zdobyć się na szczerość. Próbowała obrócić wszystko w żart. Że to te głupie parkowe ławki, w ogóle peron i łzawe pożegnanie... jedyne wyjście to chyba wspólny skok z mostu... Atmosfera jakby się rozluźniła. Wieczorem spotkały się na czacie... To był bardzo dziwny czat. Coś było nie tak. Czuła, że nie rozumie tego, co Ona do niej mówi. Jakieś niezrozumiałe oczekiwania z Jej strony... znowu poprosiła ją o przerwę, tym razem na dwa tygodnie, obie będą zajęte. Potem wrócą do maili a przez ten czas zastanowią się, co dalej i czy w ogóle jest jeszcze jakieś dalej. Kilka razy podczas czatu chciała Jej powiedzieć, że już nie może, że nie wie, czego Ona od niej chce, ale nie potrafiły się dogadać... obie męczyły się wspólną rozmową... w końcu uzgodniły, że robią przerwę. Dwa tygodnie. Potem zobaczą.
Wyłączyła komputer i usiadła... czuła w sobie rosnącą złość. Nie wiedziała, co ma myśleć. Nagle przyszedł sms: "Potrzebuje dwa tygodnie przerwy, żeby sprawdzić czy czasem się w Tobie nie zakochałam. Mały teścik...". Omal nie spadła z kanapy. Jak to zakochałam? Przecież miałaś się bawić a nie zakochiwać! Co to ma znaczyć???
Dwa tygodnie? Jakoś przelecą... zobaczymy, co będzie dalej... Miała mieć masę zajęć przez te dwa tygodnie. Jakoś wytrzyma. Zresztą, jeśli nic z tego nie wyjdzie, niedługo i tak zaczną się studia... czas leczy rany. Położyła się spać. "Sprawdzić, czy się w Tobie nie zakochałam..." niemalże słyszała dźwięk wypowiadanych słów...

Rozdział III
Ciąg dalszy... cudowny ciąg dalszy...

Nie wytrzymała dwóch tygodni. Następnego dnia, późnym wieczorem napisała jej sms'a, że się wygłupiła i za chwilę wszystko wyjaśni w mailu. Przeczytała go uważnie, potem porozmawiały na czacie. Przestraszyła się po prostu. Stwierdziła, że nie zakochała się, że jeszcze się nie zakochała, a nawet, jeśli się zakocha to, to przecież nic złego. Wręcz przeciwnie.
Potem były maile, takie jak wcześniej, wiedziały obie, że muszą wreszcie teorię zamienić w czyny. Im szybciej tym lepiej.
Przyjechała do Niej, czekała na nią na dworcu a potem zaprowadziła do swojego mieszkania. Siedziały w bezpiecznej odległości od siebie i jakoś nie wprowadzały tej teorii w czyn. Patrzyła na Nią i dobrze wiedziała, czego chce, ale bała się tego panicznie. Miała Ją na wyciągnięcie ręki a nie wiedziała, co ma zrobić. Nie wiedziała, jak. Ale przemogła się, usiadła obok Niej, bardzo blisko, popatrzyła w oczy i pocałowały się. Chciała, aby ten pierwszy pocałunek był spokojny, ale napięcie między nimi było tak silne, że nie było mowy o spokoju. Pocałowały się z żarliwością, mocno i gorąco. Chwila, która trwała całą wieczność. Nieskończoną, cudowną wieczność.
Jej wszystkie marzenia, wyobrażenia, wszystko, czego się spodziewała, spełniło się w tej jednej chwili.
Ale pocałunek to było wszystko, co zrobiły, próba pójścia kawałeczek dalej, napotkała na mały opór z jej strony. I tak dostała tyle, że więcej po prostu nie potrzebowała. Nie w tej chwili.
Potem były kolejne spotkania.
Posuwały się dalej bardzo powoli, poznawały się po małym kawałku, aż nadeszła ta chwila, gdy kochały się po raz pierwszy. Bardzo delikatnie, zmysłowo i bardzo powoli. Jej oddech na skórze, ciepłe pocałunki, przyspieszone oddechy i niesamowity blask w oczach. Iskierki, które sprawiały, że serce biło jej szybciej. Gdy leżała potem obok Niej, wtulona w Jej ciepłe ciało, czuła, że dostała od losu wielki dar. Kobietę, która sprawia, że nic poza Nią się nie liczy, że jeśli tylko będzie w pobliżu, nic złego się jej nie stanie.
Spotykały się tak często, jak tylko mogły. Zaczął się październik, wróciła na studia i wreszcie były bardzo blisko.
Może to dziwne, ale nigdy nie kochały się tak "do końca", nigdy nie dążyły do czystego fizycznego spełnienia. Mimo iż gdy się kochały, wiele razy pożądanie, które je oplatało było tak silne, że bardziej pragnąć siebie już nie mogły. Ale to po prostu nigdy nie było potrzebne. Żadnej. Jakby kochały się psychicznie a nie fizycznie. Bliskość tej drugiej, dotyk, delikatne pieszczoty były wszystkim, czego pragnęły, wszystkim, czego potrzebowały.
Czas biegł powoli. Od spotkania do spotkania. Miesiąc za miesiącem. Czasem zachowywały się jak zwykłe przyjaciółki, po prostu rozmawiały, chodziły razem do kina. I w tym kinie trzymały się ukradkiem za ręce. Tak, aby nikt nie widział. Zwykłe gesty, które znaczyły tak wiele.
Ale mimo tego wszystkiego nadal nie wiedziały, czy będzie jakieś dalej. Czy właśnie życie z kobietą jest im przeznaczone. Było im ze sobą dobrze, ale nadal nie miały pewności czy to jest właśnie to.
Miały własny świat, o którym nikt nie wiedział. Nikt. Były w tym świecie we dwie. Były w nim szczęśliwe.
Tylko, że ten świat był idealny. A rzeczywistość taka nie jest i kiedyś ten świat musiał zderzyć się z rzeczywistością. Z tym, co miało być potem, za kilka lat.

Rozdział IV
Koniec?

Obie wiedziały, że kiedyś będą musiały podjąć decyzję dotyczącą przyszłości. I ta druga zaakceptuje każdą decyzję. Będzie musiała.
I podjęły decyzję. W tym samym czasie. Tylko, że były to decyzje odmienne. Zrozumiała, że Ją kocha, że chce spróbować z nią żyć, dzielić życie. A Ona? Ona zrozumiała, że nie może tego ciągnąć, że patrząc w przyszłość, nie potrafi wyobrazić sobie życia z kobietą. Nie wiedziała, czego chce, ale wiedziała, że to nie jest to. Że musi to przerwać teraz, bo potem będzie już tylko gorzej. I dla Niej i dla tej drugiej. Przekazała jej to spokojnie, tak, aby jej nie bolało, żeby nie bolało zbyt mocno.
Ale bolało. Bolało bardzo. Tylko, że nie mogła mieć do Niej żalu. Niczego sobie nie obiecywały. Dobrze wiedziała, że Ona może kiedyś przyjść, usiąść obok i przeprosić za to, że musi ją skrzywdzić, za to, że musi odejść.
Nie chciała odejść całkiem. Chciała, aby zostały przyjaciółmi, żeby nic się nie zmieniło, tylko żeby były przyjaciółmi. Żeby nie były już kochankami.
Podobno czas leczy rany. Jest najlepszy na wszystko. Trudno patrzeć na osobę, którą się kocha i wiedzieć o tym, że się nigdy nie będzie razem z nią żyć. Że nigdy się przy niej rankiem nie obudzi, że nigdy nie zaśnie wtulona w jej ciało. Naprawdę trudno.
Zrobiła Jej miejsce w życiu. A Ona nie mogła tego przyjąć. Dała jej cały świat, sprawiła, że cały jej świat ograniczył się tylko do jednej osoby. Do Niej. Ale nie mogła dzielić z nią życia. Patrzyła na nią i wiedziała, że sprawiła jej ból, ale nie mogła nic zrobić. Nie potrafiła jej pomóc. Powiedziała, że zawsze będzie, że nie odejdzie, że zawsze może do Niej przyjść. Zawsze.
Tylko, ze człowiek, który daje komuś swoje serce, nie chce dostać przyjaźni. Czuła, że całe jej życie rozpadło się na drobne kawałki. I leży u jej stóp. A ona ze łzami w oczach patrzy na jego szczątki. Nie potrafiła uwierzyć, że nagle wszystko się skończyło. Starała się z nią porozmawiać, chciała usłyszeć, że jest jakaś nadzieja, że to minie. Tak, jak kiedyś. Myślała, że ją przekona. Że ma w sobie tyle siły, by walczyć o Nią. Aby walczyć z całym światem o tę miłość. Ale nie dała jej nadziei. Nie potrafiła. Powiedziała, że nie może tego ciągnąć, że potem będzie gorzej, że jeśli pozwoli, aby to trwało, zrani ją jeszcze bardziej. A nie chce tego. Nigdy nie chciała jej zranić. Ale nie może postąpić inaczej, po prostu nie może.
Zrozumiała wtedy, że została jej przyjaźń. Powiedziała sobie, że się postara, że nie zniszczy wszystkiego. Uzależniła się od Niej, nie wyobrażała sobie tego, że Jej nie ma. Że nie może Jej widywać.
Wiedziała, że uczucie może ją zniszczyć. Ale bała się, że jeśli zamknie oczy i zacznie od Niej uciekać, że wtedy miłość może zmienić się w nienawiść. A kochała Ją zbyt mocno, aby na to pozwolić.
Postanowiła, że spróbuje. Spróbuje dać Jej przyjaźń. Zdobędzie się na to. Miała w sobie nadzieję, wiarę w to, co Ona nie wierzyła. Wiarę w to, że jest jej przeznaczona. Że to jest ta brakująca połówka pomarańczy, jej druga połówka. Wierzyła w to tak mocno, ze nawet, gdy Ona, patrząc jej w oczy, mówiła, że chce przyjaźni, czuła, że kocha Ją jak nikogo wcześniej i jak nikogo potem nie będzie kochać.
"Poczekam na Ciebie" - powtarzała sobie - "Bo wiem, że warto. Może teraz w to nie wierzysz, ale ja w to wierzę. Nigdy nie powiedziałaś mi, co do mnie czujesz. Nigdy nie powiedziałaś mi, że mnie nie kochasz. Może po prostu boisz się tego wszystkiego, przekonam się o tym kiedyś. Czas i tak leci. Poczekam wiec, aż minie go wystarczająca ilość. Wystarczająca, abyś mnie pokochała, albo wystarczająca, abym przestała czuć to, co czuję..."

Rozdział V
Koniec!

Wszystko ma swój koniec. Dobre i złe. Zwłaszcza złe. Nie było żadnego ciągu dalszego. Ona nie mogła tego zrozumieć. Przez pewien czas próbowała. Próbowała dać szansę sobie i dać szansę Jej. Ale nic się nie działo. Nic się nie zmieniało.
Tylko ból ciągle był, coraz większy.
I zrobiła ten ostatni krok, ostatni cios. Wiedziała, że jeśli ten cios przeżyje, potem sobie jakoś poradzi. Zadała Jej jedno pytanie. Czy kiedykolwiek ją kochała. Polała się ostatnia stróżka krwi. Powiedziała, że nie. Myślała, że tak, ale to było tylko zadurzenie. I ono minęło. Tak po prostu. Minęło.
Patrzyła na Nią i chciała krzyknąć: "Jak to mnie nie kochałaś?!! Za każdym razem pokazywałaś mi, że mnie kochasz! Każdy Twój gest, każde spojrzenie, najmniejszy dotyk i każda pieszczota, każdy błysk w oczach mi o tym mówił! Okłamałaś mnie!!!" Ale niczego nie powiedziała, podeszła do Niej, pocałowała Ją delikatnie, zanim zdążyła zaprotestować, i cicho powiedziała, że odchodzi. Tak na zawsze. Czasem mówimy, że odchodzimy tylko po to, aby usłyszeć "proszę, zostań"... Ale nie usłyszała tego, choć tak bardzo Jej pragnęła, nie potrafiła powiedzieć Jej: "poproś mnie, żebym została, proszę, nie pozwól mi odejść, proszę, nie pozwól..."
Ale zobaczyła tylko Jej ciche, przytakujące spojrzenie... zgodę na jej decyzję...
Więc uciekła od Niej. Tak daleko, aż przestała czuć ból i żal. W miejsce, gdzie mogła wreszcie zająć się swoim roztrzaskanym życiem. W miejsce gdzie nie było Jej.

"(...)
I'm ever swiftly moving
trying to escape this desire
the yearning to be near you
I do what I have to do
(...)
deep within I'm shaken by the violence
of existing for only you
I know I can't be with you
I do what I have to do
and I have sense to recognize but
I don't know how to let you go"

Kiedyś wróci i powie, że to już minęło, że tam w środku już nic nie krzyczy, nic nie woła i nic nie płacze w nocy dziecięcymi łzami. Powie Jej, że wybaczyła wszystko i podziękuje za to, że nauczyła ją jak kochać kobietę. Jak kochać ją gorąco i z całego serca...
Że nauczyła ją czegoś, czego sama się bała poznać...


Data publikacji w portalu: 2003-10-05
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Znane lesbijki
smaku Ja też jestem znaną lesbijką. Może kiedyś dopiszą mnie do list. Chciałabym mieć kiedyś certyfikat lesbijki i legitymację jakąś, jak dowód osobisty, żeby mieć to formalnie jakoś w urzędach... opinia dodana 2019-04-30 23:11:13
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019