Staję się Ziemią

nascendi
Przedprzedostatni listopadowy, bardzo ciepły dzień. Wychodzę z domu i mam ochotę po drodze zrzucać z siebie ubrania. Koziołek Matołek gubił śrubki, zmierzając do Pacanowa, ja mogę gubić swoje szmatki.

Na serio zakładam tylko pomarańczowe przeciwsłoneczne okulary. Nie noszę zegarka, czas dojazdu do pracy rejestruję brakiem zniecierpliwienia - nie stoimy w korkach. W gładko sunącym pojeździe lepiej się myśli. Szybciej. Podobnie odczuwam równo przycięte nożyczkami włosy - sadystyczny fryzjer z nożyczkami do cieniowania równa się kilka dni powrotu do gładko biegnących myśli.

Wyglądam przez okno i widzę świeżo rozkopaną ziemię. Czarną. Jak ziemia. Odczuwam głęboką, idącą od stóp przyjemność. Niemal orgazm. Ciało pozostawiam w pojeździe, dusza kładzie się na ziemi. Nie brudzi się. W końcu jest duszą. Obok kładzie się inna dusza. Rozmawiamy. Ręce pod głową. Patrzymy w niebo. Rozumiemy się.

Nie potrafię wciąż określić płci. Której przecież szukam. Wymyślam nową. Miękka. Czuła. Ciepła. Mądra. Wybaczająca. Wyrozumiała. Bardziej kobieca niż męska. Tak.

Moja płeć. Naga. Różowa. Raz w życiu miała małe uszka. Mówiono do niej. Uczono ją pisać. Traktowaną jak najbardziej wrażliwą tabliczkę do pisania, która wydaje dźwięki, gdy języczek, to znaczy rysik nie całkiem przypadkiem natrafi na czułe punkciki. Uciekła, gdy o niej zapomniano. Wywaliła język i uciekła.

Wciąż zachwycam się wieloznacznością słów.

Jego płeć. Kochana...

Jej płeć. Mało poznana.

Podnoszę się z ziemi. Zabieram ze sobą pamięć rozkoszy leżenia w niej, koło drugiej duszy.

Wyciszenie tętna dnia pozwala usłyszeć jej płacz. Nie chce żyć w ukryciu. Chce, aby czyjeś źrenice rozszerzyły się na jej Przyjście. Ubieram ją. Aby ją ktoś zobaczył. Brązowy sweter i biała spódnica. Zasuwając zamek błyskawiczny, drugą ręką pieszczę od tyłu jej prawą pierś. Nie patrząc w oczy, cicho wyznała kiedyś, że kręci ją niespodziewane zajście od tyłu, pozbawione przemocy, ale zdecydowane. Wciąż ma orgazm na myśl o Annie Galenie, która otworzyła się na rozkosz w czasie pracy. Żona fryzjerka. Cza..czasem też marzy o czułym języczku. Pod biurkiem. Kładę palec na ustach.

Przewracamy się na ziemię.
- Nienasycona duszko, szepczę czule.

29. listopada, 2003
Data publikacji w portalu: 2003-12-05
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
RysioPyyysio Mimo skali kampanii karnej żaden z Czeczenów nie zwrócił się do rosyjskich organów ścigania z oskarżeniem.😜 opinia dodana 2019-02-19 13:19:56
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019