Zamknięty krąg

Kasandra
1. Wojowniczka


Poranne słońce sączyło się przez szpary w zasłonach. Kari leniwie otworzyła oczy. Niechętnie podniosła się z posłania, ochlapała twarz wodą z drewnianego ceberka i narzuciła tunikę. Dzisiaj królowa wyznaczyła spotkanie wszystkim wojowniczkom. Na granicach robiło się niespokojnie, wrogowie napadali na leżące bliżej granicy wioski. Kilka uciekinierek przybyło wczoraj z niepokojącymi wieściami. Należało zawczasu przygotować się do obrony. Kari najchętniej nie podnosiłaby się dzisiaj z łóżka. Wczorajsze śpiewy i tańce przy ognisku przedłużyły się trochę...
Wyszła przed chatę, krople porannej rosy skrzyły się w promieniach słońca. Szkoda, że ich żywot jest tak krótki, pomyślała. Wokół panowała cisza. Kari rozkoszowała się spokojem i myślała o cudownych oczach Miriam. Na Boginię, chyba się zakochałam - pomyślała młoda wojowniczka. Zamierzała dzisiaj pójść do wielkiej kapłanki i prosić o wróżbę na przyszłość. Kiedy w nocy podczas nocnych zabaw Miriam przypadkiem dotknęła jej dłoni i śmiejąc się, zajrzała jej w oczy, ogarnęła ją słodka niemoc, która po chwili ustąpiła pragnieniu porwania wybranki w ramiona. Tak bardzo chciałaby, żeby razem zamieszkały w jej chacie. Miłe sercu myśli przerwał gong wzywający na spotkanie u królowej.
- Siostry, wiecie, że naszemu światu grozi wielkie niebezpieczeństwo. Musimy być gotowe na wszystko, nawet na śmierć. Nasze siostry z pogranicza opowiadają o okrucieństwie najeźdźców w żelaznych hełmach. Lepiej więc zginąć w walce niż trafić do niewoli, na pohańbienie. Dlatego jeszcze dziś zaczniemy ćwiczenia, wzmocnimy warty, zaczniemy budować umocnienia. Wyślemy też zwiadowczynie, by śledzić poczynania przeciwników. Do pracy, siostry i oby Wielka Bogini pobłogosławiła nam. - zakończyła królowa.

Całą wioskę ogarnęła gorączka. Wszystkie kobiety ciężko pracowały przy umocnieniach, gromadziły zapasy żywności, wojowniczki zaś wprawiały się w ćwiczeniach wojennych. Kari nie miała czasu pomyśleć o swojej miłości, bo cały dzień spędziła, strzelając z łuku do tarczy i na walkach szermierczych.
Noc ogarnęła wioskę, wszyscy mieszkańcy udali się na zasłużony spoczynek. Nikt nie miał ochoty na śpiewy i pląsy. Kari szybko zapadła w sen. Było jeszcze szaro, gdy obudziła się zlana potem. Poczuła dziwny zapach, jeszcze zbyt senna nie mogła go rozpoznać. Jednak szybko do jej świadomości dotarło, że to dym. Chwyciła łuk i kołczan ze strzałami, przypasała swój miecz i wybiegła przed chatę.
Jej oczom ukazał się straszny widok. Kilka domów płonęło, ich mieszkanki, podobnie jak ona zdezorientowane, stały z mieczami w dłoniach. Niektóre próbowały gasić płomienie, biegając z wiadrami wody, po chwili dało się słyszeć nawoływania, jakby wioska dopiero teraz się zbudziła, a do mieszkanek dotarło, co się dzieje.
Kari usłyszała świst i tuż obok jej ucha przemknęła strzała. Ukryła się za ścianą chaty, wypatrując wroga. Ktoś strzelał z pobliskiego lasu. Nagle z zarośli wysypała się gromada obcych. Mieszkanki wioski zaczęły się bronić, początkowo w nieładzie i przypadkiem, jednak po chwili jednak wojowniczki nawykłe do karności odzyskały spokój. Ich strzały zaczęły trafiać do celu a miecze zadawały śmiertelne rany. Agresorzy, którzy widocznie nie spodziewali się oporu, wycofali się, pozostawiając kilkunastu zabitych.
Kari słynąca z celności, trafiła kilku z nich i była z siebie bardzo dumna. Wojowniczki zebrały się na naradę. Było jasne, że wróg nie da im spokoju i należało zachować czujność o każdej porze dnia. Wielka kapłanka złożyła ofiary za pomyślność.
Kari chciała porozmawiać z Miriam, jednak została wezwana do królowej. Wraz z kilkoma siostrami miała udać się na zwiad. Wyruszyły o zmroku. Szybko znalazły obóz wrogów, policzyły wojowników i obserwowały. Nad ranem wróciły i zdały relację królowej. Przez kilka dni wrogowie atakowali obóz i za każdym razem wycofywali się. Wojowniczki robiły wypady poza wioskę i udawało im się zlikwidować małe grupki najeźdźców.
Kari widziała Miriam, ale tylko z daleka, nie udało się im spotkać. Spoglądała tęsknie. Tak bardzo czekała, tak bardzo pragnęła, aby ich usta wreszcie się połączyły. Wojna sprawiła, że wszystkie marzenia odsunęły się na dalszy plan. Nie widziała, czy wróci cało z kolejnej wyprawy, jej młodość nie była już gwarancją długiego życia, bo każdego dnia czuła oddech śmierci. Miłość przed niczym jej nie chroniła. Bardzo chciała przeżyć chwile szczęścia, doznać rozkoszy, zastanawiała się, czy starczy jej czasu, czy zdąży... Gdy wyruszała do walki, żegnało ją spojrzenie Miriam, które mówiło: "Wróć cała i zdrowa".
Któregoś dnia wrogowie znowu zaatakowali. Wojowniczki stawiały zacięty opór, lecz padały jedna po drugiej. Strzały Kari fruwały niczym ptaki, ręce jej mdlały, a oczy zaszły mgłą ze zmęczenia. Nagle dostrzegła, że Miriam znajduje się w niebezpieczeństwie. Chwyciła za miecz i ruszyła do walki. Szybko znalazła się przy ukochanej, aby odeprzeć atak. Powaliła przeciwnika i własnym ciałem zasłoniła ją przed ciosem. Poczuła, jak zimne ostrze wbija się nią. Ze zdziwieniem zobaczyła własną krew na swoich rękach. Upadła, wiedziała, że to koniec. Wokół niej wojowniczki biegały w popłochu, ale dla niej nie miało to już żadnego znaczenia. Ostatkiem sił zawołała do Miriam, żeby uciekała. Napotkała jej płonące spojrzenie i było to ostatnie wspomnienie, jakie zabrała ze sobą na tamtą stronę. Wyszeptała cicho: "Kiedyś tu wrócę i cię odnajdę". Serce biło coraz wolniej aż wreszcie umilkło...

2. Zielarka


Wieczorami babka uczyła ją, jak sporządzać lekarstwa z ziół. Chodziły na łąki i zbierały rośliny, które właściwie zastosowane mogły zabić lub wyleczyć. Mieszkały w małym domku na skraju wioski, trochę na uboczu, bo ludzie choć darzyli je szacunkiem, żywili wobec nich nabożny lęk. Babka znała tajemnice ludzkiej duszy, potrafiła postawić diagnozę, patrząc w oczy pacjentowi, oglądając jego skórę lub dłonie. Kari mozolnie poznawała te tajemnice, towarzysząc babce podczas uzdrawiania lub wróżenia. Wiedziała, że nie było w tym żadnej magii, lecz mieszkańcy okolicznych wiosek uważali je za dobre wiedźmy. Babka szeptała różne zaklęcia, okadzała dymem, wykonywała gesty, które miały zwiększyć efekt leczniczy, ale z leczeniem nie miały nic wspólnego. Nadały też jej działaniom tajemniczego charakteru.
Kari marzyła, żeby kiedyś wyjechać poza wioskę, za rzekę, do grodów, o których opowiadali czasem odwiedzający ich okolicę wędrowcy. Nie znała innego świata poza lasem, łąką, szemrzącą rzeką i groźnymi bagnami, na których podobno ukrywały się dusze potępionych zmarłych straszące pod postaciami różnych złych mocy dobrych ludzi. Nowa religia nie zdobyła jeszcze zupełnie serc mieszkańców i chętnie dawali oni wiarę takim opowieściom, niektórzy podobno potajemnie czcili swych dawnych bogów, choć groziły za to surowe kary. Mówili, że to na wszelki wypadek. Zresztą, tak od wieków postępowali ich ojcowie i dziadowie.
Kari uczyła się szybko i miała dar leczenia dotykiem swych drobnych, szczupłych dłoni. Nie wiedziała, skąd się to brało, ale babka patrzyła na nią z podziwem. Były bardzo znanymi zielarkami i z najdalszych okolic przyjeżdżali i przychodzili do nich chorzy na ciele i na duszy, jeśli nie po zioła, to po dobrą wróżbę.
Pewnego letniego dnia usłyszały turkot kół na moście. Wyszły obie przed swą skromną chatę i zobaczyły wóz zaprzężony w parę pięknych koni. To nie był wóz zwykłego kmiecia, bo rzadko który z nich mógł pozwolić sobie na konia, a co dopiero na dwa. Poza tym najczęściej używano do ciągnięcia wozów woły. Młody woźnica zatrzymała wóz tuż obok ich podwórza. Wyglądał dużo okazalej niż wszyscy okoliczni mieszkańcy i ubiór miał bogaty. Obie pomyślały, że pewnie jakiś nietutejszy i pewnie zabłądził. Podszedł do nich i skłonił się - Witajcie, czy któraś z was to Jasna? - zapytał z lękiem w głosie.
- Tak, to ja - odparła babka - Co cię do mnie sprowadza, młodzieńcze? - zapytała życzliwie.
- To wy jesteście tą znaną zielarką? - zapytał
- To ja. Czego chcecie ode mnie?
- Nasz pan, włodarz tutejszego grodu potrzebuje twojej rady - odpowiedział krótko.
- Czy nie ma on swoich uzdrowicieli i zielarzy? - zapytała zdziwiona staruszka.
- Ma, ale nie potrafią mu pomóc w jego boleści, a wasza sława doszła aż do nas i nasz pan nakazał mi cię sprowadzić - wyjaśnił grzecznie młodzieniec.
- Przygotujcie się zatem do podróży, bo myślę, że nie odmówicie pomocy - dodał.
Jasna nie zadawała już więcej pytań. Zapakowała do płóciennego worka woreczki z ziołami. Kari miała jechać z nimi. Jej radość była przeogromna. Zobaczy taki kawał świata... W drodze młodzieniec opowiedział, co właściwie się stało w grodzie. Okazało się, że zachorowała córka władyki - 15 -letnia Miriam, ulubienica ojca.
Gdy dotarły na miejsce, natychmiast zaprowadzono je do Dobrosława, który płacząc, opowiedział o nieszczęściu swego kochanego dziecka. Gdy znalazły się w komnacie Miriam, Jasna zaczęła szeptać zaklęcia i palić zioła. W końcu dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na Kari, która stała u wezgłowia chorej. Młoda zielarka oniemiała z wrażenia. Znała to spojrzenie, te oczy. Nie wiedziała skąd, ale wiedziała, że osoba leżąca przed nią nie była jej obca. Czuła, że łączy je coś poza czasem i przestrzenią, że ich dusze się znają. Jasna kazała, aby położyła dłonie na ciele Miriam. Kari wzięła ją za rękę i znowu odniosła wrażenie, że już kiedyś dotykała tej dłoni, coś zabolało ją w okolicach serca.
Wiele dni trwało, zanim córka włodarza odzyskała zdrowie. Dobrosław obsypał zielarkę darami, a nawet zaproponował, żeby została w grodzie. Jasna odmówiła, bo stęskniła się za swoim lasem i łąką, które znała od dzieciństwa.
Kari próbowała zaprzyjaźnić się z Miriam, bo wydawało się jej, że zbliżyły się do siebie w czasie choroby. Jednak bogata i rozpieszczona córka włodarza nie miała ochoty zadawać się z dziwną zielarką. Na każdym kroku okazywała jej lekceważenie i swoją wyższość, jakby zapominając, że zawdzięcza jej życie. Uważała, że ojciec dał znachorkom wystarczająco dużą zapłatę. Zresztą, niedługo miała wyjść za mąż za syna kniazia, więc nie interesowała ją przyjaźń z zielarką. Kari snuła się smutna po grodzie, nie odpowiadała na zaczepki młodych wojów. Gdyby Miriam powiedziała jej choć jedno dobre słowo, zostałaby z nią na zawsze... Postanowiła wrócić razem z babką do wioski, jednak wciąż towarzyszyło jej wrażenie, że coś ważnego przeszło obok, że minęło ją jakieś od dawna jej pisane szczęście. I jakoś dziwnie łączyła je z Miriam.
Zielarki pozostały do wesela dziedziczki. Potem Miriam odjeżdżała do grodu swego męża, żegnając się ze wszystkimi, na Kari nie zwróciła najmniejszej uwagi. Gdy wóz wyjechał za bramę, Kari powiedziała w myślach: "Odnajdę cię, kiedyś cię odnajdę". Następnego dnia wraz z babką opuściła gród Dobrosława. Do późnej starości leczyła ludzi i tęskniła za Miriam.

3. Rycerz

Grupa rycerzy wracała właśnie do zamku. Na czele jechał Kari, pan możny i sławny. Równie zapalczywy w rozdzielaniu razów swoim poddanym, jak i rozdawaniu jałmużny. Popędliwy, bez zastanowienia podejmował ważne decyzje, niektórych potem żałował, ale nigdy w życiu nie przyznawał się do pomyłek. Właśnie skończyła się długa wojna, Kari zyskał sławę, wiózł bogate łupy, wziął wielu wrogów do niewoli. Jechali powoli, bo bardzo byli zmęczeni długą podróżą. Zobaczyli zamek Kariego z pobliskiego wzgórza i wiedzieli, że dotrą tam przed zmrokiem.
Wjechali na zwodzony most i po chwili znaleźli się na podwórcu zamkowym. Na powitanie wybiegła matka Kariego, który bez chwili namysłu chwycił ją wpół i uniósł jak piórko wysoko nad ziemię. Kobieta trochę przerażona takim okazaniem miłości synowskiej ze śmiechem zawołała, aby czym prędzej postawił ją z powrotem na ziemię, gdyż takie zachowanie nie przystoi panu tego zamku. Kari wpadł do swojej komnaty pełnej skór zwierzęcych, kobierców i różnego rodzaju broni wiszącej na ścianach. Ogień w ogromnym kominku płonął i młody rycerz poczuł, że jest w domu.
Zaplanowano, że za kilka tygodni w zamku odbędzie się uczta z okazji szczęśliwego powrotu rycerzy. Zaproszono okolicznych możnowładców z rodzinami. Matka Kariego miała nadzieję, że w końcu jej syn wybierze sobie odpowiednią małżonkę, ustatkuje się i doczeka potomka. Już nawet upatrzyła jedna kandydatkę - córkę grafa Augustusa, Darmonę. Od przyjazdu syna opowiadała mu o zaletach i niewątpliwych przymiotach dziewczyny, a jedną z nich było to, że Augustus nie miał syna, a jego ziemie graniczyły z ziemiami Kariego.
Młody rycerz słuchał i śmiał się z planów matki. W głowie mu były raczej polowania i pijatyki z towarzyszami niż ożenek. Co rano wyjeżdżał do okolicznych borów i uganiał się za jeleniami, dzikami i niedźwiedziami. Pewnego dnia zaplanował dłuższą wyprawę.
Wyjechał bardzo wcześnie. W lesie jego psy złapały trop zwierzyny, ślady wskazywały, że jest to niezwykle okazały niedźwiedź. Myśliwy pędził co koń wyskoczy, aż dotarł w okolice zupełnie nieznane, z daleka od ludzkich siedzib, gdzie tylko szum tysiącletnich dębów towarzyszył jego poszukiwaniom. Z trudem przedzierał się przez gąszcz, w którym od dawna nie stanęła stopa człowieka. Tymczasem zrobiło się ciemno i przyjaciele młodzieńca zaproponowali, aby zatrzymać się na nocleg, a poszukiwania zacząć znowu od rana. Znaleźli małą polankę i tam rozbili mały obóz. Noc przeszła spokojnie, choć od czasu do czasu słyszeli głosy dzikich zwierząt, żadne z nich nie odważyło się jednak podejść blisko ludzi, a może odstraszało je ognisko?
Rankiem myśliwi pokrzepili się sytym posiłkiem i ruszyli dalej. Niestety, psy zgubiły trop. Znaleźli się w środku puszczy i żaden z nich nie wiedział, jak wrócić do domu. Patrzyli jeden na drugiego, ale nikt z nich nie pamiętał drogi, którą jechali. Kari postanowił, że najlepiej będzie, jak ruszą po swoich śladach, ale to wcale nie było takie proste. Zmęczone psy niechętnie węszyły i sprawiały wrażenie, jakby się czegoś bały. Kolejną noc spędzili w lesie. Niepokoili się, bo wciąż znajdowali się w dzikim, nieznanym im miejscu. Kari w swej zapalczywości zaczął wycinać mieczem krzaki, lecz szybko przekonał się o bezsensowności swoich poczynań.
Tej nocy księżyc w pełni świecił upiornym blaskiem, krzaki przybierały postać potworów, nawet Kari czuł się nieswojo i nie mógł zmrużyć oka. Nagle zobaczył dziwne zjawisko. Na polance pojawiła się postać dziewczyny, zachwyciła go swoją urodą i powabem. Wpatrywał się w nią jak w tęczę, nie mogąc oderwać oczu. Zastanawiał się, kim jest dziewczyna, która błąka się po nocy w środku puszczy. Słyszał dużo historii o leśnych boginkach, o upiorach, które mamią ludzi swoją cudną powierzchownością, przywabiają do siebie, a potem wypijają krew. To jednak nie odstraszyło odważnego młodzieńca. Podszedł do dziewczyny, która wydawała się równie przerażona jak on.
- Kim jesteś, o piękna? I co robisz tutaj o tej porze? - zapytał.
- A ty, panie? - odpowiedziała dziewczyna, miała dźwięczny, łagodny głos, który w uszach Kariego brzmiał jak muzyka.
- Jestem panem pobliskiego zamku i okolicznych ziem, ta puszcza też jest moja - rzekł dumnie.
- Puszcza należy do wszystkich - odparła śmiało.
- Powiedz, co robisz tutaj na tym pustkowiu? - nalegał, choć starał się, aby jego głos brzmiał łagodnie.
- Jestem córką króla Cyganów, babka wysłała mnie po zioła lecznicze, które rosną tylko tutaj. Pozwól, że zajmę się swoja pracą - spojrzała na niego łagodnie swoimi prawie czarnymi oczami.
- O, tak, nie będę ci przeszkadzał, pozwól tylko, że będę na ciebie patrzył, bo ten kto cię raz zobaczy, chce oglądać już zawsze - rzekł grzecznie, tłumiąc chęć porwania jej w ramiona. Gdy spojrzała na niego, miał wrażenie, że zobaczył swoje przeznaczenie, że kiedyś, ktoś tak już na niego patrzył, ale nie wiedział kto i kiedy. Wiedział tylko, że odnalazł swoje dopełnienie, brakującą cześć duszy, za którą czasem tęsknił po walce, której wypatrywał w napotykanych twarzach, szukał w oczach innych ludzi. Poczuł ulgę i spokój, pragnął tej kobiety, ale równocześnie ogarniał go błogostan, gdy była w jego pobliżu. Obserwował, jak zbierał zioła i pragnął, aby ta chwila nie mijała, aby czas się zatrzymał i pozwolił mu zostać na tej polanie. Jego towarzysze obudzili się i przecierali oczy ze zdziwienia, widząc piękna kobietę w tej leśnej głuszy. Kari powtórzył im, to, co od niej usłyszał. Pomyśleli, że może ona zna drogę powrotną i wyprowadzi ich na bity trakt.
Dziewczyna tymczasem napełniła płócienny worek roślinami i podeszła do nich. Chciała się pożegnać z pięknym myśliwym, który jej też wydał się dziwnie znajomy. Znała się na kartach, wróżyła ludziom i wiedziała, że na świecie nie ma przypadków. Jej serce wyrywało się do młodzieńca, ale wiedziała, że to jakiś wielki pan, więc... Myśliwi poprosili ja o pomoc. Zgodziła się wyprowadzić ich z lasu.
Wyruszyli ze wschodem słońca. Młody rycerz nie mógł oderwać oczy od Cyganki. Gdy doszli do traktu, zapytał, gdzie zatrzymał się jej tabor. Uśmiechnęła się i wytłumaczyła, jak ją znaleźć, gdyby potrzebował wróżby lub ziół. Skinęła dłonią na pożegnanie. Młodzieńcy ruszyli do zamku. Matka Kariego zaczęła się już niepokoić, więc bardzo się ucieszyła, widząc go całego i zdrowego.
Do balu zostało trzy dni. Kończono wielkie przygotowania, ale Kari w nich nie uczestniczył. Najczęściej uciekał na wieżę zamkową i tam marzył o pięknej Cygance, której nawet nie spytał o imię. Matka zaczęła się martwić, bo takie zachowanie nie było podobne do Kariego, ten niespokojny duch nagle zamyślał się przy wieczerzy, nie słyszał, co do niego mówiła, unikał przyjaciół... Kazała nawet zbadać go medykowi, który stwierdził, że rycerz jest zdrów jak ryba i nie ma powodu do obaw. Matka pomyślała, że na pewno bal i liczne towarzystwo poprawi jej synowi nastrój.
Zaczęli zjeżdżać się pierwsi goście. Kari starał się jak mógł, by okazać się gościnnym gospodarzem. Wreszcie przyjechał graf Augustus ze swoja córką Darmoną. Nie była brzydka, ale Kariemu nie podobała się jej blada cera, jasne włosy, niebieskie oczy. Była nieodrodną córką swej ziemi, a on tęsknił za czymś... Nie była też w stanie zawładnąć jego sercem, bo już nie było w nim miejsca dla niej. Grzeczna, dobrze wychowana, miła i trochę smutna dziewczyna, której Kari towarzyszył przez wzgląd na matkę. Jej łagodne usposobienie nawet dobrze robiło jego znękanej duszy. Jego rodzicielka cieszyła się, widząc ich spacerujących razem, myślała o wnukach i już planowała zaręczyny. Porozumiała się z Augustusem, który był wielce rad młodzieńcowi, bo kiedyś przyjaźnił się z jego ojcem, a i Kari zasłynął jako sławny wojownik.
Uczta się odbyła i wszystko przebiegło pomyślnie. Następnego dnia matka wezwała Kariego i oznajmiła mu wolę zmarłego męża i swoją. Jej syn ma poślubić Darmonę. Rycerz zbladł, wiedział, że nie może oprzeć się woli rodziców bez narażenia się na klątwę. Nie potrafił też wyznać matce prawdy o młodej Cygance, bo z pewnością by go wyśmiała. Obiecał ożenić się z Darmoną. Matka miała zająć się zaplanowaniem ceremonii.
Postanowił jednak, że odnajdzie obóz cygański i ostatni raz spojrzy w oczy dziewczynie. Następnego dnia stwierdził, że musi rozruszać kości i jedzie na polowanie. Sam, bez towarzyszy, musi bowiem przemyśleć swoje dotychczasowe życie. Wyruszył o świcie. Kierując się wskazówkami Cyganki, bez trudu odnalazł obóz. Zobaczył ją od razu. I nagle oboje zapomnieli o całym świecie. Podeszła do niego z zagadkowym uśmiechem.
- Wiedziałam, że przyjedziesz - powiedziała cicho.
- Nie mogę żyć bez ciebie - odparł, patrząc jej w oczy.
- Będziesz musiał, nasze przeznaczenie jeszcze się nie wypełniło... Musiałbyś mnie porwać i uciec na kraniec świata. Przestałbyś być rycerzem i straciłbyś swój rycerski honor, a to zabolałoby cię tak bardzo, że nawet miłość nie uleczyłaby twojej duszy. Jeśli chcesz, ofiaruję ci ten dzień i noc, ale obiecaj, że jutro rano mnie opuścisz i nie wrócisz tu nigdy więcej - jej głos był smutny, a Kari wiedział, że mówi prawdę. Musi ożenić się z Darmoną, choć jej nie kocha, bo tego oczekuje jego ród. Musi być rycerzem i panem na zamku.
- Wiem, że masz rację, ale wolałbym byś jej nie miała. Chciałbym wprowadzić cię jako swoją żonę na zamek, chciałabym, abyś w nim pozostała.
- Też bym tak chciała, lecz ja jestem dzieckiem wiatru, lasu, wędrówki, nie wytrzymałabym w murach twojego zamku. Byłabym z tobą, ale tęsknota za wolnością, przestrzenią stałaby się nie do wytrzymania, umarłabym jak ptak w klatce... Dlatego dam dzień i noc...
- Dobrze, ale czy naprawdę już cię więcej nie zobaczę? - zapytał zrozpaczony.
- Nie. Mój tabor wkrótce wyjeżdża i może nigdy tu nie wrócę.
Długo patrzyli w swoje oczy. Potem znikli i pojawili się dopiero nad ranem. W ich oczach lśniły łzy szczęścia i rozpaczy.
- Daj mi rycerskie słowo, że nigdy nie będziesz mnie szukał - poprosiła Cyganka.
- Daję słowo, że nie będę cię szukał, ale do końca życia będę tęsknił i żałował, że nie wyszedłem naprzeciw przeznaczeniu. Będę cię kochał zawsze... Powiedz tylko, kogo mam wspominać, bo nie znam nawet twego imienia... -
- Nie poznasz go. Żegnaj, ukochany, bądź zdrowy. Będę cię zawsze kochać. A ciebie czeka wspaniała przyszłość, Cyganka ci to mówi. - uśmiechnęła się. Ich usta spotkały się ostatni raz.
- Idź już - powiedziała łagodnie.
- Żegnaj ukochana - dosiadł swego rumaka i odjechał, na pagórku obejrzał się ostatni raz, zobaczył, że kiwa mu dłonią. Odwzajemnił jej gest, chociaż łzy wypełniały mu oczy i miał ochotę zawrócić. Dał jednak słowo, powoli zbliżał się do zamku. "Kiedyś cię odnajdę" - wyszeptał do siebie.

Miriam wróciła do swojego taboru, następnego ranka Cyganie opuścili swój obóz.
Data publikacji w portalu: 2003-12-07
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

erotyka Fitness intymny kobiet
Ala44 Ja ćwiczę od dawna i Polecammm ... opinia dodana 2019-09-17 00:22:45
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Goblin Market - Rossetti Christina
A mnie się to tłumaczenie podoba. Jestem anglistką, literaturoznawczynią, i mogę zapewnić, że fragmenty...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019