Mów do mnie jeszcze... Za taką rozmową tęskniłam lata...

Monik Rossi
1.
Patrzę na Ciebie, jak się śmiejesz. Na Twoje włosy. Pamiętam, jakie były w dotyku. Ich gładkość, jedwabistość. Miłe. Czy pamiętam, jak pachniesz? Rzuć mi się na szyję, a przypomnę sobie. Weszłaś. Jesteśmy w holu mojego domu. Nie, nie pamiętam, słabo. Przyznaję się. Ale czuję Twoje mocne ciało. Twoje ramiona i piersi. I ręce. I dłoń na mojej szyi, na karku. Muskasz mnie lekko kciukiem i palcem wskazującym, tak przy nasadzie włosów, opuszkami palców. Już wyzwoliłaś uścisk, coś opowiadasz, otrzepujesz sweter z niewidocznych pyłków. Ten Twój gest, zawsze taki sam. Wiesz, że jesteś piękna, on tylko podkreśli Twoje kobiece kształty i smukłość. Wyprężasz się i śmiejesz.
Twoich oczu nie zapomnę nigdy. Ich kształtu i koloru. Duże, jasne, szczere, nieco figlarne. Bardzo uwodzicielskie, jeśli tylko tego zapragnęłaś. To te oczy zobaczyłam u Twojego małego kuzyna na pogrzebie. Chciałam mu te oczy ukraść, przecież do tej pory należały do mnie! Dziecko chyba zobaczyło, że dzieje się coś dziwnego, spuściło wzrok i wtuliło się w nogi ojca.
Stój tak w tym holu jak najdłużej. Niech to będzie zima. Musisz zdjąć szal, polar, rękawice. Kurtka? Jaka to była kurtka zimą? Hej! Natalio! Jaką nosisz kurtkę zimą?
Cisza.
Chyba czarna puchowa. Tak. A pamiętasz ten płaszcz z beżowego aksamitu, który na jesieni kupiłyśmy razem dla Ciebie? Tak się cieszyłaś, że francuski, niedrogi. I stylowy. Chyba brakowało jednego guzika.
Gdzie jest guzik?
Gdzie moja Natasza?

2.
Siedzę. Na granatowej kanapie, wpatrzona w czarny stół. Patrzę na palące się kadzidełko. Dym snuje się, tańczy. Gdy kadzidełko rozkruszone niknie, zapalam następne.
Herbata i cisza.
Dom pusty.
Wzięły dziecko, nie byłam nim w stanie się zająć.

Jak będę żyć bez Ciebie? Wszystko traci sens. Jak poradzę sobie bez Ciebie? Bez widoku Ciebie? Na kogo będę czekać?
Chcę Twoich ramion, chcę Cię czuć. Chcę Twojego zapachu. Głosu.
Gdzie jesteś?

Ułuda, wrażenie, za zaraz wrócisz, że tylko wyjechałaś na dłużej. Nie tylko ja tak czuję. Max przynosi mi pewnego dnia telefon: " - Mamusiu, masz, zadzwoń do cioci".
- Do której synku? - pytam, udając, że nie rozumiem.
- Do naszej, do Natalki - prosi ładnie.
- Ona już jest w niebie, u bozi, wiesz - muszę opanować drżenie głosu i łzy; nie chcę, by to widział. Uparcie pragnę, by chociaż on cierpiał jak najmniej, by chociaż on wierzył, że Jej jest dobrze gdzieś tam ...
- To do nieba nie można zadzwonić? - jest szczerze zaskoczony.
- Nie, niestety nie. Tam nie ma telefonów - próbuję mu wytłumaczyć niewytłumaczalne, po czym łapię się na tym, że sama bym się chętnie zgodziła na jego pomysł.
- To głupie to niebo! Bez sensu! - odchodzi zły i niepocieszony.

***

Czemu?! Czemu Ty?! Akurat Ty? Łzy lecą bez końca.

***

Siedzę. Podkulam nogi. Za oknem biało, spadł pierwszy śnieg.

Dzwonek do drzwi. Anita. Chce herbaty. Siadamy.
- Ewuś - zaczyna powoli.
- Tak? - patrzę na jej zatroskaną twarz.
- Nie możesz tak. To nie jest życie.
- A co ja zrobiłam? - jestem zdziwiona.
- Siedzisz i siedzisz, tak nie można. Musisz wyjść, musisz wrócić do życia - unosi głos.
- Ja? Przecież to tylko jeden dzień. Siedzę tylko jeden dzień - odpowiadam z przekonaniem.
- Nie, Ewuś... już minął tydzień.

***
Jadę na ogromną polanę. Wokół stuletnie drzewa, zima. Krzyczę: - Gdzie jesteś?! Natalio! Gdzie?!
Śpiewam Ci "Ave Maria", niesie się w mroźną przestrzeń, na pewno usłyszysz, musisz tu gdzieś być, przecież nie tam - w szpitalu. W kostnicy to tylko ciało. A dusza jest tu, ze mną. Przecież jesteśmy nierozłączne: Ty i ja.
I znowu łzy. A w kieszeni tylko jedna chusteczka, która nie na długo starcza.

***

Chodzę. Chodzę po moim wielkim pustym mieszkaniu i krzyczę. Od rozpaczy do wściekłości. Która to godzina? Trzecia nad ranem. Nieważne. Nie chce mi się spać. Wszystko mi jedno. Chodzę i przeklinam. Histeria. I samotność i nikogo, kto by pomógł.

***

Dzwonek do drzwi. Moja siostra.
- Przyniosłam Ci obiad, masz i obiecaj, że zjesz, dobrze?
- Dobrze, dziękuję Ci, kochanie - jestem wzruszona jej troską.

"Nie będę jadła, kocham Cię.
Nie będę piła, kocham Cię".
Nie mogę jeść. Przestałam istnieć, więc jak mogę jeść? Nie ma potrzeby. Zobacz, jak powoli opadają płatki śniegu, widzisz?

- Musisz jeść.
- Musisz!
- Ewuś, czy ty w ogóle coś jesz?
- Ewuś?!
- Boże... wyglądasz jak śmierć... nogi patyki...
- Proszę... jedz.

- Dobrze. Tak. Zjem. Zaraz. Później. Już jadłam. Nie jestem głodna.

- Kiedy ostatnio jadłaś i co?
- Wczoraj na obiad zjadłam, muszę pomyśleć... śniadanie z przedwczoraj, tak, właśnie tak.
- Acha. Bardzo ciekawe. A co to było?
- Kanapka z serem ...

"Nie będę jadła, kocham Cię ...".

***

Świat wiruje. Ciemność i mgła. Och, nie mam siły wstać, co mi jest? I ból w stawach, no tak, pewnie jakaś grypa. W tamtym autobusie było tak zimno, gdy jechałam na uczelnię.
38(C. O matko! Kto się zajmie dzieckiem? W dodatku pewnie się zarazi. I nici ze świąt. Za tydzień wigilia.
***
Już nigdy więcej Cię nie usłyszę. Nie zobaczę. Dlaczego? Dlaczego, dlaczego, dlaczego ...

Nie jem, nie śpię, choruję. To koniec. Nie mam siły żyć. Nie chcę żyć. Nie dam rady. Pomocy!

***

"Każde twoje słowo
słodkie w mym sercu wywołuje dreszcze
Mów do mnie jeszcze ...".
***

Do świąt dwa dni.
- Halo. Cześć kochanie. Jak się czuję? No jakoś. Nie, nie mam gorączki. Słuchaj, jutro są Natalii urodziny, może pojedziesz za mną na grób. Tak, do Julii już dzwoniłam. Ona proponuje o 12.00 przy bramie cmentarnej. Może być?

Monika już jest. Julia spóźnia się. Mam 39(C. Ledwo stoję. Słabo mi. Wreszcie jest J. Biorą mnie pod ramiona i powoli przemieszczamy się długą aleją. Z trudem łapię powietrze, serce łopocze. Bez ich wsparcia nie doszłabym. Są kochane. Nie krzyczą, że się nie przyznałam. No bo jakbym mogła jej nie odwiedzić w ten dzień? Ma urodziny... 27-e...
Zapalamy lampki. Na grobie resztka zmarniałych kwiatów z pogrzebu. Wśród nich nasza ogromna wiązanka - serce, u samego szczytu płyty.
Pijemy jakąś hiszpańską wódkę z małego srebrnego kieliszka. O wszystkim pomyślała Monika. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna. Życzymy Natalii "sto lat" i polewamy jej kilka kropel ognistego napoju na grób otulony czapą lodu.
Wracam. Ucieka mi autobus. Czekam długo na mrozie. Dochodzę do domu, zataczając się. Mam 40(C. Ostatkiem sił dzwonię po Anitę.
- Ty głupia! - krzyczy - Chcesz się wykończyć?! Jak można być tak nieroztropnym?! Mówiłam, żebyś nie jechała, prawda? No dobrze, postawię Ci bańki, ale to niewiele pomoże. O jutrzejszej wigilii możesz zapomnieć.

Zdycham. Mam wrażenie, ze jak zasnę, to nie obudzę się więcej. No i dobrze - myślę - będzie koniec męki.

***

Wchodzę na wagę. Co?! 47 kg?! Niemożliwe! Tyle ważyłam w VI, VII klasie szkoły podstawowej. Pewnie waga się zepsuła.

***

W nocy boję się. Boję się, że przyjdziesz, że staniesz w progu sypialni ze swoimi pięknymi rozpuszczonymi włosami, w sukni. Jakby nigdy nic.
- Ona nie przyjdzie - mówisz spokojnie i z przekonaniem. - A jeśli nawet tu jest, to jako dobry duch, uwierz mi. Czuwa nad Tobą, nad Maxem. Nie zrobi Ci krzywdy.

***

Dlaczego zginęłaś i jak? Kto prowadził? Czemu wylądowałyście w rowie? Czyja to wina?! Bo nie może być tak, że niczyja. Coś się tam wtedy tej nocy wydarzyło. Ktoś zasnął za kierownicą. Albo zahamował za ostro, albo może ktoś wyprzedzał. Ktoś nagle wyjechał. Ktoś? Kto? Komu mam wykrzyczeć prosto w twarz swój ból i wściekłość?!
Pytania.
Pytania.
Pytania.

- Jej jest pisane inne miasto - powtórzyła kilka razy wróżka Alina na miesiąc przed wypadkiem, gdy wyjęłam zdjęcie ukochanej. I nic więcej nie chciała dodać, miała tylko przerażone, duże oczy. Po czasie zrozumiałam dlaczego. To był Płońsk. Rdzeń kręgowy złamany w trzech miejscach. Nie miałaś szans.

3.
Stój tak w tym holu jeszcze... Zdjęłaś szal. Poprawiasz swoje piękne, długie blond włosy. Gest uniesienia ich do góry i rozpuszczenia równomiernie do tyłu. Znam to na pamięć. Głowa odchylona nieco, oczy przymknięte. A teraz lekko, acz szybko poruszasz głową na boki. Grzywka wraca na swoje miejsce. Jeśli nie - dmuchasz w nią jeszcze łobuzersko, znowu się lekko uśmiechasz. Gotowe. - No to chodźmy - mówisz, biorąc mnie pod rękę - bo tu strasznie zimno i mam Ci tyle do opowiedzenia.
Data publikacji w portalu: 2004-03-10
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

lesbijka Znane lesbijki
smaku Ja też jestem znaną lesbijką. Może kiedyś dopiszą mnie do list. Chciałabym mieć kiedyś certyfikat lesbijki i legitymację jakąś, jak dowód osobisty, żeby mieć to formalnie jakoś w urzędach... opinia dodana 2019-04-30 23:11:13
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019