STRASZNE SKUTKI KACA

Sol
Bóg obudził się tego dnia zupełnie nie w humorze. Pierwszą myślą zaraz po przebudzeniu, poza zwyczajowym "Co ja tu robię, do jasnej cholery, i kim była ta blondynka wczoraj", było wspomnienie wczorajszego wieczoru. Pod powiekami eksplodowało oślepiajace światło, a w uszach zadzwoniło. Taa, to był dobry wieczór. A to nie jest dobry dzień. Na początek kac... to znaczy, tfu, migrena. Wystarczyło jednak rzucić okiem za okno, żeby podłamać sie jeszcze bardziej. Lało. I to jak. Bóg skrzywił się i pomyślał, że ostatnio nawet pogoda Mu nie wychodzi. "Za stary na to wszystko jestem, psiamać..." Starając się nie ruszać głową, usiadł na łóżku. Pomacał w poszukiwaniu lampki. Pstryknęło, trzasnęło, zgasło. "Żarówka..." Po chwili zastanowienia Bóg przypomniał sobie wreszcie, kim jest.
- Niech stanie się światłość!!! - wrzasnął ochryple.
Z niemałym zadowoleniem skonstatował, że nowy wybuch światła nie pochodził z jego czaszki, tylko z zewnątrz. Spuścił nogi z posłania. Przewracając butelki i rozdeptując pudełka od pizzy, trafił naraz w kapcie. Wstał ostrożnie, i już chciał się radośnie wyprostować, kiedy coś łupnęło Go w krzyżu. Zgiety wpół doczłapał do lustra. Pogładził się po długiej, splecionej w warkoczyki siwej brodzie. Spróbował przybrać dobroduszny wyraz twarzy, jednak czerwone oczy i sińce pod nimi psuły cały efekt. Zrezygnowany przyglądał się facetowi z lustra. Deszcz jakby ustał, po to tylko, żeby ustąpić miejsca gradowi. Lodowe kule zaczęły wybijać na parapecie porażające crescendo. Tego było dla Stwórcy za wiele. Powolutku odwrócił się w stronę okna, trzeszczącego niebezpiecznie.
- Dość!!!!- jęknął cichutko złowrogim głosem.
Ulewa ustała jak nożem uciął. Bóg zmarszczywszy brwi, przyglądał się ołowianym chmurom w nadziei na słońce, które jednak za nic nie chciało wyjść. Westchnąwszy, powrócił do kontemplowania lustra. Nagle coś przyszło Mu na myśl.
- Hm... Powinienem coś zrobić. Coś wielkiego, czego jeszcze nigdy nie dokonałem. A może... może... tak!!!
Wybiegł z sypialni, powiewając połami szlafroka. Wpadł do kuchni i zatrzymał wzrok na stole. Stało tam Jego zwykłe śniadanie: jajka na miękko, tosty i kakao. Stanowczym gestem odprawił anioła służącego, który już zbliżał się, aby pomóc Panu Naszemu Najwyższemu. Zdziwiony i nieco przestraszony anioł powrócił do stawiania pasjansa pod stołem. Bóg ostrożnie podszedł do stołu, cichutko odsunął krzesło i usiadł. Powoli wziął srebrną łyżeczkę i stuknął nią w jajko. Najpierw delikatnie, potem mocniej, rozkoszując się każdą szczeliną pojawiającą się na skorupce. Wreszcie, wstrzymując oddech z podekscytowania, odłożył łyżeczkę i zaczął delikatnie obierać jajko. Przyjrzał mu się z tłumionym pożądaniem. Sięgnął po nóż. Srebrne ostrze zalśniło w świetle świec. Bóg położył jajko na talerzu, przyłożył doń nóż i zamknął oczy. Potem zdecydowanym ruchem ciachnął, odcinając czubeczek. Nóż lekko stuknął o porcelanę. Stwórca napawał się chwilą. Dokonał rzeczy wielkiej.
Po raz pierwszy w Historii sam odciął czubek jajka na miękko! Rozśpiewały się chóry anielskie. Rozkoszowanie przerwało cos lepkiego i ciepłego, rozlewającego się w dłoniach Boga. Po prostu z podekscytowania ścisnął za mocno. Jajko rozprysło się, plamiąc Mu wąsy, brodę i piżamę. Dobry nastrój Pana uleciał bezpowrotnie. Gwałtownie wstał od stołu, przewracając krzesło. Chcąc wyładować narastającą frustrację skopał anioła, któremu właśnie zaczął wychodzić pasjans. Wrócił do siebie.
Otworzywszy szafę na oścież, odsunął na bok sterty szat w najróżniejszych kolorach: różowym, różowym i różowym, a nawet różowym. Z dna wygrzebał luźną tunikę, czarną jak jego humor. Zabrał z biurka gruby notes i wyszedł, zatrzaskując drzwi.
Usiadł na schodach, wertując skoroszyt i przyglądając się światu na dole.
- Hmmm...- mruczał- Może potop? A nie, to było w zeszłym tygodniu. A gdyby tak podpalić jakiś krzew? Albo rozstąpić morze? Hm, też nie. O, a może dać do radia komunikat o końcu świata? - od pewnego czasu w chwilach największej nudy Bóg zawiadamiał media o Wielkim Końcu i Sądzie Ostatecznym i nadciągnięciu Wielkiego Fiskusa, a potem siadał wygodnie w fotelu z kubełkiem popcornu i przygladał się tym wszystkim głupcom w świątyniach, skamlającym o litość. Z początku bawiło Go przerażenie tłumów, schlebiało Mu nagłe zainteresowanie Jego osobą.
- E, nie. Znudziło mi się i to. A poza tym, już i tak wszyscy przestali mi wierzyć... Nawet hipermarketów nie zamykaja w tym czasie... - Palnął się w boskie czoło - O! Właśnie!!! Przestali mi wierzyć, głupcy!!! W końcu jestem Bogiem!!! Ja im pokażę, co to znaczy nie wierzyć Bogu!!! Taki koniec świata im zafunduję, że popamiętaja do końca życia, hehe... - ubawiony własnym dowcipem wstał i poszedł szukać ognistego miecza.
W tym miejscu nalezy dodać, że Bóg miał niejakie doświadczenie w niszczeniu. W końcu, był starym wygą, niejeden świat stworzył, i niejeden zniszczył, ale teraz obiecał sobie, że zrobi taki Koniec Świata, jakiego jeszcze dotąd nie widziano.
Wygładziwszy brodę, z ognistym mieczem w dłoniach, Bóg stanął na krawędzi Wszechświata. Odchrząknął głośno i wrzasnął:
- Bójcie się, grzesznicy, pierzchajcie tchórze, albowiem nadchodzi Koniec Świata!!! - na moment życie na Dole zamarło. Wszyscy zadarli głowy do góry, zobaczyli Boga i uspokojeni wrócili do swoich zajęć. Stwórcę lekko zbiło to z pantałyku. Odchrząknął raz jeszcze i krzyknął, tym razem głosniej:
- Drżyjcie, nędznicy!!! Sąd Ostateczny się zbliża!!! - znowu zero odzewu. Wreszcie zniecierpliwieni Stworzeni machnęli rękami i pokręcili głowami z dezaprobatą. Bóg poczerwieniał:
- Ej! Ja tym razem nie żartuję! Naprawdę!!!
- E, gadaj zdrów. - odwrzasnął jakiś kapłan - lepiej weź się za pogodę, bo od tygodnia leje!!! - dodał z naganą w głosie. Tego było dla Boga za wiele. Zaczerpnął powietrza, żeby wypowiedzieć Słowa Kończące Wszystko.
- Yyyy...- zapowietrzył się. Wyszarpnął spod pachy notes. Wertując go pospiesznie, natrafił na właściwe słowa:
- ASTA LAVISTA, BABY!!! - potem wyciągnął z kieszeni kwadratową płytkę z czerwonym guziczkiem...

I poszło!!! Bóg odsapnął z zadowoleniem i podziwiał taki wybuch, jakiego sami Sowieci by się nie powstydzili... Szczątki Multiwersum fruwały dookoła po malowniczych trajektoriach. Ze zdenerwowania Stwórca zapomniał o Sądzie, ale co tam, Wybuch był pyszny!!! Bóg nie pomyślał tylko o jednym. Unicestwiając Stworzonych, kapłanów i wiernych, pozbawił Siebie wyznawców... Kiedy to do Niego dotarło, zdążył tylko powiedzieć:
- Oj... - i z cichutkim pyknięciem zniknął, pozostawiając po sobie stertę szmat, to znaczy szat, zawieszoną w Próżni...

Stos czarnej materii poruszył się nieznacznie. Spod atłasu wysunęła się malutka pulchna rączka. Po chwili pojawiły się dalsze części, formując się w dwuletniego może berbecia z siwą brodą zaplecioną w warkoczyki. Dzieciaczek zakwilił radośnie i wyciągnął rączkę. Na paluszku zalśniła mu kropelka Materii. Mały obejrzał dokładnie palec, polizał. Wykrzywił się z niesmakiem i strzepnął dłonią. Malutka kropelka zaczęła wirować, ciągle się powiększając. Dziecko patrzyło zafascynowane.
Po godzinie dziecko, a właściwie Dziecko siedziało na krawędzi Wszechświata, a pod nim rozciągał się Nowy Świat, rozciągała się Ziemia. Z wielkiej radości Mały aż się zapluł, ślina skapywała z krawędzi Wszechświata, tworząc na Ziemi morza i oceany. Malutki Bóg powitawszy wodę radosnym piskiem, stracił zainteresowanie planetą jako taką. Stracił, bo oto przed Nim leżała kupka gliny. Rozkosznie uwalane Dziecko siedziało na środku sterty i z zapałem coś lepiło. Każdą figurkę podtykało sobie pod nosek i ze zmarszczonymi brwiami oglądało uważnie, jednak nie wydawało się zadowolone. Każdą nieudaną figurkę ciskało w dół.
Po jakimś czasie nabrało chęci na towarzystwo. Wzięło kulkę gliny i długo się jej przyglądało. Z wysuniętym językiem zawzięcie nadawało jej kształt. W końcu powstało coś ze spłaszczonym łbem i rękami dłuższymi od nóg. Mały Bóg sapnął z aprobatą. Potem chuchnął. W boskim umysle kołatało Mu sie jedno słowo: małpa.
Nowe Stworzenie szybko przestało być zabawne. Małpa nabrała chęci na ewolucję, a poza tym była zbyt mądra, albo też za głupia, żeby chcieć podporządkować się Bogu, w ogóle w Niego uwierzyć. Nie chciała się bawić. Zdenerwowany Mały zrzucił ją za karę na Ziemię. Po odzyskaniu przytomności małpa wlazła na pobliskie drzewo i oddała się ewolucji. A Bóg tworzył dalej...
Od kilku minut kontemplował swoje najnowsze dzieło. Istotę nieco podobna do nieszczęsnej Małpy, ale wyższą i bardziej wyprostowaną. Nazwiemy ją... człowiek. Taa, to był strzał w dziesiątkę. Czlowiek nie przejawiał żadnych skłonności do ewolucji i z miejsca uwierzył w Boga. Stwórca poczuł się bardzo dowartościowany. Nawet urósł.
Człowiek był chętny do zabawy, i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że w końcu Bóg w chwili nieuwagi strącił Człowieka na dół. Ten od razu skumał się z Małpą i nie chciał już wracać. Zawiedziony Bóg po chwili namysłu doszedł do wniosku, że to może być nawet zabawne i poszedł obmyślać nowe zagłady. Do końca świata zostało jeszcze trochę czasu, trzeba by jakoś go zabić.
No więc Świat, kaprys kilkuletniego Dziecka, trwa nadal. Tyle, że kiedy Dziecko zobaczyło, jak dobrze sami sobie radzimy, że sami sobie potrafimy wymyslać lepsze plagi od Niego, najprawdopodobniej zabrało swoje zabawki i poszło bawić sie na inne podwórko... i chyba miało rację...
Data publikacji w portalu: 2004-04-03
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
RysioPyyysio Mimo skali kampanii karnej żaden z Czeczenów nie zwrócił się do rosyjskich organów ścigania z oskarżeniem.😜 opinia dodana 2019-02-19 13:19:56
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019