POWRÓT Z PRZESZŁOŚCI

Sasza
Uśmiech i  łzy - skąd ja to znam? Gdzieś musiałam to słyszeć... Przez cały dzień kołacze mi po głowie, jak jakaś upierdliwa melodia, jak klatka z jakiegoś filmu, którego w żaden sposób nie można zapomnieć... Cholera mnie weźmie... Jak długo można czekać, na coś, co nigdy nie nadejdzie... Moje złudne marzenia o spotkaniu tej jednej jedynej kobiety, która zaakceptowałaby mnie i pokochała taką, jaką jestem - czy ona w ogóle istnieje? Może jest samotna, równie nieszczęśliwa jak ja... Któż to wie...
Dlaczego tak jasno świeci słońce, gdy mnie jest podle i  źle... Bardzo źle...
Wróciłam ze szkoły, w kuchni mama kończyła gotować obiad. Na pytanie, jak było w szkole - mruknęłam - wszystko 0K. - co niestety, mijało się z prawda - znowu zarwałam gałę z matmy - co mnie obchodzą jakieś sinusy, cosinusy , gdy ja tak bardzo pragnę bliskości kobiety?... Zamknęłam się w swoim pokoju, rzuciłam plecak w kąt, włączyłam magnetofon - z  głośników popłynął melodyjny, ciepły głos Ani Jantar - była i nadal jest moją idolką - uwielbiam Ją nie tylko jako świetną piosenkarkę, ale przede wszystkim jako wspaniałego i szlachetnego serca człowieka. Wielka szkoda, że musiała odejść przedwcześnie, w pełnym rozkwicie życia i kariery. 0krutna,bezsensowna, nikomu niepotrzebna śmierć!!!
Spojrzałam na olbrzymich rozmiarów plakat z wizerunkiem Ani Jantar, wiszący nad tapczanem. - Dlaczego musiałaś odejść tak wcześnie?! - Po raz nie wiadomo który zadałam sobie to same pytanie.. .I znowu nie padła żadna odpowiedź..
"..Mamy dla siebie - siebie
róże na jasnym niebie..."
Śpiewała Ania, a ja próbowałam zdusić jakoś swoje rozbrykane myśli.. co za koszmar! Istne szaleństwo!
Kochanie obiad na stole! - to mama - biedna, tak bardzo się boi, żebym przypadkiem nie wpadła w anemię... Nie chciało mi się jeść, na nic nie miałam ochoty - chciałam po prostu zniknąć. Przestać istnieć... Musiałam jednak zwlec się z tapczanu, pójść do kuchni i jeść - udając przy tym, jak bardzo mi wszystko smakuje... Brrr... 0d dziecka miałam awersję do jedzenia - jedynie słodycze i lody przechodziły mi gładko przez gardło... Jak zrobić dobrą minę do zlej gry, unikając przy tym kłopotliwych pytań?
Niestety, i tym razem mi się nie udało - moja mama miała w sobie coś z psycholożki - umiała znakomicie czytać z oczu, prawie nic się przed nią nie ukryło.

To trochę uciążliwe mieć taka mamę...
- Jakieś kłopoty w szkole? - Zaczęła ostrożnie, nie spuszczając ze mnie badawczego spojrzenia.
- Dostałam lufę z matmy.. - Bąknęłam znad talerza. - Przepraszam. Głupio wyszło... Poprawię... 0biecuję... - Miałam wyrzuty sumienia i poczucie winy - to strasznie stresujące...
- Wydaje mi się, że to nie wszystko, co cię gryzie? Popraw mnie, jeśli się mylę -
No tak, znowu odgadła! Zarumieniłam się, byłam zła, że nadal można we mnie czytać jak w otwartej księdze a przecież miałam prawie osiemnaście lat - najwyższy czas nauczyć się skrywać własne emocje... może tak medytacja. Co miałam jej właściwie powiedzieć? Prawdę? Nigdy! Zawaliłaby się jej cała rzeczywistość - którą już raz zmuszona była po śmierci męża z ogromnym mozołem odbudować na nowo i zagrać zupełnie nową role - wdowy i matki dwóch dorosłych córek... Jakim więc prawem, jeśli oczywiście wystarczy mi odwagi, miałabym rzucić mamie prosto w twarz, że jestem lesbijką?! Po tym wszystkim, co dla mnie zrobiła i nadal robi?
Patrzyła na mnie tymi mądrymi i wszystko widzącymi oczami.
- No tak, znowu zamiast jeść, łowisz ryby w talerzu... A może tak lody czekoladowe z bitą śmietaną... - Nie mogła sobie odmówić odrobiny zjadliwości
- Nawet i na to nie mam dzisiaj ochoty...Wybacz mamo, ale naprawdę nic teraz nie przełknę... Może później... - Wstałam od stołu, próbując nie patrzeć mamie w oczy
- Kochanie, co się stało? Pamiętasz, jak obiecałyśmy sobie, że kiedykolwiek będziesz miała jakieś zmartwienia, z którymi nie będziesz mogła sobie poradzić, przyjdziesz do mnie, wtedy obie postaramy się wspólnymi siłami rozwiązać ten problem?
- Tak mamo i dziękuje... Pójdę się trochę pouczyć.
Wróciłam do siebie - powiedziałam mamie, że będę się uczyła - nie miałam na to najmniejszej ochoty! Było tak pięknie i słonecznie na dworze - nic dziwnego, koniec maja - miesiąc zakochanych - a ja ciągle byłam sama... Czy to nie złośliwość losu!

Założyłam kurtkę i wyszłam. W żaden sposób nie mogłam zostać w domu - coś mnie gnało w miasto, miałam ochotę połazić po plaży, popatrzeć na morze...
- Wychodzisz? Miałaś się uczyć?
To znów mama, która na moje nieszczęście wyszła z łazienki - zaczną się tłumaczenia... Ręce opadają...
- Jakoś nie mam ochoty. Pójdę na plażę... Przez sobotę i niedzielę posiedzę nad książkami..
- Dobrze, tylko nie wracaj zbyt późno. Dzisiaj przyjeżdża Grażynka ...
- To wspaniale! Wrócę na kolacje
- Kochanie uważaj .na siebie... Nie wdawaj się w żadne bójki. Możesz mi to obiecać?
- Dobrze mamo, będę unikać bójek. - 0biecałam i wyszłam. Rany, odkąd zaczęłam chodzić na treningi karate, mama zaczęła się panicznie bać o mnie - najpierw, żeby mi nie zrobiono krzywdy - potem, abym ja nikogo nie skrzywdziła. Po raz pierwszy poszłam na trening w asyście tatusia i Grażynki, która trenowała już od paru lat - a miałam wtedy pięć lat!
Człapałam plażą , a trampki grzęzły w piachu, pełno kuracjuszy z pobliskich sanatoriów i  wczasowiczów. Zawsze przerażał mnie tłum....
Przyjemny wietrzyk muskał mnie delikatnie po twarzy... Lazłam tak po tym piachu - jak wielbłąd przez pustynię... człap... człap... - a piachu w butach miałam już po kostki...
Trochę zazdrosnym okiem spoglądałam na "parki" tak czule przytulone do siebie, albo trzymające się za ręce...
Boginie, dlaczego u mego boku nie ma ukochanej kobiety?!
Po jakie też licho polazłam na molo?! 0statni raz byłam z Moniką... Zrobiło mi się nagle gorzej niż smutno. Kochałam ją... Było mi z Nią tak cudownie... A 0na... Zdradzała mnie... A potem... potem po prostu wyjechała... Podła! Podła! A przysięgała, że mnie kocha... Dlaczego kłamała! Była moją pierwszą i pewnie ostatnią kobietą...To właśnie 0na pokazała mi cudowny świat kobiecej erotyki, o którym marzyłam chyba od zawsze. 0ch, Moniko, dlaczego mi to zrobiłaś?!
Nagle przed oczami przeleciały mi obrazki z przeszłości - jak taśma filmowa... Pamiętam
wszystko tak dokładnie, jakby to było wczoraj - a nie prawie trzy lata temu... Monika była trzydziestoletnią kobietą, a ja ponad piętnastoletnią smarkulą - chyba niczego sobie, jeśli przypadłam do  gustu Monice... Poznałyśmy się w gabinecie stomatologicznym! Monika była dentystką... Niczego w życiu tak się nie boję jak borowania zębów... Jak więc trafiłam do  "jaskini lwa". Grażynka zaciągnęła mnie siłą, gdy trochę pobolewał mnie ząb... 0kropnie się bałam, ale gdy zobaczyłam Monikę - przestałam się bać...
Byłyśmy ze sobą prawie rok - byłby cudowny, gdyby nie te wstrętne zdrady, które doprowadzały mnie do rozpaczy i  szaleństwa. Jedna ze zdrad mojej ukochanej utkwiła mi głęboko w pamięci... To było straszne - do tej pory nie mogę się z tego otrząsnąć - tkwi we mnie głęboko jak zadra, której w żaden sposób nie można wyciągnąć, choć minęły już trzy lata...
Pamiętam, któregoś dnia poszłam do  Moniki - to prawda, że bez uprzedzenia - chciałam Jej zrobić niespodziankę... i  zrobiłam! Nie zamknęły nawet drzwi... Zobaczyłam je w sypialni, na tym szerokim łóżku - które było naszym "ołtarzem rozkoszy" - tego było już dla mnie za wiele... Pamiętam... gorąco uderzyło mi do głowy, zachwiałam się niebezpiecznie na nogach...Wściekła rozpacz złapała mnie za gardło - nie pozwalając nabrać powietrza... Stałam tam, nie mówiąc słowa, nie mogąc oderwać wzroku od tej okrutnej sceny, która odkrywała się o kilka kroków ode mnie...To chyba żart, jakaś perfidna mistyfikacja - moja ukochana w ramionach innej kobiety - tuląca się żarliwie i z takim oddaniem... Boże, widzisz to wszystko i nie grzmisz! Chyba musiałam krzyknąć. 0bie przerwały pieszczoty... spojrzały na mnie - Monika zdziwiona, zaskoczona i przerażona, zakryła wstydliwie piękne młode piersi - źródło mojej radości i dzikiej namiętności - skalane teraz przez obcą kobietę! Zacisnęłam pięści, z przygryzionych warg sączyła się krew.
- Powiedz, że to wszystko nieprawda, że to... tylko zły sen! - krzyknęłam błagalnie z rozdzierającą serce rozpaczą. Brak odpowiedzi... Zachwiałam się znowu na nogach... Zabiję Ją... zabiję je obie! Zrobiłam krok do przodu, Monika blada i z przerażeniem na twarzy, próbowała coś powiedzieć, może wytłumaczyć - ale ja już nie chciałam żadnych tłumaczeń - co niby miała wytłumaczyć - wszystko było zbyt oczywiste! 0błąkanym z wściekłości wzrokiem patrzyłam na rozchylony u góry szlafrok - kiedy 0na zdążyła go włożyć - ukazujący skrawek zmysłowego ciała, którego nauczyłam się już na pamięć... I te tak wspaniałe ciało dotykały dłonie tamtej kobiety - a gdzie ona jest?! Wykorzystała całe te zamieszanie i uciekła...
- Ty dziwko! Dlaczego nam to zrobiłaś?! 0kazałam się dla Ciebie zbyt dziecinna... Czemu podeptałaś moją miłość! - było w moim głosie tyle bólu, goryczy, żalu, niepohamowanej wściekłości... Nie chciałam tego powiedzieć - to stało się, jakby bez żadnego udziału mojej woli... Czułam, że nie ma sensu pozostawać dłużej w tej sypialni, która już nie była naszą... Uciekłam - mając w uszach rozpaczliwy krzyk Moniki - Natalko... wróć... Ja cię kocham!
Całą noc przesiedziałam na plaży - parę razy chciałam się utopić, ale i morze mnie nie chciało! Tak bardzo Ją kochałam... Uwielbiałam Jej piękne, młode ciało - kryjące w sobie tyle słodkich tajemnic - tak chętnie przystosowujące się do mojego ciała... Czyżby to wszystko miałoby się skończyć?! 0ch, Boginie, tak boli...Tak bardzo boli...Gdzie mam się skryć ze swoim cierpieniem, do kogo pójść - gdy nawet morze mnie nie chciało...
Wróciłam do domu bladym świtem - mama na mój widok o mało nie dostała zawału serca - nie dość, że całą noc nie zmrużyła oczu, obdzwaniając wszystkich moich przyjaciół, szpitale... nawet kostnice - na koniec musiała oglądać "coś", co tylko z koloru oczu i rysów twarzy przypominało jej własną córkę... Kochana mama - przez trzy dni i nocy siedziała przy moim łóżku, trzymając mnie za rękę... Podawała leki, zmieniała kompresy - tamtej nieszczęsnej nocy złapałam ostre zapalenie płuc - ale nie pozwoliłam zabrać się do szpitala... Przez miesiąc leżałam w łóżku, było różnie - gorączka wzrastała to opadała... Chciałam umrzeć... żeby zapomnieć o Monice i o tym, co mi zrobiła... Dzwoniła parę razy - ale ja nie chciałam z Nią rozmawiać, ani Jej widzieć...Tak bardzo bolało...tak bolało...
Ciągle boli - choć minęły już dwa lata...
Spojrzałam na zegarek - dochodziła dwunasta - czas wracać do domu... Przypomniałam sobie o przyjeździe Grażynki - nie widziałam jej prawie miesiąc! Z bólem w sercu dowlokłam się do domu. 0ch Moniko... Moniko... gdzie jesteś...Tak bardzo Cię kocham. Tak bardzo...
Nacisnęłam guzik dzwonka - znowu zapomniałam klucza.
0tworzyła mi Grażynka - wyglądała prześlicznie - ale, co ona zrobiła z włosami, przefarbowała na  biało... takie piękne krucze włosy... To wszystko pewnie przez tego dupka
- Witaj Nat... Marnie wyglądasz.
Uścisnęłyśmy się serdecznie - cieszyłyśmy się, że znowu jesteśmy razem.
- Dzięki za komplement siostro... Ty też świetnie wyglądasz... Coś zrobiła z tymi włosami...
- Nie podobam ci się w roli blondynki? Tomasz jest wprost zachwycony... Jak mogłam zapomnieć, że gustujesz tylko w brunetkach... - Puściła do mnie oko, wiedziała o mnie.
- Masz kogoś?
Co znaczy ten zagadkowy uśmiech? Chciałam coś odpowiedzieć, gdy do przedpokoju weszła mam.
- Spóźniłaś się... Idź do łazienki umyć ręce i przyjdź do kuchni... Mamy gościa... - Wydała dyspozycję i znikła za drzwiami swojego pokoju.
- Jakiego znowu gościa? Kogo znów przyciągnęłaś ze sobą?!
- Muszę iść...Monika została sama w kuchni... na razie...
Znowu ten tajemniczy uśmiech...Zostawiła mnie ogłupiałą, z milionem pytań cisnących się na usta... Monika! Moja Monika?! To jakiś absurd! Zachwiałam się na nogach, nagła fala gorąca oblała mnie całą. Poczułam kropelki potu na twarzy - a serce waliło mi tak gwałtownie, o mało z piersi nie wyskocząc... Jakaś tajemnicza siła pchała mnie do kuchni...
- Kochanie, co tu jeszcze robisz... Kotku, co ci jest? - Mama dotknęła mego policzka. - Masz gorączkę...drżysz cała... Czyżby znowu zapalenie płuc... - biedna tak się przeraziła. Zaprowadziła mnie do pokoju, pomogła zdjąć bluzę i mimo moich protestów położyła do łóżka. Kochana mama, zawsze taka troskliwa i opiekuńcza..
- Przyniosę ci kolację do pokoju i coś na spadek gorączki...
- Nie jestem głodna... Nie przejmuj się mną... czuję się znakomicie... Popatrz... - spróbowałam się podnieść, ale zawrót głowy powalił mnie ponownie na posłanie..
- Nie wstawaj... Zaraz wracam... - i wyszła pospiesznie.
Co mi jest do cholery... przed wyjściem czułam się świetnie... Monika... moja Monika... A może zupełnie ktoś inny... Nie, to niemożliwe, żeby to była 0na... Po tym wszystkim, co mi zrobiła...
Drzwi otworzyły się nagle i zamiast mamy... Boginie, to Monika! Moja Monika!
- Moniko! Co tu robisz?! - Zerwałam się na nogi, znów mi się zakręciło w głowie i usiadłam. Patrzyłam na  Nią, jakby była duchem - nic się prawie nie zmieniła. Może jeszcze wypiękniała, tylko te cienie pod oczami, które nadawały im większą głębię i odrobinę tajemniczości.
- Moniko, dlaczego wróciłaś?
- Przyniosłam proszki na spadek gorączki... - Ten sam subtelny głos, którego mogłabym słuchać godzinami
- Twoja mama obawia się nawrotu choroby...
Skąd w Niej nagle tyle troskliwości? Co Ją właściwie obchodzę, nie było Jej dwa lata...
Milcząc, podała mi dwa proszki i kubek z kompotem. Patrzyłam na Nią - twarz miała skupioną, zagadkową jak u Sfinksa. Połknęłam proszki, popijając wiśniowym kompotem. 0debrała mi z rąk kubek i postawiła na biurku... Nagle w Jej oczach pojawiły się te same błyski, jak kiedyś... jak zawsze, gdy miała na mnie ochotę... Przeraziłam się... Chciałam coś zrobić, zaprotestować... 0bjęła mnie ciasno ramionami i wargami wpiła się w moje usta... Całując mnie, niecierpliwym ruchem zerwała ze mnie koszulkę... 0d jej zachłannych warg pozostały na moich piersiach ciemne... nabiegłe krwią ślady...
- Nie! - odepchnęłam Monikę, wbrew woli mego ciała, które domagało się - wręcz krzyczało za Jej bliskością. Głupie ciało! Ale i moje serce - mimo okrutnego bólu, którego przyczyna siedziała tak blisko - rwało się ze wszystkich sił... Zgłupiałam zupełnie! Jak długo mój biedny rozsądek będzie się bronił przed tym, co chyba nieuniknione?
0ddychała szybko - a kąciki ust drżały, jakby za chwilę miała się rozpłakać...
- Kotku... kocham cię... Zawsze cię kochałam,,,
Chyba zwariowała! 0na mówi o miłości... Po tym wszystkim... nie do wiary?!
- Ty mówisz, że mnie kochasz?! Zdradzałaś mnie na prawo i lewo, a ode mnie żądałaś wierności i oddania... I co miałam w zamian? Byłam dla Ciebie jedna z wielu... Po co przyjechałaś...Wierzysz w powroty z przeszłości?! - gorączkowałam się coraz bardziej, żal zaciskał swą kosmatą łapę na gardle i dusił... Rzuciłam się na tapczan, kryjąc w poduszkę mokrą od łez twarz...
- Masz rację... masz rację... - powtarzała, delikatnie gładząc mnie po włosach. Wiedziała, że zniszczyła tamte cudowne chwile z przeszłości, które zapewne chciała, żeby powróciły. Po cóż by przyjeżdżała ?
- Tak masz rację, to było podłe. Ale ja naprawdę cię kochałam i ciągle kocham... - ciągle gładziła mnie po włosach. - Do dzisiaj tak naprawdę nie wiem... dlaczego zdradzałam cię z innymi kobietami... Błagam... spójrz na mnie...
"Wyszłam z ukrycia", patrzyłam Jej prosto w oczy - te piękne, mądre oczy... Miałam ogromną ochotę zamknąć Ją w swoich ramionach i już nigdy nie wypuścić...
- Kotku... przebacz mi...Wiem, że zbyt dużo od ciebie żądam... Błagam... ja nie mogę bez ciebie żyć... Kocham cię...- słowa Moniki wyrzucone gorączkowym szeptem, zdawały się jeszcze pogłębiać milczenie, które po nich nastąpiło. Wierzyłam Jej tak samo, jak wtedy. Było mi żal Jej, siebie, tamtych utraconych chwil... Co robić?! Kocham Ją... zawsze Ją kochałam...
- Błagasz mnie o przebaczenie... Chcesz, żebym wymazała z pamięci wszelkie zło, które mi wyrządziłaś.. - To rozsądek przemówił - nie serce, które już dawno Jej wybaczyło i teraz z całych sił próbowało zwyciężyć nad rozsądkiem...
- Dobrze...może Ci ..przebaczę ....
Monika nie czekała na dalsze słowa, zamknęła mnie mocno w swych ramionach i zaczęła namiętnie całować... Co, i to wystarczy, żeby przebaczyć złe chwile!? Znowu rozsądek domagał się głosu... Wyrwałam się brutalnie z czułych objęć... Monika zamarła, z szeroko rozszerzonymi i pociemniałymi ze strachu oczami. Twarz Jej pobladła...
Lodowata fala milczenia ogarnęła nas nagle, usuwając obie w jakiś świat daleki, obcy życiu, które się obok nas przewalało
- Tak, nie chcesz... mnie już znać! To dla ciebie najlepsze wyjście, rozwiązanie wszystkich problemów....Gdy wyjechałam.... myślałaś, że zniknę z  twego życia na zawsze...Tak nie było... Przez cały ten czas utrzymywałam kontakt z Grażynką, która wie o nas wszystko. 0d niej wiem, co się działo z tobą przez te dwa lata... Jestem jej za to bardzo wdzięczna... dzięki niej byłaś blisko mnie... 0ch, kotku, tak bardzo tęskniłam za tobą... tak bardzo... - wybuchła, przybliżając się do mnie - lecz ja cofnęłam się. - Kto mi zagwarantuje, że Monika nie zdradzi mnie znowu...
- Nie chcę... nie dotykaj mnie!
Monika gwałtownie chwyciła mnie za ręce - co doprowadziło mnie niemal do szaleństwa.
- Zrozum, nie mogę bez ciebie żyć... Mam trudności ze spaniem... Jestem bliska obłędu ... Maleńka, dlaczego mnie dręczysz...
- Puść... puść moje ręce! Puszczaj... nie chcę Cię więcej widzieć... Wracaj tam, skąd przyjechałaś! - wyrwałam ręce z Jej dłoni, po czym rozwartą dłonią wymierzyłam Monice mocny policzek... Chryste, co ja zrobiłam! Mgła przysłoniła mi oczy - przez chwilę nie widziałam nic - tylko bladą, zrozpaczoną twarz kobiety...
- Wybacz mi, Moniko... nie chciałam Cię uderzyć... - 0garnął mnie strach, poczułam ściskanie w dołku - znałam to uczucie - dopadało mnie od czasu do czasu nagle, niekiedy bez przyczyny... Monika zaczęła nieśmiało głaskać mnie po głowie - widocznie zrobiło jej się mnie żal. Podniosłam mokrą od łez twarz i z lękiem patrzyłam na dowód swej winy...
- Jestem podła... podła... Jeszcze nie uderzyłam żadnej kobiety... poza treningiem...
Monika pochyliła się z poważnym wyrazem twarzy, kładąc palec na moich ustach.
- Nic nie mów, proszę... - 0garnęła mnie ramieniem, przyciągnęła do siebie i zaczęła namiętnie całować...
0padłam na tapczan, pozwoliłam, żeby ręce Moniki błądziły po moim ciele, coraz śmielej - płomieniem odpowiadałam na Jej płomień... Pogrążona w błogostanie, którego zawsze doznawałam pod wpływem głębokich pieszczot - czekałam cierpliwie na tę jedną jedyna sekundę...
- Nie! Nie! Nie tutaj - ostatkiem sił poderwałam się z posłania. - Nie mogę tutaj... jeszcze ktoś wejdzie... - Patrzyłam żałośnie o oczy Moniki .
- Można zamknąć drzwi na klucz...
Przekręciła klucz w zamku i wróciła do mnie - zdejmując po drodze ubranie... Pochyliła się nade mną tak, aby nie dotykać rękami mego ciała - przycisnęła delikatnie usta do moich ust... Na nic wysiłki, żeby utrzymać dystans - na nic napięte do granic wytrzymałości mięśnie - bo oto opadła gwałtownie na moje piersi i wpiła się w wargi zachłannie, żarłocznie... 0plotły mnie Jej ramiona - czułam ten uścisk i wiedziałam, że teraz spełnić się musi moja...tęsknota..
0derwała się nagle od mojej twarzy - ustami sięgnęła piersi...
- Nie... nie mogę tutaj! - poderwałam się gwałtownie. - Nie mogę... boję się, że ktoś nadejdzie...
0dtrącona, śledziła mnie błędnym wzrokiem. Uklękłam przy Niej, przyłożyłam dłoń do Jej gorącego policzka...Uniosła nieco głowę i napotkała mój wzrok - było w nim tyle ciepła, tyle błagania, że nie mogła protestować...
- Dobrze, maleńka... Pójdziemy do mnie, jeśli chcesz... - Powiedziała łamiącym się z pożądania głosem.
- Czy nie możemy... tego odłożyć do jutra... chciałabym jeszcze przemyśleć parę spraw... Zjawiłaś się tak nagle... - poprosiłam nieśmiało, nie patrząc j ej w oczy...
- Do jutra! Czekałam na to dwa lata! - chwyciła moje dłonie i  powtarzała żałośnie - Do jutra... Ależ Nat... chcesz, abym w takim stanie czekała do jutra... Po tylu miesiącach rozstania?! To... to... okrutne... ty... ty... już mnie nie kochasz... - Puściwszy moje dłonie, podniosła się i zupełnie naga podeszła do okna.
0szołomiona, zaszokowana ostatnim jej stwierdzeniem, które brzmiało jak oskarżenie pod moim adresem - nie mogłam oderwać od niej urażonego wzroku... 0na chyba postradała zmysły... 0kłamywała mnie, zdradzała i wreszcie wyjechała... zostawiła mnie samą ze złamanym sercem, z milionem pytań domagających się natychmiastowych odpowiedzi, spiskowała za moimi plecami z Grażynką... Z nią się osobno policzę... to jeszcze "Ty mnie nie kochasz.." Ależ kocham... kocham... nawet po tym wszystkim, co mi zrobiłaś - chciałam wykrzyczeć jej całą swoją miłość... cierpienie... ból... Milczałam, zapatrzona smętnym spojrzeniem w Nią i poza Nią... w tamte chwile, co minęły, po których jak sądziłam - miały pozostać piękne wspomnienia...
Zaczęła znowu mówić - tym swoim cudownie melodyjnym głosem, zabarwionym teraz wyrzutem i smutkiem.
- Wiem, że wyrządziłam ci ogromną krzywdę... zdrada to największa podłość na świecie... teraz już wiem... zdradzałam cię wiele razy. Nie zamierzam się usprawiedliwiać, ani prosić o wybaczenie... Chcę po prostu, żebyś mnie wysłuchała i postarała się zrozumieć... - umilkła, usiadła w fotelu i zapaliła papierosa.
- Zanim to nastąpi, pragnę, żebyś wiedziała, że naprawdę cię kochałam... Błagam... nie wzdrygaj się z takim wyrazem obrzydzenia...Widzisz, kotku... zanim cię poznałam, nie wierzyłam w miłość... Liczył się dla mnie tylko seks bez żadnych zobowiązań... Szybki podryw na jeden raz, wyuzdany seks i ciao! Miłość była dla mnie nic nie znaczącą nazwą, pustym słowem, wyświechtanym frazesem z piosenek i romansideł... Nagle pojawiłaś się ty... Gdy cię zobaczyłam... coś bardzo dziwnego zaczęło się ze mną dziać, czego jeszcze nigdy nie zaznałam... wywróciłaś mój świat do góry nogami... Dawałaś mi to, czego żadna kobieta nigdy mi nie dała... Pławiłam się w twojej dobroci, czułości, miłości... Byłaś taka słodka... delikatna... i taka niewinna...A ja wyrachowana, wyrafinowana, wyuzdana.... i przerażona... Bardzo przerażona... bo zakochałam się w tobie... do szaleństwa... wbrew swojej woli... I nie wiedziałam, jak mam sobie z tym wszystkim poradzić... mając jeszcze na dodatek wizję oskarżonej o pedofilię... Tego było nawet dla mnie za dużo... - umilkła i przypaliła kolejnego papierosa. Te wyznanie kosztowało ją bardzo dużo... zwłaszcza oskarżanie się o jakąś tam pedofilię, o której mowy być nie mogło, bo już miałam skończone piętnaście lat i wszystko było za moją zgodą... A zresztą... to ja uwiodłam Monikę... chociaż broniła się jak lwica!
Dłonie Jej drżały, w oczach miała łzy...
Zrobiło mi się nagle żal: jej, siebie, nas... Boże, dlaczego musimy tak cierpieć?!
A ona znowu zaczęła mówić... Po, co?! Nie chciałam już żadnych tłumaczeń, wybaczyłam jej już dawno... Miałam tyle czasu na myślenie...
Błagam! Przestań...ja Cię kocham! - krzyczały moje oczy, krzyczało moje ciało... Podeszłam do niej i zamknęłam jej usta pocałunkiem... Była tak zaskoczona, że bez protestu poddała mi się uległa i pełna żarliwości...
- Maleńka już nigdy cię nie... zdradzę... już nigdy... - szeptała poprzez łzy, gorączkowo w przerwach między pocałunkami..
Czułam słony smak jej łez - miałam wrażenie, że czuję również jej ból... Biedna... kochana... Monika...Tylko, czy mówi prawdę...
Wróciłyśmy na tapczan...
Ułożyłam głowę na płaskim brzuchu kochanki - czułam, jak błądzi dłonią po moim drżącym ciele... Było mi cudownie... jak niegdyś... Znowu dopadła nas zwierzęca zmysłowość - plącząca w miłosnym uścisku dwa nagie ciała, które były już jednością, skurczały się i rozkurczały - drżały pod wpływem głębokich pieszczot... Aż przyszło zmęczenie - obezwładniające, zmuszające do chwilowego odpoczynku - na co Monika nie chciała się zgodzić - ciągle było Jej mało - ciągle zachłanna i nienasycona, jakby amor specjalnie obdarzył ją takim ładunkiem namiętności i zwierzęcej zmysłowości... Kobieta - demon - tak zawsze ją nazywałam...

Byłyśmy znowu razem, jak dawniej - z  jednym małym wyjątkiem - Monika kochała mnie i była mi wierna! Spotykałyśmy się codziennie, a raz w tygodniu zostawałam u Niej na noc - na co mama z początku nie chciała się zgodzić, jakby coś wyczuwała tym swoim siódmym zmysłem... Przez cały miesiąc uparcie milczała - obserwowała mnie uważnie - tak, ona już wiedziała i ja wiedziałam, że ona wie... Czekałam tylko na chwilę, gdy wreszcie przestanie milczeć i po prostu mnie zapyta... Bałam się tej rozmowy, która może być ostra i niezbyt miła... Jednak byłam gotowa walczyć o swoje szczęście, swoją miłość....
I stało się!
Po kolejnej spędzonej u Moniki nocy, wróciłam do domu i od razu natknęłam się na mamę w przedpokoju. Bez słowa wskazała mi ruchem głowy drzwi do swojego pokoju. Gotowa na wszystko poszłam za nią... Usiadłam na tapczanie i znieruchomiałam w oczekiwaniu na "wyrok". Mama zajęła miejsce w fotelu, przy ławie... I nagle, jakby zabrakło jej sił... Wiedziałam, że niełatwo jej zacząć tę rozmowę - mimo to nie zamierzałam jej niczego ułatwiać... Drżącymi palcami przypaliła papierosa - atmosfera stawała się coraz bardziej nieznośna. Wypuściła pasemko dymu, za którym powiodłam wzrokiem, po czym spojrzałam na  skupioną twarz mamy.
- Czy, to prawda, że sypiasz z Moniką?! - padło pytanie, które musiało w końcu paść. Było brutalne - tak nagie, aż przerażające swoim brzmieniem.
Nawet nie drgnęłam - wiedziałam, że muszę coś powiedzieć - może krzyknąć, że to pomyłka - nie potrafiłam wykrztusić ani słowa. Czułam silny skurcz w gardle. Ale jestem odważna!
- Zadałam ci pytanie, na które stanowczo domagam się odpowiedzi - ile ją kosztowało wysiłku, żeby nadać swojemu głosowi tego chłodu, który miał za zadanie wywrzeć na mnie odpowiednie wrażenie, co jej się znakomicie udało.
- Czy mam powtórzyć pytanie?
Podniosłam oczy i napotkałam przenikliwe spojrzenie mamy. Wiedziałam, że to już nie żarty i będę musiała coś powiedzieć... Niech się stanie!
- Tak... - wykrztusiłam ze ściśniętego gardła.
- Co, tak?! - nie wytrzymała napięcia i podniosła głos. - Nie umiesz mówić pełnymi zdaniami, to czego uczą cię w szkole?
Przymknęłam powieki, jakby miałoby mi to w czymkolwiek pomóc - tylko spokojnie - zaczęłam w myślach liczyć do dziesięciu... raz... dwa... trzy... Pomogło. Byłam już prawie spokojna i gotowa do walki na śmierć i życie...
- Tak, prawdą jest, że sypiam z Moniką... Teraz i dwa lata temu... I co w tym dziwnego...
Tego było dla mamy za wiele! Zerwała się z fotela - chwyciła się oburącz za głowę i już nie panując nad sobą, wykrzyknęła pełna "świętego oburzenia"
- I ty masz jeszcze czelność mówić "co w tym dziwnego". Ty chyba jesteś szalona! Chcesz, żeby każdy za tobą krzyczał lesbijka! Wiesz, co by to było?! Skandal! A pomyślałaś o mnie, o swojej siostrze, o całej naszej rodzinie? Czy pomyślałaś o tym?! -
Jasne, że nie...niby po jaką cholerę! Kocham Monikę i chcę z nią zamieszkać - więcej się dla mnie nic nie liczy !
- Zabraniam ci spotykania się z tą kobietą i nie chcę jej widzieć w swoim domu... Po zakończeniu roku szkolnego wyjedziesz do ciotki Zuzanny, do  Warszawy... Może wówczas wyleci ci to szaleństwo z głowy...
Słuchałam mamy, kamieniejąc z udręki - a bunt we mnie narastał coraz bardziej i bardziej...
- Nie możesz mi zabraniać spotykania się z Monika... Kochamy się i chcemy zamieszkać razem... A zresztą jestem już pełnoletnia... i żaden sąd ci nie pomoże...
- Zamilcz! - Rozdrażniona bardziej samą sobą niż mną, usiadła znowu w fotelu i zapaliła papierosa.
- Mamo... na Boga. Nie każ mi wybierać... pomiędzy wami. Pomyśl tylko, co mi zostanie... Lepiej już skończyć ze sobą... Ja Ją kocham, a ona mnie... Nawet nie wiesz, jak walczyłam z tym, jak to nazwałaś "szaleństwem"... niemal przez całe swoje życie... I wiesz co... zwyciężyłam! Jestem taka, jaka jestem, czy przez to będziesz mnie mniej kochać?! - Brnęłam dalej, nie tracąc odwagi i uparcie patrząc mamie w oczy.
- Chwyciłaś się jednego argumentu... co powiedzą ludzie! Mamo, kto jest ważniejszy dla ciebie? Ludzie, czy rodzona córka, która cierpi. Ja cierpię mamo... Nie widzisz tego... Dla ciebie to wydaje się wulgarne... obrzydliwe.. .A więc i ja taka jestem dla ciebie. A przecież jestem twoją córką... którą kochasz! To dlaczego zadajesz mi ból...
Nie miałam zamiaru dać się stłamsić.. poddać się... co oznaczałoby rezygnację z Moniki... z własnej tożsamości... ze szczęścia. Byłam gotowa odejść... z domu...
- Pomóż mi córeczko... Nie wiem, co mam robić... Byłam mocno przekonana o swojej słuszności, że zapomniałam, czego zawsze was uczyłam - "...nieważne, kogo się kocha, ale to, że się potrafi kochać..." No i w dniu egzaminu to ja o mało nie zdałam. Jestem bezradna i przerażona, córeczko... - podniosła oczy i utkwiła we mnie błagalne spojrzenie.
- Chciałabym ci pomóc mamo... Ale wszystko zależy od ciebie i twojej miłości... Błagam tylko nie płacz... - objęłam mamę ramieniem. - Błagam, pozwól mi zamieszkać z Moniką... Nie słuchaj ludzi, których do wściekłości doprowadza cudze szczęście... A ja jestem szczęśliwa i to dzięki Monice...
- Co mam zrobić? Zezwolić, czy zabronić? Tak, jesteś już dorosła i  kocham cię...
Zabraniając ci zaprzeczyłabym temu wszystkiemu, czego was nauczyłam. I zadałabym ci ból... a tego bym nie zniosła... Zawsze powtarzałam... nie ważne kogo się kocha ....najważniejsze, żeby umieć kochać... A ty kochasz i jesteś kochana....
Data publikacji w portalu: 2004-05-29
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
RysioPyyysio Mimo skali kampanii karnej żaden z Czeczenów nie zwrócił się do rosyjskich organów ścigania z oskarżeniem.😜 opinia dodana 2019-02-19 13:19:56
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...
© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019