NOWY LĄD

Kasandra
"Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący. (...)
Teraz więc trwają wiara, nadzieja i miłość - te
trzy:
Z nich zaś największa jest miłość"
(św. Paweł "List do Koryntian")

- Z nich zaś największa miłość... - powtarzała cicho. Była szczęśliwa i przerażona zarazem. Miłość, słowo tyle razy sławione w wierszach romantyków, wyznawane przez zakochanych, wzywane przez spragnionych, przeklinane przez zawiedzionych. Słowo...
Jeśli miłość jest darem Najwyższego, czy można jej nie przyjąć? Czy ten sam Bóg, który ją daje, może żądać, aby ją odrzucić?
Prawda była taka, że zakochała się w kobiecie. Właśnie ona, która dotychczas szczęśliwie zakochiwała się w mężczyznach, nagle w oczach kobiety dostrzegła ten płomień, który rozpalił serce i wszystkie zmysły. To absolutnie nie była miłość platoniczna, bo Daria pragnęła dotyku ukochanej, spazmu rozkoszy, który porwie ją aż do nieba, a potem słodkiego snu w jej ramionach. "To niemożliwe" - próbowała przekonywać siebie, ale wiedziała, że stało się coś nieodwracalnego, z czym nie potrafiła i nie chciała walczyć.
Czy miłość zna pojęcie płci, czy je rozróżnia? Czy jej miłość do kobiety jest gorsza od jej miłości do mężczyzny?
Tęskniła... Bała się. Świat wokół taki rozwiązły, a jednocześnie tak konserwatywny. Pełen sprzeczności i chaosu. Bo jest akceptacja dla wszechpanoszącej się agresji, dla wojen, dla okrucieństwa i gwałtów. Dla: po trupach do celu, dla dżungli, dla prawa silniejszego.
A nie ma nawet odrobiny tolerancji dla ludzi kochających inaczej niż ogół.
" W sumie, jakby na to nie patrzeć, jestem zboczeńcem, w myśl ogólnie przyjętych norm nie przystaję do większości. O, k...., jestem zboczeńcem... " - ta myśl wydała jej się na tyle zabawna, że nawet uśmiechnęła się sama do siebie.
Zanim zasnęła, długo myślała o wybrance swego serca, o jej uroczym uśmiechu, łagodnym spojrzeniu, czułych dłoniach, jedynym, lecz jakże słodkim i namiętnym pocałunku. Pogrążona w marzeniach, zapadła w sen.

Następnego dnia postanowiła wybrać się do kościoła i do spowiedzi. Wierzyła w Boga i chodziła na msze, wierzyła w Święty Kościół Powszechny, w nieomylność papieża i w to, że księża są przedstawicielami Boga na ziemi. Czytała Ewangelię, przestrzegała przykazań. Tak została wychowana.
W konfesjonale młody ksiądz. Klękając przed kratami, zastanawiała się, co też ten młodzik może wiedzieć o życiu, choć miał moc odpuszczania grzechów, co może wiedzieć o ludzkiej psychice, motywach postępowania. Wypowiedziała odpowiednie formuły. Zaczęła wyznawać swe "grzechy". Niewiele było czynów, ale przecież grzeszy się "myślą, mową i uczynkiem".
- Ojcze, wybacz mi, bo zgrzeszyłam - wyszeptała, choć w głębi serca wcale nie była o tym przekonana.
- Mów, dziecko - młodzieniec nadstawił ucha. Jakie tam "dziecko"? - pomyślała
- Kocham kobietę, pragnę jej, mam grzeszne myśli, chcę się z nią kochać i żyć razem z nią - wyrecytowała jednym tchem. Ksiądz milczał, chyba trochę zaskoczony, zbierał myśli. Po chwili westchnął głęboko.
- Wiesz, co mówi nauka kościoła o takich pragnieniach? To nie jest zgodne z naturą. Walcz z tym. Poznaj jakiegoś fajnego mężczyznę, załóż z nim rodzinę, urodź dzieci. To jest normalne. A twoja przyjaciółka... no cóż... niech pozostanie koleżanką, znajomą. Niczym więcej. Bóg pokazał nam właściwy model związku. Tak jest wśród ludzi a także zwierząt. Wszystko inne jest zboczeniem, czymś nienormalnym. Jeśli chcesz, przyjdź do naszej poradni rodzinnej, nasz dyżurny psycholog pomoże ci. Będę się modlił za ciebie. Za pokutę odmówisz trzy razy "Litanię do Najświętszej Maryi Panny". Idź i nie grzesz więcej - zapukał w drewno konfesjonału. Wstała, odeszła lekko zdegustowana jego radami. No, ale przecież nie mogła liczyć na błogosławieństwo...
Coraz bardziej wątpiła w nieomylność kościoła i jego przedstawicieli. Uznawanie czegoś za niezgodne z naturą było rodzajem naigrywania się z Boga, odbieraniem mu prawa do tworzenia różnorodności. Bo może to dobrze, że nie wszystko jest czarno-białe, że ludzie są różni, że miłość przybiera różne formy. Gdyby Bóg chciał, aby było inaczej, to nie pojawiłaby się na świecie taka różnorodność kształtów, barw. Nie dałby też ludziom wolnej woli.
Zresztą, jak prezentowali się obrońcy jedynie słusznej moralności? Niedawno pewna znajoma pokazywała jej siniaki i szwy, które zostały jej po spotkaniu z grupką wojowniczo nastawionej katolickiej młodzieży na pokojowej manifestacji, której przesłaniem była tolerancja.
Czy chce być po stronie tych, których jedynym argumentem jest agresja, kamienie, wyzwiska? Czy też pójdzie własną drogą, może ciernistą i trudną, ale z wizją Boga, który kocha wszystkie swoje dzieci i pozwala im się realizować w pełni, cieszy się ich szczęściem i nawet nie przyjdzie mu do głowy nazwać nikogo zboczeńcem, bo przecież norma jest sprawą umowną i czysto ludzką.
Miernikiem normalności powinno być to, aby nikomu nie czynić krzywdy, być szczerym i uczciwym w swoich uczuciach, uczynkach... w końcu chrześcijanie głoszą przykazanie miłości: "miłuj bliźniego jak siebie samego". To kto w końcu jest tym bliźnim?

Tej nocy długo nie mogła zasnąć. Na zewnątrz robiła się coraz jaśniej, z ulicy za oknem dobiegały odgłosy przejeżdżających samochodów. 1... 2... 3... 4... Fosforyzujące wskazówki zegara odmierzały czas. Płynął tak wolno, tak bardzo nie mogła się doczekać ranka. Zasnęła, kiedy już słońce wschodziło i śpiewały ptaki.
Drrr... zerwała się przestraszona. Miała ochotę uderzyć kapciem w ten przeklęty budzik. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że to telefon.
- Słucham - zachrypnięty głos zdradzał, że właśnie przed chwilą jego właścicielkę ktoś wyrwał z głębokiego snu.
- Cześć, kochanie - to był Marcin. Przez kilka dni nie myślała o nim, zapomniała, ale przecież on istniał.
- Cześć. Czy coś się stało, że mnie budzisz? - po drugiej stronie wybuch śmiechu.
- Czy wiesz, która jest godzina? - nie wiedziała.
- Która?
- Minęło południe. Musiałaś wczoraj nieźle zabalować. Chciałem ci tylko powiedzieć, że dziś wieczorem wracam z tej przeklętej delegacji i już się nie mogę doczekać. Może przygotujesz coś ekstra na kolację? Stęskniłem się za tobą, kobieto - no, tak, on wraca, nagle jej myśli odzyskały jasność.
- Ja też się cieszę - powiedziała, starając się, by zabrzmiało to w miarę wiarygodnie.
- Będę ok. 8 wieczorem. Ubierz się ładnie. Tęsknię - kiedyś takie słowa przyprawiłyby ją o dreszczyk, teraz pomyślała, że wysila się nadaremnie.
- Świetnie - rzuciła w słuchawkę, aby tylko coś powiedzieć.
- To do wieczora. Kupię po drodze jakieś dobre wino. - dorzucił jeszcze.
- Do zobaczenia - rozłączyła się. Poszła do kuchni zaparzyć sobie mocnej kawy.

Zastanawiała się, co powinna teraz zrobić. Od dwóch miesięcy mieszkała z Marcinem. Jeszcze trochę, a gotowa była uwierzyć, że go kocha. Znali się od dawna, byli przyjaciółmi, ufała mu. Przeprowadziła się do niego, bo i tak codziennie się spotykali i zaczął nagle nalegać, żeby spróbowali wspólnego życia pod jednym dachem. Dla niej był to rodzaj asekuracji. W pewnym wieku kobieta powinna mieć faceta, wyjść za mąż, urodzić dzieci. Marcin pod wieloma względami jej odpowiadał i nie miała nic przeciwko temu, aby to on został jej życiowym partnerem. Teraz wydawało jej się to takie głupie.
Teraz każde spojrzenie Kamili rozpalało ją o wiele bardziej niż pieszczoty Marcina. Teraz nawet przypadkowy dotyk tej kobiety wzbudzał w niej pożądanie i jednocześnie tyle czułości. Chciała z nią być, budzić się obok niej, patrzeć w jej cudowne oczy, kochać ją. Nie z rozsądku, lecz z wielkiego pragnienia miłości, której tak naprawdę chyba dotychczas nie zdążyła poznać. Czuła, że jej życie odzyskało sens i zupełnie nowy wymiar. Wiedziała też, że to wcale nie jest rozsądne.
Jej mieszkanie stało puste. Miała je wynająć, ale nie zdążyła w natłoku przeróżnych obowiązków. Postanowiła wrócić do siebie. Zaczęła pakować swoje rzeczy. Zniosła walizki do samochodu. Napisała kilka słów na kartce: " Wracam do siebie. Nie dzwoń do mnie, nie szukaj kontaktu. Tak jest dobrze. Klucz w skrzynce na listy"
Nieważne, że wygląda to tak, jakby uciekała, myślała, zostawiając klucze. Wiedziała, że sprawi Marcinowi przykrość, że będzie nieszczęśliwy, że burzy właśnie jego plany życiowe. Nie czuła się z tym dobrze, lecz zdawała sobie sprawę, że jeszcze gorzej czułaby się, zostając. Nie chciała udawać, nie chciała go okłamywać. Uszczęśliwiając go, unieszczęśliwiłaby siebie i teraz o tym wiedziała. Teraz już by nie mogła. Wcześniej... nie wiedziała tego, co wie dzisiaj. Wcześniej wydawało się jej, że żyje, że tak jak jest, jest dobrze. Nie było, nie żyła naprawdę. Teraz dokonała wyboru, miała nadzieję, że właściwego i nawet jeśli popełnia błąd, to jej błąd.

Wróciła do siebie. Poukładała rzeczy w szafach, tam, gdzie ich miejsce. Usiadła w ulubionym fotelu, włączyła ulubioną muzykę. Dopiero teraz dopadły ją obawy i wątpliwości. Czy nie postąpiła lekkomyślnie, idąc za pierwszym impulsem, nie zastanawiając się nad konsekwencjami swoje decyzji. Przed czymś się broniła, od czegoś uciekała, czegoś pragnęła. To były wybory serca i chwili, a co z rozumem, z wolą, z przykazaniami, z całym systemem wartości, który nosiła w sobie? Czy wszystko stanęło na głowie? Takie właśnie miała wrażenie, jakby patrzyła na świat z innej perspektywy. Ale przecież właściwie nic się nie stało. Jeszcze może wrócić do punktu wyjścia... Czy rzeczywiście może?
Wiedziała już, że nie chce być z Marcinem, czy jednak naprawdę pragnie Kamili. Czy jest gotowa, by tak diametralnie zmieniać swoje życie? Ona, wychowana w tradycyjnej, katolickiej rodzinie. Pamiętała kąśliwe dowcipy o homoseksualistach, zdawała sobie sprawę z tego, jak są postrzegani przez tak zwane "zdrowe społeczeństwo". Nosiła w głowie utrwalony stereotyp lesbijki jako odrażającego "babochłopa". Boże, jak to przyjmie rodzina, jak spojrzy w oczy matce. Jej życie - jej wybór, jednak tak trudny. Dlaczego wszystko nie jest bardziej proste. Dlaczego budzi wyrzuty sumienia, chociaż obiektywnie to żaden grzech. Gdzieś w głębi duszy rozsadzała ją radość, tylko czemu tak bardzo przesiąknięta smutkiem? A może nie spotykać się już ani z Marcinem, ani z Kamilą. Jego nie kocha, to oczywiste, a o niej zapomnieć, wydrzeć z serca, póki nie jest za późno, póki nie zabrnęła zbyt daleko. Będzie cierpieć, lecz wróci na drogę "normalności". Może jeszcze pokocha jakiegoś miłego chłopaka i zostanie z nim, tak jak nakazuje norma, tradycja, natura... Łzy pojawiły się pod powiekami na samą myśl o tym, że mogłaby już nie zobaczyć Kamili. Wspomnienie jej oczu oddaliło na moment rozterki i wahania. Jeśli wybierze kobietę, skaże się na podwójne życie. To dla ludzi i to z nią, bo przecież nie będzie mogła głośno mówić o tym, z kim jest, kogo kocha. No, właśnie kocha. Teraz, gdy poczuła miłość całą sobą, każdą komórka swego ciała, nie mogła jej odrzucić, nie potrafiła, bo rezygnacja z tego uczucia pogrążyłaby ją w wiecznej żałobie. A jeśli przyjmie tę miłość, co wtedy się stanie? Przecież runie to wszystko, w co wierzyła, co wpajano jej od dziecka. Będzie musiała od nowa stworzyć swój świat. Tylko jaki on będzie? Co robić, co?

Dźwięk przychodzącego sms-a wyrwał ją z zamyślenia. To od niej. Z bijącym sercem odczytała, że Kamila zaprasza ją na kawę do "ich" kafejki. Popatrzyła na zegarek. "To jeszcze 4 godziny". Natychmiast zapomniała o swoich wątpliwościach sprzed kilku chwil. Już nie należała do siebie, przestała być panią sytuacji. Teraz jej drogę wyznaczały emocje i serce. Postanowiła poddać się temu, nad czym i tak nie panowała, co zagarnęło ją całą.

Przypomniała sobie zdarzenia sprzed tygodnia zaledwie. Po wyjeździe Marcina koleżanki zabrały ją do małej sympatycznej kawiarenki na wino i ciacha, żeby jej nie było smutno, że chłop wyjechał, jak tłumaczyła jedna z nich. Siedziały, śmiały się, plotkowały. Nagle usłyszała głos. Z całą pewnością należał do kobiety, ale był wyjątkowy, niski, chropowaty, lecz miły dla ucha.
- Cześć, Iwonka, kopę lat się nie widziałyśmy - ubrana na sportowo, dziewczyna o chłopięcej sylwetce uśmiechała się do jednej z koleżanek Darii.
- Kamila? Skąd się tu wzięłaś? - ucieszyła się Iwona.
- No, wiesz, podobnie jak ty przyszłam na kawę - roześmiała się Kamila.
- Dziewczyny, poznajcie Kamilę, to moja kumpela z dawnych czasów. A może się do nas przysiądziesz?
- Chętnie, bo chyba moje znajome jeszcze nie przyszły, a głupio tak samej tkwić przy stoliku.
Rozmowa toczyła się wśród wybuchów śmiechu, bo nowa znajoma okazała się bardzo rozmowna i dowcipna. Potem dołączyły do nich także jej znajome. Zabawa trwała aż do zamknięcia kafejki.
Daria niepewnie zerkała na nią, a widząc rozbawione spojrzenie, szybko spuszczała wzrok. W pewnym momencie ich spojrzenia się spotkały. Daria poczuła zalewającą ją falę gorąca. Później Kamila zręcznie manewrując, usiadła obok Darii, która usiłowała wykazać się zdrowym rozsądkiem i bezskutecznie próbowała nie okazywać, jak wielkie wrażenie sprawiła na niej ta kobieta.
Wymieniły się numerami komórek i umówiły na bardziej kameralne spotkanie. Kiedyś...
Na dobranoc Iwona szepnęła Darii
- Uważaj, to lesbijka - i uścisnęła ją na pożegnanie.
No, tak. Lesbijka. Słyszała o nich, ale nigdy żadnej nie znała. Nie usiłowała poznać, przecież jej to nie dotyczyło. Nie była zainteresowana kobietami.
W efekcie spotykały się codziennie. A to kino, a to wystawa, a to kawa, a to wypad za miasto. Nigdy nie zdarzyło się, aby Kamila wykonała jakiś gest, który mógłby być odebrany jako zaczepka, jako zachęta. Zachowywała się jak dobra koleżanka. Ale Daria już nie potrzebowała żadnej zachęty. Kilka razy miała ochotę wziąć Kamilę za rękę, przytulić się do niej. Bała się, nie rozumiała tego. Cieszyła się obecnością tej kobiety, chłonęła każde słowo, zachwycała głosem. I chciała więcej. Nie wiedziała tylko, czy po to więcej ma prawo sięgać. Ona, która jest z facetem, która nigdy w życiu z żadną kobietą. To nie byłoby w porządku wobec nikogo. Tak wtedy myślała. Zanim się zdążyła nad tym zastanowić, właściwie było już za późno. Zakochała się w Kamili, choć nie rozumiała, jak to się stało.
Miała wrażenie, że odzyskała wolność, że ma wreszcie dostęp do tych zakamarków swojej duszy, które dawno temu zamknęły się i prawie zdążyła zapomnieć o ich istnieniu.

Do kawiarni dotarła trochę za wcześnie. To miejsce miało specyficzną atmosferę, sprawiało wrażenie bezpiecznej przystani, w której czas płynie wolniej. Rozmyślała, zastanawiała się nad tym, co powie Kamili, jak jej to powie...
- Witaj, moja zamyślona. Od dzisiaj będę cię tak nazywać, chcesz? - powiedziała ze śmiechem Kamila, całując ją w policzek.
- Przyłapałam cię, o czym tak rozmyślasz, nie widząc świata wokoło? - zapytała cicho.
Daria popatrzyła na nią nieobecnym wzrokiem, jakby zdziwiona, skąd się tu wzięła. Przyjaciółka wzięła ją za rękę.
- Hej, obudź się, to tylko ja - patrzyła na nią zatroskana.
- Już w porządku, zamyśliłam się - odpowiedziała
- To akurat zauważyłam. Czy coś się stało? - zapytała Kamila zaniepokojona.
- I tak, i nie... Właściwie... stało się. Wyprowadziłam się od Marcina. Wróciłam do siebie. On dzisiaj wraca i nie mogłabym z nim... no, wiesz... - bąkała, nie wiedziała, co powiedzieć, najchętniej rzuciłaby się jej na szyję i przyznała szczerze do wszystkich swoich pragnień i nadziei. Kamila patrzyła na nią zdziwiona.
- Mam coś dla ciebie - podała jej ogromną czerwoną różę. - Wiesz, dawałam czerwoną różę wielu kobietom, w różnych okolicznościach, ale teraz czuję się wyjątkowo. Przy tobie czuję się wyjątkowo cały czas. Wszystko, co do tej pory wydawało mi się oklepane, banalne przez ciągłe powtarzanie, teraz stało się zupełnie nowe, jakieś takie uroczyste i czyste. Słowa, gesty, spojrzenia... Tak jakby powiał ożywczy wiatr i wszystko odświeżył, przywrócił sens. Nie chciałabym się z tobą rozstawać... - powiedziała zupełnie cicho i popatrzyła na Darię jakoś tak bardzo poważnie.
Przez dłuższą chwilę obie milczały, jakby bały się spłoszyć tę niezwykłą chwilę. W końcu Daria przemówiła, bo pragnęła wreszcie wyrzucić z siebie to, z czym zmagała się od kilku dni:
- Wiesz, weź mnie po prostu za rękę i nie puszczaj - Kamila skwapliwie ujęła jej dłoń i złożyła na niej niezwykle delikatny pocałunek. Właściwie było to zaledwie muśnięcie...
- Właśnie tak. Trzymaj mnie mocno, bo wypełnia mnie tak wiele emocji, że mogłabym odlecieć. Od kiedy cię poznałam, nic już nie jest takie samo - uśmiechnęła się Daria - wiem, że to banalne, ale właśnie tak jest. Chciałam ułożyć sobie życie z facetem, być z nim, a teraz nagle te plany straciły sens. Pojawiłaś się ty i uświadomiłam sobie, że nigdy nikogo tak nie kochałam, nie pragnęłam, że z nikim nie było mi tak dobrze jak z tobą. Wiem, że jestem inna od ciebie. Ty kochałaś kobiety od zawsze, ja nigdy nie podejrzewałam się o miłość do kobiety. Uwierz mi, dopiero teraz czuję, że żyję. Ale nie wiem, co mam zrobić, jestem rozdarta między tym, co znałam i w co wierzyłam do tej pory, a tym, co czuję do ciebie, boję się, lecz wiem, że bez ciebie mój świat byłby pusty. Chcę twojej obecności, twojego dotyku, ciebie... Bo obudziłaś mnie z długiego snu, bo sprawiłaś, że poczułam coś, czego nigdy wcześniej nie odczuwałam - zamilkła, trochę zadyszana jak po długim biegu. Po krótkiej pauzie dodała
- Bo teraz już wiem, co to miłość... - patrzyła wyczekująco na Kamilę, która po chwili odezwała się niezwykle cicho.
- Kocham cię i chcę być z tobą. Powiedziałabym ci to już wcześniej, jednak wiedziałam, że masz ułożone życie z Marcinem i nie chciałam wykraczać poza granice przyjaźni czy koleżeństwa. Zaakceptowałaś mnie od razu, wiedząc, kim jestem. Nie chciałam tego psuć. Nie sądziłam, że rasowa heteryczka mnie pokocha. To cudowne. To prezent od losu, na który tak długo czekałam. Prosiłam Boga o miłość. Szkoda, że tak długo z tym czekał. Pomyśl, tak wiele przeżyłam, tyle ran i blizn noszę w swoim sercu. Mam nadzieję, że potrafię jeszcze kochać naprawdę, że przy tobie przypomnę sobie jak to jest...
W milczeniu dokończyły kawę. Rozmawiały spojrzeniami, wyrazem oczu, rytmem oddechu. Obie dobiły do nowego brzegu i miały nadzieję, że ląd okaże się przyjazny.

Daria zaprosiła przyjaciółkę do swego mieszkania. Kamila przyjęła zaproszenie. Obie czuły się trochę skrępowane, bo zazwyczaj spotykały się w publicznych miejscach. Po drodze kupiły lody i czerwone wino. Daria zastanawiała się, jak się zachować, co powinna zrobić, czy powinna.
Usiadły obok siebie na kanapie. Bliskość krępowała je, teraz, gdy znały prawdę o swoich uczuciach, przestała już być neutralna. Chociaż, czy kiedykolwiek naprawdę była? Kamila zaczęła spacerować po pokoju pod pozorem oglądania książek i płyt Darii.
- Mogę coś włączyć? - zapytała nerwowo
- Jasne. Puść jakąś muzykę i chodź, usiądź tu obok mnie. Przecież nie gryzę - odpowiedziała z uśmiechem Daria. Po chwili w ciszy pokoju zabrzmiały romantyczne dźwięki.
Kamila nalała wino do kieliszków. W świetle świec wyglądało jak krew.
- Za nas, Słoneczko - szkło zadźwięczało. Piły powoli, patrząc sobie w oczy. Chłonęły chciwie swój widok, jakby chciały się nasycić na zapas. Kamila wzięła ją za rękę. Całowała czubki palców, potem wnętrze dłoni aż do nadgarstka. Daria nie wytrzymała napięcia, przywarła całym ciałem do przyjaciółki. Muskała jej szyję i koniuszki uszu. Minęła dłuższa chwila, nim połączyły swoje usta. Pierwszy pocałunek czuły i delikatny, obudził pożądanie i namiętność. Zapomniały o całym świecie złączone ustami, w które na ten moment przeniosły się ich dusze. Pochłonięte sobą, ocknęły się po kilku kwadransach i jakby zobaczyły się na nowo. Przytuliły się do siebie i trzymając się za ręce, trwały wsłuchane w bicie swoich serc. Nie musiały się śpieszyć, miały całe życie i siebie.
Data publikacji w portalu: 2004-08-28
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
RysioPyyysio Mimo skali kampanii karnej żaden z Czeczenów nie zwrócił się do rosyjskich organów ścigania z oskarżeniem.😜 opinia dodana 2019-02-19 13:19:56
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019