HERSTORY

Tinkerbell
Album kobiet

Maka brzmi jak niedokończony makak. I Maka tak też się czuła. Jak niedokończona małpka, której ktoś zapomniał dorysować ogona i posadził na drzewie w klatce, w zoo, aby wszyscy mieli ubaw. Albo jak klocek Lego, który nie wchodzi w zaplanowaną dla niego dziurkę z powodu wady fabrycznej. Inne małpki trzymają się za ogonki, klocki łączą się w kolorowe domki, a Maka nie potrafiła się jakoś włączyć ani dopasować. Zanim jeszcze wkroczyła w wiek, w którym "Bravo Girl" stanowiło encyklopedię wychowania seksualnego, a szczytem marzeń każdej dwunastolatki było 'poproszenie o chodzenie' przez najpopularniejszego chłopca w klasie, Maka odkryła inne hobby. Zaczęła kolekcjonować interesujące kobiety i dziewczynki. Jedną z pierwszych kobiet, która wywarła na niej piorunujące wrażenie była Siostra Immaculata. Siostra Immaculata nauczała religii w szkole Maki. Była słusznej postury, ubrana w pełny habit, welon odsłaniający kilka centymetrów rudych włosów, zawsze rumiane, pucułowate policzki i iskrzące się radością niebieskie oczka, które ledwo było widać spośród fałdek tłuszczu. Immaculata tak naprawdę miała na imię Daria, ale Maka nie znosiła prozaicznych imion oraz uważała, że można wybaczyć małe kłamstewko takie jak zmiana imienia na potrzeby sztuki. Siostra Immaculata prowadziła kościelny chór, do którego Maka została niemal pługiem zaciągnięta przez babcię. Babcia wychodziła z założenia, że Maka spędza zbyt dużo czasu na drzewie z książką, a zbyt mało w towarzystwie innych dziewczynek, tak więc chór dziewczęcy wydawał się idealnym rozwiązaniem. Kiedy tylko Maka po raz pierwszy wkroczyła do domu bożego i usłyszała śpiew Immaculaty, ponury, zimny kościół wydał jej się nagle najwspanialszym miejscem na świecie, "Zupełnie jak Muppet Show" pomyślała "Brakuje tylko dwóch starszych panów na ambonie". Najpiękniejszym wspomnieniem stał się dzień, w którym chomik Maki popełnił samobójstwo rzucając się z balkonu i Siostra Immaculata, w przypływie współczucia, przytuliła Makę do swojej miękkiej klatki piersiowej, pachnącej kadzidłem, wodą święconą i szarym mydłem. Maka twardo, do dziś dnia uważa to za swoje pierwsze prawdziwe przeżycie intymne. Oto ona i Immaculata, złączone w uścisku, jej głowa na piersi zakonnicy, ręka Immaculaty głaszcząca jej włosy... I te kilka słów wyszeptanych przez obiekt pożądania:

- Pan Jezus się nim zaopiekuje...

Maka gotowa była osobiście zrzucić z balkonu następne kilka chomików, aby tylko znowu doświadczyć tak nieopisanej przyjemności, jaką była bliskość Immaculaty. Niestety, krótko po owym incydencie Siostra Immaculata vel Daria odeszła z parafii, jak to ujęła babcia Maki, 'żeby uczyć małe murzyńskie dzieci o Panu Bogu'. Pani Zofia z klatki obok powiedziała jednak Mace, że powodem odejścia była tak zwana 'specjalna przyjazń' zakonnicy z inną młodą siostrą. Ale pani Zofia nie chodziła do kościoła, co w świecie Maki stawiało ją w jednej lidze z diabłem, a więc z kimś, komu ufać w żadnych okolicznościach nie można. Czar chóru zniknął po odejściu idolki, pozostało tylko wspomnienie w postaci zdjęcia swojej pierwszej 'specjalnej' kobiety- zakonnicy.

Od tego momentu straciła zainteresowanie kościołem i religią i przerzuciła się na książki. "Jeżycjada" Małgorzaty Musierowicz zajmowała specjalne miejsce w sercu Maki. Szczególnie imponowała jej Gabrysia Borejko, jedna z głównych bohaterek. Może dlatego, że była starsza, wysportowana i nie interesowały ją kwestie przyziemne takie jak makijaż czy strój. Zresztą, cierpiała z tego powodu w sensie towarzyskim, a wraz z nią cierpiała Maka. Kiedy jednak książkowa Gabrysia pozwoliła się adorować niejakiemu Pyziakowi, Maka straciła do niej szacunek i wyrwała jej piegowatą twarz z albumu kobiet. Kolejnych obiektów platonicznego pożądania szukała w kolejnych książkach, muzyce i telewizji. Fizia Pończoszanka znalazła się na jej liście, podobnie jak Mała Mi z Muminków (chociaż Panna Migotka stanowiłą dla Mi poważną konkurencje, ze względu na karbowaną grzywkę, Mi wygrała swoja zadziornością i miłością do wszelkich gałęzi i drzew). Do albumu dołączyły też Marie Fredriksson ze szwedzkiego duetu Roxette - za skórzane spodnie i odważne uczesanie; Mariolka z "W labiryncie" - za 'piękne' zdaniem Maki, tapirowane włosy i umiejętność nakładania makijażu (sic!). Majka Jeżowska nie została zakwalifikowana do albumu, ponieważ Maka w żaden sposób nie mogła pogodzić się z modą lat osiemdziesiątych i bufiastymi spódnicami.

W wieku piętnastu lat, postacie fikcyjne i publiczne zostały zastąpione żywymi modelami. Na razie tylko patrzyła - nie wiedziała, że wolno dotknąć. W pewnym sensie dziewczynkom w jej kulturze nie wolno było dotykać niczego. Siebie ani innych. Ewentualnie chłopców, ale i to dopiero po ślubie. Maka jakoś nigdy nie paliła się do dotykania chłopców, miewała wręcz odruchy obrzydzenia, ale była zbyt miłą dziewczynką, żeby komuś o tym powiedzieć. W chłopcach nie było nic nadzwyczajnego. Mieli chude owłosione nogi, brzydkie stopy, które zdobili w białe skarpetki i adidasy oraz pokryte meszkiem górne wargi. Dziewczyny natomiast wyglądały, bo nie znała tego jeszcze z autopsji, na miękkie, gładkie i ogólnie miłe w dotyku. W dodatku ładnie pachniały. Patrząc na zdjęcie Catherine Deneuve, Maka godzinami snuła domysły, jak też mogłaby taka kobieta pachnieć, jak to by było, gdyby mogła Catherine objąć w talii i na przykład poprowadzić w tangu. Bardzo nieoryginalną postacią pojawiającą się w takich marzeniach stała się niestety Marylin Monroe, zwłaszcza w słynnej scenie, w której spódnica Marylin frunie w górę, odsłaniając olbrzymie, jak na obecną erę stringów, majtki! Dla Maki był to szczyt wyrafinowania i najbardziej erotyczna scena z udziałem kobiety w jej skromnym wówczas doświadczeniu kinowo-telewizyjnym. Zresztą w polskich filmach nagości z udziałem kobiet nie brakowało, ale była to nagość kliniczna, w świetle gołej żarówki, które tworzyło atmosferę gabinetu lekarskiego, zamiast erotyzmu. Tak więc Maka z zadowoleniem poprzestała na majtkach Marilyn.

Kiedy Maka ukończyła szesnaście wiosenek, prywatna nauczycielka francuskiego podsunęła jej w ramach edukacji 'Drugą Płeć' Simone de Beauvoir. Edukacja miała być językowa - chodziło o stosunkowo skomplikowany tekst, dzięki któremu Maka rozwinęłaby znajomość słownictwa i umiejętność tłumaczenia. Cel ten został zrealizowany z ubocznym, lecz jakże cennym skutkiem. Maka musiała przeczytać pewien fragment książki kilkakrotnie, aby upewnić się co do znaczenia słów Simone. Kobietą się nie rodzi, kobietą się staje. To jedno zdanie, jak również jego konsekwencje otworzyły przed Maką nowy świat znaczeń i koncepcji. Jeśli płeć nie jest determinowana przez biologię, jeśli jest konstruowana społecznie, to ideały Matki Polki z takim nabożeństwem roztaczane przed Maką wreszcie nie stanowiły pułapki czy celi bez wyjścia, na które jest się skazanym! To jedno zdanie sprawiło, że całe dotychczasowe życie Maki nabrało nowego sensu. Wreszcie COŚ zostało wyjaśnione. Nie istnieje trwała, niezmienna kobiecość, kobieta nie jest określona przez hormony, przez zdolność do reprodukcji, przez niezmienne atrybuty biologii. Jest natomiast określona przez jej relacje z mężczyznami. Relacje, których co prawda nie wybrała świadomie, ale które może zmienić, na które tak naprawdę nie jest skazana. Taka perspektywa pozwoliła Mace czuć się lepiej na świecie i w życiu. Czuła się tak, jak gdyby spadły jej łuski z oczu. Nie bardzo odpowiadała jej pozycja 'drugiej płci', ale przynajmniej wreszcie widziała, o co tu do cholery chodzi. Nie Bóg stworzył taki porządek, tylko człowiek! Maka zaczęła kombinować. Jeśli można zmienić, zniwelować ten patriarchalny kierat, to z całą pewnością układ pan+pani= jedyny możliwy, również stawał pod znakiem zapytania. Te dywagacje, które Maka przeprowadzała sama ze sobą w autobusie do szkoły, wprawiały ją w dobry humor. Pani od francuskiego okazała się kopalnią wiedzy na temat nietypowych rozwiązań dotyczących płciowości i wkrótce odkryła przed swoją uczennicą całkiem nowy świat. Idei i literatury, spieszę dodać, nie rozkoszy cielesnych, na które Maka i tak by nie reflektowała jako, że pani nie była w jej typie. Ot, koniec kropka. Chciałoby się w związku intelektualnym tych kobiet odnaleźć co najmniej postać Madame z powieści Libery, jednak to byłoby za banalne.
Drugą kluczową pozycją w podręcznej biblioteczce Maki stał się artykuł Adrienne Rich, który traktował o przymusie heteroseksualizmu w społeczeństwie zachodnim i postulował stworzenie pewnego kontinuum, w którym doświadczenie seksualne kobiet jak i ich tożsamość były płynne i nie ograniczały się tylko do możliwości wyboru heteroseksualnego związku. To dla Maki stało się dopełnieniem idei prezentowanej przez de Beauvoir. Składało się w logiczną całość. Wydawałoby się to śmieszne, że Maka, aby wreszcie odważyć się na odkrywanie sfery intymnej tak, jak wydawało się JEJ właściwe, musiała pozyskać aprobatę kanonów feminizmu. Cóż, taka właśnie była, jej własne odczucia nie wydawały się jej w żaden sposób usankcjonowane, dopóki nie zostały potwierdzone przez innych. A Maka lubiła posiadać zaplecze teoretyczne, zanim zabrała się do praktyki.

A praktyka była piękna. Za każdym razem kiedy Maka kochała się z inną kobietą czuła się silna, wolna i seks był czymś więcej niż tylko seksem: był oświadczeniem: jestem, żyję, a wy nic nie możecie na to poradzić!! Pieprzenie stało się wręcz politycznym wyzwaniem dla patriarchatu. Najbardziej intymne sytuacje nabierały większego, szerszego znaczenia. Nie chodziło o manifestacje, chodziło o świadomość. Przez pewien czas Maka zastanawiała się czym powodowane jest jej lesbijstwo: czy pierwszy był feminizm czy lesbijstwo, czy może się nałożyły i nawzajem umożliwiły? Nie miała tendencji separatystycznych, przecież lubiła niektórych mężczyzn - czasami potrafili być fascynującymi rozmówcami, ale niestety, w każdej rozmowie dochodzili do momentu, kiedy nie byli w stanie rozciągnąć wyobraźni do świata, w którym płeć nie jest wyznacznikiem wartości człowieka. Poza tym nawet najlepsi z nich pod wpływem atmosfery, piwa i temu podobnych przeobrażali się w buzujących testosteronem samców, jeśli nie w czynie, to przynajmniej w słowie. Maka miewała w takich momentach jeden, trudny do powstrzymania odruch: jednym zręcznym ruchem urwać im instrument, pozbawić ich symbolu domniemanej mocy! Sposób dość drastyczny, ale chęć nieodparta.

Tak zwane wychodzenie z szafy nie przekształciło się w żaden wielki zakręt życiowy w wypadku Maki. Ot, pewnego dnia, przy rodzinnym obiedzie (żeby było bardziej dramatycznie), oświadczyła znad rosołku: "Muszę wam coś powiedzieć". Zdanie to w większości sytuacji wywołuje emocje, bez względu na ton autorki, jako że wróży zle. Tu nie było inaczej. Ojciec Maki zarzucił tonem żartobliwym acz ostrożnym: "No, chyba nie chodzisz z Murzynem...?". Matka, tonem mniej żartobliwym, kładąc rękę zdobną w złoto na szerokiej piersi: " Wyrzucili Cię ze studiów!". Siostra Maki natychmiast chwytając klimat zasugerowała złowieszczo: "Ciąża........". Babcia mruknęła pod nosem: "Pewnie ze świadkiem Jehowy.....". Trzeba przyznać, że w obliczu takich domysłów, rewelacja Maki nie była niczym specjalnym. Rodzina wręcz odetchnęła z ulgą, oprócz babci, która choć zdążyła się zorientować, że w grę nie wchodzi jako taka zmiana wiary, to mimo wszystko z trudem umiała sobie wyobrazić raj z dwiema Ewami i wężem.

Gorzej sprawa przedstawiała się w przypadku znajomych, którzy, każdy z osobna, i wszyscy razem, uważali się za jednostki nietuzinkowe i Maka wyskakująca nagle z szafy w całej tęczowej okazałości, psuła cały układ, a co gorsza nie dało się z nią rywalizować. Bo i cóż miał zrobić Dudek, który mimo bogatego domu, lubił od czasu do czasu, dla dreszczu emocji podwędzić coś w drogim sklepie? Albo Kaja, która słuchała tylko muzyki oryginalnej, a więc takiej tworzonej na przykład przez ślepych Eskimosów, którzy tak naprawdę byli Norwegami, ale mówili tylko po duńsku i grali na drewnianych fletach sprowadzanych z Irlandii? Albo Dominika nosząca buty na półmetrowej podeszwie z tatuażem tam gdzie Mace zabroniono się w dzieciństwie dotykać? Poczuli się nagle bardzo nieoryginalni. I postanowili dotrzeć do sedna. Na próżno Maka tłumaczyła, że nie 'postanowiła' nagle zostać lesbijką, bo przestała się czuć wystarczająco ekstrawagancka. Na ucho szeptano sobie ukochany frazes "To tylko faza. Przejdzie jej". Maka w końcu zmęczyła się wyjaśnianiem dlaczego, jak i kiedy i zamknęła temat ostatecznie. Kiedy później, w branżowej knajpie dziewczyny analizowały fazy, reakcje otoczenia, pogodę w dniu, kiedy zdecydowały się na 'ten' krok, Maka dystansowała się, ponieważ po prostu nie widziała problemu. Tak więc natychmiast została oskarżona o 'wywyższanie się'. Znowu dzieciństwo i klocek Lego, który nie włazi w tę cholerną dziurkę, nie łączy się, nie spaja. Kontakty międzyludzkie okazały się wysiłkiem - Maka chciała stanąć na stole w pubie i krzyknąć: "Nie chcę was obrazić, przepraszam, nie jestem od was lepsza, ale nie sądzę, że jestem gorsza!".

Zresztą tak zwane środowisko dostarczało Mace uciechy obserwacji, kontemplacji i cudownych spostrzeżeń. Na przykład w jej lokalnym pubie dla tych 'innych', schemat frekwencji był bardzo prosty. Stałe bywalczynie znikały, tylko kiedy spotykały miłość życia. W zależności od długości trwania związku, pojawiały się w pubie za tydzień, miesiąc, rzadziej rok, podpierały bar, zamawiały piwo i skanowały wzrokiem pokój. W magazynie dla pań lubiących panie, Maka natrafiła kiedyś na krótki felietonik podsumowujący fazy związków lesbijskich. Otóż, poznajesz ją w piątek. Śpicie ze sobą. W sobotę, ona przenosi swoje rzeczy do ciebie. W niedzielę kupujecie kota (fakt , że sklepy zoologiczne są nieczynne nie stanowi problemu. Kota można kupić z ogłoszenia albo uzyskać za darmo ze schroniska). W poniedziałek poznajesz jej rodziców. We wtorek pierwsza kłótnia. W środę ona dzwoni do poradni dla par. W czwartek ty śpisz na podłodze. W piątek odbierasz jej klucz i obie jesteście na tych samych stołkach barowych, skanując pokój. Maka absolutnie nie uważała się za wyjątek. Taki schemat przerobiła kilkukrotnie. Ale zaczęło się od akcji "Muszę wyglądać jak prawdziwa lesbijka". Do momentu wkroczenia do klubowej branży, Maka nie przywiązywała wagi o tego czy wygląda jak Marsjanka, Rod Stewart czy pani Hela z mięsnego. Co prawda zdarzył jej się w życiu okres, około roku wcześniej, kiedy wypychała do przodu pierś, chwiała się na niebotycznie wysokich obcasach i ryzykowała utratą oka przy każdym nakładaniu tuszu do rzęs. I była prawdziwą kobietą. I nienawidziła tej kobiety bardziej niż kogokolwiek. Kiedy wreszcie włożyła to, co tak naprawę zawsze chciała nosić: wygodne męskie dżinsy, które miały wystarczająco długie nogawki, zwykłą niebieską koszulkę i eleganckie buty na płaskiej (!) podeszwie, poczuła się jak superkobietą, nigdy wcześniej nie miała w sobie tyle świadomości swojej kobiecości. I siły! Początkowo obcięła włosy, bo tak było wygodniej. Później dowiedziała się, że krótkie włosy czyniły ją bardziej przekonującą lesbijką! Odkrycie było o tyle szokujące, że do tej pory Mace wydawało się, że 'sistas' to 'sistas', liczy się to, co wewnątrz. Okazało się jednak, że lesbijka to więcej niż świadomość własnej seksualności. Nagle to, jak się czuła, nie wystarczyło, żeby inne kobiety w branży tak ją postrzegały. Na członkostwo w klubie trzeba było sobie zapracować. Zapracować odpowiednią fryzurą, odpowiednim krokiem, odpowiednim wyglądem. Stereotyp był normą. W myślach Maka ganiła się często za własną naiwność. Czego się do cholery spodziewała? Że tylko dlatego, iż zgromadzone w pubie kobiety są homoseksualne, będą jedną wielką rodziną przyjazną nowym przybyszom? Ku swojemu zdziwieniu, Maka zauważyła pewien niepodważalny truizm: uwalniając się ze szponów patriarchatu (lubiła górnolotne wyrażenia), wpadasz w szpony dyktatury 'rządzących lesb'. Rzecz jasna, mogła olać całą sprawę, nie maltretować swoich biednych włosów farbą i żelem, nie nosić obowiązkowego munduru lesbijki, nie chodzić z rękami w kieszeniach, żując nonszalancko gumę i patrząc spode łba. Ale: to wydawało się przyciągać 'rządzące lesby'. Nim się zorientowała, stała się jedną z nich. Do pewnego stopnia jej to pasowało jako, że wreszcie czuła się pasującym klockiem, miała wszystkie dziurki i bolce - łączyła się z innymi jak ulał. Grupa, w której się znalazła zawsze monopolizowała najlepszy stolik w klubie, wchodząc witały się wszystkie głośnym 'Kochanieee....' i cmoknięciem w usta. Maka cieszyła się dużą popularnością, ponieważ była nowa. Czyli nienaruszona. Cała reszta (około dziesięciu kobiet) zdążyła już utworzyć wszelkie możliwe geometryczne konfiguracje związkowo-seksualne i niektóre z nich były dla siebie podwójnymi, a nawet potrójnymi ex. Maka wkleiła do swojego albumu zdjęcia i profile każdej ze swoich nowych znajomych. Może się to wydawać zachowaniem co najmniej obsesyjnym, ale ona sama patrząc na te fotografie dwadzieścia lat później, uśmiechała się do siebie. Cała nienawiść i obrzydzenie do tych kobiet i do tego, że ona sama była jedną z nich, wyparowała i pozostały tylko wspomnienia wspólnych wypadów do kina, szalonych nocy na parkiecie ( i w toalecie) oraz wakacji na Lesbos. Pierwszą z 'rządzących lesb', która zresztą zaprosiła Makę do kręgu, była Oliwia...
Data publikacji w portalu: 2004-09-17
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

erotyka Fitness intymny kobiet
Ala44 Ja ćwiczę od dawna i Polecammm ... opinia dodana 2019-09-17 00:22:45
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Goblin Market - Rossetti Christina
A mnie się to tłumaczenie podoba. Jestem anglistką, literaturoznawczynią, i mogę zapewnić, że fragmenty...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019