ŚNI MI SIĘ

Nuras
Śni mi się, że jesteś daleko...
Że ja codziennie rano dzielnie wstaję o 7.10, jem samotne śniadanie... Pamiętasz? Nasze śniadania były jak najlepsza uczta - zawsze trwały tak z godzinę... Zawsze miałyśmy sobie przy nich tyle do powiedzenia, że potem starczało czasu jedynie na błyskawiczną wizytę w szafie, upiornie krótkie pożegnanie i sprint do pracy... Pamiętasz... A teraz jem to śniadanie sama i słucham porannych wiadomości w radiu. Jak to jest, że podają tylko te złe informacje? Karmią nas na dzień dobry stekiem nieszczęść, okropieństw, oszustw i malwersacji... Nie słucham... Ale wolę to niż upojny śpiew ptaszków docierający zza okien... Wiesz, jak one się rano wydzierają na podwórku... Nie chcę ich słyszeć, więc wolę brzęczenie radia. Czasem nawet mi coś w pamięci zostaje - najczęściej wiem kto, ale nie wiem gdzie; wiem kiedy, ale nie mam pojęcia co! Ale jakoś nie robi mi to różnicy: uśmiecham się tylko do siebie, dziwiąc się, że tak mało może mnie obchodzić. Gapa jak zwykle wpycha się na kolana, Mynia ryje swój pychol do masła. Czy one choć raz mogłyby mi rano dać spokojnie zjeść? Nie mogłyby. Dzwoni komórka, odrywa mnie od tej zwyczajnej czynności, jaką jest posilanie się... Dzwoni... A ja się wkurzam, bo nie mogę zlokalizować skąd ten dzwonek dobiega... Miotam się trochę. Wreszcie jest, przy łóżku... Patrzę na wyświetlacz: budzik... Koty materializują się przy mnie, jak zwykle zaciekawione naglym poruszeniem... Radio ucichło. Ty jesteś obok, przytulona... Zgłupieć można. Cieszę się jednak, bo wiem, że to śniadanie zjemy razem. Budzę Cię więc, muskając zaledwie Twoją szyję... Mruczysz jak zwykle pod nosem, że zaraz... A ja sie uśmiecham i daję Ci te kilka minut na powrót z dalekiego świata. Idę do kuchni, wlączam radio - o! jaka fajna muzyka!; otwieram balkon, przez który wpadają wesołe promyki słońca niesione świergotem ptaków. Daję kotom żarcie, potykając się o ich szanowne, wszędobylskie i rosnące w oka mgnieniu ciała. Podrygując i nucąc pod nosem - właściwie wydzierając się należycie - przyrządzam kawę. Z pianką - taką jak lubisz. Zawsze taką robię. Ale dziś będzie Ci smakować jak nigdy, zobaczysz. Obejmujesz mnie z tyłu i przytulasz się. Kawa gotowa. Caluję Cię na dzień dobry i odsyłam do lodówki. Opędzając się od naszych futrzaków i przekonując po dobroci, żeby jednak zlazły ze stołu, robimy nasz ulubiony "talerz rozmaitości". Mniam! Na deser wyciskam sok z pomarańczy. Rozmawiamy sobie na dość luźne tematy, biorąc pod uwagę fakt, że luźnym nazywamy temat z serii: rzucić pracę w ten wtorek czy za tydzień? Nie możemy jednak podjąć żadnej konstruktywnej decyzji i zdajemy się na los - jak zawsze! Zwlaszcza, że właśnie za kilkadziesiąt minut jedziemy sobie daleko stąd... Bety już spakowane. Porządek jako taki zostawiony. Byt kotom zapewniony. Słońce jest coraz wyżej, coraz mocniej grzeje, niebo bez chmurki... Zapowiada się piękny dzień. Nie mogę się zdecydować, czy do termosa wziąć gorącą kawę, czy lodowatą colę... Po dość długim wahaniu, nieoczekiwanie wybieram trzecie wyjście: nie biorę ani tego, ani tego. Ale Ty oczywiście nie podzielasz mojego zdania i z uporem maniaka tłumaczysz mi, że ja i tak muszę wypić kawę na postoju w knajpie, więc drogą eliminacji zdecydujmy się na colę. I żebym nie robila z tego takiego dramatu. W normalnej sytuacji byłabym wkurzona na maksa, ale dziś nie jest normalnie. Uśmiecham się tylko, mówię: "Faktycznie" i cała uhahana przelewam colę do termosa.
- Miśka? Czy Edzia z nami jedzie? - dobiegło mnie z pokoju pytanie.
- No, a jak sobie to wyobrażasz inaczej? Zawsze z nami jeździ! - odpowiadam. - Weź mi jeszcze Beatkę, Maanam i Queen, a resztę co Ty chcesz.
Uśmiecham się do wspomnień, jak to kaseta Edzi Górniak towarzyszyła nam w trakcie tej pierwszej wspólnej nocy... Zaraz po jej premierze... Pamiętam, to był szał... Tak wyszło, że zdobyłam nawet autograf Edzi specjalnie dla Ciebie... Choć nawet nie wiedziałam, czy Edzi słuchasz... W ogóle o Tobie wtedy niewiele wiedziałam, a i o płycie Edzi też, tyle, co mogłam się jej nasłuchać, bo leciała w kółko w czasie, kiedy na artystkę czekał dziki tłum fanów w sklepie muzycznym... Ja też czekałam, ale cóż... Byłam wtedy w pracy. To były nasze początki i chciałam mieć dla Ciebie coś specjalnego (zwłaszcza, że właśnie tego wieczora byłyśmy umówione)... No i miałam. Płyta okazała się całkiem znośna, a że miałyśmy tylko tę jedną - leciała w kółko przez całą noc... Nie przeszkadzało nam to wcale, bo i tak do naszej świadomości docierały jedynie szczątkowe fragmenty, które jednakże po jakimś czasie złożyły się w calość i zapadły w pamięć... No i od tamtej pory Edzia zawsze z nami jeździ.
- Te i te, czy te brązowe? - z zamyślenia wyrwał mnie Twój głos.
- Co: te czy brązowe? - spytałam, bo jakoś dziwnie nie domysliłam się, o co Ci chodzi, choć powinnam była... Przecież gdziekolwiek się wybieramy, to scenariusz przygotowań jest taki sam.
- No, buty, kochanie. Te mam wziąć, czy brązowe? - spytałaś ponownie.
- Aaaaa... No tak, buty przecież... Nie wiem... Które chcesz.... po co Ci brązowe? Weź adidasy tylko - odparłam pośpiesznie.
- No, ale jak będzie padać, to adidasy mi przemokną - nie dawałaś za wygraną.
- Oj Miśka! No to weź jedne i drugie. Miejsca mamy dosyć. I tak będziesz chodzić tylko w jednych, więc nad czym się zastanawiasz! - powiedziałam, a oczyma duszy widziałam, jak krytykujesz moje pomarańczowe i żółte skarpetki... Dobrze, że pakowałam je wczoraj i tego nie widziałaś. Zobaczysz dopiero, jak ubiorę je do odpowiedniej kolorystycznie koszulki. Na pewno i one nie wzbudzą w Tobie sympatii - czepiasz się, że takie kolorowe... Ale na razie sza... Poza tym... kocham to w Tobie...
- Ile wzięłaś koszulek na te 3 dni? - padło sakramentalne pytanie, o którym wiedziałam na pewno, że padnie.
- No... Kilka...
- Ile? - ponowilaś pytanie stanowczym tonem.
- A z sześć, może siedem...
- No, a ja się zastanawiam, dlaczego nie możemy się zmieścić do jednej torby!
- A co tam takie koszulki! Dużo miejsca nie zajmują. Poza tym Ty się zawsze pakujesz minimalistycznie. Tylko nie wiem po co, bo i tak wszystko jeździ w bagażniku - odparłam.
- I tak mnie kochasz - dodałam zaraz zaczepnie.
- Muszę się pożegnać z pieszczochami - powiedziałaś i oddałaś się tej czynności bezgranicznie.
- Dobra, to ja znoszę już rzeczy do auta, a Ty zamknij mieszkanie - odparłam i chwyciłam za tobołki, których nagle jakoś przybyło...

Mamy za sobą już jakieś dobrych 200 km. W uszach świszczy wiatr, bo szyby otwarte na przestrzał. Słońce na szczęście za nami, więc nie męczy oczu, w głośnikach "bębny"... Na drodze nawet pusto, a do celu coraz bliżej... Jesteś najlepszym pilotem, jakiego znam. I jakiego mam. Uwielbiam z Tobą obok na fotelu przemierzać szosy całego swiata! Nawet jak Ci się drzemnie. Tak słodko Ci się wtedy glówka kiwa... I wiem, że czujesz się bezpiecznie... Teraz jednak wcale nie jesteś senna... Wręcz przeciwnie: jesteś zrelaksowana, uśmiechasz się tajemniczo, podśpiewujesz... Rękę trzymasz na moim udzie - jak zawsze... Z tą jednak różnicą, że wędruje ona trochę ku górze... Ty mały prowokatorze! Jedną ręką nadal trzymam kierownicę, drugą pieszczę Cie po karku, szyi, włosach... Dlaczego to takie ekscytujące, kiedy właśnie muszę być skupiona na czym innym? Odpinasz pas (bezpieczeństwa), nachylasz się... Pieścisz mnie coraz bardziej namiętnie... Dobierasz się do mnie tak, jak wtedy, 4 lata temu, kiedy "uciekłyśmy" do Chorwacji... Pamiętasz? Kochałyśmy się wtedy w aucie, w jakichś krzakach na wysokiej górze z widokiem na morze... Dokoła słychać było cykady i pachniała lawenda... Teraz historia ma szansę się powtórzyć... Rozpalasz mnie coraz bardziej... Szepczesz do ucha magiczne słowa... Działają na mnie... Wiem, że jechać dalej, to szczyt szaleństwa - na liczniku już 140 (uniaczek i tak więcej nie może), a droga bynajmniej nie przypomina autostrady... Szpaler drzew, wąski asfalt, dziury... A Ty dalej swoje...
- Musimy stanąć - mówię i czuję, że zupełnie zaschło mi w gardle.
- Wiem... - odpowiadasz.
Gdzieś w oddali widzę skręt. Nie namyślając się wiele, obieram go za azymut, zwalniam i dalej już prowadzę auto leśną drogą. Niedaleko, kilkanaście metrów zaledwie... Tak tylko, żeby za bardzo z drogi nie było widać... Rozkładamy fotele... Włączasz "Edzię"... Powoli zatapiamy się we wzajemnych objęciach... Ta muzyka, ten zapach, ten smak... Wszystkimi zmysłami jesteśmy ze sobą tak blisko... Zamykam oczy...
Przez dobrze znaną melodię przebija się inny dźwięk. To dzwonek... Komórka... Odruchowo patrzę na wyświetlacz: budzik... Odrywam od niego wzrok i widzę sufit. Dokoła cisza, tylko zza okna dobiega poranny zgiełk... I Gapa smyra mnie wąsami po twarzy...
Śniło mi się, że jesteś tak blisko...
Data publikacji w portalu: 2004-09-24
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Bycie gejem na Kaukazie - film online.
RysioPyyysio Mimo skali kampanii karnej żaden z Czeczenów nie zwrócił się do rosyjskich organów ścigania z oskarżeniem.😜 opinia dodana 2019-02-19 13:19:56
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Rose Madder - King Stephen
d should provide a cushty support for any heel along with ankle.\nWakeboard basics vary in elasticity...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019