TRUDNY CHARRRAKTERRR

Elizabeth Gotlieb
"I o co tyle milczenia? / Między nami niewiele się zmienia / To miłość jest inna / Niełatwa, nieskromna, niewinna. / I o co tyle milczenia? / Lepiej mów, że mam serce z kamienia / Że się zmieniam, jak moda, kobieta i szczęście .."


#
W środku upalnego lata wyszłam ze swojego odludzia i jaskini samotności na światło dzienne. Porzuciłam schłodzoną colę z cytryną, cień własnego balkonu i ruszyłam na spotkanie. Prawie poczułam się jak wampir, gdy słońce zaświeciło mi w oczy.
Nie lubię słońca od dziecka, a w zasadzie od urodzenia, gdy pielęgniarka na oddziale położniczym położyła mnie do karmienia na łóżku mojej mamy, która akurat wyszła na moment do łazienki. Wracała stamtąd szybciej niż powinna (bądź co bądź, była po ciężkim kleszczowym porodzie), bo usłyszała potworny wrzask własnego dziecka, które bez zahamowań domagało się lepszego traktowania. Wpadła do sali, gdzie inne nowe mamuśki już trzymały swoje pociechy przy piersiach i zobaczyła widok nieziemski! Otóż, jej maleństwo leżało na środku owego łóżka, a słoneczko świeciło na ten mały ryjek z taką intensywnością, że aż oczy bolały patrzeć. Prawie zrobiła dziką awanturę pielęgniarce, że tak zostawiła mnie na tym słońcu, ale powstrzymały ją inne matki, które zgodnie zaświadczyły, że słońce zaczęło świecić dopiero po tym, jak mnie już ułożono. A słoneczko zaglądało do mnie, zza wieży katedry praskiej ..
I mimo to, że mam życie naznaczone jasnością, słońce chyba za mną też specjalnie nie przepada, raniąc moje ciało za każdym razem mocnymi uderzeniami czerwonych smug zamiast ładnej opalenizny...

Jadąc na umówione miejsce spotkania z tobą, zastanawiałam się, jak nasza znajomość się rozwinie. Skontaktowała nas ze sobą nasza wspólna koleżanka, która z radością i bez żadnych oporów zabawiła się w klasyczną swatkę. Znałyśmy się już od kilku miesięcy, telefonicznie i mailowo. A ja czy chciałam czy też nie, czułam na dźwięk twojego głosu lekki dreszcz podniecenia, który bezwstydnie przebiegał mi po kręgosłupie. Zwalałam winę na wspomnienie pewnej kobiety, która onegdaj wdarła się w moje życie z rozkoszną zmysłowością i której barwa głosu wydawała się być wtedy jedynym dźwiękiem, jaki pragnęły chłonąć moje uszy, wrażliwe nie tylko na pocałunki, ale także i na dość niskie tony kobiecych głosów.

Przyjechałaś. Wiedziałam, że to ty, gdy tylko zerknęłam na drzwi tramwaju, które się otworzyły. Pomyślałam, że masz ładne oczy i miły uśmiech. Głos mnie nie rozczarował, w realu brzmiał bardziej donośnie i bardziej zmysłowo. Znów te mrówki biegające po plecach dały znać o sobie ... ale poza tym - nic. Spędziłyśmy kilka godzin, rozmawiając. Po przyjściu do mojego domu dziarsko zabrałaś się do przygotowywania posiłku, co o tyle mnie ucieszyło, że do tego mam akurat dwie lewe ręce. Spożyłam z apetytem sporządzoną przez Ciebie sałatkę z kurczaka. No i coś we mnie drgnęło! Pomyślałam z uśmiechem, że mam w sobie chyba dużo z faceta, bo najwidoczniej do mojego serca prowadzi droga przez żołądek.
Później odprowadziłam cię do tramwaju. Lekkie cmoknięcie w policzek na "do widzenia" chyba wprawiło cię w dobry nastrój.
Do domu wróciłam z upartą myślą, że nic z tego nie będzie. Zrobiłaś wrażenie dobre, ale nie poczułam tego, co powinnam była poczuć, a zwracam na to od zawsze dużą uwagę.
W głębi duszy skarciłam się za tak konsumpcyjne podejście do życia i do kobiet.
#
Miesiąc później siedziałam w pociągu jadąc do ciebie. Miałam ci pomóc w pisaniu pracy. Nie wiedziałam czy to pretekst, czy prawdziwa potrzeba. Stwierdziłam, że skoro i tak lubię pomagać ludziom, mogę pomóc także i tobie. A przy okazji przyjrzę się i przymierzę. Nie zakładałam co chcę sprawdzić, ale jakieś strzępy ochoty na zawarcie bliższej znajomości już się plątały po moim umyśle. Coraz bardziej niepokoiłaś moje zmysły. Koleżanki, które nas widziały na imprezie, dopytywały się czy jesteśmy razem. Moje negatywne odpowiedzi bardzo dziwiły. Słyszałam, że ładnie razem wyglądamy i zachowujemy się jak stare, dobre i rozumiejące się małżeństwo. Chyba dałam się ponieść owej opinii. Pomyślałam, że aż tyle osób nie może się mylić...

Wyszłaś po mnie na dworzec. Lekkie cmoknięcie w policzek sprawiło, że poczułam się miło. Bardzo dużo mówiłaś. Chyba się denerwowałaś.
Gdy weszłam do Twojego mieszkania, poczułam niczym niezmącony spokój. Pomyślałam, że jeśli urządziłaś to mieszkanie sama, to musisz mieć w sobie coś z tego klimatu. Takie wrażenie zaczęłaś przynajmniej robić. A mnie spokój był bardzo potrzebny, po tym, jak straciłam z próżności, głupoty i pychy najlepszą przyjaciółkę, jaką miałam, za którą poszłabym w ogień, w wodę i każdy inny żywioł jaki istnieje... Popatrzyłaś na mnie tak czule, że się wzruszyłam. Posadziłaś mnie na wersalce i podałaś mi poduszkę pod głowę, mówiąc "Połóż się, musisz być zmęczona. Tak wcześnie wstałaś, żeby tu przyjechać. Mamy dużo czasu. Zrobię coś do jedzenia, a ty utnij sobie drzemkę". Swoją drogą, ciekawe czy wiedziałaś, że tym gestem rozpoczęłaś proces zdobywania mojego serca?...

#
Dwa tygodnie później znów się tłukłam pociągiem do ciebie. Sennym jeszcze umysłem, usiłowałam dojść do wniosku, co mnie tak pcha w Twoją stronę? Ja, typowa domatorka, którą wołami trzeba wyciągać z domu gdziekolwiek, nagle stałam się podróżnikiem (no, oczywiście na skalę własnych możliwości i w porównaniu z dotychczasowym życiem!) Pracowałam bardzo intensywnie cały tydzień i zamiast klasycznie wyspać się w sobotę, zrywałam się bladym świtem, leciałam na dworzec, kupowałam bilet i wlokłam się do ciebie. Niesamowite! Moja przyjaciółka, była bardzo zdziwiona tymi zmianami. Ostrzegała mnie tylko, żebym się nie spieszyła... Ale jak się nie spieszyć, kiedy na mnie czekasz?!
Zanim wysiadłam z pociągu, już mi waliło serce. Gdy cię zobaczyłam, błogość rozlała się po moim wnętrzu, kojąc zszargane nerwy, a niepokój zamieniając w stan upojenia. Szłyśmy do domu, a ja czułam że mój czas oczekiwania najwyższa pora zamknąć...

Nie sądziłam, że kiedykolwiek zrobię coś takiego! W nocy prawie się na ciebie rzuciłam niczym głodna lwica. Wspomnienie tego w tej chwili wywołuje we mnie salwę śmiechu, ale wiem, że nigdy tego momentu nie zapomnę! W każdym razie, korzyść odniosłam taką, że sprawdziłam i już wiedziałam, że wszystko idzie jak powinno. Z obu stron. A przynajmniej tak wyglądało ..
Wracałam następnego dnia, jakby niesiona na skrzydłach uczucia, które zaczęło mi kwitnąć na całego.

#
Trzy tygodnie później, pokazałaś mi mieszkanie, jakie chciałaś wynająć... dla nas. Usiłowałaś mnie przekonać, że moja droga do pracy z S., będzie zajmowała mi tyle samo czasu, co podróż z jednego końca Warszawy na drugi. Niby racja... ale mam sprzedać mieszkanie i mam się wynieść z Wawy? Mojego kochanego miasta? Nagle zaczęło mi się wydawać, że dla mnie to zbyt ryzykowne i radykalne posunięcie, jak na znajomość trwającą w realu niecałe dwa miesiące. Coś mi powiedziało, żebym tego nie robiła. Zazwyczaj pamiętam o tym głosie wewnętrznym, ale go nie słucham (i czasami żałuję). Teraz jednak posłuchałam. Widziałaś, że nie palę się do twojego pomysłu i że tak naprawdę mieszkanie nie spodobało mi się wcale... W nocy spałaś odwrócona do mnie tyłem...
Następnego dnia wracałam z poczuciem, że sinusoida mojego życia znów opada w dół i nic już tego nie zmieni... Tak bardzo chciałam się mylić...

#
Dwa tygodnie później, zrobiłam ci wściekłą awanturę o rozsypany cukier na stole! Widziałam, że się nie spodziewałaś po mnie takich gwałtownych reakcji. Zdenerwowałaś się i poszłaś zapalić do kuchni. Sama nie spodziewałam się po sobie aż takiego negatywnego wybuchu emocji. Zrobiło mi się głupio... ale po fakcie zdałam sobie sprawę z tego, że nie chodziło o ten idiotyczny cukier. Od jakiegoś czasu karmiłaś mnie opowiadaniem, jak to przeżywasz straszne katusze, bo twoja najlepsza przyjaciółka (w której kiedyś kochałaś się na zabój), właśnie związała się z twoją "byłą" i najwyraźniej są razem szczęśliwe. Nie wiem, czemu mi o tym opowiadałaś. Myślałaś, że będę zazdrosna? Że będę walczyć? Że zgodzę się dla dobra sprawy i naszego związku na przeprowadzkę do S.? Że bardziej aktywnie zacznę zabiegać o twoje uznanie i łaskawe spojrzenie? Że mnie tym ukarzesz za moje nieposłuszeństwo?... No to się przeliczyłaś. Nie należę do kobiet specjalnie walczących. A już z pewnością nie bywam zazdrosna! Wychodzę z założenia, że do związku trzeba osób dwóch, a jeśli angażuje się wyłącznie jedna strona, a druga tylko "tak sobie", to taki związek nie jest wart zachodu ani starań o przetrwanie...

Potem zapytałam niby przypadkiem, gdzie spędzimy Sylwestra. Odpowiedziałaś, że spędzisz go ze swoimi przyjaciółmi, jak co roku. Zabrakło mi odwagi by zapytać, czy się zaliczam do tego grona.

Następny ranek udzielił mi wystarczającej informacji. Poinformowałaś mnie, że musisz odpocząć ode mnie i poukładać myśli. Było mi to na rękę. Też czułam zmęczenie i nawet się ucieszyłam, że wyszło to od ciebie.

Po raz ostatni widziałam cię, gdy szłaś schodami w dół do podziemnego przejścia przy Rotundzie. Nie odwróciłaś się, żeby mi pomachać ręką, tak jak to robiłaś zawsze. Uśmiechnęłam się wtedy smutno do myśli, że jednak cię kocham i już czując, że to koniec, pojechałam dalej.

Kilka dni później rozstałyśmy się bez zbędnych słów. Zresztą zrobiłyśmy to telefonicznie. Dowiedziałam się na koniec, że mam bardzo trudny charakter, że nigdy mnie nie kochałaś, a mówiłaś te słowa, bo tego od ciebie oczekiwałam, że nigdy nie byłam dla ciebie atrakcyjną partnerką pod żadnym względem, że mam zbyt długie włosy na rękach i zbyt porywczy temperament, no i to paskudne uzależnienie od rodziców...
Aż dziw, że tyle ze mną wytrzymałaś!

Miałaś wpaść po swoje rzeczy, których już się nieco nazbierało w moim mieszkaniu. Chciałam Cię zobaczyć. Po raz ostatni. Ucieszyłam się, że tego dnia muszę odbyć jakieś idiotyczne szkolenie. Cóż, jednak nie było mi dane spotkać cię... musiałam wrócić do pracy i cały mój plan runął w gruzach. Zamiast mnie, spotkałaś w mieszkaniu moich rodziców, którzy przekazali ci informację ode mnie i wręczyli spakowane rzeczy. Musiałaś się zdziwić na ich widok. A może nie?! Przecież zarzucałaś mi, że mam nie odciętą pępowinę... Teraz już chyba wiesz, że się myliłaś. Nie chodziło o pępowinę. Okazałam się o wiele silniejsza niż przypuszczałaś. Wierz mi jednak, że w tej chwili już mnie nie obchodzi, co myślisz. Proporcjonalnie do siły pozytywnych uczuć, jakie we mnie wzbudziłaś, odczuwam teraz zupełną obojętność. Trochę mnie to kosztowało energii, ale jak mawia moja przyjaciółka "co cię nie zabije, to cię wzmocni"... I jest w tym cholernie dużo racji!
Wreszcie się uwolniłam od zdania mojej prywatnej pani psycholog.

6 grudzień 2004 r.
Data publikacji w portalu: 2004-12-23
« poprzednie opowiadanie następne opowiadanie »

Witaj, Zaloguj się

KONTAKT

Wyślij swój tekst! - napisz do Namaste
podpisz swoja pracę nickiem lub imieniem
(jeśli chcesz: nazwiskiem), jeśli chcesz napisz swój e-mail, podamy go w podpisie.

NASZA TWÓRCZOŚĆ

Jest jak delikatny kwiat. Każda jej forma zawiera ślady głębokich wzruszeń i emocji, przenosi pamięć o czasie minionym, chroni od zapomnienia chwile.

Tutaj jest miejsce dla Ciebie. Jeśli pisałaś, piszesz lub pisać zamierzasz, nie chowaj efektów swojego natchnienia do szuflady, podziel się nimi.

Tu nikt nie ocenia, nie krytykuje. Możesz przysyłać teksty podpisane imieniem bądź pseudonimem, o dowolnej tematyce i formie. Może to dobre miejsce na debiut i nie tylko.

Zdecyduj się.
To właśnie od Ciebie będzie zależał kształt tej strony. Zapraszam do jej współtworzenia.

Namaste

Ostatnio komentowane:

news Podpisz petycję: Liberalizacja ustawy antyaborcyjnej w Polsce
smaku Mieć zdrowe, własne dziecko w rodzinie własnej, to szczęście i jedyne marzenie małżeństw, oczywiste, bo dzięki temu mogą żyć, planować przyszłość, mają po co żyć. Życie bez dzieci jest... opinia dodana 2019-11-14 21:34:02
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Lesbos Najlepsze opowiadania erotyczne - Warnock Kathleen
Za ile można by odkupić? Bo chyba po 30 zł. jest na rynku, to za drogo trochę, a bardzo spodobała mi...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2019